Czy biały (i różowy) szum działa i jest bezpieczny dla dziecka?

Z dwójką moich starszych dzieci miałam ogromne szczęście – pierwsza to taki spokojny, uśmiechnięty bobas był, drugi zaś był bardziej płaczliwy, ale nie było to nic czego nie dałoby się załatwić tuleniem tudzież odrobiną maminego mleka, żadne z nich nie miało też kolek, więc nie musiałam się nigdy nagimnastykować z ich uspokajaniem czy położeniem do snu.

Do trzech razy sztuka powiadają jednak więc byłam wręcz pewna, że z Wikingiem będzie ciężko, że będzie trudny, wymagający, płaczliwy no i przede wszystkim kolkowy, a co za tym idzie byłam też pewna, że w końcu i mnie dopadnie konieczność dodania do ulubionych dźwięku suszarki z yt albo zaopatrzenia się w szumiącą przytulankę, bowiem wielokrotnie widziałam jak rodzice zarzekali się, że TO DZIAŁA.

Kiedy więc wśród prezentów jakie otrzymał Wiking po narodzinach (ja się pytam czemu to zawsze noworód prezenty dostaje? A matka to co? Gorsza?!) znalazłam szumiącego leniwca e-zzy, takiego z bajerami, co sam reaguje na płacz, można nim sterować za pomocą komórki więc nie trzeba uprawiać skradania ninja przy odchodzeniu od malucha, który właśnie zasnął, a do tego wyjątkowo ładnie prezentuje się wizualnie, to się wielce ucieszyłam, zwłaszcza, że jeszcze w ciąży czytałam w jakiejś gazecie o tym, że na pomysł stworzenia zabawki wpadły siostry (chyba) z mojego rodzinnego miasta, bowiem jedna z nich miała dziecię nieśpiące i bodaj kolkowe, no i tak z rodzicielskiej potrzeby zrodził się pomysł na firmę Whisbear, a ja takie historie wręcz uwielbiam i bardzo kibicuję.

Szczęśliwie Wikinżysko okazało się być egzemplarzem co klonem siostry jest – nie tylko z wyglądu, ale też zachowania. Spokojne, łatwe w obsłudze dziecko, które płacze w zasadzie tylko wtedy gdy jest głodne (a że jest często to inna sprawa… 😉 i śpi snem sprawiedliwego bez żadnych problemów, zatem leniwiec poszedł w ruch ledwie kilkanaście razy i to bardziej z ciekawości niż z potrzeby uspokojenia malucha. Tym niemniej leniwiec wbrew nazwie zmotywował mnie do działania i przyjrzenia się temu czy kojące działanie białego szumu ma jakieś poparcie w badaniach, czym różni się biały szum od różowego (bo o ile o tym pierwszym słyszałam, o tyle ten drugi był dla mnie nowością odkrytą wyłącznie przez to, że rzeczony leniwiec szumi też szumem różowym i dodatkowo – odgłosami natury), a także czy ktoś sprawdzał czy to jest dla dziecka bezpieczne.

Zacznijmy od tego czy to działa – zeznania rodziców (i producentów) to bowiem jedno, a to czy rzecz znajdzie potwierdzenie w badaniach to drugie. Udało mi się znaleźć dwa badania nad tą kwestią. Pierwsze przeprowadzono wieki temu, bo jeszcze w szalonych latach dziewięćdziesiątych. W badaniu tym obserwowano noworodki w wieku od 2 do 7 dni – połowie z nich wkrótce po posiłku serwowano 5 minut białego szumu, drugiej połowie zaś, która również była świeżo po posiłku nie puszczano żadnych dźwięków – okazało się, że w grupie eksponowanej na biały szum po 5 minutach zasnęło 80% berbeci, zaś w grupie kontrolnej, czyli tej, której nie puszczano niczego – zasnęło jedynie 25% maluchów. Różnica zatem rzeczywiście zacna, niemniej po mojemu uspokojenie i uśpienie kilkudniowych noworodków nie jest nie wiadomo jakim wyczynem, bo one generalnie jakieś takie mało aktywne zwykle są. Znacznie trudniej jest z takimi już nieco starszymi – kilkutygodniowymi, niestety bardzo długo nie dysponowaliśmy żadnym badaniem, które sprawdzałoby jak to jest z tym białym szumem u takich właśnie maluchów.

