Wyprawka niemowlęca – lista subiektywna

Zestawienie stworzone dla potrzeb znajomych ciężarnych. Tym samym zbiorowa odpowiedź na pytanie „co w wyprawce”. Przy Córce miałam listę z jakiegoś forum, której się ściśle trzymałam, ale teraz jestem mądrzejsza o jedno dziecko i wiem, że część rzeczy była zupełnie nieprzydatna. No to zaczynamy wymądrzanie. Zaznaczam, że zestawienie oparte jest o badania przeprowadzone na aż jednym dziecku i matce, w związku z tym uprzedzam, że reklamacje nie będą uwzględniane 😉

Edit: wyprawkę potwierdziłam już na dwójce dzieci – dalej się sprawdza 😀

1. Ubranka.
Ile? Dużo! Tyle mogę powiedzieć na pewno. No chyba, że ktoś ma ochotę robić pranie codziennie. Noworodek wbrew pozorom mocno się brudzi – ulewa, przesikuje się i funduje rodzicom tego typu rozrywki (nam dużo czasu zajęło opanowanie trudnej sztuki zapinania pampersa tak aby jego zawartość się nie wylała).

Jaki rozmiar? Otóż zależy. Mi wszyscy mówili żeby kupić 56 bo dziecko będzie się w 62 topić. No to posłuchałam. Oczywiście moja przekorna latorośl urodziła się większa niż 56 cm i w ten najmniejszy rozmiar udawało mi się ją wcisnąć przez jakiś tydzień. O topieniu się w 62 nie było więc mowy. 62 i tak się przyda prędzej czy później więc warto mieć go na podorędziu.

Jakie ubranka? Dla mnie na początku najwygodniejsze były tzw. pajace – z powodzeniem służyły i za piżamę i za niezwykle elegancki strój wyjściowy. Spodenki, koszulki i tego typu nader wytworne outfity nadejszły u nas znacznie później. Czapeczki po kąpieli – dla mnie zbędne. Niedrapki – wręcz przeciwnie, na tony tego używaliśmy, choć dla malucha lepiej jeśli od początku nic nie ogranicza jego zmysłu dotyku. Co było jednak zrobić z rączkami drapiącej się pannicy?

Gdzie kupić? Dla takiego malucha – najlepiej w SH. Jest masa ślicznych, nieznoszonych (bo niby jak noworodek ma coś znosić) i świetnych jakościowo rzeczy. Potem polować na przecenach i kupować na wyrost.

