Twój dotyk zostawia u dziecka molekularny ślad na wiele lat – nowe badania.

No dobra wiem, że macie powyżej uszu artykułów o roli dotyku, bo nie urodziliście się wczoraj i wiecie już, że przytulanie jest potrzebne, a nosząc berbecia nie rozpieszczamy go tylko zapewniamy mu to czego potrzebuje. Ale choć o roli dotyku w rozwoju dziecka przeczytaliście już wszystko – to zapewniam was, że tego jeszcze nie wiedzieliście. Ba! Cały świat tego nie wiedział, bo to pierwsze takie badanie. W badaniu tym wykazano bowiem, że ilość ścisłego, czułego kontaktu fizycznego pomiędzy opiekunem a dzieckiem w pierwszych tygodniach jego życia może odcisnąć u berbecia ślad na poziomie… molekularnym i to ślad, który jest wyraźnie widoczny 4 lata później.

Naukowcy zrekrutowali bowiem na kanadyjskich porodówkach 1279 rodzin w których pojawił się zdrowy noworód, a następnie po tym jak już familie nieco się otrzaskały z nową rzeczywistością poproszono rodziców by w piątym tygodniu życia malucha przez 4 dni skrupulatnie wypełniali dobowe dzienniczki aktywności małych ludzi (z naciskiem na czas czuwania i zadowolenia, marudzenie, płacz i płacz, który trudno wyciszyć, karmienie i sen) a także każdą aktywność rodzica podczas której pozostawał on w bliskim kontakcie fizycznym z dzieckiem, czyli tulenie, trzymanie na rękach, noszenie i tego typu różności.

Z danych uzyskanych od rodziców wyszło, że średni czas kontaktu fizycznego dla wszystkich badanych wynosił 9 godzin 7 minut, ale rozrzut był od 3 do… 23 godzin dziennie. W związku z tym badacze jęli posegregować rodziny biorące udział w badaniu do 3 grup: grupy o niskim poziomie kontaktu fizycznego, grupy o poziomie średnim i grupy o poziomie wysokim.

Następnie najbardziej licznej grupie, czyli średniakom podziękowano za współprace i powiedziano grzecznie, acz stanowczo ariwederczi, natomiast 155 rodzinom z grupy o dużym kontakcie i 152 rodzinom z grupy o małym kontakcie powiedziano „wrócimy do was za jakieś 4-5 lat”. Jak powiedzieli tak zrobili i po tym czasie badacze ponownie zapukali do domów rodzin z badania po to by pobrać próbki DNA dzieciaków w celu sprawdzenia jak wygląda u nich poziom metylacji DNA w obrębie niektórych genów. O co chodzi z tą metylacją? Cóż są to tzw. zmiany epigenetyczne, co najbardziej łopatologicznie mówiąc ma wpływ na aktywność danego genu.

Okazało się, że pomiędzy grupą dzieci o wysokim kontakcie fizycznym i grupą o niskim dało się zauważyć różnice w metylacji DNA, przy czym najniższy poziom metylacji DNA określany przez badaczy jako coś w rodzaju zaniżonego wieku epigenetycznego obserwowano u tych dzieci u których notowano niską ilość kontaktu fizycznego z rodzicem przy jednoczesnym wysokim poziomie nazwijmy to udręczenia berbecia manifestowanego jako częste płakanie, marudzenie i tego typu inne aktywności odnotowane w dzienniczku prowadzonym przez rodziców. W przypadku dużego udręczenia, ale też dużego kontaktu takiego efektu nie obserwowano.

Oczywiście póki co nie wiemy jak i czy w ogóle te obserwowane zmiany w metylacji będą miały jakieś przełożenie na rozwój i zdrowie dziecka – potrzebne są dalsze badania, w tym także neurobehawioralne by stwierdzić czy w ogóle coś jest na rzeczy czy też wpływ ten jest znikomy albo nawet żaden. Nie wiemy też jak to wygląda u średniaków, czyli tych wszystkich do których zalicza się znakomita większość z nas– mamy jedynie różnice między skrajnymi grupami. Wiemy natomiast, że jest to pierwsze badanie przeprowadzone wśród przedstawicieli naszego gatunku w których takie różnice zaobserwowano. I że jest to bez wątpienia bardzo ciekawe.

W podsumowaniu pozwolę sobie zatem zacytować słowa Sarah Moore – głównej autorki badania, która podsumowała je następująco: „jeśli kolejne badania potwierdzą nasze, póki co, wstępne odkrycia, to z pewnością podkreśli to istotność zapewniania fizycznego kontaktu niemowlętom, zwłaszcza w momentach dla nich trudnych”.

Oni niech sobie zatem grzebią w tych genach dalej, a może korzystajmy z okazji i jeśli mamy możliwość to tulmy się w tych pierwszych tygodniach ile wlezie – wam też przyda się odpoczynek po trudach ciąży i porodu, więc zamiast w amoku prasować miniaturowe ciuszki może lepiej posiedzieć na kanapie i się po prostu potulić? Przy okazji zawsze można fajny serial obejrzeć albo książkę poczytać :))

Moore i wsp., 2017. Epigenetic correlates of neonatal contact in humans

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3), aktualnie działa głównie w charakterze inkubatora dla kolejnego małego pachruścia. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

5 komentarzy

  • Odpowiedz Listopad 29, 2017

    A.

    Bardzo ciekawy blog, zaglądałam tutaj już na początku ciąży ale teraz z pewnością poczytam więcej 🙂 Szczególnie że jak widzę, często pojawiają się tematy bliskie rodzicielstwu bliskości.

    https://nastolatkamama.blogspot.com/

  • Odpowiedz Listopad 29, 2017

    Magdalena

    Od dawna wiadomo że zaniedbywanie małego dziecka prowadzi do trwałych zmian na poziomie neuronalnym- u tych dzieci tworzy się tzw. Ścieżka drpresyjności. Co ma konsekwencje przez całe ich życie. Ale o tym wygodniej jest milczeć.

  • Odpowiedz Listopad 30, 2017

    A.

    Ja co prawda przez pierwsze trzy tygodnie przytulałam głownie laktator, ale jak już się udało przestawić i przystawić to kontakt mieliśmy przez większość doby, z obojgiem rodziców na zmianę. Obecnie nasza 2,5 latka nadrabia stracone godziny dnia bez rodziców w nocy i przytula się do nas obydwojga po równo.

  • Odpowiedz Grudzień 1, 2017

    wisznu

    Przytulanie zostawia ślad tylko na lata, a “zły dotyk boli całe życie” 😉

  • Odpowiedz Grudzień 4, 2017

    Nati

    Czyli trzeba przytulać, ściskać i obejmować ile się da! Bo potem urośnie i się tak łatwo nie pozwoli tulić, bo – matka wstyd robisz 😉

Leave a Reply