Skóra w ciąży – wszystko (no prawie) co chciałabyś wiedzieć, bo Cię pocieszy (albo i nie)

Skóra to straszny gagatek – mam z nią na pieńku już od czasów nastoletnich, kiedy to dała mi w kość trądzikiem, który na zawsze zostawił we mnie skazę pod postacią kompleksu „mam kiepską cerę” i to w zasadzie niezależnie od jej aktualnego stanu. Jakby tego było mało mam skórę bardzo wrażliwą i skłonną do przebarwień, więc na tej samej zasadzie, na której ludzie z prostymi włosami chcą mieć loki, a ci z lokami wydają fortunę na prostowanie keratynowe, ja od zawsze marzę o nieskazitelnie gładkiej alabastrowej skórze. I choć wiem, że to marzenie jest nierealne, bo równie dobrze mogłabym sobie marzyć, że mam 174 cm i bez problemów sięgam do trzeciej półki we własnej kuchni, to jednak robię co mogę by choć trochę mi się ta moja skóra podobała.

Wszystko to jednak na nic, kiedy jestem w ciąży, bo wtedy moja skóra staje się czymś w rodzaju marzenia dermatologa na praktykach – do wyboru, do koloru – jeden pacjent, a tyle problemów do zdiagnozowania, żaden podręcznik nie może się ze mną równać! Te z was, które śledzą mnie na Instagramie, miały zresztą okazję w ciągu ostatnich kilku miesięcy wysłuchiwać moich gorzkich, ciążowych żali skórnych i… często się do nich przyłączały, pytając o to jak często przytrafia się ciężarnym problem x lub y. I tak sobie pomyślałam, że my chyba za dużo mówimy o tym, że w ciąży kobieta promienieje, a za mało o tym, że jej skóra niejednokrotnie wygląda jakby została napromieniowana w jakimś kataklizmie nuklearnym…

Ba! Z danych, do których udało mi się dotrzeć wynika, że ciąża to okres, w którym nawet 90% kobiet doświadcza mniej lub bardziej znacznych i złożonych zmian w obrębie skóry. Dlatego dziś pod patronatem marki Bio-Oil mam dla was garść pocieszających statystyk na temat różnych dziwnych dziwów, które dzieją się ze skórą w trakcie ciąży. Pocieszających, bo nie ma to jak wiedzieć, że nie jesteśmy z tym same! No i może choć trochę zorientować się czy i kiedy to zejdzie albo – o – czy da się temu jakoś zapobiec 😉 Poniżej odnoszę się do 4 bodaj najpopularniejszych zmian skórnych w ciąży – niemniej jest ich oczywiście więcej, ale pozostałe kwestie poruszę w drugiej części wpisu, bo by nam epopeja jakaś wyszła.

No to co, zaczynamy?

Ciemne plamy, plameczki, otoczki i inne kreseczki, czyli hiperpigmentacja

Z danych, do których udało mi się dotrzeć wynika, że nadmierna pigmentacja jest jedną z najczęściej obserwowanych, bo występujących nawet u 90% ciężarnych, zmian skórnych [7, 9]. Zmiany pigmentacyjne nie są wybredne i pojawiają się u kobiet o każdym fototypie skóry i u przedstawicielek każdej rasy. Co ciekawe – hiperpigmentacja zaczyna się już na początku ciąży i jest nawet uznawana za jeden ze wczesnych (acz co jasne – niespecyficznych) objawów tegoż stanu. Istniejące przed ciążą pieprzyki, piegi, znamiona czy blizny zwykle ciemnieją, a czasem przybierają na wielkości. Szczęśliwie zwykle po rozwiązaniu wracają do poprzedniego stanu – która to informacja bardzo mnie cieszy, bo bardzo nie lubię tej intensyfikacji przebarwień – zwłaszcza na twarzy, bo te na plecach to niech sobie robią co chcą. Oczywiście w ciąży ciemnieją też sutki i otoczki sutkowe. A jakby tego było mało często pojawiają się nowe przebarwienia, ale one już niestety raczej nie znikną.