2. Akcesoria pielęgnacyjne i kąpielowe.

wanienka – no tu nie ma co dyskutować. Lepiej sprawdza się ta większa – 102 cm zdaje się.
ręczniki z kapturkiem – co najmniej 2
myjka i gąbka – nie używaliśmy
nożyczki do obcinania paznokci niemowlęcych – ani pół paznokcia nie udało mi się tym cudem techniki obciąć. Żeby nie było – nożyczki felerne nie były bo kupiłam 3 sztuki różnych firm. Po setce prób poddałam się i pierwszy manicure robiłam córce zwykłymi nożyczkami do paznokci – takimi jak sama używam. Do dziś w użyciu mamy takie, a tymi bezpiecznymi córka wycina sobie kształty z papieru 😉
miękka szczotka i grzebyczek – no owszem przydaje się
termometr do wody – można sobie spokojnie podarować, ale gdybym była producentem czegoś takiego to zapewne też bym wmawiała rodzicom, że to niezbędna sprawa
aspirator do noska/gruszka – aspirator zdecydowanie tak! My mamy Fridę. Gruszka była świetną zabawką dla małej, bo niestety mimo usilnych prób nie udało nam się jej zastosować zgodnie z przeznaczeniem.
gaziki – na początku były u nas w codziennym użyciu podczas czyszczenia jamy ustnej
proszek do prania ubranej niemowlęcych – u nas od początku do dziś Lovela. Wiem, że wiele osób używa zwykłych proszków ale w wersji sensitive.
3. Kosmetyki i produkty farmaceutyczne
płyn do kąpieli od pierwszego dnia życia – moim osobistym hitem jest Mustela, niby drogie, ale w mniejszym stopniu naszpikowane chemią i do tego bardzo wydajne. Opłaca się zamawiać na allegro.
oliwka dla niemowląt – miałam, ale nie mogłam znieść tej tłustości po niej, zamieniłam na balsam do ciała (Mustelii, a jakże). Na główkę i walkę z ciemieniuchą polecam za to olej kokosowy TEN– do dziś go stosujemy w razie nawrotu ciemieniuchy, a ja stosuję go jako odżywkę do włosów.
krem do pupy/ na odparzenia – starałam się jej jak najmniej smarować pupę tzn. tylko wtedy kiedy była konieczność. Po wielu próbach stwierdzam, ze u nas najlepiej sprawdza się Bepanthen. Z kupnem warto jednak zaczekać, bo z reguły w szpitalach dają dużo próbek tego typu kremów (ja dostałam sudocrem, alantan, bepanthen i coś tam jeszcze) i można sobie doświadczalnie sprawdzić co dziecku najbardziej podpasuje.
krem z filtrem/krem na zimę – absolutne „must have” każdego sezonu. Z mody nie wyjdzie więc bez obaw
sól fizjologiczna – w małych ampułkach do przemywania oczu i nawilżania noska – przydatna rzecz!
sól morska – również do nawilżania noska. O ile soli fizjologicznej używałam przez jakieś 3 miesiące, o tyle morską stosujemy do dziś.
Octenisept – do pielęgnacji pępka, do dziś mam go w torbie, którą zabieramy np. na spacery – latem przydaje się do spryskania rany w razie jakiegoś wypadku na placu zabaw
termometr – wcześniej czy później się przyda. U nas najlepiej sprawdził się dotykowy do czoła i ucha O TEN. Konia z rzędem temu kto potrafi zmierzyć temperaturę  noworodkowi/niemowlakowi pod pachą lub w odbycie. Ja nie potrafiłam, choć próbowałam.
4. Do spania
łóżeczko – no niby się przydaje, ale mała spała głównie z nami 😉
materac – miałam lateksowy firmy Havea i z wielu względów uważam, że to najlepszy wybór. W „dużym” łóżku córka też ma lateksowy
podkład pod prześcieradło – mała rzecz, a cieszy. Mam TEN– jestem zadowolona, wróci do łask przy odpieluchowaniu
rożek – kwestia sporna, ale generalnie wiele osób sobie bardzo chwali, więc chyba warto mieć. Ja miałam 3 sztuki i było na styk – mała w nich spała nocą. Lepiej bez usztywniania. Z tych które miałam najlepszy jakościowo był rożek Drewexu O TEN. To kokosowe usztywnienie wyciągnęłam od razu.
kołdra i poduszka – kupiłam i przez 1,5 roku się kurzyło. Córka najpierw spała zawinięta w rożku, a potem rozwinięty rożek służył za kołderkę. Dopiero teraz „dorosła” do pościeli o wymiarach 135×100. Na początku można sobie zatem podarować
kocyk – warto mieć co najmniej 2 sztuki, cieńszy i grubszy (ja miałam jakieś 5;)
 5. Przewijanie
przewijak – ja mam komodę do przewijania, a na nim przewijak z miękkiej ceratki. Przydaje się bardzo bo po pierwsze wygodne dla kręgosłupa, po drugie w szufladach można sobie dobrze zorganizować akcesoria wszelakie
