6 typów matek, które podziwiam, a mimo to nie chcę naśladować.

Matką to ja jestem jak wiecie daleką od ideału, znaczy staram się jak mogę, ale wychodzi jak zawsze, czyli wstaję z silnym postanowieniem, że oto dziś będę dla potomstwa wzorem człowieczeństwa i oazą spokoju, uskuteczniającą kreatywno-edukacyjne zabawy, a kończę jako kłębek nerwów, pokątnie podżerający cukierki, zamykający się w toalecie w poszukiwaniu samotności i z młodzieżą wepchniętą w namiot z materaca (klik) lub inną beztrosko nieedukacyjną twórczość. Dlatego podziwiam inne matki. Zapiera mi dech w piersiach to na jakie wyżyny poświęcenia potrafią się wznieść – przedstawiam wam zatem sześć typów matek, które mi imponują, acz niekoniecznie chcę je naśladować.

Matki ekstremalnego rodzicielstwa bliskości

No nie czarujmy się – te potrafią dobić totalnie, bo niby każdy wie, że dotyk, czułość, noszenie są ważne, ale kurcze przecież każdy normalny człowiek potrzebuje czasem chwili spokoju i samotności. Fajnie pachną te maluchy, słodkie są, urocze, ale ileż można to nosić i tulić, a poza tym kręgosłup w końcu wysiada. Ja ze zbawieniem przyjmowałam leżaczki, wózki, maty na które mogłam choć na chwilę odłożyć niemowlaka i mieć chwilę dla siebie.

Ale ta nie.

Ta popatrzy na Ciebie z wyższością, zjedzie ten leżaczek, wózek ofuka i powie, że ona przez pierwsze cztery miesiące nie odkładała swojego dziecka ani na sekundę. Od momentu narodzin cały czas byli razem w bliskim kontakcie fizycznym. Ona i ono. Później już się czasem rozstawali na chwilunię, ale rzadko, bo w sumie przez pierwsze dwa lata życia i tak przez cały czas wszędzie malucha ze sobą nosiła. Potem już niby trochę sam chodził, ale i tak przez większą część czasu byli blisko, no i oczywiście karmiła piersią na żądanie przez co najmniej 3-4 lata, a niektóre jej znajome to nawet przez 7. I jeszcze Ci na dobitkę z tym swoim kreatywnym DIY wyjdzie, które uskutecznia co wieczór, ma z tym dużo roboty, fakt, ale przecież młode tak bardzo lubi czarowne, świeżutkie legowisko umoszczone przez matkę z liści i gałęzi… Tak, przy orangutanach nawet ekstremalni bliskościowcy wypadają niczym cienkie Bolki.

Matki na których poród nie robi wrażenia

Niby mocno wrażliwa na ból nie jestem, a jednak i pierwszy i drugi poród mnie przeorały. Pierwszy nawet tak dość mocno i jak sobie przypomnę te 20 godzin rodzenia, to sama siebie podziwiam, że nikogo wtedy nie zamordowałam. I kiedy próbowałam opowiedzieć takiej jednej o trudach moich porodów to niestety nie spotkałam się ze zrozumieniem, bo stwierdziła, że przesadzam – ona bowiem całą akcję normalnie, bezczelnie… przespała! Ot po prostu zasnęła raz w przytulnej wykopanej w śniegu norze, a jak się obudziła to bum – dziecko po tej stronie brzucha. I wicie co? Niby lasce zazdroszczę, ale tak naprawdę to nie ma ona szczęścia w życiu – chłop ją rzucił zaraz po sami-wiecie-czym więc musiała sobie potem z ciążą i dzieckiem radzić sama, a że prawie zawsze rodzi bliźnięta, to mimo jednego z najłatwiejszych porodów w świecie zwierząt i tak ma ta niedźwiedzica polarna zasadniczo przewalone.

Matki, które dobro dzieci przekładają ponad swoje potrzeby

W życiu każdej matki nadchodzi taki straszny dzień w którym uświadomi sobie, że oto jest już 15 a ona jeszcze nie miała czasu zjeść śniadania, bo dziecko ciągle buczy i mędzi. W końcu jednak burczenie (brzucha) wygrywa z buczeniem (dzieciucha) i matka łamie wszystkie swoje zasady, sadzając malca przed telewizjerem i idzie jeść. Nikt nie wzgardzi taką matką bardziej niż ośmiornica, która składa jaja w jakimś ustronnym miejscu oceanu, a potem poświęca się ich pielęgnowaniu (wiecie czyszczenie z alg, kierowanie na nie strumienia czystej wody, obrona przed złymi i takie tam różne) na wiele miesięcy albo i lat (rekord to 4,5 roku) i to poświęca tak mocno, że nie ma dziewczyna jak zjeść śniadania, ani obiadu, ani niczego innego.

