Blizny pod lupą

Wpis powstał w ramach współpracy z marką Bio-Oil

Moją prawą dłoń zdobi wyraźna blizna, która pojawiła się tam ponad ćwierć wieku temu, w związku z czym nawet nie pamiętam jak moja ręka wyglądała bez niej. I w zasadzie to nie chcę pamiętać, bo wbrew pozorom przebieg tej odcinającej się na skórze linii przywołuje same ciepłe wspomnienia. Za jej powstaniem stoi bowiem sam… hrabia Dracula. Nie żartuję! Tak bowiem wabił się mój pierwszy ukochany szczurek – fantastyczne, wyjątkowo towarzyskie i inteligentne stworzenie, które jednak pewnego razu miało problem ze złapaniem równowagi wędrując po mojej ręce przez co wczepiło się w skórę wyjątkowo mocno, zostawiając po sobie trwałą pamiątkę nie tylko w moim sercu, ale też na dłoni.

Trwałą, bo blizny nie znikają – owszem możemy poprawić do pewnego stopnia ich wygląd, ale nie możemy sprawić, by zniknęły na zawsze. Blizny to bowiem uszkodzenia głębszych, niż ta powierzchniowa (czyli naskórek), warstw skóry. Gdy zaś dochodzi do tak głębokiego przerwania ciągłości skóry, organizm ludzki robi co może, by zatrzymać krwawienie i „załatać” uszkodzenie, poświęcając na to całą energię i dostępne środki, i choć stara się jak może to, niestety dla naszego bezpieczeństwa, stawia bardziej na „jakoś” niż jakość” stąd też zabliźniona rana odzyskuje jedynie ~70% sprężystości skóry sprzed uszkodzenia.

To trochę jak z wykańczaniem mieszkania przez ekipę remontową, bo termin goni – owszem może i da się w godzinę pomalować ściany tak, by na pierwszy rzut oka nie wystawał spod farby tynk, ale efekt siłą rzeczy nie może być tak perfekcyjny i dopieszczony w każdym detalu jak wtedy, gdy na dokończenie pracy mamy kilka godzin czy dni. Ten brak dopieszczenia, gdy ekipę remontową gonił czas, widoczny będzie także w braku detali ozdobnych na ścianach – podobnie w przypadku blizn – ekipa remontowa naszego ciała owszem, przywróciła na nowo ciągłość skóry, ale niestety w obrębie blizny nie możemy już liczyć na włosy ani gruczoły potowe, a wszystko to razem sprawia, że blizny – wyglądają jak wyglądają. Przy czym paradoksalnie, choć procesy prowadzące do przywrócenia ciągłości skóry przebiegają szybko, to na ostateczny wygląd blizny przyjdzie nam poczekać całkiem długo, bo proces ten może trwać nawet do dwóch lat.

Nie ma przy tym żadnego problemu, gdy blizna nie powoduje żadnego dyskomfortu fizycznego (czyli np. nie „ciągnie” ani nie jest tkliwa) jest niewielka albo gdy jest spora, ale w pełni akceptowana przez osobę, której ciało zdobi. Nie ma go też, gdy blizna przywołuje ciepłe wspomnienia – jak moja na dłoni. Gorzej, że blizny wiążą się często z przykrymi wspomnieniami, a nawet traumami – wypadki, operacje, poparzenia, a czasem „zwykły” młodzieńczy trądzik, który skutecznie uprzykrzał nam dorastanie i raczej nie pomógł w zyskiwaniu pewności siebie. Bywa zresztą, że chcemy zmniejszyć widoczność blizny nawet gdy wiąże się ona z jednym z najpiękniejszych dni naszego życia – narodzinami dziecka.

