Czy macierzyństwo unieszczęśliwia?

1

Wiecie, że utrata pracy, rozwód, a nawet śmierć partnera nie obniżają tak satysfakcji z życia jak… narodziny pierwszego dziecka. A przynajmniej takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego w Niemczech, którego celem było sprawdzenie dlaczego pary, które uprzednio deklarowały chęć posiadania licznej gromadki po pojawieniu się pierwszego dziecka nie decydują się już na kolejne. Okazało się, że w pierwszym roku życia dziecka u rodziców obserwowano spadek satysfakcji z żywota średnio o 1,4 punktu. Dla porównania śmierć partnera lub rozwód powodowały spadek o 1 punkt, a utrata pracy o 0,6. Jedynie u 30% badanych poziom satysfakcji z życia pozostawał taki sam albo wzrastał po pojawieniu się malca.

Być może by mnie te wyniki zaskoczyły, gdyby nie wasze maile, które płyną do mnie szeroką strugą i z których wylewają się hektolitry… frustracji, goryczy, krańcowego zmęczenia, stresu, lęku o przyszłość i to czy postępujecie z dziećmi właściwie, a często także rozczarowania partnerem – bo za mało zaangażowany, bo w ogóle nie rozumie.

Ja rozumiem.

Rozumiem bo moje życie wygląda tak samo jak wasze. Moje dni są wypełnione przewijaniem, karmieniem, przebieraniem, wycieraniem glutów, wrzaskami, wysłuchaniem tych wszystkich „mamooooo pić/jeść/siku/a on mi…”, atakami histerii, irracjonalnymi dyskusjami, zabawami, których nienawidzę, a ostatnio jeszcze próbami zmycia bohomazów Drugorodnego ze ścian bo pasję w sobie odkrył nową Picasso jeden.

Do tego dochodzi bezlitosna sterta prania, uwalona kuchnia, obiad, który nie chce się sam zrobić, walające się wszędzie zabawki, które sprawiają, że w domu panuje zupełnie-nie-twórczy chaos i tysiące innych rzeczy, które muszę zrobić, a które robię tylko w połowie albo wcale bo co chwile któreś z dzieci czegoś ode mnie chce.

Każdego dnia co chwilę zerkam na zegarek żeby sprawdzić ILE JESZCZE ZOSTAŁO do drzemki/pory spania.

Każdego dnia nie mogę się doczekać powrotu Wirgiliusza żeby w końcu pogadać z kimś dorosłym, po czym kipię z irytacji, że on chce rozmawiać i, o zgrozo, przytulić się albo cholera wie co jeszcze, bo kiedy dzieci zasną jedyne na co mam ochotę to siedzieć z herbatą i patrzeć tępo w przestrzeń – tak żeby mnie nikt nie dotykał, nikt do mnie nie mówił, nikt niczego nie chciał. Po całym dniu spędzonym z dwójką przyklejonych do mnie dzieci jedyne o czym marzę to święty, niezmącony niczym i nikim spokój.

Każdego dnia jestem piekielnie zmęczona i niewyspana bo choć codziennie obiecuje sobie, że dziś pójdę spać wcześniej to jeszcze nigdy nie poszłam.

Ale pomimo tego wszystkiego nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak teraz – kiedy te małe potworki codziennie rozjeżdżają mnie walcem.

Między kolejnymi natarciami walca jest bowiem masa momentów, które sprawiają, że rozpadam się ze szczęścia na atomy. Ot choćby kiedy w codziennej, z góry przegranej gonitwie za odhaczeniem kolejnych super-ważnych-rzeczy na liście do zrobienia, ten kilkudziesięciocentymetrowy człowiek, który przed chwilą głośnym rykiem doprowadzał mnie na skraj załamania nerwowego, ni stąd, ni zowąd wtula się we mnie i zasypia z wyrazem błogostanu na licu. A ja zamiast go odłożyć i zrobić wszystkie super-ważne-rzeczy przez bite dwie godziny nie ruszam się z miejsca łapczywie chłonąc ten obrazek, słuchając spokojnego oddechu, rozczulając się sennymi uśmiechami, muskając złote włoski, a w końcu patrząc jak powoli się budzi i uśmiecha od ucha do ucha na mój widok.

Na mój widok, kumacie?

W życiu nie przypuszczałam, że na widok mojej zmęczonej gęby ktoś będzie strzelał uśmiechy tak pełne bezkrytycznego uwielbienia. Kolejne dwie godziny spędzamy na tuleniu się i wygłupach. Wszystkie super-ważne-rzeczy tracą nagle na znaczeniu.

Pytacie mnie czasem skąd czerpię siłę, radość i dystans.

Z takich momentów właśnie. Zapamiętuję je i pielęgnuje. I zawsze mam gdzieś w głowie dawno zasłyszany postulat, że rodzicielstwo trzeba traktować jak pory roku – tak jak nie możemy poczuć powiewu wiosny u progu zimy, tak nie możemy liczyć na wiele chwil spokoju przy niemowlaku. Ale gdybyśmy całą zimę spędzili na niecierpliwym wyczekiwaniu na wiosnę, to nie zauważylibyśmy jak magiczny jest świat skuty lodem i ile radości można czerpać z rozgrzewania się gorącym kakao po mroźnym spacerze.

