Wskazówki, które mogą sprawić, że Twoje dziecko zacznie jeść jak mistrz.

Jak wiecie generalnie jestem wyluzowaną rodzicielką – nie spinam się, coraz rzadziej samobiczuję za błędy i generalnie im dalej w las tym mam większe poczucie, że w sumie to całe rodzicielstwo wychodzi mi całkiem dobrze. Jest jednak jedna kwestia, którą postrzegam w kategoriach „no to mogłabym zmienić”. Ci którzy znają moją słabość do czekolady, ciast, ciasteczek, ciasteczuniek i dziką nienawiść do jarmużu doskonale zresztą wiedzą, że moje nawyki żywieniowe nie są jakieś wybitne – a to siłą rzeczy rzutuje na to co obserwują i jedzą dzieciaki. Chęć popracowania nad sprawą wraca ze zdwojoną siłą za każdym razem gdy migną mi informacje o kolejnym badaniu na temat tego jak kiepsko żywią się współczesne maluchy – a jako że amerykanie mają z nadwagą dość spory problem, a w dodatku z szacunkowych danych WHO wynika, że do 2025 roku ponad 70 milionów dzieci będzie cierpiało na otyłość (otyłość – nie „tylko” nadwagę) to cóż, hamerykańscy naukowcy dość płodni w tej dziedzinie badań są.

I w sumie dobrze, bo to dzięki nim wiem, że nie jestem sama w swoich żywieniowych bolączkach – okazuje się bowiem, że choć w zasadzie wszyscy rodzice zgodnie przyznają, że wdrożenie zdrowych nawyków żywieniowych w dzieciństwie jest bardzo ważne, to zaledwie 1/3 z nich czuje, że robi to dobrze. Cóż, rozumiem te bolączki. Dlatego z przyjemnością dorzucam swoje trzy grosze do akcji Jedz jak mistrz z Beko (klik) – globalnej inicjatywy, mającej na celu pomóc rodzicom w zdrowszym żywieniu dzieci, w której czynny udział biorą także piłkarze FC Barcelony, którzy stawiając za przykład siebie próbują pokazać dzieciom, że zdrowe żywienie może być fajne. A jako że z badań naprawdę wychodzi, że znane persony i idole dziecięcy potrafią przekonać dzieciaki do spróbowania nowych rzeczy i zmiany nawyków żywieniowych to wchodzę w to z tym większą radością.

Ja przykładem niestety nie świecę, ale świetnie szperam w bazach danych i dlatego poniżej zebrałam kilka wskazówek, które – jak wynika z badań – mogą pomóc wprowadzić zdrowe nawyki żywieniowe u dzieci. Co więcej zbieranie materiałów do tego wpisu mnie samą wiele nauczyło i pokazało gdzie w zasadzie notorycznie popełniam błędy, więc mam nadzieję, że i wam ta wiedza się przyda.

1. Nie zamartwiaj się, że wszystko jest Twoją winą

Zacznę przewrotnie, bo od kroku, który raczej nie sprawi, że wasze dziecię zacznie nagle ochoczo wtranżalać brukselki i grillowanego łososia, niemniej jedną z najważniejszych rzeczy jakich nauczyłam się przez ponad 6 lat macierzyństwa i 4 lata kontaktu z wami, jest to, że zdjęcie presji z rodziców pomaga… na wszystko. Tak to już bowiem jest, że gdy dziecko sąsiadki gardzi czekoladowym tortem za to dostaje ślinotoku na widok jarmużu – to pierwsze co nam przychodzi do głowy, to że my na pewno coś zepsuliśmy w naszym dziecku i mea culpa totalna, ale jestem beznadziejnym rodzicem. Tymczasem mimo że, co jasne, na wiele nawyków żywieniowych naszego dziecka mamy wpływ, to jednak nie wszystko da się modulować. Ot weźmy chociażby pod uwagę żywienie jeszcze wtedy gdy żywot naszego berbecia upływał na pływaniu w odmętach wód płodowych – badanie za badaniem pokazuje bowiem, że wpływ na przyszłe preferencje smakowe latorośli ma m.in. to co matula spożywała w ciąży. I tak jeśli spożywała np. sporo warzyw o smaku gorzkawym typu szpinak, brukselka, jarmuż – to jej dziecko z większym prawdopodobieństwem będzie przyjmowało tego typu smaki spokojnie i bez plucia.