nawilżane chusteczki – w szpitalu potrzebne, jak najbardziej. Potem w mojej opinii lepiej mieć pod ręką pojemniczek z wodą i waciki. Chusteczki są naszpikowane chemią i niepotrzebnie podrażniają pupę dziecka. Niestety na wyjścia chusteczki są najwygodniejszą opcją więc w torbie niemowlęcej i tak zawsze jakieś trzeba mieć
pieluchy tetrowe – takie minimum to 20 sztuk, tym razem będę mieć 30. Przydają się do wszystkiego, nie tylko do przewijania
pieluchy flanelowe – nie miałam ani pól. Braku nie odczułam
6. Karmienie
pierś – 😉 moja historia karmienia piersią zasługuje na osobny post
wkładki laktacyjne – oj tak, mnóstwo dużo. Wypróbowałam całkiem sporo i najbardziej pasowały mi TE
osłonki na pierś – przydały mi się w pierwszym tygodniu karmienia, kiedy moje sutki były bardzo zmaltretowane – miałam TAKIE. Lepiej kupić mały rozmiar. I używać z rozwaga. I tylko wtedy kiedy to naprawdę konieczne.
butelka – warto mimo wszystko mieć jakąś pod ręką. U nas numerem jeden dla noworodka był Dr Brown. Potem przerzuciliśmy się na MAM baby i z ich butelek korzystamy do dziś. No a jak już butelka to szczotka do czyszczenia i smoczki zapasowe
smoczek uspokajacz – w ciąży byłam absolutnie przeciwna. Po 2 tygodniach od porodu byłam absolutnym fanem. Teraz wiem, że zakładać jak to będzie to sobie można, a dziecko i tak zrobi swoje. U nas smoczkiem akceptowalnym był NUK silikonowy.Smoczka używaliśmy niestety aż do roku. Jak już kupimy smoczek to warto nabyć taki sznureczek specjalny, który nam przytwierdzi smoczek do odzienia dziecia.
poduszka do karmienia – wiem, że wiele osób sobie bardzo chwali i nie wyobraża życia bez tego. Ja nie miałam i nie czułam potrzeby kupna. Od początku do końca karmiłam na leżąco więc nam się nie przydała.
laktator – nie miałam. Kiedy musiałam wyjść w porze karmienia mała dostawała MM. Tak zdecydowałam dla własnej wygody. U nas nie zaburzyło to laktacji. Ja jestem zwolennikiem tezy o tym, że karmienie siedzi w głowie.
sterylizator do butelek – miałam. Darmowy. Składał się z dużego garnka z wrzątkiem. Gotowałam butelki i smoczki 5 minut. Taki prawdziwy sterylizator to wg mnie zbędny gadżet
podgrzewacz do pokarmu/butelek – miałam TAKI. Na pewno nie jest niezbędny, ale bardzo ułatwia życie. Zwłaszcza dla kogoś kto nie planuje karmić piersią (choć bardzo, bardzo naturalne karmienie polecam!!). Mój model podgrzewacza utrzymywał zadaną temperaturę w związku z czym w nocy można tylko wyjąć butelkę i wsypać mleko (można się zaopatrzyć też w specjalny pojemnik na odmierzony pokarm i wtedy w ogóle mamy Orient Express), a w nocy liczy się każda minuta – uwierzcie! Kiedy dziecko jest większe, można w nim łatwo podgrzać obiadek
termoopakowanie na butelkę – zbędny balast
7. Inne
parasolka do wózka – konieczna, zwłaszcza dla dzieci urodzonych latem
leżaczek bujaczek – przydaje się czasem, acz dla dziecka lepiej, żeby leżało na podłodze (w żadnym wypadku nie wsadzać w toto noworodka!!). Tym niemniej leżaczek miałam, był nader pomocny gdy mała miała problem z wypróżnieniem. Zyskał u nas nawet wewnętrzną ksywę – sraj-leżaczek.
mata edukacyjna – zdaje się, że jestem jedyną osobą na świecie, która maty nie miała. Miałam za to kocyk a bardziej chyba narzutkę na łóżko na której kładłam różne, potencjalnie interesujące dla noworodka obiekty (książeczki, piłeczki, materiały o różnych strukturach, lusterko itp.). Nad kocykiem pomiędzy krzesłami rozwieszałam sznur na którym wieszałam wstążeczki i tego typu bibeloty. Syn maty również nie otrzyma. Sprawiedliwość musi być.
karuzelka nad łóżeczko – nie miałam, nie cierpiałam z tego powodu
nawilżacz powietrza – nie miałam, ale wszystko zależy pewnie od mieszkania. Ja powietrze nawilżałam sposobem tzn. i tak w kółko robiłam jakieś pranie rzeczy niemowlęcych, a mokre po praniu pieluchy/ręczniki/rożki/kocyki wieszałam na kaloryferach i miałam w ten sposób szybkie suszenie i nawilżenie
I jeszcze refleksja – tak buciki dla niemowląt są śliczne i do schrupania, ale kompletnie nieprzydatne.
Refleksja nr 2 – i bez stresu z tą wyprawką, teraz sklepy otwarte 24/7 i wszystko w nich jest, wszystko można w razie czego dokupić.
*Zdjęcia wykorzystane w poście pochodzą stąd oraz stąd

