Wyprawka, czyli czego naprawdę potrzebuje matka.

Myślę, że dzięki trójce dzieci mogę śmiało powiedzieć, że wiem co w wyprawce jest naprawdę ważne. I nie chodzi mi tu o wyprawkę dla dziecka, bo długaśnych list roztrząsających drobiazgowo czego potrzebuje młody człowiek i co jest must-have’em bez którego na pewno nie uda Ci się wychować dzieciny, jest w sieci pełno. Nie, moi mili, mi chodzi o wyprawkę dla matki, bo matka równie ważna jak dziecko jest, a na matczynych listach można znaleźć co najwyżej wielkie podpaski, brzydkie koszule z bocianem (bo wiadomo – dla matki) oraz inne tego typu nudziarstwa. Tymczasem po po trzech ciążach, porodach i noworodach stwierdzam bezsprzecznie, że to czego matka naprawdę potrzebuje – nigdy nie widnieje na listach wyprawkowych.

Partnerem wpisu jest marka Pampers

Po pierwsze bowiem matka potrzebuje czasu i przestrzeni na realizację swoich marzeń

Dobra wiem, że brzmi jak z wydumanych przemów motywacyjnych, ale w ciąży z Wikingiem coś we mnie pękło. Bowiem o ile w poprzednich ciążach ślęczałam nad kwestiami około rodzicielskimi, czytałam epopeje na temat wózków i z namaszczeniem wybierałam najlepszy kocyk dla noworodka, tak tym razem robiłam dużo przede wszystkim dla samej siebie. Ot choćby po latach sknerzenia i myślenia, że są ważniejsze i rozsądniejsze wydatki, a poza tym mam dzieci więc muszę odłożyć na ich edukację, przyszłość czy cokolwiek innego w końcu się przełamałam i spełniłam moje wielkie-małe marzenie, które zawsze wydawało mi się zbyt – nie wiem jak to nazwać. Próżne? I w ogóle na-co-mi-to.

Co to było? Otóż indywidualny, w pełni profesjonalny kurs makijażu o którym marzyłam od lat, ale nigdy z tym marzeniem nie próbowałam nic zrobić, bo wydanie kilkuset złotych z budżetu rodzinnego na tego typu fanaberię wydawało mi się zbrodnią przeciwko ludzkości. Ale potem pomyślałam, że jak nie teraz to kiedy i że sama bym chciała by moje dzieci gdy dorosną spełniały w miarę możliwości swoje marzenia – jasne że po zabezpieczeniu tych mniej lub bardziej podstawowych potrzeb życiowych ich rodzin, ale gdy te uda się ogarnąć, to by nie stawiali swoich potrzeb czy nawet zachcianek zawsze na końcu kolejeczki. Znalazłam więc świetną instruktorkę makijażu, zapisałam się, wyczekałam kilka długich tygodni na wolny termin i poszłam. Było świetnie.

I nic to, że w sumie aktualnie i tak nie mam kiedy się pomalować. Ważne jest to, że się przełamałam i zrobiłam coś tylko dla siebie. Że w tym dniu ważna byłam tylko ja. Że ktoś mnie ładnie i profesjonalnie pomalował. Pomógł dobrać podkład idealny. Pokazał co podkreślić. Więc niezależnie od tego o czym marzycie – kursie fotografii, pisania dramatów i epistołów, grania na harfie, samotnym weekendzie w SPA, zakupach ze stylistą czy czymkolwiek innym – to jeśli macie bufor finansowy pozwalający wam na realizację tej „fanaberii”, ale nie chcecie go ruszać, bo wszystko inne stawiacie w hierarchii ważności wyżej i wam głupio, to polecam z całego serca – zaszalejcie jeszcze w ciąży, spełnijcie to swoje jedno małe, głupie marzenie. Bo będziecie z niego czerpać długo.

