Depresja, kopniaki, głosy, sen niemowląt i inne nowości w naukach rodzicielskich

O ludzie, wiecie co, jednak trójka dzieci to trochę więcej niż dwójka, a doba magicznie się po urodzeniu trzeciego nie wydłuża (co uważam za skandal i postuluję wprowadzenie programu doba plus dla każdej matki, która powije kolejnego potomka), więc okazało się, że w cyklu szorty z nauk zatrzymałam się na wrześniu, a mamy już przecież styczeń! Niniejszym nadrabiam niedopatrzenie i robię zbiorczy skórcik z okresu październik-listopad-grudzień. I obiecywam, że od stycznia już będzie co miesiąc ładnie. Chyba, że się nie uda. To wtedy nie. Wiadomo.

Otóż depresja poporodowa – temat, który moim zdaniem wciąż poruszamy za rzadko i zbyt małą wagę doń przykładamy. Dlatego warto chyba wspomnieć o badaniu, które sugeruje, że prawdopodobieństwo pojawienia się depresji poporodowej jest wyższe w przypadku gdy potomek jest płci męskiej. Prawdopodobieństwo pojawienia się depresji rośnie także jeśli w trakcie porodu pojawiły się komplikacje. To co jednak najważniejsze to fakt, że autorzy podkreślają, że najlepszym co możemy zrobić by zapobiec pojawieniu się depresji poporodowej to mocno wspierać kobietę w pierwszych tygodniach/miesiącach życia małego człowieka. Takie proste, a tak rzadko oferowane.

Ciekawe jest też to, że inne, nowe badanie wykazało, że istnieje duża korelacja pomiędzy tym jak mocny ból odczuwała kobieta po porodzie (a więc nie w jego trakcie, tylko w połogu!) a tym jakie było ryzyko wystąpienia u niej depresji poporodowej. To ważne odkrycie bowiem kobiecy ból jest notorycznie bagatelizowany – mamy choćby dane sugerujące, że w szpitalach kobiety dłużej czekają na podanie środków przeciwbólowych niż mężczyźni, mimo że deklarują taki sam poziom bólu. A, nie czarujmy się, ten poporodowy jest w ogóle ignorowany, bo większość kobiet, które się skarżą, że boli, dostaje w odpowiedzi „no przecież ledwo co pani urodziła to co się pani dziwi” i tyle. Że też ludziom po złamaniach oferuje się pomoc w radzeniu sobie z bólem i minimalizowaniu go zamiast mówienia im „no przecież to złamane, to normalka że boli, nie?”. Albo ma pani anginę to oczywiste, że boli gardło, proszę cierpieć i nie narzekać czego się pani spodziewała niby? Absurd? No ba. A jednak z jakiegoś powodu codzienność wielu matek.

Zanim jednak człek urodzi to musi ponosić tę dziecinę w brzuchalu, a to wiąże się z tym, że matki dzielą się generalnie na dwie grupy – te które z sentymentem wspominają ruchy dziecka jeszcze z okresu życia prenatalnego (ach jak ja tęsknie za tymi kopniaczkami) i te, które miały w brzuchu nieprzestającego kopać kangura.

Te kopniak mają jednak kilka ważnych ról do odegrania, a jedną z nich opisano dopiero teraz. Stwierdzono bowiem, że takie spontaniczne ruchy w łonie mamy są ważnie nie tylko dlatego, że – jak uważano dotychczas – ćwiczą układ ruchowy małego człowieka, ale też ze względu na to, że dotknięcie ściany macicy matuli przyczynia się do rozwoju tych części mózgu, które odpowiadają za późniejsze odbieranie bodźców dotykowych i pozwala dziecku tworzyć mapę własnego ciała. Jest to dość ważna informacja w kontekście dzieci urodzonych przedwcześnie – chodzi o to by stworzyć im takie warunki by kopiąc sobie w inkubatorze również mogły poczuć jakieś ograniczenie i by ich ciało nadal czuło się jak w brzuchu mamy, czyli innymi słowy by kopniaki nie były rzucane na wiatr.

