Jest takie miejsce…

Jest takie miejsce, o którym po raz pierwszy usłyszałam więcej niż dekadę temu. Miejsce, w którym każdego dnia duzi ludzie walczą ramię w ramię z małymi. Choć nie, nie małymi – najmniejszymi. Czasem tak maleńkimi, że nawet kilogramowa torebka cukru wydaje się przy nich ciężka. Czasem mieszczącymi się na dużej męskiej dłoni…

Te maleńkie istoty przychodzą na świat zupełnie do niego nieprzygotowane. W pierwszym odruchu chciałam napisać bezbronne, ale to określenie zupełnie nieadekwatne. Bo bezbronny kojarzy mi się z bezsilny. Tymczasem ci mali ludzie to najsilniejsi ludzie świata. Od pierwszej sekundy swojego życia muszą walczyć z całych swoich maleńkich sił – o każdy oddech, o każdą kroplę mleka, o każdy gram. Toczą nieludzkie boje z bakteriami i wirusami. Ze światem, na który ich ciało i układ nerwowy nie były jeszcze gotowe. To walka potwornie nierówna i potwornie niesprawiedliwa.

Walkę toczą też rodzice tych małych siłaczy. Ci u których dźwięki szpitalnej aparatury już zawsze będą powodować niemiłe uczucie. Ci którzy paniką reagują na każdy dźwięk telefonu, bo co jeśli dzwonią ze szpitala…? Ci którzy kładą rękę na inkubatorze z nadzieją, że ich mały człowiek ją jakoś poczuje. Ci, którzy boją się ruszyć kangurując maleńką istotę, której ciało połączone jest z masą czujników. Ci w końcu, którzy płaczą z bezsilności i zasypiają z pytaniem „dlaczego my?”.

Ale gdy myślimy o tej walce zapominamy o jeszcze jednym jej uczestniku. O tych, którzy każdego dnia towarzyszom małym ludziom i ich rodzicom. Którzy niczym giermkowie przygotowują i podają im oręż do walki. Tylko zamiast mieczy i zbroi podają najnowsze osiągnięcia medycyny, swoją wiedzę i doświadczenie. Dla nich to też nie jest łatwa walka. Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie jak bardzo obciążające emocjonalnie jest to zadanie.

Kiedy każdego dnia widzisz tragedie i sukcesy, a jedno miesza się z drugim. W jednej chwili jesteś świadkiem niewyobrażalnego dla całej rodziny dramatu i starasz się być wsparciem dla ich niedowierzania, złości, rozpaczy, przyjmując ich uczucia w koszmarnej, niesprawiedliwej i beznadziejnej sytuacji jaką jest odejście dziecka (i pacjenta), a w drugiej przyjmujesz wybuch radości na słowa „już jest dobrze” albo „niedługo wychodzicie”. A w międzyczasie musisz myśleć trzeźwo, logicznie, być cały czas uważnym by się nie pomylić, by podać właściwe leki, właściwą dawkę, by zaopiekować się każdym maluchem, by pomóc mamie w walce o mleko. W dzień, w nocy, w weekendy, dni powszednie, w święta i nie. Tam nie ma opcji „a zerknę w pracy na fejsa” i się chwilę zrelaksuję.

Gdy mówimy w sieci o służbie zdrowia to zwykle w oparciu o negatywne przykłady – bo tu konował, a tam ktoś bez krzyny empatii i serca. Zapominamy że w każdym zawodzie są czarne owce, i że w każdym zawodzie są ludzie absolutnie mu oddani. W miejscu, o którym piszę są ci drudzy. Bo kto inny wpadłby na pomysł by dodać otuchy rodzicom maleńkich ludzi walczących o swoje zdrowie i życie poprzez wręczanie im dyplomów. Dyplomów, które nie są zwykłym świstkiem papieru, ale przede wszystkim dają nadzieję, powód do świętowania, na chwilę odwracają uwagę od martwienia się, bo pokazują, że udało się osiągnąć kolejny etap na drodze do zdrowia. Wygrać bitwę.

Osiągnąć tę wymarzoną wagę kilograma. A potem nawet dwóch! Wypić pierwszą w życiu porcję mleka. Pierwszy raz przytulić się do rodzica i poleżeć tak skóra do skóry. I zacząć oddychać samodzielnie – bez wspomagania aparatury. A w końcu opuścić OIOM. To są rzeczy niezrozumiałe dla rodziców zdrowych, urodzonych o czasie dzieci, ale dla rodziców wcześniaków to wymarzone etapy, których pokonanie daje nadzieję, że będzie już lepiej. Spokojniej.

Te dyplomy to dla wielu cenne pamiątki, to docenienie walki jakiej toczą i siły jaką mają. Dotychczas miały prostą formę – personel drukował je na zwykłej drukarce i na zwykłych kartkach. Wiele więcej zrobić nie mogli, bo i budżetu brak, i czasu, i grafików – ale marzyli o tym by pewnego dnia sprawić, że będą piękniejsze, bardziej uroczyste, jeszcze dosadniej podkreślające rangę wydarzenia. W końcu wieść o tym marzeniu dotarła do matajowej grupy.