Po drugie matka potrzebuje zdjęć

Nie, nie chodzi o 42873863 bliźniaczo podobne ujęcia małej kluski. Albo 11974971 ujęcia małej kluski w asyście rodzeństwa. Albo 31983 zdjęć jak tata trzyma małą kluskę na klacie, bo awww jakie słodkie. Mama potrzebuje zdjęć na których będzie ona i dziecko. Cykającymi foty są bowiem zwykle matule. To one stoją po drugiej stronie obiektywu i dokumentują życie rodzinne. Niestety w tej dokumentacji często brakuje ich samych, bo albo pan tata rzadko fotografuje z własnej inicjatywy panią mamę gdy beztrosko bawi się z dzieciorami albo pani mama się przed zdjęciami broni, bo uważa, że jest po nieprzespanej nocy, ma wory pod oczami, włosy związane w byle jaką kitkę i makijażu brak i na co komu takie zdjęcia. Też tak myślałam, dlatego z okresu kilku pierwszych miesięcy po narodzinach Pieroworodnej i Drugorodnego mam mało zdjęć. Strasznie tego żałuję, bo genialnie byłoby sobie to jeszcze raz zobaczyć i przywołać wspomnienia to raz. Dwa – za x lat, kiedy naszym dzieciom zostaną po nas tylko zdjęcia albo gdy będą od nas daleko, sami pochłonięci opieką nad potomstwem, to ostatnie na co będą zwracać uwagę to to czy mama miała na zdjęciach perfekcyjny makijaż i piękną sukienkę czy może włosy nawet bardziej niż przedwczorajsze i rozciągnięty dres noszący wyraźne znamiona ulewania. Dla nich te zdjęcia i tak będą bezcenne, bo będzie na nich mama.

Po trzecie mama potrzebuje przerwy

Nie wiem skąd w tylu matkach wzięło się przekonanie, że jak partner pracuje to po powrocie z roboty potrzebuje przerwy i odpoczynku, bo wszak on taką ważną pracę wykonuje i męczącą i w ogóle, zjedz, usiądź, odpocznij, a ja będę dalej na pełnych obrotach zapylać do rana. Otóż matka wykonuje robotę równie ważną. I może, a nawet powinna wręczyć tacie dziecko, a potem udać się na niczym niezmąconą przerwę w trakcie której będzie robić NIC. Żadnego sprzątania, gotowania, składania prania. Tylko odpoczynek. Z książką, serialem, malowaniem paznokci. Chociaż 30 minut. Jak wam z tym źle i głupio albo tatencjusz kręci nosem, że jak to tak, to zastanówcie się czy chcielibyście żeby najważniejszą dla was istotą – waszym dzieckiem i to w dodatku w jednym z najważniejszych etapów jego rozwoju zajmował się ktoś kto pracuje bez żadnej przerwy? Ktoś przemęczony, sfrustrowany, z rozładowanymi bateriami? Powierzylibyście komuś takiemu tę małą istotę? No właśnie… A dla taty, który cały dzień nie widział dziecka te 30 minut tylko z maluchem będą bezcenne, bo zaowocują potem lepszą więzią tych dwojga.

Po czwarte mama potrzebuje lektury

by trochę postymulować niewyspany mózg, ale litości niech to nie będzie lektura o dzieciach. Darujcie sobie siedemnasty poradnik na temat tego jak wychować bajtla na geniusza i inne tego typu. Darujcie sobie fejsa i insta, bo tam też macie polubione główne strony o dzieciach. Poczytajcie przy karmieniu (jeśli dzieć da rzecz jasna) coś innego, zupełnie niezwiązanego z rodzicielstwem. Ja sobie odświeżam dzieła mojej ukochanej Chmielewskiej (z moim absolutnie ulubionym całym zdaniem nieboszczyka na czele), a radosny rechot przy czytaniu zapewnia taki trening mięśni brzucha, że żodyn autorski program czołowych trenerów nie może się równać! A jeśli dzieć wam się budzi gdy rechotacie więc komediokryminały odpadają, to polecam trylogię sci-fi Problem trzech ciał – obłęd absolutny i dający przyjemny odskok kulturowy ze względu na osobę autora. O albo teraz czytam księgę autorstwa neurodydaktyka z mojego macierzystego wydziału – Unikat – biologia wyjątkowości – fakt że zahacza w pewnym sensie o rodzicielstwo (bo o wyjątkowość każdego z nas, zwłaszcza dzieci w szkole, się rozbija), ale w zupełnie inny sposób niż zwykłe lektury rodzicielskie. A jeśli już koniecznie musicie coś o dzieciorach to niech to będą chociaż Naczelne z Park Avenue – przeniesiecie się do innego świata, ujrzycie go oczyma antropolożki i nie przeczytacie przy tym ani jednej porady wychowawczej.

