Cięcie cesarskie- przygotowanie, przebieg i co dalej? Witaj w świecie cesarskim!

1003440_609831775704851_1041785708_n

WITAJ W ŚWIECIE CESARSKIM……

Dzisiejszy wpis powstał na prośbę przyszłych „Cesarzowych”. Pisałyśmy już sporo o porodzie, ale głównie o porodzie siłami natury. A przecież maluszki przychodzą na świat również przez cięcie cesarskie.

Czy wiecie, że cięcie cesarskie jest jednym z najczęściej wykonywanych zabiegów operacyjnych? Przyjmuje się, że już co czwarty noworodek na świecie przychodzi na świat drogą cięcia cesarskiego. W Polsce w 2012 roku był to co trzeci noworodek. Dla porównania w Brazylii odsetek cięć cesarskich sięga blisko 60%; a np. w Holandii około 14,5%. Jednak zgodnie z danymi zarówno światowymi jak i polskimi odsetek cięć cesarskich ciągle rośnie i przypuszcza się, że rósł będzie.

Teoretycznie celem cięcia cesarskiego jest zmniejszenia ryzyka związanego z porodem siłami natury. Oczywiście cięcie cesarskie jest zabiegiem operacyjnym w związku z tym wykonuje się go ze wskazań medycznych. [1]

Jak to wszystko wygląda w praktyce? Napiszę trochę mało medycznie i naukowo, ale za to praktycznie. Oczywiście w zależności od danej placówki procedury mogą trochę się różnić, ale schemat jest bardzo podobny.

Przed cięciem cesarskim

Jeżeli jest to cięcie cesarski tzw. planowe zazwyczaj zostajesz przyjęta do szpitala dzień przed planowaną datą c.c. Cała procedura przyjęcia do szpitala wygląda tak jak do porodu. Izba przyjęć, wypełnianie dokumentacji medycznej, zapisy KTG, USG, badanie itd. Jaka jest różnica? Cięcie cesarskie to operacja w związku z tym musisz mieć konsultację anestezjologiczną. Potrzebny jest również komplet badań laboratoryjnych: grupa krwi, morfologia, układ krzepnięcia itd. Anestezjolog oprócz zebrania wywiadu powinien omówić z Tobą rodzaj znieczulenia i generalnie wszystkie kwestie dotyczące znieczulenia. Jak przed każdą operacją musi zostać przygotowane pole operacyjne, czyli ogolone owłosienie łonowe. Czasami anestezjolog w zależności od planowanego znieczulenia może dać jakieś zalecenia dotyczące diety.

W dniu c.c często wykonuje się wlew doodbytniczy (lewatywę) żeby z kolei przygotować układ pokarmowy. Przed c.c zakłada się wenflon (wkłucie do żyły). Często przed c.c w celu profilaktyki okołooperacyjnej podaje się antybiotyk. Przed c.c lub w trakcie c.c zakłada się również cewnik Foleya (do pęcherza moczowego). Na bloku operacyjnym nie możesz być w swoich ubraniach, dostaniesz koszulę operacyjną (jednorazową).

W trakcie cięcia cesarskiego

Anestezjolog Cię znieczuli. W zależności od metody znieczulenia w trakcie c.c albo jesteś przytomna (w większości przypadków tak) albo nie.W Polsce c.c najczęściej są wykonywane metodą Pfannenstiela, Cohena lub sposobem Misgav-Ladach.[1] Znalazłam w internecie taki skrót dotyczący techniki -„bikini cut”. I w praktyce najczęściej właśnie tak to wygląda. W poziomie, niziutko. Niektóre pacjentki mówią, że czuły w trakcie c.c, że coś się „działo w brzuchu”, ale oczywiście nie był to ból. Jeżeli jesteś znieczulona zewnątrzoponowo nie widzisz operacji, ale świadomie w niej uczestniczysz. Możesz rozmawiać, pytać itd. Czas trwania zabiegu zależy od kilku czynników. Rodzaju znieczulenia, czasu trwania ciąży, doświadczenia lekarza, struktury bloku operacyjnego itd. Jeżeli jest to cięcie ze wskazań pilnych od momentu decyzji do wydobycia maluszka nie powinno upłynąć więcej niż 30 minut. W przypadku c.c planowego zazwyczaj jest to około 45-60 minut. Przy czym wydobycie maluszka następuje po około 5-15 minutach. Niestety liczne badania mówią o tym, że tylko 50% kobiet mogło dotknąć swojego dziecka po c.c. Nie mówiąc już o kontakcie skóra do skóry. Ale też oczywiście jest to zależne od danej placówki.

Po cięciu cesarskim

Cięcie cesarskie to operacja dlatego musisz mieć monitorowany stan ogólny i położniczy. Czyli będziesz miała mierzone parametry stanu ogólnego (ciśnienie, tętno, temperaturę, oddechy). Ocenia się również ranę pooperacyjną, ilość krwawienia, moczu. Dostaniesz również nawodnienie oraz środki przeciwbólowe. I oczywiście jeżeli stan maluszka na to pozwala powinien być zapewniony kontakt skóra do skóry oraz karmienie piersią. To, że jesteś po c.c, a nie po porodzie nie ma tutaj znaczenia. Natomiast potrzebujesz  więcej wsparcia od personelu, bo nie jesteś mobilna.

Pobyt w szpitalu po cięciu cesarskim jest oczywiście dłuższy niż po porodzie. Pamiętaj, że c.c to operacja i daj sobie troszkę czasu na „dojście do siebie”. Leki przeciwbólowe podawane po c.c mogą być przyjmowane podczas karmienia piersią. Po c.c normalnie można karmić piersią. Szwy zazwyczaj są rozpuszczalne (ale też jest to zależne od szpitala). Przy wypisie do domu powinnaś otrzymać zalecenia dotyczące pielęgnacji rany, trybu życia itd.

 To tak w dużym skrócie, ale bardzo obrazowo.

Jeżeli chodzi o cięcie cesarskie w trybie pilnym (np. wahania tętna, odklejenie łożyska itd.) niektóre czynności są pomijane. Wszystko dzieje się w ekspresowym tempie. Liczne badania mówią o tym, że reakcje emocjonalne matki różnią się w zależności od tego, czy c.c zostało wykonane w trybie planowym, czy pilnym. Kobiety, które współdecydowały o c.c częściej były usatysfakcjonowane. Natomiast kobiety, które rodziły siłami natury i nie spodziewały się c.c czują, że nie spełniły się w roli kobiety i straciły coś bardzo cennego.[2Ale pamiętaj, że jeżeli nie udało Ci się urodzić siłami natury to nie Twoja wina. Czasami po prostu poród tak się kończy z różnych powodów. Nie miej z tego powodu wyrzutów sumienia. Czasami musisz mieć wykonane c.c ze wskazań medycznych pozapołożniczych. Mimo, że bardzo chciałabyś rodzić siłami natury i jest Ci z tego powodu przykro, ale c.c jest  wtedy bezpieczniejsze w twoim wypadku. Też nie miej z tego powodów pretensji do siebie. Piszę z perspektywy przyszłej „cesarzowej”.

 

Jeżeli jesteście już po c.c podzielcie się swoimi doświadczeniami z innymi mamami, które są bardzo zestresowane. Dajcie znać jak to było u Was.

 Zdjęcie Fotosister

Uważa, że sposób żywienia ma ogromy wpływ na nasze zdrowie. Tym też zajmuje się w badaniach do pracy doktorskiej. Żeby poszerzyć swoją wiedzę skończyła żywienie kliniczne. Jednak przede wszystkim położna. Straszna gaduła. Coś o tym wiedzą absolwenci szkoły rodzenia. Ciągle w biegu. Hobby? Aktualnie zaczęła biegać. Właściwie uczy się biegać, co sprawia jej dużoooo radości. kontakt ilona@mataja.pl

75 komentarzy

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    Kasia

    Bardzo dziekuje za ten wpis. Tez jestem „cesarzowa” wszystko odbylo sie błyskawicznie……chcialam rodzic naturalnie wszystko szlo dobrze az tu nagle maly podniosl glowke i nie mogl by wyjsc. Bardzo dlugo godzilam sie z sama soba i z sytuacja ze bylo cc…..wsparcie meza i bliskich bardzo mi pomogly….chociaz i tak czasem analizuje sytuacje i zadaja sobie mnostwo pytan o to czy moglam cos zrobic? Najwaznoejsze ze synek jest zdrowy i rosnie jak na drozdzach. Mam nadzieje ze kolejne dzieci urodze naturalnie.

    • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

      Ilona

      Cięcie cesarskie z takich wskazań jest niezależne od Ciebie. W związku z tym nie mogłaś zrobić niczego więcej niż zrobiłaś.Najważniejsze,że wszystko dobrze się skończyło 🙂

    • Odpowiedz Grudzień 21, 2014

      Natalia

      Bardzo chciałam urodzić naturalnie, ale powikłania ciążowe i budowa ciała sugerowały cięcie. Długo to rozważałam i pomimo tego, że się naczytałam ileż dobrego wynika z porodu naturalnego, intuicja podpowiadała mi, że cięcie będzie lepszym rozwiązaniem. Całe szczęście że zdecydowałam się na cc – okazało się, że nasza dziecina była o 800gramów większa, niż mierzono na USG w dniu porodu – z moją budową ciała, bardzo wąską miednicą mogłaby być różnie, a tak było bardzo dobrze. Po cc czułam się świetnie niemal od razu – w moim przypadku ból po cięciu był niczym w porównaniu z dolegliwościami jakie mi ciążyły przez całą ciążę, one znikły niemal od razu. Nie miałam żadnych problemów z laktacją, żadnego baby bluesa, wybuch oksytocyny był natychmiastowy – oczadzenie miłością i radością do naszej córki sprawiło, że pierwsze 4 tygodnie naszego życia były najpiękniejsze w moim życiu. Nigdy wcześniej nie byłam tak spokojna, przepełniona nie zachwianą niczym radością. Jestem bardzo wdzięczna, za ten poród i taki połóg. Byłam straszona przez koleżanki CC, słyszałam bardzo złe opinie o klinice uniwersyteckiej w Krakowie, gdzie rodziłam – moje doświadczenia są zupełnie inne. O klinice, lekarzach, położnych nie mogę powiedzieć nic negatywnego. Po cięciu, jeszcze na sali pooperacyjnej dostałam na godzinę córeczkę. 6h po porodzie po zjechaniu na oddział miałam ją już przy sobie i tak było aż do wyjścia. CC kończące się „depresją” dotyczy chyba tych biednych kobiet, które przez 15h rodziły naturalnie, a potem trzeba było ciąć pod znieczuleniem ogólnym…Planowe cesarskie cięcie nie musi być złe. Może być równie dobrym czasem.

      • Odpowiedz Grudzień 21, 2014

        redakcja

        Oczywiście, że może być dobrym czasem 🙂

        • Odpowiedz Wrzesień 8, 2015

          Adriana

          Witajcie ::) super się czyta doświadczenia i te lepsze i te niego gorsze, choć ja jestem w 4 miesiącu mojej pierwszej ciąży i wszystko jest super nowe i super nieznane. Natalio czy możesz zdradzić jaki lekarz Cię prowadził w Krakowie??

          Pozdrowienia

      • Odpowiedz Grudzień 1, 2016

        fff

        z ostatnimi zdaniami zgodzę się w 100%, ja swoją cesarkę wspominam strasznie, jedno z najgorszych przezyc w zyciu, ale tak jak piszesz, ja rodzilam 13h naturalnie, masakrycznie nastawiona na to ze dam rade, urodze naturalnie, bo przeciez to takie dobre dla dziecka, az tu nagle zanik tetna, cesarka, szok. teraz czeka mnie druga i juz sie boje.

