Drobne zmiany w rodzicielstwie, które mogą pomóc ochronić dziecko przed molestowaniem

IMG_20160818_173330

Staram się być matką wyluzowaną, nie popadać w paranoję i nie otaczać moich dzieci nadmiernym kokonem ochronnym. Denerwują mnie wszystkie hasła o tym, że żyjemy w niebezpiecznych czasach, bo na mój mały rozumek to żyjemy w całkiem fajnej i przyjaznej użytkownikowi epoce. Jest jednak kwestia, która sprawia, że robi mi się słabo. Z przerażeniem czytam bowiem o sześciolatkach molestujących w przedszkolnej toalecie czterolatki, o skali sextingu w szkołach podstawowych, o statystykach z których wynika, że 1 na 4 dziewczynki i 1 na 6 chłopców jeszcze przed ukończeniem 18 roku życia padnie ofiarą nadużyć o charakterze seksualnym [1] (to dane z USA jak znacie podobne statystyki osadzone w naszych realiach to dajcie proszę znać edit: już mi donieśliście – cytując komentarz Agnieszki „według danych z Polski co siódme dziecko pada ofiarą jakiejś formy wykorzystania seksualnego przed ukończeniem 15 r.ż. „).

Chciałabym zatem by moje dzieci od najwcześniejszych lat swego życia były świadome tego, że ich ciało należy do nich i nikt nie może robić nic wbrew ich woli. By nie były łatwymi ofiarami i by w razie czego umiały rozpoznać, że dzieje się coś niewłaściwego i nie ukrywały tego przed dorosłymi. Co jasne nic nie zapewni im 100% ochrony przed przemocą i nadużyciami, ale są sposoby na to by choć odrobinę zredukować ryzyko. Tych sposobów jest całkiem sporo, a o większości z nich można poczytać na stronach organizacji i fundacji zajmujących się tą problematyką. Ja dziś chciałabym natomiast wspomnieć o kilku naprawdę drobnych zmianach w rodzicielskim zachowaniu, które również mogą pomóc dziecku rozwinąć świadomość tego o czym wspomniałam na początku akapitu.

Zmiana pierwsza: Całuski są dobrowolne, a nie obowiązkowe
To akurat punkt którego świadomość zatacza coraz szersze kręgi wśród rodziców, ale gdyby ktoś jeszcze się z nim nie spotkał to na wszelki wypadek przypominam – nie zmuszamy dziecka by na pożegnanie/przywitanie/cokolwiekbądziowanie dało babci/ciotce/wujkowi całuska/tulaska/usiadło na kolanach/dało się ponosić. Jeśli maluch sam chce to nie ma problemu i ogólne bajabongo, ale jeśli stawia opór to przełamywanie go i uciekanie się do haseł typu „nie dasz cioci całuska? Oj to będzie jej smutno” – skutkuje tylko tym, że utwierdzamy dziecię w przekonaniu, że niezależnie od wszystkiego ma ono (i jego ciało) służyć przede wszystkim uszczęśliwianiu dorosłych. Pozwólmy więc dzieciom samodzielnie decydować o tym czy chcą dać cioci całuska czy wolą po prostu pomachać z dystansu na pożegnanie.

Zmiana druga: Nie znaczy nie
Wygłupiacie się z maluchem – przytulacie, przepychacie w zabawie, walczycie na poduchy albo łaskoczecie – w pewnym momencie dziecię z wielkim uśmiechem krzyczy „nie” „stop” „już nie chcę” lub cokolwiek innego – co robicie? Łaskoczecie dalej, no bo przecież się uśmiecha i podskórnie czujecie, że ono tak z przekory tylko, a w głębi duszy chce być dalej kilane. Pokusa by kontynuować jest czasem naprawdę silna, ale mimo to jeśli moje dziecko powie stop – natychmiast przerywam. Po chwili zapewne i tak usłyszę kilaj mnie jeszcze mamo, ale dzięki szybkiej reakcji na każde ich NIE, moje dzieci uczą się, że STOP zawsze ma i zawsze powinno mieć znaczenie i że jeśli ktoś ich protestów nie będzie szanował to może to być sygnał, że coś tu jest nie tak.