Dopiero na początku tego roku pokazało się badanie, w którym analizowano czy i jak biały szum wpływa na miesięczne niemowlęta, które mają objawy kolki, a dodatkowo porównywano efektywność jego działania do innej popularnej techniki uspokajania niemowląt, czyli spowijania. W skrócie badanie polegało na tym, że w pierwszym tygodniu analizowano zwyczajowy czas płaczu i snu 40 maluchów biorących udział w badaniu, w drugim tygodniu zaś 20 maluchów spowijano gdy płakały, a pozostałej dwudziestce serwowano wówczas biały szum. W trzecim tygodniu była zmiana tzn. tym, które wcześniej spowijano puszczano teraz biały szum, zaś te, którym uprzednio szumiano teraz spowijano. Okazało się, że w porównaniu do spowijania, biały szum znacznie lepiej radził sobie z redukowaniem czasu płaczu maluchów i wydłużaniem czasu ich snu. Innymi słowy zeznania rodziców małych kolkowców znalazły potwierdzenie w badaniach.

W mojej opinii bardzo ciekawe są także badania nad odczuwaniem bólu przez noworodki i wcześniaki w trakcie wykonywania procedur medycznych, które wiążą się z bólem/dyskomfortem. Ot przykładowo w badaniu obejmującym grupę 75 urodzonych przedwcześnie maluchów stwierdzono, że odtwarzane białego szumu, celem rozproszenia uwagi dzieciny, na minutę przed oraz minutę po podaniu szczepienia wiązało się ze zmniejszoną reakcją bólową u malucha bowiem w grupie, której puszczano biały szum jedynie 2.9% dzieciaków wykazywało objawy silnego bólu, zaś w grupie kontrolnej taką reakcję obserwowano u 82,5%!

W innym badaniu grupę 120 noworodków podzielono na 3 podgrupy, które w trakcie wykonywania pewnych procedur medycznych były:

1. na kolanach mamy

2. na kolanach mamy, ale jednocześnie odtwarzano im biały szum

3. w łóżeczku szpitalnym i jednocześnie odtwarzano im biały szum

Równolegle mierzono czas płaczu malców oraz sprawdzano reakcje behawioralne poprzez pomiar parametrów kardiologicznych i oddechowych. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu w badaniu tym wykazano, że najmniejszą reakcję behawioralną i najkrótszy czas płaczu obserwowano u maluchów z grupy łóżeczko + szum, druga w kolejności była grupa kolana mamy + szum, a na końcu plasowały się same kolana mamy, w związku z czym autorzy zasugerowali, że odtwarzanie białego szumu w trakcie wykonywania bolesnych procedur medycznych u noworodków jest całkiem mądrym pomysłem.

Brzmi fajnie, ale to nie daje odpowiedzi na drugie nurtujące mnie pytanie, czyli czy taki szum jest bezpieczny dla małych usząt? Co innego bowiem kilkuminutowa ekspozycja celem rozproszenia przy podaniu szczepienia, a co innego wielogodzinne szumienie dzień w dzień przez wiele miesięcy. No i tu wpadamy na badanie z 2014 roku w którym to grupa badaczy postanowiła przyjrzeć się urządzeniom, które sprzedawane są charakterze sprzętów ułatwiających zasypianie niemowlętom – pod lupę wzięto więc 14 urządzeń dostępnych na rynku amerykańskim, które łącznie emitowały 65 różnych dźwięków włączając w to biały szum, dźwięki natury (wiatry, burze, ptaszki), dźwięki mechaniczne (samoloty, maszyny AGD) i bicie serca.

Badacze skupili się na głośności tychże urządzeń, sprawdzając czy nie przekracza ona 50 decybeli – jest to bowiem maksymalne, uśrednione natężenie hałasu na jaki w ciągu godziny mogą być eksponowane noworodki przebywające na szpitalnych oddziałach. Okazało się, że wszystkie badane urządzenia – gdy ustawione na najwyższą możliwą głośność – generowały hałas o większym natężeniu nawet jeśli były ustawione w odległości metra od niemowlęcego łóżeczka. Jeśli urządzenia postawiono w odległości dwóch metrów od łóżeczka – to nadal 13 z 14 testowanych sprzętów mogło być zbyt głośnych. Tymczasem wielu rodziców umieszcza wszelkie tego typu akcesoria jak najbliżej główki dziecka, często nie zwracając uwagi na ich głośność i serwując dźwięki, które uspakajają malucha przez wiele, wiele godzin. Zresztą to nie jest domena li tylko szumiących gadżetów, ale po prostu wykorzystania szumu przez rodziców niezależnie od tego czy posługują się szumem puszczanym z misia, komórki, suszarki czy czegokolwiek innego. I choć samo to badanie nie wykazało w żadnym wypadku, że tego typu urządzenia mogą negatywnie wpłynąć na dziecko – wykazało jedynie, że mogą być za głośne przy ustawieniu na maksymalną głośność, to w konkluzji badacze zwracają uwagę rodziców i opiekunów by jeśli posiłkują się tego typu urządzeniami to:

1. umieścili je jak najdalej od dziecka i raczej nie umieszczali ich w ani na łóżeczku (optymistycznie zakładają, że niemowlęta w nich śpią 😉 )

2. odtwarzali dźwięki uspakajające malucha z możliwie najmniejszą głośnością

3. używali ich przez jedynie krótkie odcinki czasu

Wiedziona ciekawością zainstalowałam sobie na komórce bezpłatną aplikację Decibel X do mierzenia poziomu hałasu (nie wiem na ile jest dokładna, ale niczym bardziej profesjonalnym nie dysponuję, niemniej takich appek jest więcej – ja ściągnęłam po prostu pierwszą lepszą by zaspokoić ciekawość – więc co bardziej zainteresowani mogą sobie porównać appki i ich odczyty) i sprawdziłam jak orientacyjnie wypada poziom hałasu w:

– leniwcu e-zzy – nie wiem jak jest w przypadku innych tego typu gadżetów, ale w leniwcu głośność można swobodnie regulować telefonem z poziomu aplikacji, głośność mierzyłam przykładając mikrofon telefonu bezpośrednio do uruchomionej zabawki, starając się nieudolnie i chałupniczo symulować sytuację w której zabawka leży zaraz, niemalże skóra do skóry, przy główce dziecka – okazało się, że gdy przy odtwarzaniu białego szumu głośność była ustawiona maksymalnie, odczyt wskazywał między 62-64 dB, gdy zaś głośność była ustawiona na minimum to aplikacja pokazywała 37-39 dB

– wentylatorze, którego warkot ze względu na upały towarzyszy nam od kilku tygodni każdego dnia i nocy – przy przyłożeniu telefonu blisko wentylatora odczyt pokazywał 64-66 dB także dobrze, że trzymamy go dość daleko od łóżka

– suszarce naszej domowej, również przykładając wprost do głowicy – przy najniższej prędkości odczyty były na poziomie 75-77 dB, przy najwyższej było to 85-87 dB

No generalnie poszalałam i pomierzyłam masę naszych domowych sprzętów (typu oczyszczacze powietrza itp., które „chodzą” przecież całymi godzinami) – jedynie poziomu hałasu generowanego przez starszaki bawiące się z psem nie odważyłam się już sprawdzić – pewnych rzeczy lepiej jednak nie wiedzieć 😉 Wracając jednak do tematu to myślę, że jeśli posiłkujecie się szumem często i przez długi czas to niezależnie od tego co jest jego źródłem warto sobie w jakiś tam sposób sprawdzić jakie natężenie dźwięku może generować używany przez was sprzęt by dzięki temu choć orientacyjnie wiedzieć gdzie go postawić.

Sądzę też, że warto mimo wszystko wziąć sobie do serducha punkt 3 z wyżej wymienionego badania tj. posiłkować się białym szumem z umiarem – wiem bowiem, że czasem rodzice używają szumu przez całą noc i przez cały czas trwania drzemek malucha, czyli na pewnych etapach jego życia przez większą część doby. I choć nie dysponujemy danymi z badań przeprowadzonych wśród przedstawicieli naszego gatunku, to badania na małych szczurzątkach, które nieustannie, całodobowo eksponowano na biały szum o natężeniu dźwięku 70 dB, wykazały, że ekspozycja taka może wiązać się z opóźnieniem rozwoju słuchu. Czy tak jest także u ludzkich niemowląt – nie mamy pojęcia. Zdrowy rozsądek podpowiada jednak, że generalnie zasada co za dużo to niezdrowo dotyczy absolutnie wszystkiego wszak wodę też można przedawkować – zatem życie z białym szumem przez całą lub znakomitą część doby, zwłaszcza przy jego dużym natężeniu, lepiej chyba sobie podarować.

