Nowe rekomendacje ekranowe od AAP i z UK dla dzieci do lat 5  – co ciekawego w nich piszczy.

Alicja

Dziś gratka dla fanów badań i oficjalnych zaleceń. W pierwszych miesiącach 2026 roku dwa duże podmioty wydały bowiem nowe rekomendacje ekranowe. W przypadku AAP (czyli Amerykańskiej Akademii Pediatrii) jest to pierwszy update od 2016 roku, a cały dokument dotyczy zarówno maluchów, jak i nastolatków – do starszych dzieci wrócimy jednak w kolejnym poście, bo dziś byłoby tego za dużo. W przypadku rekomendacji z UK mówimy o oficjalnych rządowych rekomendacjach dotyczących dzieci do lat 5.

Czemu w ogóle interesują nas jakieś zagraniczne wytyczne? Bo Polskich nie ma. I co zrobisz 😊

Zresztą nawet gdyby były to uważam, że fajnie znać więcej tych rekomendacji, bo to pokazuje jak złożony jest to temat i pozwala spojrzeć z lotu ptaka na to zagadnienie, a z takiej perspektywy łatwiej wszystko przenieść z „papieru” na własne podwórko i rodzinne zwyczaje/zasady.

Gwoli jasności – ekrany to wszystko z ekranami – TV, komputer, tablet, telefon i co tam jeszcze rozwój technologii nam przyniósł. Kiedyś te wytyczne kręciły się głównie wokół bajek i gier komputerowych, dziś to znacznie bardziej złożona kwestia.

Zacznijmy może od wytycznych rządu UK – bo choć generalnie dość mocno pokrywają się z poprzednimi wytycznymi AAP, które bardzo porządnie, krok po kroku, opisałam wam już TUTAJ. To jest tam kilka ciekawych smaczków. Zastrzegam przy tym, że poniżej znajdziecie mój skrót (głównie raportu technicznego, bo same wytyczne to bardzo krótka kwestia) i wybrane przeze mnie elementy, które starałam się jak zwykle oddać najrzetelniej i poprawniej, ale nigdy nic nie zastąpi oryginału do którego odsyłam ochoczo!

Po pierwsze – autorzy wskazują to samo co myśmy wskazały z Joanną Kołak-Rodis w naszej książce o ekranach (jest tutaj klik) tzn. że na podstawie dostępnych dowodów ciężko jest określić „wartości graniczne” czyli ścisłe, uniwersalne limity czasu ekranowego. Innymi słowy ciężko jest określi do ilu jest bezpiecznie, a powyżej ilu już jest szkoda, stąd zdecydowano się na podejście oparte o to do jakiego poziomu istnieje niewiele dowodów na potencjalną szkodliwość korzystania z ekranów, stąd jeśli chodzi o czas per se ustalono następujące ramy:

  • dla dzieci poniżej lat 2 – unikanie ekranów, wyjątkiem są wspólne, rodzinne aktywności ekranowe, które sprzyjają np. budowaniu więzi, czyli przykładowo video rozmowy z bliskimi czy oglądanie rodzinnego albumu zdjęć cyfrowych– to nie jest nowe, ale wciąż warte podkreślenia, bo w raporcie przytaczają dane dot. dziewięciomiesięcznych niemowląt z UK i okazuje się, że aktualna średnia dzienna czasu spędzonego przed ekranem w tej grupie wynosi 29 minut – jest to dalekie od pożądanego w tych rekomendacjach balansowania w okolicach zera – no chyba, że wszyscy ten czas spędzają na videorozmowach z bliskimi to wtedy przepraszam.

  • dzieci w wieku 2-5 lat – staramy się utrzymywać czas ekranowy na poziomie nie więcej niż godzina dziennie, najlepiej podzielony na krótsze odcinki (30 lub mniej minut), nie podczas posiłków i nie w okolicy pory zasypiania. Mniej = lepiej. Ograniczamy też samodzielne użycie tzn. momenty w których dziecko jest posadzone przed TV samo. Wspólne korzystanie z mediów ekranowych jest znacznie lepsze dla rozwoju dzieciny niż zostawienie go z ekranami samego. TV czy inna forma ekranów lecące w tle codziennego też nie jest pożądaną opcją – gdy nie oglądamy, gasimy. Zatem znowu nic nowego.

