Częste emocje i myśli do których matkom trudno się przyznać…

Ostatnio bardziej niż bloga czy FB lubię Instagrama – nie pytajcie czemu, ale tam mnie więcej i tam dużo się dzieje. Kilka dni temu opublikowałam tam krótki tekst o uczuciach do których trudno się matkom przyznać. Reakcje na ten tekst i ilość podziękowań zań przerosły moje najśmielsze oczekiwania – było ich tak dużo, że stwierdziłam, że temat wymaga większego omówienia i wyjścia poza ramy 2000 znaków na IG.

Inspiracją do powstania tamtego tekstu było natomiast badanie, które idealnie łączy mi się z tym o czym do mnie piszecie, a piszecie szczerze, bo uważacie (i słusznie) za bezpieczne miejsce do wygadania się. Piszecie więc często o wyrzutach sumienia, bo wydaje się wam, że tylko wy nie widzicie pewnych rzeczy jak inne matki, że tylko wam nie wychodzi tak jak chcecie, że tylko wy nie zawsze czujecie się szczęśliwe w roli matki, że tylko wy czasem żałujecie…

Dziś więc mam dla was garść wyznań matek – wyznań, które jestem przekonana, padły wyłącznie dlatego, że kobiety były anonimowe i wiedziały, że pomimo pokazania swej „mrocznej strony” nikt ich nie mógł zidentyfikować ani potępić. Matki, które przemaglowano w badaniu pochodziły z Finlandii i miały dzieci, które jeszcze nie chodziły do szkoły, czyli małe. Przekrój wieku matczynego był od 20 do 40 lat. Czyli idealnie jak przekrój wiekowy moich czytelniczek 😉

Kobiety te miały za zadanie napisać otwarcie o emocjach związanych z macierzyństwem – o tym, które uczucia i emocje są wg nich w macierzyństwie „zakazane” czy tam niepożądane i o tym jakie sytuacje wprawiają je w poczucie winy i wstydu.

I żeby było jasne – to nie jest duża, poddająca się statystykom i generalizacji analiza całego „społeczeństwa” matek. Tak absolutnie nie jest. Ale uważam, że wypowiedzi tych kobiet są szalenie ważne dla wielu z nas. Bo matkom należy się uczciwość, a nie tylko fasada z lukru i masek, które na siebie wkładamy by dobrze odbić się w lustrze oczekiwań nie tylko społecznych, ale też własnych.

To zacznijmy od przystawki, bo gdyby ktoś się zastanawiał jaki stan emocjonalny matki, biorące udział w badaniu wskazywały jako najczęściej im towarzyszący to było to uwaga, uwaga… zmęczenie. Tak, zmęczenie wyprzedziło miłość. Niemniej wśród „najpopularniejszych” stanów emocjonalnych znalazło się też poczucie winy i tak jak już wspomniałam – to tym właśnie stanem badacze zainteresowali się głębiej, pytając kobiety o to co stało u jego źródeł. Na podstawie uzyskanych odpowiedzi badacze wyłonili 5 głównych źródeł matczynego poczucia winy i wstydu.

Pierwszym źródłem była agresja wobec dziecka – przy czym żeby było jasne znacznie, znacznie częściej chodziło o agresję emocjonalną lub werbalną – tę, która pojawia się gdy jesteśmy złe, zirytowane i powiemy kilka słów za dużo albo kiedy po prostu krzyczymy. Co ciekawe czasem sama myśl o tym, że chciałoby się tej agresji użyć wpędzała matki w poczucie winy, mimo że jej de facto nie użyły.

I tak mieliśmy tu matkę trójki, która zeznała, że kiedyś jej najstarsze dziecko zdążyło tylko powiedzieć „mamo, chcę…” a ona nie wytrzymała i wrzasnęła „wiesz co?! Ja też czegoś chcę! Chcę chwili ciszy i spokoju!!”. Kobieta wspominała, że czuła w sobie wtedy tak dużą złość, że miała ochotę rzucić czymś w ścianę, ale jako że nie miała pod ręką niczego adekwatnego to po prostu pobiegła zamknąć się w sypialni. Żeby się wstydzić.