Zmiana trzecia: To wcale nie znaczy, że mu się podobasz.
Przez kilka pierwszych miesięcy w przedszkolu Pierworodna często opowiadała, że jeden z chłopców – nazwijmy go Michał – szarpie ją za włosy, popycha, zabiera zabawki i generalnie zaczepia na tysiąc sposobów. W 7 na 10 przypadków reakcja dorosłych, którym mała zwierzała się ze swoich problemów z Michałem oscylowała wokół szerokich uśmiechów, porozumiewawczych spojrzeń i tekstów typu:

  •  „o ho ho, chyba wpadłaś Michałowi w oko”
  • „no chłopcy tacy są, trzeba się przyzwyczaić”
  • „spodobałaś mu się i w ten sposób Ci to pokazuje”.

Za każdym razem gdy ktoś karmił moją córkę podobną papką trafiał mnie szlag. A wiecie czemu? Nie? To posłuchacie rozmowy, którą pewien wykładowca przeprowadził ze swoimi studentami i 3 lata temu opublikował w sieci:

Wykładowca: Co myślicie gdy widzicie jak czteroletni chłopiec ciągnie koleżankę za włosy.
Studenci: Że mu się podoba!!
W: Ok, teraz dzieci mają po 11-12 lat, a on łapie ją za rękę i siłuje się przewracając ich na podłogę mimo że ona mówi, że ma ją puścić.
S: Chłopcy tak mają!
W: No dobra, to teraz mają po 18 lat, on ciągnie ją mocno za rękę i zaczyna…
S: O nie, nie! To nie w porządku!
W: Naprawdę? A skąd on ma to nagle wiedzieć? I dlaczego ona ma sobie nagle zdawać sprawę z tego, że to nie jest w porządku? Przecież właśnie sami przyznaliście, że przez pierwsze 17 lat życia agresywne podejście chłopców do dziewcząt jest normalne, naturalne, ba słodkie i urocze nawet.
S: Oj…
W: Oj w istocie…

Skąd u licha wziął się pomysł na wciskanie małym dziewczynkom (i chłopcom), że agresja i brutalność jest normalnym przejawem chłopięcego zainteresowania i afektu? I że w sumie to dziewczynki powinny się z niej cieszyć, a przynajmniej uznać za normę i nie protestować za bardzo? Przecież to jest absurd.

Dlatego proszę – drogie ciocie, wujkowie, sąsiadki, panie z przedszkola nawet (!) – przestańcie mydlić dziewczynkom oczy tekstem podobasz mu się. Przestańcie usprawiedliwiać agresję, a brutalność ubierać w cukierkowo-romantyczną otoczkę. Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że dzieci nie zawsze sobie radzą z emocjami i jest wiele egzemplarzy, którym nadzwyczaj trudno jest pohamować chęć przywalenia komuś w łeb i szarpnięcia za włosy, ale przecież to można rozegrać w inny sposób – porozmawiać z agresorem, pokazać ofierze, że gdy czuje się zagrożona może liczyć na pomoc i wsparcie innych, obojgu tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć, a nie chować się za jakże wygodnym „podobasz mu się”. To nie rozwiązuje problemu, wręcz przeciwnie – pogłębia go utrwalając szkodliwe dla obu płci stereotypy. Tak właśnie – dla obu – chłopców też.