Pierwszy raz spotkałam się natomiast z tym by w rekomendacjach wyszczególniono dzieci z wyzwaniami rozwojowymi – w dokumencie czytamy bowiem, że te limity nie mają zastosowania do małych ludzi korzystających z technologii ekranowych dla dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi lub niepełnosprawnościami. Wiele z tych technologii ma bowiem niezjednane korzyści dla możliwości komunikacji, dobrostanu czy jakości życia tych dzieciaków.

Po drugie nie tylko czas, ale i (przede wszystkim?) jakość tego co dzieci oglądają ma znaczenie – dobre treści mogą dać korzyści, złe mogą być negatywne. Szok i niedowierzanie, dobrze, że zwrócili uwagę na to – ŻODYN by nie wpadł. ŻODYN. Na szczęście poza tą oczywistością dorzucili też kilka wskazówek dot. tego czym się kierować przy wyborze treści.

I tak – stawiamy na animacje/treści, które:

  • przekazują fajne wartości i/lub mądrości,
  • mają wolne, spokojne tempo (tzn. klatki nie zmieniają się jak pociumane, postaci mówią spokojnie i po kolei, a nie przekrzykują się jak przekupki, animacja dobrze pokazuje twarze i emocje bohaterów, tło jest spokojne itp.)
  • historie powinny być raczej proste i zrozumiałe dla małego widza
  • dodatkowo fajnie jak wykorzystane są powtórzenia np. na końcu występuje podsumowanie historii, która właśnie się wydarzyła, pojawia się jakiś stały motyw np. piosenka, wierszyk itd.

Generalnie oni tam używają fajnego stwierdzenia, że ważny jest po prostu sposób korzystania z ekranów – sposób, czyli co jest oglądane, kiedy, z kim i jak (czyli nie tylko ILE). Kontekst w jakim ekrany pojawiają się w życiu młodego człowieka ma gigantyczne znacznie, ale to wyjaśnione jest też w naszej książce, więc powtarzać się tu nie będę.

Odnieśli się też do kwestii, która wiem, że czasem rodziców mocno frapuje i tutaj pozwólcie, że wprost zacytuję: „Istnieje wiele innych teorii dotyczących tego, w jaki sposób ekrany mogą wiązać się ze szkodami dla małych dzieci — na przykład poprzez narażenie na promieniowanie elektromagnetyczne lub wpływ światła niebieskiego na sen. Nie znaleźliśmy jednak przekonujących dowodów potwierdzających te teorie w odniesieniu do małych dzieci.”

Podstawowy problem z ekranami nie wydaje się zatem wiązać z fizycznym złem z niego emanującym, tylko z tym to co wypiera z życia młodego człowieka (bo jak się gapi w tv dużo, to nie robi innych ważnych rzeczy – nie śpi, nie bawi się, nie jest aktywny fizycznie, nie czyta, nie rozmawia itd., a to na tych aktywnościach powinny przede wszystkim mijać mu pierwsze lata życia, bo to one są niezbędne dla prawidłowego rozwoju) oraz to, że dzieci uczą się przede wszystkim w interakcjach z innymi ludźmi, nie z ekranem.

Kolejna rzecz podkreślona w dokumencie, to fakt, że użytkowanie rodziców, to w jaki sposób oni z ekranów korzystają ma przełożenie na to jak korzystają dzieci – tego też powtarzać nie będę, bo uważam, że w książce jest wybitny rozdział na ten temat i warto go przeczytać😉