    • Odpowiedz Styczeń 30, 2015

      Julkowa mama

      miałam rodzić naturalnie, bez znieczulenia, z muzyczką w tle, z facetem u boku- normalnie bajka…
      był już 40 tydzień ciąży, dzieciak nie pchał się na świat(bo i po co)ja już umęczona upałami miałam dosyć;
      do tego moje ciśnienie utrzymywało się w górnej granicy normy- co trochę niepokoiło mojego doka; postanowił mnie położyć do szpitala i wywołać poród; zamontowali mi cewnik Foleya i czekaliśmy… po 12 godzinach zaczęły się tak kosmiczne skurcze, do tego co 3 minuty(!),że próbując „rozchodzić” skurcze mało nie wyrwałam z bólu barierki na klatce schodowej 🙂 chciałam podkreślić, że jestem osobą dosyć wytrzymałą na ból i raczej duszę go w sobie; tak więc wezwano do mnie panią dok(była godzina 2 nad ranem)ściągnęła cewnik i uznała, że są 3 cm i mogę na porodówkę jechać’ z trudem przebrałam się do porodu, zgarnęłam fanty dla dziecka i przez 3 minuty próbowałam napisać sms o treści „rodzę” do mojego konkubenta…
      położyli mnie na porodówce, położna pyta co ze znieczuleniem, wysyczałam TAK, NATYCHMIAST!!!! i czekałam na rozwój wydarzeń…przyszła pani anest, powyginała mało sympatycznie w chińskie osiem i zaaplikowała znieczulenie; trochę im się zapomniało powiedzieć, że ZARAZ może być reakcja żołądka, co skończyło się wylaniem z siebie hektolitrów śliny; żeby się nie zadławić swoją własną zawartością, trochę się przechyliłam na bok- co za tym idzie znieczulenie chwyciło mnie nierównomiernie! po 5 godzinach, akcja stanęła na 8 cm, brak parcia, do tego znieczulenie przestało działać, poprawili dawkę(co nic nie dało)przez dwie godziny, wymęczona głównie fizycznie, próbując znaleźć sobie nie bolące ułożenie ciała, czekałam na obchód poranny… przyszła młodziutka dok i rzekła” w tej sytuacji mogę zaproponować cesarkę” bez namysłu – gdzie mam podpisać?
      przyszli, kazali się przebrać w ich koszulę, na wózku mnie wywieźli na salę obok, położyli na jakimś wąskim stole operacyjnym, podpięli pod kable, zaaplikowali kolejne chemikalia, postawili parawan i zaczęli kroić… nie czułam bólu tylko lekki dyskomfort; trochę szarpania, gniecenia…wyjęli moje Złoto, pokazali przez parawan, zabrali do ogarnięcia; kiedy usłyszałam płacz- wiedziałam, że Julo jest zdrowy; zaczęli mnie zszywać, cała impreza trwała może ze 40 minut; w międzyczasie ogarnęli syna i oddali tatusiowi na przechowanie 😉

      bardzo ładnie mnie zszyli, na całe szczęście rana szybko się zagoiła, nie mam zakładek skórnych, zrostów- tylko czerwonawa linia;

      generalnie rzecz biorąc jestem przeciwniczką znieczuleń i krojenia(i dziwi mnie, że babki chcą „na życzenie”- przecież to klasyczny zabieg chirurgiczny…może mieć mnóstwo powikłań)

      owszem, mam ogromne wyrzuty sumienia że nie podołałam, ale trzeba mi się z tym pogodzić, że natura tak sobie właśnie ze mną zaplanowała… w średniowieczu pewnie byśmy obydwoje umarli… 😉

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    Ewelina

    Miałam planowane cc ze względu na wielkość maleństwa ( 4890g). Całą procedurę przedoperacyjną wspominam dobrze. Jedyne co bardzo mnie zabolało to fakt, że zobaczyłam synka przelotem po tym, jak przecięto pępowinę. Później zostało mi wyjaśnione, że to ze względu na wielkość dziecka musieli posprawdzać wszystko w miarę szybko. Najbardziej chodziło o poziom cukru we krwi maleństwa. Samą operację przeprowadzała moja ginekolog, która prowadziła ciążę. Atmosfera na sali operacyjnej rewelacja, anastezjolog oraz położna i pediatra cały czas zagadywali i sypali żartami. Po 35 minutach od wejścia na blok operacyjny byłam przewieziona na salę pooperacyjną gdzie położna fantastycznie zajmowała się nami – byłymi ciężarówkami, kiedy pozwolono przyniosła dzieciątko i pomagała je przystawiać. Cały czas była do dyspozycji. Na oddziale też było fajnie, pielęgniarki kursowały co godzinę, dwie przez całą dobę pytając czy boli, czy pomóc przy dziecku. Rana zagoiła się ekspresowo i bezboleśnie. Poród miałam ekspresowy, chociaż zawsze chciałam rodzić naturalnie. Ogólnie opiekę jaką otoczono mnie i mojego synka wspominam bardzo dobrze. Naprawdę polecam jeżeli ktoś ma wskazanie do cc. Wada wzroku nie jest wskazaniem. 🙂

    • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

      Ilona

      No różne są opinie okulistów 😉 No Twoje maleństwo to takie… większe maleństwo 😉 Super, że miałaś taką atmosferę 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    Asia

    Jestem juz po jednej cesarce i wkrotce mam zaplanowana druga. Pierwszy raz planowalam porod naturalny w wodzie:) myslalam ze cesarki sa tylko dla malych drobnych pan rodzacych zbyt duze dzieci. Niestety bo blisko 3 dobach bolesnych skurczy i max dawce hormonow na przyspieszenie porodu okazalo sie ze rozwarcia nie bedzie 😉 tym razem wybralam cesarke bo nie chce drugi raz przez to przechodzic zwlaszcza ze jestem przekonana ze historia by sie powtorzyla. Dochodzenie do siebie do najprzyjemniejszych nie nalezy ale nawet po naturalnych porodach jest roznie. Ja dzidziusia mialam przy sobie od razu po cesarce 🙂 i od razu moglam karmic…

    • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

      Ilona

      Niestety nigdy nie wiemy w jaki sposób zakończy się poród. Fajnie, że mogłaś mieć maluszka przy sobie po c.c i że mogłaś karmić 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    ola

    Witam. Jestem cesarzowa z 2013 i będę w 2015 roku.
    Przez 70% trwania ciąży marzyłam o cc bo bałam sie bólu porodu Sn. Gdy juz juz syn byl coraz blizej terminu tym ja zmieniałam zdanie. Przelom 37/38 tydzień. Bialko w moczu, wysokie ciśnienie. Konieczna cesarka. Rozpacz, ze nie mogę sama rodzic. Ale jak mus to mus.
    Rodzilam w szpitalu na Szopena w Rzeszowie. Zespol rewelacyjny, Mlody, dowcipny, kontaktowy i niezwykle profesjonalny.
    Podczas ktg anestezjolog przeprowadził ze mną wywiad, następnie zostalam ogolona, ppddana lewatywie, przebralam sie w hiper modna szpitalna kiece po czym założono mi cewnik i hej na sale. A tam to juz szybciutko. Od momentu wklucia w kręgosłup do pierwszego nacięcia jak dla mnie minela sekunda. W glowie powtarzałam sobie „nie patrz w lampę, nie patrz w lampę” ( nie udalo sir i widziałam co mi „tam” robią). Samo wyjecie dziecka z brzucha… Uczucie dość dziwne, odczuwalny dyskomfort ale nie bol. Lekkie mdłości.
    Ginekolog chirurg znad parawanu pokazał mi dziecko i Mlody został przejęty przez pediatrę i puelegniarke. Mnie „dokanczano” gdy syn byl badany. Gdy juz byl pomierzony, pielęgniarka przyniośa mi go i do czasu aż ze mną skończono przytulala mi go do twarzy. Nie bylo kontaktu skora do skory czy karmienia:( teraz będę madrzejsza i sie upomne

    • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

      Ilona

      Najlepiej już przed c.c porozmawiaj z personelem i zapytaj jak to wygląda z kontaktem skóra do skóry i karmieniem.Niestety często jesteśmy w pewnych „działaniach” ograniczeni strukturą organizacyjną bloku porodowego, operacyjnego, ilością personelu, porodów itd. A czasami pewne sytuacje wynikają właściwie nie wiadomo dlaczego. Dlatego warto wcześniej już o tym porozmawiać żeby się udało. Trzymam kciuki 🙂

    • Odpowiedz Sierpień 9, 2016

      Olga

      Miałam podobną sytuację, z tym, że całą ciążę nastawiałam się na poród naturalny. Jasne, że się bałam, ale mój strach przed operacją był dużo większy. Pod koniec 37 tygodnia skoczyło mi ciśnienie, pojawił się białkomocz, wątroba też nie bardzo sobie radziła – zapadła decyzja o cięciu.

      Od momentu przywiezienia mnie na salę do powrotu minęło 40 minut. Od rozcięcia do zszycia 17. Czułam, jak ugniatają mi brzuch, żeby wyjąć dziecko (nie był to ból, raczej tak jak piszesz, dyskomfort i lekkie mdłości). A później już byłam na takim haju, że o niczym nie myślałam, tylko odwróciłam głowę i patrzyłam, jak tego mojego wrzeszczącego malucha oglądają ze wszystkich stron.

      Kontaktu skóra do skóry przy cesarce się w tym szpitalu nie praktykuje, ale przyłożyli mi potomka do twarzy parę razy, a później zanieśli do sali, w której był już mąż, w rozchełstanej koszuli, gotowy do kangurowania. I to mąż mi przystawiał dziecko, kiedy po 30 minutach zaczęło szukać piersi. Teraz tak sobie myślę, że to wczesne przystawienie uratowało moją laktację.

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    kayah-84

    Rodziłam dwa razy, raz siłami natury, raz poprzez cc. Wszystkim mamom które nastawiają się na cc bez konkretnych medycznych wskazań, stanowczo ten pomysł odradzam. Cesarka niesie za sobą wiele konsekwencji, poczynając od naprawdę nieprzyjemnego uczucia podczas operacji, dłuższego dochodzenia do siebie, bolącej rany, a na drgawkach, dreszczach i zimnych potach przez wiele miesięcy po zabiegu kończąc. Jednak czasami trzeba i już, dla dobra dziecka i siebie samej. Mój synek ważył 4600 i nie urodzilabym naturalnie, nie było dyskusji. Ale jeśli mogłabym wybierać to wolałabym naturalny poród.

    • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

      Ilona

      Zgadzam się z Tobą 🙂 Cięcie cesarskie to operacja i powinna być wykonywana ( tak jak każda operacja ) jedynie ze wskazań medycznych.Wszystkie mamy, które rodziły zarówno naturalnie jak i przez c.c (a z którymi rozmawiałam) również wolały poród siłami natury.

    • Odpowiedz Grudzień 23, 2014

      Aga

      Nie miałam żadnych drgawek ani zimnych dreszczy. CC wspominam wspaniale, wstałam następnego dnia i byłam jak najbardziej „na chodzie”. Uważam, że zawsze jest to indywidualna sprawa, i jak koleżanki miały koszmarne porody naturalne, tak zdarzają się paskudne powikłania po cesarkach i budowanie na bazie własnych doświadczeń jakis ogólnych zaleceń mija się z celem.
      Jedna fajna rzecz: mimo że niestety nie było mojego kontaktu „skóra do skóry”, ale był kontakt mojego męża z maluszkiem „skóra do skóry”. Czy to nie jest wspaniały pomysł?