Po piąte mama potrzebuje rzeczy

Ale tak naprawdę trudno zdefiniować jakich. Ja w tej ostatniej ciąży miałam jakąś wyjątkową potrzebę zmian wizualnych – kurs makijażu, aparat ortodontyczny na który też latami się sępiłam, bo co tam mój komfort przy uśmiechaniu się – przecież są ważniejsze wydatki (Wirgiliusz nie miał takich dylematów – po prostu założył aparat 😉 ), a potem doszła jeszcze ogromna potrzeba by po tym jak wyskoczę z ciążowych namiotów ubrać coś podkreślającego sylwetkę, więc miesiąc przed porodem spędziłam trochę czasu nie na wybieraniu rzeczy dla dziecka, a koszul dla siebie. Takich w których będę się snuła po domu nosząc noworodka, ale jednocześnie poczuje się w nich jak kobieta, nie „tylko” mama i takich w których będę mogła bez trudu karmić – mimo że to nie były koszule oznaczone jako „do karmienia”. Kupiłam sobie też zupełnie-nie-mamową torebkę i zrobiłam zapas podkładu, który w ukrywanie sińców pod oczami i aparycji zombiaka umie jak żaden inny (uprzedzając pytania – vichy dermablend). Tyle.

A dla młodego? Dla młodego mam zaś ubranka, Pampersy w wersji Premium Care, których używam i jestem wierna już przy trzecim dziecku, bo nigdy mnie nie zawiodły (ba, nawet je sobie swego czasu poddawałam chałupniczym testom by sprawdzić czy te kanaliki chłonne i siateczka naprawdę sobie tak dobrze radzą), wózek, wanienkę, fotelik do samochodu i… górę miłości, ciepła i cierpliwości.

Tym razem nie kupowałam więc tysiąca rzeczy dla noworodka, żadnych szmerów-bajerów, edukacyjnych kawałków szmatek za kilkaset złotych ani must-have’owych drobiazgów, bo wiem że większość z nich i tak będzie zbędna. Dlatego mimo że część z was prosiła mnie o zrobienie listy wyprawkowej – to, wiecie co – naprawdę nie wiedziałabym co na niej umieścić, bo każdy ma inne spojrzenie na to co jest naprawdę potrzebne, zaś samemu dziecku do szczęścia potrzebna jest tak naprawdę li tylko bliskość i ramiona mamy lub taty. By jednak te ramiona dawały radę funkcjonować, by miały siłę utulić w płaczu, przegnać strachy i smuteczki, huśtać małe ciałko do głośnego wybuchu radości, by mogły nocami lulać i przytulać tak by maluch usłyszał kojące bicie serca mamy – ktoś musi o te ramiona zadbać. A tak już jakoś jest, że o ile w ciąży o kobietę wszyscy dbają, skaczą, dogadzają to kilka dni po porodzie wszyscy łącznie z matulą przejmują się wyłącznie dbaniem o dziecinę. I choć jest to wyjątkowo satysfakcjonujące zajęcie – to nie zapomnijcie dbać także o siebie. Z pustego i Salomon nie naleje, a matka o którą nikt nie zadbał, nie da rady dbać o swoją rodzinę. Zapiszcie więc na swojej liście wyprawkowej – zadbać o siebie, swoje marzenia, komfort, wypoczynek. Bez tego długo nie da się pociągnąć.

