10 nietypowych rzeczy które warto zabrać na porodówkę…

… a których nie znajdziesz na standardowych listach typu “torba do szpitala”. Obiecuję nie będzie ani słowa o ogromnych podpaskach!

1. Piłka do tenisa. Nie to nie pomyłka! I nie chodzi o to żeby mieć czym rzucać w personel jak już Wam rodzenie zbrzydnie. Piłka to świetne narzędzie do masażu i tym samym łagodzenia bólu porodowego. Niech osoba towarzysząca roluje piłkę po waszych plecach – natężenie i charakter ruchów dostosowując do waszych aktualnych potrzeb. Zażądajcie żeby partner ćwiczył masowanie już kiedy jesteście w ciąży – dobrze wiem jak bolą plecy w 9 miesiącu! Żeby nie było, że ciężarne są samolubne – piłka to ułatwienie dla partnera bo dzięki niej nie męczy tak bardzo dłoni i nadgarstków!

Tu przykładowe wykorzystanie piłeczki. Najpierw dużo gadają, ale potem się akcja rozkręca.

2. Szczotka do włosów. Kojarzycie ten przyjemny prąd przebiegający po plecach kiedy ktoś Was czesze? Strasznie relaksujące, a wszyscy wiemy, że zrelaksowane ciało i umysł lepiej radzą sobie z rodzeniem. Dlatego jeśli akurat jesteście na etapie porodu w którym możecie chwilę posiedzieć to poproście partnera żeby Was chwilkę poczesał (warto go wcześniej nauczyć jak to się robi – większość mężczyzn nie potrafi czesać, tylko szarpie włosy!).

3. Woda termalna. Świetnie orzeźwi i nawilży, a łatwo ją zaaplikować.

4. Małe, przyjemne w dotyku ręczniczki. Przydadzą się do wycierania upoconego czoła i robienia zimnych lub ciepłych okładów. Ja miałam dosyć długą 2 fazę porodu i ręczniczkowe okłady robione w tym czasie przez moją mamę przynosiły niesamowita ulgę!

5. Lizaki. Na 99% nie pozwolą Wam nic jeść w trakcie porodu, a przecież to jest wysiłek, który czasem trwa trochę dłużej niż się zakładało i nadchodzi taki moment kiedy ma się ochotę na małe co nieco. Zwykłe cukierki do ssania mogą być niebezpieczne – bo jak nadejdzie silny skurcz to można się zakrztusić, a takiego lizaka zawsze łatwo wyjąć z dzioba. Poza kopem energetycznym lizak przyjemnie nawilży jamę ustną.

6. Skarpetki. Dużo skarpetek. Tak to już jest, że w trakcie porodu kobietom jest zimno w stopy, dlatego warto mieć ciepłe skarpetki w zanadrzu. A czemu dużo? Ano bo to poród jest – tu pociekną wody, tam pokapie trochę krwi i skarpetki do wymiany. Ja przy Pierworodnej zużyłam jakieś 8 par!

7. Mała poduszka. Szpitale nie cierpią na nadmiar pościeli. A czasem wygodnie podłożyć sobie dodatkową poduszkę tu i ówdzie. Nie wspominając o tym, że każdy akcent kojarzący się z domem poprawia nastrój.

8. Książka/gazeta/gra – wierzcie lub nie czasem porody bywają … nudne i dobrze jest czymś zająć głowę. Pierwsze 10 godzin porodu Pierworodnej to była straszna nuda. W ferworze nocnego zbierania się zapomniałam spakować książkę, w związku z czym od 5 rano wysyłałam wszystkim smsy, że jestem na porodówce i się nudzę (moja mała zemsta za wszystkie smsy „urodziłaś już?!”), a potem… potem pobiłam rekord świata w skakaniu kotkiem przez żabkę (taką grę oferował mój uprzedni telefon)

9. Coś co pozwoli Wam odpowiednio uczcić pojawienie się potomka. Celebrujemy śluby, rocznice, urodziny, imieniny nawet, więc dlaczego nie uczcić jakoś dnia porodu? Ja tym razem zamierzam mieć w torbie kilka sztuk pięknych pralinek (takich na które zawsze się sępie) i pochłonąć je w towarzystwie Wirgiliusza jak już skończy się faza bezmyślnego i pełnego miłości gapienia się na Drugorodnego

10. Muzyka. Właśnie jestem na etapie tworzenia porodowej playlisty. Wiem, że u nas to wciąż mało popularne, ale warto mieć jakiegoś grajka przygotowanego – może pomóc się zrelaksować i odciąć od niepokojących odgłosów szpitala do których nienawykłe są uszy zwykłego obywatela. Rodzaj muzyki jaką sobie wgracie zależy od was. Nie ma uniwersalnych piosenek porodowych. Ja nie znoszę tych wszystkich relaksacyjnych odgłosów wody i ptaszków. Do szału mnie doprowadzają. Nie dla mnie też spokojne ballady i ckliwe pieśni. Do porodu potrzebuję czegoś dynamicznego, taki typ. Choć ostatnio stwierdziłam, że najlepiej będzie jak sobie po prostu zapętlę I will survive

