Tata jest potrzebny żeby przybić gwóźdź…

1150952_707216559299705_777234783_n

Zdziwił was tytuł? To wyobraźcie sobie nasze zdziwienie kiedy w przedszkolu z okazji dnia taty dzieci jak nie ryknęły pieśni, którą otwiera właśnie ten tekst. W dalszej części tejże pieśni podmiot liryczny punktuje, że poza pełnieniem funkcji starszego młotowego tata jest potrzebny żeby w piłkę grać i by na lody dać, przydaje się jeszcze by na spacer wziąć i w kategorii treść pieśni to by w sumie było na tyle, a cały utwór wieńczy wers o nieco przerażającej treści:

„Gdy kiedyś spotkam lwa to on uratuje mnie”

Jest to zresztą bardzo ciekawe zakończenie, bo podmiot liryczny, skłania publikę do refleksji – nie jesteśmy bowiem pewni, czy to ojciec ma przerwać czynność stanowiącą sens jego życia, czyli wbijanie gwoździ i zatłuc młoteczkiem lwa czyhającego na latorośl czy może jednak to dzielny lew ratuje dziecię przed ogarniętego młotkowym szałem ojcem.

Przesadzam, bo to tylko piosenka dla dzieci, którą ma się po prostu łatwo śpiewać? Niby tak, ale z drugiej strony czasem mam nieodparte wrażenie, że społeczny wizerunek ojca i jego roli w życiu dziecka zatrzymał się gdzieś w prehistorii i nadal cześć ludzi uważa, że główną rolą ojca jest zapewnianie żarcia tudzież obrona familii przed atakiem tygrysa szablozębnego i tylko narzędzie się zmieniło, bo prymitywną maczugę zastąpił młoteczek. Cała reszta należy do matki.

Przykład? 3 miesiące po narodzinach Pierworodnej musiałam wrócić do pracy – pracowałam normalnie, zupełnie tak jak Wirgiliusz i absolutnie wszyscy o tym wiedzieli, ale to mnie bez przerwy pytali „czy mąż pomaga przy małej?”. Dam sobie rękę uciąć że nikomu nie przyszło do głowy spytać mojego chłopa czy żona pomaga mu przy dziecku.

Po narodzinach drugiego dziecka zostałam w domu znacznie dłużej – częstotliwość pytań o ojcowskie pomaganie przy dzieciach pozostała tak samo duża, ale tym razem stawianie na piedestale ojca, który po powrocie z pracy zamiast zalec na kanapie i odpalić meczyk, zajmował się WŁASNYMI dziećmi irytowało znacznie bardziej niż poprzednio.

Matka robi wszystko – od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu – to jasne jak słońce wszak to jej obowiązek, co nie? Ojciec natomiast POMAGA – wolontariat, rozumiecie, odprawia. Ofiarność i poświęcenie matki Teresy czy innych lekarzy bez granic są niczym wobec altruizmu ojca, który wstanie w nocy by zmienić dziecku pieluchę.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że wbrew pozorom takie społeczne postrzeganie roli każdego z rodziców jest krzywdzące nie tylko dla matki – na barki, której spada zbyt dużo obowiązków i odpowiedzialności, ale też dla ojca. Z najnowszego raportu opublikowanego przez amerykańską organizację Zero to Three, zajmującą się rozwojem najmłodszych dzieci wynika bowiem, że:

  • 40% ojców zgadza się ze stwierdzeniem „chciałbym być bardziej zaangażowany w wychowanie dzieci, ale działania drugiego z rodziców mi w tym przeszkadzają”.
  • 43% ojców uważa, że „drugi z rodziców zbyt często przejmuje pełną kontrolę nad wychowaniem dzieci”. Podobne przemyślenia ma tylko 16% matek.
  • 63% ojców zgadza się ze stwierdzeniem, że „ojcowie dostają zbyt mały kredyt zaufania jeśli chodzi o ich zaangażowanie w proces wychowania i opiekę nad małymi dziećmi”. Z tym stwierdzeniem zgadza się również 64% matek.

Ponadto 90% ojców uważa, że bycie rodzicem to ich największa radość, a 73% deklaruje, że ich życie zaczęło się dopiero po narodzinach dzieci.