Często pada więc rada by przyszła mama bogatą paletę smaków lokatorowi brzucha serwowała – sęk w tym, że wiele kobiet ma w ciąży odrzut od pewnych potraw, inne powodują mdłości, wymioty, zgagę i bang to co niby proste do zrobienia staje się niewykonalne, a my kończymy jak ja w ciąży z Pierworodną, czyli na diecie opartej o pieczywo, ogórka i… nic ponadto. A przecież samo żywienie w ciąży to nie wszystko – dochodzą preferencje determinowane genami, które mogą całkiem nieźle namieszać pod kątem tego czy ktoś stanie się miłośnikiem czy zajadłym przeciwnikiem brokuła, kwestie mniej lub bardziej wyraźnych zaburzeń sensorycznych, które mogą przyczynić się do tego, że dziecię jadłem o pewnej konsystencji się nie skala i basta i wiele, wiele innych – nie czas i miejsce na wgłębianie się w to. Czas i miejsce na zapamiętanie, że czasem mimo ogromnych chęci i determinacji – nie wszystko musi się udać tak jak sobie zaplanowaliśmy. Sama świadomość tego zmniejsza presję jaka na nas ciąży, a to zmniejsza presję jaką wywieramy na dzieci, co prowadzi nas bezpośrednio do kolejnego punktu, czyli…

2. Nie kontroluj – manipulowanie, karanie, nagradzanie, zmuszanie, naciskanie i generalnie każde wywieranie presji przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.

„Za mamusie”, „no zjedz do końca całe mięsko”, „nie odejdziesz od stołu dopóki nie skończysz warzyw”, „jak zjesz wszystko to dostaniesz nagrodę”, „bez mięska nie ma deseru”, „zobacz jak Adaś pięknie wyczyścił talerzyk do czysta, a Ty tak dużo zostawiłeś” – któż z nas nigdy nie połasił się o tego typu odzywkę, niech pierwszy rzuci kamień. W dobrej wierze to zresztą zwykle robimy, bo wszak nieważne środki, ważne, że dziecko zjadło warzywa, prawda? Cóż, niekoniecznie. Opublikowany w 2017 roku potężny przegląd dostępnych dotychczas badań, wskazuje, że wszelkie formy wywierania presji na dziecku by zjadło nie działają, a wręcz mogą sprawić, że w ostatecznym rozrachunku dziecko będzie jadło mniej warzyw, owoców czy na czym nam tam zależy. I dotyczy to nawet dzieci tak małych jak roczniaki – w jednym z badań maluchy na których matki wywierały presję zjedzenia warzyw i owoców w okolicach pierwszych urodzin, w wieku dwóch lat zjadały ich znacznie mniej w porównaniu do dzieci, którym rodzicielska presja jedzenia była obca.

Pamiętaj więc, że Twoją rolą nie stawanie na uszach i sprawienie by dziecko za wszelką cenę zjadło wszystko co zdrowe z talerza – Twoją rolą jest zapewnienie dziecku zdrowych opcji i pozostawienie mu wyboru ile z tego i czy w ogóle zje. To zresztą kwestia która moim zdaniem kuleje w wielu przedszkolach i placówkach opiekuńczych dla maluchów – nie dość, że za zjedzenie całej porcji często czeka nagroda, to jeszcze na tych, którzy uchodzą za „niejadków” wywiera się silną presję zjedzenia wszystkiego. A to, cóż, jak widać, wcale dobrze nie robi. Przedszkola – robicie to źle.

3. Przeprowadź lekcje smaku

W niektórych badaniach badaniach próbuje się wprowadzać tzw. „lekcje smaku”, czyli programy edukacyjne nakierowane na to by nauczyć dzieciaki czerpania przyjemności z jedzenia i świadomego konsumowania tegoż, poprzez skupienie się na doznaniach sensorycznych jakie pałaszowanie może zapewnić, a tym samym rozbudzanie ciekawości nowych smaków. Póki co wyniki sugerują, że takie podejście może nieco zredukować neofobię żywieniową u dzieci, czyli ich awersję do próbowania nowości. Czemu więc nie spróbować tego w domu?