U znakomitej większości kobiet gdzieś tak mniej więcej w okolicach drugiego trymestru zaczyna się też pojawiać linea nigra, czyli ta ciemna krecha na brzuchu, która zastępuje ongiś jaśniejszą kresę białą – wiem, nic odkrywczego każden jeden to wie, że ciężarnym tak się robi, ale nie wiem czy też tak miałyście, że zastanawiałyście się co z wami nie tak, że ona tak zakręca przy pępku i krzywo leci, czemuż ach czemuż nawet głupiej kreski nie mogę mieć prostej jak normalni ludzie? Jeśli tak i w dodatku skręca/skręcała wam ta łona linia w prawo to wiedzcie, że sporo dziewczyn tak ma, a skręt wynika z tego, że powiększająca się macica, mówiąc najbardziej kolokwialnie trochę nam przestawia trzewia i rezultat optyczny jest taki, a nie inny. Zarówno ów skręt, jak i sama ciemna linia (i ciemny pępek, który może wyglądać jakby był po prostu… brudny, ale nie próbujcie go szorować pumeksem – to nie burd, to pigmentacja) będą się utrzymywać jeszcze przez jakiś czas po porodzie. Jak długi? Nie ma złotego standardu – u jednych dłużej, czyli kilka miesięcy u drugich krócej, czyli kilka tygodni. Tak wiem – chciałyście konkretów, niestety takowych nie udało mi się nigdzie znaleźć.

Drugą popularną zmianą pigmentacyjną jest cholazma znana też jako ostuda ciężarnych, która podobnie jak wyżej wymieniona ciemna linia jest uprzejma zaczynać ozdabianie skóry ciężarnej gdzieś w drugim lub trzecim trymestrze. Co się kryje pod tymi tajemniczym pojęciem? Ano nic innego jak ciemne, zwykle symetryczne plamy pojawiające się głównie na twarzy (przede wszystkim na policzkach, ale nie tylko, bo kanalia jedna może bez pytania ulokować się także na czole, nad górną wargą albo na brodzie). Szacuje się, że ostuda dotyka jakieś 45-75% ciężarnych (w tym także mnie) [1]. Dobra wiadomość jest taka, że u większości kobiet zmiany te znikną samoczynnie i bez żadnej interwencji. Gorsza zaś jest taka, że według źródeł okres znikania może być liczony w miesiącach, a czasem nawet… latach. Najgorsza z kolei taka, że u niewielkiego, bo szacuje się, że liczącego mniej niż 10% odsetka kobiet, ostuda przyczepi się jak rzep psiego ogona i jeśli kobieta będzie chciała się jej pozbyć niezbędna stanie się pomoc dermatologa (u mnie tak było po Drugorodnym – dopiero silne kwasicha po odstawieniu młodziana od piersi, bo wcześniej dermatolog nie zezwalała na traktowanie się kwasem, pomogły). Co zatem zrobić by ostudy uniknąć? Ano przede wszystkim unikać słońca i stosować kremy z filtrami, acz mój przypadek pokazuje jednak, że nawet to nie zawsze jest w stanie ustrzec nas przed jej atakiem.

To co zostaje na dłużej, czyli rozstępy

To chyba największa bolączka wielu ciężarnych, bo rozstępy to pamiątka długotrwała, która pojawia się u – w zależności od badania – od 55 do aż 90% ciężarnych. Zresztą, żeby nie było – rozstępy ciążowe to nie jest to bolączka współczesnych, podporządkowanych fotoszopkom czasów – nie moje miłe – doniesienia o tym, że z rozstępami ciążowymi próbowano walczyć na wszelkie sposoby sięgają czasów starożytnego Egiptu!

Kiedy te niedobre farfocle zaczynają orać nasze ciała? Zwykle pojawiają się już w pierwszej ciąży, a okres ich wzmożonego szturmu i naporu rozpoczyna się pod koniec drugiego i w początkach trzeciego trymestru (zwykle 6-7 miesiąc), acz w jednym z badań stwierdzono, że u 43% ciężarnych rozstępy pojawiają się jeszcze przed 24 tygodniem ciąży.

Co jest przyczyną ich powstawania? A straszne nudy związane z budową skóry właściwej, więc co ja wam będę pisać takie bzdety. Z perspektywy statystycznej ciężarnej ważniejsze jest bowiem to, że do głównych czynników ryzyka rozstępów należą niestety czynniki genetyczne – jeśli wasze mamy nabawiły się tychże w czasie ciąży z wami albo waszym rodzeństwem, to ryzyko, że i was dopadnie jest większe. Większe nie oznacza, że stuprocentowe więc proszę oddychać spokojnie. W jednym z badań zauważono także, że 81% kobiet, u których wystąpiły rozstępy w ciąży zgłosiło, że już przed ciążą miało rozstępy na piersiach bądź udach [8]. Dla porównania w grupie kobiet, u których rozstępy ciążowe się nie pojawiły, jedynie 30,5% zgłaszało, że miało już wcześniej rozstępy w okolicy piersi lub ud. Jeśli więc macie jakieś pamiątkowe rozstępy po okresie silnego wzrostu lub zmian w sylwetce, to szansa na to, że w ciąży pozyskają one nowych kolegów i koleżanki nieco wzrasta.