Innymi słowy wielu ojców cieszy się dziećmi i chciałoby być bardziej zaangażowanymi i aktywnymi rodzicielami, a nie tylko kimś kto od czasu do czasu „pomaga” przy dziecku. Czemu im to w takim razie nie wychodzi? Częściowo jest to zapewne spowodowane ich biernością – jak się chłopie od początku nie zabierzesz za zajmowanie dzieckiem – wtedy kiedy jest jeszcze małe, niekoniecznie kontaktowe, a oś jego żywota stanowi ssanie i wydalanie to potem będzie Ci tylko trudniej włączyć się w opiekę nad karyplem. Będzie Ci też trudniej zrozumieć jego potrzeby i upodobania.

Częściowo jednak za taki stan rzeczy odpowiada prehistoryczne postrzeganie taty w charakterze przede wszystkim młotkowego. Ojcowie często czują się po prostu wykluczeni i niedowartościowani – ich rola w życiu małego dziecka jest bez przerwy umniejszana, bo wszak oni tylko „pomagają”, a w ogóle to matka zrobi lepiej. A skoro tak to ojciec pozostaje bierny i spirala się nakręca.

Ba! Nawet w badaniach naukowych częściej analizowane są interakcje matka-dziecko niż ojciec-dziecko. W 2016 roku wciąż musimy udowadniać naukowo, że rola ojca jest ważna. Uwierzycie, że w 2016 roku uniwersytecki komunikat prasowy na temat nowo opublikowanych badań o roli taty w życiu dziecka otwiera zdanie: „Ojcowie wywierają zaskakująco duży wpływ na rozwój dzieci – od umiejętności językowych i poznawczych w pierwszych latach życia po umiejętności społeczne w wieku szkolnym.” Zaskakujące zaiste…

Z kolei tytuł jednego z przywołanych w komunikacie badań zaczyna się od „Ktoś więcej niż tylko żywiciel rodziny…” [1].

Tak.

Tata to ktoś więcej niż tylko żywiciel rodziny. I ktoś więcej niż młotkowy. I ktoś więcej niż gość, który w niedzielę pokopie z dzieckiem w piłkę. Tata to rodzic taki sam jak mama, a jego decyzje, postępowanie i podejście odciskają równie duże piętno na rozwoju malucha. Dlatego – i to jest w tym wszystkim najgorsze – powielanie pytania o to czy tata pomaga przy dzieciach i stawianie ojca w roli li tylko pomagiera jest krzywdzące nie tylko dla matki, nie tylko dla ojca, ale przede wszystkim dla dziecka.

Musimy podnieść poprzeczkę stawianą ojcom. Teraz uważamy, że wystarczy, że tata po prostu jest – zapewnia byt, nie krzyczy na dzieci i przychodzi pooglądać jak grają w piłkę. Ale to nie wystarczy – musimy oczekiwać więcej – więcej zaangażowania i większej ilości dobrych jakościowo interakcji.

dr Jeff Cookston – psycholog badający relację ojciec-dziecko i ich wpływ na rozwój malucha

Musimy też dać ojcom większy kredyt zaufania i więcej niezależności, bo spory odsetek ojców zgadzających się ze stwierdzeniem „chciałbym być bardziej zaangażowany w wychowanie dzieci, ale działania drugiego z rodziców mi w tym przeszkadzają” sugeruje, że czasem to my same obniżamy poprzeczkę stawianą ojcom.

Przyjmijmy więc wszyscy raz na zawsze do wiadomości, że tata nie pomaga przy dzieciach – tata ma dzieci więc zajmowanie się nimi jest nie tylko jego obowiązkiem, ale też mimo wielu niezaprzeczalnie trudnych i frustrujących momentów jedną z największych radości w życiu.

