Jak prosta książeczka z obrazkami może zrobić z dziecka krasomówcę?

tytulowe

Początkowo chciałam aby był to tekst tylko o książce, która od kilku miesięcy, nieustannie tak samo mocno pochłania moje dziecko. Ulubiona książka. Rozumiecie co to oznacza? Pozwólcie, że daruję sobie opis uczuć, które towarzyszą mi kiedy stutysięczny raz czytam te same słowa. Nie powiem, że żałuję dnia, kiedy zamówiłam to cudo drogą internetową, ale beret mam przez nią zryty i już.

bobo

To właśnie to cudo. „Bobo. Historyjki obrazkowe dla najmłodszych dzieci”. O sile miłości mogą świadczyć ślady zębów na godzinie 12, 3, 9 i 10.

Aby nie zwariować do reszty, pogrzebałam trochę w sieci i znalazłam kilka faktów, które dodały mi skrzydeł i zmobilizowały do dzielnego i aktywnego trwania w tym czytaniu. Mało tego, powoli zaczęłam zmieniać się z nudnego, czytającego „dlatego, że dziecku trzeba czytać” rodzica w prawdziwą entuzjastkę literatury dzidziusiowej i aktywnie czytającą mamę. Staram się aby opowieść o wylanym kakao czy wizycie w zoo stała się arcyciekawą także dla mnie. Dlaczego? Dlatego, że wiem jak ta książka jest dla niego ważna, jak lubi jej bohatera, jak śmieje się razem z nim i razem z nim przeżywa gdy jest chory albo płacze wystraszony rykiem lwa.

Moje czytanie ewoluuje. Jeszcze nie tak dawno po prostu czytałam. Trochę jakby w próżnię i trochę jakby nudne było to czytanie w czasie kiedy on spał, trawił, leżał czy robił inne, równie fascynujące rzeczy.  Potem do czytania zaczęły dołączać te wszystkie pokazywania, powtarzania pojedynczych słów, gesty, udawania muczącej krowy i gdaczącej kwoki. Bardzo długo z jego strony więcej było nad tym wszystkim zadumy i ogarniania rzeczywistości małym jeszcze przecież rozumkiem niż widocznego zainteresowania.  Potem było jeszcze gorzej. Do niedawna nie było w ogóle możliwości aby synu mój kochany skupił się na jakiejś pozycji książkowej. Wyjątkiem było targanie kartek, wyrywanie trójwymiarowych postaci brzydkiego kaczątka lub ewentualnie wertowanie książki z prędkością światła. Z czytaniem nie miało to wiele wspólnego. Zdecydowanie przełomowy moment to dzień, w którym do naszego domu zawitał Bobo. Teraz już coraz częściej widzę wpatrzone we mnie pytająco oczyska i emocje na twarzy.  Coraz częściej więc obserwuję, rozmawiam, tłumaczę, odpowiadam na pytania, angażuję się w opowieść. Coraz więcej czytamy i coraz więcej wydaję na książki dla dzieci. Wyszukiwanie ciekawych pozycji sprawia mi kosmiczną przyjemność. Płacenie już mniejszą niestety.

Okazuje się, że komunikacja między dzieckiem a rodzicem podczas czytania jest bardzo ważna w procesie nauki mowy [1].  Udowodniły to matki z dziećmi, których zaproszono do udziału w prostym eksperymencie. Mama i dziecko mieli bowiem razem czytać, bawić się zabawkami i oglądać telewizję. Nie da się ukryć, że te trzy aktywności wymagają od rodzica pewnego zaangażowania. I to właśnie oceniali badacze – komunikację między rodzicem a dzieckiem w czasie czytania, zabawy i oglądania tv. Najpierw jednak oceniono aktualne umiejętności językowe dzieci, po to żeby sprawdzić jak ma się jedno do drugiego. Ostatecznie stwierdzono, że aktywność matek podczas jednej z tych czynności wyróżnia się spośród pozostałych i licuje z niektórym aspektami rozwoju dziecięcej mowy.

I jak myślicie, która  to?

