Ta jedna rzecz, która sprawi, że Twoje dziecko będzie rzadziej chorowało.

Sezon na gluty i inne paskudztwa w pełni. Internet oszalał – z każdej strony atakują nas reklamy środków na wzmocnienie odporności i artykuły oferujące sekretne receptury syropków babci Eli, które przeciwdziałają przeziębieniom, tłumią cholerę w zarodku i powalają dżumę na kolana. I choć dopóki porady te nie ocierają się o złote rady żula Edka, który twierdzi, że kto pije i pali ten nie ma robali, bo wszak on sam alkoholizuje się od lat, a ostatni raz przeziębiony był w przedszkolu ergo wóda wzmacnia odporność, dopóty nie ma w nich tak naprawdę nic złego, to jednak jako matka istot w wieku wyjątkowo podatnym na zaglucenie wolałabym znać sposoby, których działanie naprawdę potwierdzono. Bo choć placebo zawsze spoko, a dodatkowa porcja cebuli dziennie jeszcze nikomu nie zaszkodziła, to w takie dni jak dziś, kiedy okazuje się, że w przedszkolu jest ledwie 16 z 50 dzieci, bo pozostałych wymiotła epidemia, wolałabym wiedzieć co naprawdę działa.

Rzuciłam się zatem w wir przeszukiwania baz danych i znalazłam piękną publikację, całkiem świeżą, bo z 2014 roku w której to mądrzy ludzie zrobili przegląd dotychczas dostępnej literatury by sprawdzić co naprawdę pomaga w zapobieganiu przeziębieniom [1].

Okazało się, że na przeanalizowane metody uznawane w opowieściach ludowych za skuteczne takie jak podawanie echinacei (w formie soku lub ekstraktu), dodatkową suplementację witaminą D lub C, środki homeopatyczne, suplementy zawierające czosnek lub żeń szeń, probiotyki lub codzienną dawkę ćwiczeń fizycznych trudno było znaleźć twarde, a w niektórych przypadkach jakiekolwiek dowody wskazujące na ich skuteczność i jedynie dwie metody można było z dużym prawdopodobieństwem uznać za działające.

Pierwsza z nich to suplementacja cynku. Tak jest, nie witaminy C, a cynku. Rzecz w tym, że w mojej skromnej opinii nawet suplementy winno się przyjmować li tylko pod nadzorem i po konsultacji z lekarzem – zwłaszcza jeśli mamy podawać je tak małym dzieciom – warte zresztą podkreślenia jest to, że badania nad jego skutecznością w prewencji przeziębień prowadzono wśród dzieci w wieku szkolnym, a zatem wśród starszaków. Co więcej kilkoro dzieci z badań skarżyło się w trakcie suplementacji na niewielkie dolegliwości ze strony układu pokarmowego, dlatego też ja na podawanie moim dzieciakom dodatkowego cynku się bez wskazań lekarskich nie porywam – nie ma wszak tragedii z ich częstotliwością chorowania więc świadoma roli cynku wole sięgać po prostu po produkty bogate w cynk – TU macie tabelę. Szczęśliwie wysoko w rankingu znajduje się ukochane przez moje dzieci kakałko (to prawdziwe, co książkę wydaną przez Extra Ciemne napisało, nie takie ala napój), a gdzieś tam na końcu listy pałęta się też sucha buła, więc myślę, że w kategorii cynk z diety dajemy radę.

Sięgamy za to ochoczo po hit metod prewencyjnych, bohatera z premedytacją zastosowanego tabloidowego tytułu, który zazwyczaj przewodzi tego typu treściom, tytułu którego nienawidzicie, a w który i tak klikacie, mimo że w środku z reguły nic odkrywczego nie czeka. Obawiam się, że tym razem będzie podobnie, bowiem metodą faktycznie redukującą częstotliwość zapadania na przeziębienia i inne paskudztwa, metodą, która jak stwierdzono w jednym z badań w skrajnych przypadkach może zmniejszać częstotliwość zapadania na infekcje układu oddechowego wśród dzieci w wieku do lat pięciu nawet o połowę jest… pospolite mycie rąk.

Jest tylko jeden mały problem.

