Ponad 1000 moich czytelniczek opowiedziało mi dlaczego nie chce mieć więcej dzieci – czyli nietypowy wgląd w powody, dla których w Polsce rodzi się mniej dzieci.

Alicja

Na fali przetaczających się po kraju dyskusji o dzietności, stwierdziłam, że zrobię to co tygryski lubią najbardziej, czyli porozmawiam z wami. Poprosiłam więc moje obserwatorki (i tych 3 rodzynków płci męskiej) o to by opowiedziały mi o głównych czynnikach, które sprawiają, że ich rodzina się już nie powiększy.

O tym dlaczego nie mogą lub nie chcą mieć więcej dzieci. I to niezależnie od tego czy mają jedynaka czy czwórkę dzieci, bo każda z tych opcji jest całkiem popularna wśród moich czytelniczek.

Odpowiedzi posypały się jak króliki z kapelusza. Odczytywałam je przez 2 tygodnie, skwapliwie zaznaczając co kto napisał. Poddałam się po ponad tysiącu odpowiedzi, ale jeśli kiedyś dostanę od jakiegoś dżina nadmiar czasu, chętnie wrócę i poczytam pozostałe, bo jest ich co najmniej 4 razy tyle. Za co bardzo, bardzo dziękuję. Doceniam szczerość i zaufanie. Odpowiadały też osoby bezdzietne, ale tych tutaj nie liczyłam. Interesowało mnie jedynie to czemu osoby, które już są rodzicami nie chcą lub nie mogą zostać nimi ponownie.

Oczywiście to nie jest badanie naukowe ani społeczne. To w ogóle nie jest badanie. To jedynie ciekawy wgląd w powody pewnej bańki rodziców (bardzo fajnej bańki, bo podchodzącej do rodzicielstwa z dużym zaangażowaniem i miłością więc na ich – powiedzmy to brutalnie – rozmnażaniu powinno nam najbardziej zależeć :D), którzy rozmawiali szczerze jak przyjaciele na nazwijmy to nieco większym spotkaniu towarzyskim. To jakby 1000 naszych koleżanek zwierzyło się innej ze swojego spojrzenia na rodzicielstwo, a ona spróbowała to jakoś (niedoskonale!) podsumować i ubrać w ramy.

Poniżej znajdziecie wypunktowane powody od najmniej popularnego, do najpopularniejszego. Zapisywałam wszystko co pisaliście. Zastrzegam jednak, że w przypadku znakomitej większości odpowiedzi brak chęci lub możliwości posiadania kolejnego potomka jest miksem co najmniej kilku z poniższych (lub jeszcze innych!) czynników. Bardzo rzadko, ktoś wskazywał jeden powód, wielokrotnie jednak wskazywaliście sami ten, który jest wg was dominujący lub na pierwszym miejscu, mimo że rzadko był osamotniony. I tak też je tzn. te pierwsze/główne dla uproszczenia brałam pod uwagę i przypisywałam im liczebność – bez tego nie dałoby się tego nijak ogarnąć bez spisania 3 tomów 😉 W treść wkleiłam też miejscami cytaty wprost od was, takie zdania, które wydały mi się szczególnie obrazowe lub dobrze podsumowujące “o co kaman” (mówi się tak jeszcze czy jestem językowym boomerem?) – nie zawsze brałam je z wypowiedzi o pierwszym powodzie, czasem ktoś trafił w sedno przy kolejnym i te fragmenty cytuję – z lekką anonimizacyjną modyfikacją 🙂

Łapcie więc to nietypowe i totalnie nieidealne, ale myślę, że ciekawe zestawienie.

Powody, które w tym tysiącu odpowiedzi miały po jednym głosie:

  • wtrącanie się bliskich – gdy teściowie lub właśni rodzice, tak zatruwają niechcianymi komentarzami i uwagami na temat rodzicielstwa, że wizja kolejnego potomka, przy którym musielibyśmy się od nowa mierzyć z tym samym, autentycznie odstrasza
  • wykluczenie komunikacyjne – mieszkanie na końcu świata z jednym autobusem rano i wieczorem, nie ułatwia wychowywania dziecka
  • brak żłobka w okolicy – chyba nie wymaga komentarza

Dwa głosy zawędrowały do zmian jakie zachodzą w ciele po ciąży – kobiety, które na to wskazały, poświęciły naprawdę dużo zasobów na to by dojść do formy fizycznej i poczuć się dobrze w swoim ciele po poprzedniej ciąży, a także by dojść do formy pod względem uroginekologicznym (przypomnę, że fizjo uroginekologiczna nie jest złotym, refundowanym standardem dbania o kobietę po porodzie) i zwyczajnie nie chcą tego przechodzić po raz kolejny. Nie ma w tym dla mnie nic dziwnego.

Trzy głosy wędrują do… auta – kolejne dziecko w rodzinie wiązałoby się z koniecznością zmiany powozu, a to wiąże się z kosztami, których rodziny te nie są w stanie ponieść. Jako matka trójki dzieci, potwierdzam, że znalezienie samochodu, w którym zmieszczą się 3 foteliki, a później wygodnie usadowią się trzy nastoletnie zadki i wszystkie bagaże, wcale nie jest łatwe. I tak wiem, że my jeździliśmy po 8 w maluchu, ale nie było to ani bezpieczne, ani wygodne.