Ach skoro już przy kopniakach jesteśmy, to miłe naukowce wykminiły, że gdy półroczniaki nie chcą być fit tzn. mało się ruszają to przy okazji też zwykle mniej śpią, w związku z czym uczone głowy coś tam przebąkują żeby więcej bajtle na brzuszku kłaść coby się pomęczyły, bo może lepiej będą spać. Może jest kluczowe, gwarancji nikt nie daje, ale niewyspany rodzic wszystkiego się chwyta więc jakby co to możecie sprawdzić na swoich.

A skoro już przy małych knypkach jesteśmy, to jedno z badań zasugerowało też, że dzieciom młodszym niż 6 miesięcy rozpoznanie twarzy matuli pokazanej z profilu przychodzi z ogromnym trudem, ba, jest dla nich wręcz nieosiągalne. Wpadlibyście na to?

Ostatnio wam zdradziłam, że z pasją śledzę wszelkie doniesienia na temat interakcji między genami młodego człowieka a sposobem jego wychowania, czyli wszystko co dotyczy dylematu wrodzone czy wyuczone/wychowane. No i takie całkiem ciekawe badanie się pojawiło w którym obserwowano bliźnięta jednojajowe w wieku od 6 do 11 lat i okazało się, że to z bliźniąt, które ze strony rodziców doświadczało bardziej surowego traktowania i otrzymywało mniej ciepłych emocji miało większe szansę na to by pojawiły się u niego zachowania agresywne i antysocjalne. Krótko mówiąc można rzec, że geny to jedno, a relacja z rodzicem – drugie.

Z ciekawostek z niejako drugiej strony tego odwiecznego sporu – stwierdzono, że poziom kortyzolu, znanego jako hormon stresu, we krwi matki w piątym tygodniu ciąży (czyli na samiuśkim jej początku) koreluje z reakcją dziecka na sytuacje stresowe gdy ma ono… 11 lat. Dzieci tych matek, które na początku ciąży miały wysoki poziom kortyzolu, miały – w porównaniu do dzieci mniej zestresowanych matul – wyższy poziom kortyzolu w sytuacjach dla nich trudnych czyli np. momencie rozpoczęcia nowej szkoły lub podczas wystąpień publicznych. Czy to tylko przypadkowa korelacja czy stoi za tym jakiś co ciekawszy mechanizm np. epigenetyczny – na razie nie wiemy, ale nie da się ukryć, że jest to ciekawe.

Inna grupa badawcza przeprowadziła zaś mniej fascynujące za to bardziej zabawne badanie – dwuipóletnie berbecie nagrywano podczas wypowiadania zwyczajnych słów takich jak drzewo, pies, piłka, słoń itd. Te same słowa wypowiadały również ich matki, co także uwieczniono na nagraniach. Następnie nagrania te odtwarzano grupie studentów i okazało się, że o ile w przypadku nagrań z udziałem dorosłych, studenciaki nie miały większych problemów z rozróżnieniem kto mówi (tzn. w potoku słów płynących z nagrań byli w stanie rozróżnić kiedy zmienia się osoba wypowiadająca słowa) o tyle w przypadku nagrań dziecięcych głosików zorientowanie się, że teraz słowa wypowiada inny berbeć niż przed chwilą było już dla nich znacznie trudniejsze. Oczywiście nie oznacza to, że rodzice nie są w stanie poznać głosu swojego dziecka na nagraniu – bo głosiki i maniery językowe naszych albo innych dobrze nam znanych dzieci raczej nie będą dla nas trudne do wyłapania, ale jeśli czujecie się nieco zdezorientowani i słyszycie głosy (choć nie wiecie czyje) na imprezach urodzinowych albo innych spędach dzieci to być może nie jesteście sami.

Z rzeczy mniej śmiesznych, a bardziej wkurzających – nowe badania przeprowadzone w Szanghaju sugerują, że ekspozycja na cząsteczki PM 2.5 (czyli te których stężenia w powietrzu są w wielu miejscach naszego pięknego kraju notorycznie wielokrotnie przekroczone) w pierwszych trzech latach życia istotnie zwiększa ryzyko zaburzeń ze spektrum autyzmu u dzieci. Ale co tam, ignorujmy sobie dalej kwestie czystości powietrza, przecież według wielu osób to rozdmuchany problem, nie?

