Zanim przejdziemy do treści posta z radością donoszę, że partnerem (w ramach płatnej współpracy) tego wpisu jest marka Kapitan Nauka, która od ponad dekady dzielnie wspiera moją działalność tutaj, dzięki czemu możecie czytać nie tylko posty sponsorowane, ale przede wszystkim WSZYSTKIE inne – bo to dzięki współpracom mogę je tworzyć. Kapitan towarzyszy mi nawet dłużej w życiu prywatnym, bo cała trójka moich dzieci na kapitalnych produktach się wychowała. Co więcej Kapitan to polskie produkty tworzone niejednokrotnie przy wsparciu rodzimych ekspertów – logopedów, psychologów, nauczycieli i tak dalej – a ja lubię wspierać polskie marki, bo uważam, że to ważne 😊)
Tradycyjnie mam też dla was kod rabatowy MATAJA40 da -40% na wszystko ze strony www.KapitanNauka.pl od cen detalicznych – obowiązuje w dniach 13-14 maja. Znajdziecie tam produkty i dla niemowląt, i dla dzieci szkolnych – pełen przekrój (podrzucę wam w tekście kilka moich ulubieńców i nowości!) i w dobrych cenach – może znajdziecie jakieś super pomysły na prezent na Dzień Dziecka albo zakończenie roku? Dziękuję Kapitanowi za wspieranie mojej działalności tutaj 🙂
Wracając jednak do pytania z tytułu, to wzięło się ono stąd, że kiedy klika dni temu opublikowałam posta na temat nowego badania dot. dziecięcych zabaw – rozwinęła się pod nim lawina komentarzy/wiadomości prywatnych, w których pisaliście, że w sumie takie posty to was trochę dołują, bo nie lubicie się bawić z dziećmi i czujecie się przez to złymi rodzicami. Pojawiły się także liczne głosy, że macie taką niepopularną opinię, że zabawy są dla dzieci, a dorosłych raczej męczą.
Sęk w tym, że to jest… szalenie popularna opinia, tylko mało kto odważa się ją wygłosić otwarcie. Bo choć wpajają nam by “doceniać każdą chwilę”, to realia są takie, że gro rodziców czuje w trakcie zabawy z dzieckiem przede wszystkim… znudzenie. Oficjalnych danych na ten temat jest mało, ale gdy pytam o to moich własnych czytelników, dostaję 60-70% odpowiedzi twierdzących na pytanie “czy zabawa z dzieckiem was nudzi?”. W głosach rozmaitych organizacji odsetek ten oscyluje w granicach 50%. W żadnym wypadku nie jest to zatem marginalna garstka, tylko naprawdę spora rzesza rodziców.
To co mnie jednak najbardziej fascynuje w temacie to rozdźwięk międzykulturowy. Bo w naszych kręgach (i czasach!) zabawa rodzica z dzieckiem jest postrzegana jak coś absolutnie naturalnego, koniecznego, magicznego. Tymczasem legendarny antropolog i badacz dzieciństwa David Lancy podkreślał wielokrotnie, że koncept wedle którego rodzic ma np. siedzieć na podłodze i bawić się z kilkulatkiem jest nowy i charakterystyczny dla naszej kultury. W reszcie czasów i świata (w tym plemionach łowiecko-zbierackich, które w wielu kwestiach lubimy sobie obierać za przykład naturalnego rodzicielstwa godnego naśladowania) zabawa dorosłego z dzieckiem jest uznawana za coś raczej… niewłaściwego – jasne od czasu do czasu dorosły może włączyć się do zabawy, jeśli ma ochotę, ale generalnie zabawa jest domeną dzieci. Dorośli mają inne zadania.
Cóż… dorośli w naszym kręgu kulturowym też mają inne zdania. Wiele innych zadań. A ciągła gonitwa, odhaczanie wszystkiego na liście „to do” sprawia, że trudno nam wykrzesać z siebie entuzjazm gdy mamy udawać, że samochodziki przeżywają przygodę życia, a misie konwersują na herbacianym przyjęciu. Nasze mózgi pracują inaczej, łakną innych bodźców, są na innym etapie rozwoju i choć kochamy nasze dzieci i zrobimy dla nich wszystko, to niekoniecznie dla każdego robienie io-io zabawkową strażą będzie ekscytujące, dla niektórych będzie… nudne.