Skupiając się na konieczności odśnieżania zimą, gradowych chmurach wiosną, nieznośnym upale latem i listopadowej szarudze jesienią, przegapicie radość z podziwiania oszronionych szyb, zachwyt nad pierwszymi wiosennymi kwiatami, niesamowity zapach powietrza po letniej burzy i nieskrępowaną niczym frajdę z buszowania w stercie liści jesienią.

Dlatego choć nocne pobudki, pieluchy i poznawanie grawitacji metodą wybitnie eksperymentalną (czytaj notoryczne wysypywanie zawartości wszystkich szafek), są równie upierdliwe jak poranne skrobanie skutego lodem samochodu to jednak to śmieszne, niezgrabne dreptanie a’la mumia egipska , ślimtające, spontaniczne całusy, zasypianie na moim brzuchu i pełne zachwytu „miła mama” o poranku będą tylko tu i teraz.

Potem przepadną na zawsze, bo skończy się rodzicielska zima. Ale wiecie co? Wbrew tym wszystkim co próbują mi za wszelka cenę wmówić, „że będę żałować i tęsknić za tymi momentami”, nie będę. Nie będę bo przyjdą nowe powody do radości… i trosk. Bo skończy się zima i nastanie wiosna. Bo z rozkosznego wrzaskuna w pieluchach wyrośnie fascynujący, słodko-gorzki przedszkolak. Bo choć niczym kapryśna wiosenna aura odstawi mi na placu zabaw rutynowy atak histerii pt. „nie pójdę do domu” i będzie się wykłócał o kolor spodenek to chwile później będzie mnie, tak jak teraz jego siostra, zadziwiał swoim dziecięcym zrozumieniem dla istoty wszechrzeczy i napawał dumą przy byle okazji.

Bo, słowo honoru, nawet po obronie doktoratu nie czułam takiej dumy i wzruszenia, jak teraz kiedy codziennie mam możliwość obserwowania jak te jeszcze przecież przed chwilą kruche i miniaturowe istoty zmieniają się i dojrzewają. Jak każdego dnia uczą mnie czegoś nowego o sobie i o… mnie samej.

Bo razem z nimi dojrzewam i zmieniam się ja i moje podejście do macierzyństwa. Wbrew pozorom nie stawiam sobie bowiem poprzeczki rodzicielskiej tak wysoko jak zakładacie. Wręcz przeciwnie – prawo do popełniania błędów, czasem wielokrotnie tych samych, daję nie tylko moim dzieciom, ale także sobie. Nie spinam się i nie stresuję. Wyzwoliłam się od presji bycia wzorowym rodzicem. Zaakceptowałam to, że nigdy nim nie będę, bo takich nie ma. Każda relacja również ta rodzic dziecko jest pełna sprzecznych uczuć. Tak, dzieci są wspaniałe i jedno spojrzenie na ich słodkie buźki roztapia nam serce, ale też wkurzają, irytują, a nawet rozczarowują. To normalne i ludzkie. I w żadnym wypadku nie świadczy o tym, że jesteście nieudolnymi rodzicami, którzy mają spaprane relacje z dzieckiem.

Dlatego przestańcie się zadręczać i stresować bo czasem jak czytam te wasze maile i komentarze to aż mnie boli. Macierzyństwo po prostu jest schizofreniczne. Czasem jest jak w bajce, a czasem wszystkie marzymy o tym, żeby oni choć na chwilę zniknęli. Czasem jesteśmy oazami cierpliwości i reagujemy książkowo na każdy wybryk, a czasem tracimy cierpliwość przy byle pierdole. Czasem z naszych ust płynną piękne, mądre słowa, a czasem mówimy rzeczy, których potem długo żałujemy. Czasem chcemy żeby minuta trwała godzinę, a czasem chcemy by cały dzień minął nam w minutę. Czasem czujemy, że mamy to całe rodzicielstwo w małym palcu, a czasem mamy wrażenie, że jesteśmy najbardziej nieudolnymi rodzicielami świata.

Rodzicielstwo bywa obrzydliwie trudne i przytłaczające, ale jest takie tylko dlatego, że robicie to dobrze. Dlatego nie chcę więcej słyszeć o tym, że któraś z was uważa się za złą/nieudolną matkę bo coś-tam-coś. Nie chcę bo złe matki mają wszystko w d*pie – swoje dziecko zwłaszcza. Wy nie macie. Każdego dnia wychodzicie ze skóry by pokazać im jak bardzo je kochacie i jak bardzo się o nie troszczycie, a że popełniacie błędy? Każdy je popełnia. Idę o zakład, że ja nawet więcej niż wy (ja nawet kartongejta nie umiałam rozwiązać – klik -pamiętacie?)

Dlatego skończcie u licha z tym ciągłym poczuciem winy wobec wszystkich (dzieci, chłopa, szefa, teściowej, matki i kto wie kogo jeszcze) i rozkładaniem absolutnie wszystkiego na czynniki pierwsze bo skupiając się wyłącznie na tym naprawdę trudno jest znaleźć szczęście w macierzyństwie, za to bardzo łatwo jest wtedy przegapić najpiękniejsze chwile.