Ale o co chodzi, pytacie? Ano chociażby o niezachęcanie do skosztowania czegoś poprzez mówienie flagowego „skosztuj tylko – jeśli ci nie zasmakuje to nie musisz jeść” i następujące po tym dopytywanie „i jak smaczne, prawda?”, bo dziecko z dużą dozą prawdopodobieństwa odpowie, że nie, przez co może mu się utrwalić w głowie, że to właśnie jest niedobre i zmiana tego przekonania nie będzie potem łatwa – zamiast tego padają sugestie by pokusić się o pytania, które pomogą dziecku opisać to co ma na talerzu i pozwolą mu się skupić na doznaniach sensorycznych związanych z jedzeniem, a nie tylko klasyfikowaniem szpinaku do grupy „bleh, ohyda” albo „może być”. Pytania te mogą więc dotyczyć tego czy coś jest ciepłe czy zimne, twarde czy miękkie, czy pachnie podobnie do czegoś co dziecko już zna, jakie jest w dotyku, kolorze, konsystencji. No generalnie chodzi o to by wciągnąć dziecinę w interesujący dialog na temat nowości, zamiast skupiania się na tym jak ona smakuje – być może to sprawi, że dziecko bardziej się danym produktem zainteresuje, a do tego – bez wątpienia rozwinie zasób słownictwa berbecia i podszkoli talenty oratorskie. Możecie też przy okazji wyżyć się artystycznie i pobawić w komponowanie obrazów na talerzu – na stronie akcji Jedz jak mistrz z Beko znajdziecie sporo, podzielonych według stopnia trudności, inspiracji (o TU).

4. Zaufaj i pozwól mechanizmom samoregulacji zadziałać

„Pozwolenie dziecku by zjadało dokładnie tyle ile podpowiada mu uczucie głodu lub sytości, zamiast decydowania w oparciu o odczucia rodziców jest bardzo ważnym krokiem w kierunku kształtowania zdrowych nawyków żywieniowych i optymalnego wzrostu.” To nie ja takie mądrości wygłaszam to naukowce. Naukowce, którym z badań wynika, że rodzice dość często są przekonani, że dziecko za mało je. Tymczasem okazuje się, że wielu rodziców ocenia pojemność żołądka swego dziecka w oparciu o… własne możliwości. I tak gdy obserwowano jakiej wielkości porcje serwują dzieciakom rodzice okazało się, że w bardzo wielu wypadkach dzieci dostają porcje zbliżone do „dorosłych” przez co potem rodzice się denerwują, że dziecko tak mało zjadło. I owszem na dorosłego mało – ale na dziecko – w sam raz.

W jednym z dużych badań stwierdzono ponadto, że 85% biorących w nim udział rodziców próbowało zachęcać dzieci do przyjęcia większej ilości jedzenia – sęk w tym, że taka postawa uczy malucha przede wszystkim tego, że ma zignorować sygnały sytości wysyłane mu przez jego ciało i jeść dalej, a stąd prosta droga do jedzenia ponad miarę i wszystkich związanych z tym konsekwencji, a przecież nie tego chcemy, prawda?

Dlatego eksperci sugerują by wystrzegać się zdań typu „jeszcze tylko dwa gryzy” (to ja, to ja – nagminnie!) – rzuconych gdy dziecko już skończy jeść, bo to uczy malucha, że nie ma ufać temu co podpowiada mu organizm. Zamiast tego badacze usłużnie podsuwają pomysł by zapytać dziecka, które wygląda jakby miało zamiar skończyć posiłek „jesteś już najedzony?” albo po prostu neutralnie zachęcić mówiąc „możesz zjeść więcej jeśli jesteś jeszcze głodny” – takie postawienie sprawy pozwala bowiem zwrócić uwagę malucha na sygnały głodu i sytości wysyłane przez jego ciało, a to wspiera rozwój samoregulacji żywieniowej i zwiększa prawdopodobieństwo, że dziecko będzie w przyszłości podejmowało zdrowe decyzje związane z jedzeniem.

Innym przykładem zdania, które często popełniamy przy stole, a które warto nieco zmodyfikować jest:

„nic nie zjadłeś i potem będziesz głodny, zjedz coś jeszcze”

zamiast tego badacze ponownie sugerują by skoncentrować uwagę dziecka na sygnałach jakie wysyła jego ciało mówiąc np. „jeśli czujesz się już syty to nie jedz już, ale jeśli jeszcze czujesz głód to zjedz coś teraz” – generalnie częste operowanie pojęciem głodu/sytości ma zaznajomić dziecko z tymi stanami dzięki czemu łatwiej będzie mu odczytywać podpowiedzi organizmu i jeść zdrowo.