Przepiękne zdjęcie tytułowe mamy dzięki ogromnemu talentowi Agi z Fotosister – strona TU, a FB TU

Mama Pierworodnej (02.12) i Drugorodnego (05.14). Żona Wirgiliusza. W pierwszej ciąży otwarła przewód doktorski, a w drugiej go zamknęła. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Kontakt: w zakładce kontakt ;)

50 komentarzy

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

    Asia

    Jeżeli ktos z nas (mnie i meza) mialby drugiemu pomagac to w kazdy wolny dzien męża to ja pomagam jemu. On zrobi wszystko super tylko nie nakarmi piersia. W jego wolne dni to ja mam luz (haha sprzatam jak oszalala i robie zakupy na wypadek wojny) a on zajmuje sie malym 😉

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

    Michalina

    Czy możecie to proszę przetłumaczyć na co najmniej 5 języków i udostępniać, udostępniać, udostępniać…!?

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

    MamaNieMama

    A ja powiem tak. Tata naszego dziecka jest tak zaangażowany, ze to ja nie czuje przestrzeni dla siebie w spełnianiu jako matka. On robi wszystko lepiej, on szybciej i trafniej zgaduje czego chce nasze dziecko, on wie lepiej co zrobic na kolacje, zeby dziecko zjadło wszystko i prosiło o więcej, on wie lepiej jak zorganizować czas, by dziecko było szczęśliwe. Od kiedy nie jestem jedynym źrodłem opieki z uwagi na macierzyński i pokarmu z uwagi na to, ze mleko mamy zeszło juz na bardzo daleki plan to czuje sie niepotrzebna. A kiedy zostaje z małym i próbuje nawiązać relacje – a przecież na początku nie jest łatwo, potrzebuje czasu by sie z nim zgrać – to zawsze w trakcie wkroczy tata, bo „widzi przecież ze sobie nie radzę, bo dziecko płacze/znudzone itp itd.

    Doskonale rozumiem jak czuja sie ojcowie odsuwani przez perfekcyjne mamuśki. Ktore potem sie dziwią, ze facet leży na kanapie i ogłada mecz. Jak czuje sie im niepotrzebna to tez jedyne na co mam ochotę to wgapic sie w monitor i nie myślec o wypełniającej mnie pustce…

    • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

      Sabina

      Rozumiem Cię, ja czułam się tak samo gdy mieszkaliśmy z teściami, z tą różnicą, że mnie „zastąpiła” teściowa.. Ja i mąż chodziliśmy do pracy, a córka spędzała dnie z teściową i to jej przytulenia potrzebowała, gdy miała zły sen, tylko z nią chciała jeść i chodzić na spacery… Przy mnie głównie płakała za babcią… Na szczęście się wyprowadziliśmy. Spróbuj szczerze porozmawiać z mężem i wytłumaczyć mu jak się czujesz, że jeśli nie da Ci szansy zajmować się Waszym dzieckiem po Twojemu, to później będzie Wam wszystkim z tym coraz trudniej – Tobie i dziecku ciężko się będzie zbliżyć, a mąż może będzie potrzebował czasem odpoczynku czy kilku dni „wychodnego” 🙂 Nie poddawaj się, trzymam kciuki ^^

      • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

        Algo

        Grr Z tesciowa to jeszcze gorzej

    • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

      Alicja

      Trzymam kciuki by udało wam się jakoś tę sprawę rozwiązać. Moc pozytywnych myśli!

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

    Kasia

    Artykuł super, zgadzam się z nim w 100% i od dawna próbuję wtłuc młoteczkiem mężowi, że on jest Ojcem a nie pomagierem. Szkoda, że nie umie przeskoczyć obrazu ojca jaki wyniósł z domu rodzinnego ale nie trace nadziei!!!!

    • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

      Basia

      Nieatety mam to samo……

    • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

      ola fasola

      Mam tak samo. Szczególnie irytuje mnie jak mąż stoi obok i zwraca mi uwagę typu „bo młody zaraz weźmie patyka do buzi/wywróci się/zje piasek/czy co tam jeszcze…”, jakby sam nie mógł się nim zająć tylko mi zwraca uwagę. Czasami mi się wydaje że mu dobrze w takiej roli, bo cała odpowiedzialność spada na mnie. Zresztą sam mi mówi, że skoro ja siedzę na macierzyńskim to cała odpowiedzialność za to co młody je, co robi itd. jest po mojej stronie.
      On chyba czeka aż dziecko będzie podrośnięte i będzie z nim można jakieś „fajne” rzeczy porobić. A tak jak pisze Alicja, później trudno nawiązać więź, jak teraz zaniedba się kontakt…