Te wszystkie łobuzerskie spojrzenia rzucane chwile po tym gdy pachruście coś zbroiły. Tą nieskrępowaną radość jaką mają z latania na golasa – zwłaszcza kiedy są po kąpieli, jest zimno i mogą się przeziębić. Tę fascynację, która maluje się na ich twarzach gdy odkryją, że mąka tak fajnie leci jak się ją wysypie.

Pielęgnujecie te najlepsze momenty – udowodniono naukowo, że zapisywanie dobrych rzeczy które nam się przydarzyły w ciągu dnia robi nam dobrze. Równie dobrze robi świadomość tego, że inni rodzice mają dokładnie tak samo – ale to już wiecie, bo często podkreślacie, że te życiowe wpisy wam poprawiają samopoczucie, a komentarze innych pod nimi to już w ogóle.

Dlatego, hej, mam tak samo wesoło jak wy – macie to na piśmie w pierwszej części wpisu. Dlatego w chwilach zwątpienia myślę o chwilach glorii i chwały. Dlatego zaczęłam momenty słabości obracać w żart i wyśmiewać tu i na naszym FB – to zawsze działa. Dlatego przestałam się miotać, a zaczęłam akceptować, że na wszystko w moim życiu przyjdzie odpowiedni czas i miejsce. Bo po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój. I na pewno jeszcze kiedyś się wyśpię! Na pewno…

W nadchodzącym roku życzę wam spokoju i zaufania do siebie, do tego, że jesteście dobrymi rodzicami. Bo jesteście. I każdego dnia odwalacie kawał świetnej roboty. A wasze dzieciaki każdego dnia dają wam kilka siwych włosów, ale wynagradzają to toną szczęścia z jakim nic, absolutnie nic na świecie, nie może się równać. Nie pozwólcie by cokolwiek wam to szczęście przesłoniło.

Mama Pierworodnej (02.12) i Drugorodnego (05.14). Żona Wirgiliusza. W pierwszej ciąży otwarła przewód doktorski, a w drugiej go zamknęłal. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Kontakt: w zakładce kontakt ;)

56 komentarzy

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    Sandra

    Dziękuję, ogromnie Ci dziękuję

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    Paulina

    Bardzo serdecznie dziękuję, po raz kolejny, czytając notkę na tym blogu, myślałam sobie co chwila w duchu: „Tak! Racja! Ja też tak mam!” – ja też ciągle uczę się nie spinać, dawać sobie prawo do popełniania błędów, nie być hiper super idealna. Taka chciałam być tuż po urodzeniu dziecka i skończyło się megadołem, każda rzecz, która mi się nie udawała, doprowadzała mnie do rozpaczy. Teraz jest mi coraz łatwiej – a zwłaszcza dzięki lekturze takich tekstów jak ten, dzięki którym, po pierwsze, czuję, że nie jestem sama, a po drugie – mam „gotowiec” w chwilach zwątpienia, doła, smutku – jakie myślenie należy w sobie uruchomić (a przynajmniej się postarać). Dzięki dzięki dzięki!!!!

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    litermatka

    Piękny wpis, który staje się właśnie moim ulubionym na tym blogu! Oddałaś tu całe sedno macierzyństwa i rodziny w ogóle. I prawdą jest, że jak człowiek przestanie się biczować, porównywać, dręczyć, że tu nawalił i tam, to nagle odkrywa, ile go rzeczy omijało, bo zajęty był właśnie tymi swoimi (często wyimaginowanymi) frustracjami… Skupmy się więc na tym, co fajne w tej naszej codzienności z dzieckiem, a resztę w miarę możliwości puszczajmy w niepamięć;-)

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    ala

    Właśnie dzisiaj nakrzyczałam na strasznie wkurzonego 8 latka. Po 5 minutach przyszły wyrzuty sumienia, jestem straszna, może to mieć na niego negatywny wpływ itp… Ale, gdy cały zbeczany przyszedł i powiedział: „takie zachowanie jest bez sensu, przecież musimy się dogadać”, pomyślałam „Mój Synuś”;)

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    Kinga

    Coś pięknego 🙂 dzięki!!

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    Ania

    Dziękuję za te słowa. Ja czuje się z jednej strony jak wrak człowieka a z drugiej jak najszczęśliwsza osoba na świecie bo jestem mamą tego diabelka 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    Ania

    Hmmm… Może dlatego, że póki co tylko jedno na stanie- lat 2, ale mówiąc szczerze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Jasne, że bywam zmęczona ale przynajmniej czuje, że to co robię ma sens. I nie chce tu tworzyć, wyidealizowanego obrazu macierzyństwa, ale tak czuje – JESTEM SZCZĘŚLIWA BĘDĄC MAMĄ 🙂 – zauważyłam, że otoczenie (głównie bezdzietne raczej to dziwi- z góry przyjmują postawę użalania się)

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    Monia

    Udał Ci się ten wpis KOBIETO! Ja jestem właśnie głeboko w środku bardzo mroźnej zimy ale przywrócilas mi wiare w to że wiosna tuz tuz a i ta zima teraz jakby taka mniej sroga;)

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    Żanka

    Świetny wpis dla wszystkich mam,które chcą być idealne we wszystkim a którym to nie wychodzi…bycie matką to ciągła wędrówka,dająca mega satysfakcję każdego dnia….