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    Anik

    Też jestem po cesarskim- to już 3,5 roku temu. Szykowałam się z mężem na poród naturalny i w dodatku rodzinny. Jak nagle usłyszałam, że ma być cesarka baaaaardzo mi ulżyło bo strasznie się bałam porodu naturalnego. Bardzo się cieszę, że miałam cesarkę bo zarówno ja jak i dziecko mniej się wymęczyliśmy a nie miałam potem też innych „intymnych kobiecych problemów” zw. z koniecznością nacinania odbytu czy też późniejszym nietrzymaniem moczu itd. Nie rozumiem też całkowicie stwierdzenia jakoby kobieta po cesarce czuła się niespełniona w stosunku do naturalnego porodu. Drogie Panie… poród to dopiero początek a okazji do „spełniania się” macierzyństwo daje całe mnóstwo.

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    Muna

    Ja miałam planowane c.c. ze względu na stan mojego kręgosłupa – scenariusze mogły być różne bo albo dziecko miałoby problem się wydostać na świat, albo ja po porodzie nie mogłabym siedzieć ani leżeć ale ortopeda zostawił mi decyzje (tzn zasugerował jednak cc bo komplikacje ciężko było oszacować przed ale decyzja należała do mnie). Nie miałyśmy z córeczką kontaktu skóra do skóry zaraz po wyciągnięciu jej z brzucha, przystawili mi ją jedynie na 3 sekundy do policzka – magiczny moment. Wszystko według mnie było w porządku, procedury zachowane, cesarka trwała nie dłużej jak 45 minut z szyciem ale maluszka zobaczyłam dopiero ponad 2 h po operacji i pamiętam że strasznie tęskniłam. Jestem za to ciekawa jak wygląda cesarka po cesarce bo skoro tak wiele dzieci rodzi się w taki sposób w Polsce to rozumiem że nie pozostają jedynakami:)

    • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

      Ilona

      Nie pozostają 😉 Albo jest kolejne c.c, albo poród siłami natury. O tym, czy możliwy jest psn po c.c decyduje lekarz prowadzący ( spr. m.in. bliznę po c.c),wypowiada się również kobieta ciężarna i zostaje podjęta wspólnie, odpowiednia decyzja.

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    Anna Wanna

    Piękne określenie „cesarzowa” ale w moim przypadku jak najbardziej pasujące. Bo mój zabieg, planowany był zabiegiem cesarzowej. Spokojnie, bez bólu, wszystko pod kontrolą, co dało mi szansę wspominać poród jako ten najpiękniejszy moment w życiu. Potem wszystko było normalnie, kontakt skóra do skóry, karmienie.. Fakt, dano mi poleżeć 12 h a nie jak mamom po porodzie naturalnym 2 h ale był to najwspanialszy czas, który celebrowaliśmy z mężem w trójkę na oddzielnej sali. Po pierwszych 12 h dostałam dwie tabletki panadolu, i to by było na tyle w temacie bólu poporodowego . Dlatego nie mam powodu by nie uważać tej metody jako najlepszej dla przyszłej mamy.

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    malami

    Również jestem „cesarzowa” nie z wyboru lecz zarządzenia losu… wystąpiły wahania tętna u synka i w ciągu 15 min. był już na świecie.
    Nie mam o to do siebie pretensji, ponieważ nie miałam na to wpływu.
    Cieszę się, że byłam pod dobrą opieką I że synek jest cały i zdrowy.
    Dobrze, że żyjemy w czasach gdy medycyna pozwala na ocalenie życia nie tylko matki lecz również dziecka!
    Więcej o moim przebiegu porodu znajduje się na blogu. Zapraszam do lektury.

    • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

      Ilona

      Zgadzam się w 100%. Chętnie przeczytam 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    Kasia2

    Ja dla odmiany byłam w swojej koszuli nocnej… cc miałam zaplanowane, ale zaczęłam rodzić wcześniej… dziecko po wyjęciu mogłam tylko pocałować, a dostałam je dopiero jak sama wstałam bo nie było komu mi pomóc… reszta tak jak opisałaś 😉 a wspomnienia… z biegiem czasu coraz pozytywniejsze, te złe się szybko zapomina…

    • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

      Ilona

      Przykre to bardzo, że nie miałaś wsparcia…

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    piwnooka

    Świetny i ciekawy wpis. Rodziłam siłami natury a jedyne, czego dowidziałam się w szkole rodzenia o cesarskim cięciu to ogólna uwaga, że to „poważna operacja”. W temacie mam takie, może trochę dziwne pytanie, ale mnie to nurtuje. Czy po cc krwawienie jest tak silne, jak po porodzie fizjologicznym? Czy oprócz usunięcia łożyska, coś jeszcze się robi w trakcie zabiegu? Pozdrawiam 🙂

    • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

      Cordial

      Podczas cesarskiego cięcia dodatkowo zostaje oczyszczona macica, zatem krwawienie owszem występuje, ale też ustępuje szybciej i jest mniej obfite po pierwszych kilku dniach. Jednak zależy to też od zespołu wykonującego zabieg i ich dokładności 🙂

    • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

      Ilona

      Dziękuję 🙂 Zazwyczaj jeszcze wykonuje się łyżeczkowanie macicy, ale nie zawsze.Wszystko zależy od zespołu op., placówki itd. Bezpośrednio po c.c krwawienie jest mniejsze niż po psn (zazwyczaj). Natomiast z odchodami połogowymi jest różnie.Czasami jest ich więcej po psn, a czasami po c.c. Właściwie nie ma większej różnicy.

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    Mon

    W marcu tego roku miałam cc planowe ze wskazań medycznych, tj. nieprawidłowego ułożenia dziecka. Wyglądało to nieco inaczej niż w opisie. Po pierwsze nie byłam przyjęta do szpitala dzień przed tylko w tym samym dniu -o 8:00 przyjechałam, a o 10:20 już miałam córcię. Po drugie, nie miałam zrobionej lewatywy, a zalecenie by od 20:00 dnia poprzedniego nic nie jeść, a od rana tego dnia nie pić. Po trzecie, byłam na sali w swojej koszuli, tej samej, w której potem leżałam. Pozostałe wspomnienia mam tak jak w artykule – cewnik, szybka operacja 6 min. do wyjęcia dziecka, 15 min. szycia. Byłam świadoma, ale oczywiście nic nie bolało (no, może wyciskanie dziecka poprzez ucisk na żebra – to bolało aż traciłam oddech). Niestety, nie było kontaktu skóra do skóry, ale przystawiono mi córeczkę do policzka i mogłam ją pocałować 🙂
    W szpitalu byłam cztery dni. Przez pierwsze 12 godzin nie mogłam wstawać, ale karmiłam małą z pomocą położnych. Po równych 12 godzinach wstałam i potem, krok po kroku, coraz więcej się ruszałam, aż do wyjścia „rozchodziłam”. Rana goiła mi się długo, po tygodniu od zdjęcia szwów było coraz lepiej. Do dzisiaj (9mcy po) czasem jeszcze boli, ale jest ok 🙂
    Przyszłym cesarzowym powiem tylko, że nie ma się czego bać i na pewno nie można się obwiniać, jeżeli nie uda się urodzić naturalnie. Ja po cichutku jestem wdzięczna za to, że moje 4100g i 60cm szczęścia wyszło jednak tą stroną 😉

    • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

      redakcja

      W zależności od szpitala procedury wyglądają trochę inaczej. Fajnie, że to opisałaś. Więcej informacji dla mam czekających na c.c 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    Sylwia

    U mnie cc było zaplanowane … I bardzo dobrze 😉 dzidzia szybko i bezproblemowo pojawiła sie na świecie a ze ja troche wiecej pocierpiałam ? Bez znaczenia. Najważniejsza jest ona. Do szpitala przyjęli mnie dzien wczesniej – następnego dnia lewatywa , prysznic , kilka papierków do podpisania i przyszedł czas na założenie cewnika – mało przyjemnie ale to o tak nic z badaniem ginekologicznym tuż przed … Dwie położne mnie trzymały gdy lekarz mnie badał … Takiego dyskomfortu i bólu nie znałam … Mała była juz praktycznie na wylocie …w trakcie badania bardzo płakałam … Lekarz zapytał ” to co by było gdyby rodziła pani naturalnie ” na szczęście miało nie to ominąć 😉 i tak …leżąc nago jak mnie Pan Bóg stworzył przewieźli mnie na sale operacyjna .. Tam po kilku minutach przygotowañ kazali mi wygiąć się ” na kotka” I po chwili poczułam nieprzyjemne parcie w kręgosłupie … Pózniej czułam ciepło rozchodzące sie od nóg w gore… Do dzis pamietam to dziwne uczucie gdy ręką leżąca wzdłuż ciała wyczułam dziwny „materiał” coś jakbym dotykała małego ciepłego prosiaka… Jakie było moje zdziwienie gdy uświadomiłam sobie,ze to moje udo 😉 zero czucia 😉 w międzyczasie zwymiotowałam na stół operacyjny i gdy błądząc naćpanym wzrokiem po sali ujrzałam odbicie w lampie … Jedyne co udało mi sie powiedzieć to ” to już ???!!!!” – jak sie domyślacie zobaczyłam swoje wnętrze 😉 krwiste wnętrze 😉 po chwili coś szarpnęło i usłyszałam ” ale duża i zobacz jak bardzo nisko już była ” po chwili głos lekarza skierował sie juz do mnie ” czy chce pani zobaczyc córkę ?” Moje tak było jakieś niepewne … I zamiast słodko zagruchać to co sobie ćwiczyłam – czyli ” cześć kochanie ” powiedziałam ” ale ona brzydka ” jednocześnie myśląc, ze wyglada jak Maciek (czytaj mąż) … I wtedy sie rozbeczała 😉 mama poszła w jej ślady 😉 po chwili zawinięta w kocyk „przyszła ” do mamy na przytulaska i została zabrana na rutynowe badania gdy w tym czasie ja z pustka w głowie byłam zaszywana 🙂 po czasie, ktory jak dla mnie trwał wieczność trafiłam na pooperacyjna ( były juz tam 2 inne panie ) i czekałam na swoje zawiniatko … Po 10 minutach ( dla mnie trwało to o wiele dłużej ) piszę SMS do Męża cos w stylu ” gdzie jest mała??? Dlaczego mi jej nie przynieśli ??” I w tym momencie wjechało moje cudo w swoim tymczasowym łóżeczku …;) ach jaka ona była upaćkana w tej mazi… Najgorsze, ze nie za bardzo pamietam tamte wspólne pierwsze chwile … ;( chyba ją glaskalam i pytałam gdzie była (jak sie okazało jej tatuś dopadł ją na korytarzu i musiał nacieszyć oko- niestety u nas ojcowie nie mogą wchodzić na odzial ;/ ) Przyszła jakaś pani i „nasadziła ” bobasa na pierś ( nie obyło sie bez problemów ) … Dużym minusem cesarki jest to ze jesteś totalnie zależna od innych ( brakowało mi w tym czasie pomocy i wsparcia meza – dużo czasu przeplakalam) … Hehehe najlepsze jest to, że chcieli zabrać mi dziecko w nocy „bo i tak pani do niej nie wstanie ” … Nie zgodzilam sie … I pani cała noc krążyła aby w razie co podać mi dziecko 😉 kolejne noce i tak przez dwa miesiące mała spała juz tylko przy mnie. Wspaniałe uczucie . Pachnie do dzis jak małe ciastko z czekoladą. Zapomniałam dodać, ze ból przy wstawaniu jest ogromny … Gdyby nie środki przeciwbólowe serwowane przez kolejne dni … No cóż … Nie chce nawet myślec co by było 😉 w kazdym bądź razie nimo bólu i bólu i wielkiego bólu na drugi dzien robiłam juz wszytsko sama przy młodej… Prawdą jest , że kobiety szybko zapominają … Dla mnie to wszytsko jest już jak sen 😉 a sprawczyni tego zamieszania ma juz prawie 3 miesiące i w końcu po godzinie marudzenia w swoim łóżeczku zasnęła 😉 bardzo przepraszam za ewentualne błędy i chaotyczne wypociny ale taka juz jestem – roztrzepana i chyba zmęczona;)

    • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

      Ilona

      Bardzo ciekawie to opisałaś 😉 Jedynie nie rozumiem po co ktoś Cię trzymał podczas badania? Nie znam takich praktyk. Ja piszę dzisiaj za to krótko, bo też jestem roztrzepana, chaotyczna i zmęczona 😉 Bo taki był dzisiaj ciężkii dyżur… 😉

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    Mon

    Piwnooka -tak, krwawi się tak samo, u mnie równe 6 tygodni. W czasie zabiegu, oprócz wyjęcia dziecka, łożyska i zaszycia mnie nic innego nie robili (a prosiłam o małe ucięcie tłuszczyku tu i ówdzie – nie chcieli hehehe)

  • Odpowiedz Grudzień 19, 2014

    Ewelina

    Kochane, tekst cudowny, akurat jestem po cesarskim cieciu, ktore wyniklo nagle podczas porodu. Moj problem polega na tym, ze znajduje mase sprzecznych informacji na temat dzwigania i cwiczen po cesarce… Moze mi pomozecie? Ile tak naprawde nie mozna cwiczyc (np. fitness) czy podnisic (np.fotelik z dzieckiem) po cesarce. Bede wdzieczna zaodpowiedz.

    • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

      malami

      Teoretycznie zaawansowane ćwiczenia mięśni brzucha można wykonywać dopiero po 6 tygodniach od cc, ale wiadomo jak to wygląda w praktyce… podczas wstawania z łóżka chcąc nie chcąc ćwiczy się te mięśnie 😉
      dlatego zalecane jest by najpierw spuścić nogi na ziemię, a następnie wstać bokiem.

      Co do noszenia dziecka, to przez pierwszy tydzień synka podawał mi mąż, który dostał L4 na opiekę na mnie, a potem już sama go podnosiłam… Fotelik też mąż nosił.
      Teraz jestem już 6 tyg.po cc i muszę przyznać, że po skończeniu przez synka 2 tyg. życia nosiłam go bez żadnych dolegliwości bólowych.
      Obowiązuje zasada, że po cc nie należy dźwigać więcej niż wynosi waga dziecka, bo wiadomo, że jak nie ma nam kto pomóc to trzeba sobie radzić samemu…

      • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

        Ewelina

        Dziekuje bardzo za wyjasnienie:)

      • Odpowiedz Grudzień 21, 2014

        Rubella

        Słyszałam, że po cesarce trzeba przed ćwiczeniami mięśni brzucha odczekać 3 miesiące. Przed ciążą 2 razy udało mi się zrobić 6 Weidera, i chciałam po ciąży ją powtórzyć. Gdy mały skończył równo 3 miesiące, zaczęłam ćwiczyć, ale nie dałam rady, blizna zaczęła ciągnąć, nieprzyjemne uczucie.
        Spróbowałam po pół roku od porodu i było OK. Natomiast synka dźwigałam od razu, ale on z tych lżejszych, przy wypisie ważył 2550g. Fotelik z dzieckiem jakoś po 2 miesiącach.
        Miałam planowaną cesarkę ze względu na położenie miednicowe synka.
        Wspominam Ok, jedyne czego było mi żal, to to, że kobiety rodzące sn jeszcze tego samego dnia wybrały się na ‚spacer’ po korytarzu z dzieckiem, a ja nie byłam w stanie zrobić wokół siebie nic.
        Nikt tu nie wspomniał o bólu głowy jako skutku znieczulenia – mimo niepodnoszenia głowy przez 24h po operacji przez tydzień miałam strasznie silne bóle głowy, łzy same leciały z oczu, nigdy mnie tak głowa nie bolała jeszcze. Było to jeszcze gorsze niż ból piersi, a ten też był u mnie masakryczny. Do tego od razu po zdjęciu cewnika miałam zapalenie pęcherza moczowego. No i pierwsze wstawanie z łóżka to była makabra, trwało z pół godziny. Ale przynajmniej nikt mi nie zaglądał w krocze 😉
        Drugie dziecko, o ile będzie, chciałabym spróbować urodzić sn.

    • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

      redakcja

      Dziękujemy 🙂 Tak ja pisała Malami właściwie nawet wstawanie, chodzenie już jest pewną formą aktywności. Natomiast zaleca się wizytę kontrolną u ginekologa 6 tygodniu po c.c ( po psn również).Wtedy lekarz wypowie się o Twoim stanie zdrowia i określi się czy już możesz wrócić do fitnesu itd. (zazwyczaj tak). Nosić maluszka oczywiście możesz.Z dźwiganiem fotelika, wanienki trochę trzeba poczekać.Ile? nie ma dokładnego określenia czasowego. Zobaczysz jak się będziesz czuła. Trzeba jednak pamiętać, że jesteś po operacji, więc nie szalej 😉

  • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

    Pam

    Myślę, że warto wspomnieć, że to, że przeszło się cc nie oznacza automatycznie, że w ten sposób trzeba urodzić następne dzieci… Poród siłami natury po cc (vbac) jest bezpieczniejszy dla mamy i dziecka niż powtórne cc, jeśli nie ma innych wskazań.

    Lubię też zwracać uwagę na język – piszesz: „po cc i po porodzie”. Cc to też jest poród. Nie odbierajmy cesarskim mamom tego, że one też URODZIŁY dziecko. Pozdrawiam 🙂

    • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

      Ilona

      Niestety nie zawsze psn po c.c jest bezpieczniejszy. Jest wiele czynników medycznych, które mają na to wpływ. Ale owszem to, że miało się c.c nie oznacza tego, że na 100% będzie konieczność wykonania kolejnego c.c.
      W nomenklaturze medycznej c.c to nie jest poród. „Cięcie cesarskie to operacyjne ukończenie ciąży lub porodu przez chirurgiczne otwarcie powłok i macicy oraz wydobycie płodu”.Ale ja też uważam, że każda mama URODZIŁA swoje dziecko 😉

  • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

    Gosia

    A u mnie było wszystko dokładnie tak jak opisane w artykule.
    Początek porodu naturalny, cesarka ze względu na tachykardię płodu. Bez zbędnego przedłużania ale też bez zbędnego stresu. Do tego jak tętno przed operacją zaczęło mi skakać do 160 – wpuścili do mnie osobę towarzyszącą co było super 🙂
    Jedyne czego żałuje to to, że od razu po operacji nie dostałam maluszka skóra do skóry-pokazano mi go, dano przytulić, potem go „oporządzono” a na sali pooperacyjnej siedzieliśmy we trójkę już po pół godzinie od operacji, uczyliśmy się karmić i po protu cieszyliśmy sobą.
    Ból był, owszem, nie ma co ukrywać, ale szczerze mówiąc myślałam, że będzie dużo gorzej a było do przeżycia, po 10 dniach już zapomniałam, że byłam „krojona”.
    Rewelacja, wszystko wspominam bardzo miło.
    Drogie przyszłe mamy- będzie dobrze! 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

    Emi

    Moje cc to był koszmar. Dostałam za słabe znieczulenie i czułam potworny ból. Pierwszy poród sn to było jak ukąszenie komara. Na drógi poród sn nie było opcji przez rozejście spojenia i dużą wagę malucha. Jeśli ktoś naciska na cc bo boi się bólu to cóż, niech się zastanowi. Ból nawet już po jest dużo gorszy, przynajmniej tak było u mnie a rodziłam na oba sposoby. Niestety moje marzenia o trzecim dziecku zostały potrzebane bo traumę mam jeszcze teraz, 5 miesięcy po 🙁 Ze strony szpitala i lekarzy – totalna olewka, nikt nie zainteresował się czemu tak się stało. Planowałam konsultacje z prawnikiem ale nie mam siły.

    • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

      redakcja

      Strasznie mi przykro, że tak to u Ciebie wyglądało, bo absolutnie nie powinno tak być. Często mamy, które miały i psn i c.c mówią właśnie o tym, że psn lepiej zniosły. Trzymam kciuki, żeby złe wspomnienia coraz bardziej się zacierały. Pozdrawiam 🙂

    • Odpowiedz Styczeń 26, 2015

      Ann.

      Emi,
      ile spojenie Ci się rozeszło? u mnie jest rozejście w normie, czyli do 1cm, ale od miesiąca mocno boli (34 tydzien c.), chodzę małymi kroczkami i ledwie schodzę z łóżka. Mój lekarz prowadzący powiedział, że podejmie decyzję o sposobie porodu. jak już się zacznie.
      Wolałabym rodzić sn, ale boję się pęknięcia spojenia i później miesięcy w bólu… Z drugiej strony podobnie, jak Mada mam skoliozę i może też będę mieć problemy ze znieczuleniem?

  • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

    Lili

    A jak to jest u nas w Polsce z cc „na życzenie”? Można powiedzieć lekarzom, że woli się opcję ze skalpelem?

    • Odpowiedz Grudzień 21, 2014

      redakcja

      Polskie Towarzystwo Ginekologiczne w swoich rekomendacjach określa szczegółowo wskazania do c.c. PTG nie rekomenduje wykonywania cięć cesarskich na życzenie.

    • Odpowiedz Grudzień 22, 2014

      Alicja

      Tak w teorii natomiast w praktyce dużo zależy od lekarz prowadzącego ciążę.

  • Odpowiedz Grudzień 20, 2014

    Mada

    Niestety u mnie była podobna sytuacja jak u EMI – znieczulenie nie zadziałało. Nie wiem, być może było to związane u mnie ze skoliozą kręgosłupa. Na szczęście, gdy zaczęłam krzyczeć z bólu, podano mi narkozę. Nie chcę żadnej z Was straszyć, ale to się zdarza wcale nie tak rzadko, więc może warto taką sytuację omówić wcześniej z lekarzem. Gdybym nie dostała tej narkozy, prawdopodobnie miałabym teraz traumę, a to raczej nie wpływa dobrze na decyzję o kolejnym dziecku. Synka kangurował mąż, a gdy się obudziłam, położna od razu przyniosła mi go i pomogła przystawić do piersi.
    Gdy tylko środki przeciwbólowe przestawały działać, czułam się bardzo źle, udało mi się wstać dopiero po 15 godzinach. Gdy zdjęto mi cewnik, okazało się, że mam kłopoty z oddawaniem moczu. Pomimo różnych antybiotyków przez dwa tygodnie każde wyjście do toalety to był dla mnie horror, straszny, kłujący ból w środku. Ból brzucha też ogromny, najgorsze były jednak te pierwsze dni w szpitalu. Po powrocie do domu, już po pierwszej nocy spędzonej we trójkę, czułam się o niebo lepiej. Dziś mija 2,5 miesiąca od cc i to wszystko wydaje mi się tylko snem. Każdy uśmiech synka oddala ode mnie te złe wspomnienia. Miałam rodzić sn, wyszło inaczej, ale szybko to przebolałam. Co do ćwiczeń po cc – to chyba sprawa indywidualna. Ja nie dostałam jeszcze zgody na fitness od mojego ginekologa z powodu krwiaków, które do tej pory się nie wchłonęły.