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

    Dumny Tata

    Dziękuję Pani za ten wpis 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

    Dominika

    Bardzo fajny artykul. Ja się ciesze, ze cora czesciej spotykam się z postawa samych ojcow, ktorzy twierdza ‚nie potrafisz się zajac swoim dzieckiem? Co z Ciebie za ojciec’. Niestety sa jeszcze miejsca, gdzie chociazby widok tatusia z wozkiem to wydarzenie – mamy dom po dziadkach na wsi i ostatnio moj maz powiedzial, ze ma wrazenie, ze wieksza rewelacja jest jak idzie z mlodym w wozku na spacer niz jak wyprowadza psa na smyczy 😛

    • Odpowiedz Lipiec 28, 2016

      j

      Mam dooookładnie to samo. Od czasu do czasu wyjeżdżamy do teściów na wieś z synkiem i psem. Jak wyprowadzam psa na smyczy to już jest mega zdziwko. Ale jak wychodzę z małym na spacer to ludzie na mnie patrzą jak na murzyna z pawim ogonem.

    • Odpowiedz Sierpień 1, 2016

      Anna

      Mieszkamy w dużym mieście a jak Tata idzie z Małym w chuście na spacer to też jest sensacja…

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

    Selene

    Ja to wiem, mój mąż to wie, otoczenie różnie. Ale w większości przypadków mamusie same sobie strzelają w kolano! No bo „ja to zrobię lepiej”, „jak Ty Go nosisz!”, „co Ty z nim robisz!”, zabieranie dziecka płaczącego od ojca, no bo „on chce do mamy” i po paru takich tekstach od mamusi zaangażowany początkowo tatuś, zaczyna się wycofywać i czeka na swoje chwile właśnie do czasu kopania piłki czy ratowania księżniczki. Smutno mi jak na to patrzę u znajomych, bo wiem że więź z ojcem to cudowna sprawa i w moim życiu odegrała baaardzo ważną rolę.
    Dziewczyny nie dają szansy tatusiowi się nauczyć opieki nad noworodkiem, zapominając, że one same też się uczą. I jak tatuś raz źle zapnie pampersa to następnym razem będzie wiedział co było nie tak. Jak malec popłacze chwilkę przy ubieraniu, bo trwa dłużej – świat się nie zawali, krzywda mu się nie dzieje. U nas np kąpiel syna mężowi szła sto razy pewniej od pierwszych dni, ja umiałam go sama wykąpać dopiero ok 3 miesiąca życia! Mąż za to nie umiał długo założyć bodów przez głowę, więc wybierał te zapinane na kopertę albo kaftaniki. Ale oboje pamiętaliśmy że się uczymy i nigdy nie padło u nas pytanie „co Ty mu robisz że tak płacze?!”.

    • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

      Alicja

      Zgadzam się! 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

    Mrs_Frost

    Mój mąż wziął urlop rodzicielski i przez pierwsze 2 miesiące byliśmy w trójkę w domu. To był chyba najbardziej niesamowity czas w życiu naszej rodziny. Poza karmieniem mąż robił przy małym wszystko, poza tym gotował i ogarniał dom, wstawał też w nocy do zmiany pieluch. Wiem, że było mu bardzo trudno kiedy wrócił do pracy i nagle jego kontakt z synem skrócił się do 2 godzin na dobę. Stara się nadrabiać w weekendy 🙂 PS. Czy planujecie jakiś wpis o różnicach (lub braku) w zachowaniu chłopców i dziewczynek? Czytała, że są wyniki badań sugerujące, że już niemowlaki wykazują pewne różnice. Z drugiej strony są różne teorie genderowskie że to wszystko efekt kulturowy, jestem bardzo ciekawa komu mam wierzyć.

    • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

      Alicja

      Masz na myśli te funkiel nówki badania o zabawkach wybieranych przez dziewczynki i chłopców? Ja się muszę w nie wczytać, biorąc pod uwagę badania przeprowadzone kiedyś na naczelnych te są bardzo zbliżone i by się to wszystko kupy trzymało, ale czytałam tylko krótkie wycinki, a nie całość.

      • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

        Mrs_Frost

        No właśnie takie, widziałam tylko dokument gdzie wypowiadał się prof. Simon Baron-Cohen, że niemowlaki wybierają inne zabawki zależnie od płci, są różnice w czasie wpatrywania się w twarze, itp. Zastanawiałam się czy coś jest na rzeczy. To jest o tyle ciekawe, że tutaj jest chyba za wcześnie na efekt ze strony rodziców, no chyba że ubieranie dziecka w róż czy niebieski ma na to wpływ :p

        • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

          Alicja

          Postaram się o tym napisać niedługo.

          • Lipiec 28, 2016

            Tomek K

            Chętnie przeczytam. Trochę badań w tym temacie jest w książce „Co tam się dzieje?” Lise Elliot – ale Pani z pewnością tę książkę zna i znajdzie dużo innych ciekawych źródeł 🙂

            Pozdrawiam serdecznie

            P.S.
            Zastanawiam się czemu tak mało jest mężczycn(w domyśle ojców) na tym i innych blogach tego typu – w komentarzach praktycznie same kobiety..

    • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

      Sabina

      Co do różnic między chłopcami i dziewczynkami, to moim zdaniem nie jest kwestia wychowania, a przynajmniej nie na początku. Przy pierworodnej wybierałam „neutralne” zabawki i kolory ubranek, z których drugorodny siłą rzeczy również korzystał, a już odkąd potrafił złapać coś świadomie do rączki, to wybierał głównie niebieskie rzeczy (córka nie miała żadnych preferencji kolorowych aż do ok. 2 roku życia, gdy to kochała zielony i potem około 3 pokochała róż…ehh…). A teraz drugorodny ma półtorej roku i ma w głowie głównie piłki, autka, koła i kierownice: z wózka dla lalek wyrzuca lalki i pcha go sobie, a z kwiatka-magnesu na lodówkę robi sobie kierownicę… Nikt mu tego nie podpowiada ani nie pokazuje czy nie opowiada jakoś szczególnie o samochodach, powiedziałabym nawet, że dorasta w różowo-kucykowym świecie księżniczek zafundowanym mu przez siostrę ;p A i tak wyłazi z niego chłopięca natura 😉

      • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

        Alicja

        Sabina u nas jest to samo 😉

      • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

        Olga

        To jest kwestia kulturowa – ale nie wybieranie niebieskiego przez chłopców, a różowego przez dziewczynki, tylko tego, że te właśnie kolory przypisujemy tym płciom. Jeszcze parę pokoleń temu czerwony i różowy był chłopięcy, a błękitny dziewczęcy 🙂 Pisałam o tym niedawno na moim blogu.

        • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

          Alicja

          Różówy i niebieski są kulturowe, bo zaiste było niegdyś na odwrót, ale z tym zabawkami jest coraz więcej ciekawych badań i muszę chyba serio to opisać bo to w sumie jedna z tych rzeczy które skutecznie obalają mój światopogląd.

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

    Sabina

    To ja się przyznam, że my z mężem „zamieniliśmy się” rolami jak tylko skończył mi się macierzyński: ja chodzę do pracy, a on ogarnia dzieci, jedzenie i dom 😀 Mi z „babskich” rzeczy zostało pranie, hehe. Wszystkim taki układ odpowiada – mąż nie lubił chodzić do pracy, za to bardzo lubi gotować i super radzi sobie z maluchami, a ja potrzebuję wyjść do ludzi i zdecydowanie lepiej sobie radzę z linearnym rozwiązywaniem problemów w pracy niż z multizadaniowym ogarnianiem domu i dzieci… ;p Także ja polecam taki układ 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