Na TV raczej nikt nie stawia – i słusznie. Wszak nie od dziś wiadomo, że telewizja, nawet tylko „w tle” zaburza komunikację na poziomie rodzic – dziecko, negatywnie rzutując nie tylko na umiejętności językowe dzieci (klik) ale także na sen czy zdolność do samodzielnej zabawy [2]. Nie bez znaczenia jest też czas jaki dzieci spędzają przed telewizorem. Rzecz jasna, że mamy podczas współczytania z dziećmi  (co – reading rodzicielski) wypadają o niebo lepiej w zakresie interakcji z nimi niż podczas lipienia się w telewizor.

Osobiście stawiałam, że wygra czytanie lub wspólna zabawa. A co się okazało?

Wiadomo, że wspólna zabawa, aby mogą być uznaną za „dobrą” wymaga zaangażowania ze strony rodzica. W badaniu zaobserwowano, że poziom komunikacji na linii mama- dziecko nie różnił się znacząco między zabawą a  czytaniem, ale za to jakość tej interakcji już tak. To znaczy, że mamy podczas czytania były aktywniejsze językowo,  używały bardziej wyszukanych słów i zwrotów. Wiecie, takich których nie stosuje się na co dzień w mowie potocznej jak np. ” Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu…” i tym podobne 😉

Warto więc czytać, nawet po sto razy jedną książeczkę. Warto tłumaczyć, objaśniać, opisywać, nazywać – przedmioty, obrazki, zdarzenia, emocje. Warto też powtarzać słowa, wprowadzać nowe, tłumaczyć, objaśniać. „Kwiecista” mowa i wyszukane słownictwo podczas czytania wpływają na kształtowanie się wczesnych umiejętności językowych dzieci. A te jak wiadomo, wiążą się z późniejszą sztuką czytania, pisania.  Potwierdza się więc stara reguła, że nie tylko ilość ale też jakość ma znaczenie. W badaniu [3], w którym analizowano umiejętności językowe dzieci w wieku 18, 32, 42 i 50 mcy oraz ilość i jakość słownictwa, którym posługują się rozmawiający z nimi rodzice wykazano m. in, że:

  • Stopień zaawansowania w mowie 42 miesięczniaków miał powiązanie z tym, jak rozmawiają z nimi ich rodzice. Jak jak jakość. Chodzi bowiem o to jak wyszukanego słownictwa używali ich rodzice nawet rok wcześniej. Oznacza to ni mniej ni więcej, że dla 2- 3 latka popołudniowa drzemka nie musi ograniczać się do prostego pójścia „aaa” albo „spać”. Synonimów tej pożądanej przez rodziców aktywności jest całkiem sporo.
  • Na słownictwo 30-miesięczniaków większy wpływ miała z kolei ilość słów na jakie wystawione były rok wcześniej.

Mało tego, że czytanie wygrywa z zabawą i oglądaniem tv w kategorii „domowe pomoce językowe” to jest aktywnością, która daje możliwość zastosowania wszystkich 6 narzędzi uznanych przez Amerykanów za najważniejsze w nauce języka [4].

Jak rozwijać umiejętności językowe poprzez czytanie?

1.Czytaj często – ekspozycja na słowa i budowanie słownictwa.
Pomiędzy 1 a 5 rokiem życia dziecko poznaje kilka słów dziennie, średnio 3,5. Książki dają nam tą wspaniałą możliwość aby zapoznawać dziecko ze słowami, których nie słyszy na co dzień.

2.Wykorzystaj zainteresowania dziecka
Bogata w rysunki, wydarzenia i ciekawych bohaterów literatura dziecięca zachęca najmłodszych do rozmowy. Zatem czytanie dziecku książek, które ono po prostu lubi (czy tam wielbi- jak mój syn Bobo) to większe zaangażowanie z jego strony  i większa łatwość w przyswajaniu nowych słów. Logiczne. W codziennej komunikacji też sprawdza się reguła podążania za zainteresowaniami dziecka.

3.Uwrażliwiaj się – obserwuj, słuchaj, rozmawiaj
Chodzi o to, aby dać dziecku prowadzić podczas czytania trzymając jednocześnie swoją żądzę edukowania i opowiadania ze szczegółami o wszystkim co w książce piszczy. Książki akurat dają nam – rodzicom, doskonałą okazję do nauki wrażliwości dziecka. Podczas czytania łatwo zauważyć czemu się przygląda, co je interesuje, ciekawi, zachwyca…i rozmawiać o tym. Po prostu.

