Proszę wstać Sąd idzie. O luksusie i o wojnach (matek).

14135683605_a5650500d5_c

Ostrzegam uczciwie – to jest wpis emocjonalny, z gatunku „moje zdanie”, nie ma w nim ani słowa o nauce, jest za to raport Save the Children.

3000 kilometrów na południe. Nie tak znowu daleko. Piękny kraj. Podobno jeden z najpiękniejszych na świecie. Mieszka w nim Samira. Samira ma 28 lat. Jest w 5 miesiącu ciąży. Samira nie ma czasu leżeć ciężarnym brzuchem do góry i napawać się pięknem ojczyzny. Jej ojczyzna jest rozdarta przez wojnę domową. Ta wojna rozdziera jej męża. Dosłownie. Owdowiała Samira musi uciekać by zapewnić bezpieczeństwo sobie i swojemu nienarodzonemu dziecku. Tuła się po bezdrożach Syrii przez 2 miesiące. Czasem głoduje, czasem marznie, a kiedy w końcu udaje jej się znaleźć obóz w którym może się schronić trudy wędrówki dają o sobie znać – Samira zaczyna rodzić. W obozie nie ma prowizorycznego szpitala, nie ma nawet personelu medycznego więc przy porodzie pomagają jej inne kobiety. Jej synek rodzi się w 7 miesiącu ciąży. Żyje… dwie godziny.

Gdyby synek Samiry urodził się w szpitalu jego szanse na przetrwanie byłyby równie nikłe. Od czasów rozpoczęcia wojny w Syrii ponad połowa szpitali została zniszczona, a te które przetrwały mają problemy z dostawą prądu i za mało inkubatorów. Jest zima więc wcześniaki i noworodki potrzebują ciepła. Szpitale próbują sobie radzić owijając dzieci w kocyki. To nie wystarcza. Bywają dni kiedy na jednym oddziale umiera nawet 5 noworodków.

Tymczasem 3000 km na północ od miejsca urodzenia i śmierci synka Samiry ludzie sączą jad i ostentacyjnie tupią nóżką bo właśnie trwa dobrowolna zbiórka pieniędzy na inkubatory i sprzęt do ratowania życia noworodków…

Na szczęście niektórzy rodzą się silniejsi. Potrafią przetrwać bez inkubatora i koców. Te noworodki, które przeżyły trzeba jakoś nakarmić. Najlepsze byłoby mleko mamy – w tak trudnej wojenne rzeczywistości siara da szczególnego ‚kopa’ immunologicznego i odżywczego. Niestety większość syryjskich maluchów nie może liczyć na mleko mamy. Część matek próbuje karmić, ale traci pokarm z powodu stresu jaki towarzyszy ich codziennemu życiu. Część nawet nie próbuje bo ze względu na absolutny brak dostępu do wiedzy o laktacji wiele kobiet jest przekonanych że w czasach kryzysu karmić nie może – „gdy matka ucieka, mleko ucieka” mówią.

Matki próbują więc zdobyć mleko modyfikowane. Sporej części się to nie uda – przed wojną za dystrybucję mleka odpowiadał rząd, a ten ma teraz na głowie inne sprawy. Ci rodzice, którzy mleko jakoś zdobyli rozcieńczają je w nieskończoność by starczyło na dłużej. Ci którzy mieli mniej szczęścia podają wrzeszczącym z głodu niemowlętom wodę z cukrem.

Tymczasem w kraju na północy też trwa wojna. Wojna w internecie. Bywa, że najmniejsza nawet wzmianka o dobrodziejstwach mleka mamy jest traktowana jako terror laktacyjny i uderzanie w matki niekarmiące (patrz reakcje na nasze posty w dziale mleko mamy). Bywa, że wyznanie ‚nie karmię piersią’ jest przyczyną ataku, którego celem jest udowodnienie, że autorka wyznania jest głupia łamane przez gorsza, a w najlepszym wypadku niedoinformowana bo na pewno nie wie, że mleko matki jest lepsze – bo przecież gdyby wiedziała to z pewnością by karmiła. I podczas gdy w północnym kraju obie frakcje czasem fanatycznie się zwalczają, kobietom w Syrii jest wszystko jedno. One chciałby móc nakarmić swoje dziecko – jakimś mlekiem.