    zxc

    Kochani ojcowie – nigdy nie dajcie się wrobić w opiekę nad niemowlakiem, nie bierzcie czasem urlopu tacierzyńskiego, wy macie pracować i dbać o swoją karierę zawodową – po to żeby was czasem nie zwolniono – bo wasza żona wtedy nie utrzyma rodziny. Taka jest biologiczna rola kobiety – zająć się dzieckiem – do tego kobieta została stworzona. Facet ma iść w formie do pracy a nie słaniać się na nogach po nieprzespanej nocy. Po drugie – w przypadku rozwodu w sądzie to co robiliście ojcowie i jak się dzieckiem zajmowaliście to kompletnie nie ma żadnego znaczenia, dzieciak ZAWSZE zostanie z mamusią choćby nawet była psychicznie chora (potwierdzony fakt) dla was jak się wam poszczęści pozostanie rola weekendowego taty co dwa tygodnie, no i oczywiście rola tatomatu. Przy czym pamiętajcie że będziecie mieć szczęście jeśli wasza EX nie będzie robić przeszkód w „kontaktach” z dzieckiem. I tu po raz kolejny kłania się konieczność dbania o karierę zawodową – po rozwodzie bardzo się to przyda. Dlaczego po rozwodzie? bo w Polsce odsetek rozwodów to około 70% więc jest duża szansa że i Was to spotka. Więc nie dajcie się zwariować bandzie lewackich feministek. Rola kobiety to opieka nad dzieckiem do około 3-4 lat potem w wychowanie wkracza ojciec. Tak natura to stworzyła. Teraz możecie mamusie pluć na mnie.

    • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

      Alicja

      Szczerze? Z takim podejściem to chyba nie ma co wchodzić w jakikolwiek związek, a tym bardziej powoływać na świat dzieci. I serio tak asekuracyjnie na wypadek ewentualnego rozwodu wolisz stracić pierwsze 4 lata życia swojego dziecka?

    • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

      Olga

      Sprawdź sobie jeszcze raz, ile wynosi odsetek rozwodów… i co to tak naprawdę znaczy. Bo ten wskaźnik pokazuje różnicę między liczbą zawartych w danym roku małżeństw i przeprowadzonych rozwodów, co NIE OZNACZA, że 70% związków kończy się rozwodem 🙂

      I w ogóle bardzo smutne rozumowanie.

    • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

      Olga

      Jeszcze zanim byłam w ciąży, ustaliłam z moim mężem, że dzielimy się po połowie obowiązkami przy dziecku i urlopem. To jest dla nas tak samo oczywiste, jak to, że domem też zajmujemy się po równo – w końcu jest nasz wspólny, tak jak wspólne jest dziecko.

      Za parę miesięcy wracam do pracy, a dziecko kolejne pół roku spędzi z tatą. I tata się na to bardzo cieszy 🙂 Ale wśród moich znajomych jesteśmy jedynymi osobami, które się na coś takiego zdecydowały. Nie wiem, może to kwestia braku świadomości? Nie chcę myśleć, że decyzji…

      • Odpowiedz Lipiec 27, 2016

        Malwa

        Droga Olgo, nie oceniaj, bo sama zostaniesz tak samo oceniona.

        Każdy ma prawo do wyboru najlepszego dla siebie modelu opieki i podziału ról w domu, zależy to nie tylko od świadomości lub jej braku, ale również od posiadanych możliwości; a powody takiej a nie innej decyzji nie muszą być dla nikogo zrozumiałe, lecz po prostu szanowane.

    • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

      Marta

      Ktoś tu ma za sobą ciężką historię z kobietą i na tej podstawie uważa, że WSZYSTKIE JESTEŚMY TAKIE SAME. Jakich argumentów by się nie użyło taka osoba i tak wie już swoje.

      Mój dziadek, gdy byłam niemowlęciem, widząc mojego tatę zmieniającego mi pieluchę powiedział z nieukrywaną dezaprobatą: „co to za facet, który zmienia dziecku pieluchę”? :/
      Odpowiedzialny, troskliwy, zaangażowany w wychowanie TATA.

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

    AB

    w naszym przedszkolu śpiewali to samo !!! bardzo mnie to ruszyło…
    p.s.fajny tekst 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

    Tata

    Polska to nie USA, przydalyby sie jakies polskie badania. A standard zycia Pani z tego blogu czesto w znacznej mierze jest o wiele wyzszy niz wiekszosci polskich rodzin.
    Pozdrawiam.

    • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

      Beti

      Przepraszam, to nie atak, ale co ma standard życia do mycia sedesu, bo coś nie rozumiem?

      • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

        Alicja

        Beti – nie śmiałam o to pytać, więc dziękuję, że zrobiłaś to za mnie 😉

        • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

          Alicja

          Bo że badania w naszych realiach by się przydały to akurat się zgodzę.

          • Lipiec 27, 2016

            Piotr

            Formulujesz wnioski dot. Badan dla dalej populacji ojcow, co jest nieprawda.

          • Lipiec 27, 2016

            Alicja

            Całej? To przeczytaj jeszcze raz o kim ja piszę 😉

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

    Mama Ewci

    Super tekst! Ja do tej pory mam tak, że lepiej dogaduję się z moim Tatą, mamy naprawdę bliską więź. 🙂 a moja młodsza siostra zawsze biegała za nim, bo ona też chciała wbić tego przysłowiowego gwoździa do ściany itd. Dużo dawały mi rozmowy z Tata, nikt nie chwalił tak jak on, zawsze też interesuje go, co słychać u jego dorosłych już córek. Pracował na zmiany, więc kiedy Mama była w pracy, to on się nami opiekował. Nauczył się przy nas gotować iteraz robi np. najlepszy żurek na świecie. 😉
    Mój Mąż też pracuje na zmiany i jeśli ma możliwość, to chodzi do pracy na godz. 18 tylko dlatego, żeby długo z nami być. Nasza córka ma z Nim genialną relację, choć niedługo skończy dopiero rok. Jedyne, czego nie zrobi przy Małej, to karmienie piersią. 😛 I też momentami muszę walczyć z wizją Teściów, że facet zarabia tylko na dom i pomaga, kiedy ma siłę i ochotę… Nie zapomnę, jak Teściowa wyrywała (!) Mężowi dziecko, gdy płakało, bo ona się zajmie… A teraz to Mąż ją poucza, co nasza córka lubi, a co nie.

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

    Beti

    Karypel – dzięki za nowe dla mnie słowo. Wciągam do słownika 🙂 Fajny artykuł. Faktycznie pokutują jeszcze stereotypy, ale coś mi się zdaje, że teraz to od nas mamusiek dużo zależy. Są takie, co nie dopuszczają chłopa, bo „zrobią lepiej”. Są też takie, co z domu wyniosły przeświadczenie, że baba ma wszystko ogarniać. (Szczególnie nie cierpię sformułowania „gospodyni domowa”). F**k! A może „gospodarz domowy”, co? Na początku znajomości mój Szanowny pytał, ile to szczypta soli. Dziś ugotuje dziecięciu kaszkę z naturalną wanilią, umyje małej dupsko jak coś teges, poskłada pranie i nie uważa się za bohatera. Czasem dostanie obryw za upranie czegoś jaśniejszego z ciemnymi, ale to on układa lepiej naczynia w zmywarce, za co mi się delikatnie dostaje. Próbuję też uczyć różnych potrzebnych rzeczy pierworodnego nastolatka, bo kiedyś jego żona nie ma być tą jedyną, która wie, jak umyć kibel (i wiedzieć, że to się w ogóle robi!). Uczcie dziewczyny swoich nieogarniętych synów (mówię z własnego doświadczenia). Mniej byście się na początku zmęczyły robiąc wszystko same, ale kropla drąży skałę. Chłopiny później dorastają i za często mają taryfę ulgową. Ja bardzo pilnuję, żeby siostry nie robiły nic za brata (no chyba że za coś).
    UWAGA! – czasem coś nie wychodzi jeżeli się NIE CHCE tego robić. To dla tych, które mają leniwych facetów/synów.

    • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

      Alicja

      Słuszna uwaga o tym że trzeba pilnować tak samo synów jak i córki w kwestii obowiązków domowych!