Dla niektórych z was powyższe zmiany to zapewne przesada i czepianie się. Dla mnie to bardzo ważne detale, które stanowią kolejne kroki w walce o samoświadomość moich dzieci. Jeśli dla was są ważne inne detale – dajcie znać – myślę, że taka lektura przyda się nam wszystkim. Ale przede wszystkim polecam wam się zainteresować tematem głębiej, zwłaszcza jeśli wasze dziecko nie pozostaje już pod waszą wyłączną całodobową opieką. Ot choćby ja natknęłam się na radę by zwracać uwagę malucha na to, że nie mamy sekretów i jeśli ktoś powie mu, że ma nie mówić o czymś rodzicom – to niekoniecznie powinien tego kogoś słuchać. Kolejny detal, ale ziarnko do ziarnka i…

Mama Pierworodnej (02.12) i Drugorodnego (05.14). Żona Wirgiliusza. W pierwszej ciąży otwarła przewód doktorski, a w drugiej go zamknęła. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Kontakt: w zakładce kontakt ;)

35 komentarzy

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    Karolina

    Myślę, że ten artykuł powinien przeczytać obowiązkowo KAŻDY rodzic! Otwórzmy społeczeństwu oczy zamiast bezradnie rozkładać ręce.

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    Natka

    Dziękuję za ten bardzo ważny artykuł!

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    Kasia - mama dwóch łobuziaków

    W pełni się zgadzam. Jak pomyślę o tym, że ktoś mogłby skrzywdzić moje dzieci, to mi się nóż w kieszeni otwiera. A tekst o całuskach, to standard u Teściowej :-[

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    Olga

    Bardzo mądry tekst! Mnie jeszcze dość mocno wkurzają podwójne standardy dla agresji i przemocy w zależności od płci. Może tego już nie ma w szkołach, ale za moich czasów nauczyciele patrzyli przez palce na sytuacje, w których chłopiec zaczepia dziewczynkę (wspomniane już „końskie zaloty”), a kiedy ona doprowadzona do ostateczności wybuchała, dostawała uwagę za niewłaściwe zachowanie. Tą dziewczynką często byłam ja 😉 Strasznie mnie to frustrowało, bo przez tę pobłażliwość dorosłych pod znakiem „podobasz mu się” nie miałam żadnych narzędzi do walki z takimi zachowaniami.

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    Anna ZS

    Słuszne i mądre.

    • Odpowiedz Wrzesień 16, 2016

      baixiaotai

      też to pamiętam! Chłopcy nam podciągali spódniczki, a gdy im spuściłam łomot, to usłyszałam, że dziewczynki się tak nie zachowują.

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    mayaxandra

    Pamiętam jak na samym początku podstawówki oddawałam chłopcom. Jak mnie pociągnął za włosy, to ja jego też. I co? Przyszła mama takiego „pobitego” ze skargą na mnie. Tłumaczyłam, że to nie było bez ostrzeżenia i przyłożyłam mu dopiero jak zaczął ciągnąć mnie za spódnicę.
    Potem na sam koniec podstawówki (ówczesna 8 klasa) byłam chyba jedyną dziewczyną, której chłopcy nie obmacywali na przerwach. Pewnie dlatego, że nie oznaczało dla mnie nie, a jak słowa nie działały obrywali w ucho.
    Ale w obydwu przypadkach to ja byłam ta zła i dziwna. Mam nadzieję, że moja córka będzie już normalna.

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    Kasia

    Super! To mi przypomniało taki artykulik o nawykach, których warto dziecko nauczyć, by zabezpieczyć je przed ewentualnym porwaniem. Było kilka zaledwie punktów o tym, by nauczyć malucha, że jeśli ktoś chce je siłą zabrać, ma robić armagedon, by zwrócić uwagę ewentualnych świadków, ma krzyczeć słowa, które zaalarmują innych, że ma do czynienia z obcym, a nie walczy z własnym rodzicem, by nie obwieszać dziecka zawieszkami i plakietkami z jego imieniem, bo porywaczowi łatwiej jest zdobyć zaufanie dziecka, gdy zna jego imię. Fajna, prosta rzecz jak – gdy się zgubisz, poszukaj jakiejś mamy z dziećmi i poproś ją o pomoc. No i w nawiązaniu do tego artykułu – Z rodzicami nigdy nie ma sekretów związanych z ciałem dziecka. Jeśli ktokolwiek mówi – nie powiemy o tym rodzicom, to będzie nasz sekret – dziecko musi wiedzieć by rodziców natychmiast zaalarmować.

