Angielski dla dzieci metodą Helen Doron

plecacyek2

Zgodnie z obietnicą – dziś o tym gdzie się uczymy. Co bardziej domyślni już wiedzą. Bingo! Chodzimy do Helen Doron. Jak już wspominałam zaczęliśmy kiedy Pierworodna miała 19 miesięcy, no i tu nastąpiła lekka konsternacja. Jest to bowiem wiek w którym Centra Helen Doron zalecają kurs Baby’s Best Start (BBS) – przeznaczony dla dzieci od 3 do 22 miesięcy. Niemniej Pierworodna w tym wieku mówiła już w zasadzie płynnie więc ja się uparłam na kurs Fun with Flupe (FwF od 2 do chyba 4 lat). Szczęśliwie żyjemy w czasach „nasz klient, nasz pan” (chłyt małketingowy, ale działa!):


i jakoś szczególnie długo się nie musiałam wykłócać o to czego chcę. Obsługa  HD zresztą wykazała się sporą pomysłowością, bo w grupach zaczynających FwF dominowały natenczas dzieci 4 letnie i moja wygadana acz karlego wzrostu latorośl czuła się nieco zagubiona w tym towarzystwie. W związku z tym zaproponowano nam dołączenie na 1,5 miesiąca do grupy 2-3 latków, która kończyła właśnie kurs BBS i potem płynne przeskoczenie z tą grupą na FwF. Tak też zrobiliśmy i dzięki temu mamy jako taki obraz porównawczy obu kursów. I tak:

Baby’s Best Start – zajęcia odbywają się raz w tygodniu i trwają 30 minut, rodzice aktywnie w nich uczestniczą. W momencie rozpoczęcia kursu dziecko dostaje plecaczek w którym jest 8 książeczek z tekstami wykorzystywanymi w trakcie kursu (są w nich proste ilustracje, więc dziecko chętnie je przegląda), są też 4 płyty z piosenkami/wierszykami. Zajęcia oparte są o wspólne (czytaj wyją głównie rodzice) odśpiewywanie piosenek i innych cudów z płyt, a dzieci (te które już potrafią wyć, też wyją) w tym czasie robią to o czym traktuje tekst pieśni, czyli np. jest piosenka „Build the house” – dzieciarnia dostaje drewniane klocki i buduje sobie z nich domki, przy piosence „Thorugh the tunel” – dzieci dostają rurę z materiału (o tako ruła) i się przez nią czołgają itp., itd. Poza tym dzieciaki sobie rysują, puszczają bańki, losują z wielkiego wora np. pluszaki (ulubiona część Pierworodnej), które prowadzący nazywa im po angielsku. Na koniec – chyba w nagrodę – każde dziecko wybiera sobie naklejkę, którą przykleja do swojego „angielskiego paszportu”.

Fun with Flupe – zajęcia również raz w tygodniu, ale trwają już 45 minut. Nie wiem jak jest w tych grupach gdzie dzieciaki są starsze, ale w grupie naszych maluchów rodzice dalej dosyć intensywnie wspierają progeniturki w edukacji. Każde zajęcia rozpoczynają się od 5 minutowej bajki – głównym bohaterem jest Paul, który wraz ze swoją babcią i dziwnym stworzeniem (Flup) pomagają wszystkim, którzy znaleźli się w jakiś tarapatach (pierwszy odcinek). U nas jedną bajkę wałkuje się przez około miesiąc. W zestawie startowym dostaje się zestaw tychże bajek na DVD i winno się puszczać to dziecku raz dziennie. Jest też płyta CD, która jest rozbudowaną wersją audio bajki i dziecko tego też powinno słuchać. W każdej bajce jest piosenka do której dzieci uczą się „choreografii” (np. w piosence o częściach ciała pokazują je po kolei śpiewając ile sił w płucach). Generalnie na tym kursie też dominuje robienie tego o czym się mówi – na zajęciach gdzie wprowadzono pojęcia Up i Down – dzieci miały drabinę i sobie po niej wchodziły up, up, up, down, down, down. Są też książki coś a la ćwiczenia w szkole – na każdych zajęciach dzieci coś w nich kolorują, przyklejają, wycinają. Dalej jest losowanie rzeczy z worów (nadal ulubiona część Pierworodnej) i nazywanie ich po angielsku. Dalej jest dużo zabawy o której długo by można pisać. Zajęcia również kończą się wybieraniem naklejek – uh ile z tym jest emocji! Generalnie mała bardzo lubi tam chodzić i co jakiś czas dopytuje się kiedy znowu pójdziemy na angielski. Dodatkowo każdy uczestnik kursu dostaje dostęp do strony z różnymi grami i zabawami, które w zamyśle również mają wspierać naukę. My bardzo lubimy tam rysować i grać w grę typu memory – ta aplikacja ma otwarty dostęp więc możecie sami zobaczyć. Jest też słownik obrazkowy i masa innych aplikacji w tym tych na telefon – nie korzystamy z nich więc nie wiem, ale rodzice starszych dzieci z grupy sobie chwalą.
Ponadto organizowane są zajęcia dodatkowe w postaci np. klubu filmowego, klubu podróżnika, andrzejki itd. Nasze centrum zorganizowało niedawno bal przebierańców dla dzieciaków – na takiej bibie dawno z Wirgiliuszem nie byliśmy, a nasze dziecko było totalnie zachwycone. Udział w zajęciach dodatkowych nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi opłatami.

