Gdzie się podział nasz rodzicielski instynkt i zdrowy rozsądek?

pexels-photo-12967

Czy dawno dawno temu rodzicielstwo było łatwiejsze? Normalniejsze? Daję sobie rękę uciąć, że młodzi rodzice, szczególnie pierworodnych, podzielają te same uczucia niezależnie od zmieniającej się epoki. To przykład tylko kilku emocji, które towarzyszyły mi na początku rodzicielskiej drogi: niepewność, bezradność, lęk o zdrowie i życie niespełna trzykilowej istoty żywej wymieszane ze szczęściem, zmęczeniem, miłością. Uczuciowy kocioł. Dołóż do tego poporodowy zanik mózgu i utrata gruntu pod nogami gwarantowana. Dołóż do tego „czasy”, w których żyjemy – szybki rozwój medycyny, nowe choroby i nowe leki, nowe spojrzenie na rozwój biologiczny i fizyczny jednostki ludzkiej. Do tego postęp technologiczny, Internety, tablety, media, bombardują nasze szare rodzicielskie komórki wybuchową mieszanką „szalenie ważnych” dla PRAWIDŁOWEGO ROZWOJU I ZDROWIA DZIECKA INFORMACJI. Ten kocioł w naszych głowach wrze. Kwestia czasu kiedy wykipi razem z zawartością…

Zbyt dużo informacji, zbyt dużo wykluczających się informacji, zbyt dużo nieprawdziwych informacji (w tym, zbyt dużo szkodliwych*), wcale nie umacnia naszych rodzicielskich kompetencji. Wręcz przeciwnie, wzbudzają one poczucie lęku, niepewności i potrzebę potwierdzania słuszności swojego postępowania w każdej dziedzinie życia. Dla dobra dziecka. Bo chcesz dla niego jak najlepiej, prawda? Więc czytasz, szukasz, uczysz się, udajesz się po pomoc do wyedukowanych specjalistów, tych samozwańczych i tych z dyplomami. Speców od zmiany pieluchy, pielęgnacji pępka, od laktacji, psychologii rozwojowej, od tego jak ubierać dziecko i jak nie ubierać, jak nosić, jak dotykać, jak obracać, jak układać, jak kąpać, jak obcinać paznokcie, jak dbać o zdrowie i profilaktykę chorób, z czego ma pić, co ma jeść, kiedy ma spać, kiedy iść na spacer. Specjaliści wiedzą co robić. Dla dobra dziecka. Twojego dziecka.

I tak zdrowy rozsądek ustępuje miejsca rodzicielstwu „emu”- zależnemu, bezradnemu, strachliwemu, niepewnemu, niewiernemu, bo tracimy wiarę w to, że w ogóle jesteśmy kompetentni, że jesteśmy w stanie zająć się swoim dzieckiem. W moich oczach, kolejnym etapem rodzicielstwa emu jest sytuacja, w której pozbyliśmy się już zdrowego rozsądku, zdolności logicznego myślenia, analizy sytuacji, planowania i samodzielnego podejmowania decyzji odnośnie swojego potomka i pomału zaczynamy tracić nawet to, co otrzymaliśmy od natury w genach – instynkt rodzicielski. Emu zatacza szeroki kręgi i opanowuje rejony mózgu odpowiedzialne za działania emocjonalne. Boimy się postępować w zgodzie z naszymi emocjami, intuicją, uczuciami.

Przykład?