Żeby nie było tak smutno – pojawiła się też publikacja, że w porównaniu do matek, które nie karmiły piersią wcale lub karmiły krócej niż sześć miesięcy te, które karmiły swoje dziecię piersią przez co najmniej sześć miesięcy (lub dłużej oczywiście) są obarczone mniejszym ryzykiem tego, że w wieku średnim rozwinie się u nich niealkoholowe stłuszczenie wątroby. Jeśli nie wiedzieliście nawet że taka jednostka chorobowa istnieje, a teraz wiecie i lecicie pytać doktora gugla czy to macie, to sorry, nie chciałam 😉

A skoro przy guglu jesteśmy – obiecałam was serię artykułów na temat cyberbullying rozumianego jako nękanie w sieci przez rówieśników. Sprawa powinna być bliska sercu każdego z nas, zwłaszcza, że od takiego rówieśniczego nękania nie można uciec – jest w szkole, jest w domu, jest w roku szkolnym, jest na wakacjach, jest tak długo jak długo dziecko prowadzi życie on line. Tymczasem nowe badanie przeprowadzone na próbie 682 dzieciaków w okresie gdy miały one od 14 do 19 lat sugeruje, że konsekwencja bycia gnębionym/nękanym wychodzą poza efekty czysto psychologiczne i mogą nawet wiązać się ze zmianą w strukturze mózgu u nastolatków, którzy regularnie padają ofiarą takich ataków. Warto więc sprawę traktować poważnie, a nie tylko jako oj tam niewinne żarciki kolegów/koleżanek z klasy, gorsze rzeczy cię w życiu spotkają, to się przygotujesz przynajmniej dzięki temu.

Aha no i kolejne badanie wykazało, że lepiej żeby dzieciny nie spędzały więcej niż 2 godziny dziennie na rekreacyjnym gapieniu się w ekran tableta/tv/smartphona/kompa, bo taki nadmiar im źle na zdolności kognitywne robi. W badaniu tym analizowano dzieci w wieku 8-11 lat, więc gwoli ścisłości przypomnę, że dla grupy wiekowej 2-5 lat limit dziennego czasu kontaktu z ekranem wedle Amerykańskiej Akademii Pediatrii to jedna godzina.

No to do usłyszenia w następnych szortach z nauk rodzicielskich choć mam nadzieję, że na inne wpisy też czekacie z ciekawością. Jak wam się spodobało to możecie lajka na fb zostawić, bo bez tego to fb jeno memy wam pokazywał będzie, a mi się memów nie chce robić gdyż jestem leniem. I mam tróję dzieci. I jak już muszę coś robić to niech to będzie herbata 😉

Rzeki (a może źródła się na to mówi?):

Hauck i wsp., A comparison of low-intensity physical activity, growth, and sleep behavior in 6-month old infants. Infant Behavior and Development.

Myers i Johns. Male infants and birth complications are associated with increased incidence of postnatal depression.

American Society of Anesthesiologists. Postpartum depression linked to mother’s pain after childbirth: New study underscores importance of managing pain during recovery.

Waller i wsp., 2018. Parenting is an Environmental Predictor of Callous-Unemotional Traits and Aggression: A Monozygotic Twin Differences Study.

Ichikawa i wsp., 2018. A longitudinal study of infant view-invariant face processing during the first 3–8 months of life

Quinland i wps., 2018. Peer victimization and its impact on adolescent brain development and psychopathology

Acoustical Society of America. For adults, the terrible twos are a confusing earful

Chen i wsp., 2018. Early life exposure to particulate matter air pollution (PM1, PM2.5 and PM10) and autism in Shanghai, China: A case-control study

Ajmera i wsp., 2018. Longer lactation duration is associated with decreased prevalence of non-alcoholic fatty liver disease in women.