    • Odpowiedz Grudzień 22, 2014

      redakcja

      Być może dolegliwości bólowe po c.c były u Ciebie tak duże właśnie z powodu krwiaków.To dobrze, że uśmiech synka oddala złe wspomnienia. Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 21, 2014

    Berta

    A mnie pocięto po 12 godzinach rodzenia na porodówce, ponieważ od dwóch godzin miałam już rozwarcie na 10, ale nie dostalam bóli partych. Niestety nikt nie wie z jakiego powodu. Lekarz przypuszcza, że może moja miednica jest gdzieś tam, w środku

    • Odpowiedz Grudzień 21, 2014

      berta

      …za wąska. Ale zastanawiam się, czy można to jakoś sprawdzić? Może prześwietleniem? Bo bardzo chciałabym następnym razem urodzić naturalnie, tylko jeśli będę wiedziała, że to w ogóle możliwe, bo drugi raz tego samego nie chcę przechodzić… 🙂
      Ps. Nie wiem dlaczego ucięło mi kawałek komentarza 🙂

      • Odpowiedz Grudzień 22, 2014

        redakcja

        Sprawdzamy jedynie wymiary zewnętrzne miednicy kostnej (pomiar miednicomierzem). Taki przebieg porodu mógł mieć związek np. z budową miednicy kostnej,nieprawidłowym wstawianiem się maluszka w kanał rodny itd. Czasami niestety tak się kończy psn, ale często „natura wie co robi” (więc pewnie tak miało być). Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 21, 2014

    Anka

    Minęło ponad 3 lata, ale wolę zbyt wiele nie wspominać. Ani ciąży, ani porodu, ani pierwszego roku życia małego. Cesarka była chciana, bo potwornie bałam się porodu, ale ginekolożka się nie chciała zgodzić. Wskazania medyczne były, ze względu na bardzo dużą wadę wzroku oraz stan kręgosłupa. Dopiero badanie w szpitalu na Inflanckiej w dniu kolejnego terminu „odkryło”, że dziecko wciąż się nie przekręciło (usg wykazało to 3 tyg przed porodem, ale lekarka prowadząca to zbagatelizowała). Musiałam robić w nerwach odpłatne usg na cito w prywatnej klinice (zresztą było źle zrobione) oraz biegać do ordynatora wybranego bliższego domu i lepszego jak mi się wydawało (bo klinicznego) szpitala by wydał zgodę na cesarskie cięcie. Te formalności zajęły mi 5 dni. Rodziłam tego samego dnia, z kompletną teczką oraz wskazaniem ordynatora – dyrektora do 8 cm, bo lekarze byli zajęci innymi pacjentkami oraz sprawdzaniem dokumentacji. Półtorej godziny pomagał mi wypełniać papiery lekarz. Wyłam z bólu, a potem dostałam drgawek na stole przygotowawczym. Kiedy po raz 3 mąż pobiegł po pielęgniarkę, bo krew sikała, a ja byłam sina, zajęli się mną. Cesarka była szybka, bo co to pół godziny, znieczulenie podpajęczynówkowe. Dziecko urodziło się w zielonych wodach, dokumentacja medyczna po wypisie była częściowo innego dziecka oraz moja, nie udało mi się sprostować danych, bo nagle odpowiedzialni lekarze byli nieuchwytni, całe 2 miesiące. Odpuściłam, bo nie miałam siły i czasu się z tym bawić.
    Małego dali mi na brzuch i do piersi na moje żądanie, nie umiał ssać, a ja nie umiałam tego dobrze stwierdzić, zresztą nie byłam w stanie podnieść ręki, by się nie zsuwał ze mnie. Potem panie pielęgniarki nie umiały mi pomóc z karmieniem, pomogłam sobie najwięcej sama w domu. Była w sali doradczyni laktacyjna, ale rozwiała tylko główne wątpliwości. o tym, co jeszcze się działo ze mną po porodzie w szpitalu, jak traktowali moje dziecko i mnie dużo by pisać. Jeździłam przez 2 miesiące do nich na ściąganie gigantycznymi igłami paskudztwa, które się zrobiło w ranie.
    Niektóre pielęgniarki raziły jadem, brakiem wyobraźni i brakiem podstawowej wiedzy medycznej, ale większość była w porządku. Lekarze wykonywali swoje obowiązki z mniejszym lub większym zaangażowaniem. Jedna pielęgniarka, na sali po porodowej była świetna, ona jest jasnym punktem w całej historii dla mnie. Który to szpital? Warszawa, Świętej Rodziny, na Madalińskiego.

    Jeśli jeszcze kiedykolwiek zdecyduję się na dziecko, wybieram od razu poród przez cesarkę. Nikomu nie pozwolę się już tak traktować. Godziny porodu fizjologicznego były obciążeniem dla mnie (pogorszenie stanu zdrowia) oraz traumą. Szpitala nie wybrałam. Boję się od teraz szpitali.

    • Odpowiedz Grudzień 22, 2014

      redakcja

      Smutne to bardzo…Ale pamiętaj, że są „ludzie” i ludzie (jak wszędzie) i nie każdy szpital taki jest. Trzymaj się ciepło 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 10, 2015

    Gosia

    Całą ciążę przygotowywałam się na poród naturalny. Baa.. nawet psioczyłam na koleżankę, że chce cc ze wzgledu na nadciśnienie, a była w młodszej ciąży ode mnie. W przeddzień porodu, ostatni dzień 40 tc a lekarz mi mówi, że brzuch nie opada i nic się nie dzieje, a dziecko będzie ponad 4 kg. I po weekendzie nakazał iść do szpitala, postraszył cc… Ze strachu przed cc poszłam na długi spacer, wchodziłam na wszystkie możliwe schody włącznie z tymi przy metrze i miałam upojną noc wieloryba. O 6 rano odeszły mi wody, akcji porodowej zero. O 9 przyjęcie do szpitala. Akcji porodowej zero. O 10 obejrzała mnie lekarka i mowi, że dziecko bedzie duże, wody sobie płyną no i nic. O 12 przyszła inna pani doktor i zaczęła mnie namawiać na cc. Stwierdzili, że nie urodzę sama bo jestem wąska a dziecko będzie ogromne. Pomyślałam ok, dla dobra dziecka dam się pokroić. Po cc okazało się, że dziecko ważyło 3,480 kg! Synek oszukał 3 lekarzy i 1 położną. Wtedy wydawało mi się, że jako kobieta zupełnie nie podołałam. Mimo bólu wstawałam w nocy, nosiłam dziecko a brak pokarmu zwaliłam na cc. Po 2 latach myślę, że nie będę rodzić naturalnie, chyba że tak wyjdzie. Pozbierałam się i stwierdziłam, że cc nie było takie złe. A koleżanka z sali, również po cc karmiła dziecko ponad rok. Boję się porodu 24 godzinnego, boję się bólu, boję się, że mi się szew po cc rozwali i boję się po wielu godzinach porodu naturalnego skończyć na stole operacyjnym albo mieć niedotlenione dziecko. Oczywiście cc nie jest dobrym rozwiązaniem ciąży. Niektóre kobiety przeżywają drugą fazę porodu w 5 minut ( mam taką znajomą). Ale ja widocznie należę do tych skomplikowanych 🙂 W razie czego trzeba pamiętać, że po cc jest potrzebna pomoc 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 8, 2015

    Sylwia

    Jeśli chodzi o cc, to ogromne znaczenie ma szpital. Ja oboje urodziłam przez cc, nie z własnego wyboru. Córka zaklinowała się gdzieś po 8 godzinach porodu sn, więc z uwagi na brak postępu zdecydowali się ciąć. To było w szpitalu w Sosnowcu, w jedynce. Bardzo polecam, personel miły i uczynny, dwuosobowe sale z osobną łazienką, No i łóżka z PILOTAMI DO REGULACJI! Do tej pory myślę o tamtym łóżku z uczuciem ;p A odwiedziny rodziny są na porządku dziennym, nawet z dziećmi. No i jakość cc – podczas operacji byłam przytomna, nic nie bolało, w ogóle nie miałam czucia od pasa w dół przez wiele godzin (8, może więcej, spałam to nie jestem pewna ;), sama operacja błyskawiczna, od zawiezienia mnie na salę do odwiezienia do pokoju minęło 15 minut! Malutką przywieźli mi do pokoju tuż po mnie i mogłam zdecydować czy ma zostać ze mną czy mają ją zabrać, ale na noc pozwoliłam ją zabrać, bo po tym wszystkim oczy same mi się zamykały. Potem już się z nią nie rozstawałam 🙂 A z karmieniem zero problemów. Pamiętam, że ja byłam niesamowicie głodna, bo jednak próba porodu sn mnie wykończyła, a po cc jeść nie wolno… Cieszyłam się jak wariatka z kleiku ryżowego jak już pozwolili mi go zjeść! ;p Ale psychicznie ciężko, wciąż się zastanawiam, czy to nie aby moja wina, może jak bym inaczej oddychała albo może pozycję jakąś niestandardową wypróbowała żeby jakoś pomóc małej się wstawić odpowiednio to by się nie zaklinowała…? Kto wie? Przy synku rodziłam w Tychach i było dużo gorzej. Do szpitala przyjechałam już z bólami, na porodówce stwierdzili, że skoro poprzednio była cesarka, to teraz też zrobią bo ponoć dziecko ma „duży brzuszek a małą głowę” i też się pewnie zaklinuje (jasne, całkowicie standardowy maluch się udał – 3,5 kg, 56 cm, głowa i brzuch też książkowe…). Teraz jestem na siebie zła, że się nie uparłam i nie spróbowaliśmy jednak sn… W każdym razie tym razem operacja była dłuższa i czułam ciągnięcie i szarpanie dość mocno, aż mi łzy w oczach stały. Ale przynajmniej synka mogłam pogłaskać i pocałować 🙂 Czucie i ból wróciły też dużo szybciej niż ostatnim razem, bo już po dwóch godzinach! A bolało straszliwie, aż nie szło oddychać. Nic takiego przy pierwszej cc nie pamiętam. Może przy kolejnej jest zawsze gorzej? No nie wiem. No i sala na 8 osób, zero odwiedzin w sali, więc świeżo upieczona starsza siostra zobaczyła braciszka dopiero w domu… Ale najgorsze wspomnienie, to jak nam kazali następnego dnia rano wstać z łóżek, nie minęło nawet 20 godzin od operacji, a położne praktycznie nas wygnały z sali do łazienki! Nigdy nie zapomnę tego bólu wstawania z łóżka, zajęło mi to z pół godziny jak nie dłużej i ryczałam jak bóbr, ale wstałam, myśl o synku dodawała sił ^^ A jedzenie dostałyśmy dopiero jak się w toalecie wypróżniłyśmy, wcześniej kategoryczny zakaz. Co mnie niezmiernie zdziwiło, bo przy poprzedniej cc jakieś 8 godzin po porodzie dostałam mój kleik ryżowy i miałam po prostu ścisłą dietę przez dobę albo jakoś tak. Ale dobrze, że mogłam na sali zajmować się synkiem sama dzień i noc. To dodawało mi +100 do woli walki o wstawanie z łóżka i chodzenie ^^ A i jeszcze dodam, że tu z karmieniem był tylko jeden trudniejszy moment, jak mały wypił już całe mleczko i chciał jeszcze a tu już pustki były u mnie i musiałam szpitalną buteleczką dokarmić, ale to tylko raz, potem z racji częstego przystawiania ssaka mleczko się pojawiło w ilości odpowiedniej i tak już zostało (czytaj – – dzięki Bogu za brak nawału mlecznego!). Co szpital to obyczaj, więc powiem Wam dziewczyny, że najlepiej wcześniej zaznajomić się z opiniami na temat konkretnych szpitali i to zarówno jeśli chodzi o sn jak i cc, bo nigdy nie wiadomo na jaki poród się trafi. Ja polecam Sosnowiecką jedynkę. Tyskiego wojewódzkiego nie. Pozdrawiam wszystkie oczekujące i życzę powodzenia!