Pierwszy z brzegu. Płaczące w łóżeczku dziecko. Czuję, że chcę je wziąć na ręce, przytulać, nosić i spać z nim – w jednym łóżku. Tak czuję. Sprawdzę w necie czy to dobre dla dziecka? Może ktoś wie. I niestety ktoś wie, że nie mogę tego zrobić bo rozpieszczę, przyzwyczaję, nauczę, bo potem sobie nie dam z nim rady, wejdzie mi na głowę. Reagowanie na naturalne potrzeby dziecka to prosta droga do wychowania małego, rozwydrzonego terrorysty. Przecież inni wiedzą lepiej. Przykładów tego typu są miliony. Od wątpliwości czy mogę zjeść kotleta mielonego w czasie kp po ważne decyzje „wychowawcze”a nawet zdrowotne – szczepić czy nie szczepić, dać witaminę D czy nie? Rozumiem, że ostateczna decyzja rodzica każdorazowo podyktowana jest dobrem dziecka. *Fajnie jeśli w kluczowych dla zdrowia  decyzjach mamy wsparcie w lekarzu, wiecie – takim zaufanym, a nie podejmujemy ich wraz z z fejsbukową grupą, wujkiem google czy na forum internetowym. Jeśli chodzi o kwestie zdrowia, to o niebo lepiej zaufać ekspertom, zaleceniom WHOAAP/UNICEFF. Bardziej przyziemne sprawy pt:” czy mogę wyjść z noworodkiem na spacer” częściej można powierzać zdrowemu rozsądkowi. W tych i wielu innych rodzicielskich bolączkach dobrze też kierować się swoją intuicją, emocjami, uczuciami – po prostu.

Rozumiecie o co mi chodzi? Chodzi mnie o to, że często szukamy potwierdzenia każdej, pojedynczej aktywności i decyzji rodzicielskiej. Specjaliści i niespecjaliści mają różną wiedzę, różne doświadczenia i różne (od twoich) dzieci. Małe tego, są „różne szkoły”, różne wizje, przekonania, poglądy. Obserwuję w praktyce szpitalnej jak rodzice proszą personel: „pokażcie nam jak obrócić dziecko na brzuch, jak podnieść, jak przewinąć„. My pokazujemy albo mówimy: „a jakby pani to zrobiła?” I wiecie co? W moich oczach zawsze mama/tata robią to o niebo lepiej od nas. Robią to najdelikatniej w świecie i z ogromnym uczuciem. Tak jak tylko rodzic potrafi. Nikt tego lepiej nie zrobi, nawet jeśli sposób wykonania jakiejśtam czynności odbiega od „książkowego”.

Dobra, chodzi mi po prostu o to, że to Ty – Mamo, Tato jesteście najlepszymi specjalistami od swojego dziecka. Posłuchaj trochę mocniej siebie i swojej intuicji, częściej spoglądaj dziecku w oczy zamiast w ekran monitora szukając odpowiedzi na pytania typu:
płacz

Może w tych oczach jest odpowiedź na część z twoich pytań…

zdjęcie na licencji CCO

Wreszcie mamą synusia (lipiec 2014)!!! Położna- z wykształcenia i zamiłowania, Certyfikowany Doradca Laktacyjny - CDL Nr. rej. CNoL 482/2015/CDL, doradca noszenia ClauWi®, naukowiec, ostatnio także doktor nauk medycznych. Swoją drogą- najlepsza w pisaniu doktoratu z dzieckiem przy piersi;-) Bierze udział w eksperymencie naukowym mającym na celu dowiedzenie, że bez snu też można żyć. Kontakt: danka@mataja.pl

23 komentarze

  • Odpowiedz Styczeń 27, 2016

    Mama Ewci

    Nic dodać, nic ująć. No może tylko tyle, że jak zawsze temat na czasie. Akurat była u mnie moja Mama i pytała, gdzie śpi teraz jej wnusia (do niedawna spała w wózku). Kiedy usłyszała, że Ewa zasypia w naszym łóżku zapytała: „A nie zgniatacie jej?” 😉

  • Odpowiedz Styczeń 27, 2016

    An

    Czytałam książki, chodziłam do szkoły rodzenia, robiłam notatki, nawet je potem czytałam, prawie uczyłam się ich… Chciałam wypatrywać o wszystko koleżanki które juz mają dzieci. Jedna powiedziała mi – daj spokój, zaufaj swojemu instynktowi. To była najlepsza rada jaką otrzymałam! Kiedykolwiek! Trzeba tylko nie panikować i wsłuchać się w siebie, bo opieka nad dzieckiem to najbardziej naturalna sprawa na świecie i każdy rodzic wie co robić. Działa, polecam!