Żyjemy w luksusie, którego nie doceniamy. Żyjemy w pokoju, który burzymy wojenkami. Bez większego trudu można u nas dostać internetowy wyrok i zostać skazanym na jadową kulkę w łeb za to, że karmi się piersią publicznie (to ja), albo że karmi się mlekiem modyfikowanym (czekajcie – to też ja!), że rozszerza się dietę metodą BLW (to ja), albo że podaje się dziecku papki z kupnego słoiczka (tak, to też ja), że się śpi z dzieckiem (to ja), albo że się z nim nie śpi (to akurat nie ja, ale chętnie bym maluchy odesłała do ich pokoju żeby się wygodnie rozwalić na łóżku, więc jeżeli chęci też się liczą to w takim razie to też ja).

Polem bitwy jest smoczek „zapchała dziecko gumą zamiast dać mu pierś i bliskość”, karmienie piersią na żądanie „leci z tym cycem zawsze, taki ludzki smoczek, obrzydliwe”, a także porody bo „śmiać mi się chce z tych idiotek co w XXI wieku rodzą bez znieczulenia” i „ja uważam, że kobiety, które mają cesarkę na życzenie to egoistki”.

To oczywiście ekstremalne przykłady z różnych dziwnych zakątków internetu, ale smutna prawda jest taka że ocenianie zero-jeden przychodzi nam nader łatwo, a przecież nie wszystkie wybory życiowe są białe lub czarne, niektóre są po prostu szare.

Przykładem jestem chociażby ja i moje karmienie piersią. Pewnie wam się wydaje, że jak na autorkę takiego bloga przystało jestem arcyfanatykiem karmienia piersią, czynność tę lubię i kontynuuję ponad wiek niemowlęcy. Jesteście w błędzie. Przez całe dorosłe życie i ciążę z Pierworodną powtarzałam, że karmić piersią nie chcę i nie będę.

Sama myśl o tym, że miała bym karmić dziecko mlekiem własnej produkcji i podawanym prosto z piersi napawała mnie odrazą. Totalną. Nie miałam problemu z innymi kobietami karmiącymi w ten sposób. Miałam problem ze sobą. Po porodzie stoczyłam sama ze sobą – i nie jest to przesada – nadludzką walkę. Zaczęłam karmić. Karmiłam dużo dużej niż zakładałam. Emocjonalnie było ciężko, ale zagryzałam zęby bo wszak dawałam jej najlepszy pokarm, który mogłam dać… i tylko czasem z perspektywy czasu zastanawiam się czy to karmienie na siłę nie przyniosło nam aby więcej szkód niż korzyści…

Nie czas i miejsce na wyjaśnianie. Za to czas i miejsce na podkreślenie, że za każdym porodem, dzieckiem, karmieniem, smoczkiem i każdą inną decyzją podjętą przez rodzica stoi miliard różnych, mniej lub bardziej racjonalnych powodów, opinii, radości, traum. Nie znam ich. Nie mam o nich zielonego pojęcia. I choć na podstawie aktualnej wiedzy jestem przekonana, że mleko matki jest najlepszym i optymalnym sposobem żywienia (i nie tylko) niemowląt to wiem też, że nie w każdej sytuacji i nie zawsze będzie to najlepszy możliwy wybór dla dziecka i matki.

Nie ma uniwersalnej recepty na wychowanie perfekcyjnie zdrowego i szczęśliwego pana człowieka. Rodzicielstwo to nie jest równanie matematyczne w którym 2+2 zawsze równa się 4. Wiem, że to trąci trochę hipokryzją bo wszak piszemy tu o nauce, ale nauka opiera się na statystyce, która siłą rzeczy jest uogólnieniem i zawsze pokazuje pewien trend, ale nigdy nie sugeruje, że właśnie tak będzie w rodzinie Jasia Kowalskiego.