W ramach ciekawostki dodam tylko, że uświadomienie sobie tego ile sami zjadamy wcale nie jest takie proste – nawet dla ekspertów w dziedzinie dietetyki i zdrowego żywienia. W jednym z badań zebrano bowiem 85 takich speców w jednym miejscu pod pretekstem integracji i podpuszczono ich koncertowo, podając lody, które eksperci musieli sobie sami nałożyć. Sęk w tym, że niczego nie podejrzewający spece nie zauważyli, że części z nich dano duże pucharki na lody, a części mniejsze. Okazało się, że ci wyedukowani po uszy ludzie, którym dano większe miski na lody nakładali sobie średnio o 1/3 więcej lodów niż ci którym dano mniejsze. A to przecież specjaliści, którzy nie powinni dawać się łapać na takie proste sztuczki. Cóż więc dziwić się rodzicowi, który ma takiej samej wielkości talerze na których w porównaniu do porcji „dorosłej” ta dziecięca wygląda jak głodowa?

5. Powtarzaj, powtarzaj, powtarzaj.

No dobra daliśmy temu naszemu dziecku brokuła raz. I drugi. I trzeci. I dalej nic. Dziecko mówi bleh i odmawia konsumpcji. Znacie? Pewnie, że znacie, bo ja też znam. I wiem, że w takiej sytuacji uznaje się, że „Kasia/Jasiu brokuła nie lubią” co prowadzi do tego, że dalej nie próbujemy go podawać, bo szkoda czasu, pieniędzy, nerwów. Siłą rzeczy z menu rodziny też wylatują w końcu wszystkie potrawy z brokułem i bidna roślinka idzie w zapomnienie. Tymczasem badania pokazują, że dopiero wielokrotna ekspozycja (czasem ośmio-, a czasem nawet i kilkunastokrotna) może przyczynić się do tego, że w końcu dziecko zacznie jeść to co mu serwujemy. I nie chodzi o wciskanie na siłę albo namolne proszenie o spróbowanie brokuła. Niech on sobie po prostu gdzieś leży na stole – może mała różyczka na talerzu dziecka, może ogromniasty egzemplarz na środku stołu, najważniejsze by regularnie na oczach dzieciny lądował w rodzicielskiej paszczy. I choć nikt nie da nam 100% gwarancji to wiele wskazuje na to, że taki schemat postępowania może w końcu doprowadzić do tego, że brokuł czy cokolwiek innego wejdzie w końcu w łaski jaśniepaństwa berbeciąt, bo mu się opatrzy i nie będzie nowym, podejrzanym produktem, tylko czymś znanym, swojskim i bezpiecznym.

Co ciekawe są podejrzenia, że korzystny wpływ wspólnego gotowania i przygotowywania posiłków razem z dzieckiem na jego nawyki żywieniowe również może wynikać z regularnej ekspozycji na pewne produkty. Także postarajcie się wdrożyć nawyk wspólnego przygotowywania posiłków w waszych domach, a jeśli potrzebna wam inspiracja przepisowa do gotowania z dzieckiem, to zerknijcie na stronę akcji Jedz jak mistrz z Beko (TU i TU) – znajdziecie tam bowiem szereg przepisów na śniadania, lunche, obiady, desery i przekąski i co ważne możecie wybrać czas jaki macie na przygotowanie posiłku. Na stronie akcji znajdziecie też więcej wskazówek dotyczących tego jak zdrowo żywić latorośle by wspólnie dbać o zdrowie przyszłych pokoleń.

