Nieokiełznana macica czyli o tym jak zaplanować poród aby się nie rozczarować.

Pamiętacie może jeszcze zamierzchłe czasy szkoły podstawowej, lekcje języka polskiego, wypracowania, sprawdziany, onomatopeje, metafory i inne polonistyczne stwory? Mówi  wam coś “oksymoron”? To takie tam: sucha woda, głośna cisza, spieszyć się powoli. Dorzućcie jeszcze do tego  PLAN PORODU i praca domowa odrobiona. Plan + poród to oksymoron jakich mało. Więcej o planie porodu macie tu. Jak przeczytacie to możecie już zacząć planować chociaż te słowa wzajemnie się wykluczają. Poświadczam to swoją praktyką położniczą 😉 Spokojnie dokument ten można byłoby nazwać bardziej romantycznie np.: WIZJA PORODU.

“Skoro nie sposób kontrolować przypływów morskich czy wiejącego wiatru, czy możemy marzyć o zapanowaniu nad żywiołem, jakim jest poród? Kobieta, która planuje przejąć kontrolę nad swoją macicą, naraża się na rozczarowanie“.  Sheila Kitzinger

Dobra, uzewnętrznię się nieco i przedstawię moją WIZJĘ porodu.

Oczywiście wyobrażam sobie, chciałabym bardzo, marzę o tym aby był to naturalny poród w domowym zaciszu. Aby odbył się bez żadnych komplikacji, z najmniejszą możliwą dawką bólu, w spokoju, przy muzyce, z kochającym mężem, który nie ulega panice, wspiera, motywuje, służy ramieniem, karmi, masuje, reaguje… i na tym zakończę bo się zapędzę w tych marzeniach. Oprócz tego chciałabym żeby towarzyszyła nam wspaniała, mądra, opanowana położna. W mojej pierwotnej wizji, w tym dniu powinna być z nami także moja przyjaciółka, która zadeklarowała się, że cichutko jak myszka będzie krzątała się w kuchni i pichciła dla rodzącej i współrodzących, no i jeszcze może mama, Ilonka też się zapowiadała i pani fotograf i w ogóle cała dzielni ma być. Taka będzie impreza. Oświadczam, że za dużo Tego i tą część weryfikuję już teraz. Koty zostają. Ciąg dalszy wizji jest taki, że nie będą konieczne żadne interwencje medyczne, że będę rodzić niczym dzika dzikuska: szybko, efektownie, bez problemu, napnę się, popchnę, po czym z uśmiechniętym dzieckiem powrócę do swoich domowych obowiązków lub zatopię się w lekturze nowego horroru Kinga, a na drugi dzień, świeżutka i wypoczęta udam się na obronę doktoratu (który w między czasie napiszę 😉 Urocze i inspirujące…nieprawdaż? Ostro się zagalopowałam. Niech mnie ktoś uszczypnie bo mogę tak jeszcze długo. Jeśli chcecie zobaczyć wizję idyllicznego porodu to klik

Zmierzam do tego, że to jest moja, najlepsza dla mnie koncepcja porodu. Każdy ma inną. Jedno natomiast jest wspólne dla wszystkich porodowych wizji, a mianowicie to, że absolutna perfekcyjna koncepcja nie zawsze/rzadko okazuje się rzeczywistością. Doskonale wiem, że wszystko co sobie zaplanowałam może legnąć w gruzach w jednej sekundzie: urodzę w szpitalu na korytarzu, na tak zwanej “dostawce” albo w windzie przy relaksujących odgłosach wiertarki (bo w lato często są remonty w szpitalach). Albo będzie konieczne cięcie cesarskie, poród kleszczowy, próżnociąg, oksytocyna i cała medycyna tego świata. Wiem to. Wiem też, że mąż może spanikować i uciec, przyjaciółka spali obiad, położna nie dojedzie na czas, że będzie pełno bólu, wrzasku i krwi, koty dostaną rozstroju żołądka, a horror Kinga napisze samo życie. Tak bywa.