Większość dzieciaków myć rąk nie potrafi. Wśród dorosłych dobrze, czyli w sposób, który naprawdę pomaga w zapobieganiu i rozprzestrzenianiu zarazy, robi to jedynie 5%, a przynajmniej tak wynika z niedawnego badania, które przeprowadzono w publicznych toaletach, czyli miejscu w którym wydawałoby się ludzie pucują ręce wyjątkowo troskliwie [2]. Wśród dzieci odsetek ten musi zatem oscylować w okolicach 0.

W związku z tym zanim sięgniecie po czarujące internetowe sposoby na zarazę wszelaką albo wydacie fortunę na apteczne cukierki z witaminami wróćcie na chwilę do podstaw i nauczcie dziecinę jak myć ręce, bo to umiejętność, która raz opanowana chroni na zawsze – również w dorosłości. I to również potwierdzają badania.

Ot choćby to w którym w grupie rekrutów amerykańskiej armii wprowadzono program zwany „operacja kaszel stop” – który to program miał nauczyć rekrutów prawidłowych nawyków mycia rąk. Po dwóch latach od jego wprowadzenia częstotliwość zapadania na infekcje układu oddechowego wśród rekrutów tej grupy była o 45% niższa niż wśród pozostałych rekrutów [3]. Również brytyjskie badanie przeprowadzone w 16 000 gospodarstw domowych wykazało, że mieszkańcy tych domów, które objęto specjalnym internetowym programem edukacyjnym krzewiącym wiedzę na temat prawidłowego sposobu mycia rąk i jego roli w rozprzestrzenianiu chorób rzadziej zapadali na infekcje układu oddechowego i jelitówki, rzadziej też zlecano im antybiotykoterapię [4]. Podobne obserwacje pojawiają się w wielu innych badaniach.

Dlatego jakiś czas temu się zawzięłam i jedną z rzeczy, które obrałam sobie za rodzicielski punkt honoru było nauczenie Pierworodnej porządnego mycia rąk (Drugorodnego na razie nadzoruję w trakcie tej czynności więc to inna bajka). Teraz kiedy ktoś nas odwiedza z zaskoczeniem reaguje na wydobywające się z toalety gromkie sto lat odśpiewywane z głębi serca przez Pierworodną – by nauczyć ją, że mycie rąk trwa dłużej niż szybkie zmoczenie i dwa muśnięcia rąk kazałam jej bowiem myć tak długo aż nie skończy się piosenka. Pokazałam jej też jak się powinno czyścić łapki i że nie chodzi tylko o milusie muskanie mydełkiem.

Wam też polecam zabranie się za to, bo mycie rąk to sprawdzona, tania i skuteczna, a w dodatku pozbawiona skutków ubocznych metoda, która wyjdzie na zdrowie nie tylko waszym dzieciom, ale też moim i całej reszcie populacji. TU znajdziecie instrukcję prawidłowego mycia rąk. Pamiętajcie też, że równie ważne jak mycie jest porządne wysuszenie.  A skoro już przy suszeniu jesteśmy to w publicznych toaletach lepiej nie korzystajcie z suszarek do rąk, zwłaszcza takich w których obie ręce wkłada się pomiędzy strumienie powietrza płynące z obu stron – badanie z zeszłego roku wykazało, że w porównaniu z papierowymi ręcznikami suszarki stanowią wyjątkowo radosną wylęgarnię zarazy – jeśli w WC nie ma ręczników lepiej zatem wytrzeć ręce chusteczkami higienicznymi [5].

I pamiętajcie tu nie chodzi o trzymanie dzieciaka w sterylnych warunkach, bo to przynosi odwrotne efekty, chodzi tylko o prawidłowe nawyki mycia rąk – maluchy mają bowiem tendencję do dłubania w nosku czy wkładania paluszków do buzi, aplikując chorobotwórcze paskudy wprost na śluzóweczkę i ułatwiając im dość znacznie zasiedlenie swej skromnej osoby. Całkiem chorować i tak nie przestaną, bo to dzieci, a dzieci chorują, ale może choć nieco uda się dzięki temu prostemu przecież sposobowi zniwelować częstotliwość.

ps. i nauczcie dzieciaki, że kicha i kaszle się w zgięcie łokcia – kichanie w dłoń jest kiepskim pomysłem, bo potem dzieci taką zakichaną, nieumyta dłonią dotykają wszystkiego i wszystkich, a zaraza rycząc z radości przenosi się na kolejnych ludzi.