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    Iza

    Kurcze…Fajnie czyta się „potwierdzenie” tego, że jesteśmy z mężem niezłymi rodzicami. A wystarcza, że kierujemy się instynktem, a ogólnie przyjęte stereotypy wychowawcze mamy w……Streściłam artykuł mèżu memu. Sywierdził tylko, że dla niego to naturalne. Przez sam szacunek dla dziecka. Uwielbiam go 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    Monika

    Dziękuję za ten tekst! Do tej pory przy wygłupach nie słuchałam, nie reagowałam jak syn mówił „przestań”, bo to przecież w zabawie…

    Teraz już będę reagować.

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    Bizimummy

    Takie proste rzeczy, a jaki jednak mają wpływ. Rewelacyjny tekst!

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    Joanna

    Bardzo, bardzo ciekawy artykuł! Dzięki:)

  • Odpowiedz Wrzesień 15, 2016

    Ola

    Dobry tekst, faktycznie sa to rzeczy wazne, detale ale ksztaltujace nasze dzieci od malego. Ja mam wlasnie ostatnio taki problem. Na dzien dobry duzo osob glaszcze moje dziecko po policzku, po nodze, po ramieniu, ja wiem ze to z serdecznosci i w ogole, ale widze z emoje dziecko sie chowa we mnie jak trzymam ja na rekach(m 15 miesiecy), zawstydza sie i czuje ze to nie jest dla niej do konca ok. Nie wiem jak sobie z tym poradzic, o nie wyobrazam sobie kazdemu na dzien dobry mowic „prosze nie dotykaj mojego dziecka. to jest Ania:)” Moze Ty Mataja masz jakis pomysl?

    • Odpowiedz Wrzesień 16, 2016

      Ali

      Może na dzień dobry, to nie, ale myślę, że trzeba jasno mówić, że nie życzycie sobie takiego dotykania. A na początek po prostu odsuwać się z dzieckiem od takiej ręki. Chyba nikt sobie nie wyobraża, żeby dorosłą osobę głaskać po nodze na przywitanie, to dlaczego do dziecka tak lecą? Dziecko też człowiek. Powodzenia!

    • Odpowiedz Wrzesień 16, 2016

      Mama Ewci

      Moja siostrzenica też tak miała, że nie lubiłaz gdy się z nią „zbyt czule” witano. Notabene to też Ania 😉 Co robiła moja siostra? Zanim ktoś zaczął się witać mówiła pierwsza: „To jest Ania, muszę uprzedzić, że jest wstydliwa i „niedotykalska”, więc może nie bedzie chciała się z Panem/Panią/etc. przywitać”. Jakoś każdy to rozumiał, a jak nie, to siostra lekko odsuwała Córcię od delikwenta. 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 16, 2016

    Karolina

    Rewelacyjny! i wiesz złapałam się na tym, że mnie tez takie błędy się zdarzają (no może prócz pkt3) ale buziaczki i gilgotki tak.
    Dziękuję. Otworzyłaś mi oczy. Ślę dalej w świat!
    Karolina

  • Odpowiedz Wrzesień 16, 2016

    Kasia

    Doskonałe jest to co napisałaś o „końskich zalotach”. Cieszę się, że na to trafiłam zanim mojej córce mogłoby się coś takiego przudarzyć, bo mam obawę, że mogłabym zareagować stereotypowo.