A tam? A tam historia tych dyplomów, pomysł personelu by wspierać w taki zwykły-niezwykły sposób rodziców, jego chęć do działania mimo przeciwności i natłoku obowiązków podbiły masę serc. Do dzieła przystąpił zastęp graficzek i autorek, które stworzyły projekty grafik i wypełniły dyplomy treścią. A ja pomyślałam, że jasny gwint od czegoś tego blogaska mam i znajdę kogoś kto zechce wydrukować te dyplomy na jakimś porządnym papierze.

I znalazłam! Znalazłam firmy, które podjęły się tego wyzwania i nic nie chciały w zamian, nawet podziękowań! Ale ja i tak im podziękuję, bo to piękny gest, wart docenienia. Poznajcie zatem zaangażowanych w ten projekt – gdy napisałam, że szukam sponsorów, wielu z was chciało wpłacić parę groszy na druk dyplomów, więc zamiast tego może zerknijcie na ich strony internetowe, może znajdziecie tam coś co was urzeknie i przyda się jako prezent na najbliższe święta, a może zapiszcie sobie nazwę by wrócić do nich kiedy będzie wam potrzebna usługa (może będziecie potrzebować graficzki albo drukarni albo redaktorki?), którą oferują, a może po prostu polajkujcie na fejsie. Bo to głównie niewielkie, sympatyczne i skromne miejsca, które po prostu chciały pomóc. Z głębi serducha. Nie dla podziękowań. Na podziękowania naciskałam ja – słowo honoru! Bo im się należą jak bum cyk cyk. Jeśli też doceniacie ten gest to przeczytajcie, może nawet polajkujcie ten post na fejsbuniu – dla nich, nie dla mnie 🙂 Obiecuję że będzie krócej niż niektóre mowy dziękczynne na rozdaniu Oscarów 😀

Dziękuję zatem firmie Piomika, która podjęła się zrobienia drewnianych pamiątkowych serduszek, które z okazji Międzynarodowego Dnia Wcześniaka wręczono rodzinom małych pacjentów aktualnie przebywających na oddziale. Piomika tworzy zaproszenia, winietki, papeterię okazjonalną i drewniane pamiątki – może przyda wam się z okazji urodzin, wesel, chrzcin i masy innych okazji 🙂 przykłady możecie zobaczyć na stronie internetowej TU lub na FB. Natomiast autorką grafiki na serduszku jest Amanda Cierpka – jej pozostałe, przepiękne projekty możecie zobaczyć na jej fanpage’u TU.

Drobne prezenty dla mam w postaci wzruszających kartek pamiątkowych zapewniła także Joanna Świercz – autorka książki Żegnamy Mleko Mamy, która pomaga dzieciom łagodnie przejść przez etap odstawiania od piersi, sama jej nie miałam okazji przeczytać, ale słyszałam od masy moich czytelniczek, że jest naprawdę fajna – o książce poczytacie TU.

Z kolei trzon naszej akcji – wydruk dyplomów wzięły na siebie:

  • Drukarnia Grundwal24 z WrocławiaTU ich strona internetowa, jeśli będziecie chcieli zlecić jakiś wydruk pamiętajcie o ich dobrych serduchach!
  • Agencja Kreatywna Woopa z Warszawy
  • Drukarnia i agencja reklamowa Laqualite z Trzcianki (TU macie pełne namiary) prowadzona przez męża i Prodarunek prowadzony przez żonę, która realizuje tam swoje kreatywne pomysły – TU możecie je obejrzeć na FB, a TU na Instagramie zerknijcie, bo może znajdziecie tam coś co będzie świetnym prezentem dla bliskich na święta, a przy okazji docenicie gest dobrego serca właścicieli 🙂 robią grawer na drewnie, plastiku, szkle, metalu, zaproszenia i winietki na sklejce, kubki porcelanowe z dowolna grafika, biżuterię z kamieni naturalnych i srebra, bransoletki w grawerowanych, personalizowanych pudełkach, bransoletki pisane alfabetem Morse’a, pieczątki i stemple i pewnie jeszcze wiele wiele innych, także macie w czym wybierać.

Druk dyplomów za sponsorowały też 2 osoby prywatne, ale też chciały pozostać anonimowe, a tu nie mogę tak jak z firmami ich nie posłuchać, bo imię i nazwisko to zupełnie inna bajka, ale z tego miejsca bardzo im dziękuję!