Mama Pierworodnej (6), Drugorodnego (4) i Wikinga co noworodem na razie jest. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

7 komentarzy

  • Odpowiedz Styczeń 7, 2019

    Natalia Lub

    Przeczytałam do końca, ale sugestywna wizja programu doba+ tak mi utkwiła w głowie, że myślę tylko o tym. Chcę! Która partia to obiecuje?

  • Odpowiedz Styczeń 8, 2019

    wisznu

    ad. 1 – ból przy porodzie – to chyba jest kwestia tego, że kobieta kobiecie wilkiem – zwłaszcza kiedy ma nad nią jakąś władzę i możliwość wyładowania frustracji – a tych w zawodzie pielęgniarki/położnej nie brakuje zwłaszcza w Polsce. Ale poza tym chyba generalnie mężczyźni mają więcej empatii (wyrozumiałości?) wobec kobiet i kobiety wobec mężczyzn. Dlatego chyba częściej kobiety są zadowolone z usług ginekologa mężczyzny, a mężczyźni mają ulgowe traktowanie w szpitalach przez pielęgniarki…

    • Odpowiedz Styczeń 8, 2019

      Dominika

      Jest w tym dużo prawdy niestety i dotyczy to kobiet wogóle, nie tylko tych ze służby zdrowia. Często się słyszy, że kobiety nie chcą ciężarnej przepuścić w kolejce, bo im to nikt nie ustępował i do ostatniego dnia ciąży to musiały pracować, wiec dlaczego inna baba ma mieć lepiej … Czytałam kiedyś artykuły w “charakterach” że taka absurdalna rywalizacja ma nawet miejsce między matką i córką. Matki często zazdroszczą, że córka ma “lepiej” w życiu niż ona sama za jej czasów i to również prowadzi do bagatelizowania kobiecego bólu. Minie osobiście bardzo bolał brak wsparcia od kobiet z rodziny, ba boli do dziś.

  • Odpowiedz Styczeń 8, 2019

    Astrea

    Oj, z tym bólem to makabra jakaś! Pięć dni skarżyłam się na połogowym, że boli do granic szaleństwa i nawet na kiblu usiąść nie mogę. Pięć dni słuchania, że jestem przeczuloną histeryczką. Aż w końcu zdjęli jeden z za ciasno założonych szwów i się okazało że w środku wszystko się babrze na całego…
    Do teraz mam psychikę zrytą przez ten ból i strach, a pół roku minęło.

    A tak przy okazji, z tym “spendem” to jakiś żart słowny zahaczający o koszta organizacji imprez dziecięcych czy jednak miał to być zwykły “spęd”?

    • Odpowiedz Styczeń 8, 2019

      Alicja

      o matko i córko dzięki za zwrócenie uwagi, nie wiem skąd mi się to wzięło ale spęd miał być zwykły 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 11, 2019

    Mama Ewci i Maciusia

    Pamiętam dwie “sceny” po porodzie.
    1) Koleżanka z łóżka obok (po cesarce jako i ja wtedy) miała pierwszy raz wstać z łóżka. Poprosiła więc pielęgniarkę, żeby podała jej rękę, bo wszystko ją bolało. Reakcja tej pani? “Przecież masz się dziewczyno sama uruchomić, nie mogę Ci pomagać, bo potem kto się dzieckiem zajmie?!”… Koleżanka wstała z łóżka zaciskając zęby, a gdy pielęgniarka poszła, wylała morze łez z bólu i bezsilności… 🙁
    2) Jestem po drugim porodzie, siłami natury. Przychodzi pielęgniarka i pyta: “Chce pani coś przeciwbólowego?” Mówię, że dziękuję, nawet nie jest tak źle. A ona na to: “Ale pewnie wolałaby Pani, żeby było dobrze, co? To ja dam coś na ból, może paracetamol?”. Ale mi się miło zrobiło!
    Dwie różne osoby i dwie reakcje na ból. Oby więcej było tych drugich…

  • Odpowiedz Styczeń 13, 2019

    Agnieszka

    Uwielbiam ten cykl!

Leave a Reply