Myślę więc, że jeśli szum leniwca, misia albo appki pomaga waszemu dziecku się uspokoić przy ataku kolki albo pozwala szybciej zasnąć (zwłaszcza kiedy wy już ledwo zipiecie), więc nie wyobrażacie sobie bez niego życia to warto po prostu przestrzegać 3 zasad wymienionych wyżej. Dodam jeszcze, że w tym pierwszym badaniu z lat 90tych biały szum puszczano maluchom przez 5 min (przy czym tu ciekawostka – urządzenie emitujące szum było umieszczone 30 centymetrów od główki dziecka, przez pierwsze 30 sekund szum miał natężenie 72,5 dB, a przez kolejne 4 minuty i 30 sekund 67 dB, wspominam o tym ze względu na to, że te 50 dB to uśredniona ekspozycja w ciągu godziny, a z zeznań rodziców wiem, że czasem dziecię jest na tyle głośne, że taki naj, najcichszy szum nie ma najmniejszych nawet szans się przebić przez dźwięki wydawane przez płaczącego berbecia i zadziałać kojąco). W badaniu na kolkowcach szum puszczano dopóty, dopóki mały człowiek nie przestał płakać. Generalnie myślę sobie, że jak wszystko i to trzeba dopasować do dziecka, sytuacji i tego co podpowiada wam intuicja.

Muszę też wspomnieć, że coraz częściej pojawiają się sugestie, że być może lepszym wyborem będzie posiłkowanie się bardziej kolorowym kumplem szumu białego, czyli szumem różowym –  w widmie, którego przeważają niższe częstotliwości – na razie natknęłam się co prawda wyłącznie na badania z udziałem dorosłych, ale pewnie niedługo doczekamy się także czegoś o maluczkich. Gdy tak się stanie na pewno dam znać, a póki co niech wam śpią dobrze i miło. I przede wszystkim niechaj kolki omijają je szerokim łukiem!

ps. więcej o kolkach TU

Sezici i Yigit, 2018. Comparison between swinging and playing of white noise among colicky babies: A paired randomised controlled trial.
Kucukoglu i wsp., 2016. Effect of White Noise in Relieving Vaccination Pain in Premature Infants.
Karakoc i Turker, 2014. Effects of white noise and holding on pain perception in newborns.
Chang i Merzenich, 2003. Environmental Noise Retards Auditory Cortical Development.
Hugh i wsp., 2014. Infant Sleep Machines and Hazardous Sound Pressure Levels.
Spencer i wsp. 1990. White noise and sleep induction.

Wszystkie treści przedstawione na mataja.pl mają jedynie wartość informacyjną i nie mogą zastąpić indywidualnej porady lekarskiej, położniczej, psychologicznej, prawniczej ani żadnej innej.

Mama Pierworodnej (6), Drugorodnego (4) i Wikinga co noworodem na razie jest. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

13 komentarzy

  • Odpowiedz Sierpień 16, 2018

    Urszula

    Bez szumiącego misia nie przetrwałabym z córcią 😛 Teraz może mniej, ale do roku czasu niezbędny był, by pomóc w zaśnięciu . Przeważnie ustawiałam na tyle głośno żeby się uspokoiła i stopniowo ściszałam do najcichszej wersji.

  • Odpowiedz Sierpień 17, 2018

    Seso

    To.mi przypomina czas kiedy całą noc spaliśmy przy chodzącej suszarce i liczyło się tylko te 2-3 godziny snu. Taki egzemplarz…😴

  • Odpowiedz Sierpień 17, 2018

    J

    Jako ciekawostkę napiszę, że szumiący miś bardziej pomógł mi niż dziecięciu. Nie zauważyłam żeby jakoś pomagał w udypianiu czy uspokajaniu dziecka, ale ja gdy w koncu kładłam się spać pełna emocji i zmartwień, mimowolnie słuchałam tego szumu który zagłuszał nadmiar myśli i lepiej, głębiej spałam.
    Potem gdy mogłam sobie odespać noc to szłam z misiem do sypialni😅

  • Odpowiedz Sierpień 17, 2018

    Natalia

    Ja włączałam szumiący okap/pochłaniacz w kuchni, w ciągu dnia izolował dodatkowo od hałasu generowanego prZez starszą siostrę. Czasem szumiał przez noc całą, później tylko do zasypiania gdZieś do 2 urodzin prawie. Życie nam ratował. Szumisia kupiłam, żeby młody na wyjeździe zasypiał,ale się nie spodobały te szumy. Starsza córka była traktowana suszarką kilka razy, przy najgorszych kolkach.