Ciekawym jest także to, że wedle przynajmniej niektórych badań młodszy wiek ciężarnej wiąże się z wyższym ryzykiem wystąpienia rozstępów – może to taka nagroda za to, że w starszym wieku wszystko w ciąży strzyka bardziej, ale choć ryzyko rozstępów jest nieco mniejsze. Równie ciekawe, choć nie do końca potwierdzone są nieśmiałe sugestie, że u kobiet, które spodziewają się syna rozstępy pojawiają się częściej.

I choć ja tu sobie we właściwym mi prześmiewczym tonie piszę, to rozstępy trzeba traktować nieco poważniej, bo z kwestionariusza Skindex-29, który mówiąc najbardziej łopatologicznie sprawdza jak problemy dermatologiczne wpływają na jakość i zadowolenie z życia pacjenta, wynika, że rozstępy po ciąży są źródłem dużego bagażu emocjonalnego i psychicznego dla wielu kobiet.

Czy da się zatem rozstępom jakoś zapobiec? Biorąc pod uwagę czynnik genetyczny – nie zawsze, ale zawsze można próbować, choć dane stojące za wszelkimi interwencjami w trakcie ciąży są dość, em, dyskusyjne i mało „twarde”. Na pewno nie zaszkodzi nawilżanie – zwłaszcza jeśli aplikacja nawilżacza (np. olejku) będzie połączona z delikatnym wmasowaniem specyfiku, bo już sam fakt masowania wydaje się wpływać korzystnie na kondycję skóry. A jeśli do tego dorzucimy jeszcze dbanie o odpowiednie nawodnienie organizmu, dobrą dietę i aktywność fizyczną, która poprawi krążenie, to może coś uda się ugrać. Choć na obecnym etapie wiedzy nikt nie może nam zagwarantować 100% skuteczności.

Ale, ale nie podłamywać się na duchu, bo szczęśliwie są sposoby, które mogą poprawić wygląd rozstępów, gdy bestyje nas dopadną. Czemu piszę o poprawianiu, a nie usuwaniu? Ano z tego względu, że póki co nie dysponujemy technologią, która je trwale usunie – możemy jedynie poprawiać ich wygląd i próbować nieco zredukować. I tu oczywiście wszystko wskazuje na to, że najlepiej sprawdzą się interwencje, które przeprowadzimy w miarę szybko, to znaczy na wczesnych etapach pojawiania się tych parszywych farfocli.

Rozstępy tworzą się bowiem w dwóch fazach. Pierwsza z nich to faza zapalna, początkowa, gdy rozstępy mają barwę purpurową lub sinoczerwoną, mają też wówczas specyficzną budowę histologiczną (daruję wam szczegółów nudziarstwa), której obraz utrzymuje się do 6 miesięcy od momentu pojawienia się zmiany. Druga zaś zwana jest fazą zanikową (albo bliznowacenia) – dochodzi do niej wraz z utratą czerwonego zabarwienia, gdy rozstępy przyjmują kolor perłowo-biały, stają się płaskie lub lekko wklęsłe, a ich powierzchnia ulega pomarszczeniu.

Co zatem może się sprawdzić w redukcji rozstępów?

Ano z danych wyłaniają się sugestie, że pomocne mogą być chociażby peelingi chemiczne, w których wykorzystuje się np. kwas glikolowy i/lub retinowy. Poprawę zauważa się także w przypadku laseroterapii (i tutaj ilość rodzajów laserów mnie trochę przytłoczyła, bo sprawdzali chyba każdy i większość faktycznie wydaje się działać). Pozytywne efekty obserwowano także w przypadku światłoterapii (ja widziałam badania na temat IPL, UV i podczerwieni) – niemniej w artykule przeglądowym z 2017 roku podkreślono, że w tym akurat zakresie potrzebne są jeszcze dodatkowe długofalowe badania by potwierdzić dotychczasowe rezultaty. Poprawę w zakresie od 25 do 75% obserwowano także po zabiegach z wykorzystaniem trójpolarnej fali radiowej. Również mikrodermabrazja wydaje się wpływać korzystnie na poprawę wyglądu rozstępów.

