Wspieraj naukę dziecka z Kapitanem Nauką (mam kod rabatowy!) i o tym co robimy by nasze dzieci się uczyły

Alicja

Poniższy tekst powstał w ramach współpracy płatnej z marką Kapitan Nauka – partner nie miał wpływu na treść tekstu.

Jak wrzesień to szkoła.

A jak szkoła to nauka.

A jak nauka to Kapitan Nauka i jego EDUseria, o której sami do mnie na początku września pisaliście, że MEGA i czy widziałam (serio!). Tak bardzo wam się już kojarzę z Kapitanem i szalenie się z tego skojarzenia cieszę, bo to świetna, polska marka budowana przez fantastycznych, ciepłych ludzi. Sama z niej korzystam ochoczo w swoim rodzicielstwie od wielu, wielu lat – można powiedzieć, że moje dzieci wychowały się na Kapitanie. Żywo pamiętam jak moje starszaki, obecnie wyższe od mamy, rozwiązywały zagadki Kapitana w długie zimowe wieczory po przedszkolu ;))

A że podzielam opinię, że EDUseria jest super – to dziś i kilka słów o niej, i kod rabatowy do Kapitan Nauki (na cały asortyment, nie tylko EDUserię) i w ramach wrześniowego bonus kilka słów ode mnie na temat tego jak to się dzieje, że w czasach ekranów i dewaluacji nauki moje dzieci się dobrze uczą bez nas stojących nad nimi z batem – może kogoś zainspiruje.

Zacznijmy zatem od EDUserii w skład której wchodzą gry i karty pracy – głównie dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Znajdziemy tam więc pomoce do nauki i/lub doskonalenia czytania, pisania, liczenia. Dodawanie, mnożenie, procenty, ortografia, ułamki angielski, flagi, a nawet… historia polski. Do wyboru do koloru.

Doskonałe jeśli:

  • chcecie po prostu urozmaicić naukę w domu i w formie zabawy
  • czujecie, że wasze dziecko potrzebuje większego wsparcia w pewnych obszarach szkolnych (albo np. nie było go dłużej w szkole i trzeba nad czymś popracować – ja tak miałam jak w szkole wprowadzili ułamki, a byłam dość długo chora – myślę, że mojej mamie było by znacznie łatwiej wyjaśnić ułamki z takimi pomocami :D)
  • macie dziecko głodne nauki lub z intensywną zajawką na niektóre tematy (tak są takie dzieci!) i potrzebuje więcej niż robi się w szkole.

EDUseria w formule gry – to przede wszystkim gry karciane – małe i poręczne (a dzięki temu można je zabrać i strzelić sobie partyjkę dosłownie WSZĘDZIE). Wszystkich nie znamy, bo my ze względu na fakt posiadania dziecka, które potrzebuje więcej ze względu na zajawkę mamy głównie te matematyczne, ale te które mamy mają po kilka wariantów rozgrywki więc można sobie wybrać albo ulubiony albo grać w różne wersje ergo nie-ma-nudy, a wiedza przyswaja się w tle zabawy.

Z kolei EDUseria w formule karty pracy i ćwiczenia to… karty pracy i ćwiczenia (szok i niedowierzanie!) – także pogrupowane wg poziomu (1, 2, 3 klasa) więc w zależności od potrzeb można brać aktualne by urozmaicić/powspierać naukę lub w przypadku dzieci, które chcą więcej pójść o poziom wyżej by wyzwanie było. Ja mam dziecko, które rozwiązywanie zadań matematycznych uważa za doskonałą rozrywkę więc takie rzeczy nam się przydają bardzo, bardzo. Robimy z tego zabawę, wspólny czas z mamą przy stole – z herbatą, często z domowym ciastem. Między zadaniami gadamy o nonsensownych rzeczach, o tym jak nam minął dzień, o tym w co tam gra na konsoli moje dziecię i śmiejemy się do rozpuku. Nauka jako fajny czas i przywilej to zresztą podejrzewam jedna ze strategii, która wpływa na dobre rezultaty edukacyjne u nas 😉

Co więcej wszystkie elementy EDUserii są w naprawdę przyjaznych cenach, kształtujących się na poziomie mieszczącym się nawet w 20-30 zł w wersji bazowej, więc z moim kodem

MATAJA40

(aktywny w dniach 14.09-28.09.2026) to jest naprawdę przystępne dla budżetu 😉 Kod obowiązuje na cały asortyment na stronie www.kapitannauka.pl (to link i kliknąć można) więc można się obkupić także w planszówki, zagadki i inne cuda od Kapitana (na końcu wam spisze nasze ulubione Kapitalne planszówki). Bardzo, bardzo polecam 😉 Sama zaś EDUseria jest bogatsza niż pokazane tu przeze mnie elementy więc jeśli wasze potrzeby są inne to zerknijcie na strone bo całkiem możliwe, że to czego szukacie TAM jest 🙂

W czym więc tkwi sekret edukacyjnego sukcesu naszych dzieci? Cóż – stare porzekadło mówi, że sukces ma wielu ojców, wszak każdy chce się pod nim podpisać, ale choć jak zawsze w życiu i na to składa się wiele czynników, tak tym razem naprawdę skupmy się wyłącznie na ojcu i matce znaczy rodzicach.