  • Odpowiedz Wrzesień 9, 2015

    Margolcia

    Rodziłam przez CC w prywatnym szpitalu z własnego wyboru, z powodu strachu przed porodem SN i jego różnymi powikłaniami. Nie żałuję. Zaczęło się naturalnie, nie byłam umówiona na „termin”, po kilku godz. skurczy zdecydowałam, że nie chce już dłużej i poproszę o cięcie. Z procedur przed był tylko cewnik, koszula jednorazowa i znieczulenie w kręgosłup- nie poczułam nic. Za kilka minut maluszek była na świecie, od razu mi go dali pocałować, pomierzyli i dali mężowi. Po kilku minutach przewieźli mnie na sale i dali malucha do przytulania, karmienia i cieszenia się ta chwilą. Nic nie straciłam w moim odczuciu, byłam znieczulona od pasa w dół, ale „góra” funkcjonowała bez zarzutu. Nie czułam bólu, strachu, tylko szczęście, radość. Miałam pięknego, zdrowego synka i sama czułam się fantastycznie. Po kilku godzinach wróciło czucie w nogach, wyjęto mi cewnik i zalecano chodzić i funkcjonować normalnie. Leki przeciwbólowe brałam tylko w szpitalu (2 dni), na 3 dzień poszliśmy do domu. Karmiłam naturalnie, nie miałam żadnych problemów w związku z cc. Rana goiła się bez problemu, szwy zdjęto po tygodniu. Przez kilka tygodni unikałam noszenia wysokich dżinsów i obciskającej bielizny żeby rana była „dotleniona” i żeby nic w tym miejscu mnie nie uwierało. Minął rok od tego wydarzenia, wspominam je bardzo pozytywnie. Maluszek jest zdrowy, piękny, ruchliwy. Jak czytam opisy tego wydarzenia uważam, że własne nastawienie to jedno i personel na jaki się trafi to drugie. Miałam szczęście, że oba te czynniki u mnie zadziałały na naszą korzyść. Pozdrawiam wszystkie mamy.

  • Odpowiedz Październik 3, 2015

    kasia

    Witam! Ja mialam ciecie 3-trzy doby temu. Chcialam rodzic naturalnie rozpoczely sie skurcze ale niestety krzyzowe. Podlaczono mi kroplowke z oxytocyna aby wywolac skurcze macicy. Wiecbpo prawie 40 h udalo sie pelne rozeatcie skurcze na przemian raz krzyzowe raz maciczne. I czas mijal dalej niestety nasza krolewna nie chciala sie wstawic glowka. Dla jej dobra wykonano cc- czy zaluje? Nie bo dla dziecka wszystko sie przecierpi

  • Odpowiedz Październik 30, 2015

    Anka

    Miałam dwie cc, a w marcu 2016 będę mieć trzecią. Pierwsza była w Polsce i głównie dlatego, że miałam problemy z dyskiem. Ortopeda stwierdził, że istnieje duża szansa, że nie urodzę sama, bo nie jest w stanie w ciąży stwierdzić w jakim stanie jest mój krzyż. Decyzję podjęłam o cc, bo bałam się zbyt późno podjętej decyzji lekarzy kiedy poród by się zatrzymał. Tak, nie miałam zaufania do służby zdrowia, bo wychowałam się na opowieściach z bloku operacyjnego ( skaza dzieci lekarzy…). Dziecko zobaczyłam 24h później, bo lekarz położył mnie na salę intensywnego nadzoru … gdyby nie zdjęcie męża z komórki to nawet nie widziałabym jak wyglądał mój syn. Nikt mi nie pomógł uruchomieniu laktacji wręcz przeszkodzono, bo podawano mu glukozę, żeby był spokojny …
    Druga cc, to był poród moich marzeń. Mąż na sali operacyjnej, dziecko na piersi przez cały czas zaszywania rany, dzieckiem mogłam się zajmować zaraz po skończeniu oceny jego stanu zdrowia. Okazał się niezłym ssakiem, więc w nocy pielęgniarka SAMA przyszła go zabrać, bo jak stwierdziła głodny nie jest, a mama musi wypocząć i przyniesie mi go po tym, jak wezmę kąpiel i zjem spokojnie śniadanie, była 3 rano. Obiecała, że nie dadzą mu „cukiereczka” i nie poddadzą mm. Urodziłam w piątek rano wyszłam w niedzielę. Mam nadzieję, że ten poród będzie równie spokojny.
    Uważam, że powinno się promować poród naturalny, w moim przypadku wziął górę strach. Niestety znam więcej tragicznych historii o nieudanych porodach SN, niż o powikłaniach po CC.

  • Odpowiedz Listopad 3, 2015

    Agata

    Marzyłam o porodzie naturalnym. Wiadomo, że zawsze trzeba się liczyć z cięciem, ale jakoś mi się wydawało, że mi to nie grozi. Jestem szczupła, aktywna, chodziłam na gimnastykę ciążową. Bałam się bólu, ale nie tego, że zabraknie mi sił.
    Dwa dni po terminie lekarka na wizycie stwierdziła na USG, że mam mało wód płodowych i wysłała mnie do szpitala na wywołanie porodu. Przez trzy dni dostawałam zastrzyki na „uczulenie macicy”, ale że nie dało to żadnego efektu, czwartego dnia dali mi kroplówkę z oksytocyną. Zaczęło się od lewatywy. Przez 7 godzin nic szczególnego się nie działo. Miałam skurcze słabe i nieregularne, aż wreszcie ruszyło! Odłączyli mi kroplówkę. Najpierw chodziłam, klęczałam, potem już głównie wisiałam na mężu na skurczach, ewentualnie korzystałam z prysznica. Dostałam gaz rozweselający, co było nawet niezłe (czułam się jak na lekkiej bani) do czasu, aż poczułam, że mnie to osłabia. Szybko doszłam do 6 cm, ale potem ciągle 6 i 6, i ani pół więcej. Skurcze zwolniły i osłabły – znów oksytocyna. Odradzono mi klęczenie na czworakach, co było najmniej bolesną pozycją, bo w ten sposób podobno dziecku było trudniej się obniżać w kanale rodnym.
    W międzyczasie skończyła się zmiana położnej, która była ze mną od początku. Było mi żal, bo już się zdążyłam do niej przywiązać – świetna kobieta. Żeby mnie „przekazać” swojej następczyni, położyły mnie na pół godziny pod KTG (normalnie tętno było badane tylko przez minutę takim mniejszym urządzeniem). To było już po prawie 5 godzinach akcji porodowej. Leżenie w trakcie skurczu wspominam jako torturę. Kiedy wreszcie mogłam wstać, byłam już wykończona. Druga położna nie była taka wspaniała, czułam się trochę przez nią olana. Poprosiłam i dostałam dożylnie jakieś leki rozkurczowe i przeciwbólowe. Mało pomogło. Przy którymś doraźnym badaniu tętna, zauważyła, że jest nierówne. Jak usłyszałam, że znowu muszę się położyć pod KTG, to myślałam, że umrę. Niby w tej pozycji na boku dziecku łatwiej się obniżać, ale ból był nieludzki. Zwymiotowałam, co niby dobrze świadczy o postępującym rozwarciu. Poprosiłam o znieczulenie do kręgosłupa i po dziś dzień nie wiem, czemu go nie dostałam. Przecież byłam wcześniej na wymaganej konsultacji anestezjologicznej. Przecież już widzieli, że coś się dzieje i zaczyna grozić cesarką. Tętno słabo, dostałam tlen, ale nie umiałam się zaciągnąć powietrzem, miałam bardzo płytki oddech. Doszło do 9 cm. Wtedy stało już nade mną całe konsylium i dumali, co dalej. Dziwili się, że nie mam jeszcze skurczy partych. Kazali się wysikać, ale nie umiałam. Po prostu nie byłam w stanie się tak wyluzować. Kilka skurczy, które przeszłam na toalecie to był koszmar. Wróciłam na łóżko, bo już nie było opcji bez monitoringu. Mąż wystraszony nie na żarty wykresem KTG dopingował mnie do głębokiego oddychania, ale z bólu i wyczerpania przysypiałam, czy raczej traciłam przytomność pomiędzy skurczami. Na każdym skurczu ktoś (któryś z lekarzy lub położna) grzebał mi we wnętrznościach, próbując ustawić synka do wyjścia. Nie sądziłam, że człowiek jest w stanie coś takiego wytrzymać. Wreszcie ktoś mi zaproponował cewnikowanie. W momencie, kiedy opróżnił się mój pęcherz, poczułam skurcze parte. Podnieśli mi fotel. Ucieszyłam się, że to już ostatnia prosta, ale byłam tak słaba, że zwątpiłam, czy dam radę. Pozwolili mi spróbować raz, ale wkrótce dostałam pod nos do podpisania zgodę na cesarkę. Do końca nie wierzyłam. Po ponad ośmiu godzinach męczarni zdjęłam koszulę i nadludzkim wysiłkiem przeniosłam się na łóżko, którym wywieźli mnie na blok. Modliłam się tylko o to, żeby znieczulili mnie zanim przyjdzie następny skurcz. Czekali z tym wszystkim do ostatniej chwili, dlatego miałam pełną narkozę – ze względu na bezpieczeństwo synka, nie mogli czekać nawet tych dwóch minut na znieczulenie od pasa w dół. Gdybym miała już znieczulenie do kręgosłupa, wystarczyłoby zwiększyć dawkę i byłabym przytomna…
    Obudziłam się zziębnięta mimo grubej kołdry, nie mogąc ruszyć nawet palcem z bólu. Mąż przy mnie czuwał, ale synka zobaczyłam dopiero kilka godzin później. Całe szczęście, że nie mieliśmy później problemów z karmieniem piersią, ale zostałam pozbawiona widoku mojego nowo narodzonego dziecka (już nie mówię o kontakcie skóra do skóry, wszak była to cesarka ratująca jego zdrowie), czego nikt mi już nigdy nie wróci.
    Zostałam raczej brzydko zszyta (z zawiniętą fałdką skóry), trochę mi się to ślimaczyło. Dochodziłam do siebie z trudem. Miałam porównanie, bo byłam na sali z dziewczyną, której też po kilku godzinach naturalnego porodu zrobili cesarkę, ale wyglądała o niebo lepiej ode mnie i była dużo sprawniejsza. Zdjęcie drenu i pierwszą wymianę opatrunku bolesnością mogę porównać do jednego ze skurczy pod koniec. Pierwsze wstanie również. Generalnie opieka w szpitalu była fantastyczna, jedynie pierwsza położna opatrująca mnie po operacji była, delikatnie mówiąc, oschła „Niech się pan odsunie, ja tu pracuję! A co pani tak jęczy? Wiadomo, że ma boleć”). Na szczęście już jej więcej nie spotkałam.
    Wyszliśmy do domu standardowo po 3 dniach, mały z lekką żółtaczką, ale szybko przeszło na moim mleku. Złapałam doła jeszcze w szpitalu z tego poczucia, że nie dałam rady. Nie udało mi się samodzielnie urodzić swojego dziecka. Mimo bycia w formie, szkoły rodzenia, wsparcia i komfortowych warunków. Zawiodłam się na sobie, przeliczyłam.
    Z drugiej strony byłam wściekła na personel – najpierw, bo mnie pokroili zamiast dać szansę wyprzeć małego. Potem (jak już mi mąż wytłumaczył, że z tym tętnem naprawdę było krucho i po prostu nie było innej opcji) z powodu tej pełnej narkozy, która mnie pozbawiła bezcennych chwil, na które czekałam od miesięcy. Nie wiem, nie rozumiem, czemu nie dali mi tego do kręgosłupa, o co prosiłam i do czego miałam prawo.
    Wiem, że powinnam przestać rozkminiać. Mam mojego malucha i będę mieć przez niezliczone, cudowne chwile, a te pierwszych kilka godzin niby nic nie zmienia. Najważniejsze, że jest zdrowy. Jest moją pociechą, pogodny jak samo słońce z takim bystrym okiem, że hej.
    Ale mam taką traumę, że zastanawiam się, czy drugiego dziecka lepiej nie adoptować. Definitywnie chcemy mieć więcej dzieci, tylko nie chciałabym musieć drugi raz przez to przechodzić. Jeśli już, to z pewnością niektóre rzeczy zrobiłabym inaczej. Na pewno jedna zaufana, umówiona wcześniej położna na cały poród. Wyegzekwowanie znieczulenia w takiej formie i wtedy kiedy będę czuła, że jest potrzebne. Chciałabym też wypróbować tensy i przyłożyłabym się bardziej do masażu krocza. A już na bank nie zgodzę się na wywołanie porodu. Przecież żadna ciąża nie trwa wiecznie i dziecko urodzi się wtedy, kiedy ma to nastąpić, po prostu!
    Teraz mam się już dobrze, rana się przyzwoicie zgoiła, jestem zupełnie sprawna, korzystam z uroków macierzyństwa. Ale trudno mi rozmawiać z ciężarnymi koleżankami, bo w głębi duszy żal mi ich, kiedy już wiem, jaka katorga je czeka (oczywiście życzę im szczęśliwego rozwiązania, bo przecież niektórym idzie to dużo lepiej, ale sama nie sypnę im pozytywnymi doświadczeniami).
    Z kolejną ciążą zaczekam przynajmniej 2 lata. Żeby trochę sobie zapomnieć (po kilku miesiącach wspomnienia mam zbyt świeże), ale przede wszystkim, żeby dać sobie szansę na naturalny poród.