Efekty:
1. Wymierne
W ciągu 1,5 miesiąca Baby’s Best Start mała nauczyła się paru słówek i piosenek, które do dziś bardzo lubi śpiewać (nawet za bardzo). Pokochała też i sama sobie opowiada (oglądając książeczkę) bajkę o kotku Sunny, który jest nieustająco głodny i czas wypełnia mu poszukiwanie strawy. Po Fun with Flupe to już jest bardziej „konkretna wiedza” bo znamy już całkiem sporo słów – szacuję, że będzie ich koło 60-70. Wydaje mi się, że to całkiem sporo jak na 3 miesiące zajęć, zwłaszcza, że jak googluje ile mówi przeciętny dwulatek to wychodzi około 50-100 słów. Do tego trzeba dodać kilka piosenek i to, że reaguje również na proste polecenia wypowiadane w języku angielskim (vide sit down).

2. Niewymierne:
Socjalizacja dziecka! Pierworodna ma dosyć ograniczony dostęp do rówieśników bo kiedy my jesteśmy w pracy ona jest ze swoimi babciami. Zajęcia umożliwiają jej regularny kontakt z tymi samymi dziećmi co mniej lub bardziej uczy życia w społeczeństwie i co ważniejsze umożliwia jej fajną zabawę z rówieśnikami.

3. Bezcenne:
Zajęcia rozpoczynają się w godzinach popołudniowych – najwcześniej o 16 – tak żeby rodzice zdążyli prosto z pracy dojechać i podszkolić się w słówkach. Po zajęciach dziecko jest zmęczone bo emocje i inny typ zabawy niż zazwyczaj. Zanim wrócimy do domu i zjemy obiad dziecko pada jak mucha do łóżka. Rodzice mają wieczór dla siebie. Za to nie zapłacisz kartą MasterCard!

Koszty:
Opłata za kurs Fun with Flup wynosi u nas 1500 zł. Nie wiem czy to oficjalna ogólnopolska stawka, czy są jakieś widełki i każde centrum samo sobie ustala ostateczną cenę. Opłata za BBS była nieco niższa i zdaje się oscylowała w okolicy 1440 zł. Zajęcia trwają jakoś od połowy września do końca maja, potem jest przerwa wakacyjna. Opłatę można sobie rozłożyć na raty.

Czy to dużo? Zależy. Są rodziny dla których taka kwota jest nie do przeskoczenia.  Są takie dla których to nic i są takie dla których to kwestia priorytetów. Sama pochodzę z niezbyt zamożnej rodziny, jednak mama stawała na głowie, żeby na edukację zawsze starczyło (dzięki mamo!). I choć nienawidzę kiedy ktoś rozlicza mnie z moich własnych pieniędzy i w związku z tym nigdy nikogo nie rozliczam z jego budżetu to w kwestii angielskiego zrobiłam raz wyjątek. Znajomy mnie mianowicie wkurzył okrutnie, bredząc coś o nierówności społecznej bo jego nie stać żeby posłać syna na takie coś. No fajnie, szkoda, że sam kopci jak lokomotywa. Czyli wracamy do kwestii priorytetów. 1500 zł rocznie to 125 zł miesięcznie. Jak mam wybór czy wydam tyle na papierosy czy na edukacje dziecka to wybieram edukacje. Jak mam wybór czy mam co jeść czy dziecko chodzi na angielski, to już niestety nie mam wyboru. Życie.

Pomoce dydaktyczne
Część pakietu BBS z książką o nienażartym kocurze (istnieją w ogóle nażarte?) na czele

BBS

Część pakietu Fun with Flup:
Jak widać książeczki są często używane i niektóre straciły już okładki

FwFA tak wyglądają ćwiczenia w środku. Po lewej omawialiśmy kwestię występowania ogona u zwierząt gospodarskich, po prawej wczesny etap twórczości przyszłej mistrzyni malarstwa, w środku zdaje się była strona z której coś wycinaliśmy, ale że już wycięliśmy to jej nie ma.

Ksiazka

Przykładowe zajęcia BBS znalezione na youtube

Flupa nie znalazłam tylko takie cudo z Albanii (to wspomniana pieśń ze wskazywaniem części ciała):

 

Mama Pierworodnej (02.12) i Drugorodnego (05.14). Żona Wirgiliusza. W pierwszej ciąży otwarła przewód doktorski, a w drugiej go zamknęła. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Kontakt: w zakładce kontakt ;)

4 komentarze

  • Odpowiedz Marzec 29, 2014

    Emm

    dwulatek powinien znać już 250 -300 ‚słów’ wliczając to sylaby służące jako zamienniki w konwersacji 🙂

    Zapraszam na fp akcji ‚2 słowa na 2 lata to o 270 za mało’ – oddolny ruch lologopedów
    https://www.facebook.com/profile.php?id=228858997318048&fref=ts

  • Odpowiedz Kwiecień 1, 2014

    Alicja

    Żaden ze mnie logopeda, niemniej większość dostępnych dla mnie źródeł uznaje 250-300 słów za standard dla trzylatka. Możliwe, że rozbieżność wynika z tych sylab służących jako zamienniki w konwersacji 😉
    Natomiast każdą akcję służącą rozwojowi dzieciaków jak najbardziej polecamy!

  • Odpowiedz Luty 10, 2015

    Leeni

    Pomyliłaś prawą stronę z lewą xD

  • Odpowiedz Wrzesień 2, 2016

    maritieri

    Alicja, odkopałam Twój post, który czytałam jak Synek się urodził 🙂
    Teraz ma 2 latka i zastanawiam się nad zapisaniem go do Helen Doron.
    Pierworodna nadal chodzi tam na angielski? Nadal jesteś zadowolona?
    Pani z sekretariatu poleciła nam zajęcia „It’s a Baby Dragon” przeznaczone dla dzieci od 15msc- 3 lat.
    Słyszałaś może jakieś opinie na temat tego kursu?

Leave a Reply