Głoduje sobie radośnie przez ten cały czas – ewentualnie jak już nie może wytrzymać to zaczyna pożerać jedno ze swoich własnych, osobistych… ramion. I tak sobie głoduje aż się młodzież nad nią nie zlituje i nie wykluje. Sęk w tym, że wtedy matka jest już tak wykończona i wygłodzona (no i czasem brakuje jej macek), że nie ma siły ani na szukanie pożywienia, ani na bronienie się przed drapieżcami w związku z czym dokonuje żywota chwilę po tym jak młodzież z gniazda wypłynie. Więc choć podziwiam panią ośmiornicę za zaangażowanie, to jednak do filozofii maseczki tlenowe zakładamy najpierw sobie jest mi zdecydowanie bliżej.

Matki, które znoszą trudy ciąży z godnością

9 miesięcy ciąży to stanowczo za dużo – jeśli już naprawdę nie można tego załatwić w sposób typu idziesz do sklepu i mówisz poproszę dwa eleganckie noworody tylko trzeba hodować dziecię w trzewiach to niechże ta ciąża trwa góra miesiąc, bo ileż można. Tymczasem taka majestatyczna słonica łazi w ciąży caluśkie 22 miesiące i w ogóle nie narzeka. Nie wiem jak ona to robi. Ja bym prędzej bym jajko zniosła niż słonia urodziła.

Matki, które ekstremalnie szybko wracają do wagi sprzed ciąży

Ja niby nie miałam jakiegoś problemu z tym, ale i tak trochę zeszło na zrzucenie tych 12 kg. Tymczasem taka foka grenlandzka w ciągu 12 dni po porodzie pozbywa się aż 36 kilogramów ciążowego brzuszka (nie licząc wagi dziecka!). Jak ona to robi pytacie? Ćwiczy z płytą „zostań fit foką do lata”? Otóż nie moi mili. Focza matka po porodzie nie je, nie pije, a… leży (na lodzie) i karmi. Konkretnie to przez 12 dni karmi młode, które dzięki wyssanemu z matuli tłuściutkiemu 48% mleku przybiera codziennie ponad 2,2 kilogramy, rosnąc w masę i siłę. I choć niby fajnie tak szybko wrócić do formy, to ja jednak podziękuję za takie leżenie na lodzie bez żarcia. W tej sytuacji serio wolę być najedzoną foką obłą niż fit.

Matki, które poświęcają się bez reszty

Macie czasem wrażenie wrażenie, że te małe zbóje wysysają z was całą energię życiową i jak tylko usną padacie bez życia na kanapę? Ja mam, ale moje pachruście to jednak nic w porównaniu do uroczych, pajączków z gatunku Diaea ergandros, które chcą być tak blisko mamusi że aż przysysają się do jej stawów w nogach, po czym wysysają z matki wszystkie soki, podczas którego to aktu mamusia słabnie, a dzidziusie rosną w siłę, aż w końcu są tak silne, że pożerają mamusię caluteńką i tylko resztki truchełka po niej zostają… Cóż, ludzkie matki są najwyraźniej jak Jon Snow, nie wiedzą nic, a przynajmniej nic o poświęceniu ani wysysaniu energii przez potomstwo.

I choć są to przykłady, podkreślę – prawdziwe przykłady, ze świata zwierząt, to prawda jest taka, że można je traktować jak hiperbolę niektórych ludzkich styli i zachowań rodzicielskich, bo tak jak w świecie zwierząt, tak w świecie człowieków ideały matki są przeróżne. Nie ma się zatem co porównywać do rodzicielstwa prezentowanego przez inne kobiety, bo choć łączy nas gatunek, to dzieli sytuacja, miejsce zamieszkania, doświadczenia, przekonania i wiele, wiele innych. I nie ma co wypruwać z siebie flaków i frustrować próbując upodobnić do tej czy innej matuli, bo ofiarnością i tak takiej ośmiornicy nie dorównamy i żadna z nas nie będzie tydzień po porodzie taką fit matką jak foka grenlandzka. Jesteśmy różne i to jest wspaniałe, bo różnorodność jest dobra, fajna, ciekawa. Za to w chwilach zwątpienia możemy być pewne jednego – łączy nas to, że prawie każdej ludzkiej matce zdarzają się takie dni, które kończy zagłuszając poczucie nieudolności wychowawczej czekoladą pożeraną ukradkiem w toalecie i nucąc pod nosem “a miało być tak pięknie”.

To jak, która ze zwierzęcych matek zrobiła na was największe wrażenie?

Mama Pierworodnej (6), Drugorodnego (4) i Wikinga co noworodem na razie jest. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

54 komentarze

  • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

    Poświęcająca sie osmiornica

    Wiesz Alicja…

    Ja należę do rodzaju ośmiornicy, która sie poświęca i wróciła do formy bardzo szybko, a na dodatek nosi swoje dziecko non toper. I to nie dlatego, ze tak sobie wybrałam. Dopiero jak zostałam mama zobaczyłam, ze tkwię w schematach. Ze dociska mnie syndrom matki polki, ze ciśnie mnie presja, ze muszę dać sobie rade. To nie jest tak, ze ja tego wszystkiego chciałam. I ja szczerze Ci zazdroszczę, ze Ty nie musisz taka byc. Ze nic Cie we łbie nie ciśnie, ze jak nie ugotowałaś, nie posprzątałas, nie wynosiłas i nie poslas jeszcze do roboty na 12h to jesteś beznadziejna. Wiele kobiet ma wdrukowany taki motyw we łbie i mimo lat terapii to nie taka prosta sprawa… mimo dozy poczucia humoru i świetnego tekstu niektóre zdania bolą 😉

    • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

      Alicja

      To jest strasznie smutne, ja zawsze mam nadzieję, że nasze teksty właśnie zmieniają takie podejście. A masz jakiś pomysł skąd Ci się to wzięło ta chęć wejścia w schemat?

      • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

        Poświęcająca sie osmiornica

        Nie chciałam wchodzić w schemat. Ja tylko sie zorientowałam, ze od początku w nim tkwię. Ze wyssałam go z mlekiem matki, tej z kolei wydrukowała babcia i idzie z pokolenia na pokolenie.
        Wlasnie leze w szpitalu i spędzę tu ponad tydzień. To efekt 2,5 lat poświęcania sie, nie dbania o siebie i myślenia o sobie jak starczy czasu, a jago nigdy nie ma. Do tego otworzyłam swoją knajpę i pracuje jak wół. Zawsze najpierw bym biegała pi całym samolocie i zakładała wszystkim maski, a sobie dopiero “jak da rade”.

        Cała masa kobiet chce pokazać swoim matkom, ze beda lepsze od nich, stawiają sobie to za cel najwyższy i zajeżdżają sie, zeby komuś cos udowodnić. Bo czuły sie niekochane w dziecinstwie, bo brakowało im miłości i zainteresowania. Aż w końcu padają od własnej broni. To jest bardzo duży problemu tysięcy kobiet, matek…

        • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

          Alicja

          Ośmiornica! To ja Ci życzę przede wszystkim szybkiego powrotu do zdrowia i zdrowego egoizmu też życzę! I jeszcze sukcesu knajpy! Jak mieszkasz w Kato to wal adresem – wpadniemy chętnie! I pamiętaj, że nie musisz nikomu niczego udowadniać. Nie musisz być lepsza od innych. Ba! Nie możesz! Nie możesz, bo inni nie są lepsi tylko inni po prostu, a różnorodność jest dobra. Ty jedyne co musisz to być szczęśliwą sobą. I za to ściskam kciuki!

  • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

    justynakarolak

    Jako kobiecie bezdzietnej imponują mi wszelkie matki – natomiast z przytoczonego królestwa zwierząt zaimponowała mi wielce foka fit :).

  • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

    Agnieszka

    Wow, jestem zaskoczona! To trudny wybór! Ośmiornica i pajęczyca…Chapeau bas! :O

  • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

    tola

    a mozesz mi powiedziec co to za torebki takie duze macie na tym zdjeciu? 😀 bo w nich nawet pachruścia chyba mozna zmieścić :)) superowe!
    ps. tekst jak zwykle świetny!

    • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

      Alicja

      Och jak to możliwe że przegapiłaś nasz najelpszy post reklamowy – takie piękne kadry, takie mądre opisy <3 https://mataja.pl/2015/09/bo-kazda-matka-to-wol-juczny/ ciągle czekamy na poropozycję od gucciego czy innego armaniego a się chamy nie zgłaszają 😀 torba jest zaiste duża, pachruść wejdźie, dla mnie teraz jest już torbą podróżną, bo nie potrzebuję już targać całego matczynego balastu 😉

  • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

    Monia

    A mnie się trochę przykro zrobiło ogólnie. Ostatnio mam matczynego doła, pewnie dlatego. Aczkolwiek Twoje podsumowanie łagodzi nieco sytuację. Zawsze chciałam być taką kochającą i wypieszczającą maksymalnie mamą. Obiecywałam sobie, że będę. Że zawsze czule i troskliwie, że ukocham i utulę, ucałuję i dopytam. I próbuję, ale jednak nie do końca potrafię. Mnie nie tulono i nie wykochano, nie rozmawiano ze mną. I chciałam dawać z siebie więcej. Pewnie i tak daję, ale czuję że za mało.Nie potrafię trajkotać i tak wyprzytulać, nawet w stosunku do mojego ukochanego dziecka mam tyle blokad. A rozmowa to dla mnie wyższa szkoła jazdy. Staram się, chociaż mam wrażenie, że to jakieś nieszczere jest, choć z miłości.

    • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

      stara matka

      Monia, nie martw się, ja też z tych co rodzice nie przytulali, dobrze, że matka wie jak mam na imię…
      Sam fakt, że jesteś świadoma tej potrzeby przytulania, rozmawiania, ukochania itd. czyni z Ciebie lepszą mamę niż miałaś. Jesteś wspaniała, rób jak Ci serce mówi i za dużo nie analizuj (bo boli…)

    • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

      Alicja

      Jak z miłości to nie może być nieszczere. Dasz radę Monia!

  • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

    Kasia

    Genialne! Uśmiałam się po pachy, ale czas już spać co by uzupełnić te wyssane w ciągu dnia przez dzięcię soki. Tym bardziej, że syn na pierwsze nocne karmienie na pewno wybierze moment kiedy matula minutę wcześniej przeszła w fazę głębokiego snu. Także nie ma co zwlekać – włączam sobie szumisia (mi się bardzej przedaje niż dziecku 😀 ) i regeneruję siły, bo nie wiadomo jakim zwierzęciem jutro mi przyjdzie być (najprawdopodobniej koniem pociągowym 😉 ).

    • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

      matka

      O kurcze, też to masz? Moja 1,5 roczna córka budzi się zawsze właśnie akurat jak po 40 minutach zasypiania uda mi się zapaść w głęboki sen… to jakieś tortury;)

      • Odpowiedz Styczeń 17, 2017

        Kasia

        O tak! To są tortury! A może tak się spakować i wyjechać w Bieszczady? 😉

  • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

    Olga

    Trochę musiałam być orangutanicą, ale na szczęście mam chusty, nosidło i pomocnego męża, więc nie jestem w tym sama 😉 Najbardziej podziwiam tę niedźwiedzicę… Ogarnia bliźniaki bez żadnej pomocy, a w dodatku nie może zamówić pizzy na obiad, no szacun.

  • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

    stara matka

    Ta co “śpi” podczas porodu, bebechy mi się wywracają jak słyszę o cudownej chwili narodzin bez bólu z uśmiechem, a już padam na plecy słysząc, że wstała od razu i latała po szpitalu.

    Ta co kanguruje dzieciora do co najmniej 10 roku życia też dobra.

    Jeśli o mnie chodzi, jestem matką PANIKARĄ w chwili choroby np. angina, potrafię nie spać całymi nocami nasłuchując, czy równo oddycha 🙂 Niedługo skończy 11 lat, a ja dalej swojego zajoba ćwiczę.

    • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

      Zryty beret

      To się nazywa “zryty beret” 😀 jestem dopiero w ciąży a już to mam…

  • Odpowiedz Styczeń 12, 2017

    Karolina

    Uśmiałam się z tej najedzonej foki 🙂 Pozdrawiam x

  • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

    Hanna C.

    Właśnie wstałam od Młodszej między nocnymi karmieniami, załadowałam do końca zmywarkę, dojadłam zimną zapiekankę i wypiłam odgrzane kakao (zostało po Starszej) zagryzając pierniczkiem w czekoladzie 🙂
    A w tyle głowy snuje mi się tekst piosenki ‘Czekasz na tę jedną chwilę…Serce jak szalone bije… Wielka miłość nie wybiera 😉

    W rankingu chyba wybieram ośmiornicę 😉

  • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

    Ewelina

    Na mnie wrażenie zrobił przyrost foczej masy i 48% mleko. Wow!

    W ciąży wyobrażałam sobie, że moje dziecko będzie umiało się pobawić samo, że będzie dużo się uśmiechać, a mało płakać. Wszystko się sprawdziło.

    Może fart, a może częściowo same programujemy swoje macierzyństwo?

    Trochę zdrowego egoizmu na pewno nie zaszkodzi i dobrze jest włożyć dziecko pod karuzelkę i samej zjeść do kawy czekoladowe ciastko. Szczególnie, jeśli na życie wybrałysmy wspaniałego mężczyznę,który jeszcze nam tę kawę zrobi.

    • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

      Alicja

      a niektóre źródła podają że nawet 60%

    • Odpowiedz Styczeń 28, 2017

      Kate

      Ja też wyobrażałam sobie w ciąży, że moje dziecko będzie mało płakać, będzie kochane i nie za bardzo wymagające. Tylko, że ja to przypłaciłam depresją poporodową, kiedy okazało się, że Młody ma kolkę, ciągle płacze i ogólnie nie jest zbyt zadowolony z pobytu po tej stronie brzucha. Pierwsze pół roku to był dramat. Chciałam mieć dziecko idealne i nie byłam przygotowana na to, że macierzyństwo wymaga tyle poświęceń.

      Po roku się pozbierałam, poukładałam sobie w głowie. Młody jest super, a my w sierpniu spodziewamy się kolejnego potomka. 🙂

      A co do wkurzających matek, to matka ekstremalnej bliskości i DIY to na mojej liście numer jeden. Pewnie dlatego, że za bardzo im zazdroszczę 😉

  • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

    Gabs

    Jest jeszcze jeden typ matek, jak w tym wpisie:) tych pozornie wyluzowanych, ‘nieogarniajacych’ co to wszelkie metody maja za nic, przesmiewajace inne podejscie, ‘majace balagan’, spontaniczne i ‘pelne wad’, takie super mające dystans (sarkazm) … tez mnie takie nieco irytuja 😉

    • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

      alicja

      A widzisz, to sporo nas różni, bo ja nigdzie nie napisałam, że mnie irytują, tylko, że podziwiam i szanuję, acz sama wybieram inną drogę, plus jak znajdziesz mi Twój typ w świecie zwierząt to wal śmiało – dopisze 😀

    • Odpowiedz Styczeń 17, 2017

      Ola

      zgadzam się… czuję podobnie

    • Odpowiedz Listopad 17, 2017

      Hanna

      To chyba trochę msnipulacyjna retoryka. Coś czego bardzo nie lubię, bo skoro już coś chcemy powiedzieć, to mówmy to otwarcie. Po co to przebierać jak na Halloween, w zwierzęce skóry. Ewidentnie artykuł ma wbijać szpilę, a uciekanie w retorykę “że przecież tego nigdzie nie napisano” trochę obraża inteligencję czytającego. Potrzeba wbicia szpili innym matkom, jest powszechna w internetach, a bierze się z zazdrości i kompleksów, które każdy ma. No ale , żeby szerzyć. Chyba każdy ma prawo być takim rodzicem, jakim chce. Byle nie krzywdził. Każdy ma prawo realizować miłość na swój sposób. Cóż, matka natura rozumie chyba tę wolność afirmacji najlepiej. Słowa to potężna broń. Sens słów tym bardziej.