Sama świadomość tego, że to niekoniecznie z nami coś nie tak, że nie jesteśmy w stanie wykrzesać z siebie entuzjazmu w te „magiczne momenty” może troszkę ciężaru zdjąć z serducha, ale zgodnie z obietnicą w tytule chciałam wam też podrzucić trochę tricków na to jak odczarować sobie zabawę z dzieckiem by przestała być każdorazowo nudnym obowiązkiem. Bo obowiązek zabawy to paradoks o jakim nie śniło się filozofom. Co więc z tym można zrobić? Poniżej moje sugestie.
Po pierwsze przestań próbować być każdym na raz – to jest zmora współczesnego rodzicielstwa, rodzice przestali być tylko rodzicami, teraz wymaga się byśmy mieli kompetencje 20w1 – rodzica, psychologa, logopedy, pedagoga, animatora zabaw, medyka, fizjoterapeuty, dietetyka, eksperta od cyberbezpieczeństwa itd.
Podobna atmosfera zapanowała w kwestii zabaw – cierpimy na klęskę urodzaju – jest tyle wybornych propozycji, które pokazują zabawy kreatywne, muzyczne, DIY, rozwojowe, edukacyjne, logopedyczne, naukowe, fantazyjne, sensoryczne, plastyczne, w udawanie takie i owakie, że my też tak chcemy dla naszych dzieci. Wszak chcemy dla nich najlepiej. Zapominamy tylko, że w tych muzycznych wyspecjalizował się ktoś kto albo lubi albo jest specjalistą od muzyki. Zaś plastyczne i kreatywne robi ten kto odnajduje się właśnie w tym. A my ponownie chcemy być „debeściakami” w każdej. I choć każda z tych zabaw zapewne jest bardzo fajna, tak nie jest możliwe byśmy sami byli we wszystkim specjalistami ani byśmy każdy z tych typów zabaw polubili.
Ja na przykład nie znosiłam zabaw plastyczno-kreatywno-sensoryczno-artystycznych. I słowo daję nigdy z żadnym z moich dzieci nie usiadłam do wycinania, kolorowania, ani robienia jakiegoś projektu „kreatywnego”, bawienia się kaszą czy czym tam. NIGDY. Bo ja tego nie znoszę i to od dziecka. Czy byli na tym stratni? Nie – bawili się tak sami, rysowali i robili kreatywne ludziki z papieru toaletowego w przedszkolu.
Ja zaś znalazłam swoją niszę – bawiłam się z nimi w domu w rzeczy, w których ja czuję się mocna i w których z każdego zakamarka mojej skóry nie paruje niechęć i frustracja. Traktowałam zabawę jak czas rodzinny, nie czas tylko dla dzieci. To wbrew pozorom dużo zmieniło mi w głowie. Priorytetem był nasz czas, nasze fajne emocje, nasza fajna zabawa i oni w to wsiąkali jak w gąbkę, bo kiedy wszyscy się fajnie bawią jest zdecydowanie fajniej! Dla mnie takimi zabawami są zabawy słowne, zabawy typu Montesorry – kto czyta bloga od dawna ten dobrze wie o co chodzi i… planszówki oraz gotowe gry i zabawy.
Tutaj właśnie często z pomocą przychodził Kapitan Nauka. Na graniu w Loteryjki, Leśny Bal, Gotowanie, Bingo: Koty, Zakodowany Zamek, Bójki matematyczne – spędziliśmy setki, jak nie tysiące godzin. Gdy nie miałam sił na nic i chciałam poleżeć to ratowały nas Quizy, Łamigłówki i Zagadki logiczne od Kapitana – mieliśmy ich masę więc ja padałam na łóżko, dzieciaki sadowiły się po moich bokach i razem rozwiązywaliśmy zagadki – gdy nie miałam weny, takie podane na tacy aktywności, które bawiły i uczyły, ratowały moją matczyną jaźń. Dziś dzieci mam już „stare”, ale nadal zdarza nam się z sentymentem zagrać w każdą z wymienionych wyżej gier, a produkty Kapitana są pierwszym wyborem prezentowym gdy idziemy na urodziny do jakiegoś przedszkolaka 😊
Innymi słowy – znajdźcie swoją niszę, coś co was bawi, cieszy, w czym czujecie „flow”, a nie nudę i pozbądźcie się presji, że musicie wszystko by być dobrymi rodzicami. To że jesteśmy różni – to wartość!