4.Wyjaśniaj znaczenie słów
Dzieci uczą się nowych słów, kiedy rozumieją ich znaczenie. Nic prostszego więc jak nazywanie, objaśnianie, pokazywanie, powtarzanie, gestykulowanie, artykułowanie dźwięków.

5.Buduj poprawne zdania
Książki w tej materii bywają bardzo pomocne. Sami wiecie, że w życiu nie  łatwo jest się oprzeć pokusie mówienia do dzieci w dziwaczny sposób, zmieniając szyk zdań, używając  słów, które w przyrodzie nie istnieją. Więcej o języku rodzicielskim tutaj. Na szczęście w książkach słownictwo i gramatyka idą w parze. Mówiąc wprost – autorzy podają nam gramatycznego gotowca na talerzu.

6.Więcej entuzjazmu i uśmiechu
Wiadomo. Pracuję nad tym. Bobo mi w sumie trochę pomaga. A raczej jego rodzice.

kakao

To jest właśnie Bobo. Jak widzicie dzieło to przypomina komiks dla dzidziusiów. Są obrazki (nietypowe, dwukolorowe, czy urodziwe… – kwestia gustu),  są krótkie proste zdania, jest fabuła – a jakże. Głównym bohaterem opowieści jest Bobo – to taki futrzasty równolatek wszystkich dwulatków, mego syna także.  Bobo rozlewa kakao, świętuje urodziny, nie chce śniadania, bawi się, śmieje, płacze, boi się, choruje, nie może spać. Ot, typowy rozwydrzony dwulatek, który manipuluje i terroryzuje biednych rodziców 😉

sklep2

Ilustracje w tym dziele zachęcają do wskazywania, nazywania  i powtarzania. Kiedy czytasz książkę (tą czy inną) enty już raz, to w końcu  przychodzi naturalna potrzeba wzbogacenia słowa pisanego, nazywania nowych obiektów, wtrącania. Zadania dla rodzica. 1. Znajdź hostessę na rysunku. 2. Co reklamuje pan na bilbordzie – antyperspirant czy pastę do zębów?

chwasty

O, tak sobie spędza czas wolny rodzinka Kosztek. Nie żebym wcześniej wiedziała kim są koszatki.  A teraz wiem i się chwalę.

huśtawka

Lubię mamę Bobo. Nie raz na kartach tej książki przybijam z nią matczyną sztamę np. kiedy targa po całym placu zabaw to wiaderko z akcesoriami piaskowymi. I muszę wam powiedzieć, że nic (no może poza garderobą Mamy Bobo) nie zdradza, że książka powstała w latach 80-tych. Serio.

basen

…No jakbym widziała siebie. Zawsze z aparatem (tylko kostium bym założyła, chyba).

lew

Najbardziej emocjonująca scena w książce wg mego syna.

gazeta 1

 

gazeta2

Tata Bobo też jest świetny. Jego miny mnie rozbrajają. O, na przykład tutaj, kiedy chce poczytać gazetę w fotelu…ale nie może. Prześledźcie proszę jego miny i gesty ze strony 19 i 20.

leżak 1

leżak 2

…lub gdy chce poczytać gazetę i już prawie sadza swój zad  na leżaku….a jednak. Cudny jest tata Bobo z tą buzią w ciup.

Wiadomo, że nikt nie czyta dziecku od razu z zamiarem uczynienia zeń krasomówcy. Wiadomo jednak, że rodzice mają na tym polu wiele do zrobienia –  rozmawiać z dzieckiem można zacząć jeszcze zanim się urodzi, a potem dobrze jest tą tradycję kontynuować. Wiadomo też, że nasze wysiłki włożone w wielce intelektualne rozmowy z niemowlakiem i małym dzieckiem zaprocentują w przyszłości. Dobrze że, w tej hodowli krasomówców – intelektualistów mamy ogromnych sprzymierzeńców – książki. Zawsze więc można sięgnąć po literaturę, trochę się rozentuzjazmować i czytać. W związku z tym my dalej wałkujemy starego przyjaciela Bobo pocieszając się faktem, że przecież to nie tylko kilka prostych historyjek obrazkowych ale nasza droga do sukcesów szkolnych i akademickich Dankosyna. A co! A wy co aktualnie wałkujecie?