Po cztery głosy uzyskały następujące powody:

  • negatywny wpływ pojawienia się małego dziecka na związek był tak duży, że partnerzy, którzy są po terapii lub własnym sumptem poskładali swoją relację romantyczną „do kupy” po tym jak się rozklekotała z niemowlakiem czy innym dwulatkiem na pokładzie, nie chcą ryzykować, że kolejne dziecko będzie już tylko gwoździem do trumny ich relacji.
  • aktualna polska ochrona zdrowia matki i dziecka – brak zaufania do tego jak wygląda opieka nad ciężarną, przebieg porodu, dostępność specjalistów, a także prawo

Po 5 głosów wędruje do

  • poczucia rozczarowania macierzyństwem/rodzicielstwem – rozczarowanie i żałowanie macierzyństwa to coś co w literaturze dotyka nawet kilkunastu procent matek, choć mało kto mówi o tym chętnie. Bywa bowiem, że wizja tego jak fajnie będzie mieć dziecko w zderzeniu z rzeczywistością wypada kompletnie nie tak jak miała.
  • różnicy wieku między dziećmi – czasem ludzie chcą mieć kolejne dziecko, ale warunki mieszkaniowe, finansowe, zawodowe lub zdrowie (dziecka lub rodziców) niekoniecznie na to pozwalają „od razu gdy chęć najdzie”, a gdy już przyjdzie czas, że dostanie się te umowę o pracę albo większe mieszanie, albo lekarz da zielone światło na „starania” to starsze dziecko jest już tak duże, że rodzicom trudno wyobrazić sobie wprowadzenie teraz do tego układu malucha i rezygnują z wizji, którą kiedyś mieli, stwierdzając, że ta czeladka, która jest teraz styknie

6 głosów zawędrowało do… poczucia, że mimo starań nie jest się wystarczająco dobrym rodzicem i nie chce się sprowadzać na świat kolejnego dziecka dla którego nie będzie się „dość”. Wymagania współczesnego macierzyństwa są podbite bardzo wysoko – wymagają nieustającego zaangażowania emocjonalnego, fizycznego, czasowego i finansowego, a i tak człowiek dowie się, że mógł zrobić lepiej, więcej, mocniej. I jedyne czemu to sprzyja to wcale nie dobru dziecka, tylko wypaleniu rodzica.

„Czuję, że się do tego nie nadaję. Denerwuje się wszystkim, wszystko przeżywam. Boję się, że przeze mnie moje dziecko wyrośnie nieszczęśliwe. Nie chcę tego przechodzić kolejny raz. Cały czas mam wrażenie, że coś robię nie tak.”

„Ja wiem, że nie ogarnęłabym kolejnego ze względu na siebie. Kocham moje dzieci, natomiast jest mi ciężko, mam złe wzorce z domu, depresję, jestem też neuroatypowa i przy tych moich obciążeniach wychowanie dzieci jest wyzwaniem cholernym.”

Po 8 głosów dostają:

  • przytłoczenie wymaganiami współczesnego, intensywnego rodzicielstwa – to się nam nieco łączy z poprzednim punktem, z tą różnicą, że tutaj staranie się robić wszystkiego w sposób „”świadomy” i „zaangażowany” nie wiąże się z poczuciem bycia złym rodzicem, tylko bardziej ze zmęczeniem pogonią za tym króliczkiem co ciągle ucieka, bo jak ktoś mi poetycko napisał: „teraz każdy pierd musi być przemyślany” (napisałam o tym całą książkę jakby co o TUTAJ)

„Współczesny świat wymaga od nas – rodziców wychowania dzieci mocno doinwestowanych – zarówno pod kątem finansowym (zabawki, książki, zajęcia – bez których Twoje dziecko nie ma prawa dać sobie rady w życiu i koniecznie musisz je mieć), jak i pod kątem emocjonalnym (absolutnie dziecko nie może płakać, musisz zauważać każdą potrzebę i umieć natychmiast reagować), musisz być na bieżąco z zaleceń wszelakich odnośnie karmienia, pediatrii, fizjoterapii, osteopatii, alergologii, logopedii i wszystkiego”

„Dla mnie wszystko jest za bardzo w tym rodzicielstwie. Doktorat najlepiej w każdej dziedzinie dotyczącej wychowania, a w opozycji jest mało głosów racjonalizujących rodzicielstwo.”

  • co zabawne równie częste jak przytłoczenie wymaganiami intensywnego rodzicielstwa okazało się poczucie… spełnienia. Dziewczyny pisały, że wiedzą już jak to jest być mamą jednego lub większej ilości dzieci, czują się w tej roli spełnione i nie mają pragnienia większej ilości dzieci, bo uważają, że ich rodzina jest już w komplecie. Tutaj pojawiały się wprost głosy, że to pierwsze/drugie/kolejne było chciane, wymarzone, upragnione, i jest im wspaniale z rodziną jaką tworzą, ale nie czują tego by mieć kolejne dlatego nie będą go sprowadzać na świat

„Mam jedno i jestem szczęśliwa. Jak nie miałam dzieci, to czułam ogromne pragnienie. Teraz to pragnienie ucichło. Jest super. I już.”

„Czuję, że w macierzyństwie już realizuję się w pełni, daję i otrzymuję tylko miłości, że nie brakuje mi już absolutnie niczego i nie mam żadnej potrzeby posiadania kolejnych dzieci”

Po 16 głosów wędruje do

  • prosimy o werble… wygody – och jakże pewni ludzie w wieku słusznym (i nie), którzy sami nie wychowali gromadki kilkunastu dzieci, uwielbiają szafować argumentem, że baby są wygodne i nie chce im się komfortu życia zmieniać. No to 16 przyznało, że faktycznie tak jest. I nie ma w tym nic nagannego. Wszak ludzie, którzy to mówią, zdaje się sami również nie zrezygnowali z komfortu życia, nie sprzedali swoich samochodów, zegarków i domów by mieszkać w mniejszym komforcie, a pieniądze, które w ten sposób zyskają przeznaczyć na wsparcie finansowe rodzin dużych, cnie?

„Chyba po prostu z wygody. Nie chcę wracać do pieluch, karmienia, nieprzespanych nocy. Macierzyństwo to piękna sprawa, kocham być mamą, kocham to, że syn rośnie i miesiąc za miesiącem jesteśmy już krok do przodu, jest fajniejszy. A kolejne dziecko to taki powrót do fazy początkowej, jeszcze z drugim dzieckiem obok.”