Niezależnie jednak od wszystkiego pamiętajcie by się nie spinać. I że nie wy sami jedni na świecie macie dziecko, które z warzyw najbardziej lubi frytki a z kanapek to suchą bułę. Zresztą z badań przeprowadzonych wśród polskich matul na zlecenie Beko wynika, że mniej więcej 65% dzieciaków prezentuje przy jedzeniu zachowania, które dorośli uznają za wybrzydzanie, a do najchętniej wybieranych przez polskie dzieci warzyw należy złoty standard, czyli marchewka i ogórek (frytek w badaniu nie uznano za warzywa, więc się nie liczą) – także to raczej mały fanatyk szpinaku spod piątki jest wyjątkiem, a nie wasz berbeć. Pamiętajcie też, że nawet jeśli zdarzy się wam palnąć – jako i mnie się nagminnie zdarza – jeden z tekstów, które powyżej wymieniłam zamiast tych wskazanych przez ekspertów, to nie oznacza z automatu, że przekreślacie szanse swego dziecka na szczupłą sylwetkę i zdrowe nawyki, bo to dużo bardziej skomplikowane, ale mimo wszystko myślę, że warto mieć te sugestie na uwadze – ja sama naprawdę zwracam teraz baczniejszą uwagę to co mówię przy stole.

 

Wpis powstał w ramach współpracy z marką Beko – producentem urządzeń domowych, oferującym zdrowe rozwiązania dla codziennych potrzeb całej rodziny.

Źródła:
Kansas State University. “How to develop healthy eating habits in a child: Start early and eat your vegetables.
DeCosta i wsp.,2017. Changing children’s eating behaviour – A review of experimental research.

Gregory i wps., 2011. Maternal feeding practices predict fruit and vegetable consumption in young children. Results of a 12-month longitudinal study.
McBright i Dev, 2014. Preventing Childhood Obesity: Strategies to Help Preschoolers Develop Healthy Eating Habits.
Wardle i wsp., 2003. Modifying children’s food preferences: the effects of exposure and reward on acceptance of an unfamiliar vegetable.
Eivind Ystrom, Susan Niegel, Margarete E. Vollrath.The impact of maternal negative affectivity on dietary patterns of 18-month-old children in the Norwegian Mother and Child Cohort Study.
University of Michigan, 2017. Poll: Only a third of parents think they are doing a good job helping kids be healthy eaters.
Johnson i wsp., 2014. Portion sizes for children are predicted by parental characteristics and the amounts parents serve themselves.

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3), aktualnie działa głównie w charakterze inkubatora dla kolejnego małego pachruścia. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

17 komentarzy

  • Odpowiedz Kwiecień 11, 2018

    Basia

    To ja jeszcze dorzucę, że również pozytywny wpływ na nawyki żywieniowe najmłodszych (czyli spożywanie większej ilości warzyw) jest ich wspólne uprawianie od nasionka 🙂 Można zacząć od rzeczy najprostszych jak sałata czy rzodkiewka, a potem sięgnąć po bardziej ambitne okazy jak pomidor czy ogórek. Nie dość, że rośnie wtedy świadomość ekologiczna to jeszcze dziecko dużo chętniej skonsumuje coś prosto z balkonu czy ogródka 😉 Polecam!

  • Odpowiedz Kwiecień 12, 2018

    Pola - Odpoczywalnia

    Kurde, ten temat.
    Cholernie ważny dla mnie – my jemy zdrowo i różnorodnie, gotowanie i jedzenie to nasza spora przyjemność. Czyli dajemy dobry przykład. Do tego dzieciaki długo karmione piersią, rozszerzanie diety BLW.
    Cholernie mi zależało na tym, żeby właśnie sami umieli regulować sobie ile czego zjedzą, żeby jedli ze smakiem, próbowali nowych rzeczy.
    O ile z najstarszym jeszcze jest jako tako, tak średnia córa najchętniej żywiłaby się buła i słodyczami. Dostaje zdrowe opcje do wyboru, ale wtedy nie chce nic. I niestety stosujemy sporo z tych niepochwalanych metod…
    Odpuściłabym pewnie i nie namawiała, ale wiem, że kurde za pół godziny będzie mędzić i marudzić, że jest głooooodna. A nie mam ochoty specjalnie dla królewny piętnaście razy podgrzewać jedzenia, zresztą nie zawsze jest taka możliwość.
    Aha, ale na próbowanie nowych rzeczy zgadywanki z zawiązanymi oczami działają jak złoto!

    • Odpowiedz Kwiecień 12, 2018

      Alicja

      No ja wiem że to odpuszczanie nie zawsze jest łatwe, rozumiem wszystkie te bolączki. Zawiązane oczy – ekstra pomysł!