Z preparatów, które nie wymagają wyprawy do kosmeto- lub dermatologa, badania kliniczne potwierdzające efektywność w walce o lepszy wygląd rozstępów, ma – słusznie się spryciarze domyślacie – Bio-Oil właśnie. Skrócony opis wyników tychże badań i efektów stosowania olejku dwa razy na dobę przez 8 tygodni (niestety to wymaga cierpliwości i systematyczności) znajdziecie TU i TU. Jeżeli macie jakieś pytania dotyczące działania i stosowania produktu – możecie śmiało uderzyć albo do mnie albo na fanpage marki (klik), a postaramy się odpowiedzieć jak najszybciej.

Pamiętać przy tym należy, że niezależnie od tego czy mówimy o specjalistycznych zabiegach przeprowadzanych w gabinetach lekarskich lub kosmetologicznych czy o samodzielnej aplikacji produktów mających poprawić wygląd rozstępu w domu – reakcja na terapię zawsze będzie osobnicza.

Krosty, krosteczki, pryszcze i wulkany, czyli trądzik

Och trądzik – moja zmora największa, a tak bardzo trudna do ogarnięcia. Bardzo podobał mi się zresztą fragment jednej z publikacji, w której jak byk stało, iż azaliż natura trądziku w ciąży jest nieprzewidywalna. I faktycznie w jednym z badań piszą, że w ich grupie badawczej obserwowano poprawę stanu cery w pierwszym trymestrze, zaś w trzecim następowało pogorszenie, w innym zaś zdecydowanie najgorzej było w trymestrze drugim, trudno więc póki co wysupłać jakiś spójny wniosek, ale jedno wydaje się pokrywać – jeśli kobieta ma za sobą historię walki z trądzikiem to jest niestety spora szansa, że w ciąży jej cera również będzie nastręczała wypryskowych problemów. No chyba, że jest szczęściarą i należy do tych 10% kobiet borykających się z trądzikiem, u których ciąża stan cery poprawiła. Jeśli zaś ciężarna nie ma na co dzień problematycznej skóry – to cóż, w ciąży jej wygląd może się jeszcze bardziej poprawić tak, że będzie dosłownie olśniewać, ale może też się pogorszyć. Na dwoje babka wróżyła, a pewne jest tylko to, że nic nie jest pewne. O trądzik po ciąży i po odstawieniu dzieciny od piersi – nawet nie pytajcie, bo to temat na osobny post.

Z ciekawostek w jednym z maluteńkich, bo uczestniczyło w nim zaledwie 35 kobiet, badań, stwierdzono, że większy trądzik obserwowano w drugim i trzecim trymestrze u tych kobiet, które spodziewały się córki [2].

Z kolei w pewnej przeprowadzonej we Francji analizie, zauważono, że u tych kobiet, u których ciążowy trądzik lokował się na twarzy (bo wiecie – tak naprawdę może pojawić się… wszędzie) w niemal 70% przypadków wypryski pojawiały się przede wszystkim w okolicach brody/żuchwy, na drugim miejscu były policzki (15,7%), a na trzecim (14,4%) – czoło. U mnie zdecydowanie dominują policzki. Jeden właściwie, bo drugi jest na tyle miły, że mogę go wykorzystywać do pokazywania „lepszego, bo pozbawionego wyprysków profilu”.

Natknęłam się też na bardzo nieśmiałe sugestie, że nagły wysyp niespodzianek na twarzy pod koniec ciąży może sugerować, że wielki dzień porodowy się zbliża. Teraz więc – kiedy piszę ten tekst w 38 tygodniu trzeciej ciąży, staram się nieco przychylniejszym okiem spojrzeć na te 5 gigantycznych, czerwonych buł, które postanowiły z fantazją dwulatka, malującego po ścianie, „ozdobić” moje lico. Wszak może to zwiastuni dobrej nowiny – że nie będę musiała czekać do terminu albo i się przeterminować tylko urodzę na przykład jutro, o! (update: no niestety ta teoria się u mnie nie sprawdziła, urodziłam ponad 2 tygodnie później ;))