Dlatego nie rozumiem tych wojenek. Nie rozumiem fanatyzmu z jakim czasem są prowadzone. Nie rozumiem tego, że czasem powodem ich wszczęcia jest jedno zdjęcie na Facebooku albo wpis na forum. Z przerażeniem obserwuję na tym rodzicielskim – internetowym polu coraz więcej zacietrzewienia. Coraz więcej zero-jedynkowości.

A przecież nikt z nas nie jest wyłącznie dobrym albo wyłącznie złym rodzicem. Codziennie dokonujemy mniej lub bardziej udanych wyborów. Codziennie dokonujemy rodzicielskich cudów i codziennie popełniamy rodzicielskie grzechy. Codziennie zmagamy się z własnymi demonami.

Smoczek czy nie, papka czy BLW, gotowane czy ze sklepu, pierś czy mieszanka, siły natury czy cesarka, szpital czy dom, z mężem czy bez. To wszystko są rzeczy ważne, ale moim zdaniem nie najważniejsze. Ważniejsze jest to jakie wartości przekazujemy następnemu pokoleniu.

Jeżeli chcemy by żyło ono w empatycznym społeczeństwie w którym za inne poglądy i wybory nie dostaje się kulki w łeb sami nie strzelajmy jadowymi kulkami tylko dlatego, że ktoś dał smoczek albo ośmielił się karmić piersią kilkulatka.

Jeżeli chcemy by nasze dzieci cieszył się życiem i doceniały to co mają – sami zacznijmy doceniać. Moja tablica na FB pełna jest narzekania – że kraj zły, że dzieci tu się wychować nie da, że lekarze głupi, że co to ma być, że WOŚP a nie NFZ, że gdzieś tam nie pozwolili karmić publicznie, że pampers z niespodzianką, że afera, tragedia, skandal.

To są problemy pierwszego świata. Dobrze takie mieć i dobrze czasem na nie spojrzeć globalnie – to otrzeźwia. Rodzice syryjskich dzieci chętnie by się z nami zamienili. Ich koszmarna rzeczywistość dzieje się teraz kiedy to czytasz w swoi wygodnym fotelu. Teraz w XXI wieku. 3000 km stąd – jakieś 4 godziny lotu. Teraz jakiś noworodek umiera chwilę po porodzie, teraz jakieś dziecko płacze z głodu, teraz jego matka robi wszystko by płakać przestało bo swoim płaczem może zdradzić fanatycznym bojownikom kryjówkę całej rodziny.

Fanatyzm jest zły.

Ten rodzicielski też.

W Polsce pomoc humanitarną dla Syrii organizuje PAH – klik. Można też wysłać smsa by wesprzeć Caritas Syria (klik),  Raport Save the Children dostępny TU. Zdjęcie Tori Rector flickr.

Mama Pierworodnej (02.12) i Drugorodnego (05.14). Żona Wirgiliusza. W pierwszej ciąży otwarła przewód doktorski, a w drugiej go zamknęła. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Kontakt: w zakładce kontakt ;)

29 komentarzy

  • Odpowiedz Styczeń 14, 2015

    Basia

    tak, właśnie tak! czytałam i przeszedł mnie dreszcz – ktoś czuje tak bardzo podobnie jak ja… Dziękuję Ci, że to napisałaś i podzieliłaś się

  • Odpowiedz Styczeń 14, 2015

    Iwa

    Kobiety syryjskie mają wspólnego wroga. My go nie mamy. Swoją agresję przelewamy na kogo popadnie. A pada niestety często na tych, z kim obcujemy – na inne matki. Bronią jest internet. Nie każdy zna zasadę, że nie powinno się pisać tego, czego nie powiedzielibyśmy drugiemu człowiekowi prosto w oczy. Pytanie tylko, od kogo nasze dzieci naucza sie empatii jak nie od nas samych?

  • Odpowiedz Styczeń 14, 2015

    Gosia

    BRAWO. Nic dodać, nic ująć. Genialny wpis.