Po drugie umniejsz swoją rolę – jednym z typów zabaw, których dorośli dość często nie lubią jest zabawa „w udawanie” – czyli wszelkie zabawy z odgrywaniem ról czy udawaniem, że przedmiot A jest tak naprawdę przedmiotem B. To może być bardzo męczące „mózgowo” kiedy po całym dniu podejmowania masy decyzji, rozwiązywania setek problemów mamy nagle udawać księżniczkę i podtrzymywać absurdalno-fantazyjną zabawę. Dlatego wybierz dla siebie rolę obserwatora – niech dziecko prowadzi zabawę, Ty zaś bądź podrzędnym statystą. Zostań zapominalskim klientem albo pacjentem, którego trzeba prowadzić za rączkę, bądź kosmitą, który wylądował na ziemi pierwszy raz albo robotem, który wszystkiego się uczy. Zamiast podziału ról na początku typu „ja będę lekarzem/mamą/królewną” zagaj proste podpowiedzi np. a gdyby ten miś przyszedł do Ciebie do lekarza to kim by był, co by mu dolegało i jak byś sobie z tym poradziła? W ten sposób nie ty musisz prowadzić fabułę tylko oddajesz pałeczkę dziecku i to ono cię prowadzi – ty możesz potem tylko odegrać scenariusz zaproponowany przez dziecko.
Po trzecie maksymalizacja i prawa człowieka – gdy dzieci były małe bardzo pomagała mi strategia intensyfikacji czasu spędzonego na zabawie – wolałam odłożyć telefon do innego pokoju, powiedzieć sobie ok teraz wyciskam 20 minut na pełnym skupieniu niż siedzieć godzinę i być ciałem tutaj, ale duchem marzyć by być gdziekolwiek indziej. A po tych 20 minutach? Bez wyrzutów sumienia mówiłam „ok teraz idę sobie zrobić herbatę”, „potrzebuję przerwy wrócę potem”. Bo prawem człowieka jest czas do przerwy 😉 i wiem od wielu z was, że wpadliście w pułapkę w której uważaliście, że musicie CAŁY CZAS bawić się z dzieckiem i dopiero po kilku latach ogarnęliście jak bardzo was to wypaliło, bo nigdy nie dawaliście sobie czasu na oddech, a dziecku czasu na poćwiczenie jak chwilę pobyć samemu z zabawą.
I oczywiście są dzieci, którym samodzielna zabawa przychodzi trudniej niż innym, bo to też częściowo kwestia wrodzonych uwarunkowań, ale proste klarowne wskazówki na temat tego co dziecko ma zrobić w tym czasie (np. ułóż w tym czasie 4 wieże, zbuduj stodołę dla krówek, poskładaj puzzle) mogą u takich dzieciaków zadziałać lepiej niż „teraz pobaw się sam”. Warto próbować i małymi kroczkami wydłużać te przerwy. Bo samodzielna zabawa też ma wartość. My czasem zapominamy o tym, bo zabawa wydaje się nam tak ważna, że czujemy, że musimy mieć nad nią nadzór i nie możemy tak ważnego zadania oddać w ręce dzieci. Ale to przecież dzieci są prawdziwymi ekspertami od zabawy 😉)
Po czwarte zastanów się nad definicją słowa zabawa – co widzisz kiedy myślisz o zabawie z dzieckiem? Wspólną zabawę lalkami? Zabawę wg instrukcji prowadzącą do określonych celów rozwojowych (np. matematyka za pomocą kreatywnego projektu)? Zabawę w policjantów? Układanie klocków? Pewnie tak. Ale jak moi dziadkowie szli na potańcówkę i zostawiali dzieci w domu, to mówili, że idą na… zabawę. Bo zabawa to aktywność, która sprawia radość, zmniejszająca napięcie, odrywająca od szarej codzienności. Więc jeśli puściliście dziś muzykę z radia i zrobiliście dziką potańcówkę z dziećmi to bawiliście się z dziećmi. Jeśli poszliście do lasu na spacer i udawaliście odgłosy ptaków, mając z tego radochę to bawiliście się z dziećmi. Jeśli po drodze z przedszkola bawiliście się w układanie głupich rymowanek to bawiliście się z dziećmi. Jeśli przy składaniu prania rzucaliście sobie skarpetkami zwiniętymi w kulkę to bawiliście się z dziećmi. I co więcej może nawet wcale nie byliście przy tym znudzeni, tylko było… fajnie? 😊
Nie ograniczajmy wizji zabawy do ścisłych ram. Prawdziwa zabawa się im nieustannie wymyka – nie zapominajmy o tym biczując się, że zabawa samochodzikami jakoś nam nie idzie. Bo jak nie to, to na pewno jest coś innego!