Pozdrowienia dla Bobo i wydawnictwa Hokus Pokus. Książkę można kupić np. tu ale też i gdzie indziej w cenie kilkunastu złotych bodajże. Jest też druga część przygód Bobo, której jeszcze nie mamy ale się na nią czaimy.

 

Wreszcie mamą synusia (lipiec 2014)!!! Położna- z wykształcenia i zamiłowania, Certyfikowany Doradca Laktacyjny - CDL Nr. rej. CNoL 482/2015/CDL, doradca noszenia ClauWi®, naukowiec, ostatnio także doktor nauk medycznych. Swoją drogą- najlepsza w pisaniu doktoratu z dzieckiem przy piersi;-) Bierze udział w eksperymencie naukowym mającym na celu dowiedzenie, że bez snu też można żyć. Kontakt: danka@mataja.pl

36 komentarzy

  • Odpowiedz Październik 4, 2016

    Danusia

    Murzynek Bambo. Codziennie, kilka razy dziennie. Gdzie jest chłopczyk? Gdzie mama Bambo? A małpka fiki miki? I tak non stop ?

  • Odpowiedz Październik 4, 2016

    KB

    Seria Poczytaj mi mamo. Dokładnie „Co piszczy w rurach” (tom 2) i „Daktyle” (tom 1) i jeszcze H. Tullet „A gdzie tytuł?”
    Jednak moda na kolejne książki przemija po kilku miesiącach wałkowania. Córka ma teraz 2,5 roku.

  • Odpowiedz Październik 4, 2016

    Mira

    Ja polecam „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych)” Justyny Bednarek. Wałkujemy od 2 miesięcy i przygody kolejnych skarpetek się nie nudzą 🙂

    • Odpowiedz Listopad 17, 2016

      Ewelina M

      Słuchałam w TVP ABC około 19:45, zgadzam się, że są ciekawe 😀

  • Odpowiedz Październik 4, 2016

    najladniejsza

    u nas seria „Historyjki małego chłopca” – wydane na sztywnych kartach, z wyciętymi kołami pojazdu/taki trochę jakby przekrój (poprzeczny chyba) przez pojazd i jest tych książeczek sześć „Traktorek”, „Wóz policyjny”, „Wóz strażacki”, „Koparka”, „Śmieciarka”, „Dźwig” – wydawnictwo Aksjomat

    • Odpowiedz Październik 5, 2016

      Marysia

      Na tamtym etapie był żółw Franklin, jest tego cala seria. Z Poczytaj mi mamo „Sąsiedzi” (drugi albo trzeci tom) o dwóch chlopcach, którzy uczą się razem bawić, przełamują swój egocentryzm 😉 Generalnie w tamtym okresie moją córkę wciągała analiza relacji rowiesniczych w literaturze 😉 Po sto razy te same scenki oczywiście 😛

  • Odpowiedz Październik 4, 2016

    Marysia

    U nas cała seria ulicy Czereśniowej. No nie przesadzę, jak powiem, że średnio dwie godziny dziennie siedzimy nad tymi książeczkami… Ale rzeczywiście słownictwo wzbogaca na bank, no bo gdzie indziej moje dziecko poznałoby co to jest tranzystor?

    • Odpowiedz Październik 4, 2016

      danka

      Bardzo żałuję ale mój nie chce na Czereśniową patrzeć jak na razie 🙁

      • Odpowiedz Październik 5, 2016

        Ola

        U nas tak samo!!! Ulica Czereśniowa rządzi 🙂 i Auta wydawnictwa Babaryba 🙂

      • Odpowiedz Październik 5, 2016

        m_ysz_ka

        A Auto-Moto albo taka dwuseria Na Budowie i Auta albo Mamoko? Mój synek te książki uwielbiał, a do Czereśniowej jakoś się nigdy specjalnie nie przekonał – może za mało chłopska 😉 Chociaż on to akurat wiele typowo dziewczęcych książek i zabawek lubi 🙂

  • Odpowiedz Październik 4, 2016

    karase

    Polecam serie z Kicia Kocia oraz serie z Maksem (np. Maks poznaje świat). Poza tym wiersze i rymowanki polskich autorów.