Nic nie jest lepszą mantrą porodową niż I will survive!! 😉

Co jeszcze proponujecie? Inspirujcie! Myślałam o Final Countdown Europe do fazy partej 😀 …

* czekoladki ze zdjęcia można nabyć tu

** a wiecie, że całkiem spora ilość szpitali poza granicami naszego kraju proponuje rodzicom specjalny, uroczysty obiad poporodowy właśnie po to aby mogli uczcić ten jakże wyjątkowy dzień? Chociażby ten szpital chwali się na swojej stronie internetowej, że:

“After delivery, Memorial offers a “Celebration” dinner to the new parents, featuring either a steak or chicken dinner and apple cider in a champagne glass to commemorate the special occasion.”

I nie jest to odosobniony przypadek! Szkoda, że w rodzimych szpitalach możemy liczyć jedynie na kromkę chleba z serkiem topionym albo parówkę. Ja dostałam makaron z whiskasem. Ponoć było to spaghetti bolognese – ale kota mam od zawsze i dobrze wiem jak whiskas wygląda! I pachnie…

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3). Żona Wirgiliusza. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

10 komentarzy

  • Odpowiedz Maj 8, 2014

    piwnooka

    Bardzo fajny tekst! Właśnie Was znalazłam, tak przeglądam i czytam i bardzo mi się tu podoba 🙂 Pozdrawiam serdecznie

  • Odpowiedz Maj 8, 2014

    Alicja

    Dzięki! Zapraszamy częściej – zwłaszcza, że jak wnoszę z Twojego bloga latorośle mniej więcej z tego samego okresu mamy/mieć będziemy 🙂 Mam nadzieję, że mdłości dadzą Ci spokój wcześniej niż mi!

  • Odpowiedz Czerwiec 5, 2014

    Cherrycolla

    Z ciekawości zajrzałam na listę i zdziwiłam się gdy przeczytałam, że w trakcie porodu nie pozwolą mi jeść. Podczas mojego porodu mój partner poszedł do sali po obiad i razem s kąsaliśmy go tuż przed parciem 😉 Ale wiem, że poród w Polsce dużo różni się od tego w Niemczech.
    Dość ciekawa ta lista i bardzo przydatna! 🙂

    • Odpowiedz Czerwiec 6, 2014

      Alicja

      Serio przed parciem zjedliście obiad? Super! 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 8, 2014

    maeda

    Ja jadłam śniadanie, urodziłam w porze obiadowe, po drodze zjadłam jakiś batonik z polecenia położnej bo mi się jeść nie chciało 😉 piłka do masażu to genialny pomysł, wykorzystam przy następnym dziecku chociaż swój pierwszy poród przechodziłam prawie w całości i nie dałam się dotknąć mężowi 😉

  • Odpowiedz Czerwiec 12, 2015

    anonim

    fajna lista – ja doloze smoczka, na wypadek bardzo rozdartego i glodnego malca *)
    w irlandii po narodzinach proponuja kawke, herbatke z ciasteczkami maslanymi &) a na laktacje polecaja mala szklaneczke Guinness-a *) dla mnie bomba i fakt pomaga, wyprobowalam, choc nie od razu ale faktycznie bardzo wzmaga laktacje*)

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

    Małgosia 27tc

    Właśnie najpierw się prawie udusiłam ze śmiechu, a następnie wpadłam w płacz na zmianę ze śmiechem z powodu spaghetti z whiskasem (tak też miałam kota -wiem jak to pachnie i wygląda). Lista ciekawa, choć muszę przyznać, że większość z tych rzeczy poleciła mi do zabrania na porodówkę moja położna.

  • Mój małżonek przyniósł mi na porodówkę piwo Bavaria 0% 🙂 nie w dniu porodu, ale dwa dni później, bo akurat wypadały moje urodziny, a pobyt w szpitalu się przedłuzal. Przy drugim porodzie Bavarię chętnie wypilabym zaraz po 😉

  • Odpowiedz Kwiecień 14, 2017

    sylwia

    Ja jak rodziłam córkę, to dotarłam do szpitala…. godzinę przed porodem!
    Nawet nie zdążyłam się rozebrać, zanim nadeszły skurcze parte 😉 cała misternie pakowana torba… Nie wiem nawet czy udało mi się do niej zajrzeć. Chyba tylko po porodzie, jak szukałam żelu pod prysznic. Dobrze, że nie urodziłam w windzie, albo tym bardziej… w taksówce! 🙂

  • Odpowiedz Maj 25, 2017

    Besmara

    Polecam na długi poród zapętlone the neverending story ;))

Leave a Reply