Włosy i paznokcie, czyli co z wytworami skóry

Tak włosy to ten element, który w kwestii ciąży lubię – to jedyny okres w mym żywocie, kiedy nie wyglądają jak smętnie zwisający makaron, tylko są bujne, gęste, a nowiuteńkie, krótkie, ledwo co wyrosłe włoski sterczą na wszystkie strony. Gorzej, że na innych niż głowa częściach ciała też zdarza im się rosnąć bujniej i frywolniej, a wiadomo jak prosto jest wydepilować sobie własne odnóża, gdy na przeszkodzie stoi nam żyjący własnym życiem brzuch. O ewentualnym uroczym wąsiku nawet nie wspomnę. Jeszcze gorzej, że bujna czupryna na głowie to tylko stan przejściowy spowodowany tym, że ciężarne włosiska zatrzymują się w fazie anagenu, czyli fazie wzrostu włosa, trwają w niej dłużej niż zwykle i nie mają zamiaru wejść w kolejną – tę w której wypadają – aż do kilku tygodni-miesięcy po porodzie (w danych, do których dotarłam zakres momentu rozpoczęcia wypadania oscyluje między 6 tygodniem, a 6 miesiącem po porodzie), kiedy to zaczynają wypadać jak wariaty i hura wszyscy naraz, więc człowiek ma:

a) więcej sprzątania, bo wszędzie leżą jego własne kłaki (umywalka, umywalka…)

b) więcej stresu, bo matko przecież leci tego tyle naraz, że chyba zaraz wyłysieję.

Szczęśliwie choć oczywiście zdarzają się nieliczne przypadki, kiedy faktycznie coś jest na rzeczy z tym łysieniem, to w znakomitej większości odbudowa naszego głowowego owłosienia odbywa się spontanicznie i samoistnie w ciągu 3-12 miesięcy po porodzie. I choć od jakiegoś czasu szukam w danych czy istnieje jakiś udowodniony sposób na to by to masowe wypadanie ciążowych włosów zatrzymać i mieć bujną czuprynę także po ciąży, to niestety na tym polu poszukiwawczym poniosłam sromotną klęskę.

Z ciekawostek – czasem, choć bardzo rzadko zdarza się też tak, że po ciąży włosy kręcone prostują się, a proste zaczynają falować. Cóż, ciąża zmienia nas czasem w takich zakresach, że filozofom się nie śniło.

Z kolei paznokcie w ciąży mają tendencję do szybszego wzrostu, więc możliwe, że szybciej uda się uzyskać wydłużoną, migdałowatą płytkę, ale dla równowagi mogą też stać się bardziej kruche, miękkie, a czasem jak na reszcie skóry można zauważyć zmiany w ich pigmentacji. W jednym z badań zmian w obrębie paznokci nie zaobserwowano u 37,2% ciężarnych, zaś u pozostałych najczęstszą zmianą (przy czym co ważne tu notowano jedynie takie zmiany, które przed ciążą u kobiety nie występowały) było pojawienie się takich białych plamek na płytkach (u 24,4%) – zwłaszcza w 3 trymestrze. Na podium znalazły się także zmiany pod postacią wrastania paznokci (9%) i rozdwajania płytki (też 9% – mi rosną w tej ciąży szybko i pięknie, a potem bang rozdwajają się i bida). Bardzo mi się podobało to, że autorzy podsumowali swoje badanie słowami, że większość zmian w obrębie paznokci do jakich dochodzi w trakcie ciąży jest łagodna i nie wymaga żadnych interwencji, co nie zmienia faktu, że mogą one stanowić przyczynę niezadowolenia ciężarnej ;))

Uff epopeja na miarę Homera mi z tego wyszła, a to tylko najpopularniejsze zmiany – zostają jeszcze zmiany w obrębie naczyń krwionośnych (czyli pajączki i inne takie), mięczaki, włókniaki i cuda na kiju, o których postaram się stworzyć kolejny wpis – a was zapraszam do wysyłania zamówień na to co chciałybyście wiedzieć. Mam nadzieję, że udało mi się was pocieszyć faktem, że nie jesteście z tymi zmianami same. I, że w wielu wypadkach wszystko wróci do normy, zagoi lub choć trochę się wyciszy najpóźniej, gdy dziecię zacznie raczkować. Tymczasem pozdrawiam was serdecznie z mojej pooranej ciążą skóry – tu wypryski, tam ciemne plamki, tu suche placki, zaraz obok strasznie tłustych, no i te sterczące na wszystkie strony baby hair, które na myśl przywodzą fryzurę Alberta Einsteina albo kogoś kogo zdrowo kopnął prąd ;), ale co tam przemęczymy się z tym przez te 9 miesięcy, bo co by nie mówić – chyba żadna z nas nie zamieniłaby tych małych łotrów na nieskazitelną skórę 😉