  • braku czasu i logistyka, która zmieniłaby się z kolejnym dzieckiem – tutaj wskazywano, że gdyby nie praca na cały etat, stanie w korkach w drodze do/z niej i ledwie 2-3 godziny dziennie na życie rodzinne zanim dziecko zaśnie, to osoby te chętne byłyby na kolejne dziecko, ale w tej sytuacji to nie ma sensu. Zwłaszcza, że jak dzieci podrosną to często dochodzi wożenie ich na zajęcia i pasje, a logistyka czasowa godzenia treningu jednego dziecka, pianina drugiego i języka trzeciego i wszystko w różnych zakątkach miasta jest naprawdę trudna.

„Czasem myślę, że w innym świecie, gdzie nie musiałabym chodzić do pracy i ogarniać tylu rzeczy mogłabym mieć więcej dzieci.”

  • zmiany na świecie – tutaj mamy frakcję, która nie chce sprowadzać kolejnego dziecka na świat głównie z powodu tego jak on wygląda – sytuacja geopolityczna, wizja konfliktów zbrojnych – spotęgowana mocno wojną w Ukrainie, zmiany klimatyczne, kierunek światopoglądowy w jakim zmierza świat – to wszystko odstrasza od powiększania rodziny.

„Może to dramatycznie brzmi, ale dla mnie sprowadzanie dziecka na świat, w którym nadal dzieją się wojny, okrucieństwo wobec dzieci i pedofilia jest złym wyborem. Wcześniej podchodziłam bardziej optymistycznie, ale przed dzieckiem nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo można kogoś kochać i się o niego martwić.”

Po 20 głosów uzyskały:

  • przekonanie, że teraz jestem fajną, zaangażowaną mamą dla dzieci – ale gdyby było ich więcej to nie dałabym już rady być mamą na takim poziomie empatii, cierpliwości, zasobów czasowych i emocjonalnych jak teraz – po raz kolejny wracamy więc do oczekiwań jakie społeczeństwo ma wobec rodziców i tego jak w naszych oczach powinno wyglądać dobre rodzicielstwo. Nie chcemy iść w ilość, tylko w jakość.

„Ja po prostu wiem, że jestem bardzo spoko mamą jednego dziecka i będę naprawdę złą mamą dwójki. Nie dam rady tylu wątków na raz ciągnąć.”

  • historie par, które bardzo chcą/chciały kolejnego dziecka, ale mimo, że światełko już świeciło w tunelu, to niestety zgasło – mamy tu zatem doświadczenia wielokrotnych poronień. Część z tych osób nadal próbuje, część wskazywała „zaniechaliśmy starań, bo kolejnego ciosu w serce i drżenia czy tym razem się uda nie damy rady przetrwać”

„Byłam w ciąży 4 razy. Mam jedno dziecko. Chciałabym kolejne, ale się boję się przechodzenia przez to po raz kolejny.”

25 głosów wędruje do „Ja bym chciała kolejne, ale mój mąż/partner nie chce więcej dzieci” – nie wiem dlaczego my w tych dyskusjach o dzietności mówimy tylko o chęciach kobiet, bo uwaga mężczyźni też mogą nie chcieć kolejnych dzieci. Szok, wiem.

„Mogłabym mieć kolejne dziecko, tęsknie za takim malcem do tulenia, ale mój mąż nie chce.”

Bliźniaczym powodem z 31 głosami pozostaje zresztą „Chciałabym ale nie mam z kim” – czyli te sytuacje, w których związek się rozpadł po pierwszym, drugim, kolejnym dziecku, a do tanga trzeba dwojga. Do tej kategorii dorzuciłam też głosy w których, związek nadal trwa, ale rozczarowanie podejściem partnera do ojcostwa nie zachęca do dalszych aktów prokreacji (tu przyjmowało to bardziej formę „mogłabym mieć kolejne dziecko, ale nie z tym partnerem”)

„Partner za mało się angażuje w życie rodzinne i obowiązki. Jakbyśmy mieli kolejne dziecko (które bym chciała) byłoby to NASZE dziecko, ale w 95% MÓJ obowiązek. Nie chcę takiego życia”

Po tym jak się progeniturę spłodzi trzeba jednak to dziecko jakoś wychować, a żeby to zrobić trzeba nie tylko miłości, ale też pieniędzy. Nieliczni mają je dzięki temu, że ich przodkowie zbudowali fortuny, reszta zaś musi zaiwaniać do pracy. I tu mamy kolejny problem, bo 38 osób wskazało, że aktualny rynek pracy i zabezpieczeń dla rodzin w tym aspekcie nie sprzyja. Bo te dziewczyny chętnie miałby więcej dzieci, ale wiedzą, że jeśli pójdą na macierzyński, to po powrocie nie będzie dla nich miejsca albo prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą i wiedzą, że dłuższa przerwa w oferowaniu swoich usług sprawi, że ich firma zniknie z rynku. A dzieci przez fotosyntezę odżywiać się jakoś uparcie nie chcą.

„Sytuacja zawodowa, moja czyli matki, po drugim dziecku wypowiedzenie umowy, obecnie praca na umowie śmieciowej. Po trzecim dziecku byłabym już całkowicie wyłączona z rynku pracy, a mąż nie da rady utrzymać całej rodziny. Choć serce mówi tak dla kolejnego dziecka.”

40 głosów dostały problemy z płodnością – mimo starań, mimo godzin spędzonych u specjalistów leczenia niepłodności – dziecko się nie pojawiło, choć byłoby bardzo chciane, spora część z tych osób wskazała też na wysokie koszty finansowania procedury in vitro przez co nie mogą sobie one pozwolić na kolejne próby. A część po prostu nie ma siły przechodzić tego przechodzić ponownie (gdyby połączyć ten wątek, z wątkiem poronień, to mielibyśmy naprawdę jeden z dominujących powodów).