  • Odpowiedz Wrzesień 16, 2016

    Mama Ewci

    Super temat! Moja młodsza siostra do dziś wspomina, jak ja bylam w 5 klasie podstawówki, a ona w 3 klasie i mój kolega ją zaczepiał nieustannie na przerwie, dokuczał itd. Pewnego razu próbowałam mu uświadomić, żeby jej już dał spokój itd, ale ani mnie, ani siostry po dobroci nie słuchał. Koleżanki uważały, że pewnie ją podrywa, ale ja widziałam, że to Uli nie pasuje. Kiedyś chłopak przegiął i z braku argumentów… uderzyłam go książką do historii. Kolega się odrażał, ale się odczepił. Siostra za to w domu pochwaliła się mamie, że ją obroniłam w ten sposób. Mama (pedagog) znając mój spokojny charakter powiedziała mi, żebym tak na przyszłość nie robiła,bo rozwiązania siłowe nie są dobre, ale do tej pory się śmieje, jak o tym słyszy. Żadnej reprymendy poza tym nie dostałam. 😉

  • Odpowiedz Wrzesień 16, 2016

    Karola

    do tej pory mam w głowie jak w 6 klasie podstawówki kolega chwycił mnie za piersi i „ścisnął” 🙁 ja mu przywaliłam w głowę za to…. i wiecie komu najbardziej się oberwało? 🙁 mnie…. „chłopcy tak mają” „może chciał ci pokazać, że mu się podobasz” ” nie wolno bić nikogo!” ręce opadają… nikt mnie nie wsparł 🙁 nauczycielka, wychowawczyni, moja mama, wszystkie twierdziły, że przesadziłam z reakcją. A mnie ta sytuacja boli do dzisiaj…

  • Odpowiedz Wrzesień 18, 2016

    Ata

    moim zdaniem końskie zaloty to faktycznie podryw – nieudany, w kiepskim stylu, ale jednak wyraz zainteresowania. Tak jak każdy człowiek, chlopak od niemowlęctwa też ma się nauczyć zasad społecznych, więc idiotyzmem jest porównywanie „czy dorosły człowiek szarpałby kobietę w zalotach??”. Oczywiście, że nie szarpałby, bo JUŻ go nauczono, że to nie jest metoda. Natomiast zgadzam się z tym, że szarpana, zaczepiana dziewczynka ma prawo (i nawet obowiązek) ostro zareagować na szarpanie, choćby w zalotach. Powiedzieć, żeby nie szarpał/zaczepiał w ten sposób, bo to dla niej przykre, ze lepiej jak porozmawia albo wspólnie w coś zagramy itp. A jak nie będzie reagował, to 1.”do pani” 🙂 2.trudno, siłowo rozwiązać.
    Nie lubię porównywania dzieci do dorosłych i prostego przekładania, bo to są różne osoby na różnym stanie rozwoju zarówno fizycznego jak i społecznego, emocjonalnego itp. Prosty przykład: „czy to byłoby właściwe, żeby ktos was zmuszał do chodzenia do pracy??” a dziecko przecież „zmusicie” do chodzenia do szkoły/do nauki, bo jest obowiazek szkolny, chocby z tego tylko powodu. Dzieci są wiele razy zmuszane do czegoś, bo chcemy je wychować – klu tkwi w tym, czy robimy to łamiąc dziecko, czy przez nacisk, ale z respektowaniem chwili, sytuacji, mozliwości.
    Co do samej treści artykułu – OK, ale chyba najważniejsza była rada umieszczona mimichodem w tekście „nie mamy tajemnic z innymi przed rodzicami”. Ja wprost mówię dzieciom, że dotykanie w tym i tym miejscu, nawet w zabawie – jest zabronione i najlepiej od razu przerwać, jeśli trzeba – to nawet ostro. I jak sie zgubią, chcą pytac, to niech pytają kobiet, najlepiej z dziećmi..

    • Odpowiedz Wrzesień 18, 2016

      Alicja

      „chlopak od niemowlęctwa też ma się nauczyć zasad społecznych, więc idiotyzmem jest porównywanie „czy dorosły człowiek szarpałby kobietę w zalotach??”. Oczywiście, że nie szarpałby, bo JUŻ go nauczono, że to nie jest metoda”

      No i właśnie w tym cały jest ambaras by uczyć go od niemowlęctwa że się nie szarpie, a my ich nie uczymy, że się nie szarpie, tylko, że to normalne.