  • Odpowiedz Kwiecień 12, 2018

    Karola

    I dlatego tak bardzo uwielbiam swoje obecne miejsce pracy. W naszym przedszkolu dzieci same nakładają sobie porcję obiadu na talerz czyli jedzą tyle, ile chcą i tego, czego chcą. W mojej grupie dwulatków maluchy szybko uczą się próbować wszystkiego, bo wyławianie sałaty z salaterki to po prostu dobra zabawa. A zasada jest prosta: to co nałożyłeś na talerz, powinno być zjedzone. 2,5 letnia dziewczynka w domu zjada suchy makaron, tylko. Jej rodzice umierają ze zmartwienia, że na pewno jest niedożywiona i nabawi się chorób. Nie mogli uwierzyć jak przez tydzień filmowaliśmy jak zjada mięsko, ziemniaki z sosem, brokuła i ogólnie wszystko, co postawiliśmy na stole.

    • Odpowiedz Kwiecień 12, 2018

      Alicja

      Ooo to też była jedna z metod wspominanych w badaniach – żeby dziecko sobie samo nakładało – bardzo się cieszę że w waszej placówce właśnie tak to działa <3

    • Odpowiedz Kwiecień 12, 2018

      majak

      fajny system, ale z mojego doswiadczenia z dziecmi wiem, ze nie powinno sie jednak wprowadzac zasady: to co nalozyles na talerz powinnno byc zjedzone: nawet dorosli maja problem z ocenieniem, ile zjedza i ile powinni zjesc (co doskonale widac po przywolanym badaniu z udzialem diettykow;)- dzieci tym bardziej. Dlatego nie powinny byc namawiane do konsekwentnego zjedzenie wszystkiego z talerza tylko dlatego, ze same sobie to na talerz nalozyly- powinny jesc po prostu do czasu, kiedy sa glodne. Oczywiscie warto tlumaczyc, zeby nakladaly mniej jesli sa mniej glodne itd, i z czasem z pewnoscia naucza sie, ile powinny mniej wiecej nakladac, ale na pewno nie wymagac, aby zjadly, kiedy nalozyly za duzo.

  • Odpowiedz Kwiecień 12, 2018

    basia/tumnieboli.com

    czytałam fajny artykuł – wywiad z Barbarą Józefik, która specjalizuje się w zaburzeniach odżywiania. M.in. też mówiła żeby nie poświęcać jedzeniu dziecka zbyt wiele uwagi, że rodzinne posiłki zmniejszają ryzyko zaburzeń odżywiania, a także coś, co mi się bardzo spodobało – żeby nie ograniczać dziecku zajęć dodatkowych ze względu na posturę – np. ty jesteś za duża na balet, zapiszemy cię na judo 😉 wszak i tak 99% dzieci chodzących na balet nie będzie baletnicami, więc niech sobie większa dziewczynka też pochodzi. To tak trochę obok, ale pokazuje że to, co robimy z dziećmi w kontekście jedzenia ma potem swoje konsekwencje 🙂

    • Odpowiedz Kwiecień 12, 2018

      Alicja

      O mamo nawet bym nie wpadła że można własnemu dziecku tak powiedzieć w kontekście zajęć dodatkowych! Moja chodzi na balet od 2 lat i przekrój sylwetek jest pełny 😉

  • Odpowiedz Kwiecień 12, 2018

    Sylwka

    U nas w domu żarło, żarło i…zdechło. Córa, obecnie prawie czterolatka, jako maluch jadła prawie wszystko. Nie straszny był jej brokuł czy papryka. A od jakiegoś czasu wszystko się zmieniło. Nawet ogórkiem ostatnio gardzi! Do tego przestały jej smakować gotowane ziemniaki, ryż i kasze, które wcześniej po prostu uwielbiała! Najchętniej jadłaby tylko kotleta z utartą marchewką…Boję się, że za chwilę mięso też przestanie jej smakować i wtedy to naprawdę suchą bułą będzie żyła.