Inna kobieta, mama trzylatka i rocznika opowiadała o pewnym wieczorze gdy jej mąż wrócił już z pracy więc ona w końcu mogła zrobić coś w domu. Niestety roczniak, jak to bywa z roczniakami chciał tylko do niej na ręce. Była więc zirytowana tym, że nie dość że ogarnia obowiązki domowe to jeszcze musi to robić w asyście dziecka – dlatego kiedy podnosiła malucha z podłogi to zaklęła i chwyciła dziecko za mocno – choć jak podkreśla, to malucha nie bolało, po prostu zamiast delikatnie i czule podnieść go z podłogi mocno szarpnęła, bo taka była zirytowana. Ta sytuacja szybko sprawiła, że kobieta czuła wstyd i obrzydzenie do siebie.

Drugim powszechnym podłożem poczucia winy i wyrzutów sumienia były myśli o ucieczce i „na co mi to było”. Jedna z kobiet przyznała, że czasem kiedy jest zmęczona i zirytowana to żałuje, że zdecydowała się na dzieci. I że jednocześnie myśli te są czymś czego najbardziej się wstydzi jako matka.

Inna (mama trzylatka i dwuletnich bliźniąt) pisała o tym, że czasem myśli, że chce swojego życia z powrotem i o tych wszystkich rzeczach, które mogłaby zrobić gdyby nie miała dzieci. I że gdy tylko o tym pomyśli to czuje się winna – bo przecież gdyby te jej „marzenia” się spełniły, to jej dzieci musiałyby umrzeć. A ta myśl sprawia, że chce jej się płakać. Bo tak – chce z powrotem swojego życia, chce być kimś innym niż matką, ale równocześnie tak bardzo chce być matką i to najlepszą z możliwych.

To jest zresztą coś co często pojawia się w waszych wiadomościach – wiadomościach o tym, że przelatują wam przez głowę myśli „jak by to było bez dzieci” i „po co mi to było” i że budzą one kaskadę okropnych emocji, bo boicie się, że tymi myślami sprowadzicie coś złego na dzieci, a przecież bez nich nie dacie rady funkcjonować, bo w gruncie rzeczy są spełnieniem waszych wszystkich marzeń.

Kolejnym powodem do odczuwana wstydu i winy było „porzucenie dziecka” niezależnie od tego czy – jak nazwali to autorzy – było to porzucenie prawdziwe czy wyimaginowane. Kobiety wstydziły się bowiem tego, że zostawiały (albo jedynie miały ochotę zostawić!) dziecko pod opieką kogoś innego by odpocząć, zrobić coś dla siebie albo po prostu pobyć ze sobą. Tylko ze sobą.

Badacze zauważyli też, że część kobiet winiła się za to, że nie jest obecna przy dziecku i to mimo tego że kobiety te były przy maluchach obecne fizycznie i zapewniały im optymalną opiekę rodzicielską. Kobiety te jednak obwiniały się za to, że nie są w trakcie tej obecności wystarczająco zaangażowane mentalnie, bo albo mają głowę zajętą pracą albo innymi problemami (np. w związku z tatą dziecka).

Czwarta grupa powodów dotyczyła zróżnicowanego traktowania dzieci. Tu jednym z przykładów może być coś co opisałam w tekście „przekleństwo pierworodnych” czyli wyrzucanie sobie nadmiernego skupienia się na niemowlaku przy jednoczesnej nadmiernej złości o byle co skierowanej na starszaka. Ale! Pojawiły się też przykłady odwrotne, w których matki starszaka i niemowlaka przyznawały, że wolą to starsze i boją się, że przez to nie nawiążą dobrej więzi ani relacji z tym młodszym. I to, i to pojawia się zatem w umysłach matek – i nie jesteście z tymi emocjami same.

Innym przykładem były pojawiające się w te nieco trudniejsze dni myśli typu „kocham to dziecko, ale go nie lubię”. Kwestia tego, że macie kilkoro dzieci i wszystkie kochacie tak samo, ale jedno lubicie momentami jakby mniej i przez to brzydzicie się sobą też pojawia się często w waszych mailach. W badaniu pojawiła się ponadto kwestia zróżnicowanego spojrzenia na dzieci, bo na przykład jedno bardziej przypominało byłego partnera, którego kobieta nie darzyła już szczególną sympatią – więc wszystkie cechy, które irytowały ją lub po prostu kojarzyły się z byłym, a przejawiały się w dziecku były dla niej czymś szalenie trudnym do zaakceptowania.