Czy da się to zrobić? Cóż, tak jak już wspomniałam, na pewno nie dysponujemy jeszcze żadnymi środkami, które sprawiłyby, że blizna zniknie na zawsze. Szczęśliwie ze względu na to, że dla niektórych osób blizny – zwłaszcza te wiążące się z przykrymi wspomnieniami lub znajdujące się na tych co bardziej eksponowanych częściach ciała – stanowią problem, który wpływa na ich codzienne funkcjonowanie i samoocenę – prowadzi się obecnie całkiem sporo badań nad bliznami. Ich celem jest po pierwsze znalezienie remedium na to by tworzeniu się blizn zapobiegać, a po drugie sposobu na to, by te już istniejące minimalizować.

Nie jest to łatwe, bo skóra bywa kapryśna – jako człowiek, który z problemami skórnymi (czytaj trądzikiem), borykał się naprawdę wiele lat, wiem niestety aż za dobrze o tym, że to, za co ręczą inni (a czasem nawet za co ręczą badania), nie zawsze musi pomóc akurat nam, a przy bliznach dochodzi jeszcze kwestia chociażby tego jak dawno ona powstała (przy „młodszych” bliznach, interwencja będzie bowiem zwykle efektywniejsza niż przy „starszych”), jakie jest źródło jej powstania (poparzenie, skalpel fenomenalnego chirurga, trądzik, ugryzienie, podrapanie, wbite szkło itd.), jaka jest jej wielkość i jaki jest jej rodzaj. Dlatego też, z całą stanowczością, podkreślić muszę, że pierwsza, najważniejsza i potencjalnie najskuteczniejsza interwencja w sprawie blizn jakiej możecie się podjąć to…

…wizyta u dermatologa. Ja wiem, że niby truizm, ale wciąż niewiele osób uważa problemy skórne, zwłaszcza jeśli nie towarzyszą im żadne inne, poza „estetycznymi”, dolegliwości za problemy, które może rozwiązać lekarz. Tymczasem lekarz swym profesjonalnym okiem będzie potrafił ocenić czy blizna jest zagojona prawidłowo, czy też mamy do czynienia z blizną patologiczną, do których należą m.in. blizny przerostowe i keloidy i na tej podstawie zaproponować leczenie (w przypadku blizn patologicznych) lub pielęgnację (w przypadku prawidłowych). Przy czym, jak zwykle w życiu bywa – lepiej zapobiegać niż leczyć, więc jeśli u was lub u któregoś z członków rodziny doszło do mocniejszego, niż wyłącznie powierzchniowego przerwania ciągłości skóry, naprawdę warto dermatologa odwiedzić. Współczesna medycyna dysponuje szeroką gamą środków, które mogą utrzymać rozwój blizny w ryzach tak, by zminimalizować jej powstawanie i których skuteczność działania ma całkiem solidne uzasadnienie w badaniach naukowych.

Do takich sposobów należy przede wszystkim terapia uciskowa, stosowanie materiałów i opatrunków silikonowych, a także podanie „do blizny” kortykosteroidów (z badań wynika, że mogą one zmniejszyć wielkość blizny nawet o 50 i więcej procent). Ponadto w gabinetach stosuje się lastero- i radioterapie oraz zabiegi kriochirurgiczne.

Jeśli wasza blizna nie jest na tyle problematyczna, rozległa ani nie oddziałuje na wasze samopoczucie psychiczne na tyle mocno, by sięgać po tak zaawansowane medycznie sposoby, ale chcecie spróbować choć trochę powalczyć o poprawę jej wyglądu – w aptekach i drogeriach znajdziemy całą masę preparatów, które mogą wspomóc ten proces. Niestety na razie nie dysponujemy jeszcze twardymi dowodami na skuteczność poszczególnych komponentów preparatów, w związku z czym indywidualne efekty mogą się różnić dość mocno. Nie oznacza to jednak, że badań nad składnikami produktów kosmetycznych, które mogą pomóc w poprawianiu wyglądu blizn się nie prowadzi – wręcz przeciwnie jest ich coraz więcej. Niemniej, póki co nie mamy definitywnych i rozstrzygających odpowiedzi, które byłyby tak pewne jak to, że 2+2=4 albo że czekolada jest milsza dla podniebienia niźli jarmuż.