      • Odpowiedz Listopad 20, 2017

        Alicja

        To w sumie zabawne jak bardzo osobiście to odbierają kobiety, że aż tak je obraża 😉 – mam w sobie każdy z tych typów pomijając słonicę i polarnicę, bo ciąża i poród ssie i żadnego nie znoszę z godnością . Acz od czasu wyluzowania jestem matką o jakiej pisze Gabs i nijak mnie jej komentarz nie boli, bo lubię swój typ macierzyństwa i zupełnie mnie nie rusza co o nim myślą inni. Kiedyś prezentowałam inne podejście, ale mi się zmieniło i wybrałam lenistwo więc tak – podziwiam ludzkie matki które tak robią, ale nie zamierzam naśladować. Tworzenie wpisu było dla mnie li tylko radością, a nie złośliwością – a wyszukiwanie najbardziej zaangażowanych matek w kategorii świat zwierząt było fascynujące i edukacyjna, bo o żadnej z tych rzeczy nie miałam pojęcia – a żadna z nich nie jest wymyślona. Niemniej to pokazuje dla nie, że uważamy że jeśli ktoś robi inaczej to z autoamtu musi wbijać szpilę innym, a nie po prostu opisywać (a nie krytykować) pewne zachowania. Moglibyśmy dywagować o tym czy to znaczy że nie czujemy się pewnie ze swoimi wyborami i o wielu innych sprawach 😉 Jeszcze ciekawsze jest to, że oburzenie dotyczy li tylko opisu orangutanic, a nie reszty, a to ludzccy przedstawiciele tego trendu w wersji ekstremalnej są właśnie najczęściej krytykującymi i wbijającymi szpilę z pozycji dokładnie takiej jak opisano – ofukującej i gardzącej.

  • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

    Tamara Tur

    Z racji mojej arachnofobii matka pajęczyca zrobiła na mnie największe wrażenie i nigdy nie myślałam, że żal mi będzie jakichkolwiek pająków 😉
    Co do tej szczupłej matki to niestety jest też gatunek, który bez żadnych wyrzeczeń, wperdzielając ciastka wraca do wagi sprzed ciąży ot tak, w chwilę, a potem jeszcze od spacerów i noszenia wózka i bobasa chudnie dalej. Niestety owy gatunek jest bardzo sfrustrowany, gdy po drugiej ciąży już ten cud się nie zdarza. A nawet dochodzi do rozejscia mięśni brzucha i przepukliny 🙁 To niestety ja. Nie wiem czy jest odpowiednik w świecie zwierząt, ale z tego co widzę po innych chudych od zawsze fuksiarach – druga i kolejna ciąża to już nie to samo 🙁

    • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

      Alicja

      Tak naprawdę to ja po obu ciążach po tygodniu do wagi sprzed ciąży wróciłam i śmigałam na pierwszą wizytę u pediatry w gaciach rozmiaru 34 😉 i zdaję sobie sprawę, że pewnie niektórzy myśleli, że ćwiczę i się głodzę, ale wizja fit foki mnie po porstu bawi 😀 Ten tekst jest dobry bo mi odsiewa poważnych ponuraków z bloga, bo prawda jest taka, że na początku miał byc tylko opisem tego jak to wygląda w świecie zwierząt z konceptem, a jak całość napisałam to pomyślałam sobie, że w sumie w każdym z tych opisów wiele matek w tym ja znajdzie kawałek siebie.

    • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

      Beata

      Tamara, dobrze wiedzieć. W tym momencie karmię moje dziecie już 10 miesiąc i jestem chudsza niż przed ciążą. Jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na drugie dziecko, będę pamiętać Twój wpis.

      Szacun dla matki natury. Każda samiczka \ kobietka jest inna, ponieważ każda żyje w innych warunkach. Ja jestem z tych, co najpierw myślą o sobie, a zaraz po o swoim maleństwie. Bo bardzo wierzę, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. Synka dużo tulę, ciągle “rozmawiamy”, ale mamy czasami chwile odpoczynku od siebie. Bez problemu bawi się sam na macie z zabawkami. Bałam się macierzyństwa, ale bardzo pozytywnie się zaskoczyłam 🙂 Choć nie ukrywam, że czasami są i te gorsze dni. Życie.

  • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

    Alicja

    Ja przed porodem za dużo naczytałam się na temat rodzicielstwa bliskości i wszystko wzięłam zbyt dosłownie i zbyt do siebie, wisienką na torcie była teściowa która zachęcała mnie w całkiem drugą skrajność aby dziecko zostawiać do wypłakania co niesamowicie mnie oburzało. Zamiast znaleźć równowagę w tym wszystkim, zastosowałam rodzicielstwo ekstremalnej bliskości co przypłaciłam po paru miesiącach lekką depresją a był nawet czas, że codziennie płakałam i nie potrafiłam się odnaleźć. W końcu wracam do normalności a odłożenie dziecka na matę, do bujaczka itp. zaczęłam traktować normalnie, chusta poszła w odstawkę a kręgosłup się regeneruje :)))

    • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

      matka

      No właśnie, rodzicielstwo bliskości jest super i też je praktykuję (chociaż dopiero w trakcie praktykowania dowiedziałam się, że moje zachowania mają nazwę;)), ale trzeba przy tym bardzo uważać, żeby siebie jako matki i swojego związku nie zajechać, bo jak się człowiek zbyt empatycznie wczuwa w potrzeby tego małego człowieka, to wtedy łatwo zapomnieć o swoich, a stąd już o krok od katastrofy…Więc wiadomo – reagujmy na potrzeby dzieci, ale nie zapominajmy też o swoich 🙂

      • Odpowiedz Styczeń 20, 2017

        mamapolki

        Chyba się zajechalam właśnie 🙂 Niestety wpadłam w depresję.Płacze i pochłaniam czekoladę w dużych ilościach.Jak już ogarnia mnie frustracja bo mimo wysiłkow dziecko nadal medzi i postanawiam wdrożyć odrobinę “zimnego chowu”to natychmiast mam wyrzuty sumienia i rozczulam się. Myślę sobie że jestem okropna matka, bo dziecko ma tylko mnie i jeśli ja nie zaspokoje jego potrzeb to kto? Ehhh

  • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

    Domi

    Świetny tekst 🙂 Ja dopiero w pierwszej ciąży w związku z czym niedźwiedzica polarna przesypiająca swój poród mnie najbardziej zaskoczyła. Ciążę mam trudną a porodu boję się panicznie.

  • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

    Ewelina

    Przeczytałam wpis dwa razy próbując sie gdzieś zaszufladkować jako matka.. hmmm, chyba powinnam być słonicą. Całe 41 tygodni ciazy przelecialy mi względnie szybko i lekko, żadnych powikłań, infekcji, zagrożeń poronieniem. Nie przytyłam dużo (13 kilo), czułam sie ładnie i dobrze w tym swoim ciążowym ciele. Ok, ostatni “przenoszony” tydzień był frustrujący, ale dałam radę. Mogłabym być w ciazy znacznie dłużej, albo zatrudnić sie jako surogatka, bo bycie w ciąży mi służy, bycie matką, no juz niekoniecznie.. 🙁

  • Odpowiedz Styczeń 13, 2017

    agata

    A ja już ledwie zipię… Mam trójkę małych dzieciąt a najmłodsze od urodzenia (8mies.) uparło się że nie pozwoli mi sie wyspać… I tak latam od jednego do drugiego i trzeciego całymi dniami a w nocy juz tylko do trzeciego. I tez mam syndrom doskonałej pani domu, gdzie musi być doskonale posprzątane, wyprane, a dzieci wychuchane. Tylko że w tym wszystkim nie mam juz czasu pobawić sie z dziećmi, nie mówiąc już o chwili dla siebie… Juz nie daje rady…

    • Odpowiedz Styczeń 14, 2017

      mayaxandra

      Agata, moja Mama była cudwną osobą, kochajacą i oddajacą się rodzinie bez reszty. Od niej wiem, że trzeba tulić, dbać i kochać. Ale to ją chyba zamęczyło. Dlatego wiedziałam od zawsze, że będę swoje dzieciaki kochać i dbać z całych sił, ale NIGDY nie zapomnę o sobie tak całkowicie jak moja Mama, nie i już.
      Dlatego życzę Ci odnalezienie choć odrobin złotego środka, wyspania się i zadbania o siebie. Wierz mi, ze znerwicowanej, zacharowanej matki nikt nie będzie miał radości.

  • Odpowiedz Styczeń 14, 2017

    Marta

    Biorąc pod uwagę fakt iż jestem w 28 tygodniu ciąży, która jest jak najbardziej chciana, planowana i o którą długo walczyliśmy, a wizja porodu spędza mi sen z powiek. I to dosłownie! A jak już zasnę to mam koszmary związane z porodem to z całego serca zazdroszczę pani niedźwiedzicy! I nawet polarne mrozy by mi nie były straszne 😉

  • Odpowiedz Styczeń 16, 2017

    An

    Kangurzycą chciałabym być, w prawdzie nosiłam i KP na rządanie i ludźmi się nie przejmowałam jakoś instynktownie mi to wyszło całkiem ok ale jak się dowiedziałam o rodzicielstwie bliskości to bym chyba więcej robiła i chusta by była i więcej zrozumienia dla tego maleństwa i w ogóle. Najbliżej mi do foki chyba -ze 20kg przybrałem w ciąży a po pół roku jak cień siebie wyglądałam z 10 kg bobasem na rękach … Teściowa to pajęczyca jak nic nadal zreszta chociaż jej pajęcze dzieci maja dobrze po trzydziestce… Synowie wyszli na ludzi jakoś ale córki – zgroza.