Mama Pierworodnej (6), Drugorodnego (4) i Wikinga co noworodem na razie jest. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

17 komentarzy

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2018

    Ewa

    Jakie to podobne do mojej sytuacji- też przy trzeciej ciąży coś się we mnie zmieniło. Jakaś taka potrzeba ukierunkowania się na siebie i swoje potrzeby. Taka potrzeba bycia zadbaną, ładnie ubraną- tak po prostu dla siebie:) I identyczna sytuacja ze zdjęciami- nie mogę się doprosić spontanicznych zdjęć z dziećmi robionych przez małżonka.

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2018

    Kasia

    A propos odpoczywania po powrocie z pracy – jak wrocilam do biura po macierzynskim, to w dwa tygodnie przytylam dwa kilo – poniewaz usiadlam, po raz pierwszy od narodzin.

    • Odpowiedz Czerwiec 22, 2018

      Gosia

      ja też przytyłam po powrocie do pracy! 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2018

    żustin

    Jam w ciąży aktualnie i w tej oto ciąży, jak tylko mdłości trochę odpuściły, pojechałam sama samochodem hen daleko na… Kurs sokolniczy 🙂 jeden dzień na spełnienie marzenia i bez dziecka w dodatku – nie pamiętam kiedy byłam taka szczęśliwa 😃 myślę jeszcze o kursie szycia… 😉 pozdrawiam!

    • Odpowiedz Czerwiec 24, 2018

      Ann

      Wow!!! Super! 😉

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2018

    Zuzik

    A ja mysle ze jakies badania w tym temacie by sie przydaly, a i warto takie info podsylac pierworodkom, bo nie kazda do 3iej ciazy dojsc ma. Ja wiem po sobie ze obecna – 3cia wlasnie ciaza – uczy mnie w koncu dbania o siebie i az ze zdziwienia wyjsc nie moge ze akurat w tych dniach doszlam w myslach do podobnych wnioskow. Moze to trudna koncowka (jeszcze 5 tyg.w teorii przede mna choc kto to do konca wie ile w praktyce) i srednio znoszona cala ciaza “pomogla” mi takie wnioski osiagnac, a moze to wlasnie taki syndrom 3iej ciazy(?), ale wiem napewno ze bez tego dziecka nie myslalabym o sobie w kategorii osoby potrzebujacej bycia zadbana o a tylko dbajacej o innych. Nawet tym razem poswiecilam wiecej uwagi na znalezienie koszuli kobiecej, wlasnie nie typowo-do-karmienia, ale takiej w ktorej po kiepskiej nocy obudze sie rano kobieta, a nie tylko zmeczona mama…

  • Odpowiedz Czerwiec 22, 2018

    Sylwia

    Ja co prawda nie w ciąży, ale z dwójką maluchów, i zapisałam się na lekcje japońskiego, moje marzenie życia 😀 I to była świetna decyzja, bo jak nie teraz to kiedy? A ta godzina japońskiego raz w tygodniu niesamowicie ładuje baterie 😉

  • Odpowiedz Czerwiec 22, 2018

    Pola

    Dziewczyny ratujcie. Jakieś dobre słowo w nawale? Wiem że to przejściowy i dość krótki czas ale piersi mam jak worki z kamieniami a maluch nie chce współpracować tylko śpi cały czas.

  • Odpowiedz Czerwiec 22, 2018

    ola

    Ja mam pytanie odnośnie pizam, czy mogłabyś napisać jakie konkretnie kupiłaś lub w jakim sklepie? Też szukam czegoś ładnego, nie chce chodzić jak po pierwszym porodzie z misiami na klacie 🙂