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    Martusek

    Bardzo dziękuję za ten wpis. Bo właśnie ostatnie dni są ciężkie, zmęczenie matczynego materiału ogromne i do tego jeszcze stres przed powrotem do pracy, jak ja to ogarnę!! Będzie dobrze, może wyśpię się wiosną dobrego Nowego Roku!

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    Marta

    „Rodzicielstwo bywa cholernie trudne i przytłaczające, ale jest takie tylko dlatego, że robicie to dobrze.”
    Dziękuję Ci za to zdanie 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    Kasia

    Pięknie napisane życiowo…Ja tak kocham moją corcie ze wieczorem kiedy siadam myślę tylko o jej rozesmianej buzi.Fakt czasem nie gest łatwo ale kto mówił że będzie;) Życie to walka o lepsze jutro i ja chce walczyć bo mam dla kogo 😉

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    Marta

    Dzieki za ten wpis podnosi na duchu i pokazuje że nie jestem potworem kiedy licze ile jeszcze czasu do drzemki. 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Ola

    Też tak mam. Serio, 3 noce wstecz bezcenne. Tak, ze dni zero. Dziś już cos drzemalam a noc mloda.
    Dzieci śpią – 2,5 roku i pół roku. Dają w kość ale i uczą kochać jak nikt nigdy.

    Oni tacy mali będą tylko przez chwile, potem będą inne wariactwa, wyzwania, reakcje i mam nadzieję, ze zawsze bede umiała za nie podziękować.

    Dziś dziękuję Tobię. Dziękuję. Bardzo…

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Michalina

    I znowu nie wiem, co jest przyczyną, czy mię jakieś ciążohormony tak rozckliwiają, czy jednak Ty Alicjo tak jakoś to umiesz powiedzieć; to, co każdy czuje i czego się boi i … no popłakałam się. Jestem nie sobą, to straszne! 😀

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Paulina

    dzieci dają w kość – męczą i wkurzają, to nie podlega dyskusji 🙂
    ale… uczą nas miękkości, pomagają wyzbyć się egoizmu – ergo: czynią nas szczęśliwszymi.
    tyle w temacie 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Patrycja

    Tego mi dzisiaj było trzeba, dziękuję 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Olanova

    Przeczytałam ten artykuł siedząc w poczekalni u dentysty,gdzie ucieszyłam(!)sie z 45min opóźnienia. 45min siedzenia w cichej poczekalni,czytania i spokoju,bez wrzasków wiszącego na mojej nogawce berbecia. No błogostan! A ja zawsze bałam się dentysty! Już zaczęłam się katować poczuciem winy,a tu taki artykuł. Od razu lepiej.

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Lidia

    Piękne. Ulubiony mój wpis

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Aleksandra

    Dzięki serdeczne za ten wpis!! Kojący

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Mamuszka

    Alicja, to doskonały tekst! Właściwe przemyślenia i prawda na górze. Czuję, że dobrze się czuję w swojej skórze 🙂 Amen!

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Emilia Paprotna

    Myślę, że badania podobnie wypadłyby w Polsce jeżeli tylko respondenci chcieliby szczerze odpowiedzieć, bo ze stygmatem Matki Polki na umyśle, czasami same przed sobą nie przyznajemy się do pewnych myśli. Jednak w dużej mierze to nie wina pojawienia się dzieci, a cały kompleks czynników, poczynając od faktu, że życie nigdy nie było tak wygodne jak w dzisiejszych czasach, a tu nagle padamy na pysk pod koniec dnia, nie przez godne podziwu osiągnięcia, a przez obowiązki codzienności, że stawiamy sobie poprzeczkę za wysoko przez cudze i swoje oczekiwania, że odpowiedzialność nas przytłacza, a o dystans trudno jak się tak bardzo kocha. I, że tak trudno powiedzieć sobie, że życie nie jest czarno-białe. Że coś co nas męczy, może być jednocześnie największą radością w naszym życiu. Ja też uwielbiam czas, kiedy moje pociechy śpią, a ja mam chwilę dla siebie, ale ta chwila jest dzięki nim taka wyjątkowa:-)

    Pozdrawiam ciepło i życzę szczęśliwego Nowego Roku.

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Agata

    „I zawsze mam gdzieś w głowie dawno zasłyszany postulat, że rodzicielstwo trzeba traktować jak pory roku – tak jak nie możemy poczuć powiewu wiosny u progu zimy, tak nie możemy liczyć na wiele chwil spokoju przy niemowlaku. Ale gdybyśmy całą zimę spędzili na niecierpliwym wyczekiwaniu na wiosnę, to nie zauważylibyśmy jak magiczny jest świat skuty lodem i ile radości można czerpać z rozgrzewania się gorącym kakao po mroźnym spacerze.” Przeszły mi ciarki i się popłakałam. To jest właśnie to, czego potrzebowałam, żeby wrzucić na luz. Wytłumaczyłaś mi wszystko. Dziękuję 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Wiki