Ostatnim, które wymieniam, ale za to drugim najpopularniejszym (ustępował jedynie agresji) podłożem poczucia wstydu i winy u matek było to, że wydawało im się, że nie są wystarczająco dobre w roli mamy, że nie dadzą rady doskoczyć do ideału, a wszystkim innym się udaje. Kobiety wspominały, że nie spełniają standardów, które wyznaczyło im społeczeństwo, media społecznościowe albo po prostu one same sobie wyznaczyły. Że gnębi je to, że jednak to nie jest tak bezwarunkowa miłość jak chciały, że nie potrafią być zawsze spokojne i czułe, że nie są cały czas zaangażowane, bo np. zamiast bawić się z dzieckiem mają ochotę po prostu posiedzieć na fejsie albo poczytać książkę, a przecież nie tak to sobie planowały. Że zdarza im się czuć złość na dziecko lub rozczarowanie jego zachowaniem. Że po prostu nie są w swoich oczach tak dobrymi matkami jak chciały.

Zresztą tutaj idealnie pasuje cytat jednej z pań, która powiedziała, że „czuje się winna za wszystko co robi”. Przykładem było chociażby to, że kiedy jej młodsze dziecko leży sobie spokojnie, bawi się i wygląda na całkiem zadowolone to ona i tak się zastanawia czy ono nie cierpi przez to, że ona, czyli mama się nim nie zajmuje przez CAŁY czas.

Ta sama kobieta skrytykowała też promowany obecnie obraz macierzyństwa, z którego w jej opinii wynika, że jeśli matka nie będzie się w całości i bez przerwy poświęcać swej uwagi dziecku, to ono na tym ucierpi.

Inna wspomniała, że w pierwszych miesiącach była tak zmęczona, że myślała, że po prostu umrze z braku snu. I że towarzyszyła jej wtedy bezgraniczna desperacja, wstyd, osamotnienie i rozczarowanie samą sobą. Czuja się jak zła matka, bo nie potrafiła nawet sprawić żeby jej dziecko spało. I przez to wszystko miała jeszcze większe poczucie winy, bo przecież miała być taką fajną mamą – radosną i szczęśliwą. Kobieta ta wspomniała też o czymś bardzo istotnym – że kiedy personel medyczny (pamiętajcie, że to Finlandia więc standardy opieki nad matką i dzieckiem są nieco inne) pytał o to jak sobie radzi emocjonalnie i psychicznie, to odpowiadała, że wszystko jest w porządku, bo nie była w stanie przyznać się do tego co naprawdę czuje i mówić o tym głośno.

To zresztą motyw który przejawiał się także w innych wypowiedziach – kobiety wspominały bowiem o tym, że nie można się przyznać, że Twoje dziecko Cię denerwuje albo irytuje albo że się go czasem nie lubi, bo ludzie zaczynają Cię odbierać jak złą, nieudolną matkę, która nie jest w stanie ani zająć się swoimi dziećmi ani ich kochać. Innymi słowy kobiety bały się, że przyznanie się do tego wszystkiego sprawi, że będą piętnowane lub potępione. To ważne, bo faktycznie przyznanie się do tych uczuć – które zakładam przytrafiły się choć raz sporej części matek – jest trudne przed samym sobą, a co dopiero przed innymi.

Inna rzecz, że nie ma pewności, że samo przełamanie się coś by zmieniło. Te bowiem z ankietowanych, które powiedziały partnerowi lub np. pielęgniarce o swoich wątpliwościach, rozczarowaniu lub poczuciu winy – często wspominały, że ich wyznania zostały albo zignorowane albo umniejszono temu co czują.