  • Odpowiedz Styczeń 14, 2015

    Berta

    Otrzeźwiający wpis… Uważam się za osobę tolerancyjną i do hejterki mi daleko. Nie rozumiem tych naszych wojenek i nigdy nie chciałabym skreślić nikogo za jego decyzję podejmowaną z myślą o dobru dziecka… Smutno mi, gdy czytam komentarz, że ktoś przestanie śledzić mądrego bloga tylko dlatego, że jego autorki ośmieliły się wpuścić na oddział noworodków kogoś, kto bardzo postarał się o sporo sprzętów na nim się znajdujących. Niestety, nic z tym nie możemy zrobić. Dla człowieka prowadzącego wojnę największą ze wszystkich na świecie jest ta jego osobista. A ludzi sfrustrowanych i nieszczęśliwych w naszym społeczeństwie nie brakuje. I tacy też nic sobie z tych naszych słów nie zrobią. Albo będą przekonani, że to nie o nich mowa, albo odbiorą je jako atak.
    Tak mi jakoś pesymistycznie wyszło, więc dodam tylko, że świata nie zmienimy, ale możemy uczyć nasze dzieci patrzeć na świat szerzej i z większą dozą empatii i taką walkę warto będzie wygrać 🙂

    • Odpowiedz Styczeń 15, 2015

      Alicja

      Berta dzięki za miłe słowa. Natomiast co do opuszczania matai po zdjęciu z WOŚP – ja się bardzo cieszę, że tak się stało – nie chcę żeby byli z nami jacykolwiek radykałowie. Ten tekst miał tak naprawdę zrobić jeszcze większe pustki, ale ze smutkiem przyznaję, że zawiodłam się na naszych czytelnikach – zareagowaliście rewelacyjnie, a ja spodziewałam się bojkotu 😉

  • Odpowiedz Styczeń 14, 2015

    radoSHE

    Wbiłaś mnie w fotel tym. Niby, wszyscy to wiemy, a wystarczy pokazać inną perspektywę, a efekt jak kubeł zimnej wody na łeb. Uwielbiam Twoje posty!

  • Odpowiedz Styczeń 14, 2015

    Dziewczyna z obrazka

    Karmienie piersią, to jedyny temat, w którym dałam sobie zrobić wodę z mózgu. Szczerze, to mocno żałuję, że kiedykolwiek dziecko do piersi przystawiłam. Nie lubiłam karmić, ale dałam sobie wkręcić, że to jedyna i słuszna droga, a później walczyłam z wyrzutami sumienia, gdy już miałam dość i młodszego syna od tej piersi odstawiłam (starszy odstawił się sam po 3 miesiącach)

    Unikam społeczności rodzicielskiej, za dużo w niej jadu, za dużo tej racji – jedynej i słusznej. Niewiele jest miejsc, w których chętnie przebywam, a jeszcze mniej, w których w jakikolwiek sposób się udzielam (ten blog jest póki co jednym, jedynym).

    • Odpowiedz Styczeń 15, 2015

      Alicja

      Wiesz, strasznie miło przeczytać takie fajne słowa. To motywuje. Dziękuję i mam nadzieję, ze dalej będziemy miłym miejscem.

  • Odpowiedz Styczeń 14, 2015

    Anonim

    Widac, ze wpis emocjonalny, bo pelno w nim literowek;) ale i widac po tym, ze przeczytalam jednym tchem. Dziekuje ze to napisalas! Wyrazilas moje mysli.

    • Odpowiedz Styczeń 14, 2015

      Alicja

      Hahah no nie zauważyłam, ale literówki to raczej kwestia niedospania przez zęby tego moje syna ulubionego 😀