    Baardzo bardzo dobre, potrzebne, trafione w punkt słowa.
    Czytalam jak o sobie :)) Poruszyl mna bardzo.
    Szkoda, ze jako first time mother przez tyle miesięcy się niepotrzebnie zadreczalam, ze nie wychodzi mi bycie idealna mama, taka jaka bym chciała być.. W mojej „idealnej” wizji…
    A codzienność mnie zaskoczyla, i w zderzeniu z wyidealizowana wizja rodziny, przygniotła…
    Dobrze, ze piszesz „na glos” takie rzeczy, bo większość kobiet naprawdę się zadręcza, a tymczasem wszystkie…przezywamy tak samo, i żadna z nas..nie jest lepsza czy gorsza…
    Macierzynstwo już takie wlasnie jest. Tak jak opisalas ze szczegółami:))
    Dzis już akceptując to jak jest, jestem wreszcie usmiechajaca się, wyluzowana. A i dwulatek automatycznie przy moim boku od razu lagodniejszy, bardziej happy 😉 Gdyby swiat znal ta receptę na zycie od początku, o ile latwiej by się zylo. No ale do wszystkiego trzeba dojrzeć, wiadoma sprawa:)
    Pieknie dziekuje za ten tekst Alicja!!! <3

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Ela

    Popłakałam się ze szczęścia czytając ten wpis bo właśnie tule do siebie swoja 16-dniowa córeczkę i patrzę na nią i słucham oddechu i podziwiam minki i jestem juz pewna ze nie ma nic piękniejszego na świecie ❤

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Iza

    Dziękuję.

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Michalina

    Rozpłakałam się… Dziękuję!

  • Odpowiedz Grudzień 30, 2015

    Mateusz

    Pięknie napisałaś, będę wracał do tego tekstu jeszcze wiele razy i na pewno nie tylko ja 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 31, 2015

    Agata

    Bardzo dziękuję Ci za ten wpis. Mi również dużo wytłumaczył.
    W ogóle super fajnego macie tego bloga, czytuje regularnie 🙂
    Pozdrawiam i życzę Szczęśliwego Nowego Roku 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 31, 2015

    Jan Rybak

    Mnie tam SWL (satisfaction with life) prawdopodobnie nie spadło po narodzinach Pierworodnego. Myślę, że wręcz przeciwnie, bo długo czekałem na dziecko. Należy zrozumieć też że zmęczenie, wyczerpanie, zezłoszczenie się na dziecko, frustracja z powodu niezapokojenia własnych potrzeb są NORMALNE. Natomiast głębokie i przedłużające się unieszczęśliwienie z powodu macieżyństwa/ojcostwa są albo przejawem choroby psychicznej albo niedojrzałości osobowości (najczęściej to drugie). Ten problem będzie się pogłębiał w społeczeństwie, bo w okres rodzicielstwa wchodzi rozpieszczone pokolenie gier komputerowych i spełniania zachcianek przez rodziców. Ci ludzie nie uniosą tego ciężaru.

  • Odpowiedz Grudzień 31, 2015

    Ignacowa Mama

    Mój synek (6lat) ma czasami problem z długimi włosami w nowym miejscu (przedszkole, teraz w pierwszej klasie), mówią, że jest dziewczynką, często z premedytacją (ok, włosy są blond, a ma jeszcze długie rzęsy). Trudniej mu przez to wejść w grupę krótkoostrzyżonych chłopców, dla których kryterium z kim się bawić jest na początku bardzo proste. Po tłumaczeniu, że kiedyś było zupełnie inaczej, że mężczyźni nosili długie włosy, że ludzie sobie tak czasem wymyślają, co jakiś czas, że ma być tak lub tak – pytam czy je obciąć – pada odpowiedź – NIE, LUBIĘ MOJE WŁOSY. Miód na moje serducho 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 31, 2015

    Maggie

    Rewelacyny wpis, bardzo szczery i bardzo potrzebny. Dodaje sił. Dziękuję!

  • Odpowiedz Grudzień 31, 2015

    Ula

    Bardzo dobry i trafny wpis, dziękuję Ci za te słowa. Na pocieszenie(?) powiem, że czas szybko mija, a te lata z małymi dziećmi to SĄ najpiękniejsze lata przynajmniej mojego życia. W tym całym wirze pracy, bałaganu domowego , niewyspania wypracowałam sobie filozofię (banalną i raczej mało oryginalną): cieszyć się każdym dniem, doceniać drobne radości i to, ze jesteśmy zdrowi, nie skupiać się na nieważnych rzeczach i nie wyolbrzymiać potknięć- tego Wam życzę w Nowym Roku.

  • Odpowiedz Styczeń 1, 2016

    Poziomka

    Najgorsze jest to, że mój mąż nie ma pojęcia, co znaczy dwoje małych dzieci w domu z mamą i wiecznie porównuje mnie do innych. Że tam pomimo dzieci naczynia i podloga zawsze umyte, kurze wytarte, itd. Oni nigdy na nim tak nie wiszą, bo w sumie nie mają kiedy, skoro rano wychodzi, wraca po kolacji i od progu z pretensjami…

    • Odpowiedz Styczeń 31, 2016

      Asia

      Odpowiedz mężowi ze tam gdzie tak czyściutko pewnie mężowie pomagają?