Kobiety powinny być informowane o tym, że poród nie zawsze przebiega zgodnie z planem. Plan porodu (źle interpretowany) może dawać iluzję kontroli nad wydarzeniami, przyczyniając się do pojawienia późniejszych frustracji. Problem może pojawić się wtedy, gdy kobiety swoją wizję porodu idealnego przyjmują za pewnik, wtedy, każde, nawet niewielkie odstępstwo od planu może być rozpatrywane jako porażka, krzywda i rozczarowanie. Wiele razy słyszałam od mam, że czują się winne temu, że “nie podołały” i że konieczne było nacięcie krocza, cięcie cesarskie. Nie raz spotkałam się z ogromnym poczuciem winy także z powodu porodu przedwczesnego.

Co zatem zrobić, aby nie czuć się rozczarowaną swoimi niespełnionymi marzeniami?

Trzeba pamiętać, że rodząc bardzo trudno zachować jest jasność umysłu i trzeźwość myślenia. Jak to Ala pisała- mózg sam albo z niewielką pomocą przestawia się na tryb „nie myślimy – rodzimy!” Plan porodu, przedyskutowanie i przemyślenie różnych ewentualności , które przecież mogą się pojawić daje nam pewne poczucie bezpieczeństwa, a chociażby tego, że podjęłyśmy już jakieś decyzje.

Zatem, abyśmy mogły poczuć się jeszcze pewniej planując i przechodząc przez poród warto skoncentrować się na kilku aspektach:

a. CENTRUM: po pierwsze, to TY jesteś w centrum porodu, ba, w centrum wszechświata. TY jesteś najważniejsza. Nikt nie może cię zastraszać ani wymuszać na tobie decyzji.

b. WIEDZA: po drugie, przed porodem należy się dokształcić. Fachowa wiedza i dostęp do naukowych danych daje nam możliwość podejmowania bardziej świadomych decyzji w trakcie porodu, daje nam pewność siebie (chociaż trochę więcej), tak bardzo potrzebną w dzisiejszych czasach i naszych realiach do tego aby  egzekwować swoje prawa jako pacjenta, jako człowieka. My, kobiety, rodzące, matki powinnyśmy mieć możliwość wyboru rodzaju opieki, powinnyśmy brać czynny udział w podejmowaniu decyzji, które dotyczą nas i naszego dziecka.

c. STOP: w każdym przypadku, kiedy należy podjąć ważną decyzję w trakcie porodu zatrzymaj się na chwilę, odetchnij głęboko. Możesz poprosić resztę towarzystwa o opuszczenie pokoju/sali abyś mogła pozostać choć na chwilkę sama ze swoimi myślami. Potem możecie wspólnie przedyskutować i rozważyć proponowane wam przez lekarzy opcje.

d. TELEFON DO PRZYJACIELA: warto mieć pod ręką numer do kogoś, komu ufamy i kto zna się na rzeczy. Może to być telefon do zaprzyjaźnionego lekarza lub położnej, położnej ze szkoły rodzenia, z gabinetu lekarskiego itp. Zawsze możemy zadzwonić z prośbą o radę. Najlepiej mieć takich telefonów alarmowych kilka w razie jakichkolwiek problemów na “łączach”.

e. WTAJEMNICZENI: mam tu na myśli osobą towarzyszącą przy porodzie, która doskonale zna twoje oczekiwania, a w sytuacji awaryjnej będzie mogła być twoimi ustami. Wyobraźcie sobie np. taką sytuację: rodzicie w końcu przez cięcie cesarskie i chciałybyście aby po porodzie dziecko zamiast na sali noworodkowej oczekiwało waszego powrotu z sali operacyjnej tuląc się do gołej piersi taty. Jeśli wcześniej nie macie takiej sytuacji omówionej z kim trzeba, to nici z tego. Moja osobista, serdeczna koleżanka jest bohaterką takiego scenariusza. Opowiadała mi, że jak po operacji wjechała na swoją salę i zobaczyła piękną, golutką córeczkę w ramionach taty, to pomimo środków znieczulających “wymiękła” jeszcze bardziej. Skutkiem tego produkcja mleka rozpoczęła się natychmiastowo i bez żadnego “dokarmiania dziecka mieszanką” zaczęła małą z powodzeniem karmić. Odsyłam Was jeszcze raz do postu Alicji (klik).