Jest bowiem takie przekonanie, że za naukę, motywację, zaciekawienie nią odpowiada szkoła i nauczyciel. Wiecie – nauczyciel powinien zaciekawić lekcją. I jasne – nauczyciel winien (jak każdy) wykonywać swoją pracę sumiennie i z zaangażowaniem, powinien klarownie wyjaśnić zawiłości problemu, który wykłada, to jednak uważam, że za motywowanie do nauki odpowiadają również rodzice. Bo nauka niekoniecznie zawsze będzie ciekawa, pasjonująca i angażująca. Czasem (jak wiele rzeczy w życiu) będzie żmudna i nudna. Sęk w tym by mimo tej niedogodności widzieć w niej wartość.

I te wartość mogą przekazać rodzice. To jest nawet opisywane w literaturze jako „socjalizacja akademicka”  czyli zestaw wartości, postaw i przekonań dotyczących edukacji jakie rodzice przekazują dzieciom. Dzieje się to nie w ślęczeniu nad zeszytem i pytaniu o oceny, tylko poprzez codzienne rozmowy, kształtowanie aspiracji, stawianie oczekiwań, budowanie myślenia o edukacji nie jako o czymś niepotrzebnym (np. budowa pantofelka i tak ci w życiu nie przyda, bo zapomnisz, więc na co ci to), tylko jak o czymś co ma funkcję wewnętrzną, kształtującą, rozwijającą (czyli nawet jeśli faktycznie zapomnisz, to jednak nauczysz się uczyć i wkładać wysiłek w to co robisz, poznasz podstawy świata, który cię otacza, a jak je znasz to trudniej cię oszukać/przestraszyć, zobaczysz co w życiu cię interesuje i chciałbyś poznać bardziej a co wystarczy na poziomie podstawowym itd.).

Dane wskazują, że to właśnie ten element zaangażowania rodziców, czyli socjalizacja akademicka jest świetnym predyktorem osiągnięć szkolnych dziecka.

Nie chodzi przy tym o nadmierną kontrolę czy oczekiwania wykraczające poza możliwości dziecka – chodzi o ogólną atmosferę jaką w domu buduje się wokół edukacji i nauki. Jako czegoś istotnego, pożądanego, przydatnego i… fajnego. Bo choć nauka jak wspomniałam czasem bywa żmudna, bo nie każdy ma uzdolnienia czy zainteresowania w tym samym obszarze, to jednak bardzo często może być też fajną przygodą, zabawą, przywilejem, nie strasznym obowiązkiem. Bo poza tym, że my lubimy tę naukę tak przedstawiać jako niepotrzebną, to lubimy nią też straszyć – że ze szkołą to dopiero się zacznie, że w czwartej klasie to dopiero zobaczysz, że w LO to życie skończone. A może odwrotnie? Może dowiedzą się czegoś nowego, może odkryją nowe zajawki, może rozwiną swój mózg.

Ja przy tym rozwiązywaniu zadań z matmy o którym wspomniałam lubię podkreślać jaką to siłownie dla mózgu właśnie robimy. Ja on nam rośnie jak te mięśnie na siłowni albo kondycja przy biegu. Bo wysiłek fizyczny jest wysiłkiem nawet w nazwie – ale wszyscy wiemy, że jest dobry i potrzebny, nierzadko potrzebujemy go by poczuć się lepiej, ba, on z czasem może zacząć dawać radość lub satysfakcje. Z wysiłkiem intelektualnym może być dokładnie tak samo.

A z takim Kapitanem Nauką i EDUserią można łatwiej połączyć naukę z zabawą 😉) – bardzo polecam ten styl! I tego Kapitana, bo tak sobie teraz myślę, że te wieczory spędzone z zagadkami logicznymi czy obrazkowymi Kapitana (mam takie zdjęcie gdzie leżymy na naszym łóżku, ja w środku, dzieciaki po bokach i coś tam kminimy z rozwiązywaniem), te spędzone na graniu w memory i gry – to one w sumie też dołożyły swoją cegiełkę do przekonania, że nauka to fajna rzecz 😀 Masa ciepłych wspomnień, masa radości i satysfakcji. Kontynuujemy tradycje grając w tabliczkę mnożenia 😀

Zaś jeśli chodzi o planszówki to poniżej nasi faworyci w których graliśmy na różnych etapach życia naszych berbeci

To jeszcze raz – MATAJA40 obowiązuje na www.kapitannauka.pl – do 28.09.2026 🙂 Miłej zabawy! I nauki 😀

Jedna z naszych kapitanowych półek – taka tam “mała” kolekcja zebrana przez lata 😀

Może Ci się także spodobać

Skomentuj