Mama Pierworodnej (02.12) i Drugorodnego (05.14). Żona Wirgiliusza. W pierwszej ciąży otwarła przewód doktorski, a w drugiej go zamknęła. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Kontakt: w zakładce kontakt ;)

9 komentarzy

  • Odpowiedz Marzec 19, 2014

    chilanes

    Sporo rzeczy wywaliła bym z tej listy, bo wg mnei są zbędne 😉 Np:
    podgrzewacz do pokarmu jeśli karmi się piersią, a i przy mm niepotrzebny, bo lepiej zaparzyć świeże mleko.
    Kołdra i poduszka przez ponad rok nieużyteczne, a na pewno nie dla noworodka.
    Rożek – jak kto lubi ja nie używałam (Mlody nie lubił), włożyłam małego z 2-3 razy, jak goście bali się go wziąć na ręce.
    Sterta ciuchów nie była nam potrzebna do ok 5-6 miesiąca, zanim Młody nie zaczął próbować czego innego poza mlekiem (nie ulewał,etc) Większości nawet nie zdążyłam założyć.

    • Odpowiedz Marzec 19, 2014

      Alicja

      Między innymi dlatego już w tytule zaznaczyłam, że lista jest subiektywna 😉

      Co do kołdry i poduszki zgadzam się w pełni – wszak nawet napisałam, że u nas się 1,5 roku kurzyło 😉

      Rożek jest generalnie ekstra właśnie dla gości, dla rodziców, którzy boją się brać dziecko na ręce, a z dzieckiem w formie tobołka jest po prostu łatwiej i jako kołderka zimowa. Pierworodna była zimowa (i to tak porządnie -30 wtedy było, a nie to co tegoroczna zima – dziś słyszałam, że nasze niedźwiedzie w sen nie zapadły z tego ciepła!) więc rożek się przydawał, natomiast wątpię, że przy letnim Drugorodnym go będę używać.

      U nas ciuchów szło na tonę – najwyraźniej kobieca natura Pierworodnej dawała o sobie znać już w okresie noworodkowym 😉 Ciekawe jak będzie teraz.

      Podgrzewacz sobie chwalę, ale z pewnością nie jest niezbędny.

      A jest coś co byś dopisała do listy?

  • Odpowiedz Maj 15, 2014

    Lili

    Wyczytałam „smoczka używaliśmy niestety aż do roku” – o co chodzi z tymi smoczkami?

    • Odpowiedz Maj 15, 2014

      Alicja

      O to, że niestety wcześniej nie udało się Pierworodnej oduczyć smoczkowania 😉

  • Odpowiedz Grudzień 9, 2014

    Kasia

    Ja polecam otulaczek ja mam taki http://gro.co.uk/grobag-swaddle. Przy synu nie miałam doczytalam o jego istnieniu przy córce tak i upolowalam na allegro.
    Sprawdza sie znakomicie:) córka zdecydowanie lepiej zasypia zwykle nawet sama w łóżeczku.
    Polecam też tak zwana „maść pieluszkową” czyli krem przepisywane przez lekarza robiony w aptece. Można go stosować w dużych ilościach i do całego ciała a w przypadku oparzenia i tak go lekarz zwykle przepiszę;) nie znam nikogo kto przestał użwać

  • Odpowiedz Lipiec 10, 2015

    Urszula

    A co powiecie o ochraniaczu na szczebelki?