    • Odpowiedz Lipiec 1, 2018

      Kasia

      Hej, nie chcę spamować, ale po piżamy zapraszam do mnie – do sklepu Karmię Cię 😉 https://www.karmiecie.pl/ Powstał, bo po drugim dziecku postanowiłam zadbać o siebie i zacząć robić rzeczy, których chcę spróbować, a nie te, które robię, bo tak kiedyś się złożyło…
      I bardzo dziękuję za ten tekst! – chcę mieć trzecie dziecko, ale ostatnio bywam zmęczona i zaczęłam wątpić, czy podołam, ale skoro dopiero po trzecim po prostu się odpoczywa i żyje pełnią szczęścia, to właśnie o to mi chodzi! 😉

  • Odpowiedz Czerwiec 23, 2018

    Konishiko

    Ja w drugiej ciąży zrobiłam kurs renowacji mebli w wersji wolnej (prawie) od rozpuszczalników. Od tego czasu relaksuje się najlepiej z papierem ściernym bądź pędzlem w ręce 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 24, 2018

    Asia

    Ja mam dopiero pierwsze, ale chyba nie miałam problemu z zadbaniem swoje potrzeby. Chyba się za dużo matai naczytałam przed porodem 🙂
    Pamiętam, że najtrudniejsze były dla mnie długie karmienia – strasznie się wtedy nudziłam. Ale mój mąż przygotował mi stanowisko komputerowe w miejscu do karmienia i dzięki temu ruszyłam z kopyta duży projekt, który wcześniej powoli dłubałam po pracy. Teraz dziecko ma 20 miesięcy, już niestety nie da się pracować przy karmieniu, ale projekt prawie skończony i za tydzień publikuję 🙂
    Przyznam, że miewałam czasem wyrzuty sumienia, że nie dzieckiem się zajmuję a moim projektem. Ale wtedy przypomniałam sobie zdanie z książki “Jak wychować szczęśliwe dziecko” (właściwie najważniejsze z całej książki, jak je zastosujesz to reszta książki Ci nie potrzebna 🙂 ): “Żeby wychować szczęśliwe dziecko należy być szczęśliwym człowiekiem” (czy jakoś tak) 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 26, 2018

    Ania

    Dziewczyny, polećcie jakąś koszulę do szpitala. Niedługo rodzę, a w sklepach same paskudy.
    To tak w temacie dbania o siebie 😉

    • Odpowiedz Lipiec 5, 2018

      Astrea

      Cześć, mało się wyznaję w tematach modowych, ale ze zdziwieniem odkryłam że świetny wybór koszul do karmienia i to w ludzkich cenach mieli w szpitalnym sklepiku. Mi to uratowało tyłek, bo naiwnie wzięłam piżamę ze spodniami. Jeśli planujesz jakąś wizytę zapoznawczą w wybranym szpitalu warto zajrzeć i do sklepiku 🙂

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2018

      kasia

      mi kolezanka, ktora wlasnie urodzila polecila rafjolka.pl

  • Odpowiedz Czerwiec 30, 2018

    AGGATKA

    Dla mnie przerwa jest mission impossible. Mam dwa szkodniki, ktore uwazaja, ze bez mamy zgina w trzy sekundy. Nie moge sie sama zamknac w lazience czy innej oazie relaksu, bo jak tylko drzwi sie zatrzaskuja, zaczyna sie wrzask jak przy obdzieraniu ze skory. Ciezko w takich warunkach o relaks :p
    Dodam jeszcze, ze przy pierwszym dziecku w ogole byl hardkor, bo dziecina plakala tak, ze jezeli nie moglam NATYCHMIAST biec na pomoc (bo robilam jakies glupoty typu siku czy mycie smierdzacej pachy ;p ), to po prostu mialam na dzwiek jej placzu odruch wymiotny. Relaksik ze hej 🙁
    Nauczylam sie kapac w asyscie dzieci, da sie zyc 😉

  • Odpowiedz Lipiec 1, 2018

    Monika

    Ja mam jednego szkraba, po 7 jego miesiącach życia poszłam do pracy, więc siłą rzeczy musiałam zadbać o siebie :). Mnie czytanie kryminałów bardzo odpręża, więc je pochłaniam kiedy tylko mogę, najczęściej w autobusie :).

Leave a Reply