„Moje dziecko jest owocem kilku poronień, dwóch lat badań, seksu na zawołanie, kilkuset zastrzyków, wiaderka leków, a na koniec były jeszcze komplikacje przy porodzie. Nikt nie namówi mnie na przeżywanie tego stresu po raz kolejny.”

52 głosy wiążą się z niechęcią do płodzenia kolejnego potomka ze względu na to jak dużym wyzwaniem jest ogarnianie aktualnego. Dzieci przychodzą na świat z różnymi temperamentami, jedne są spokojniejsze, inne to huragany, jedne w nocy śpią, inne niekoniecznie i trwa to latami – niektóre gagatki są naprawdę mocno wymagające fizycznie i psychicznie, więc wizja przechodzenia tego po raz kolejny nie zachęca do dalszej prokreacji mimo że para miało uprzednio wizję większej rodziny.

„Bo jest super ciężko być rodzicem, szczególnie jak ma się wymagające dzieci. 2 z 3 dają tak popalić, że mi się wszystkiego odechciewa”

„Pierwszy tak dał popalić w pierwszych latach życia, że odechciewa się na samą myśl o powtórce. Typowy high-need, nie przespałam całej nocy do 5 r.ż.. Teraz gdy jest starszy możemy powiedzieć, że dopiero odżywamy. Wiem, że kolejne dzieci nie muszą być takie same, ale sama możliwość, że będą sprawia, że syn będzie jedynakiem.”

53 głosy wędrują do osób, które generalnie chętnie przyjęłyby kolejne dziecko, ale nie zrobią tego z obawy o zdrowie kolejnego potomka. Tutaj mój błąd, bo nie rozdzieliłam tej frakcji ilościowo na dwie podobawy:

  • u części wynikała ona bowiem z zwykłego strachu, że tyle jest chorób wokół, tyle zbiorek na dzieci zmagające się z różnymi wyzwaniami pojawia się każdego dnia w social mediach i portalach, że fakt, że dotychczasowe dzieci tych osób są zdrowe, zakrawa w ich oczach na swoisty cud i zwyczajnie boją się sprawdzać czy kolejny raz ten sam „cud” się uda
  • u drugiej części obawa ta wynikała z kolei z tego, że starsze dziecko zmaga się z jakąś chorobą czy to genetyczną czy neurorozwojową czy jeszcze inną, więc nie dość że ryzyko, że kolejne dziecko również będzie chore w wielu wypadkach rośnie, to jeszcze konieczność zapewnienia opieki, poniesienia kosztów terapii i leków dla dziecka, które już jest na tym świecie jest na tyle drenująca, że kolejne nie wchodzi w grę.

57 głosów to głosy osób, które mają już zwykle minimum dwójkę dzieci i swoją decyzje uzasadniały tym, że mają już te dzieciaki i „wystarczy” – poświęciły one bowiem część swojego życia na bycie w ciąży, opiekę nad maluchami, wychowanie dzieciaków, są przeszczęśliwe, że mogły to zrobić, ale czują, że teraz już czas na nie – na ich pasje, rozwój zawodowy i osobisty, na powrót do dbania nie tylko o dzieci, ale też o siebie, o swoją relacje romantyczną, przyjaźnie i wszystko inne. Dla tych, którzy nie rozumieją – cytaty z dziewczyn, które świetnie to oddają – interpretowałam to jako inny powód niż wygodę, bo tutaj mieliśmy wyraźny nacisk na tę część osobistą.

„Dałam już wszystko co miałam. 8 lat w domu z dziećmi. Nie żałuję decyzji, to było dobre dla nich i pod niektórymi względami także dla mnie, ale teraz chce postawić na siebie”

„Mam trójkę i zdecydowanie kolejnego nie chce, bo wreszcie wróciłam do siebie. Ogarnęłam ciało po 3 ciążach i porodach, czuję się znów silna, dbam o siebie, mogę rozwijać pasje, które przy ciążach byłyby niemożliwe. Czuję, że kolejna ciąża to byłyby taki cios w moją osobowość. Że musiałabym poświęcić siebie, a czuję, że więcej już nie chce.”

„Nie chce kolejnego dziecka ponieważ chcę też siebie.”

„Mam 4 dzieci. Potrzebuje już czasu dla siebie i realizacji moich marzeń. Nie chcę już być na drugim planie.”

63 głosy to mieszkanie – albo brak swojego albo metraż, który nie pozwala na to by w rodzinie pojawiła się kolejna osoba i dotychczasowym żyło się komfortowo – dzieci wszak rosną, zaczynają potrzebować kawałka swojej prywatnej przestrzeni, ba, rodzice też swojej potrzebują, a mieszkania tanie nie są i wymiana dwupokojowego na większe to nie jest fraszka, igraszka.

No i zbliżamy się moi drodzy do TOP 6, czyli najczęstszych z najczęstszych

Numer 6 z 75 głosami, myślę, że będzie niespodzianką, bo rzadko w mediach podnosi się ten głos, a w rozmowach z wami wyraźnie wysuwał się na prowadzenie. O czym mowa? O traumie jaką dla kobiety była ciąża, poród lub depresja poporodowa, która powiła się po powiciu poprzedniego potomka. Ciąża to nie dla każdego piękny stan błogosławiony. Ciąża to nie dla każdego „nie choroba”. Czasem to bardzo trudne miesiące okupione wymiotami, krwawieniami, komplikacjami, dolegliwościami, które uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. Poród nie dla każdej kobiety kończy się pięknym „jak dostaniesz maleństwo w ramiona to zapomnisz o bólu” – w wielu przypadkach tak jest, ale bywa też, że flashbacki z przebiegu porodu – te w których ból był nie do zniesienia, te w których nagle cały personel zaczął biegać zaalarmowany, a w naszych głowach zaczęło pojawiać się „czy ja i dziecko to przeżyjemy”, te, w których personel zachował się jak się zachował – wracają nocami (tutaj mój tekst na ten temat). Depresja poprodowa z kolei bywa bagatelizowana, bywa trudna do wyleczenia, bywa szalenie ciężkim okresem życia, o którym wcale nie tak łatwo zapomnieć.