  • Odpowiedz Wrzesień 18, 2016

    Lila

    To jeszcze dodam stwierdzenie „bądź grzeczny /-a” zostawiając dziecko pod opieką osób trzecich lub w przedszkolu /szkole.
    Kiedyś natknąłam się na opis molestowania pewnej kobiety. Gdy była małą dziewczynką zostawała pod opieką wujka. Mama zawsze na do widzenia mówiła powyższe słowa. A wujek, gdy ją dotykał mówił coś w stylu, że będzie grzeczna jeśli nikomu o tym nie powie. Odbierając ją, mama zwykła pytać czy była grzeczna. Tak była, więc nic nie mówiła.
    Warto utrwalić sobie, powierzając komuś w opiekę nasze dzieci, by mówić na przykład „miłego dnia”. A odbierając pytać jak ten dzień minął, co robiły.

  • Odpowiedz Wrzesień 18, 2016

    bluszczynka

    Ja pamiętam z dzieciństwa jak moja mama mi tłumaczyła, że absolutnie nikt nie ma prawa mnie dotykać, zwłaszcza w miejscach intymnych. Byłam na pewno jeszcze bardzo mała bo nie rozumiałam o co jej chodzi ale te słowa powtarzała kilkukrotnie przy rónych okazjach i tak mi wbiła do głowy ze bardzo dokładnie to zakodowałam. Super artykuł, zgadzam się w 100%. Jak chłopiec w przedszkolu podarł mi sukienke i moja mama zwróciła przedszkolance uwage aby porozmawiała z jego rodzicami o tym zachowaniu to oczywiście usłyszała odpowiedź ” achh bo ona na pewno mu się tak spodobała, no wie pani, końskie zaloty”. a to było ponad 20 lat temu więc widze ze nic się nie zmieniło

  • Odpowiedz Wrzesień 19, 2016

    Andrew

    ja mojej 5,5 letniej coreczce mowilem nie raz wprost ze jak ja bedzie bil albo szarpal kolega z przedszkola to ma prawo sie bronic wszystkimi sposobami – nawet jesli bedzie trzeba to moze z calej sily „walnac go w morde” a jak bedzie afera to ja stane po Jej stronie

  • Odpowiedz Wrzesień 19, 2016

    markdottir

    TAK, TAK i jeszcze raz TAK!
    Moja córka kocha „gilanie” i w czasie zabawi w „gliaj mnie” miljon razy słyszę „już”, przerywam natychmiast i zaraz słyszę „jeszcze!” 🙂
    Najgorzej jest ze świadomością 1-ki (chociaż ja od zawsze rozumiem i respektuję niechęć Madame do obściskiwania przez innych i uwagi rodziny mam gdzieś), bo jak tłumaczę o chodzi, to się oburzają za jakieś sugestie o molestowaniu. :/

    • Odpowiedz Wrzesień 19, 2016

      markdottir

      milion oczywiście, ale wstyd!

  • Odpowiedz Wrzesień 21, 2016

    Greta

    Świetnie to ujęłaś! Powinien przeczytać to każdy kto ma jakikolwiek kontakt z dziećmi. Jestem pod wrażeniem jak w prosty sposób przedstawiłaś kwintesencję tego tematu.