Za wart odnotowania uważam natomiast fragment dot. różnic w czasie ekranowym jakie obserwuje się w zależności od statusu socjoekonomicznego rodziny – dzieci z rodzin uboższych i/lub gdy rodzice mają niższe wykształcenie – zwykle spędzają znacznie więcej czasu przed ekranami w porównaniu do dzieciaków, którym przyszło dorastać w innych warunkach (przykładowo dwulatki z rodzin o najniższym statusie majątkowym spędzają niemal dwa razy więcej czasu przed ekranami niż ich rówieśnicy z rodzin o najwyższym statusie majątkowym dokładnie jest to 179 minut dziennie kontra 97 minut, zważcie, że do pożądanych maks 60 wszystkim dość daleko). To ma oczywiście wiele implikacji i dla wytycznych czasu ekranowego, i do rozmów o tym, ale też badawczo, bo trochę nam powstaje dylemat jajka czy kury i tak dalej, i tak dalej – ale nad tym niech łamią się mądre głowy. Ja tylko rzucam to w przestrzeń do waszej własnej refleksji, bo jak to czytacie to znaczy, że z dużym prawdopodobieństwem macie małe dzieci, więc czasem dobrze pomyśleć o czym innym, niż o przygodach Pucia i liście zakupów.

Tyle mniej więcej zaserwowali nam Brytyjczycy, podejrzewam, że dla tych, którzy znają moje treści nie było tu nic zaskakującego. Przejdźmy zatem do rekomendacji od miłościwie nam panującego AAP, które mi osobiście podobają się dużo bardziej, bo te z UK, to takie powtórzenie AAP po 10 latach – hamerykanie zaś wnoszą pewien powiew świeżości (który jak przekonałam się na Insta może być kontrowersyjny – lecz pamiętajcie by nie zabijać posłańca!).

AAP wyszło tym razem z fajnego konceptu – połączonych ekosystemów, które budują cyfrowy świat dziecka. W centrum tego wszystkiego znajduje się dziecko wraz z jego indywidualnymi uwarunkowaniami (temperament, regulacja emocji itd.), dziecko otacza rodzic i jego indywidualne uwarunkowania (własny sposób korzystania z mediów cyfrowych, relacja z dzieckiem, poziom stresu w życiu itd.), ale – i to podkreślono w tym dokumencie dość wyraźnie – to nie tylko rodzic jest odpowiedzialny za dobrostan ekranowy dziecka. Każda rodzina zatopiona jest bowiem w szerszym środowisku za tworzenie którego odpowiadają i firmy technologiczne i ustawodawcy (i to nie tylko w odniesieniu do środowiska cyfrowego, ale też realnego – kosztów opieki nad dziećmi, tzw. trzecich miejsc w których młodzi ludzie mogą spędzać czat itd.). To są chyba pierwsze rekomendacje, w których tak silnie podkreślona jest odpowiedzialność za „ekranowe wychowanie” również innych podmiotów – a nie tylko rodziców.  Punkt dla AAP, bo kurde felek przestańcie wszystko zwalać na nas  (zwłaszcza w wersji zakazać, zakazać, zakazać) i zacznijcie wszyscy dbać o to by to co robicie było odpowiedzialne społecznie!

Tutaj jest grafika pokazująca ten ekosystem – można sobie postudiować, można przejść dalej (za: Digital Ecosystems, Children, and Adolescents: Policy Statement)

Dalej bowiem znajdziemy podpunkt „związek między mediami cyfrowymi a rozwojem dzieci do lat 5”, w którym dostajemy zwięzłą syntezę tego co udało im się ustalić w tej materii, i otóż:

– dzieci poniżej 18 miesięcy mają trudności z przełożeniem tego co widzą na ekranie na prawdziwy świat (mój dopisek – a zatem ciężko im się czegokolwiek z niego nauczyć i ogólna konfuzja)

– wysokiej jakości treści edukacyjne związane są z lepszymi zachowaniami prospołecznymi i językiem w tej grupie wiekowej, pewne, określone aplikacje edukacyjne mogą promować umiejętności z obszaru STEM i językowych. Efekty te są wzmacniane przez wspólne doświadczanie mediów z opiekunem (czyli mamy kolejne podkreślenie jak ważne jest w tej grupie wiekowej korzystanie wspólne oraz mój dopisek – to że producent programu/appki/bajki pisze że jest ona edukacyjna niekoniecznie oznacza, że taki jest – to często tylko chwyt marketingowy, jak to samemu rozróżnić? Patrz niżej)

