Niedawno, dzięki Waszemu ogromnemu odzewowi i zainteresowaniu, opublikowałam tekst o tym dlaczego nie chcecie mieć więcej dzieci (jest TUTAJ). Jego popularność i serdeczne reakcje mnie szalenie zaskoczyły – dziękuję wam za to bardzo.
W odpowiedziach zaczęły się pojawiać jednak też takie wątki:

I pomyślałam – czemu nie! Nikogo nie zamierzam namawiać na dziecko – decyzje prokreacyjne powinny być indywidualne i dla każdego jego decyzja będzie jedyną słuszną, ale wiem, że faktycznie jest jakaś grupa osób, która stoi w rozkroku. Która podpisze się pod niemal każdym z punktów na „nie”, ale gdzieś tam w głębi duszy myśli „a może jednak tak?”. Miałam podobne dylematy przed decyzją o trzecim dziecku.
Wasze odpowiedzi czytałam z gargantuiczną przyjemnością. Po masie trudnych historii, rozterek i zderzeniu z walcem życiowych przeciwności, które wydzierały się z odpowiedzi na poprzedni wątek, to było jak wizyta w sklepie z cukierkami. Lekkie, radosne i przede wszystkim… piękne.
Odpowiedzi było znacznie mniej – ledwie kilkaset, co na tle tysięcy poprzednio wydaje się małą grupką, ale nie powiedziałabym, że to wynika z tego, że nie warto dzieci mieć. Albo że macierzyństwo jest tak trudnym, szorującym po ziemi doświadczeniem. To znaczy jest, ale jest nie tylko tym – ono jest tym wszystkim jednocześnie😊 Podobnie było zresztą gdy rozmawiałam z wami przy tworzeniu mojej książki Pierwsze Lata Życia Matki – wówczas też o trudnościach rozmawiałyście chętniej i liczniej, niż o blaskach. I tak jak napisałam w książce, nie uważam, że wynika to z tego, że macierzyństwo nie ma blasków. Bo ma ich mnóstwo, niemniej wymienić racjonalne „wady”, przeszkody i powody na nie jest zwyczajnie łatwiej – one są definiowalne, klarowne, wyraźne. Uczuć zaś, atawistycznej więzi, szczęścia, potrzeby – tego nie da się łatwo zdefiniować, opisać, ubrać w ramy. Bo tak jak napisałam w książce w ostatnim jej rozdziale – tym o blaskach – pewnych rzeczy nie da się opisać w żaden sposób. Pewne rzeczy trzeba po prostu poczuć by je zrozumieć.
Sprawdźmy jednak co mówili Ci, którzy spróbowali.
Podobnie jak w tekście o tym dlaczego żadnych więcej dzieci, i tutaj poprosiłam o próbę wskazania pierwszego powodu, który przychodzi wam do głowy na hasło dlaczego chcieliście mieć kolejne dzieci i uważacie, że było warto. I podobnie jak poprzednio, zwykle wybór ścieżki „zróbmy sobie jeszcze jedno” był rezultatem miksu co najmniej kilku takich czynników – nawet jeśli jeden wysuwał się na prowadzenie. Poniżej znajdziecie je w kolejności od pojawiających się najrzadziej do najczęściej. Jednocześnie zastrzegam, że spora część osób pisała, że decyzja była łatwiejsza, bo byli zabezpieczeni finansowo/zawodowo/życiowo. Więc choć niektóre z poniższych powodów mogą się wam wydać bardzo romantyczne, to jednocześnie warto mieć w pamięci, że wiele z tych osób jasno podkreślało, że ta pragmatyczna cześć była najpierw zaopiekowana i dzięki temu mogli wejść w obszar romantyczny.
W treść wrzucam też, jak poprzednio, fragmenty waszych wypowiedzi (nie zawsze tam gdzie to był główny powód, czasem wycięte fragmenty) po to by pokazać jakie złożone były wasze przemyślenia 😊
No to jedziemy. Odpowiedzi, które padły raz, dwa lub trzy razy:
– wpływ grupy religijnej – tutaj mamy do czynienia z sytuacją w której to wiara nadaje optyki, że dzieci to błogosławieństwo, radość i szczęście i każde kolejne jest właśnie tak witane w rodzinie
– bo pojawił się nowy partner z którym kolejne dzieci chciało się mieć – poprzedni zawiódł jako ojciec i partner, związek się rozpadł, ale po czasie pojawił się człowiek, który doskonale rokował i chęć na więcej dzieciaków się pojawiła – to jest wart odnotowania kontrast wobec często wymienianych powodów na nie tzn. nie mam z kim mieć tych dzieci, bo związek tego nie dźwignął.
– bo nie chce samotnej starości – zanim wejdziecie w tryb „dziecko nie jest od podawania szklanki wody na starość” to kompletnie nie o to tu chodzi, tylko o wizję fajnej, dużej rodziny, dla której jest się fajną, ciepłą babcią, która jesień życia spędza na tworzeniu dla nich otwartego, gwarnego domu i w takim otoczeniu odchodzi z tego padołu łez. Nie brzmi to jak zły plan na starość, nie?