  • Odpowiedz Listopad 22, 2016

    Paulina

    To wszystko jest tak logiczne, że powinno być oczywiste. Niestety nie jest. Świetny tekst! Dzięki

  • Odpowiedz Listopad 22, 2016

    MES

    Czytając fragment o zaczepkach chłopców przypomniał mi się mój młodszy brat, który w przedszkolu biegał za dziewczynką ze swojej grupy (nazwijmy ją Ania), mówił jej jaka jest śliczna, przynosił jej kwiatki, laurki czy ciasteczka i robił inne koszmarnie urocze rzeczy. Ona nie była zainteresowana jego towarzystwem przez co młody często był smutny. Raz zapytał babci dlaczego Ania nie chce się z nim bawić skoro on jest dla niej taki miły na co nasza babcia ze śmiechem odparła, że on robi to źle i że jak chce ją sobą zainteresować to powinien ją od czasu do czasu pociągnąć za warkocz albo nadepnąć na bucik.
    Mnie trafił szlag, naszą mamę jeszcze bardziej. No ale czego oczekiwać od kogoś przesiąkniętego kulturą „kościelną” :/

    • Odpowiedz Grudzień 3, 2016

      Anna

      Pierwsze słyszę, że w „kościelnej” kulturze uczą ciągania za warkocz czy deptania po bucie.
      Poza tym współczuję chłopcu, ale jak w tekście wyżej – ma prawo nie chcieć się z nim bawić. Pani zapewne dobrze to wytłumaczyła.

  • Odpowiedz Listopad 22, 2016

    Marta D

    Ja mam dziś 30 lat, ale do dziś pamiętam jak mnie skręcało kiedy miałam na imprezach rodzinnych całować jakąś rodzinę „piątą wodę po kisielu”… ale wszyscy wymuszali. Pamiętam też, że na jednej z takich imprez jak już byłam dorosła podałam synkowi mojej kuzynki rękę, zamiast go całować jak wszyscy inni, bo wiem jakie to może być przykre. Miałam wrażenie, że bardzo był mi wdzięczny za ten gest 🙂
    Mojego synka też nie będę zmuszać.

  • Odpowiedz Listopad 24, 2016

    kasia

    FUCK!
    wczoraj byłam świadkiem jak moja córka w szkole (jako 6latek) została uderzona w brzuch przez swojego kolegę ze swojej klasy, zapłakana skuliła si w kącie i płakała, ja już wychodziłam ze szkoły szybko się wróciłam, porozmawiałam z chłopczykiem ale spokojnie obiecał poprawę, dziś odprowadzałam córkę na świetlice spotkałam wczorajszego „kolegę” zapytałam czy pamięta co mi wczoraj obiecał, kiwnął głową że tak, na to weszła jakaś nauczycielka i pyta mnie czy chłopczyk uderzył moją córkę, odpowiedziałam tak wczoraj a ona na to ooooooo to musi mu się bardzo podobać bo o nie pierwszy raz, no wkurzyłam się zwłaszcza że byłam świeżo po przeczytaniu tego tekstu, zagotowałam się, zapytałam czy kiedyś ktoś ją uderzył z miłości? powiedziałam jeszcze kilka mądrych zdań żywcem ściągniętych z tego artykułu i zostawiłam panią do przemyślenia.
    Na szczęście dzieciaki tego nie słyszały, zanim odezwała się pani świetliczanka zapytałam dzieciaki czy chcieliby się zakumplować, obojgu pomysł się spodobał, poszli razem się bawić, dziś po powrocie ze szkoły córka pochwaliła się czekoladą, którą dostała od koleszki w przeprosiny

  • Odpowiedz Listopad 29, 2016

    ciocia Wandzia

    A jak należy ocenić następującą sytuację: Marysia (10 lat) zaprosiła na swoje urodziny kilkoro dzieci ze swojej klasy. Część z nich miała zostać na noc w domu Marysi, ale stało się tak, że rodzice wszystkich, poza rodzicami Jasia , wieczorem przyjechali i zabrali swoje pociechy . Mama Marysi, po kolacji ułożyła Jasia i Marysię , w oddzielnych śpiworach w jednym łóżku , w Marysi pokoju, uważając, że to przecież małe dzieciaki. Rzeczywiście nic się nie działo. Ale czy to nie jest przykład do powtórzenia za 4, może 6 lat (bo niby dlaczego nie) ? A może ja się czepiam i głupio myślę????

Leave a Reply