  • Odpowiedz Sierpień 17, 2018

    Aga

    A co jeśli szum i łóżeczko “uspokajają” szybciej nie dla tego ze dziecię faktycznie się ukaja, a właśnie dla tego, że nie ma Mamy (czyli nie jest bezpiecznie wiec lepiej sobie na długie szlochy nie pozwalać)? Fajnie gdyby ktoś w całej tej zabawie z niemowlęcym bólem pomierzył inne wskaźniki, na przykład poziom kortyzolu… bo może u mamy po prostu można się wypłakać ;).

  • Odpowiedz Sierpień 17, 2018

    Maja

    Polecam brązowy szum, niższe częstotliwości i przyjemniejsze dla ucha brzmienie 😉

  • Odpowiedz Sierpień 17, 2018

    Justyna

    Szumów jest dużo – biały, szary, różowy, czerwony… a najlepsza jest zawsze szumiąca mama ;p

  • Odpowiedz Sierpień 18, 2018

    Ka Pa

    My czasami posiłkowałam sie białym szumem z YouTube, jest tam tego mnóstwo- wystarczy wpisać ‘white noise’. Zaleta jest taka ze można do woli regulować głośność i zawsze jest przy tobie. Minus taki, ze na pewno trzeba trzymać dalej od dziecka no i ze czasami moze zadzwonic telefon 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 19, 2018

    Mama Ewci i Maciusia

    Moje młodsze dziecko właśnie śpi przy Szumisiu. Ma ustawiony czas na godzinę szumienia, zresztą się wycisza w międzyczasie dźwięk. Powiem tak: idealnie izoluje młodszaka od starszej siostry, gdy jest czas drzemki. Siostrzyczka umie robić dużo hałasu. 😉 Też dostaliśmy na prezent, ale na chrzest. Synek miał 2 miesiące. Do 4 miesiąca był nawet często w użyciu, potem jakoś mniej się go używało, ale jak zaczęły się wyrzynać ząbki, to nas ratował (razem ze smoczkiem). I dalej sobie chwalimy – maluch wyspany, a siostra może brykać. 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 20, 2018

    ChildFriendly

    Super wpis, szczerze powiedziawszy nigdy nie myślałam, że biały szum tak pomaga 😀

  • Odpowiedz Sierpień 21, 2018

    wisznu

    Próbowałem swego czasu eksperymentować z białym szumem na swoim dziecku, które nie chciało spać. Ale efekty nie były zachęcające. Matka dziecka kazała mi wyłączyć to dziadostwo, bo jej przeszkadza
    😉

  • Odpowiedz Sierpień 26, 2018

    mala_Mi

    Wow. ja mam dwojke dzieci, obecnie 8,5 i 5,5 i nigdy, przy zadnym, nie uzywalam jakiegokolwiek szumu (z wyjatkiem wlasnego, z wnetrza ciala, kiedy dziecie lezalo mi na brzuchu). Przede wszystkim ja nie wytrzymalabym szumu – mam tylko 40% swojego sluchu od dziecka, ale powtarzajace sie dzwieki (szum, stukanie, wentylator) doprowadzaja mnie do szewskiej pasji, mimo ze niby ich nie slysze. Starszak mial cos a’la kolka przez pierwsze 3,5 mca – usypialam hustajac i bujajac, nigdy nie wpadlam na pomysl szumienia. Skazenie matki 😀
    Moze wystarczyloby dziecku sapac do ucha, lezac przy nim? (iiiiiiiiiiiii zasypiajac…?)

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2018

    La la mi do

    Niedawno trafiłam na nagranie wypowiedzi prof. Jadwigi Cieszyńskiej-Rożek (psycholog-logopeda) i przy okazji tematu wsperania rozwoju maluchów pada kilka zdań o misiach szumisiach (https://www.youtube.com/watch?v=MGIubvPytxw – po czwartej minucie zaczyna się ten wątek: 4:09) – w tym bardzo intrygujące stwierdzenie, że taki powtarzający się dźwięk, który powoduje, że mózg ignoruje go i odcina się od niego, to niebezpieczna sytuacja. Dlaczego niebezpieczna? Nie rozwija tego, a ja dalej się zastanawiam, chociaż misie szumisie już nam nie grożą, bo dzieci są ciut starsze.

Leave a Reply