  • Odpowiedz Styczeń 3, 2016

    dita

    Na sen przyjdzie czas po śmierci, teraz trzeba łapać co daje życie – zwłaszcza to małe, nowe. Za porównanie macierzyństwa do schizofrenii wypiję za Ciebie szklankę mleka;)
    Ja mogę też poprawić statystyki (tylko mnie nikt nigdy nie pyta) – po koszmarnej ciąży, narodziny dziecka poprawiły komfort naszego życia o co najmniej 300%.

  • Odpowiedz Styczeń 4, 2016

    MamaSpace

    Hobby mamy to samo (sen) + blogowanie. Czytam ten post i jakby o mnie, nie jakby – to na pewno o mnie! Nie ma lekko, ale warto. U mnie też podwójnie warto 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 5, 2016

    Mari

    Wiem , że tak niektóre matki mają !!!! Jeśli mogę powiem szczerze tak . Chyba mam dużo szczęścia , jakoś gładko w szczęściu przeżyłyśmy z córka 4 lata – ba – nawet depresja odeszła i mogłam na dobre odstawić leki – dziecko dla mnie równa się – moc uzdrawiania !!!! Mieszkamy na odludziu za granica ( narazie bez przedszkola ) 24/h razem ( mąż raczej – typ PRL-u -wiadomo o co chodzi . I tak razem sobie żyjemy / mamy czas na zabawę , wspólne gotowanie , rozmowy , ja nawet drzemkę mogę sobie zrobić w ciagu dni albo zając się swoim hobby , jest czas na nudzenie się i ogólnie mimo paru jakiś chwil gdzie czułam się w kropce – jakoś razem sobie poradziliśmy !!! Doceniam to , nie marudzę , jak jesteśmy w Polsce jestem szczęśliwa ze mamy tyle możliwości spędzania czasu !!! A co słyszę od innych mam !!! Właśnie to jakie to macierzyństwo ciężkie , jakie one są umordowane, nerwowe i maja dosyć i byle żeby się wyrwać od dzieci !!!!! Moja refleksja ? Co słyszą takie matki !!! Jesteś silna , dasz radę , dajesz z siebie wszytko , dobra robota itp !!!! A co słyszę ja ? Lub pewnie inne mamy które poprostu są pozytywne – NIC ? Lub te miny typu odwaliło Ci !!! Albo co ??? Nie chcesz wcisnąć dziecka komuś i się wyrwać ?albo , ze dziecko rozpieszczone albo matka nadopiekuncza . Wiem , że ważne to co my myślimy a nie inni ale gdzieś uważam ze pozytywna energia powinna być zaraźliwa a działa jak płachta na byka !!!! Może moje spostrzeżenia są takie bo na codzień nikt mi nie mówi jak żyć co robić , jestem odcięta od komentarzy i oceniania – a tu upragniona podróż do Polski i boom tyle bodźców od innych !!!! I czy to trochę tak nie jest ze jedna matka druga nakręca w tym umęczonym rodzicielstwie , która ma gorzej i ciężej . Sama nie wiem , trochę chyba same sobie utrudniamy – wprowadza się sztuczne zasady których nie potrafimy dotrzymać a i tak zaraz nie bedą obowiazywac ze względu na wiek dziecka . Przez to się denerwujemy bo tu i tam napisane to i tamto to chyba tak trzeba – zasady , konsekwencja = zazwyczaj super nerwy co dalej w nerwem nie myślimy jasno i nie ułatwimy sobie codziennych czynności bo mózg zaślepiony !!!!
    Ja mam jedna zasadę ( oprócz tych zasad bezpieczeństwa – kominek , ulica itp) żeby dzień był miły !!!! Jak dzień miły to obie jesteśmy szczęśliwe , usatysfakcjonowane , trochę dla mnie trochę dla córki . Może się mylę , nie mowię nie – opieram się tylko na intuicji i doświadczeniu z jednym moim dzieckiem w takich a nie innych warunkach !!! Pozdrawiam serdecznie piękny artykuł !

    • Odpowiedz Luty 24, 2016

      Kaja

      Ma Pani sporo racji 🙂 I niesamowitą intuicję 🙂 Muszę wprowadzić u siebie zasadę miłego dnia 😉 Czasem trzeba wyluzować i nie trzeba robić wielkich rzeczy 🙂 No i utrudniamy same sobie, fakt. Nakręcamy się nawzajem. Niepotrzebnie 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 5, 2016

    PaulaEr

    Piękny wpis! Ja bym tylko chciała dodać, że mnie nie tyle wyczerpuje karmienie/przebieranie/usypianie dziecka, co to ciągłe napięcie-wytężanie zmysłów czego to dziecko aktualnie potrzebuje i co czuje. Taka więź-empatia. Zawsze wybiegam myślami kilka chwil do przodu, żeby wiedzieć, co może ją rozdrażnić, zepsuć jej humor, co będzie za chwilę chciała. I nie potrafię inaczej, bez względu na poziom wyluzowania zawsze jestem ukierunkowana na dziecko. Ale to tylko zmęczenie. Poza tym nie powiedziałabym żeby mi się jakość życia obniżyła, bo uwielbiam być matką i uwielbiam mieć dziecko. Wpis fantastyczny i bardzo potrzebny 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 5, 2016

    Melodia

    Gratuluję wpisu i nie zmieniaj się. A ja mimo, że moje dziecia czasem doprowadzają mnie do nerwicy nigdy nie byłam taka szczęśliwa jak teraz 😉

  • Odpowiedz Styczeń 11, 2016

    radoSHE

    O kurcze! Story of my life. Nawet coś tam wczoraj naskrobałam u siebie dokładnie w tym samym tonie 🙂 Jak to dobrze, że większość naszych stanów znajduje odbicie w badaniach i doświadczeniach innych ludzi. Niby nic nie pomaga, a jednak lżej na duszy 😉 Pozdrawiam!