  • Odpowiedz Styczeń 27, 2016

    Marcia

    Mama Ewci – moja mama, a od 4mcy babcia tez mnie pierwsze co to zapytala a nie przygniatasz go – odp Nie ? I ze plakal pewnie dlatego, ze zjadlam kawalek kielbaski…. ?
    Aczkolwiek musze przyznac ze fora internetowe pomogly mi przetrwac poczatki maciezynstwa – ze nie tylko moje dziecie placze i nie spi przez cale dnie…

  • Odpowiedz Styczeń 27, 2016

    Mama Anny

    Ja też po urodzeniu dziecka nasłuchałam się i naczytałam dobrych porad w stylu „nie noś, bo się przyzwyczai” i miałam ogromny mętlik w głowie. Teraz żałuję, że się nad tym w ogóle zastanawiałam, bo minął już czas tej wyjątkowej fizycznej bliskości w pierwszych miesiącach macierzyństwa, bo mój maluch raczkuje, powoli uniezależnia się, odrywa fizycznie od mamy. I gdybym mogła zacząć od początku, nie czytałabym porad w ogóle. Nosiłabym i nosiła, wąchając czubek malutkiej główki.

  • Odpowiedz Styczeń 27, 2016

    Mama Puchatka

    Zgadzam się w 100%, ale taka mądra to jestem po fakcie, bo przy pierwszym dziecku przechodziłam dokładnie opisaną przez Ciebie drogę: kompletny zjazd emocjonalny połączony z przekonaniem, że absolutnie nie potrafię samodzielnie zająć się własnym synem. A to wszystko nie tylko ze względu na sprzeczne informacje czy mnogość udzielanych mi rad, ale też presję bycia perfekcyjną matką, którą nałożyłam sama na siebie. Instynkt i zdrowy rozsądek – nic więcej nam nie trzeba 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 27, 2016

    gigi

    Wydrukuję sobie to i powieszę na ścianie nad laptopem żebym za każdym razem kiedy będę wpisywać „czy/dlaczego…” tego nie robiła

  • Odpowiedz Styczeń 27, 2016

    Szelma

    Jejciu Danka, aż się poryczałam jak napisałaś o oczach. Bo kurcze to co napisałaś to prawda jak nic. I nawet nie wiem jakich teraz użyć słów żeby podzielić się moją refleksją na ten temat. Milion razy w ciągu dnia mój 1,5 roczny synek woła mnie „Mama” i patrzy na mnie tymi swoimi błękitnymi, wielkimi oczyskami. Zakochana jestem w nich po uszy. To jest najlepsiejszy sposób komunikacji między mną i moim dzieckiem. Tuż po porodzie, kiedy odebrałam już wszystkie telefoniczne gratulacje, wyłączyłam swój telefon żeby móc w spokoju zająć się maluchem. Spojrzał na mnie i wiedziałam że damy radę. Miałam w nosie wszystkie teksty pt. „karm”, „nie karm”, „nie noś”, „przyzwyczai się”, „za zimno mu” itp. To mój mąż był pośrednikiem w rozmowach z moją mamą i teściową, ciotkami-klotkami. Przesiewał wszystkie informacje, więc do moich uszu niewiele dolatywało 😀 Minęło 1,5 roku a ja nadal kieruję się sercem. Nie wyobrażam sobie inaczej, nie potrafię. Czasem jakiś bezpiecznik w mózgu mi się przepali, ale to już błąd systemu 😀 Oczywiście, że początki były trudne, ale zdałam się na intuicję i chyba dobrze na tym wyszłam. Każde dziecko jest inne, matka również i wszystkie babcie, ciocie, koleżanki, sąsiadki powinny o tym pamiętać. Chciałabym w przyszłości jako babcia, czy inna „dobra rada” również o tym pamiętać i nie zaczynać każdego zdania od „A ja swoje dziecko to….” To moje postępowanie być może wynika z mojego charakteru. Po prostu nie cierpię kiedy ktoś mi mówi jak i co mam robić, nie lubię kiedy mi się wtrącają, ja wolę sama, sama, sama 😀 Ale często pytam o radę kiedy już naprawdę nie wiem co w danej sytuacji mam zrobić. Jeśli o internety chodzi, to ja tylko w mataję wierzę 😀 To wszystko. Dziękuję 😀 Spokojnej nocy