„Prawie umarłam przy porodzie – nie chcę ryzykować po raz kolejny.”

„Miałam depresję poporodową, dochodziłam do siebie ponad 2 lata – nie skażę na to całej naszej rodziny ponownie.”

„W obu ciążach rzygałam jak kot przez całe 9 miesięcy. Przeszłam to tragicznie. Nie wyobrażam sobie przechodzić tego po raz kolejny i to z małymi dziećmi w domu.”

Numer 5 z 77 głosami to: „chcielibyśmy więcej dzieci, ale zdrowie nie pozwala” – no bo czasem nie pozwala – w tych wypadkach: albo kolejne z rzędu cesarskie cięcie jest obarczone za dużym ryzykiem dla mamy i dziecka (w Polsce aktualnie 48% dzieci rodzi się przez cesarskie cięcie) albo częściej przewlekłe choroby, diagnozy, które pojawiły się po ciążach, konieczność przyjmowania leków na stałe, które nie współgrają z ciążą, depresja, leczenie onkologiczne i wiele innych schorzeń, stanowią mur, którego nie sposób przeskoczyć nawet jeśli chciałby się i w innych realiach mogło przegonić liczbą dzieci ojca Wirgiliusza

Numer 4 z 91 głosami to „nie będę mieć więcej dzieci, bo nie mamy wokół siebie wioski,  jesteśmy z tym kompletnie sami” – do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska to nie jest tylko wesołe hasełko, tylko biologiczna historia naszego gatunku – w plemionach łowiecko-zbierackich opiekę nad małym dzieckiem w wieku 0-4 lata sprawuje nawet 10-20 opiekunów, matka nie jest z tym sama. U nas bardzo często jest… sama. Tak, ojcowie są znacznie bardziej zaangażowani i obecni, ale w praktyce pierwszy rok z dzieckiem wygląda nadal często tak, że tata jest w pracy, a gdy wróci, to zostaje wspólnie jedynie kilka godzin. Co więcej, wielu z nas nie tylko nie ma „wioski”. Wiele osób nie ma nawet JEDNEJ osoby do pomocy – ŻADNEJ babci, dziadka, cioci, wujka, którzy wsparliby gdy rodziców rozłoży jelitówka albo pozwolili odetchnąć na chociaż jednej randce w roku by rodzice przypomnieli sobie że przed byciem mamą i tatą byli jeszcze „dziewczyną i chłopakiem”. Co więcej coraz częściej zdarza się, że nie dość, że nie ma nikogo do pomocy, to rodzice stanowią tzw. generację kanapkową – opiekują się jednocześnie swoimi dziećmi i swoimi schorowanymi rodzicami.

„Dziadkowie – niby są o wszystko spoko, ale wzięcie dzieci na noc to zawsze proszenie się i moje poczucie, że przeszkadzam. Chciałabym minimum inicjatywy z ich strony, żeby czuć, że mogę na nich liczyć nie tylko jak nie mam wyjścia, ale też z samej chęci wsparcia mnie i doświadczenia mojego dziecka.”

„Ja nie chce mieć kolejnego, bo nie mam wsparcia. Po pierwszym czułam się mega samotnie w domu, cały czas tylko z dzieckiem, mąż późno wracał z pracy.”

„My i większość naszych znajomych, chociaż nas stać i moglibyśmy mieć więcej dzieci, to zatrzymaliśmy się na dwójce. Główny powód? Wszyscy mieszkają bez dziadków w pobliżu. A już przy dwójce logistyka żłobek – choroba – praca – przedszkole – choroba – praca i tak w kółko zaczyna dawać w kość.”

„Mamy dwójkę i jesteśmy praktycznie bez żadnej pomocy. Jest tylko przedszkole. Nie mamy chętnych babć i dziadków. Ciężko tak samemu w tym świecie mieć więcej dzieci”

„Bo jesteśmy z tym sami. Od 7 lat nie byliśmy z mężem na ani jednej randce. Nie byliśmy nigdzie sami.”

Numer 3 z 93 głosami to… „nie mam siły na kolejne dziecko” – po prostu. Teoretycznie to mogłoby pasować i wprost wiązać się z innymi powodami wymienionymi tutaj, ale musiałam zrobić osobną kategorię, bo jak mantra w odpowiedziach pojawiało się po prostu „nie mam siły na kolejne”. Bez żadnego rozkładania na czynniki pierwsze. Tak po prostu.

„Mamy dwójkę, w idealnym świecie chcielibyśmy trójkę, ale po prostu nie mamy na to… siły.”

„Mam dwójkę dzieci, pracuję normalny etat, plus dojazdy, przygotowanie rano do wyjścia, powrót w korkach, zanim dojdę do siebie i coś zjem to brakuje czasu na życie. Nie mam siły.”

„Mam trójkę i nie mam już siły na więcej, nie mam czasu dla siebie (tak żeby odpocząć i mieć siłę i cierpliwość – o takich chwilach mówię).”

Numer dwa i srebrny medal za 96 głosów wędrują do… yup, wszyscy na to czekali, czyli finanse – nie stać nas na kolejne dziecko, bo fajne placówki, opieka zdrowotna, zajęcia, rozrywki, książki, zabawki, ubrania, podróże i wszystko inne kosztuje fortunę, a nie chcemy sprowadzać dziecka tylko po to by musiało spędzić dzieciństwo z rodzicami odliczającymi czy starczy od pierwszego do pierwszego.