  • Odpowiedz Styczeń 12, 2016

    IZASMILE

    Dzięki Tobie poczułam się wspaniałym rodzicem 😉

  • Odpowiedz Styczeń 12, 2016

    Emilia Lis pisze

    Wiadomo, że chwile są różne: chwile radosci i rezygnacji. Niemniej sadze, ze w wiekszosci matek za mało jest zdrowego egoizmu. Jakby przynajmniej co jakiś czas wyszły gdzieś bez dziecka, zostawily dziecko i wyszły z mężem … u większości wieje nudą i szukaniem problemów.

  • Odpowiedz Styczeń 15, 2016

    Ewa

    Bardzo fajny wpis. Dziękuję. Bo ja ostatnio miałam wyrzuty sumienia, że nie jestem dobrą matką. Ale chyba jednak nie jest tak źle!

  • Odpowiedz Styczeń 27, 2016

    Ola

    Ło. Wzruszyłam się kobieto. Dziękuję Ci bardzo za ten wpis.

  • Odpowiedz Styczeń 30, 2016

    Alina

    Ja właśnie dziś miałam ochotę nogi z d.. powyrywać najmłodszemu. Od rana do 17 wszystko na nie, udusić bym mogla chyba, aż w pewnym momencie nagle uśmiechnął sie i zaczął sie bawić, a wieczorem przy piersi juz go zjeść z miłości mogłam i te jego pachnące maleńkie stópki. Mordercze instynkty budzą sie często,,szczególnie w nocy.

  • Odpowiedz Luty 24, 2016

    Kaja

    Nie wiem czemu wróciłam dziś do tego wpisu. Kiedyś (jak będę miała czas, hyhy), muszę przeczytać wszystkie 🙂
    Jeny, jak to rodzicielstwo wpływa na nas niesamowicie… To hormony nas tak ogłupiają czy jak? Bo to normalne chyba nie jest? Może nawet pisałyście już na ten temat, jeśli tak to poproszę o linka.
    Kiedy mąż jest w domu i nasze małe czorty uda się położyć spać, a jest takich wieczorów góra 3 w tygodniu, bo mąż jest kierowcą, ciągle w delegacji… to zamiast upajać się tymi chwilami ciszy i spokoju, siadamy czasem i przeglądamy zdjęcia i filmiki naszych pociech 😉 Schiza, co?
    To samo robię jak wyrwę się z domu na chwilę bez dzieci. A wyrwałam się bez dzieci z domu w ciągu lat prawie 4 może z 6 razy… na góra kilka godzin, w tym zakupy czy wizyta u ginekologa…. No nie licząc pobytu w szpitalu, gdzie owszem świrowałam też, ale musiałam zaakceptować sytuację, nie mogłam wrócić i nie było to kwestią wyboru, więc wyrzutów sumienia nie miałam.

  • […] się na tym samym poziomie, jak przed narodzinami dziecka (takie wyniki badań prezentuje mataja.pl). Czyli macierzyństwo jest gorsze niż śmierć bliskiej […]

  • Odpowiedz Maj 26, 2016

    MonikaW

    O matko daaaawno nic mnie tak nie podnioslo na duchu!Dzieki wielkie za ten wpis, pieknie napisane! 🙂

  • Odpowiedz Maj 26, 2016

    HelW

    Wzruszający piękny wpis. Sama czasami mam ochotę po prostu… nie będę pisać bo aż głupio, ale jak spojrzę na moje dziecko… Wybaczam wszystko 🙂