  • Odpowiedz Styczeń 14, 2015

    Joasia

    Ja chciałam karmić i to chcialam karmić dłuuugo i wyłącznie własnym mlekiem, bałam się jedynie bólu, poranionych brodawek, nawału pokarmu, zapalenia i czytałam jak temu zaradzić. Urodziło się dziecię przespało cały dzień…..obudziło sie na noc…..nie spało całą noc, jedną, drugą, trzecią, a ja z nią. W dzień obchody, lekarze, szczepienia, odwiedziny, posiłki – jak udało się przespać całe 30 min było super. Mleka niet…nic – mała wiele nie potrzebuje, mleko przecież będzie – czekałam na sławny nawał 3 doby, się nie doczekałam. Tydzień wyłącznie na piersi, dziecko piło przez nakładki, bo miało za mąłą buźkę, a ja za duży sutek, której nocy jak ryczała w niebogłosy w końcu dopuściliśmy myśl – może jest głodna? Poszło mm z saszetki, najadła się, spałą jak zabita 7h i ja też! Dziecko ssało po 1,5h co 2,3h ja padałam, mleka jak na lekarstwo. Kazali ściągać w międzyczasie – jakim międzyczasie? Ale próbowałam, nadal nic. Zaczęło się dokarmianie, rodzina wywierała presję, nie pozwalali nic jeść – moje menu składało się z 10 pozycji, idąc do sklepu po butelki kupowałam w barze pierogi z glodu! Po miesiącu chciałam to rzucić w diabły to podtykali mi dziecko pod nos i mówili, że powiedz że jutro cycka nie dostanie…….załamka. Wytrzymałam 3 miesiące. Smutek i żal został. Pozdrawiam

    • Odpowiedz Styczeń 15, 2015

      Alicja

      To jest straszne kiedy wsparcie rodziny jest takie jak u Ciebie. Przykro mi, że miałaś trudny czas – rozumiem to tym bardziej, że mi było bardzo ciężko, ale wsparcie rodziny miałam – mąż, mama, teściowa wszyscy mówili nie chcesz to odpuść, ale ja się zawzięłam.

    • Odpowiedz Styczeń 15, 2015

      Marta

      Bardzo przepraszam, ale nóż mi się w kieszeni otwiera jak czytam coś takiego. Wydaje mi się, że mam dużą wyobraźnię, ale nie ogarniam, jak rodzina może wywierać presję na rodzica, w kwestii w której to zdanie rodzica jest najważniejsze. Pierwsze tygodnie z dzieckiem są zazwyczaj trudne, fizycznie i psychicznie, życie zmienia się diametralnie, zazwyczaj trzeba się przyzwyczaić do egzystowania na minimalnej ilości poszatkowanego snu i nie każdy ma siłę jeszcze walczyć o swoją rację. Odbieranie rodzicom i przede wszystkim matkom ich prawa do decydowania o dziecku i próba wywierania jakiejkolwiek presji jest dla mnie znęcaniem się, niezależnie od intencji.
      W moim przekonaniu szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko, ale niekoniecznie działa to w drugą stronę. Jakże pięknie by było, gdybyśmy wszyscy potrafili szanować decyzje innych rodziców (i ludzi) i cieszyć się tym, że ta decyzja im służy, tak po prostu, bez żadnych komentarzy i „dobrych” rad, o które nikt nie prosi.

  • Odpowiedz Styczeń 14, 2015

    piwnooka

    Mocny tekst. Może obraz Samiry przemówi do ludzi. W porównaniu do takich tragedii, my mamy tu luksusy. Ja pierwszy raz wzruszyłam się czytając wpis u Was, zresztą jakikolwiek wpis w ogóle. Generalnie nie wczytuje się w komentarze pod tekstami, nie szukam powodów do wszczynania dyskusji. Nawet nie chce się denerwować samym czytaniem. Wczoraj jednak jedna opinia rzuciła mi się w oczy i strasznie przykro mi się zrobiło. Pod zdjęciem kobiety karmiącej piersią 6-latkę (z pewnego artykułu) ktoś napisał (a była to mama jak każda z nas), że na ten widok „zebrało jej się na bełta”. Ja rozumiem, że można nie popierać, można podzielić się swoją opinią ale na litość, czy można jeszcze bardziej prostacko? I to ze strony blogerki, która za jakiś czas napisze tekst o matkach, które naskakują na siebie nawzajem i nie tolerują najmniejszych przejawów odmienności. Nawet nie skomentowałam jej słów, bo doszłam już do takiego momentu, że z takimi ludźmi nie dyskutuję. Ja się po prostu trzymam od nich z daleka.

