Dentim Clinic – wizyta adaptacyjna u dentysty

zęby
Na wiekopomnym bilansie dwulatka dostaliśmy zalecenie stawienia się na kontroli u stomatologa i neurologa. Ten drugi to bardziej dmuchanie na zimno, związane z tym, że Pierworodna musiała być swego czasu rehabilitowana. Od razu uznałam, że kontrolę neurologiczną odbębnimy hurtowo (możne zniżkę jakąś dadzą?) jak już się Drugorodny na świecie pojawi. Bo dam sobie rękę uciąć, że z nim też nas wyślą. Zna ktoś w ogóle jakiegoś noworoda urodzonego na przestrzeni ostatnich dwóch lat, którego nikt nie skierował do neurologa? Jeśli Twoje dziecko nie odbębniło tej wizyty to gratulacje – jesteś w mniejszości!:). Nam kazali iść bo Pierworodna przyszła na świat w wielkim stylu, czytaj na Supermana, czytaj z rączką. No, ale ja nie o tym miałam, tylko o dentyście. Znając chęć Pierworodnej do współpracy z lekarzami stwierdziłam, że musimy pójść do gabinetu przeznaczonego specjalnie dla dzieci. Wielkiego wyboru w okolicy nie było i tym sposobem trafiliśmy do Dentim Kids w Katowicach.
Niestety domofony na osiedlu na którym mieści się gabinet przerosły nasze zdolności intelektualne i nie bardzo umieliśmy się dostać do środka, ale szczęśliwie i z bramy głównej i z docelowego budynku akurat ktoś wychodził i nasza nieogarnięta rodzina jakoś przebrnęła przez ten labirynt technologii. Miła Pani w rejestracji, powitała nas jak to w takich miejscach bywa, wielkim uśmiechem i od razu zagnała do kącika dla dzieci. Kącik dla dzieci (usytuowany nieco nieszczęśliwie bo na pięterku na które trzeba wejść po stromych, wąskich i krętych schodach – wysocy mężczyźni i kobiety z brzuchami są absolutnie niekompatybilni z taką architekturą) zrobił na debiutującej pacjentce piorunujące wrażenie. Niestety głównie ze względu na obecność tęczowych kucyków Pony, czy jak-im-tam. Choć podobały się jej też małe kolorowe krzesełka, na których siedziały pluszaki. Pierworodna z miejsca wzięła się za reorganizacje układu tychże i przesadzała je zgodnie ze swoją wizją i feng szujem, dopóki nie zawołano nas do gabinetu. Tam jej jakby mina zrzedła.
Na szczęscie personel nie takie rzeczy widział i z werwą usadzono Wirgiliusza (ku jego lekkiemu przerażeniu) na fotelu dentystycznym, a na kolana władowano mu Pierworodną. Zgodnie z oczekiwaniami wizyta rozpoczęła się od naciskania przez Pierworodną guziczka sterującego ruchem w górę – w dół fotela. Jak już się tak powozili do syta rozpoczęła się prezentacja sprzętu. Pierworodna mogła sobie podotykać, czego chciała. Najbardziej podobało jej się „odkurzanie wody”, czyli zasysanie wody z kubeczka tym ssakiem. Okropna bor-machina została przez dentystkę nazwana straszakiem na robaki i zdaje się, że Pierworodna teraz myśli, że ma robaki w dziobie, niemniej chyba jej to nie przeszkadza. Dentystyka generalnie całkiem fajnie jej wszystko objaśniała i w końcu spytała, czy może jej zajrzeć do buzi i pooglądać ząbki. Pierworodna odpowiedziała:

– Tak możesz, ale dopiero jutro!

Także tego. No ale udało się ją w końcu jakoś namówić do otwarcia dzioba (żeby było śmieszniej potem już go zamknąć nie chciała). Nadmienię, że nad fotelem zwisał wielki telewizor na którym puszczano Myszkę Miki co nieco ułatwiło sprawę. Ząbki zostały obejrzane, stopień ich czystości był na tyle wysoki, że zostaliśmy pochwaleni i uznani za dobrych pucyzębów (tu sprawiedliwość oddaję Ślubnemu bo to głównie on zajmuje się higieną jamy ustnej naszej latorośli). Potem kobieta z nami pogadała o nawykach żywieniowo-higienicznych. Zdaje się, że była zdziwiona tym, że mała pije głównie wodę, a nie soczki. Dentystka rozwiała też moje wątpliwości związane z butelką (mała pije z niej mleko rano i do snu – taki rytuał trochę, całą resztę pije normalnie z kubka). I byłam tą rozmową całkiem ukontentowana.

Na koniec dentystka wyciągnęła broń ciężkiego kalibru, czyli nagrodę za dzielność. Pierworodna do wyboru dostała pierścionek, taką szczękę co jak się ją naciśnie to kłapie i skacze – trochę jak z rodziny Adamsów, tyle że ta była różowa i puzzle. Duma nas rozpierała kiedy wybór młodej padł na puzzle. W domu okazało się, że wybór nie był może taki całkiem szczęśliwy – bo puzzle były malutkie i 54-elementowe, więc resztę wieczoru musieliśmy je układać pod ostrzałem nadzorczych i ponaglających okrzyków Pierworodnej. W drodze powrotnej mała stwierdziła jeszcze:

– A jutro znowu odwiedzę Panią Dentystkę!

Także sądzę, że była zadowolona. My też, choć biorąc pod uwagę koszt wizyty – były to najdroższe puzzle jakie kupiliśmy naszemu dziecku. Niemniej generalnie miejsce mogę jak najbardziej polecić.

Rysunek dziwnych zębów pochodzi stąd

Mama Pierworodnej (02.12) i Drugorodnego (05.14). Żona Wirgiliusza. W pierwszej ciąży otwarła przewód doktorski, a w drugiej go zamknęła. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Kontakt: w zakładce kontakt ;)

Be first to comment