– z kolei wysokie korzystanie z mediów nieedukacyjnych i samotne jest związane z opóźnieniami w rozwoju językowym, kognitywnym, społeczno-emocjonalnym, funkcji wykonawczych, motorycznym, a także gorszym snem i mniejszą zabawą w udawanie, która ważna dla rozwoju jest (mój dopisek: wysokie nie oznacza jakiekolwiek, 20 minut bajek, a 2h bajek dziennie to duża różnica)

– wiele małych dzieci używa tabletów przez wiele godzin w ciągu dnia lub w ciągu nocy (!), wysokie korzystanie z tabletu jest powiązane z większa ilością wybuchów złości z upływem czasu

– wykorzystywania urządzeń mobilnych do uspakajania przedszkolaków łączy się u nich ze słabszymi umiejętnościami regulacji emocji i problemowymi nawykami ekranowymi.

Jakie rekomendacje na tej bazie powstały? Ścisłych dla grupy 0-5 nie ma, jest jedynie ogólna sekcja dla rodziców, ale w mojej skromnej opinii z porad tam zawartych dla tej grupy wiekowej pasują najbardziej

– znajdź treści wysokiej jakości, takie, które biorą pod uwagę rozwój dziecka. Treści wysokiej jakości zwykle modelują umiejętności społeczno-emocjonalne, stawiają sobie cele edukacyjne (np. związane z umiejętnościami matematycznymi czy językowymi), zawierają elementy związane ze swobodną zabawą (czyli – dopisek mój np. elementy, które pozwalają na aktywność i inicjatywę własną dziecka – przykładowo aplikacja pozwala na twórczość czy decyzje własne, a nie tylko robienie klik, klik wedle zaprogramowanego schematu) czy też uczą myślenia krytycznego. Przykłady takich treści to np. Sąsiedztwo Tygryska Daniela (kocham te baję!) czy Ulica Sezamowa. Treści niskiej jakości często zawierają tzw. dark patterny (np. częste nagrody za granie, systemy, które przyciągają mocno do ekranu i nie chcą wypuścić itd), reklamy, straszne lub przemocowe elementy. W poszukiwaniu dobrych treści odsyłają do Common Sense Media, do którego i ja często was odsyłam, to naprawdę fantastyczne źródło informacji o rozmaitych treściach dla dzieciaków małych i dużych.

– tablety to narzędzia zaprojektowane z myślą o solowym korzystaniu – dlatego choć to coraz popularniejsze, zamiast wręczać tak małemu dziecku jego osobiste urządzenie lepiej korzystać ze wspólnego, rodzinnego tabletu. Dzieci nie stracą żadnych możliwości edukacyjnych ani rozwojowych jeśli rodzina odsunie zakup osobistego urządzenia na później (tak, takie zdanie tam pada – wiem, że to wielu z was może dziwić, ale narracja jest często taka, że tablet daje możliwości edukacyjne i że to ważne narzędzie dla wspierania wiedzy itd. stąd niektórzy rodzie są przekonani, że bez tego dziecko będzie stratne i w szkole na dwójach będzie jechać). Jest tam też lista rzeczy, które należy rozważyć zanim się da dziecku „jego” tablet, ale szczerze uważam, że ona dotyczy jednak dzieci w wieku 5+. Ważny dla wielu rodziców będzie natomiast dopisek: „okazjonalne użycie tabletu na długie podróże samochodowe, loty samolotem czy trudne procedury medyczne może być odpowiednie” – znaczy dostaliśmy oficjalne klepnięcie na to co niemal wszyscy robimy. I spoko.

– stwórz strefy wolne od ekranu DLA CAŁEJ RODZINY – tzn. stwórz odpowiednie warunki dla snu, ruchu, czytania, zabawy, nauki i czasu rodzinnego, ustal posiłki, sypialnie, godzinę przed snem czasem wolnym od ekranów. Korzystaj z jednego ekranu na raz (dopisek mój – multitasking ekranowy to zmora współczesnych czasów, gdzieś czytałam, nie w badaniach, ot taki artykuł zwykły na jakimś portalu, że przemysł filmowy coraz bardziej odpuszcza sobie logikę i spójność w filmach, bo ludzie i tak oglądają z komórką w ręku i dziury fabularne przechodzą niezauważone) – gdy nikt nie ogląda wyłącz