  • Odpowiedz Listopad 11, 2015

    Aga

    Byłam absolutnie nastawiona na poród SN. Co prawda, moje dziecko miało być z tych „większych” – lekarka prowadząca przewidywała wagę urodzeniową ponad 4 kg. W dniu, na który wypadał mój termin, lekarz w szpitalu, w którym miałam rodzić i do którego chodziłam na KTG, nastraszył mnie balotującą głową i dużym dzieckiem, chciał mnie od razu wysyłać na cięcie, na które – po konsultacji z moją położną (najlepszą położną świata;) – nie zdecydowałam się. Co prawda moja wiara w to, że dam radę urodzić SN została mocno podkopana, ale chciałam chociaż spróbować.

    Dwa dni później zadecydowałyśmy o wywołaniu porodu, choć przyznam, że bałam się jak cholera – nasłuchałam się o tym, że po oksytocynie skurcze są dużo boleśniejsze i mniej efektywne. W godzinach porannych zgłosiłam się z mężem do szpitala, został mi założony balonik, który rozpoczął akcję porodową i przy niezbyt mocnych skurczach osiągnęliśmy 6 cm. Później, dzięki puszczeniu wód, głowa zaczęła się wstawiać – ku naszej wielkiej radości, a i skurcze zaczęły się zdecydowanie nasilać. Dodatkowo podłączono mi pompę z oksytocyną, no i tak sobie chodziłyśmy po sali, ja i pompa.
    Jako, że ja z tych strachliwych, już przed porodem wołałam o znieczulenie ZO. Dostałam, podkręciliśmy oksytocynę. Niestety – mimo to akcja porodowa zaczęła zwalniać. Podkręciła się trochę dopiero po tym, jak znieczulenie przestało działać (a nie działało długo). Po (podobno, bo dla mnie czas leciał jak szalony) czterech czy pięciu godzinach, mieliśmy rozwarcie na skurczu 10 cm, a ja zaczęłam czuć parcie. Niestety, tętno na skurczach mocno zaczęło słabnąć, a głowa wciąż była nieco za wysoko. Zapadła decyzja o cięciu, która – mimo bardzo mocnych bóli – totalnie mnie załamała. Myślałam, że już się uda, przecież wszystko tak dobrze szło.
    Mimo mocnych skurczów doczołgałam się jakoś do sali operacyjnej o własnych siłach. Szybkie znieczulenie podpajęczynówkowe, zielona kotara nad brzuchem i miła pani anestezjolog, która trzymała mnie za rękę. Gniecenie w brzuchu i płacz dziecka – przystawili mi małego do policzka na kilka minut, po czym zniknął w inkubatorze. Do piersi przystawiłam go po 2 godzinach.

    Okazało się, że mały ważył 3700, czyli zupełnie „do rodzenia”. Dwa USG u dwóch niezależnych lekarzy wykazywało wagę ponad 4 kg i oba nie miały racji. Gdybym teraz miała podejmować decyzję, podjęłabym taką samą, nawet, gdybym znała finał. Mam nadzieję, że mały skorzystał z naturalnego porodu tyle, ile się dało. Cały czas myślę, czy gdybym się nie zdecydowała na znieczulenie, akcja nie skończyła by się inaczej, i może to tak naprawdę moja wina.
    Jeśli zdecyduję się na drugie dziecko, na pewno będę walczyć o poród SN. Dochodzenie do siebie po cięciu, brak jakiejkolwiek mobilności, rozłąka z dzieckiem, ból i cała mieszanka leków przeciwbólowych, naprawdę, nie chciałabym tego przeżywać ponownie. Samą pierwszą fazę porodu, mimo, że na oksytocynie i bolesną, wspominam zaś naprawdę miło. Wiem, że zawdzięczam to mojej położnej i mężowi.

  • Odpowiedz Listopad 24, 2015

    Ania

    W 2012 przeszłam pierwsze cesarskie cięcie-bardzo szybko doszłam do siebie,córkę na 2 godziny dostałam jakieś 1,5 po operacji 🙂 Wskazaniem było ułożenie córki. Dwa lata później poród siłami natury-bez najmniejszych problemów na świat przyszedł mój synek,mimo naprawdę bardzo szybkiego dojścia do siebie po cc,cudownej opieki w szpitalu i samych miłych wspomnień związanych z operacją, poród naturalny był czymś nieporównywalnym, za miesiąc na świat przyjdzie mój drugi synek-tym razem planowane cesarskie cięcie,wskazaniem jest cienka blizna po pierwszym cc (1mm) i duża przewidywana waga dziecka-34 tydzień i prawie 3 kg chłopaka. Żałuję,że nie uda się naturalnie,ale najważniejsze żeby on był zdrowy-czekam tylko na ten moment,aż wezmę go na ręce 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 3, 2016

    dita

    Nie miałam CC, ale jestem w drugiej ciąży. Pół roku temu podczas MR okazało się, że mam naczyniaka w móżdżku. Pierwsze dziecko rodziłam naturalnie, drugie byłam przekonana, że też chcę siłami natury, teraz mam coraz więcej obaw. Lekarz zalecił konsultację neurologiczną (zbieram się i zebrać nie mogę, ale na pewno przed porodem pójdę). Proszę o poradę jak takie sytuacje wyglądają w praktyce, co będzie mniejszym złem? Nie chciałabym się ciąć, a jednocześnie nie chciałabym zrobić sobie (i rodzinie) krzywdy gdyby miało dojść do pęknięcia naczyniaka. Próbuję się jakoś nastroić choćby do rozmowy z neurologiem, żeby w razie czegoś wiedzieć o co dopytywać, mieć jakiś obraz tego co może mnie czekać.

    • Odpowiedz Styczeń 8, 2016

      Ilona

      W takim przypadku zawsze zalecana jest konsultacja u specjalisty.Neurolog (neurochirurg?)powinien się wypowiedzieć co dla Ciebie i maluszka jest bezpieczniejsze. Konsultację (koniecznie w formie pisemnej)zabierz do szpitala. W praktyce zdajemy się na opinię lekarza konsultującego daną pacjentkę (bo on zna się na danej chorobie najlepiej).Jeżeli będzie konieczne c.c nie miej absolutnie wyrzutów sumienia,czasami natura wie co robi.Ściskam ciepło i trzymam kciuki 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 13, 2016

    Marysia

    Ja w ciąży przeczytałam książkę (skądinąd świetną) hamerykańskiej położnej Iny May „Poród naturalny” i maksymalnie byłam na to wydarzenie napalona. Niestety, Potomek chyba nie był równie napalony. Mijały dni od wyznaczonego terminu porodu, a jemu jakoś nie spieszyło się na świat. W końcu po kolejnej wizycie na Izbie Przyjęć miła pani doktor kazała mi zostać na oddziale patologii ciąży. Tego samego wieczora przy rutynowym KTG tętno Potomka zaczęło zwalniać. Na szczęście szybko się wyrównało, ale i tak położna wsadziła mnie na wózek i z piskiem opon na zakrętach powiozła do windy. Tak trafiłam na salę porodową, którą okupowałam… 4,5 doby. Zapoznałam się w międzyczasie z całą obsadą lekarzy i położnych. Przerobiłam chyba wszystko: cewnik Foleya, dwie zgrzewki oksytocyny, po odłączeniu moje własne skurcze – a rozwarcia nadal brak. Tymczasem Potomkowi zaczęło się robić w maminym brzuchu coraz mniej sympatycznie, bo powtórzył – i to kilkakrotnie – numer ze spadającym tętnem. Wobec tego nie mogłam się dłużej upierać, że będę rodzić naturalnie (Jak to? Ja nie urodzę?). CC nigdy nie było moim wyborem, ale nie robię sobie żadnych wyrzutów. Starałam się, nie wyszło. Wiem, że dalsze zwlekanie z decyzją mogłoby kosztować Potomka zdrowie lub życie. A siedział w tym brzuchu stanowczo za długo. Pamiętam pierwsze słowa pani chirurg: „Syn się urodził. Cały obłazi ze skóry.” :)))

  • Odpowiedz Luty 2, 2016

    Asia

    Ja tez wolałam porod SN o cc nawet nie myślałam od kiedy córcia ułożyła się prawidłowo Juz po terminie zgłosiłam się do szpitala, miałam założony cewnik i następnego dnia mial byc wywoływany porod, ale okazało się ze mała jest dużo większa niż się wcześniej spodziewano, a ze był to mój pierwszy porod zaczęłam się obawiac (ważyła 4150g ) do tego jeszcze miała szerszy obwód barków od obwodu główki i ze względu na jej zdrowie zgodziłam Sie na cc Po porodzie miałam właśnie wrażenie jakby odebrano mi coś cennego tak bardzo chciałam sama ja urodzić, czegoś mi bardzo brakowało ale wiem, że zrobiłam to dla niej i to tez jest powód do dumy☺ a najpiękniejszą chwilą było przystawienie jej główki do mojego policzka, kiedy na sam dźwięk mojego głosu przestała płakać Dziewczyny walczcie o to aby od razu pokazano wam wasze maleństwa, ja musiałam chyba 5 razy prosić aby mi ją w końcu pokazano Byłam tak uparta ze w końcu ja przynieśli i nigdy nie zapomnę tej chwili ?