  • Odpowiedz Styczeń 16, 2017

    Maral

    Super tekst! Zagłębiając temat jestem po trochu każdym przykładem.. dosłownie. Mam dwoje dzieci każde inne. Inaczej te ciąże przechodziłam, inaczej z dziecmi mam kontakt gdyż każde ma swoje potrzeby. Potrafię sie zatracić i odddac bez reszty.. bywają dni, że wyję! Tak z bezsilności. Ale bywa i tak na szczęście cześciej, że jak na nie patrzę to jestem dumna. Z nich i z siebie. Szukam chwil dla siebie. I dostaje. Bo je wydzieram. Żeby nie zwariować do reszty. Trzeba znaleźć balans nawet taki mni mni czas TYLKO dla siebie. Zeby byc. Zeby byc tą matką i juz. Dziękuje za te posty i czekam na jeszcze!!

  • Odpowiedz Styczeń 18, 2017

    od-matki-strony

    Mam wrażenie że jestem po trochu każdym z tych zwierząt.. ale po 3 miesiącach w końcu się zbuntowałam i szukam czasu tylko dla siebie. Mąż pomaga, a wręcz wyrzuca mnie z pokoju gdy bawi się z młodą a ja się oddaję np kąpieli 🙂 ostatnio wygonił mnie do sklepu bo zabrakło mleka i to był bardzo przyjemny spacer 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 20, 2017

    mamapolki

    Ja podziwiam matki które stosuja “zimny chów”, czyli nie rozczulają się nad dzieckiem ani nie stawiają na pierwszym miejscu. Czasem mnie przeraża jak słyszę o łamaniu psychiki metoda 3,5,7 lub kiedy matka nie rehabilituje dziecka ,bo uważa że musi najpierw posprzątać w domu i obsłużyć męża. Generalnie jednak, choć sama nie potrafię znieść płaczu mojego dziecka, myślę ze ta metoda ma swoje plusy. Rodzice są wyluzowani, a dziecko wie przynajmniej ze życie to nie bajka 😉

  • Odpowiedz Styczeń 24, 2017

    Marta

    Tytuł w moim odczuciu jest bardzo mylny. Piszesz, że podziwiasz. A w treści szufladkujesz, przerysowywujesz a wręcz kpisz z niektórych matek. Okazując tym, że czujesz się od nich lepsza (bo przecież nie będziesz ich naśladować). Jeśli to miał być tekst humorystyczny, to przykro mi, ale wyśmiewanie matek które mają inne podejście do macierzyństwa do mnie nie trafia.

    • Odpowiedz Styczeń 25, 2017

      Alicja

      To jest o zwierzętach… 😀 a jeśli chodzi o ludzkie matki to generalnie podziwiam wszystkie, bo wszystkie mają pod górkę, nie podziwiam za to niektórych czytelników na przykład tych co nie przeczytają do końca tekstu i nie wiedząc o czym był i jaki miał przekaz zostawią swój komentarz 😉

      • Odpowiedz Styczeń 26, 2017

        Marta

        Przeczytałam ten tekst do końca. Najwidoczniej odbieram go w inny sposób. Jak sama piszesz: “to prawda jest taka, że można je traktować jak hiperbolę niektórych ludzkich styli i zachowań rodzicielskich”. I w moim odczuciu wyśmiewasz i drwisz z tych niektórych styli i zachować i tyle.

        • Odpowiedz Styczeń 26, 2017

          admin

          “hiperbola – przesadnia – środek stylistyczny polegający na wyolbrzymieniu, przejaskrawieniu cech przedmiotów, osób, zjawisk. Może dotyczyć ilości, rozmiaru, stosunku emocjonalnego, przyczyny, znaczenia lub skutku.”

          • Styczeń 26, 2017

            Marta

            Dziękuję za troskę, znam definicję hiperboli. I w moim odczuciu ten zabieg ten, miał na celu wykpić niektóre zachowania matek (tych ludzkich rzecz jasna).

          • Styczeń 26, 2017

            admin

            W mniej więcej połowie typów jestem też ja, widać nadajemy na innych falach. Bywa.

  • Odpowiedz Styczeń 31, 2017

    Aliiii

    Moja mamusia robila “kariere” naukowa. Tez doktoraty, tlumacz przysiegly, dwa jezyki- bo jest jezykowcem. I slatego musiala mnie wczesniaka skrajnego porzucic, zaraz po tym jak ucieklam smierci- a ona musiala sie “realizowac” przeciez. Zapewne by gardzila wiekszoscia typow tu;) taka wyzwolona i nie poswiecajaca sie. Tylko ja zaplacilam straszna cene za to. No ale ponoc ” szczesliwa matka- to szczesliwe dziecko”, prawda?;) ona sie w pieluchy nie dala zagnac i niewatpliwie byla szczesliwa. Tylko ja nie bardzo. Dlatego nosze w chuscie, tule kocham i karmie cyckiem. I jestem. Pewnie lacze wiekszosc tu z tych typow- ale co tam. Moze i jestem pajeczyca;)choc wole okreslenie kwoka;) ale za nic 3 swych dzieci nie zostawie. Moglam zrobic kariere naukowa- nie umialam ani na chwile zostawic dziecka. Potem drugiego. Z lęku, by nie musialo przezywac tego, co ja. Oni…to najwazniejsze w zyciu co moze byc. Zrobie wszystko, by byli szczesliwi. A mama obecna- zwlaszcza dla niemowlecia i malego dziecka- to b .wazne.