– ustal ramy czasowe – czas jaki dziecko spędza przy ekranach może być rożny w zależności od dziecka, jego rodziny, ich potrzeb, tego czy mówimy o weekendach czy dniach roboczych – to jest pewna nowość w świecie rekomendacji, bo to można interpretować jako „AAP odchodzi od ścisłych wytycznych godzinowych” (co jest prawdą), ALE w tym samym punkcie mamy podkreślone, to że:

– niemowlęta (z mojej wiedzy wynika, że dla nich to dzieci do około 18 miesiąca życia) nie uczą się z mediów cyfrowych, jednak OKAZJONALNE (znaczy nie zdarzające się często i regularnie, tylko rzadko) oglądanie krótkich video o wysokiej jakości (np. Ulica Sezamkowa) nie jest szkodliwe.

– dla opiekunów, którzy pożądają ścisłych rekomendacji godzinowych, to w przypadku małych dzieci najlepiej mówić o mniej niż godzina dziennie (czyli de facto jest to spójne z UK). Najważniejsze jest jednak kładzenie nacisku na to by treści były wysokiej jakości i by priorytet w ciągu dnia stanowiły inne ważne dla zdrowia aktywności (np. sen, zabawa, aktywność fizyczna, czytanie itd.)

– jeśli dziecko jest przyzwyczajone do oglądania video do zasypiania, warto to zmienić i podmienić na np. aplikacje do medytacji czy cichą muzykę (dopisek mój – to samo w sumie dotyczy jedzenia przy bajkach i innych formach ekranów)

AAP podkreśla też że silna relacja z rodzicami pomaga w ustalaniu granic dotyczących korzystania z mediów oraz ułatwia prowadzenie częstych rozmów na ten temat, wspólne korzystanie z ekranów może być elementem budowania relacji i nauki. Dla mnie to jest fajne podkreślenie, bo rodzice podchodzą do ekranów z ogromnym lękiem i jak kot do jeża (przynajmniej Ci którzy się nimi przejmują) – tymczasem można wykorzystać ich siłę do robienia RAZEM fajnych rzeczy i budowania na tym higieny cyfrowej.

I w zasadzie tyle konkretów dla tej grupy wiekowej. Poza tym jest dużo rekomendacji dla rządzących i tworzących technologie cyfrowe/ekranowe – i niechże oni se to wezmą do serca. Bo jasne my możemy szukać dla dzieci dobrych, jakościowych treści, możemy pilnować by ekran wjeżdżał dopiero gdy zaopiekowane zostaną inne potrzeby dziecka, możemy pilnować czasu, możemy nie pokazywać ekranów dzieciom do lat 2, możemy pamiętać, że wykorzystywanie ekranów do uspakajania trudnych emocji, które w tym wieku są dość częste, to droga, która wiedzie na manowce i korzystać jednak z innych narzędzi by to dziecko ukoić, możemy wszystko, ale kurca bomba – niech za bezpieczeństwo technologii, które są nam dostarczane i na których ktoś zarabia odpowiadają ci którzy zarabiają. Tak jest w niemal wszystkich obszarach życia – producent żywności musi spełniać standardy zanim wypuści swoje kluski czy jogurt na rynek. Jasne rodzice nadal mają dużą odpowiedzialność za cyfrową dietę serwowaną dziecku – to nasze brzemię, tak jak każde inne w rodzicielstwie, ale niech Ci co dostarczają elementy diety wezmą odpowiedzialność za to co dostarczają. By nam wszystkim żyło się lepiej 😉

Jak wam się podobają te rekomendacje? Dla mnie na tle tego wszystkiego co wiem są fajne. Te od AAP zwłaszcza, bo są zniuansowane. Te z UK są jasne, klarowne, przejrzyste i brawo dla nich za to bo wiele osób dokładnie takich poszukuje, natomiast ja biorąc pod uwagę złożoność rodzicielstwa i swoje doświadczenia wolę niuanse 😉

Wspomniana w tekście książka o mediach, którą napisałam razem z dr Joanną Kołak-Rodis TUTAJ – jest super 😀 (książka własna)

Jeśli lubisz moje treści, to wesprzyj proszę moją pracę, kupując jedną z moich książek – wszystkie dostępne TUTAJ, każdej oddałam serce i lata pracy. Dziękuję!