Jak dotąd do tych najpopularniejszych elementów składowych tego typu preparatów należą m.in.:

  • wyciąg z cebuli
  • witamina E (lub inaczej tokoferol)
  • witamina A
  • allantoina
  • heparyna
  • masa perłowa

Co istotne najczęściej badacze koncentrują się na analizie wpływu każdego z powyższych na wygląd blizn, ale pojedynczo. Tymczasem większość preparatów na blizny zawiera mniej lub bardziej bogatą mieszaninę powyższych składników, a co oczywiste, wówczas działanie może różnić się od odosobnionego działania pojedynczej substancji. Dlatego potrzebujemy kolejnych badań, które dadzą odpowiedzi na temat tego jaka kombinacja składników może dać potencjalnie najlepsze rezultaty w ramach takiej, zwykłej, domowej pielęgnacji. I mam ogromną nadzieję, że wkrótce je dostaniemy. Ba! Z przesłanek płynących z badań na zwierzętach wyłaniają się optymistyczne prognozy sugerujące, że być może za jakiś czas uda nam się podejmować interwencje, dzięki którym w miejscu głębokiego przerwania ciągłości skóry pojawi się „normalna” skóra, a nie blizna. Niemniej to bardziej melodia przyszłości, która zrealizuje się pewnie gdy nasze dzieci dorosną. My musimy bazować na tym co udało się wypracować w laboratoriach do tej pory.

Jednym z takich preparatów jest olejek Bio-Oil właśnie, a co więcej TU możecie się przekonać jak wypada on w poprawianiu wyglądu blizn w próbach klinicznych. Z ciekawostek – historia olejku Bio-Oil sięga jeszcze lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, a inspirację dla stworzenia – PurCellin Oil – jednego ze składników olejku były badania nad właściwościami oleju, którym kaczki wygładzają i układają swoje pióra, dzięki czemu są one odżywione, błyszczące i wygładzone, a także mają ochronę przed zawilgoceniem. „Ojciec” olejku – chemik Dieter Beiera, sam bowiem doświadczał problemów skórnych, z którymi inne produkty nie potrafiły sobie poradzić, zaczął więc pracę nad czymś „swoim”.

Zachęcam was także do zerknięcia do poprzednich wpisów, które powstały pod patronatem marki Bio-Oil:

– tego z ciekawostkami na temat skóry, który osobiście bardzo lubię i nad którym fantastycznie mi się pracowało (klik)

– tego o najczęstszych problemach skórnych w ciąży (klik)

– albo tego o tym jak pielęgnować skórę po ciąży (klik)

Źródła

https://www.aad.org/public/diseases/bumps-and-growths/scars#treatment

Monstrey i wsp., 2014. Updated Scar Management Practical Guidelines: Non-invasive and invasive measures.

Karmisholt i wsp., 2018. Early laser intervention to reduce scar formation – a systematic review.

Kerwin i wsp., 2014. Scar prevention and remodeling: a review of the medical, surgical, topical and light treatment approaches.

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

3 komentarze

  • Odpowiedz Styczeń 8, 2019

    Sylwia

    A jak to jest z bliznami takich maleńkich dzieci? Moje osobiste dziecię ma niespełna rok a na twarzy mnóstwo blizn po ospie. W ogóle wszystkie mają przy czym starsze nie na twarzy. Takie jakby ciemne plamki. Można coś zdziałać? Czy po prostu czekać aż urosną i się rozejdą? Pozdrawiam

    • Odpowiedz Styczeń 8, 2019

      Alicja

      Podeszłabym do dermatologa dziecięcego jednak – przy maluszkach i ich skórze trzeba działać indywidualnie, a jeśli są na twarzy to warto chyba intensywniej popracować, bo potem może dziecina ich nie lubić.

  • Bardzo przydatny wpis. Ja z moją blizną męczyłam się długo, ale na szczęście trafiłam na świetną panią dermatolog, która idzie z duchem czasu i potrafiła doradzić mi skuteczne leki oraz kosmetyki 😉 Wobec tego Twojej rady o wizycie u lekarza absolutnie nie traktuje jako banalnej!

Leave a Reply