A jeśli szukacie gotowych pomysłów to przypominam raz jeszcze, że na MATAJA40 dostaniecie do 14.05 włącznie super rabat na wszystko na stronie www.KapitanNauka.pl – fajne produkty, fajna firma i fajni ludzie w niej! Nasze ukochane klasyki podrzuciłam wam wyżej, a z nowości może zainteresują was (tekst w innym kolorze, to linki prowadzące prosto do strony produktu byście mogli poznać szczegóły):
Dla maluchów duże puzzle np. Plac Budowy


Trzy układanki z uwielbianym przez wiele dzieci motywem maszyn budowlanych, solidne, duże, grube – świetne na pierwsze puzzle!
Dla przedszkolaków, które chcą lub potrzebują zagłębienia w rozmowy o emocjach sprawdzić może się nowa paczka zabaw i aktywności pozwalających na poznanie i rozumienie emocji.



Za ich powstaniem stoi Martyna Filipiak, psycholożka dziecięca, a w środku znajdziecie karty z emocjami, na których mamy nie tylko trafiające do dzieci opisy różnych stanów, ale przede wszystkim gotowe scenariusze na zabawy z emocjami, które możecie wcielić w życie w domu i poza nim. Ja sama przy starszakach też miałam karty emocji od Kapitana Nauki i dostarczały nam materiału do wielu fajnych zabaw!
Z Kolei dla przedszkolaków, które „nosi energia” lub które przeciwnie trzeba rozruszać – super pomysłem będzie gra ruchowa Fikaj, brykaj.



Można grać w wersji „planszówkowej” z misjami do wykonania, ale tak szczerze podejrzewam, że ja bym szła z nią na skróty i po prostu losowała karty z zadaniami do wykonania przez dziecko (i chętnie samą siebie żeby rozruszać stare gnaty) – dla mnie to taki cudowny przykład podanych na tacy rozwiązań, z których można skorzystać gdy weny brak, a dzieci chcą coś porobić (a kiedy nie chcą?:D)
Natomiast dla dzieciaków i rodziców, które chcą szybkiej emocjonującej gry sprawdzi się nowa wersja „Bójki na..” – my mamy przede wszystkim Bójki matematyczne, bo jedno z moich dzieci bardzo lubi, ale nowa odsłona Bójek tj. Bójka na skojarzenia, będzie świetna dla wszystkich dzieci nie tylko fanów liczb – w grze liczy się refleks, spostrzegawczość i umiejętność budowania skojarzeń 😊


Zaś dla dzieci szkolnych, które lubią i potrafią już grać w rozbudowane gry ciekawą nowością może być Pierwszy biznes


przyznaje szczerze, że sami jeszcze nie graliśmy, bo to absolutna świeżynka, którą dopiero trzymam w rękach, bo maj do tej pory upłynął nam w rozjazdach i fizycznie nie było kiedy pograć, ale sam pomysł na grę szalenie oryginalny, bo to gra biznesowa, w której… otwieramy firmy – jedno z moich dzieci nawet lubi śledzić giełdę więc od razu zwróciłam uwagę na tę propozycję. Przewidywany czas rozgrywki to 20-40 minut, więc nie jest to „szybki starzał”, a i chwilkę trzeba poświęcić na zasady, ale my i takie bardziej rozbudowane planszówki też bardzo lubimy. To taka nasza tradycja, że w co którąś niedzielę pieczemy ciacho, zaparzamy herbatkę, a potem siadamy czy do planszówki dłuższej czy do gry RPG. I nie ma nudy!
Poza tym polecam przesznupanie strony Kapitana Nauki – pełno tam cudeniek, które można dostosować do preferencji własnych i dziecka by czas razem był frajdą 😊 Albo by powspierać rozwój określonych umiejętności – u nas Bazgraki służyły najmłodszemu do wsparcia w nauce czytania, a gry takie jak Bójki matematyczne czy Kumaci piraci do zabawy w jego ukochaną matematykę 🙂