  • Odpowiedz Styczeń 27, 2016

    Malwa

    Trafnie, w sam środeczek 🙂 przy drugim dziecku (i sporym doświadczeniu po pierwszym) dochodzę do wniosku, że trzeba mieć w poważaniu rady opinii publicznej, i głosy internetu oraz wszechstronnie utalentowanego ludu, co to zna się na wszystkim i niczym i słuchać siebie, zachować zdrowy rozsądek, i spokój….
    …tylko tak sobie myślę, że może nie wszyscy posiadają ten zdrowy rozsądek? I spokój… Może osoby, które namiętnie sprawdzają takie rzeczy w necie i na forach przeginają w odwrotną stronę i tam szukają złotego środka? Przy bezdennie głupich informacjach jakie można znaleźć w necie wpisując w gogla jakieś banalne pytanie nie wydaje mi się, by ktokolwiek szukał tam życiowych i sprawdzonych porad dot.opieki nad noworodkiem, dzieckiem…bądź kimkolwiek 😛 znaczy…. nikt normalny…

  • Odpowiedz Styczeń 28, 2016

    GosiaK

    U mnie było tak. Przychodzi na oddział teściowa i wola oj za mocno ubralaś małego rozbierz oi sie przegrzeje. Wchodzi moja mama a czemu on tak leciutko ubrany zaziebi sie. Przychodzi pielegniarka prosze dziecko rozebrać bo będzie mu za ciepło… Aż nie wytrzymałam i spokojnie stwierdziłam kochane miałyście swoje dzieci i ubieralyscie jak chciałyście to jest moje i prosze nie obrażajcie sie na mnie ale zrobię po swojemu… Podziałało ? Co myślały to ich, a ja wiedziałam, ze i tak wszystkim nie dogodze i słuchałam swojej intuicji ?

    • Odpowiedz Styczeń 28, 2016

      Madlena

      Haha, u mnie to samo 😉 wystarczy na chwilę zostawić teściową z małym, żeby szukała drugiej (!) pary skarpet i dodatkowej bluzy, bo przecież „on ma takie chłodne rączki”. Muszę mieć ją na oku, żeby w ciepłym mieszkaniu nie stroiła go jak Eskimoska.

  • Odpowiedz Styczeń 28, 2016

    Mamuszka

    No Danusia, masz rację 🙂 Czasem zastanawiam się skąd bierze się to totalne zaufanie Internetom. Miałam to szczęście, że trafiłam na wielu ludzi, którzy na moje pytania odpowiadali „Zaufaj intuicji’. Zatem słucham, dobrze mi z tym.

  • Odpowiedz Styczeń 28, 2016

    Ania

    Ciekawe jest to, że znalazłam ten artykuł właśnie szukając w Google czegoś o rodzicielskim instynkcie 🙂 Co do treści to święta racja! Sama jestem świeżą mamą i co ciekawe, często mam wrażenie, że to mój mąż panikuje bardziej ode mnie 🙂 Będę musiała mu przesłać ten link 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 28, 2016

    xyz

    Miałam to szczęście, że na samym początku trafiłam na genialny zbiór wypowiedzi pt.: „Czego najbardziej żałują rodzice, gdy ich dzieci są już starsze?” 100% odpowiedzi w stylu „że więcej nie nosiłem, nie przytulałam, nie kangurowałam…” I tuliłam ile dało rady, a teraz czego żałuję, tylko tego że jeszcze więcej w chuście nie nosiłam córki, za późno nabrałam wprawy w jej wiązaniu.