  • Odpowiedz Luty 6, 2017

    Matania

    Podczas porodu przysypiałam, ale coś tam pamiętam 😛 a co do mamy foki zazdroszczę jej. W prawdzie schudłam 10 kg w ciąży, bo się źle czułam, ale za to podczas karmienia muszę ciągle jeść żeby mi nie było słabo. Wiec kilogramy powoli lecą w górę 🙁 no i mój brzuch zrobił się taki wystający jakbym znowu była w ciąży chociaż po porodzie był bardzo ładny i płaski.

  • Odpowiedz Marzec 29, 2017

    BeAnna

    Jestem tą mama z kategorii ekstremalnego rodzicielstwa bliskości 🙂 Muszę przyznać, ze na początku w dodatku przy pierwszym dziecku jest to ekstremalnie wykańczające psychicznie i fizycznie, ale nikt nie powiedział, że będzie lekko, noszę swojego brzdąca w chuście przez conajmniej 4h dziennie, reaguje natychmiast, z racji tego, że ma juz prawie 3 miesiące mamy wypracowane już raczej sygnały niż “płaczące rytuały”. Co mam w zamian ? Niemal nie płaczące dziecko, sygnały to raczej kwilenia i gesty, dzięki noszeniu w chuście, tak naprawdę mam mnóstwo czasu na wszystko co mogę zrobić w domu i poza nim, nie zrezygnowałam zatem z długich spacerów z psem, zdrowego gotowania, ćwiczeń i wielu innych rzeczy które tak naprawdę pomagają utrzymać moje zdrowie psychiczne i fizyczne w równowadze, jeśli np wydarzy się, że małego cos pobolewa i głośniej zawyje to nie mam ochoty uciec, jak to było na początku 🙂 Jestem mega wdzięczna za poznanie tego rodzaju rodzicielstwa i decyzji instynktownej w sumie o praktykowano go, pomimo wielu odmiennych rad, pozostałam wierna swoim odczuciom i miłości do właściwych książek które dodały mi pewności siebie oraz rzetelnej wiedzy o rozwoju . Pozdrawiam !

  • Odpowiedz Listopad 17, 2017

    ewa

    Też mam wrażenie, że trochę zbyt kpiący jest ten tekst, mimo, że uwielbiam Twój styl pisania. Natomiast nie czuję się urażona bo nie bardzo identyfikuję się z którymś z typów. Jeśli chodzi o matki które najpierw myślą o sobie to podobno wilczyce najpierw jedzą, a jak się najedzą to resztki dają dzieciom. To bardzo mądre u nich bo muszą iść dalej na polowanie. Jeśli one nie będą miały siły i padną to wilczęta też zginą z głodu. Biorąc po uwagę, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko bądźmy trochę jak wilczyce. A już na pewno maski tlenowe zakładajmy najpierw sobie bo przede wszystkim musimy żyć żeby w czasie zagrożenia ochronić dzieci.

  • Odpowiedz Listopad 17, 2017

    Anula

    Nie wiem czy jest sie czym chwalic czy raczej zalic ale jestem niedźwiedzica.. Co prawda porod 17.5 godziny ale ogolnie kazdej kobiecie takiego zycze 🙂 noga do gory i dzidzia na swiecie. Bez znieczulenia i ciecia. Pan tata zawinal sie co prawda ale nie uwazam ze mam przewalone:) no i ja troche tez jak foka- moja Pani ginekolog mi powiedziala ze powinnam isc reklamowac bikini 😀

  • Odpowiedz Listopad 18, 2017

    Ciąża z zaskoczenia

    Na początku czułam się matką dającą wciąż ZA MAŁO I ZA MAŁO z siebie, mimo że calusi dzień spędzałam ‘na czymś’ tzn. starałam się nie tracić czasu i wszytko ogarnąć. Pomagała mi myśl, że ta moja nadto wygórowana ambicja nie zawsze w przeszłości się opłaca…że często tym co bardziej by mi pomogło bylby to czas dla siebie 🙂 Kochane mamy w macierzyństwie tak jak we wszystkim POTRZEBUJEMY CZASUPER i WCIĄŻ SIĘ UCZYMY 🙂 Myślę, że każdej z Nas w końcu udaje się znaleźć ZŁOTY ŚRODEK, będąc przy tym usatysfakconowanymi, kochajacymi mamami i gorącymi, zadbanymi kochankami dla swoich facetów 🙂 Każdy chce czuć się potrzebny! To normalne… ale pamiętajmy o tym co my lubimy, bo bez tego nie uda nam się być dobrymi dla innych 🙂

Leave a Reply Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.

Pozostaw odpowiedź alicja Anuluj pisanie odpowiedzi