Alicja miała takie osoby w postaci dobrze sobie znanej położnej i douli. W zanadrzu dysponowała telefonem do mamy, do mnie, do Ilony, mogła się skonsultować z mężem. Może sobie mówić, że zapomniała torby (szczegół), ale była perfekcyjnie przygotowana….na każdą okoliczność, nawet te lizaki zabrała ze sobą 😉

Tak na marginesie, nie da się zaprzeczyć, iż stawiając się do szpitala celem urodzenia dziecka w jednej chwili stajemy się częścią ogromnej machiny i całego systemu różnych procedur szpitalnych. Tak więc (o czym świetnie pisała S. Kitzinger w “Kryzysie narodzin – polecam) stając się pacjentką (i tu znowu oksymoron: “zdrową pacjentką”) same stajemy się częścią planu – bynajmniej nie do końca naszego, ale częścią większego planu: począwszy od planu położnej, planu ginekologa, anestezjologa, neonatologa, władz szpitala itd. Nie mówię, że tak jest wszędzie, ale może tak się zdarzyć, że plan porodu, który przedstawicie na porodówce zostanie, żeby nie powiedzieć brzydko, potraktowany w sposób dość lekceważący. W badaniach odnośnie planu porodu wykazano między innym, że: plany takowe wywierają presję (podporządkowania się pacjentkom) na personelu medycznym, drażnią go, gdyż w ich mniemaniu często są nierozsądne. U kobiet z kolei, poprzez poszerzenie horyzontów myślowych i nabytą wiedzę, umacniają poczucie władzy, zwiększają zrozumienie praktyk szpitalnych, ułatwiają podejmowanie decyzji. I to jest chyba najważniejsze.

Plan porodu, świadome rodzenie plus duża dawka pokory zdecydowanie sprzyjają pokonywaniu przeciwności pojawiających się na drodze do narodzin dziecka. Nierealne oczekiwania i próba przejęcia kontroli nad żywiołem mogą być źródłem mocnych przeżyć: frustracji, rozczarowania, wstydu czy gniewu.

Źródła:
Kitzinger Sheila. Kryzys narodzin. Wydawnicwo Mamania, Warszawa 2011.

Wreszcie mamą synusia (lipiec 2014)!!! Położna- z wykształcenia i zamiłowania, Certyfikowany Doradca Laktacyjny - CDL Nr. rej. CNoL 482/2015/CDL, doradca noszenia ClauWi®, naukowiec, ostatnio także doktor nauk medycznych. Swoją drogą- najlepsza w pisaniu doktoratu z dzieckiem przy piersi;-) Bierze udział w eksperymencie naukowym mającym na celu dowiedzenie, że bez snu też można żyć. Kontakt: danka@mataja.pl

2 komentarze

  • Odpowiedz Październik 15, 2015

    ALATHI

    Wg mnie poród jak w planie porodu jest możliwy ale trzeba do tego kilku warunków – m.in. personel respektujacy taki plan oraz pokonanie strachu przed porodem i szpitalem. W obecnych czasach często wmawia się kobietom że nie są w stanie same urodzić, same zająć się dzieckiem i sobą po porodzie. Albo że nie potrafią podjąć decyzji gdy rodzą. Nic bardziej mylnego! Wiadomo że niektore procedury i zabiegi szpitalne mogą ograniczyć naszą sprawność na jakiś czas a ból porodowy może nieco zmienić nasz sposób myślenia ale nawet w trakcie porodu jesteśmy w 100% myślącymi i poczytalnymi osobami. 🙂 Porodówka i gadanina rodziny i “koleżanek” czy nawet wypowiedzi z forów często obniżają naszą pewność siebie i pojawiają się niepotrzebne obawy. Trzeba mieć własne zdanie i jak pani Danusia pisze – wiedzę. W końcu to MY rodzimy, nie nikt inny. Nie ulegać personelowi gdy nalegają na coś co może być szkodliwe dla nas czy dziecka. Ale też brać pod uwagę propozycje położnej. A jeśli chce się poród bez nacięcia – pozycja wertykalna i ćwiczenia, w miarę możliwości prysznic/wanna. Sprawdzone na sobie!!! Nie ma co się bać 🙂

  • […] 3. Jak zaplanować poród aby się nie rozczarować? […]

Leave a Reply