„Chciałabym być wielodzietna, ale żeby to miało sens to musiałbym nie pracować (czas, obiady, zakupy, lekarze itp.). Na to nas nie stać i każdy wychowawczy to było przetrwanie na jednej mężowskiej wypłacie. Potrzebujemy żebym pracowała, jak chcemy mieć godne życie.”

„Dziecko to kosz, taki realny, którego nie pokrywa wcale 800+.”

„Mielibyśmy trzecie gdybyśmy mieli lepszą sytuację finansową. Nie chce w przyszłości odmawiać dzieciom karnetu na zajęcia, bo nas nie stać.”

Numer jeden to…

I to będzie chyba zaskoczenie, większe nawet niż traumy okołoporodowe (dla mnie było)

…. wiek – równe 100 osób napisało, że albo spotkało miłość swojego życia późno, albo z różnych powodów odkładało rodzicielstwo na „później” lub wcześniej mimo starań się nie udawało i teraz mimo tego, że rodzicielstwo im się podoba i czują, że byliby gotowi więcej dzieci, to ze względu na wiek i wiążące się z tym ryzyko i poczucie mniejszej ilość sił (np. na tolerowanie nieprzespanych nocy – zarwana nocka da zwykle bardziej w kość temu pod czterdziestkę niż temu co ma 25 lat) już się na kolejnego potomka nie zdecydują.

I tyle.

Najbardziej podobała mi się jednak odpowiedź, którą dostałam późnym wieczorem i brzmiała:

„Bo mam już trójkę i jeszcze nie śpią.”

A jak nie śpią to nawet zrobić kolejne ciężko, cnie? 😀

Dziękuję wam za udział, mam nadzieję, że czytanie było dla was równie interesujące jak dla mnie 😊

Jeżeli ktoś chce komentować to oczywiście zapraszam – komentarze to jednak bezpieczna przestrzeń, ocenianie któregokolwiek z wymienionych tu powodów nie będzie przeze mnie akceptowane.

Lubisz moje treści? Pomóż mi funkcjonować w zdominowanym przez rolki internecie i wesprzyj moją działalność. Możesz to zrobić, kupując jedną z moich książek. Może TA dla debiutujących rodziców przyda się Twoim znajomym? Może TA o współczesnym macierzyństwie wesprze Cię w jego trudach niezależnie od tego czy masz w domu malucha czy szkolniaka? A może TA o budowaniu w rodzinie relacji z ekranami pomoże Ci podejść do tego tematu na spokojnie i bez stresu? Dziękuję!

Może Ci się także spodobać

30 komentarzy

Aga 22 stycznia 2026 - 11:51

sztos! 🤩 I dobrze wiedzieć, że inni mają te same wątpliwości, trudności, że to nie moje widzimisię, że gdzieś tam są ludzie, którzy mają tak samo… Jest nas więcej 😅

odpowiedz
Ewa 22 stycznia 2026 - 12:49

Faktycznie, ten wiek na 1 miejscu mnie bardzo zaskoczył. Ale niestety zrozumiałe 🙁

Ale zawsze bardzo mnie smuci wątek braku wsparcia od dziadków, szczególnie pamiętając, ile czasu my spędzaliśmy u swoich nierzadko. Oczywiście, dziadkowie mają prawo do swojego życia, pracują, wiadomo, absolutnie to ma sens – ale wśród swoich znajomych widzę masę przypadków, gdzie dziadkowie po prostu sami nie chcą mieć większego kontaktu z wnukami i tyle, nie chce im się za specjalnie – ALE jednocześnie chcą mieć z nimi relację bardzo bliską i się dziwią, że jej nie ma – a tak się nie da;)

odpowiedz
alicja 22 stycznia 2026 - 13:08

Mnie też, ale podejrzewam, że to kwestia demografii moich odbiorców – sama mam 41 lat, czytają mnie głównie milenialsi, bo dla zetek to pewnie za cringowa jestem, więc tutaj pewnie to się podziało.
Co do dziadków – 100% zgody! Ja zawsze mówię, że na 3 bym się nigdy nie zdecydowała gydybśmy nie mieli potężnego wsparcia od strony dziadków. To bardzo ułatwia rodzicielstwo.

odpowiedz
Zetką 03 27 stycznia 2026 - 23:48

Dla Z-etek też jesteś spoko wcale nie cringowa 🫣😆

odpowiedz
Maria 22 stycznia 2026 - 12:49

super interesujące zestawienie, odnalazłam nawet w nim swoje głosy 😉

odpowiedz
na_zawiasach 22 stycznia 2026 - 13:05

Nie myślałam, że ten punkt „obawy o zdrowie kolejnego potomka” będzie tak wysoko! Mega ciekawe

odpowiedz
Anna 22 stycznia 2026 - 15:10

Świetna praca, daje do myślenia. Sama odnajduję się w wielu punktach, zazwyczaj rzeczywiście jest to mieszanka wielu różnych powodów. Jakby tak uogólnić: kwestie okołofinansowe (czyli kwestia pracy, co jestem w stanie zapewnić dzieciom, czy stać mnie na większe mieszkanie, samochód, zajęcia, zapewnienie opieki dzieciom itd.), osobno kwestie zdrowotne (nie mam zdrowia na kolejne dziecko, nie mam jak zajść w ciążę przez stan zdrowia, nie doszłam/długo dochodziłam do siebie po ostatniej ciąży i porodzie, choroba w rodzinie) i kwestie psychiczne (nie mam potrzeby/siły na więcej, mam traumę po ciąży/porodzie/poronieniach, boję się o przyszłość moich dzieci i świata, w którym przyjdzie im żyć) to się okazuje, że w każdym z tych obszarów można odnaleźć siebie (w większości). Jednak jak zaczyna się to rozkładać na czynniki pierwsze to się okazuje, że mamy podobnie, ale jednak inaczej. Ta mnogość doświadczeń sprawia, że każdy ma swoje indywidualne, niepowtarzalne “dlaczego”, często trudne do ujęcia w kilku słowach lub zdaniach.