Źródła:
1. Vora i wsp., 2014. Skin and pregnancy.
2. Yang i wsp., 2016 Inflammatory facial acne during uncomplicated pregnancy and post‐partum in adult women: a preliminary hospital‐based prospective observational study of 35 cases from Taiwan.
3. Chien i wsp., 2016. Treatment of Acne in Pregnancy.
4. Dreno i wsp., 2016. Acne in Pregnant Women: A French Survey.
5. Vaughan Jones i wsp., 2014. Skin disease in pregnancy.
6. Beischer i Wein, 1996. Linea alba pigmentation and umbilical deviation in nulliparous pregnancy: the ligamentum teres sign.
7. Arieh Ingber. 2009. Obstetric Dermatology: A Practical Guide.
8. Farahnik i wsp., 2007. Striae gravidarum: Risk factors, prevention, and management.
9. Adil i wsp., 2016. A comprehensive review on the pregnancy dermatoses.
10. Maharajan i wsp., 2013.
Skin eruptions specific to pregnancy: an overview.
11. Hassan i wsp., 2015. A Clinical Study of the Skin Changes in Pregnancy in Kashmir Valley of North India: A Hospital Based Study.
12. Baza Cochrane. Topical preparations for preventing stretch marks in pregnancy.
13. Summers i Lategan, 2009. The effect of a topically-applied cosmetic oil
formulation on striae distensae.
14. Erpolat i wsp., 2016. Nail alterations during pregnancy: a clinical study.

Artykuł powstał przy współpracy z marką Bio-Oil.

Mama Pierworodnej (6), Drugorodnego (4) i Wikinga co noworodem na razie jest. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

18 komentarzy

  • Odpowiedz Maj 24, 2018

    Elawasiluk

    Przerobiłam wszystko oprócz wyprysków- cera zdecydowanie wygląda młodziej (zupełnie nie na moje 40 lat) Ale to pewnie dlatego że mam 2 synów i 3- ego w drodze ( żarcik taki, nie wierzę w zabobony). Natomiast regułą są dwie przypadłosci o których artykuł nie wspomina. Hiperpigmentacja miejsc intymnych – że względu na to że mieszkam w lesie, regularnie się oglądam…z lusterkiem, i przy pierwszej ciąży stwierdziłam że na dole wygladam jak mulatka. Wstydziłam się tego strasznie kiedyś…teraz mi to wisi i powiewa 🙂 A druga rzecz to rzęsy i brwi. O ile włosy się wzmacniają o tyle brwi są rzadsze. A rzęsy nie dość że wypadają to rosną pod dziwnym kątem i zaczynają krzyżować. Przy 3 ciąży stwierdziłam że to u mnie reguła.

    • Odpowiedz Maj 24, 2018

      Alicja

      Miejsca intymne jak najbardziej, ale o brwiach i rzęsach w ogóle jakoś nie myślałam – ciekawe to co piszesz, poszukam czy są jakieś informacje!

      • Odpowiedz Czerwiec 20, 2018

        Olga

        O rzęsy właśnie! Jako matka niemalujaca się w ogóle (ostatni raz jakieś 10 m-cy wcześniej) wpadłam w totalne przerażenie, że moje piękne długie rzęsy praktyczne nie istnieją! I co tu tuszem traktować?
        Pocieszcie mnie, że odrosną takie jak kiedyś.

  • Odpowiedz Maj 24, 2018

    Karolina

    Alicjo, w wolnej chwili poproszę trzy słowa na temat zmian trądzikowych przy odstawianiu od piersi. Jestem już po trzydziestce a wyglądam jak małolata z podstawówki, koszmarek.
    A jeśli chodzi o wygląd skóry w czasie ciąży to przy synu wyglądałam atrakcyjniej niż przy ciąży z córką. Zwłaszcza włosy, ale cera raczej też.