I choć cel badaczek był oczywiście bardzo ważny, bo chciały sprawdzić czy poczucie wstydu i winy jest uniwersalne wśród matek i jeśli tak to dlaczego (w skrócie – tak jest uniwersalny, w części wypadków służy jako mechanizm zapobiegający przekroczeniu granic np. w przypadku agresji wstyd być może zatrzymuje mamę przed aktem, który może być krzywdzący dla dziecka, ale w części jest uwarunkowany społecznie i kulturowo) to ja piszę o tym wszystkim z zupełnie innego powodu.

Piszę o tym wszystkim, bo często narzekamy na to, że mamy, które mają wpływ na kształtowanie opinii nie mówią głośno o tych mniej połyskujących brokatem aspektach macierzyństwa, ale nie ma się temu co dziwić, bo kobietom, które wzięły udział w badaniu, trudno się było przyznać do tych emocji nawet najbliższym czy profesjonalistom, którzy się nimi opiekowali. A my oczekujemy, że ktoś to powie publicznie. Chciałbym więc byście wiedziały, że jeśli zdarzają wam się takie myśli – to nie jesteście same – spora część matek doświadcza takich rozterek – jedne częściej, inne rzadziej. I że jeśli dręczą was wyjątkowo mocno to warto poszukać wsparcia u specjalisty i się nie wstydzić. Szukanie pomocy nie jest przejawem słabości i poddania się. Szukanie pomocy jest dowodem na to, że nie chcesz się poddać.

Nie chciałabym przy tym by ten post miał wydźwięk taki, że macierzyństwo to orka na ugorze i brak radości. Nie – dla mnie, i jak sądze wielu matek – także tych z badania, macierzyństwo to najlepsza rzecz jaka mi się trafiła, największy motor do działania i multum wspaniałych, uskrzydlających emocji. Ale są dni, a czasem tygodnie, kiedy te miłe emocje i zdarzenia przeplatają się z tymi, które pojawiły się w badaniu. Ba, są takie kiedy właśnie te z badania dominują.

Tak się zdarza.

Nie jesteście w tym same.

Jesteśmy w tym razem.

Wspierajmy się.

Chcesz o tym porozmawiać na Facebooku? Możesz to zrobić TU.

Rotkirch i Jahunen. 2010 Maternal Guilt.

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

15 komentarzy

  • Odpowiedz Wrzesień 24, 2019

    Anja

    Coś w tym jest… Jak rozmawiałam z mamą/ teściową o swoich trudnych emocjach, zw z pierwszymi miesiącami z dzieckiem, to usłyszałam: nie wolno tak mówić!!
    Nie- nie wolno tak czuć, myśleć itd tylko MÓWIĆ! A ja na przekór mówiłam świeżo upieczonym mamom, że tak- chciałam kilkukrotnie popełnić rozszerzone samobójstwo że zmęczenia. Że tak bardzo miałam dość po 4h ciągłego płaczu dziecka, że jedyną rzeczą o jakiej myślałam, to że mąż za 20min wróci z pracy. A ja będę mogła “rzucić w niego” dzieckiem i uciec. No dobra, wyjść na godzinny spacer z psem. I płakać przez godzinę że jestem **ujowa matką. Że nienawidzę siebie za te myśli, że jestem najgorszym co spotkało moje dziecko itd. A wystarczylo trochę zrozumienia, wsparcia i rozmowy i jak inny odbiór by był…
    Dziś wiem- mniej internetow to mniej porownywania. Skupiam się na sobie i swoich dzieciach (już 3szt) i czuję się dobrze. Zmęczona, ale szczęśliwa. Bo wiem że mam prawo tak czuć i mogą mnie pocałować w D** 😉

  • Odpowiedz Wrzesień 24, 2019

    Natasza

    Dziękuję za ten tekst! Bardzo prawdziwy i potrzebny!

  • Odpowiedz Wrzesień 24, 2019

    Nat

    Alicjo… Tak bardzo dziękuję.

  • Odpowiedz Wrzesień 24, 2019

    Ania

    To ciekawe, bo w mojej rodzinie było odwrotnie. Moja matka ciągle powtarzała wszystkim, że musi użerać się z tymi bachorami. A moja babcia opowiadała, że moja ciocia tak płakała jako niemowlak, że chciała udusić ja poduszką. Powiedziała to na totalnym lajcie, serio. Ja myślę, że to teraz tak w drugą skrajność poszło.