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

43 komentarze

  • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

    Piwnooka

    Coś mi się pokićkało i “Sto Lat” śpiewam przy myciu zębów. Ale wolno ? Te złe nawyki w myciu rąk to jak nie dom, to przedszkole. Jak odbieram Antka, zawsze proszę żeby skorzystał z toalety i zawsze zawracam go, żeby ręce umył. 2 sekundy to trwa. A Nina to obecnie lubuje się w namydlaniu, więc każdorazowo minimum 5 minut nam schodzi w łaziencez

  • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

    mania

    I potem miliony papierowych ręczników wędrują na wysypiska… A wystarczy mieć przy sobie kilka czystych, wypranych chusteczek (takich jak używały nasze babcie) i potem siup do pralki.

    • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

      alicja

      Ależ nikt Ci nie broni noszenia przy sobie takowych 😉 przy okazji pranie takich chusteczek tez nie jest obojętne dla środowiska 😉

      • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

        Magdalena

        mam podejrzenia, że wypranie malutkiej chusteczki ze standardowym praniem zużyje dużo mniej wody, niż wyprodukowanie takiej papierowej bielonej chlorem, a zapewne nawet nie zużyje jej wcale, bo pranie i tak zrobić trzeba, a taki ładunek raczej wsadu nie obciąży ;p

        • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

          alicja

          No jasne, ale jak już jestesmy eko to bądźmy eko i uzywajmy tych chusteczek tam gdzie rzeczywiscie ich schodzo dużo czyli w domu na smarki i wtedy idą Ci te chustki jak woda i trzeba ich w znacznie większych ilościach i praniach niż jedna wizyta na miesiac w publicznej toalecie 😉

          • Styczeń 20, 2017

            Magdalena

            tak właśnie robię, mam dla dziecka chusteczki z flaneli, są dużo lepsze o jednorazówek, nie podrażniają noska i zawsze są miękkie. koszt wykonania prawie zerowy: pocięłam starą poszewkę z poduszki. a w toalecie wycieram dziecięce łapki w mały ręczniczek, który zawsze jest gdzieś w odmętach mojej torby (choć od urodzenia synka ta torba jest raczej jego hehhe)

          • Styczeń 20, 2017

            Alicja

            to szacun 😉

  • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

    Michewka

    A co powiesz na psikanie nosa woda morska po przyjściu do domu? Chodzi o wymycie lub zmianę otoczenia na nieprzyjemne dla wirusów…
    taki sposób sprzedała mi pani laryngolog ze wschodu,gdy byłam u niej na konsultacji w ciazy 🙂

    • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

      alicja

      A tak widzisz – tam też pisali o płukaniu, ale przede wszystkim gardła i wodą – dowody mętne tak jak w pozostałych przypadkach, choć na oko bardziej skuteczne niźli echinacea czy witamina d, co do których pisali, że nieskuteczne, ale na równi z dowodami na żeń szeń czy ćwiczenia fizyczne co do których pisali, że niejasne i niekonkluzywne

      • Odpowiedz Lipiec 12, 2018

        Kiki

        Japonczycy maja zwyczaj plukania gardla kilka razy na dzien – czezto po powrocie do domu.
        W japonskich ddrogeriach sa specjalne polki z plynami do ugai. 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

    Kasiabob

    Ależ napięcie zbudowałaś, moja droga, normalnie jak Hitchcock 🙂 !

  • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

    Ayayaya

    Kiedyś będac w miejscu publicznym, gdzie wydawać by się mogło przychodzą ludzie na poziomie, poczyniłam obserwację. Stałam w kolejce do toalety i zupełnie bez takiego zamiaru patrzyłam ile kobiet myje ręce po wyjściu z toalety. Wyniki były szokujące. Większość nie myła. Co trzecia,czasem co czwarta osoba szła do umywalki. To jest przerażajace.
    Może nie będę pisać o obserwacjach miejsc, gdzie zasady higieny powinny być szczególnie przestrzegane.

    • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

      alicja

      no oni niestety mieli w tym badaniu podobne obserwacje, że część nie myła – może nie większość ale spora część.