odpowiedz
Marta 22 stycznia 2026 - 15:43

Aż sobie sprawdziłam, co ja napisałam, bo odnalazłam się i w którymś z tych pierwszych, np o większym aucie jak i w tym ostatnim, czyli już po prostu jestem na to za starą.

odpowiedz
Justyna 22 stycznia 2026 - 17:51

Świetny, bardzo ciekawy tekst, dziękuję.

odpowiedz
Agata 22 stycznia 2026 - 18:31

Dla mnie to było okropne, wiadomo, to moja psychika tutaj mocno działała, ale całą ciążę ciągle się martwiłam o to dziecko, o każde kolejne badania, które mogłyby wyjść źle.
I też te pierwsze miesiące po narodzinach – CZY ABY NA PEWNO wszystko z tym dzieckiem jest ok?

odpowiedz
Karolina 22 stycznia 2026 - 21:19

Świetny artykuł i pokazujący różne perspektywy,o których w większości bym nie pomyślała.

Co do złotego medalu,jak to mówi mój mąż: cud,że jestem w ciąży patrzac po tym o jakich porach nasza pierworodna chodzi spać.

Podziwiam wszystkie matki,które przy ilości dzieci większej niż 1 czują,że poświęcają dziecku dokładnie tyle samo uwagi,ile potrzebuje,nie zaniedbując przy tym relacji z drugim.

To niesamowite,ile jesteśmy w stanie przetrwać dla tych małych latorośli,a niby jesteśmy słabą płcią:)

odpowiedz
Natalia 22 stycznia 2026 - 13:48

Nie mam dzieci, ale mnie, jako bezdzietnej mega pomógł ten post też w pełni zrozumieć z czym się wiąże ciąża, poród, połóg i wychowywanie dziecka. Niby się wie takie ogólne rzeczy, ale jak się zbierze je w jednym miejscu, to odbiór jest też totalnie inny, bo widzi się, że dużo trudności występuje razem, obok siebie. Dziękuję za tą pracę.

odpowiedz
Ewa 22 stycznia 2026 - 14:20

W kilku z tych powodów znalazłam siebie. Dla mnie chyba głównym jest to, że teraz stawiam na siebie, i ucieszyłam się, kiedy go tu przeczytałam. Świetny tekst, świetna robota!

odpowiedz
Aneta Leżoń 22 stycznia 2026 - 14:30

Fakt, że coraz więcej kobiet ma pierwsze dziecko około 35 roku życia (ja!) sprawia, że tych dzieci będzie mniej. I ten brak siły… Bliskie mi sa te powody.

odpowiedz
Agnieszka 22 stycznia 2026 - 17:42

Bardzo ciekawy wpis, fajnie zobaczyć perspektywę innych osób, człowiek czuje że nie jest sam w trudnościach rodzicielskich

odpowiedz
Angelina 22 stycznia 2026 - 19:49

Już zapomniałam, co i jak głosowałam, ale czytając ten tekst, miałam co chwilę „o też tak mam, o to o mnie też”

odpowiedz
Monika 22 stycznia 2026 - 20:16

O, z autem jeszcze kwestia parkowania – nawet jak stać na sensiwne auto, to może nie być gdzie nim stanąć w pobliżu domu – #mieszkaniewbloku

odpowiedz
Martyna 22 stycznia 2026 - 20:50

To jest wspaniały artykuł! Dziękuję. Wszystkie gazety świata powinny go wydrukować i nie zapraszam do dyskusji w tym temacie. Buziaki 🙂

odpowiedz
Kasia 22 stycznia 2026 - 22:10

Sama właśnie z powodu wieku nie zdecyduję się na drugie dziecko. Czytając czekałam na ten argument i byłam zdziwiona, że go nie ma. A tu jednak jest, na pierwszym miejscu.

odpowiedz
Ewa 22 stycznia 2026 - 22:38

Ostatnio czytałam artykuł na ten temat w którymś z dobrych czasopism, chyba Znak. Autor podawał różne statystyki, porównywał poziom zatrudnienia i metraż przeciętnego mieszkania w okresie wyżu demograficznego z tymi obecnymi. A mógł po prostu zapytać, tak jak Ty 😉

odpowiedz
Aneczka 23 stycznia 2026 - 01:33

Ja nie brałam udziału w ankiecie, bo obecnie jestem na etapie życia, kiedy chcę mieć kolejne dziecko (na razie mam jedno), ale… chcę je mieć MIMO TO jak bardzo, bardzo jest mi trudno, również z powodów wymienionych w tekście, takich jak brak wioski, brak sił itd. Po prostu zawsze marzyłam o dużej rodzinie (moja definicja dużej rodziny to 2+3) i to pragnienie jest tak silne, że chcę zacisnąć zęby i przetrwać ten etap pieluch, choćby nie wiem co. Natomiast na trójce chce się zatrzymać dlatego, że mam poczucie, że dla większej ilości dzieci nie starczy mi uwagi na emocje i potrzeby każdego z nich z osobna, czasu na rozmowy 1:1, cierpliwości by zbyt często nie wybuchać, logistyki by każde zawieźć na ulubione zajęcia, siły na jeszcze więcej sprzątania, funduszy by każdemu zapewnić jakiś tam start itd. itd. By zdecydować się na więcej dzieci musiałoby mnie być stać na sprzątaczke, catering i jeszcze większy dom – dla mnie te wymagania brzmią niedorzecznie, wiedząc że jestem ultra uprzywilejowana mając pełną lodówkę i prąd, ale takie mam myśli. Co chyba rzadkie, ja z odroczeniem kariery o wiele lat nie mam problemu, tym bardziej, że kiedyś chciałabym się przebranżowić na nauczycielke, więc doświadczenie jak znalazł (ale doskonale rozumiem, że niektóre kobiety chcą szybciej wrócić do zawodowej samorealizacji).