  • Odpowiedz Październik 4, 2016

    Aleksandra

    „Śmieciarka Jarka” z serii Mały Chłopiec. Od tej książeczki zaczęło się czytanie, wcześniej książki służyły do kartkowania. Fascynacja śmieciarkami rośnię w siłę, już nie tylko budzi go odgłos zbliżającego się samochodu o 7 rano, a czasem 6:50, obserwowanie przez okno całego procesu zabierana śmieci, osobista znajomość z Panami śmieciarzami- przybijanie piątki itp… 😉 17 miesięczny syn wypowiada słowo śmieci 100 razy dziennie 😉

  • Odpowiedz Październik 4, 2016

    Kara

    U nas od kilku tygodni polecany przez Was „Pucio”. Syn (16 mcy) jeszcze nie mowi, ale wydaje dzwieki zachwytu I szuka kotka na kazdej stronie. Poza tym mala ksiazeczka o przygodach Peppy.

    • Odpowiedz Październik 6, 2016

      Barbarku

      Moja Ola (17 mcy) też pokochała Pucia, wszędzie go ze sobą targa i kotka też szuka na każdej stronie, a jakże! (Nie ma… Jeee! Nie ma… Je!)
      I Kicię Kocię wałkujemy po kilka razy dziennie 🙂

  • Odpowiedz Październik 4, 2016

    Karolina

    Uwielbiam czytać i staram sie zaszczepić tę miłość moim dzieciom. Na rynku jest mnóstwo fantastycznych pozycji, wspomniana seria Ulicy Czereśniowej, seria Opowiem Ci mamo ( u nas Co robią pojazdy i Co robią narzędzia), dla nieco starszych Mapy Mizielińskich, Liczypieski czy Szopięta Ewy Kozyry-Pawlak, Rok w lesie Emilii Dziubak, Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham McBratneya, genialna Proszę mnie przytulić Wechterowicza czy Miłość Astrid Desbordes. Te dwie ostatnie w sumie bardziej dla rodziców niż dla dzieci 😉 Mój syn dość długo trwał przy serii o żółwiu Franklinie, ale każdą z wymienionych książek czytaliśmy wiele razy i wciąż do nich wracamy. Zabawna jest też Co wypanda a co nie wypanda Oli Cieślak – prosty savoir-vivre dla najmłodszych 🙂

  • Odpowiedz Październik 4, 2016

    Monika

    U nas też Bobo! Tylko z chęcią bym wyrwała stronę jak Bobo jeździ na odkurzaczu, bo od pierwszego przeczytania nie możemy już odkurzać bez pasażerki na sprzęcie 😉

  • Odpowiedz Październik 5, 2016

    Olga

    Bobo u nas tez non stop. I corka twietdzi, ze nie lubi lwa bo Bobo przestraszyl. Druga ulubiona to Miasteczko mamoko. Czasem chce sie wkurzyc bo ksiazek dla dzieci w domu pelno a ona wciaz te same… Ale widac taki etap…

  • Odpowiedz Październik 5, 2016

    Ewa

    U nas seria Kici Koci ( ukochana szczególnie przez moja córkę „Kicia Kocia mowi Nie” – dwulatek wiadomo). Poza tym Muminki, a takze Rok w lesie Emilii Dziubak. Narazie usilnie śledzimy pająka 😉

  • Odpowiedz Październik 5, 2016

    Algo

    Hmm a ja czekam kiedy w końcu uda mi się coś dzieckubptzeczytać.Ma 16 miesięcy ivostatnią połowę życia pokazuje tylko obrazki (głównie psy, koty, ptaki i osiołki). Dopiero ostatnio zauważyła tekst, ale pozwala przeczytać tylko pierwszy wers. Macie jakieś sposoby na czytanie?