  • Odpowiedz Marzec 30, 2016

    Ola

    Zgadzam się, że spodenki, koszulki, sukienki przydają się dopiero znacznie później. I nawet wtedy moim zdaniem odpadają wszelkie dżinsy, sztruksy, tylko miękki dresik. Dla mnie podstawą ubioru niemowlaka jest body, na początek najlepiej zapinane z przodu. Do tego pajacyk, śpiochy albo półśpiochy zależnie od temperatury. Od rękawiczek-niedrapek lepsze są moim zdaniem pajacyki z niedrapkami wszytymi w rękawki. Przydają się też skarpetki, bo maluchy czasem marzną w stopy – zwłaszcza na spacery.
    Przy drugiej córeczce odkryłam nożyczki firmy Renomed – z zabezpieczonymi końcami, ale bardzo ostre, i wreszcie udało mi się obciąć te malutkie miękkie paznokietki. Można je nawet sterylizować (czego jeszcze nie robiłam). Są drogie, ale uważam, że warto.
    Dla dziecka, które śpi w łóżeczku, polecam śpiworek (taki bez rękawków, koniecznie bawełniany, są dostępne różnej grubości). Pierwsza córeczka zaczęła w nim spać ok. drugiego miesiąca, druga zaraz po przyjściu ze szpitala. Nie ma obaw, że dziecko się rozkopie albo przykryje sobie buzię, a do tego ramionka i klatka piersiowa są przykryte. Oczywiście w łóżku rodziców w takim śpiworku byłoby dziecku za ciepło.
    Kocyk – koniecznie bawełniany, a w sklepach królują sztuczne. My mamy z Ikei.
    Przy drugiej córeczce kupiliśmy poduszkę klin – podłożyliśmy ją pod materacyk, dzięki czemu główka jest trochę wyżej. To znacznie wygodniejsze niż podkładanie książek, co praktykowaliśmy przy pierwszej, bardzo ulewającej córeczce.
    Ochraniacza na szczebelki nie używałam, podobno są niebezpieczne, dziecko może się udusić. Nigdy córeczka nie zrobiła sobie o szczebelki żadnej nawet małej krzywdy.
    Moim zdaniem jednak przyda się jakaś zabawka zawieszana nad łóżeczkiem. Wiem, że w którymś poście pisałyście, że dla malucha w kwestii zabawek im mniej tym lepiej. Jednak nadchodzi taki dzień, kiedy rodzice odkrywają, że jak maluch ma nad głową zabawkę, to wreszcie można razem zjeść śniadanie 🙂
    Nie używaliśmy też otulaczka, ale teraz myślę sobie, że może się przydać m.in. na samym początku do karmienia – noworodek tak macha rączkami i wpycha je do buzi, że bardzo trudno go przystawić do piersi. Przynajmniej u mnie tak było.

    A co do smoczka, to przydałby się post „jak odsmoczkować dziecko”. I jakieś pocieszenie dla rodziców, których dziecko miało być bezsmoczkowe, a ma trzy lata i nadal nie chce się ze smoczkiem rozstać (na szczęście tylko do zasypiania)…

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Jacek

    Chciałbym się wypowiedzieć odnośnie rożków i otulaczy… jako ortopeda zajmujący się dziećmi , zdecydowanie nie polecam takich urządzeń
    Ich kontrukcja ( nawet miekkich) jest niefizjologiczna i może przyczyniać się do nieprawidłowego rozwoju stawów biodrowych

    Dziękuje za blog – jako przyszły ojciec czytam regularnie 😀

  • Odpowiedz Czerwiec 6, 2016

    Małgorzata

    U mnie lista wyprawkowa wyglądała podobnie, nie mieliśmy podgrzewacza do butelek, ale za to chwaliłam sobie laktator. Tym razem (za półtora miesiąca pojawi się nasz drugi synek) planuję też zakupić wyparzacz do butelek – udało mi się kiedyś ugotować butelki i co gorsza elementy laktotora na miękko, tym razem wolę uniknąć takich przygód 😉

    Smoczka też nie chcieliśmy używać, jednak gdy syn miał 3 tygodnie złamałam się i dałam mu do zaśnięcia. Jak miał 4 miesiące odstawił sobie smoczek i zastąpił go kciukiem. Z dwojga złego lepszy ten smoczek, bo potem łatwiej odsmoczkować, a kciuk zawsze w pogotowiu i nie da się go zgubić 😉

    Rożka też nie używaliśmy, a jak goście się bali wziąć małego na ręce to nie brali 😉 Teraz też nie będziemy używać, tym bardziej, że urodzę w lipcu i w upały jakoś nie widzę dziecka zawiniętego szczelnie w rożek.

    U nas na samym początku, jak jeszcze przewijanie szło nam opornie sprawdziły się podkłady higieniczne, takie jak na łózko do szpitala. Synek często w czasie przewijania zdążył się załatwić i podkład lądował w koszu, a pieluchy tetrowe na przewijaku zawsze się zwijały i nie łapały tego co powinny.

    Ubranka też raczej w rozmiarze 62 – syn był duży, więc w te mniejsze nawet nie udało mi się go wcisnąć, tym bardziej, że przy pierwszym dziecku ubieranie wcale nie jest takie proste. A ubranka 62 są trochę luźniejsze i łatwiej powkładać rączki w te tycie rękawki 😉

    Co do bucików – zgadzam się w 100%, choć piękne i słodkie to nic z nich 😉 Choć spotkałam się z radami, żeby ubierać i przyzwyczajać od małego do butów…

Leave a Reply