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

    Marta

    „Pomaga przy Małym?” – to przy każdym spotkaniu słyszę od teścia.
    „Pomaga w domu?” – to ogólnie od rodziny, czasem od znajomych.
    Zapytałam samego zainteresowanego czy podobne pytanie kiedykolwiek usłyszał na mój temat. NIE.
    Zawsze odpowiadam, że „nie pomaga, tylko dzielimy się obowiązkami”.
    Sam zainteresowany nigdy też nie usłyszał „ale masz z nią dobrze” (bo gotuję, prasuję, jestem na urlopie i zajmuję się NASZYM dzieckiem, etc.).
    Za to ja wielokrotnie słyszałam „ale masz z nim dobrze” (bo on zmywa, wyrzuca śmieci, zajmuje się dzieckiem po powrocie z pracy, etc.)

    Z moich obserwacji wynika, że część społeczeństwa (szczególnie ta starsza część) nadal uważa, że to kobieta musi/powinna/celem i sensem jej życia jest zajmowanie się dzieckiem i domem. Mężczyzna ma tylko przynosić pieniądze, a po pracy odpoczywać przed telewizorem. Umięśniony maczo. A umówmy się… tacy faceci już nie są seksi. To nie jest „towar” pożądany przez kobiety XXI wieku. My chcemy prawdziwych mężczyzn, którzy poradzą sobie i w pracy i w obowiązkach domowych i będą brali czynny udział w wychowywaniu potomka.

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

    Matka Debiutująca

    Zaczynając czytać myslałam, że jakimś cudem dorwałaś się do moich roboczych 😉 Ta sama piosenka, ten sam tytuł, podobne przemyślenia, tylko mądrzej napisane. Zgadzam się wszytskimi kończynami ciesząc się, żemój chłop nie tylko młotkowym jest tatą.

  • Odpowiedz Lipiec 27, 2016

    Piotr

    W jakze interesujacym tekscie brakuje porownania pojec rodzicielatwo I macierzynstwo… Polecam pochylic sie nad tym problemem I poddac go dyskusji.

    Przepraszam za brak polskich znakow.

  • Odpowiedz Lipiec 27, 2016

    Monika

    Czy jest jakaś odgórna akcja z tym pisaniem o tacie?
    Na trzech blogach parentingowych, które czytam jest poruszony ten tamat (nebule i bakusiowo i mataja of kors)

    • Odpowiedz Lipiec 27, 2016

      Alicja

      Nie – z Anią czyli autorką Nebuli nawet się nabijałyśmy i dziwiły jakim cudem udało nam się w tym samym dniu, ba, w tej samej godzinie opublikować tekst na plus minus ten sam temat 😀 bo to zaiste dziwne.

      • Odpowiedz Lipiec 28, 2016

        Monika

        najpierw czytałam nebule, potem Was i myślę sobie jaki śmieszny zbieg okoliczności. Ale gdy weszłam na bakusiowo byłam już prawie pewna, że jest jakaś ogólna akcja w tym temacie 😉

  • Odpowiedz Sierpień 1, 2016

    Zbyszek

    Ten tekst piosenki ułozył ktoś pewnie z 30 lat temu i dzieci go dalej śpiewają. Tak działa cała nasza polska edukacja i chęć przedszkolanek do wprowadzania zmian. Jest to możliwe?

  • Odpowiedz Sierpień 4, 2016

    wisznu

    no u nas to w wieku półtora roku syn wybrał mnie. Ot tak nagle zdecydował, że woli jak ja mu daję butlę mleka, jak ja go przytulam, jak ja się z nim bawię… I nie ma mowy, że pobawi się chwilę z mamą, a ja się czymś zajmę.

    Powiem Wam, że to jest straszne. takie nagłe a niespodziewane otrzymanie roli czyjegoś idola. A jeszcze gorsze dla żony, gdy dziecko tak po prostu samo odcięło pępowinę. myśleliśmy, że może się obraził ale nie – nie przeszło mu. Miała doła, a zapewne ma nadal…

    O matce to sobie przypomina tylko jak mu było całkiem źle, np. jak miał gorączkę. Poza tym poszła w odstawkę.

  • Odpowiedz Listopad 30, 2016

    JestemMama.pl

    Musze przyznać, ze jestem pod wrażeniem twojego poziomu zaangażowania w ten blog. jest wspaniały! treści i zdjęcia potrafią wprawić w stan głębokiego zastanowienia. taki blog dla mam jest wzorem dla innych!
    pozdrawiam serdecznie! 🙂

Leave a Reply