    • Odpowiedz Październik 5, 2016

      Kara

      Moj tez 16 mcy I tez tak nasze „czytanie” wygląda, pokazuję obrazki, szukamy zwierzatek, nasladuję dzwięki (cudnie sie sprawdza do tego wspomniana wyzej przeze mnie ksiazka „pucio uczy sie mowic”) I zamiast czytac – opowiadam co się dzieje na stronie. Moj też nie potrafi sie jeszcze skupic jak czytam I albo ucieka albo przewraca strony, ale wydaje mi sie, ze na tym etapie wiekszosc dzieci tak ma. Ważne jest wedlug mnie zeby zachęcac, wzbudzac zainteresowanie I pozytywne skojarzenia z ksiazkami, myślę, ze to zaprocentuje I niedlugo bedziemy „naprawde” czytać naszym smykom. Pozdrawiam 🙂

    • Odpowiedz Październik 6, 2016

      Ali

      Polecam Kicię Kocię – obrazki są ładne, ale tekst jeszcze lepszy i tak dziecko się nauczyło, w wieku 15-16 miesięcy, że warto poczekać, aż mama przeczyta tekst do końca 🙂 Bo jak obrazki są za ciekawe, to pewnie, że tekst nie interesuje 😉 Ale tak, też zaczynaliśmy od obrazkowych i to moim zdaniem buduje zainteresowanie książkami

  • Odpowiedz Październik 5, 2016

    Joanna

    U nas tez cala seria Maly chłopiec, czasem przynosi po kolei wszystkie jakie ma chyba ze 12 szt. i czytamy po kolei. Kicia kocia – bardzo fajna ksiazeczka o problemach maluchów (polubiona dopiero w okolicach 20 mca), Mała Biała rybka, Naciśnij mnie H.Tullet.

  • Odpowiedz Październik 5, 2016

    Kasia

    Ha! To już wiem czemu mam taką gadułe ? u nas czytanie prawie od urodzenia. Różne pasje przechodziliśmy. Obecnie książeczki troszkę poszły w odstawkę, nad czym ubolewam- czasem ogląda 3 strony sam i obwieszcza dobitnie „koniec!”
    Największym zainteresowaniem cieszy się teraz książka o tym czego nie wolno – „uwaga to niebezpieczne” z serii obrazki dla maluchów- mój syn uwielbia zakazy, co nie znaczy że sie do nich stosuje ?
    A Bobo na pewno sprawdzimy ?

  • Odpowiedz Październik 5, 2016

    kitty

    Moja córka ma 19 miesięcy i jestem przekonana, że to właśnie dzięki czytaniu od 3 miesiąca jej życia, obecny zasób słownictwa to kilkadziesiąt słów. Nie wszystkie wymawia zrozumiale, ale ja ją doskonale rozumiem. Ważne, że nazywa wszystko, co nas otacza. Zaczyna używać czasowników i naprawdę zaskakuje mnie codziennie. Ostatnio ulubioną pozycją córki jest „Ciało człowieka” z serii „Pierwsza encyklopedia”. Wiadomo, że nie czytamy skomplikowanych jak na jej wiek opisów, ale liczba obrazków, czynności, emocji pokazanych na kartkach tej książki jest nie do przecenienia! Świetnie nadaje się jako książka obrazkowa.

  • Odpowiedz Październik 5, 2016

    P.

    Mam pytanie, moja córka ma 15 miesięcy, Czytamy odkąd się urodziła. Najpierw, rzeczywiście było to czytanie, ale od momentu kiedy zrobiła się bardziej „kumata”, jest to oglądanie obrazków i opowiadanie o nich. Takim sposobem baaaardzi dużo książeczek czytamy. A z mową nie za bardzo u niej. Zakres słów to: mama, tata, papa, to, tam i w zasadzie tyle.

    Jak przekonać ją do tego, że rzeczywiste czytanie jest fajne?

  • Odpowiedz Październik 5, 2016

    _Lusia

    U nas w 3 miesiącu życia synek już miał ulubione książki (nie uwierzyłabym, że to możliwe w tak wczesnym wieku gdyby ktoś mi powiedział, ale widziałam u własnej pociechy) – Przyjaciele z zagrody Świnki oraz Pajączek (E. Carle). Teraz ma 11 miesięcy i całkiem pokaźną bibliotekę, z której od pewnego czasu najbardziej lubi Babo chce!, Binta tańczy i Lalo gra na bębnie. Powodzeniem cieszy się też Tullet-seria A kuku- Już jadę! i Duży czy mały? A dziś dotarło do nas Ufo kuku… takiej reakcji na książkę jeszcze nie było! Opowiadałam ją 3 razy z rzędu a Młody śmiał się jak dorosły na na prawdę świetnym kabarecie! Tyle radości-aż miło patrzeć! 🙂

  • Odpowiedz Październik 5, 2016

    Olga

    O jejku, a właśnie dzisiaj miałam kryzys czytelniczy! Dziecię niecałe pół roku, a ja z uporem godnym lepszej sprawy próbuję czytać, pokazywać obrazki i takie tam. Przy braku poparcia ze strony małżonka, który twierdzi, że niepotrzebnie się męczę i że niepotrzebnie kupuję te wszystkie książki 😉 Będę twardo czytać, w końcu załapie, dałyście mi nadzieję!