  • Odpowiedz Wrzesień 24, 2019

    Rainha

    Teraz sobie uświadomiłam że w ciągu 4 lat macierzyństwa i dwójki dzieci, nigdy nie pomyślałam o sobie, że jestem super matką, dobrze mi idzie (lub nie pamiętam bym tak myślała). Nie to że ciągle myślę że jestem beznadziejna, bo ogólnie jestem pogodną optymistką, ale dotarło do mnie że jak mi coś dobrze z dziećmi pójdzie, to zostawiam to bez echa, nie gloryfikuję, nie myslę o tym. A jak pójdzie źle, to się dołuję, przeżywam i czuję się wyrodną matką. I fakt, jestem zmęczona.
    Częściej mąż mnie chwali niż ja sama. Oj, pora to zmienić! Dzięki za ten tekst Alicjo!

  • Odpowiedz Wrzesień 24, 2019

    Agnieszka

    Zanim doszłam do wyników badania, pomyślałam: mnie to nie dotyczy, ja rzygam tęczą na myśl o moim dziecku i odczuwam wyłącznie szczęście. A tu okazało się, ze jednak wiele z tych odczuć była i moim udziałem. Rzadko, czasem jednorazowo ale pojawiły się. Inspirujący tekst.

  • Odpowiedz Wrzesień 25, 2019

    Anna

    Kiedy byłam w 8 miesiącu ciąży dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza ze swoją koleżanką z pracy. Odszedł ode mnie, kiedy synek miał 3 miesiące. Ja nie moglam wtedy o tym mowic, poniewaz wiedzialam, ze musze byc silna dla syna. Wiedzialam, że jesli komukolwiek o tym powiem, rozpadne sie na 1000 kawalkow. Wbrew pozorom ta sytuacja wyszła mi na dobre. Były codziennie lub co drugi dzień odwiedza synka, bierze go do siebie na noc, na wakacje. A ja wtedy mam czas dla siebie, na regenerację, czas aby się zatesknic. I kiedy czytam komentarze kobiet, które skarżą się, że muszą wszystkim zajmować się same, a facet przychodzi i tylko bierze, nie dając nic w zamian, to utwierdzam się w przekonaniu, że życie samotnej matki jest zdecydowanie lepsze.

  • Odpowiedz Wrzesień 25, 2019

    Justyna

    Mnie pomaga w kiepskich dniach rozmowa z dziećmi o tym co mi się podobało w danym dniu i co im. Fakt, że są małe, wiec wymieniać musze zacząć ja, a to czasami naprawdę trudne. Szczególnie gdy dzień był naprawdę spod znaku rynny… Ale zawsze coś tam się znajdzie, a jak one się rozkręcą to już miło słuchać 🙂 Choć nim nauczyły się mówić o swoim dniu upłynęło dość dużo czasu na “moich” wspomnieniach, to jednak warto było. Teraz przynajmniej wieczorem kładę się do łóżka w poczuciu, że może jednak nie było tak źle? Przypominam sobie czasem taki filmik “Story Of This Life” z fb, na którym jest ukazany dzień w oczach matki a potem ten sam dzień w oczach dziecka 🙂 Warto obejrzeć, ja za każdym razem płacze ;p

    • Odpowiedz Wrzesień 28, 2019

      Ola

      Muszę tego spróbować! Dzięki, że się podzieliłaś 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 25, 2019

    Agnieszka

    Oh, jak się cieszę że trafiłam na ten post. Jakże mi ulżyło, że nie tylko ja mam czelność myśleć czasem żeby to wszystko rzucić w cholerę. Mój syn ma dopiero 3,5 miesiąca ale zdażyło mi się już nie raz wstydzić własnych myśli .. Dwa dni temu, kiedy młody płakał 3/4 dnia myślałam, że wyskoczę przez balkon, przeklinałam siebie i męża za to, że zachciało nam się dziecka. W takich chwilach nienawidzę sama siebie bo pamiętam ile nas kosztowało zajście w ciąże i szczęśliwe donoszenie tego dziecka, urodziło się zdrowe i cudowne, a ja mam czelność myśleć, że lepiej by mi było bez niego. To oczywiście nie prawda, bo kocham syna nad życie ale czasem mam dość tak bardzo .. w około oczywiście mnóstwo powodów żeby z nikim nie porozmawiać na ten temat, bo przecież nie wolno mieć takich myśli, a co dopiero powiedzieć o tym na głos i to jeszcze w towarzystwie.

