Nie drażnij matki karmiącej!

Idziecie przez las, nagle zza drzewa wyłania się niedźwiedź. W wariancie pierwszym wyłania się samotnie. W wariancie drugim w towarzystwie swego potomstwa. Która z sytuacji jest potencjalnie większym zagrożeniem dla Was? Nawet jeśli biologia nie była Waszym ulubionym przedmiotem w szkole to intuicja z pewnością podpowiada Wam, że samica z młodymi jest groźniejsza. Tymczasem matki małych przedstawicieli naszego gatunku jawią nam się jako uosobienie łagodności, które nie robi nic innego tylko promienieje macierzyńskim szczęściem ergo nie jest groźne.

Na szczęście pomysłowi naukowcy postanowili sprawdzić czy aby na pewno matki są takie łagodne. Do badania zwerbowano kobiety bezdzietne oraz matki dzieci w wieku 3-6 miesięcy z których część karmiła piersią, część w sposób mieszany, a część mlekiem modyfikowanym.

Każdą z tych kobiet zapraszano do miejsca w którym odbywało się badanie, gdzie czekała już na nią rzekomo druga uczestniczka badania, która tak naprawdę była członkinią ekipy badawczej. Następnie obu paniom szczegółowo objaśniano na czym eksperyment będzie polegał. W czasie kiedy prawdziwa uczestniczka badania usiłowała słuchać, podstawiona uczestniczka-badaczka zachowywała się jak pępek świata – głośno żuła gumę, sprawdzała wiadomości na swoim telefonie i ostentacyjnie ignorowała wszystkich zgromadzonych. No buc absolutny.

Kobietom mówiono, że będą grać przeciwko sobie w nieskomplikowaną grę komputerową. Nagrodą za wygranie rundy była możliwość obdarowania przegranej irytującym dźwiękiem, którego głośność i czas trwania wybierała zwyciężczyni. Trochę na zasadzie trąbienia klaksonem na irytującego kierowcę.

Okazało się, że matki karmiące wyłącznie piersią obdarzały bucowatą (to ważne!) przeciwniczkę dwa razy dłuższym i głośniejszym dźwiękiem niż matki karmiące mieszanką oraz kobiety bezdzietne. Co więcej równolegle poprzez pomiar ciśnienia krwi analizowano poziomu stresu u uczestniczek badania. Najmniej zestresowane całą sytuacją były … matki karmiące piersią.

Wbrew temu co może się teraz Wam wydawać, nie oznacza to, że kobiety karmiące stanowią zagrożenie dla społeczeństwa i chadzają po ulicach szukając zaczepki. W żadnym wypadku! Te wyniki sugerują tylko, że jakiekolwiek wrogie działania skierowane przeciwko matce karmiącej piersią (pamiętajcie przeciwniczka matki prezentowała wobec niej wrogą postawę) i/lub jej dziecku spotkają się z jej zdecydowaną reakcją. Innymi słowy laktacja dodaje nam odwagi równocześnie pozwalając na zachowanie spokoju w sytuacji zagrożenia po to byśmy mogły efektywniej bronić siebie i swoje dziecko.

Jaki morał płynie z tej bajki? Następnym razem kiedy przyjdzie Ci do głowy głośno wyrażać swą dezaprobatę na widok matki karmiącej – ugryź się w język. Prawdę mówiąc najlepiej w ogóle nie denerwuj żadnej matki pytaniem o sposób karmienia. Po pierwsze jeśli trafisz na matkę karmiącą piersią to możesz zebrać w trąbę. Po drugie niezależnie od tego czy trafisz na matkę piersiową czy butelkową to to nie jest Twoja sprawa. Nie Twoja historia. Nie Twoje ciało. Więc się odczep i nie oceniaj. Po prostu.

Na podstawie Hahn-Holbrook J. i wsp. Maternal defense: breast feeding increases aggression by reducing stress. Psychol Sci. 2011; 22(10):1288-95.  Zdjęcie główne autorstwa Candace Cross – za zgodą autora.