      • Odpowiedz Styczeń 20, 2017

        Mama Mimi

        Rece mozna umyc najdokladniej jak sie umie,ale potem trzeba otworzyc drzwi 😉 i czym sie tej klamki brudnej dotyka? Heh… Ci co rak nie myja tez jej dotykaja :/

        • Odpowiedz Styczeń 24, 2017

          Paulina

          Ja otwieram łokciem 😉

    • Odpowiedz Styczeń 25, 2017

      ania

      mój osobisty hit: w szpitalu w łazience pełno plakatów, żeby myć ręce… ale mydła brak!

  • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

    Ania

    Artykuł super (jak zawsze) i zdecydowanie się zgadzam (jak zawsze), ale może popraw tę śluzóweczkę 🙂 I niestety link do sposobu mycia rąk na stronie Lanceta wymaga logowania :/

    • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

      admin

      Link i śluzotwór już poprawione jakiś czas temu – więc link powinien chodzić – może odśwież stronę?

  • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

    root

    Widziałam odcinek Pogromców Mitów w którym badali jaka metoda kaszlenia, kichania i wycierania nosa jest najczystsza i najmniej roznosi zarazki dookoła – wyszło właśnie zgięcie łokcia. Wszystkie inne powodowały rozsiewanie na kilka metrów fontanny zarazy i roznoszenie po wszystkim czego kichający się tknął.

    • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

      admin

      o widzisz! dzięki za info!

  • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

    maja

    uwielbiam Twojego blogaaaa! ja po ostatnich pobytach z Mloda w szpitalu na zapalenie pluc (ciagle sie leczymy) rozwazam nawet, oprocz wlasnie porzadnego mycia rak, zakup na tą zimę takiego plynu do dezynfekcji jaki maja w szpitalach.. moze to troche przesada, ale 2 pobyty w szpitalu w ciagu niecalego miesiaca sprawiaja ze nie chce wiecej:) a propos plukania sola , przeczytalam dzis artykul: http://smoglab.pl/prof-czarnobilska-mowi-co-smog-robi-ze-zdrowiem-i-radzi-jak-sie-chronic/

    • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

      alicja

      Fantastyczne – dziękuję!

    • Odpowiedz Styczeń 20, 2017

      Tasza

      Niestety takie płyny mają to do siebie że zabijają naszą naturalną florę (tą ktora siedzi w porach skóry) a ktora jest potrzebna do walki z tymi zlymi bakteriami!! A dobre mycie bez problemu zmyje “zle” drobnoustroje.

    • Odpowiedz Luty 22, 2017

      Mysz

      Zdziwiło mnie zalecenie “niewietrzenia”w razie smogu. Jakoś utkwiło mi w głowie wskutek wieloletniego powtarzania, że powietrze w mieszkaniu” samo się zanieczyszcza” – bez wentylacji jest zbyt wilgotne, zawiera bakterie, wirusy, zarodniki pleśni, kurz z roztoczami, nadmiar dwutlenku węgla, niedomiar tlenu, radon, resztki lotnych substancji uwalnianych z farb i tworzyw sztucznych… Najlepiej się tego wszystkiego pozbyć wietrząc / otwierając okna. Unikanie wietrzenia z kolei słabo chroni przed smogiem, bo wymiana powietrza i tak następuje…

  • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

    Paulina

    Moja latorośl jeszcze młodziutka bardzo, 1 rok i 8 miesięcy, a myjemy rączki za każdym razem po powrocie ze żłobka, przed jedzeniem, po zmianie pieluchy itp. Uwielbia myć ręce, można się przy tym pobawić i nawet czasem najeść ( mydłem) jak mama nie była dość szybka 😉 I oczywiście do zabrania się za tę naukę zainspirował mnie tekst przeczytany właśnie tu i ogromne wyrzuty sumienia, że jako matka, wzór i przykład, sama ręcę myłam w domu tak rzadko ;/

    • Odpowiedz Styczeń 20, 2017

      Mama Mimi

      ..a mi wlasnie doradzono w sprawie okrutnie suchej skory na dloniach-za czesto pani myje rece 😉

      • Odpowiedz Sierpień 30, 2017

        Mania

        To najlepsza opcja to zmienić mydło na takie, które ma mniej agresywne detergenty – typowe mydło może powodować suchość. To nie reklama, ale ja ostatnio odkryłam firmę Yope i nagle jakoś nie muszę co chwilę szukać kremu do rąk ?

  • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

    Mama Ewci

    Oj, nie zapomnę, jak w dzieciństwie mój Tata zawsze przy jakiejś infekcji głośno nas upominał: “Zasłaniaj usta, kiedy kaszlesz kub kichasz! Nie roznoś dalej choroby!’. I właśnie prosił, żeby używać do tego celu łokci. Sam tak robił, więc przykład szedł z góry. 😉

  • Odpowiedz Styczeń 20, 2017

    Małgosia

    Cześć odnalazłam wasz blog przez przypadek i czerpie z niego garściami. Wasze wpisy/ artykuły są dla mnie czasem nieoceniona pomocą. Jednak chciałabym sie dowiedzieć jak mogę pomoc mojemu synkowi w ciagu ostatniego roku miał 5 razy zapalenie ucha i anginę ropna wiec 6 razy w ciagu 12 miesięcy brał antybiotyk !!! O zgrozo zapalenie ucha miał teraz w święta i wróciło teraz po 2 tygodniach. Janek ma 23 miesiące w tej chwili jest bunt 2 latka wszystko na nie/ ja sam oraz przechodzimy bunt jedzeniowy nie chce spróbować żadnej wędliny sera jajek w jakiej kolwiek postaci kiełbasy parówek itp. Mięso je bardzo rzadko i niechętnie wiec go nie zmuszam. Przemycam jak tylko mi sie uda jajko w kluskach lanych mięso czasem w zupie zmiele. Mieszkamy na stałe w Szkocji wiec szanse by zobaczyć sie z pediatra są równe 0 a internista mówi ze on dobrze wyglada. Jednak martwi mnie ilośc i częstotliwość antybiotyku który dostajemy. Jak zapobiegać zapaleniu ucha ?

    • Odpowiedz Styczeń 20, 2017

      Alicja

      Zapalenie ucha zwykle bierze się z kataru tak naprawdę pilnuj żeby często dmuchał nosek, każ mu dmuchać baloniki albo słomkę włóż w wodę niech w nią dmucha żeby się bulki robiły, jest też takie coś jak inhalacje AMSA – cykl 10 zabiegów w PL około 150-200 zł może w Szkocji znajdziesz gdzieś? A jak nie to może przy pobycie w Polsce się uda? Ja bym uderzyła do laryngologa, bo ucho boli mocno, ale nie zawsze jest przy nim potrzebny antybiotyk 🙁

    • Odpowiedz Styczeń 23, 2017

      Paula

      Hej tez mieszkam w Szkocji. Corka czesto chorowala tak jak twoj syn trafilismy na super lekarza gp i dal skierowanie na badania krwi i wymaz gardla. Okazalo sie, ze mala ma anemie i do tego wyszedl w duzej liczbie paciorkowiec. Pol roku leczylismy anemie. Od tego czasu minelo 2 lata corka nie choruje, zlapie katar jak to dziecko i przeziebienia. Ale juz bez antybiotykow i innych lekow. Popros gp o skierowania, na pewno przy tak czestym stosowaniu antybiotykow beda to chcieli sprawdzić.

    • Odpowiedz Styczeń 23, 2017

      Paula

      A na katar polecam sinusrinse. Butelka ktora pluczesz nos z kataru, roztworem fizjologicznym. Mozna kupic na ebay. Cala moja rodzina uzywa (kazdy ma swoja ?). Na youtube pelno filmikow jest jak to uzywac .

  • Odpowiedz Styczeń 20, 2017

    lopo

    Bardzo słuszne uwagi w temacie mycia rąk. Faktycznie większość ludzi nie robi tego poprawnie, a to świetny sposób na zmniejszenie ryzyka zachorowania. Chociaż nie do końca zgodzę się, że jeśli już przeziębienie nas dopadnie, to nie da się nic zrobić. Chociażby wspomniana w artykule witamina C podawana w odpowiedniej formie (liposomalnej a nie w proszku albo tabletkach) i odpowiednio dużej dawce może skutecznie skrócić czas trwania infekcji. Dzięki za wpis!