  • Odpowiedz Kwiecień 12, 2018

    Katarzyna

    A co z dziećmi, które jadły pewne produkty ze smakiem, a nagle przestały? Moja starsza córka jadła ryby, zielony groszek, szparagi, brukselkę, brokuły, pieczarki. Po 3-cich urodzinach produkty te stały się niejadalne, fuj i w ogóle. Na szczęście jakieś tam warzywa zostały: fasolka szparagowa, buraki, kukurydza, marchewka. I druga rzecz: czas obiadu, córka w połowie porcji pyta czy może dostać lody. No aż sie samo ciśnie na usta “jeśli zjesz obiad to tak!” 🙂 Ona mówi, że już nie może więcej i znowu się ciśnie na usta “a na lody to sie miejsce w brzuszku znajdzie, co?” :)))

    • Odpowiedz Kwiecień 12, 2018

      Alicja

      To jest taki etap u niektórych dzieci – powinno przejść za jakiś czas 😉

  • Odpowiedz Kwiecień 12, 2018

    AlicjaB

    U nas przy warzywach “działają” jeszcze dwie rzeczy. Świeżaki z Biedronki (bo jak można odmówić zjedzenia brokuła, skoro on ma imię konkretne – Bartek, a bakłażan to Błażejek, i tak dobrze się z nimi bawimy;)) i książka z przekrojami warzyw i owoców (bo tutaj potasy się kąpią, a tutaj białko roślinne robi brzuszki, prawie tak dobrze jak mama:D). Ale przede wszystkim staram się łapać ten luz, żeby dziecku zaufać i póki zdrowe jedzenie dostaje, to jakoś sobie poradzi. Nikt jeszcze z głodu nad miską zupy nie umarł:)

  • Odpowiedz Kwiecień 13, 2018

    Norencja

    U nas prawdziwym rarytasem są owoce… mrożone, prosto z woreczka 😉 “Smakują zupełnie jak lody, mamo”. Długo nie wierzyłam, jak można tyle wygrać, ale działa nie tylko na moje dzieci. Mrożony zielony groszek też daje radę.

    • Odpowiedz Kwiecień 15, 2018

      Alicja

      Haha, a ja myślałam, że tylko moja córka jada mrożony groszek prosto z torebki….
      Tak w ogóle, to super akcja, tylko ją mam mieszane uczucia, jak takie akcje swoimi twarzami wspierają te same gwiazdy sportu, które reklamują słodzone gazowane napoje i słone niezdrowe przekąski… Gdzie tu wiarygodność? Tylko mi to zgrzyta?

  • Odpowiedz Kwiecień 13, 2018

    Krysienka

    Jak to twoje dzieciaczki na tym zdjęciu to są słodkie:) Moje jak chyba większość dzieci, najchętniej jadłaby tylko kotleta z utartą marchewką, albo gotowaną. Boję się, że za chwilę mięso też przestanie im smakować i wtedy to naprawdę suchą bułą będą żyły.

  • Odpowiedz Kwiecień 14, 2018

    Ewa

    A co jeśli dwulatek 2 lata i 5 msc) od ok roku preferuje smak słodki – i koniec? Wcześniej jadł zupki, kasze manne, niektóre warzywa a teraz – pięć rzeczy na krzyż: serek homogenizowany, chleb z dżemem, nalesniki z dzemem, czasem banana, raz na 2-3 dni plasterek szynki, raz na dwa dni parówke okraszona keczupem. Po piją wodą. Obsesja na słodycze – wystarczyło ze raz dostał jajko niespodziankę. Martwi mnie to bardzo choć rozwija się i rośnie ładnie. Nie mam pojęcia jak zachęcic go do nowych smaków. Staramy się jadąc z nim przy stole ale ucieka na drugi koniec pokoju jak poczuje zapach zwykłego jedzenia. Nikt mu nigdy nie wciskal ani nie zmuszał… zaczęłam robić nalesniki z dodatkiem szpinaku lub buraków (takie kolorowe), żeby cokolwiek z warzyw przemycić.

  • Odpowiedz Kwiecień 17, 2018

    Olga

    Jestem mamą trójki dzieci i zaobserwowałam, że wszystkie dzieciaki przechodzą przez etap trzech produktów na krzyż, który potem niepostrzeżenie mija o ile cały czas zapewniamy niezobowiązujący dostęp do szerszej palety. Obecnie mój najstarszy, sześcioletni syn je praktycznie wszystko, łącznie z sałatą i szparagami, średni 3,5letni powoli wychodzi z fazy odżywiania się samą kawą zbożową, parówkami i bananami, a najmłodszy, 14 miesięcy je dużo mleka z piersi i wszystko. Najważniejsze to się nie spinać i nie dostosowywać kurczowo jadłospisu do dziecka, bo można skończyć z naleśnikami z serem 7 dni w tygodniu 😊.

Leave a Reply