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

9 komentarzy

  • Odpowiedz Sierpień 11, 2014

    piwnooka

    Piękne zdjęcie we wpisie, a ostatni akapit z ust mi wyjęłaś. Zmęczona jestem tą swoistą “wojenką”, jaką urządzają sobie obozy matek KP i MM. Żadna ze stron nie chce odpuścić i tylko prześcigają się w prowokujących akcjach i porównaniach. Jestem zresztą przeciwniczką rozgraniczania i nazywania pewnych rzeczy ustalonymi hasłami, jak karmienie czy wychowanie. To tylko budzi wspomniane antagonizmy i wieczne ocenianie się nawzajem.

  • Odpowiedz Sierpień 11, 2014

    Alicja

    Cieszę się! A zdjęcie jest niesamowite – polecam przejrzenie pozostałych dzieł pani fotograf. Wielki talent, aż mnie korci żeby samej sobie strzelić sesję karmieniową.

  • Odpowiedz Sierpień 11, 2014

    karolina

    Ach, zapytuje pod tym postem bo najnowszy, pytanie nie łączy się bezpośrednio z tematem za co z góry przepraszam, ale mózg już nie pracuje, myśli poplątane i jakieś lenistwo wielkie coby przeszukiwać bloga raz jeszcze, a wydaje mi się, że treść mi znana od deski do deski – w każdym bądź razie, jestem sobie trzy dni po terminie, także na szpileczkach siedzę i czekam i zdaje mi się, że co nieco poogarniane mam w temacie porodowym ale jedno nie daje mi spokoju – zzo – brać nie brać? Z jednej strony bojąc się komplikacji, przedłużeń mówię, że zacisnę zęby i raz dwa do boju, z drugiej paraliżuje mnie myśl, że ból wielki i na koniec on mnie sparaliżuje, dlatego proszę was o opinie – warto, nie warto?

    • Odpowiedz Sierpień 12, 2014

      Alicja

      Cześć Karolino! Ciekawa jestem czy aby w nocy “Cię nie wzięło”? Pytanie o ZZO to trudna sprawa bo porodu nie da się zaplanować i powiedzieć, że coś na pewno będzie złe lub dobre – ja bardzo nie lubię skrajnych postaw i opinii w tej kwestii. Napiszę więc tak – ani ja (rodziłam z dodatkiem syntetycznej oksytocyny) ani Danka nie korzystałyśmy w trakcie porodu z żadnej farmakologicznej formy łagodzenia bólu. Niemniej to będzie Twój poród i jeżeli ból miałby być dla Ciebie na tyle silny, że Cię po prostu straumatyzuje czy jak sama piszesz sparaliżuje to wtedy chyba warto sięgnąć po osiągnięcia współczesnej medycyny. Jak masz chwilę i chcesz zabić czas w oczekiwaniu na poród to obejrzyj sobie co o dobrym porodzie mówi dr Barbara Baranowska: https://www.youtube.com/watch?v=0yzChZbpRIE. Mam nadzieję, że trafisz na wspaniały personel, który będzie podążał za Tobą i Twoim porodem, tak by wszystko poszło pięknie. Ból będzie nie mam co do tego wątpliwości, ale mam nadzieję, że da Ci on siłę, a nie przytłoczy. Niemniej jeśli będzie na tyle silny, że nie dasz rady to nie miej wyrzutów sumienia i weź to ZZO. Tylko z daleka od dolarganu się trzymaj!Trzymam kciuki! I może niech się jeszcze nasze położne wypowiedzą wszak one bardziej doświadczonej w tej kwestii, więc proszę nie traktuj mojego komentarza jako eksperckiego – to tylko moje własne racjonalne spojrzenie na sprawę.