  • Odpowiedz Maj 26, 2016

    mama dwoch niesfornych gruszek

    Dobrze się Ciebie czyta,kazda z matek chyba to wie,tylko nie wiedzieć czemu chcemy być robotami i wszystko ogarniać jak trzeba,a w sumie wlasnie,jak trzeba?Nie da sie,dzien jest za krotki,czlowiek się meczy,nerwy też są najczęściej przez zmęczenie reaktywowane.Nikt by nie krzyczal,nie poganial dziecka gdyby miał czas,probujemy zdążyć czy to do przedszkola,czy sami do pracy…nikt nie mowil,ze będzie latwo.Dzieci zmieniają życie kompletnie,ale właściwie co przez nie tracimy?mozliwosc siedzenia przed tv?pijackie imprezy?cisze gryzaca w uszy…troszkę się tęskni za brakiem odpowiedzialności za te małe istoty,ale gdyby nie one dopiero byłoby pusto.Juz tak jest,ze bierzemy je z uśmiechem i krzykiem,przytulaniem i biciem,zaangazowaniem w zabawę i jeczacym brakiem zainteresowania wszystkim…raz pod gorke,raz z gorki…kiedys dziwilo mnie dlaczego sporo małżeństw rozpada się właśnie po pojawieniu się dziecka…Teraz wiem,ze wtedy mamy mniej czasu dla siebie (mniej niż mniej),ze ciężko się zregenerować po pracy,ciezko cokolwiek zrobić przy krzyczacym i wolajacym o wszystko dziecku,najgorszy jest brak snu (dziecko odespi w dzien,ty styrany idziesz do pracy).Pary,ktore nie wspierały się wcześniej tracą już całkowicie grunt pod nogami,w moim przypadku tak na szczęście nie jest.Nie oznacza to,ze jest idealnie,wcale nie…ale jest dobrze,oboje bierzemy odpowiedzialność za małe istoty,nasze dwie corki,przyjdzie czas,ze będziemy siedzieć na kanapie zastanawiając się co dziś porobimy i będziemy wspominać wszystkie zmagania,ale i też wspólne chwile na wesolo…Nie miałam matczynego instynktu,tzn nie miałam parcia na szklo,a bardziej na dziecko,ale popatrzylam w kalendarz i jeśli nie teraz to kiedy pomyslalam,nawet jak mala się urodzila nie do końca do mnie docieralo,ze jestem mamą i co to wszystko za sobą niesie,po jakimś czasie popatrzylam na nią i wiedzialam,ze ja kocham,nie dlatego,ze musze,ze powinnam,to się czuje,moze od razu w przypadku innych,u mnie przyszło po chwili.Mimo całego tego narzekania,zmeczenia,wyczerpania psychicznego do granic możliwości na pytanie czy zaluje?czy wolałabym nie mieć dzieci odpowiem bez zastanowienia absolutnie nie.Maz ma ze mną często przekichane,mam humory,zasypiam jak tylko głową dotkne poduszki,strajkuje i nie robię obiadu (mam w nosie,bo dziewczyny jadly u opiekunki,wiec nie musze),ale i on sam nie jest chodzacym optymista…grunt,ze ciagniemy to razem i wdzięczna jestem,ze dziewczyny są zdrowe,jak patrzę na zmagania rodziców z chorymi maluchami,to pukam się w glowe,bo na co ja narzekam?Popelniam błędy o tak i zapewne niektóre są podobne do tych,ktore wytykalam swojej mamie,ale tego jej nie powiem,no dobra,moze kiedyś jej przyznam racje… 😉 Mam nadzieje,ze wszystkie Mamy miały dziś udany dzien,jesli nie,jutro może być zupełnie inaczej 😉

  • Odpowiedz Maj 27, 2016

    Janusz

    No cóż, dawniej dziecko było szczęściem (zwłaszcza że jeszcze sto lat temu śmiertelność niemowląt była kilkadziesiąt razy większa niż dziś, a dorosłości dożywała połowa urodzonych), a ludzie potrafili poprzestawać na małym albo nie mieli wygórowanych wymagań wobec życia. Dzisiaj reklamy rozpowszechniają pogląd „luksus ci się należy” (niezależnie od tego, że jest to tylko luksus pozorny, ot taki, na jaki pozwala się pracownikom najemnym w koprokapitalizmie), a dziecko jest postrzegane jako przeszkoda w karierze albo, w krajach tak biednych jak nasz, jako utrudnienie w zapewnianiu bytu rodzinie (ponieważ w Polsce kobieta na ogół MUSI pracować, bo mąż zarabia minimalną stawkę na śmieciówce). Nie mówiąc już o tym, że dawniej rodziny były wielopokoleniowe i łatwiej było o pomoc i wsparcie dziadków, za to od pół wieku z okładem rozpowszechnia się kretyński model „rodziny nuklearnej”, wyobcowanej i oderwanej od korzeni.

  • Odpowiedz Maj 27, 2016

    Ewa mama Adama

    Dziekuje Ci bardzo za ten tekst. Podnosi na duchu. Chyba tego bylo mi trzeba, poniewaz czesto sie zastanawiam czy jestem dobra mama. Jestes Kochana

  • Odpowiedz Maj 27, 2016

    Gosiek

    Tego mi było potrzeba właśnie teraz, bo choć moja Lusia ma dopiero 4 miesiące to jak czasem mąż mi powie po powrocie z pracy……zrobiłem Tobie kochanie pracownię malarską na balkonie, a Ty nie malujesz…….Jak? i nie wytłumaczysz…….bo w końcu masz tylko dziecko, a ja pracuję………Która z nas tego nie słyszała…

  • Odpowiedz Październik 7, 2016

    Mamama

    Idealnie opisane macierzynstwo, moja corka ma dopiero 3mc i ciezko mi bardzo, czasem padam z sil i szukalam pocieszenia na necie i przeczytalam ten niesamowity wpis… Jak nastaja zle dni to czesto czytam go po kilka razy i czekam na wiosne… Pociesza mnie fakt ze nie ja pierwsza i ostatnia, ale jestem tak bardzo rozczarowana bo wyobrazalam sobie to troche inaczej nie myslalsm ze az tak jest ciezko, ale gdyby ludzie wiedzieli to ludzkosc by wyginela;)

Leave a Reply