odpowiedz
ASIOWA 24 stycznia 2026 - 00:36

O mam bardzo podobnie do Ciebie ❤️ Chcę mieć kolejne przynajmniej jedno dziecko (mam jednego roczniaka), a najlepiej dwójkę, choć odnajduję się w wielu tych podpunktach. Poród totalny dramat bez poszanowania moich praw i zakończony pilnym CC, dziecko nieodczepialne i tylko chusta nas ratowała i czasem ratuje dalej, zero pomocy – tylko ja i partner, a tak bardzo samotna jak przez ostatni rok, to się nigdy w życiu nie czułam. Finansowo i mieszkaniowo jesteśmy w wystarczającej sytuacji na więcej potomstwa. A karierę… cóż, 3 razy się w życiu przebranżowiłam, zarabiałam raz mniej, raz więcej, co ja sobie nie dam rady, jakby mnie pracodawca wywalił czy co? Hold my zimna kawa 😂

odpowiedz
Mona bez ogona 23 stycznia 2026 - 10:25

Mataja w swoim stylu – poświęciła tygodnie na analizę wywodów tysięcy ludzi (zapewne przy niektórych odpowiedziach powody wymienione były do piątego pokolenia wstecz) po czym na insta… pochwaliła czytelników za przeczytanie tych kilku stron które z tych tygodni pracy powstały (co zajmuje może z 5-10 min) 😄
Dziękuję za super analizę i ciekawe jej podanie. Sama, mimo, że wylistowałam w odpowiedzi 3 główne powody, to odnalazłam się tutaj przynajmniej w 7 😉

odpowiedz
Alicja 23 stycznia 2026 - 11:11

Hahaha dzięki 😀 Tak byłam sama zaskoczona waszym odzewem, obszernością odpowiedzi i zainteresowaniem tematem. Spytałam dla siebie, okazało się, że wy też chcecie wiedzieć i napisaliście tyle słów, że mi słów brakło, za co dziękuje. Samo głowienie się jak to ująć żeby streścić jakkolwiek bez pisania całej książki było trudne 😀 Pewnie mogłam ilościowo zebrać każdy powodów jakie podało te 1000 osób, ale na to potrzebowałabym dużo więcej czasu 😀

odpowiedz
Paulina 23 stycznia 2026 - 11:35

Przeczytałam z ciekawością do końca ! Zgadzam się ,że trochę pokrzepiające jest wiedzieć ,że nie tylko my mamy problemy / wątpliwości itp . Pozdrawiam rodziców ❤️

odpowiedz
Magdalena 23 stycznia 2026 - 19:57

Bardzo ciekawy i ważny głos. Temat dotyczy mnie bezpośrednio, bo mam “tylko” jedno dziecko. Syn jest jedynek z dwóch powodów. Pierwszy i najważniejszy to stan mojego zdrowia, który bardzo pogorszył się po ciąży i porodzie a drugi to ogromna trauma związana z diagnostyką prenatalną, która w naszym przypadku okazała się zafałszowana. Syn jest zdrowy, ale wyniki były złe. Mówię tutaj o teście NITY, (nie PAPPA), który mylnie wskazał, że u dziecka występuje Trisomia 21. Dopiero amniopunkcja wykazała, że jest zdrowe. Przeżyliśmy z mężem ogrom stresu…. Mieliśmy miesiąc dosłownie wycięty z życiorysu i choć finał okazał się dla nas szczęśliwy, nie bylibyśmy w stanie tego przeżywać ponownie, gdyby znów nas to spotkało.

odpowiedz
Karolina 26 stycznia 2026 - 23:58

Najmocniej wybrzmiało dla mnie to, że decyzja o „więcej” albo „wystarczy” prawie nigdy nie jest jednowymiarowa. To nie jest jedno „bo”. To jest zmęczenie + zdrowie + relacja + pieniądze + brak wioski + to, kim się już jest po tych kilku (czy kilkunastu) latach rodzicielstwa. I nagle okazuje się, że to wcale nie jest takie zero-jedynkowe, jak lubią to widzieć komentatorzy z zewnątrz. My mamy dwójkę, taki był plan. Na trzecie brak zasobów – nie finansowych i mieszkaniowych, ale zmęczenie i stresy, dużo tego było w ostatnich latach.

odpowiedz
Asia 27 stycznia 2026 - 21:28

Dziękuję za pomysł i artykuł!
Ja sercem chcę drugie, ale wątpię jak przypomnę sobie jak nam oboju dało w kość, że bo byłam tą szczęśliwą inaczej co rzygała jak kot 9 miesięcy i cały poród i parte i po porodzie jeszcze trzy godziny. Do tego trudny poród, stresujące początki. A jak znów będzie tak? Wielkie i trudne to decyzje są!

odpowiedz
Monika 27 stycznia 2026 - 23:29

Bardzo rzeczowo wytłumaczone co i jak. Moim marzeniem od zawsze była 3 dzieci. Ciąża była piękna, czułam się lepiej niż normalnie 😂 ale ten lęk o zdrowie gdzieś się pojawiał… potem poród 12 godzin, problemy z przystawieniem do piersi (wklęsłe brodawki), depresja poporodowa… a po 5 latach okazało się, że syn ma jeszcze autyzm. Wizja kolejnego dziecka już wzbudzała we mnie napad paniki 😔

odpowiedz
Kubki 4 lutego 2026 - 12:49

Przeczytałem cały tekst z dużym zainteresowaniem – bardzo poruszający i dający do myślenia. Fajnie zobaczyć tak wiele różnych perspektyw i poczuć, że te wątpliwości są wspólne dla wielu osób. Świetna robota, polecam każdemu rodzicowi (i nie tylko).

odpowiedz

Skomentuj