  • Odpowiedz Styczeń 28, 2016

    Diana

    Danka, trafiasz w punkt. Nie raz spotykam się z postawą mam, które są po prostu wykończone ciągłą żonglerką myśli, komentarzami osób postronnych. Nie mówiąc o tym, że targają nimi niepewność przez większość czasu a i tak intuicja podpowiada im przeważnie najlepiej, co robić.

    Bardzo dobrze napisane!

  • Odpowiedz Styczeń 28, 2016

    Marysia

    Ja, pierwomatka, też na początku pytałam wujka G o wszystko. Pamiętam jak chciałam moje biedne dziecko nauczyć samodzielnie zasypiać w wieku 3 miesięcy. „bo tak trzeba, bo to dla dobra dziecka”. No głupia byłam i tyle. Bardzo żałuję… Ale opamiętałam się, jak mała zaczęła mi podsypiać przy piersi i ja do niej mówię „obudź się maleńka, nie można tak zasypiać. Chociaż tobie jest wtedy dobrze, mnie jest wtedy dobrze, ale to jest niedobrze…”. Od tamtej pory uznałam, że może rzeczywiście ja wiem lepiej co jest dla niej dobre niż wujek G. I do tej pory usypiam przy piersi 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 28, 2016

    Ania

    O rany, pamiętam jak w deszczu, z dziurą w podeszwie, prowadziłam to moje biedne dziecko w wózku, na spacer, bo dziecko nie dość że potrzebuje powietrza, to jeszcze potrzebuje go codziennie o tej samej porze. Ja nienawidzę deszczu a moja córka nienawidzi, do teraz, wózka, taki to był udany spacer. No i Tracy Hogg, która radziła mi, jak z szacunkiem nauczyć dziecko samodzienego zasypiania, mam taki uraz, że do teraz to jedyny poradnik rodzicielski, jaki przeczytałam. Reszta to blogi i facebooki, starannie dobrane… choć i tak robię po swojemu. Na szczęście dość szybko dotarło do mnie, że cokolwiek zrobię, zaraz znajdzie się ktoś, kto powie, że powinnam zupełnie inaczej. A teraz, po półtora roku to już w ogóle jestem najmądrzejsza i nikogo nie muszę słuchać 😉

  • Odpowiedz Styczeń 29, 2016

    Katarzyna

    Owszem, też szukałam w necie informacji, ale traktowałam je jako dodatkowe opcje. Potem zamykałam oczy, brałam głeboki oddech i pierwsze co poczułam instynktownie za odpowiednie dla mnie i mojej córki stosowałam. I nigdy mnie intuicja nie zawiodła. Pierwsze dni i widze, ze dziecko się nie najada (kp) – 2 dni później spadek wagi o więcej niż 10% – miałam rację (choć w necie piszą, ze każda kobieta ma pokarm), dziwne plamki na ciele – podejrzewam azs (znowu racja), rozszerzanie diety – dziecko płacze na widok łyżeczki z papką i już wiem, że blw sie sprawdzi i znowu strzał w 10. 9 mies nie siedzi bez podparcia, nie obraca się, ledwo pełza – czuję, że nadrobi bo widzę drobne postępy (11 mies siedzi, raczkuje, 12 mies wstaje, 13 chodzi). 2 lata nie mówi, czuję ze to coś więcej niż opóźniony rozwój mowy, widzę słaby kontakt wzrokowy… Wkrótce nasza pani neurologopeda potwierdza zachowania z pogranicza autyzmu… Intuicja, tylko intuicja!

  • Odpowiedz Styczeń 29, 2016

    aha!

    bo kiedyś to jak dziecko płakało mama tuliła jak dziecko chciało spać w łóżku to tata brał i spało z rodzicami na „wersalce”, ubrania nosiło po starszym bracie czy kuzynce i nikt nie zwracał uwagi czy to dobra marka i czy kosztowało więcej niż 50 zł, kiedyś szampon i kremik bambino było wystarczające a dziecko pachniało tak że ahh teraz tylko markowe, specjalne kosmetyki,kiedyś jak dziecko zdarło kolano to słyszało „daj mama pocałuje nie będzie bolało” teraz szukanie winnych i ochrona na siłe dziecka najlepiej zamknąć je w szklanej kuli. kiedyś.. kiedyś to my mieliśmy dzieciństwo prawdziwe teraz rządzą statystyki, podręczniki i internet.