  • Odpowiedz Maj 24, 2018

    Mika

    Nabrzmiałe i krwawiące dziąsła… Gdy poskarżyłam się dentystce, powiedziała, że niektórym kobietom to nawet zarastają porządnie na zęby, ale ponoć mija z po…

  • Odpowiedz Maj 24, 2018

    Mama Ewci i Maciusia

    U mnie w pierwszej ciąży do 2 trymestru wygląd super, wszyscy w pracy oceniali, że pewnie będzie chłopiec (choć była dziewczynka). Włosy mocne, bujne, wypryski zniknęły (a zawsze były, do tego mój wygląd -10 lat mniej, to już porażka- wyglądałam jak 15-latka w ciąży). Rozstępów było mało. A w 3 trymestrze już mniej łaskawie: lato, więc byłam opuchnięta i blada (bo uciekałam od słońca).
    Druga ciąża: włosy znowu super, wyprysków też mniej, ale do końca wyglądałam dobrze jak na ciężarną. Był chłopiec. Za to rozstępy okropne… Przebarwień nie doświadczyłam, ale pajączki i łamliwe paznokcie mnie teraz dopadły. :-\

  • Odpowiedz Maj 24, 2018

    Beata

    Czy ja dobrze zrozumiałam?? Można Ci już gratulować?? 🙂 Więc: gratulacje!!

    • Odpowiedz Maj 25, 2018

      Alicja

      No tak ogłosiłam na FB i IG a tu nie – muszę nadrobić:)) Dziękuję!

      • Odpowiedz Maj 25, 2018

        Mama Ewci i Maciusia

        Hip hip hurra! Cieszę się razem z Tobą (Wami). Dużo zdrówka, bo to najważniejsze. U mnie już prawie półroczne drugie dziecko i mówimy z Mężem, że nam zleciało, bo przecież dopiero co przyjechałam że szpitala z Synkiem… To przy trzecim to dopiero zleci! 😊

  • Odpowiedz Maj 25, 2018

    Angelika

    Czy ja przeczytałam ze urodziłaś dwa tygodnie temu? Jeśli tak to gratulacje!!!! Ja w drugiej ciąży to jakiś dziwny przypadek jestem. Swedzą mnie uszy,skóra szczypie,w gardle mam cały czas uczucie jakby mi tabletka stanęła… A to wszystko da się wytłumaczyć ciąża. Tez mam przebarwienia na twarzy,filtry nic nie dają póki co i dalej dziadostwo wychodzi.No ale trudno, czego się nie robi dla tych nieprzespanych nocy i 20 lat martwienia się o kogoś 🙂

  • Odpowiedz Maj 25, 2018

    Paolo

    A u mnie cofnęła się nadwrażliwość skóry, w końcu mogę trochę poszaleć z zapachowym żelem pod prysznic 😉
    Ale w ramach równowagi, przed ciążą byłam rudzielcem bladym jak ściana z miejscowym bielactwem (mało widoczne), w pierwszej ciąży pół godziny w wakacje na dworzu, filtr 50 i brąz na skórze plus piegi plus bielactwo wylane na pół ciała. Za to nie mogłam się dopatrzyć tej czarnej krechy na brzuchu. Po porodzie zostały mi białe piersi, biały brzuch, pachy itp. Zmiana nieodwracalna. Także swoją skórę teraz mogę określić jako niezła mozaika, ale partner mówi, że to wyjątkowe i tego się trzymam 😉 Druga ciąża łaskawsza pod tym kątem, poród za 3 tygodnie i żadnych niespodzianek 😉
    No i gratulacje! 😁 😁 😁

  • Odpowiedz Maj 25, 2018

    karliczka

    mnie tez w ciąży wyskoczyły straszne pryszcze na buzi… na rozstępy się smarowałam olejkami wszelkiego rodzaju i było ok, a na trądzik musiałam sobie kupić krem nawilżający cetaphil da ultra, który po kilku tygodniach stosowania sprawił,że po trądziku ani śladu, nigdy bym nie pomyślała,że w czasie ciazy wyskoczy mi tradzik 😛

  • Odpowiedz Maj 25, 2018

    Miiii

    A co z siwieniem? Siwieję w każdej ciąży, mam ciemne włosy i dobrze to widzę. Po ciąży przechodzi. Fryzjerka mówiła mi, że też tak miała (ale ona blond, to pewnie nie było widać), że czasem to widuje u klientek. Nie, że mi to bardzo przeszkadza, ale te siwe włosy czasem się kręcą i dziwnie sterczą, przez co odstają od reszty.

    Rozstępy mam, pakiet podstawowy z pierwszej ciąży, kilka dodatkowych z drugiej (ale mało), w trzeciej już tylko odnawiają się te pierwsze. Linea negra nigdy mi nie wyskoczyła.

    Trądzik… Nie jakoś tragicznie, ale czasem skóra wariuje. Miałam też suche placki, tylko linomag na nie pomagał. A i jeszcze… Cycki swędzą dramatycznie!