  • Odpowiedz Październik 6, 2016

    Jamama

    I nas dlugo rządzila książka ” Proszę mnie przytulic”. Ns pytanie co czytamy, corka zaczynala tanczyc… Chodzilo o jedna scenę, gdzie niedźwiedzie tańczą :). Teraz nie ma ukochanej książeczki, codziennie wygrzebuje do czytania inną.
    Teraz bedziemy zaczynac „pana kuleczke” i „martynke”, ciekawe czy sie spodobaja.
    Czytam córce od urodzenia, najpierw czytałam moje książki ( przecież chodzi o głos, intonacje i sam fakt czytania), a jak skończyła 4 miesiące zaczęłam czytać dzieciece książki. Czytamy codziennie przed snen, czesto w w trakcie dnia, opowiadamy co jest na obrazkach, szukamy różnych zwierzatek, spiewamy piosenki. A z mówieniem u nas fatalnie, zaraz skonczy 20 miesięcy, a gadać nijak nie chce ;/. Ale Mala doskonale rozumie wszystko co sie do niej mówi. Rozumie tez wszystko co sie mówi „obok”, skomplikowane polecenia wykonuje. Ale mówić nie bo nie i już. samo „nie” wymawia bezbłędnie.

    • Odpowiedz Październik 6, 2016

      Ali

      Słyszałam, że dziecko albo szybciej zaczyna mówić albo więcej rozumie, a po jakimś czasie to się oczywiście wyrównuje. Więc spoko, zacznie mówić, a teraz trzeba się cieszyć, że wszystko rozumie. I tym się pocieszam 😉

  • Odpowiedz Październik 6, 2016

    Karolina

    Jedne maluchy zaczynają szybciej mówić, inne nieco później, ale jeśli poświęca sie dziecku czas, czyta i rozmawia to zaprocentuje to z pewnością. Po prostu pewnego dnia maluch, który posługiwał się aktywnie pięcioma słowami wbije rodziców w fotel zdaniem podrzędnie złożonym 😉 Mój syn cytuje całe fragmenty książek, ale ma cztery lata, więc wszystko w swoim czasie 🙂

  • Odpowiedz Październik 6, 2016

    Mama Ewci

    My też jesteśmy na etapie książkowych zachwytów. Ewcia ma teraz 13 miesięcy, a od ok. roczku zaczęła czytać na okrągło. Ulubione sa książeczki od babci „Dzień owieczki” oraz „Kotek.szuka mamy”, poza tym wszystko, co związane ze zwierzątkami jest the best. 😉 Wierszyki Tuwima i Brzechwy oraz inne rymowanki również są na topie.

  • Odpowiedz Październik 6, 2016

    Joanna

    seria mały chłopiec: Koparka Marka, Traktor Tadka itd. Ale hit nad hity to: opowiem Ci mamo, co robią auta, a ostatnio opowiem Ci mamo, co robią samoloty (Brykczyński, Nowicki, Nasza Księgarnia). Jeden z moich bliźniaków zaczyna każdy dzień z tą książką i z nią ją kończy :)) jest u nas ostra faza na samoloty ostatnio:)
    No i niesmiertelny Tuwim: szczególnie Bambo, słoń trąbalski, lokomotywa i rzepka :)) Brzechwa na razie w kącie czeka na większe zainteresowanie 🙂 chłopcy mają 23mc i bardzo się „rozgadali” ostatnio:)
    Pozdrawiamy