Co jednak najważniejsze dzięki tym w sumie 5 darczyńcom, szpital ma zapas dyplomów na co najmniej kilka miesięcy, a nie tak jak zakładałam na początku tylko na świętowanie dnia wcześniaka – także odzew przerósł nasze oczekiwania! A teraz – spieszę zaspokoić waszą ciekawość – zobaczcie sobie te cudeńka – dyplomy, które stworzyły w całości czytelniczki matai – graficzki i artystki i nieartystki też, bo ktoś musiał koordynować prace, zlecać zadania, odhaczać co zrobione, a co nie 🙂

Zanim wam jednak odkryje ten ostatni rąbek tajemnicy i pokaże wiekopomne dzieła w tym miejscy spieszę donieść światu, że za powstaniem dyplomów stoją:

Kasia Pestka, która słowem włada zawodowo i pięknie i prowadzi firmę Maszynistka, gdzie działa jako m.in. marketingowiec, copywriter, graficzka TU macie namiary na jej stronę! 🙂

Patrycja Dzierkacz, która specjalizuje się w tworzeniu strategii komunikacyjnych oraz copywritingu i prowadzi Słowna – Słowem w PR – TU znajdziecie namiary na stronę Patyrycji 🙂

Obie to totalne geniuszki copywritingu i PR więc wbijajcie do nich śmiało! Obie też zajmują się korektą i redakcją moich książek, które już niedługo mam nadzieję ujrzą światło dzienne, także nie wiem czy trzeba większej rekomendacji?:)

Joanna Czarnecka, czyli Zojka, która tworzy przepiękne grafiki, rysunki, akwarele i bardzo zachęcam was do zajrzenia na jej fanpage by ponapawać oczy a może i znaleźć coś dla siebie: TU Joanna z kolei jest autorką grafik do mojego i Dankowego ebooka o czwartym trymestrze 🙂

Za powstaniem dyplomów stoją także następujące wspaniałe kobiety, które nie mają żadnych fanpage’y ale maja imiona i nazwiska 😀

Agnieszka Caputa
Gosia Antkowiak-Bocian
Livia Jamrozik
Magdalena Szulc
Magda Deja
Joanna Ludwiczak
Paulina Kotomska-Lichniak
Monika Łodzińska
Anna Franczyk
Marta Ledwoń

No i przede wszystkim Danka Rup, która porwała swym pomysłem tłumy i pracuje w tym magicznym miejscu. Jakby ktoś nie wiedział to Danka prowadzi też poradnie laktacyjną i jest niesamowitą specjalistką! TU namiary na poradnie

I uwaga najważniejsze – gdyby jakiś szpital w Polsce chciał pójść za przykładem rudzkiego to choć sponsorów na wydruk nie zapewnię, to dziewczyny zgodziły się na to by udostępnić dyplomy do wydruku dalej – jeśli ktoś będzie chciał pliki bazowe to kontaktujcie się mailowo z Dankowa poradnią.

No i na koniec chciałam jeszcze podziękować całemu personelowi tego i innych magicznych oddziałów. Za waszą wiedzę, za wsparcie, za zaangażowanie, za to, że jesteście, że trwacie – mimo że wielu by się poddało i uciekło. Jesteście bohaterami, jesteście Państwo ludźmi o których powinno się mówić, pisać, takimi, którzy inspirują i robią niesamowite rzeczy. Dziękuję. Dziękuję w imieniu naprawdę wielu osób. Żadne słowa nie mogą oddać tego jak wielkim szacunkiem darzymy Waszą pracę, wiedzę i zaangażowanie.

I teraz patrzcie, dziewczyny zrobiły też wersję dla taty-Kangura! Nie że tylko mamy, mamy! Panowie tatowie też dzielnie wspierają przecież!

A to tylko część, bo w sumie dyplomów jest aż 13. Każdy dotyczy innego kroku milowego, innego sukcesu. Teraz pozostaje nam tylko trzymać kciuki za te wszystkie najmniejsze maluchy, które teraz gdzieś walczą o siebie, swoje życie i zdrowie, za ich rodziców i za personel medyczny i okołomedyczny, który im w tej walce pomaga. Sił dużo wam wszystkim.

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

3 komentarze

  • Odpowiedz Listopad 25, 2019

    Sylwia Psycholog

    Bardzo ciekawe 🙂

  • Odpowiedz Listopad 26, 2019

    Dominika

    Jejku, aż łzy mi w oczach stanęły, a jestem w pracy! Piękny projekt!
    Mam wcześniaczka z 33 tc – u nas co prawda ominęły nas takie najgorsze emocje, synek nie musiał być w inkubatorze i po dwóch dobach trafił już ze mną na salę – ale serce ściskało mi się przy każdym wejściu na oddział patologii noworodka. To piękne, że tak staracie się wesprzeć super dzielnych rodziców w tych trudnych dniach <3

  • Odpowiedz Grudzień 4, 2019

    Kasia

    Cieszę się, że są u nas takie piękne inicjatywy i dobrzy, wrażliwi ludzie. Wspaniałe dyplomy.

Leave a Reply