  • Odpowiedz Maj 26, 2018

    Dominika

    Ale wspaniały artykuł! Czekam na drugą część i chętna jestem też na podobne ciekawostki z burzliwego okresu laktacji.

    Dodam, że w przeżytych dwóch ciążach cera moja była lux malina, dopiero teraz przy karmieniu drugiego mlekosysa, patrząc na swoją twarz, gorzko wspominam czasy gimbazy… Z tego co zauważyłam rozstępy zaczęły się pojawiać w miarę pogłębiania się mojej ociężałości, lenistwa i braku systematyczności w smarowaniu brzuszyska (głównie prawdziwym nierafinowanym masłem kakaowym i shea) – to jest do jakiegoś 32-34 tyg. miałam reklamowy, można rzec, brzuszek, a potem bęc, mapy macierzyństwa zaczęły powstawać 😉 No i na koniec mojego wywodu dodam, że mi właśnie po drugim porodzie z dnia na dzień praktycznie wyprostowały się loki i dopiero uczę się z tym żyć 😉

  • Odpowiedz Maj 27, 2018

    Amoena

    U mnie w pierwszej ciąży moje kręcone włosy całkiem się wyprostowały i nawet problemem było utrzymanie skrętu po działaniach fryzjera. Tak było aż do drugiej ciąży, gdzie po obcięciu włosów nagle loki wróciły i są ze mną aż do teraz (5miesiecy po porodzie). W obu ciążach na głowie super mocne i dużo gęstsze włosy. Teraz znowu zaczął się etap zbierania zewsząd swoich kłaków…
    W ciąży z córką wszyscy powtarzali, że musi być chłopak, bo tak dobrze wyglądam (cera), u syna było odwrotnie – na pewno dziewczynka zabiera mi urody, więc nijak się nie potwierdzają przesądy 😉 nie znoszę tych zabobonów, więc z satysfakcją podawałam płeć dziecka i patrzyłam na zdziwione miny rozmówców 🙂

  • Odpowiedz Maj 29, 2018

    Oo

    Mam genetyczną skłonność do rozstępów (mama po 3 ciążach to istna zebra), więc od początku ciąży bardzo dbałam o skórę. Używałam głównie serii elancyl i masła body shop. I wszystko wyglądało widowiskowo dobrze, jak zwycięstwo rozumu i woli nad ciałem, aż do 40tc. Skóra napięta do bólu zaczęła swędzieć i rozpękła się w siatkę rozstępów. W sumie nie czuję się z nimi źle, bo jestem przyzwyczajona i do gorszych defektów mojego ciała, no ale jednak myślałam ze dbając o siebie na 200% uda się ich uniknąć.

  • Odpowiedz Czerwiec 6, 2018

    Julia

    W pierwszej ciąży smarowałam się wytrwale rano i wieczorem kolagenem (drogi!) i jakimś dedykowanym kremem na rozstępy i faktycznie nie wyszły. Pojawiły się za to na biuście jakiś tydzień-dwa po porodzie, kiedy sobie trochę odpuściłam smarowanie, a rozmiar przy nawale skakał drastycznie od pełnych balonów do pustych baloników ;).

    W drugiej ciąży znalazłam w łazience jakieś mleczko do ciała i smaruję się po prysznicu, na razie nic się nie dzieje, ale przy nawale będę czujna.

    Za to u mnie w ciąży pojawiają się masowo włókniaki! Nie wiem skąd taka skłonność… Czasem w takich miejscach, że naprawdę nie wiadomo co z tym zrobić, przeszkadza, czasem się podrażnia i nie wygląda…

  • Odpowiedz Czerwiec 7, 2018

    Dorota

    Cześć! walka z rozstępami świeżymi jest o tyle utrudniona, że zarówno peelingi chemiczne jak i lasery nie są stosowane u kobiet karmiących piersią. A po dwóch latach trudno mówić że są świeże :-/ Trudno dyskutować z opinią lekarza czy kosmetologa, że trudno przewidzieć, jak w czasie kiedy są różne zmiany hormonalne zareaguje skóra i czy np. nie pojawią się przebarwienia (bo już nawet przecież nie chodzi o podrażnienia). Jeżeli znasz badania, które zadają kłam takim (powszechnym) poglądom, napisz! Chętnie je poczytam i zarchiwizuję żeby mieć pod ręką. Wielu rzeczy po pierwszym porodzie nie udało mi się zrobić właśnie przez takie podejście – a teraz znowu jestem w ciąży 😉

Leave a Reply