  • Odpowiedz Październik 7, 2016

    emi_kk

    U nas zaczęło się od kart obrazkowych na sznureczku ze zwierzatkami (Czuczu) gdy mała miała okolo 6 miesięcy i kupilam jej te karty i książeczkę Mały piesek, trochę bez przekonania przy okazji swoich książkowych zakupów. Potem pojawiły sie kolejne zwierzatka, pojazy itp. a nabardziej „dorosłe” przyjdzie czas. Teraz Ala ma 9 miesięcy i kilka razy w ciągu dnia domaga się swoich książeczek, co bardzo nas cieszy a jednocześnie zaskakuje, bo nie sądzilismy że tak małe dziecko tyle rozumie a zapytane o swoje ulubione zwierzątka potrafi je pokazać. O mówieniu na razie sie nie wypowiadam bo jeszcze za wcześnie i na razie jest mama, tata i wypowiadane z szybkością karabinu maszynowego nej, nej, nej gdy czegoś nie chce zrobić:)

  • Odpowiedz Październik 8, 2016

    mala_Mi

    Synek uwielbiał „Poczytaj mi mamo” mając niecałe półtora roku – wytrzymywał wieczorem dwie opowieści, bo na tyle sie umawialiśmy. On dałby rade więcej, ale ja nie 🙂 – w ciągu dnia czytania było bez liku. Teraz ma 6,5 roku i od tygodnia czyta sobie do poduszki sam – ale najpierw czytamy razem coś. Woli ambitne pozycje. Książkoholik (po mnie). Trzeba zobaczyć jego radość, kiedy przynoszę z biblioteki 12 nowych pozycji. Mówił wcześnie, ma bardzo duży zasób słów, jest nad wiek dojrzały.

    I mam tez córkę, obecnie 3lata i 9mcy. Ten sam dom, ci sami rodzice, te same książki. Zupełnie inne dziecko. Ulubionych ma tylko kilka pozycji, nie wytrzymuje długiego czytania, mówi raczej niewiele i niepoprawnie fleksyjnie. Uwielbia serię o Misi Marysi, To nic strasznego, wyszukiwanki niewielu elementów (a więc raczej nie: Gdzie jest wookie?). Świetnie radzi sobie z puzzlami i wyobraźnią przestrzenną – dużo pracowałysmy logopedycznie na sekwencjach, kształtach itd. (Synek zaczął układać proste puzzle mając 3,5 roku…). Córka jest bardzo sprawna manualnie.

    Książki w mieszkaniu mamy wszędzie. Dosłownie. Najwięcej tych najpiękniejszych, dla dzieci. Ja sobie nie wyobrażam życia bez książek. Szczególnie, że dziś wychodzą tak niesamowicie ilustrowane…!!
    Czytajmy. Warto. Nawet, jeśli efektów nie widać od razu.
    Pozdrowienia dla wszystkich!

    PS. Polecam Pomelo. My z synkiem odkryliśmy za późno, dopiero w zeszłym roku.

  • Odpowiedz Październik 12, 2016

    Alina

    My też całą serię o Pomelo, która była w bibliotece przetrzymujemy. Poza tym króluje Ciocia Jadzia.

  • Odpowiedz Październik 13, 2016

    markdottir

    Moja córka ma już prawie pięć lat i od półtora roku króluje u nas Basia. Kupiłam wszystkie 4 zbiory opowiadań o Basi, ale i tak już niemal z pamięci je recytujemy 😆 Basia nie przemija. Chwilami ustępuje Duni z książeczki „Moje szczęśliwe życie”. Wcześniej wałkowaliśmy kilka wybranych opowiadań z „Poczytaj mi mamo”, jeszcze wcześniej „Proszę mnie przytulić” miało swoje kilka miesięcy, a jeszcze wcześniej zbór wierszy dla dzieci polskich poetów. To są książki na dobranoc.
    W ciągu dnia analizujemy: Rok w lesie i Rok w mieście, Witaminy, album o ptakach, atlasy i książki Tulleta oraz historie o Zuzi z serii Mądra Mysz. Petson i Findus też mieli swoje 5 minut. W okolicach 2-gich urodzin Mikołaj przyniósł madame Czereśniową i to był hit na prawie 2 lata i początek mojego wyszukiwania ciekawych książeczek tego typu.
    Pamiętam też czas kiedy w kółko czytaliśmy małą książeczkę „Jest tam kto?” To był szał!

Leave a Reply