    • Odpowiedz Styczeń 15, 2015

      Alicja

      Marta no właśnie to prostactwo strasznie razi.

  • Odpowiedz Styczeń 14, 2015

    PaniMatysiakowa

    Dokładnie, problemy pierwszego świata!!! mnie zawsze dziwi dlaczego ludzie chcą marnować energię na hejty.. Nie wiem, nie rozumiem :/

  • Odpowiedz Styczeń 15, 2015

    Karolina

    Świetny wpis! Dziękuję Ci za niego. Doceniajmy to, co mamy.

  • Odpowiedz Styczeń 15, 2015

    sandra

    Alicjo, kocham Cię za ten post i będę go udostępniać wszędzie gdzie mogę. Bardzo trzezwe i racjonalne podejście do sprawy i masz rację, teraz rzadko można tego gdzieś w internetach doświadczyć.. Przykre… Ale takie wpisy przywracają mi wiarę w człowieka;) dzięki za te słowa!!

  • Odpowiedz Styczeń 15, 2015

    Katarzyna

    Smutne ale prawdziwe.
    Niedawano oglądałam film dokumentalny o porodach w jakimś kraju afrykańskim, nie pamiętam jakim. Tam nie było wojny, a i tak warunki na porodówce jak dla nas Europejczyków średniowieczne, inkubatory to luksus i zasada: Ktore dziecko pierwsze, to ma szczęście, brak leków, sprzętu medycznego, wysoka śmiertelność. Mama, której dziecko urodziło się zdrowe, po kilku dniach wróciła z nim do domu. Domem był pokój zajmowany w mieszkaniu w takim wieżowcu jak z horroru, zamiast drzwi zasłonka, w kącie materac, bida z nędzą. Spojrzałam na swoje mieszkanie, na które narzekałam, bo to 47m2, 2 pokoje na 4 piętrze, ciepło, prąd całą dobę i czysta woda i zrobiło mi się tak strasznie głupio.

  • Odpowiedz Styczeń 15, 2015

    Kasia (DziulkaCrew)

    Bosz jaki piękny i mądry tekst.
    Kiedyś w tv w jakimś programie śniadaniowym mignął mi reportaż o uchodźcach z Syrii, siedziała cała rodzina, mama, tata, małe dzieci. Lektor opowiadał tonem informacyjnym, że ostatnie, najmłodsze dziecko, 3 miesięczne, zmarło z niedożywienia. I wtedy pomyślałam, jakie to straszne, że tak okropny dramat spotkał to dziecko i tę rodzinę, i pewnie wiele innych, u nas nie do pomyślenia. U nas ta młoda, ładna mama poradziłaby się położnej, jak nakarmić dziecko własnym mlekiem. Gdyby coś nie poszło, wysłałaby męża do osiedlowego spożywczaka czy apteki. Tyle, koniec problemu. Uratowane życia. A my nawet tego nie doceniamy, plujemy jadem nad pampersem czy pomalowanymi paznokciami. Dzięki za ten tekst Alicjo!

  • Odpowiedz Styczeń 15, 2015

    Niciutka

    Chylę czoła i biję brawo! Genialne to przedstawiłaś, nic dodać, nic ująć.

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2015

    Tamara Tur

    Świetny tekst, szczególnie że te wojny internetowe matek się coraz bardziej zaostrzają. Sama nie byłam święta i czasem mnie poniosło w dyskusji (raz i na blogu), przez potępianie za to, że nie mogłam karmić piersią, a niczego bardziej nie pragnęłam. Czasem na otrzeźwienie trzeba sobie uprzytomnić jak dzieje się w innych miejscach świata i że nasze problemy w obliczu tamtych są po prostu śmieszne.