  • Odpowiedz Wrzesień 26, 2019

    Gertruda

    Droga Alicjo, bardzo wazny wpis i mysle, ze koncowka zupelnie niepotrzebna – nie musisz wyjasniac, ze macierzynstwo nie jest nieustajaca tortura (dla niektorych jest i jak to przeczytaja, poczuja sie jeszcze gorzej, a one po prostu potrzebuja pomocy).
    Ja czuje sie o wiele lepiej, kiedy mowie: jestem zmeczona. Niewyspana. Nie mam dzis sily. Boli nie glowa. Dzis nie mam ochoty.
    A moje dzieci? Rozumieja. 7 i 4 lata.
    I jest nam o wiele fajniej, niz kiedy mowlam: no dobrze i zgadzalam sie na rozne rzeczy mimo zmeczenia. Dzieci to potem czuja.
    Chcialabym, zeby i one wyrosly na ludzi, ktorzy szanuja samych siebie i umieja powiedziec: nie moge, nie mam sily, jestem zmeczony/a, ale moze jutro sprobujemy.

  • Odpowiedz Wrzesień 27, 2019

    Kasia

    Zdarza mi się ostatnio często mówić publicznie, że “dzieci zabijają” 😉 Przy takim poziomie zmęczenia jaki mam to najprawdziwsza prawda. Marzy mi się wielopokoleniowy dom, gdzie babcia pomaga zajmować się dziećmi, dziadek od czasu do czasu zawiezie je na zajęcia, a siostra co drugi dzień ugotuje obiad. Niestety real life jest taki, że pracuję od 3 tygodnia życia mojego młodszego dziecka (cudowność wynikająca z bycia na działalności….), ogarniam dwójkę, pracę, dom, ogród, gotowanie, konfitury, lekarzy, wożenie na zajęcia i … padam na twarz! Ale w przeciwieństwie do bohaterek artykułu nie czuję presji. Mam chyba na tyle mocny charakter, że nie interesuje mnie, co mówią inni i dzięki temu inni nic nie mówią 🙂 Nie mamy ślubu, dzieci nie są ochrzczone, jesteśmy wegetarianami, targamy małe dzieci po świecie (Indie, czy Kambodża przez miesiąc z plecakiem z 2-letnim dzieckiem) i nikt tego nie komentuje. I chyba to jest wspierające dla mnie, że nie mam bezsensownych wyrzutów sumienia wytworzonych sztucznie przez środowisko. Choć nadal umieram ze zmęczenia, ale szczęśliwsza i tego wszystkim życzę! :)))

  • Odpowiedz Wrzesień 27, 2019

    Rozalia

    Bardzo dobrze, że powstał ten wpis. Natomiast ja bym sie zastanowiła nad tym dlaczego kobiety nie mówią głośno o tych wszystkich aspektach macietrzyństwa, które nie do końca są takie kolorowe. A odpowiedź raczej jest prosta. Wieczne “dobre rady”, osądy ze strony społeczeństwa. No i przeświadczenie, że to najwazniejsza rola kobiety… To wszystko sprawia, że kobiety czują nacisk, aby być perfekcyjne i obwiniają się o wszystko… A tymczasem mamy prawo być nieidelna. Mieć różne sposoby na macierzyństwo. i nikomu nic do tego 😉

  • Odpowiedz Październik 1, 2019

    Angelika

    Oj aby to raz albo dwa już o 9 rano miałam dosyć i odliczalm godziny do magicznej 20.30 kiedy to te dwie małe zamkną w końcu jadaczki i nadejdzie jako taki spokój… Ale ja to maruda raczej i wiecznie marudzę

  • Odpowiedz Listopad 15, 2019

    Gosia Ćwiek

    Dziękuję za ten tekst. Myślę, ze warto by każdy ojciec tez go przeczytał, by mógł bardziej zrozumieć matkę swoich dzieci.

Leave a Reply