    • Odpowiedz Styczeń 23, 2017

      Alicja

      Ale ja nie pisałam nic o momencie w którym dopadnie nas przeziębienie tylko o zapobieganiu tymże 😉

  • Odpowiedz Styczeń 21, 2017

    Rita

    Bardzo przydatny wpis, super! Muszę jeszcze tylko wypracować jakiś mądry sposób, jak myć rączki mojej trzymiesięcznej koneserki własnych piąstek 😛
    Przy okazji, trafiłam ostatnio na artykuł, z którego wynika, że przyjmowanie witaminy C jako środka zaradczego przed przeziębieniem rzeczywiście nie ma większego sensu, to jednak skraca ona czas trwania infekcji, zwłaszcza u dzieci: http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/14651858.CD000980.pub4/abstract

    • Odpowiedz Styczeń 23, 2017

      Alicja

      Tak rzeczywiście są przesłanki sugerujące, że wit C przy przeziębieniu może skrócić czas jego trwania.

  • Odpowiedz Styczeń 21, 2017

    K.K.

    Też akurat przechodzimy zapalenie ucha, więc się podepnę. Te baloniki i słomkę to trzeba dmuchać nosem??? Czy normalnie buzią?

    • Odpowiedz Styczeń 23, 2017

      Alicja

      Buzią normalnie tak – mamy wprawę bo moje starsze z uszami miało problem długo, acz u nas czynnik genetyczny zdaje się przeważył 😉

  • Odpowiedz Styczeń 23, 2017

    wisznu

    to ja chciałbym podrzucić informację o entitisie:

    http://pogromcyreklam.blogspot.com/2016/11/entitis-na-nawracajace-infekcje-garda-i.html
    http://www.calareszta.pl/moje-dzieci-juz-nie-choruja/
    http://www.wiz.pl/8,1833.html (tu uwaga – wpis jest sponsorowany)

    z prywatnego doświadczenia mogę powiedzieć, że u nas skrócił ilość zachorowań (i nieobecności w żłobku) o połowę

  • Odpowiedz Styczeń 30, 2017

    mamuska_karo

    kiedy moj maluch wybieral sie do przedszkola chcialam go dobrze do tego przygotowac, chodzi mi tu o odpornosc, bo wiadomo jak to jest z chorowaniem dzieci w przedszkolach…wiecej dni choruja niz chodza do przedszkola..dlatego zrobilam mojemu maluchowi kuracje polyvaccinum, to szczepionka w formie kropli do nosa, uodparnia ona na rozne choroby gornych drog oddechowych, ktore to zdarzaja sie dzieciakom najczesciej! byla to bardzo dobra decyzja, bo widze ze teraz dzeici duzo choruja, a moj malec dzielnie chodzi co dzien do przedszkola, infekcje wogole go nie lapia!!

  • Odpowiedz Czerwiec 12, 2017

    Paula

    Świetnie Pani pisze, aż miło czytać ??
    Pozdr i powodzenia w prowadzeniu bloga ?

  • Odpowiedz Sierpień 31, 2017

    E.M.

    Czytam tego bloga od dawna i innym też polecam- chociaż zazwyczaj nie komentuję, to za ten wpis muszę gorąco podziękować 🙂 Jako lekarz “dzieciowy” non stop dostaje milony pytań o witaminki, syropki i różne cuda na odporność. Dzieci chorują, rodzice chcą pomóc, a przemysł farmaceutyczny bombarduje podpowiedziami i ciężko jest wytłumaczyć co ma udowodniona skuteczność w zapobieganiu infekcjom. Mam nadzieję, że ten artykuł uświadomił jak najwięcej rodzicow. Jeszcze raz 100 krotne dzięki i powodzenia w dalszym pisaniu!

  • Odpowiedz Wrzesień 18, 2018

    L.S.

    Dziekuje za ten post, jako mama, ale i jako naukowiec pracujacy nad zapobieganiem chorobom zakaznym. Bedac na wakacjach w Polsce, przerazila mnie ilosc reklam super-lekarstw/suplementow jakimi jestesmy bobmardowani z radia i telewizji. Zapominamy o tym najprostszym i najtanszym sposobie ochrony naszych dzieci i nas samych przed wieloma chorobami; myciu rak. Jako dowod naukowy dorzucam jeszcze kilka referencji :
    https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16023513/
    https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9052131/

    A na deser poradnik w obrazkach dla rodziciw :
    http://raisingchildren.net.au/articles/pip_hygiene.html

    Pozdrawiam i zycze powodzenia w dalszym pisaniu

Leave a Reply