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2015

    Klusska

    A ja w kwestii doceniania. Synek ( 7 m-cy) zakończył błogi okres natychmiastowego zasypiania na spacerach, a podziwianie krajobrazu jest ok przez max 20 min. Jednak życie życiem, zakupy czasem zrobić trzeba. Mam na to patent: ruszamy w wózku, jak dzieć się denerwuje- ląduje z nosidle, a jak już zaśnie- siup do wózka i przynajmniej matka zakupów w rękach targać nie musi. Jesteśmy w drodze do Biedrony, przyszedł właśnie moment, kiedy synuś donośnym głosem daje znać, że czas na nosidło. Kątem oka spostrzegam jak z naprzeciwka nadciąga kobieta z błogo śpiącym w spacerówce chłopcem. ” Oj, jak jej dobrze” myślę przez milisekundę, przy czym przepakowuję wijącego się stworka do Tuli. I wtedy słyszę „Może pomóc Pani się zapiąć?”Tak, to właśnie ta mama-szczęściara od śpiącego chłopca. I pomaga, dzięki czemu krzyk zniecierpliwionego potomka trwa kilka sekund krócej. Nie znam tej pani. Nie wiem, czy „też tak miała” jakiś czas temu. Czy po prostu zamiast otaksować mnie spojrzeniem pod tytułem „Co z ciebie za matka, że dziecka nie potrafisz uspokoić”, postanowiła drugiej mamie pomóc – spontanicznie, na środku ulicy. Doceniam to. Bardzo.

  • Odpowiedz Czerwiec 5, 2015

    Kasia

    Genialne! Amen.

  • […] potomstwa. Temat jest na tyle ważny, że toczą się o niego regularne wojny w Internetach (klik). Przy czym o ile noworodek jest w stanie instynktownie zdobyć sutkowe Mount Everest (TU) o tyle […]

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2016

    Angelika

    Bardo nie lubię takiego gadania! Mam kolezanke ktora nie chciała karmic piersia,no i ok.Jej wybór ,kim ja jestem aby umoralniać,pouczać,albo się wywyższać bo ja karmie…Druga miała cesarkę bo chciała,strasznie bała sie porodu naturalnego no i ok. Próbuje zrozumieć,rozmawiałyśmy,wymienialiśmy doświadczenia i tyle,bez głupich przytyczek itp. Normalne że inni są inni i inaczej wychowują,karmią,rodzą swoje dzieci i dopóki temu nie dzieje się krzywda to nic mi do tego. Lubię pytać,rozmawiać ,wymieniać doświadczenia ale takie głupie mądrowanie się mnie strasznie wkurza

  • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

    Ewelina

    O Boże, jakie to mądre. Tego potrzebowałam!

  • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

    Paulina

    Świetny tekst- pouczający.
    Mój synuś „leciał ” na cycu do 4 m-ca. Później sam odstawił, ale i tak od samoego początku był dokarmany. Mój poród to trauma(nie będę tego wspominała), a jak już myślałam, że wyszłam na prostą (udało mi się ustać na nogach pół godziny- jupi) okazało się, że zabierają mi synka do inkubatora- ostra infekcja ( nadal tak naprawdę nie wiem jaka). Przez pierwsze 24h nie pozwolono mi go karmić piersią. Guzy, bóle i ciągłe ryczenie- bo nie mogłam go nawet dotknąć. Wreszcie jedna z pielęgniarek zlitowała się nademna i pozwoliła mi go potrzymać- w tajemnicy przed nawiedzoną lekarką- oczywiście. Wszystko to zaoowocowała stresem, stresem i jeszcze raz stresem- a co za tym idzie malutko mleka. Później zepsute ząbki- od źle podawanych antybiotyków w okresie wczesnopoporodowym. Wiem co to hejt- ale niestety od ludzi z ulicy. Taki mały- a już ma próchnicę. Matka go pewnie napycha słodyczami, itd. Ja już jestem na to odporna. Ale boje się, że dzieci owych „złotych” rodziców skomentują go podobnie w przedszkolu. A wtedy to już rzucę sięjak lwica- bo nie dam go skrzywdzić.
    Także trzymajcie się mamuśki. Nie ma ludzi idealnych, nie ma też i matek. Starajmy się nie oceniać innych, aby nikt nie oceniał nas.
    Powodzenia.

Leave a Reply