  • Odpowiedz Sierpień 14, 2014

    karolina

    Dziękuje bardzo za odpowiedź, obejrzałam, poczytałam, porozmawiałam jeszcze z kim się dało i mam nadzieje, że jednak wciąż mam wysoką odporność na ból i dam rade przejść przez to bez znieczuleń. Ale ciągle bobas nie chce opuścić brzucha, a termin stawienia się w szpitalu coraz bliżej, także teraz bardziej martwi mnie poród wywoływany no i tak, a tak przyjemnie było przez te miesiące to na koniec paniki sobie urządzam gdzie się da ;)) pozdrawiam Was serdecznie!

  • Odpowiedz Sierpień 19, 2014

    Ania

    Mam pytanie co do Dolarganu, a właściwie nie tyle jego co śladu po nim w dokumentacji, mianowicie w związku z przedłużającą się akcją (choć akcji to niestety było tam mało, za to bólu dużo) porodową, byłam wspomagana oksytocyną, której podanie lekarka przepisała w pakiecie z Dolarganem, nie pytając mnie o zdanie. Położna wiedziała że Dolarganu nie chcę, więc po konsultacji ze mną ustaliłyśmy że go nie wezmę. Problem w tym, że po powrocie ze szpitala zauważyłam na wypisie w liście podanych leków wymieniony Dolargan. Z tego co wiem podaje się go domięśniowo, więc raczej ja czy mąż który był cały czas ze mną, zauważylibyśmy jego podanie. Czy informacje na wypisie nie są weryfikowane z tym co faktycznie zostało wykonane?

    • Odpowiedz Sierpień 20, 2014

      Ilona Kuczerawy

      Witaj Aniu:)Dolargan podaje się również dożylnie ,zwłaszcza w trakcie porodu ( oczywiście jest to zależne od danej placówki ).Natomiast dane w wypisie są weryfikowane z dokumentacją medyczną.Historią choroby, zleceniamy lekarskimi itd.

  • Odpowiedz Styczeń 17, 2018

    Michal

    Fajnie że o tym napisałaś!! Trochę skromnie, bo pomijając jednak ciemną stronę mocy.

    Ostatnimi czasy – sądząc po rozmowach z kolegami (a nawet ich dziewczynami, gdy w miarę trzeźwo myślą) wszyscy wspominają okres karmienia piersią jako istną masakrę meksykańską. Każde źle wypowiedziane słowo, niewłaściwy ton, czy nawet samo milczenie w złym momencie potrafi przerodzić się w kłótnię z piekła rodem. Ja rozumiem, dla obojga rodziców to ciężki okres, stres, zmęczenie… jednak z rozmów wynika że często po zaprzestaniu karmienia piersią… dziwnym trafem konflikty również wygasają.

    Uważam że powoli powinno zacząć się poruszać temat agresji laktacyjnej, tym bardziej że moda na karmienie piersią powoli powraca a już nie jeden związek zawisnął na włosku z tego powodu.

    Patrząc po swojej małżonce, spokojnie jestem w stanie powiedzieć że to przede wszystkim stres uruchamia te prymitywne reakcje obronne. Przykład choćby ciekawy – po zakupie nowego fotelika przestaliśmy się sprzeczać w aucie. Wyglądało na to że poprzedni – niezbyt bezpieczny powodował gdzieś tam z tyłu głowy stres. Nie wiem jak było w zamierzchłych czasach, ale możliwe że w obecnych – kiedy to kobiety bombardowane są ze wszystkich stron sprzecznymi informacjami na temat wychowania dzieci, szczepionek, pneumokoków itp. (plus zabójcze tempo życia w obecnych czasach i niejednokrotne trudności finansowe młodych małżeństw) daje to silnie stresogenną mieszankę, najczęściej odreagowywaną na osobach w najbliższym otoczeniu.

    Osobom które zamierzają poniżej skomentować że nie mają tego problemu i to faceci są winni etc. dziękuję. Nie każdy ma podobną gospodarkę hormonalną i warunki do wychowania dzieci.

    • Odpowiedz Styczeń 17, 2018

      Michal

      Chodzi mi o to żeby zapoczątkować dyskusję na ten temat zanim kolejne młode małżeństwo się rozpadnie.

Leave a Reply