Źródła:

Screen use by children aged under five: independent report Early Years Screen Time Advisory Group

Munzer i wsp,, 2026. Digital Ecosystems, Children, and Adolescents: Policy Statement

Może Ci się także spodobać

3 komentarze

Weronika 5 maja 2026 - 13:53

Ja mam w sumie smutne odczucia (ale generalnie ostatnio po 4 latach przeżywam jakiś pierwszy poważny kryzys w rodzicielstwie gdzie zaczynam się zastanawiać po co mi to było i co ja robię nie tak że efekt jest jaki jest). Po pierwsze, z tym żeby dziecko nie oglądało samo – kurcze czasem to jest jedyny moment żeby coś zrobić w spokoju i szkoda mi tego czasu na to żeby go przesiedzieć na kanapie wdrażając się w fabułę bajki dla 3-latka. A czasem jestem tak zmęczona że mam ochotę na tej kanapie faktycznie usiąść obok, ale poscrollowac w tym czasie telefon a nie oglądać z zaangażowaniem żeby później rozmawiać o tym co się wydarzyło na Wyspie Puffinow i jak moje dziecko się z tym czuje. A druga sprawa to taka, że generalnie w dużej mierze przestrzegamy rekomendacji – do 2 lat zero ekranów poza jednostkowymi przypadkami (jakaś inhalacja – ale to też jednorazowo; i z 2 odcinki Bluey w samolocie), potem max 30 minut dziennie (wyjątek średnio może raz na 2 miesiące jak jest ze starszym kuzynostwem, ale to i tak raczej nie dłużej niż 1-1,5h dziennie wtedy). Spokojne treści (Bing, Puffiny, Bluey, Oktonauci jak już była starsza, sporadycznie Peppa, żadnych tam Psich Patroli). I co? I g***no. Powinnam mieć w domu spokojne bezproblemowe dziecko, a mam szatana, który jak nie postawi na swoim to słychać go na drugim końcu miasta i dosłownie wszystko negocjuje jakby pracowała na egipskim targu, patrząc jak daleko może się posunąć.

odpowiedz
Alicja 7 maja 2026 - 13:44

Nigdy, absolutnie przenigdy nie przestrzegałam tej rekomendacji – czas przed ekranem to był czas mój przy każdej z trójki, nie czas edukacyjny, nie czas który wyciskałam jak cytrynkę. W tym wieku oglądali zwykle 30-40 minut dziennie, wykorzystywałam ich upór maniaka do oglądania w kółko tego samego dzięki czemu doskonale wiedziałam co oglądają, oni też doskonale wiedzieli co oglądali i… tyle 🙂 Co do spokojnego bezproblemowego dziecka to bardzo mi przykro ale to nie jest kwestia ekranów li tylko – owszem mogą nasilać zachowania problemowe, ale gro dziecka to jego temperament, uwarunkowania wewnętrzne itd. My się mamy za rzeźbiarzy którzy wykuwają posąg, ale tak naprawdę jesteśmy bardziej ogrodnikami dbającymi o roślinkę, którą nam dano – roślinkę z określonym zestawem potrzeb, sił, słabości i jak się dostało różę to tulipana ani stokrotki się z niej nie zrobi – można dbać żeby różyczka miała jak najlepsze warunki do rozwoju i… tyle 🙂

odpowiedz
Ula 7 maja 2026 - 23:29

O rety, dzięki wam, że napisałyście, że nie siedzicie z dziećmi przy oglądaniu bajek 😮 Ja mam praktyki podobnie jak wyżej, ale właśnie tego nie przestrzegałam. Najpierw puszczałam bajkę starszej, kiedy usypiałam młodszą (która zasypiała koszmarnie, a inaczej nie opędziłabym się od marudzącej starszej). A potem a to zmywanie po obiedzie, a to pranko do rozwieszenia, a to, a czemu nie!, 15-minutowa joga. I cały czas źle się z tym czułam 🙁

odpowiedz

Skomentuj