  • Odpowiedz Styczeń 29, 2016

    Angelika

    Jesteś po prostu najlepsza. Dzięki Tobie dotarło do mnie że to ja znam swoje dziecko najlepiej i wiem co dla niej najlepsze… Niestety posłuchałam się „mądrych mam” że aby dziecko zaczęło przesypiać noce muszę odstawić…tak miałam dosyć nocnego wstawania po ilekroć razy że odstawiłam jak córka miała rok i 5msc. Juz miesiąc nie karmie,niby lepiej śpi,ale ja strasznie to przeżywam. Jak widzę karmiąca mamę to płakać mi sie chce,żałuje że odstawiłam ją całkowicie,mogłam spróbować karmić tylko w dzień 🙁 I z doświadczenia wiem że mama i teściowa tez potrafią nieźle doradzić… Notorycznie dostawałam opieprz np.że córka pije wodę a nie soczki…bo przecież babcie jej kupują….aż w końcu jak warknelam to od razu stwierdziły ze w sumie woda moze być
    I Internet to niestety czasami zło,każdą kupkę,krostkę,płacz i wszystko co wzbudzilo moje podejrzenia analizowałam aż w końcu mąż mi odciął dostęp bo chyba bym zwariowała 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 30, 2016

    GROSZKOWA MAMA

    hoho! ja także zupełnie nie umiałam sobie wyobrazić jak to będzie jak już urodzę. wydawało mi się że już zawsze będę w ciąży (a teraz myślę, że synek już zawsze będzie niemowlakiem) 😉 i teraz jak młody ma już 4 miesiące z zadziwieniem stwierdzam, że wszystko przyszło samo! 🙂 Matczyny instynkt rodzi się razem z dzieckiem 🙂 Generalnie nie czytam internetu i for „na zaś”, ale przyznaję że sięgam do rad wujka google wtedy gdy rzeczywiście mam jakiś problem – dwa razy okazało się to przydatne, a problem wydawał mi się zbyt błahy żeby pędzić do pediatry 😉 Zgadzam się – nic nie zastąpi czujnej obserwacji dziecka. Mamine oko wie 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 31, 2016

    Mama Kuby

    Miód na moje serduszko… Przez początkowe problemy z karmieniem bardzo w siebie zwątpilam, mimo że wiedziałam że skończy się to mm dałam się przekonać innym wokół że koniecznie muszę dać butelkę. Tak mnie to podlamalo że dopiero teraz zaczynam rozumieć od nowa że ja wiem najlepiej co dobre dla synka. Uczę się mówić stop dobrym doradcom i wierzyć w siebie. Artykuł idealny dla mnie! Dziękuję!

  • Odpowiedz Luty 4, 2016

    Konka

    Przesyt informacji, szum i chaos informacyjny sprawia, że zapominam ruszyć głową, wyłączyć się na przeróżne rady a włączyć na wejrzenie w córkę, spojrzenie i dostrzeżenie co może jej dolegać, co jest przyczyną…a jeśli się nie uda – przytulić ją i po prostu z nią być.

  • Odpowiedz Luty 7, 2016

    dita

    Ojej to chyba dobrze, że NIENAWIDZĘ poradników. Nie potrafiłam ich czytać w ciąży, nie potrafiłam czytać po porodzie. Jak coś się dzieje z dzieckiem i brakuje mi już pomysłu co by można jeszcze zrobić, to dopiero wtedy szukam info i wyciągam średnią, która mi najbardziej pasuje, czasem konsultuję wizję z mężem, więc ja chyba jestem jeszcze z tej zamierzchłej epoki:)

Leave a Reply