  • Odpowiedz Marzec 17, 2016

    Ania

    Bóle zaczęły się w niedzielę rano o 8:30. Występowały co 20-30 minut. Dużo czasu spędzałam w wannie.. gdy bóle się nasilaly wykonałam telefon do położnej, która powiedziała ” przyjedź gdy bóle będą co 2-4 minuty’. O 22 byliśmy w drodze do szpitala. Sterta papierów do wypełnienia, badanie- ledwo 2 cm.
    Przejście na salę … O 3 w nocy przebily mi wody plodowe , ponieważ same nie odeszły. Mały nie obnizal się od 6 cm wiec przychodziły i ” rozmasowywaly szyjki” ból niewyobrażalny, tak uwierzcie, że kto tego nie przeżył nie wie o czym mówię. Do tego co ból to dreszcze całego ciała…blagalam o cesarke ale lekarka odparła ( mimo że dziecko nie drgnęło nawet milimetra) ” proszę spojrzeć na ktg, ma Pani tak silne bóle, że brakuje skali wiec nie kwalifikuje się Pani do cc”. Coś mi podawały po czym wymiotowalam i pytaly ” mniej boli? Po tym powinno być lepiej?” Na co wsciekloscia odparlam ” to jest sciema, nic nie jest lepiej!”. 10 cm minęło, dziecko nadal w miejscu, ja między bólami zasypialam ze zmeczenia i przyszły bóle parte. Prze, prze i nic i nic. Lekarka ” niech spróbuję na kucaka” moja położna ( chyba już przestraszona cała ta sytuacja odparła ” już próbowała”. W końcu z łaską, stwierdzily, że cc i jedna lekarka do drugiej ” ale ja tam nie dzwonię, Ty dzwoń po anestezjologa”. Po chwili przyszedł, ja tu krzyczę z bólu a on zadaje pytanie za pytaniem. Mój mąż zaczął odpowiadać to odparł ” z Panem nie rozmawiam”. Pobrali krew do badań ( okazało się, że nabawilam się ostrej anemii), założyli cewnik ( ałććć) i kazali PRZEJSC na salę operacyjną. Po wykonaniu znieczulenia Kilka razy spytalam anestezjologia czy aby na pewno nie będę nic czuc i z błogim spokojem, bez uczucia bolu, z największą przyjemnością dałam się pokroić:). Widziałam malutkiego nad moja głowa gdy go wyciągi i przenisili . Od razu nie zaplakal wiec szybko spytalam Pani, która monitorowala moje parametry ” dlaczego on nie płacze????”. Odparła ” spokojnie, muszą wszystko odessac” i nagle rozbrzmial głośny, śliczny płacz mojego dziecka. Wtedy już byłam o wszystko spokojna.. reasumując jestem w drugiej ciąży i jakby mój ginekolog nie zakwalifikował mnie do cc do zaplacilabym każde pieniądze w jakiejś klinice za cesarskie cięcie. Mówicie o depresji po cc? Depresji można się nabawic ale z bólu związanym z porodem NATURALNYM. Ja w życiu drugi raz nie zdecydowalabym się na piekło związane z 10 cm!! Nie rozumiem zeschizowanych kobiet, które mówią ” rodz naturalnie, wtedy będziesz dumna, spełniona” dumna z tego, że musialas znieść niewyobrażalny ból? Nie wierzcie w to co mówią położne” przy porodzie jest taki ból jak masz przy miesiaczce” haha dobry żart! Jeśli masz możliwość cesarki, nie zastanawiaj się! Chyba , że masz możliwość znieczulenia wykonywanego przez anestezjologia w czasie naturalnego… Ja rodzilam w wojewodzkim szpitalu, wydawało by się, że na pewno jest możliwość znieczulenia a tu ździwko… Było takie halo ” rodz po ludzku” sorry ale nie w Polsce pozdrawiam:)

  • Odpowiedz Maj 25, 2016

    Ewa

    Ja chciałabym energicznie zaprotestować przeciwko powtarzanej w tym kraju mantrze, że cc to operacja w związku z tym tylko ze wskazań medycznych. Jakoś środowisko lekarskie nie ma problemu z tym, żebym na życzenie, bez żadnych wskazań medycznych, ale za pieniądze w ich prywatnych klinikach robiła sobie plastykę brzucha, implanty piersi, łamanie nosa itp. w pełnej narkozie – wszystko poważne operacje. Tylko kiedy chodzi o reprodukcję to kobieta nagle jest ubezwlasnowolniona i traci prawo do decydowania o swoim ciele, bo staje się tylko inkubatorem. To jest szczyt hipokryzji. Ja czekałam na ciążę wiele lat, nie chcę ryzykować porodu SN, i nikt mnie nie będzie do niego zmuszał, jak by chciało PTG i kościół. A komunały o tym, że tak nas natura stworzyła itp., jak widać bardzo często nie znajdują pokrycia w rzeczywistości – człowiek to zdegenerowane zwierzę, coraz lepiej odżywione, lecz coraz słabsze fizycznie, z coraz większą czaszką. W takim kierunku zmierza ewolucja i porody SN będą coraz trudniejsze.

  • Odpowiedz Czerwiec 6, 2016

    slodka mama

    Witam ja natomiast jestem przed cc …chociaż bardzo chciałam rodzic naturalnie 🙂 mam cukrzyce ciążowa a moja kruszynka juz jest duza wiec lekarz poinformował mnie ze na pewno bd to cc 😉 fajnie jest tu wszystko opisane chociaż i tak myślę ze każdy przezywa to na swój własny sposób… Ja mam jeszcze 1.5 miesiąca przed sobą i staram sie tym nie stresować i nie myśleć to jednak jest to silniejsze 🙂 mysle ze przy całym tym przed operacyjnym zamieszaniu chociaż w napewno dużym stresie bd chciała skupić sie na wyczekiwanej córeczce:) i nerwy bd mniejsze

  • Odpowiedz Sierpień 7, 2016

    Justi

    Hej jestem w 35 tyg ciązy blizniaczej. Za tydzień moja lekarka kładzie mnie so szpitala. Chyba będzie CC dla dobra dzieci-tak mówi. A ja wolałabym naturalnie tak jak z pierwszą córcią. Duzo sie nasłuchalam o komplikacjach po Cc a nawet o zgonach. Strasznie się boję..Po porodzie czeka mnie rezonans glowy bo od roku mam silne piski w głowie. Chcialam zrobic RMI przed porodem ale moja gin sie nie zgadza. Jestem przerazona tym wszystkim.

  • Odpowiedz Wrzesień 3, 2016

    Gosia

    Jestem „cesarzową z wyboru”. Poród naturalny budził moje obawy jeszcze zanim dowiedziałam, się, że zostanę mamą. Skąd ten strach? Trudno wytłumaczyć. Muszę przyznać, że od początku ciąży chciałam z pełnym przekonaniem urodzić przez cc. W domu od mamy nasłuchałam się, że jestem nierozsądna, że mam próbować naturalnie, ale znałam swój próg bólu, który jest bardzo niski. Mój lekarz także przez kilka m-cy próbował mnie przekonać, ale chyba pierwszy raz w życiu, byłam spokojna czując, że podejmuję dobrą decyzję. Kobieca intuicja w najważniejszym momencie życia jednak nie zawodzi!:)

    Jeśli chodzi o sam zabieg, wykonany był w znieczuleniu ogólnym. Przyjęto mnie dzień prędzej do szpitala, nie jadłam od godz. 18:00 -dzień przed zabiegiem. W dzień zabiegu podano dwie kroplówki, żadnej lewatywy, potem położna (cudowna) zabrała mnie na założenie cewnika, uprzedzając, że nie będzie przyjemnie. Ale totalnie nic, ale to nic nie bolało!:) Wsunęła rurkę i tyle. Tego bardzo się bałam, myślałam, że ze stresu będę miała spięte mięśnie, ale naprawdę bezboleśnie. A potem na salę, dostałam tlen i odlatywałam:) Pamiętam, że gdy zasypiałam na zegarze była godzina 8:35, mały urodził się o 8:43. 8 minut!!:) Podczas gdy mnie zszywano, z naszym synem kangurował mój mąż, zaraz po wybudzeniu przewieziono mnie na salę pooperacyjną, tam dostawiono mi małego, dostałam zastrzyk z morfiny, potem jeszcze jeden jakiś domięśniowy w brzuch, ale to kompletnie bezbolesne. Cały dzień leżałam, odpoczywałam, mały był w moim łóżku, a mąż opiekował się nami cały dzień. Wieczorem o 21:00 kazano mi wstać, tyle się nasłuchałam i naczytałam o pionizowaniu, a to nic strasznego, owszem brzuch bolał, ale trzeba zrobić to powoli, chwilkę posiedzieć na brzegu łóżka, żeby się nie zakręciło w głowie, a do łazienki pod prysznic dotarłam wprawdzie trochę zgięta, ale już sama. Mąż tylko pilnował czy nagle nie zrobi mi się słabo. Opatrunek i cewnik zdjęto wieczorem przed pionizowaniem. Fakt, panie położne mówiły, że wyjątkowo szybko dochodziłam do siebie, ale myślę, że dolegliwości po cc są do zniesienia:) Krwawienie po zabiegu trwało dwa dni, nie było zbyt obfite, chyba dobrze mnie wyczyszczono, bo od 3 dnia korzystałam ze zwykłych, ale tych grubszych wkładek higienicznych, długie, grube szpitalne były bardzo niewygodne no i okazało się – niepotrzebne.

    Muszę powiedzieć, że bardzo ważne jest, aby kobieta mogła mieć wybór, jak chce rodzić. Są panie, które chcą próbować naturalnie, są też takie jak ja, które wiedzą, że chcą cc. KOBIETA WIE NA ILE JĄ STAĆ I W TYM STANIE INTUICJA RACZEJ JEJ NIE ZAWIEDZIE!:) Sama wspominam cc i połóg (którego bałam się chyba bardziej niż samego zabiegu) bardzo pozytywnie, ten komfort psychiczny, że będę rodzić, tak jak czuję, że chcę był dla mnie bardzo ważny. A po cc zero depresji poporodowej, żadnych wahań hormonów, przynajmniej mąż nie odczuwał żadnych humorów-przynajmniej tak mówi:)

    Mówi się dużo o porodach, o standardach okołoporodowych, które nagminnie się łamie niestety. Wystarczy przeczytać opinie o niektórych szpitalach np. na „Rodzić po ludzku”. Standardy okołoporodowe w PL, nie są jeszcze przestrzegane, tak jak być powinny. Niestety:( To też był jeden z powódów mojej decyzji o cc.

    No i najważniejsze, myślę, że kondycja i komfort psychiczny kobiety to połowa sukcesu na czas samego porodu czy zabiegu i oczywiście połogu. U mnie odbyło się wszystko tak jak sobie wymarzyłam:) Jestem szczęśliwa, w świetnej kondycji fizycznej i psychicznej. Przy następnej ciąży też chciałabym urodzić przez cc:)

    I ostatnia rzecz: nawet mój lekarz prowadzący podczas mojego pobytu w szpitalu i na wizycie po sześciu tygodniach przyznał, że tak mnie namawiał na poród naturalny, ale sam widzi po fakcie, że kobieta, czyli ja, czułam na ile mnie stać:)

    TAK DROGIE PANIE, KOBIETA SAMA WIE NA ILE JĄ STAĆ:)

    Powodzenia wszystkim przyszłym mamom!:)

  • Odpowiedz Październik 23, 2016

    nu

    Rodziłam 4 lata temu, prawie 4 i pół. Poród przyspieszony bo w 37 tyg wyszlo ze ubywa mi wód płodowych. Ale miał być naturalny, o 7 oksytocyna, zaczeło się po godzinie, porod, jakiś tam postęp był, ok 14 wiłam się w bólu, takim, że lekarz powiedział „dajcie znieczulenie” mi juz bylo wsztstko obojetne. Znieczulenie – poltorej gidz spokoju, za to potem powtorka z rozrywki i ok w koncu to porod … tylko po 17 okazalo sie ze tetno dziecka spada, szybko na sale operacyjna i cesarka. Potem przypadkiem dowiedziakam sie ze podanie zzo moze powodowac spadek tetna… Bylam szczesliwa ze synek zdrowy (9 pkt bo byl lekko siny), gdy przeczytalam na wypisie „cc, zagrozenie martwicą płodu” dotarło do mnie jak to moglo sie skonczyc! Wiec jeszcze bardziej szczesliwa ze wszystko sie udalo… minelo iles tam dni, tygodnin gdy natknelam sie w necie na „problem” ze niby cc to nie porodn ze matki po cc czuja sie gorsze, ze matki po naturalnym potrafia wywyzszac sie jakby to KTOREDY wyjeto dziecko mialo az takie znaczenie! Do tej pory ani przez mysk mi nie przyszlo zem gorsza czy cos nie tak. Ok iadomo naturalny porod z medycznego pktu widzenia lepszy ale co za roznica gdy dziecko zagrozone. Bylam zszokowana taka nagonka. Napisze wrecz – mogliby mi dziecko i dziura z nosa wyciagnac byle zdrowe bylo! w obluczu tego co moglo sie stac ja miala bym sie przejmowac ze cc??? Bylam przeszczesliwa ze skonczylo sie cc bo to uratowalo mi dziecko.

Leave a Reply