– kwestie prawno-finansowe – tutaj mieliśmy do czynienia z decyzją o kolejnym dziecku, ze względu na ulgi podatkowe lub ochronę przed nieuchronnym w danym miejscu pracy zwolnieniem po powrocie z urlopu macierzyńskiego
– „bo pierwsze tak dało w kość, że stwierdziliśmy, że gorzej już nie będzie” – tutaj znowu mamy kontrę do powodów na nie. Dla bardzo licznej grupy osób, to jak trudne było pierwsze/jedno z kolejnych dzieci stanowiło ostateczny argument by linie produkcyjną nowych człowieków zatrzymać na zawsze. Tutaj mamy odwrócenie tego trendu i radosny skok na głęboką wodę, bo skoro już raz się to zrobiło, to przecież wiemy jak w niej pływać
– zastępowalność pokoleń i kryzys demograficzny – troska o kraj i jego demografię to jest powód, którego się nie spodziewałam, a nie dość, że pojawił się kilka razy na pierwszym miejscu, to jeszcze był całkiem często podnoszony jako powód poboczny/dodatkowy. Cudownie ciekawe!
– bo chciałam zobaczyć jak to jest mieć tylko jedno dziecko – kiedy dostałam pierwszy raz takie uzasadnienie od mamy bliźniąt, to się zdziwiłam, a kiedy na priv zaczęły się pojawiać kolejne mamy bliźniąt z dokładnie takim samym uzasadnieniem, zdziwiłam się nawet bardziej. Po namyślę się jednak zupełnie nie dziwię – mamy bliźniąt i wieloraczków, to są dla mnie pro-dorośli ludzie, bo ja z jednym noworodkiem za pierwszym razem ledwo zipałam, a co dopiero gdy jest ich więcej, zatem sprawdzenie jak to wygląda z jednym nie dość, że może wydawać się tutaj kuszące, to jeszcze jest trochę jak powód poprzedni – przeszliśmy to kiedy był hard core, więc przecież gorzej być nie może!
Powody, które padły po 5-9 razy:
– bo w dużej ilości „swoich ludzi” jest moc i siła – ja ten element totalnie rozumiem, wiem, że on jest dość niszowy, ale odczuwam do głębi atawistyczną moc własnej watahy na świecie, to byłby mój prywatny powód nr 2.
„Urodziłam właśnie trzecie dziecko, a już mi się marzy kolejne. Fajnie jest mieć dzieci, bo wtedy masz dużo miłości, dużo radości, masz swoje „stado”, swoich ludzi, którzy Cię lubią, kochają, możecie dzielić wspólne pasje, tworzyć własne mikroświaty, jest coś pięknego w pokazywaniu i objaśnianiu tym nowym ludziom świata”
„Rodzina to siła – naprawdę w to wierzę i widzę na co dzień”
– bo chcieliśmy spróbować postarać się o inną płeć – podejrzewam, że gdyby nie to, że trafiła nam się mityczna parka, to mógłby to spokojnie być jeden z powodów za numerem 3. I nie, wychillujcie internetowi wieszcze zagłady świata – to z ciekawości, nie z braku miłości do samych córek/synów. I nie te dzieci nie są z góry skazane na cierpienie i brak akceptacji – ja po samych córkach miałam być synem. Sebą chyba nawet. No nie wyszło 😀 Do dziś mnie to że miałam być Sebą bawi. Ale ja mam fajnych rodziców może w tym sekret tego że Seba mnie bawi, a nie położył się cieniem na cały mój żywot 😀
– bo chcieliśmy sprawdzić jakim człowiekiem będzie kolejne dziecko – jedną z moich ulubionych ciekawostek z połączenia moich dwóch ulubionych światów tj. rodzicielstwa i genetyki jest to, że matki większej ilości dzieci są całkiem dobre w przewidywaniu w jakim stopniu dana cecha jest determinowana genetycznie, a w jakim środowiskowo. No i tu mamy ewidentny przykład na to, że rodzice wraz z kolejnymi dziećmi też zauważają, że dziecko nie rodzi się jako biała kartka i są ciekawi co wyjdzie w kolejnym genetycznym losowaniu. Totalnie rozumiem i szanuje.
„Chcę kolejne, bo wciąż nie mogę wyjść z podziwu jaką mamy wspaniałą dwójkę i jestem strasznie ciekawa jakie byłoby trzecie. I chciałabym mieć dużą rodzinę, bo wychowałam się w małej.”
„Jestem super ciekawa jakie to kolejne maleństwo by było. Do kogo podobne. Co by lubiło. Jaki miałoby charakter. Fajnie mieć dużą rodzinę. Mi duża rodzina kojarzy się z dużym szczęściem”
Kolejne miejsce w tym rozdaniu zajmuje powód, który mnie bardzo, ale to bardzo cieszy, a brzmi on… „bo jesteśmy dobrymi rodzicami”. Osobiście uważam, że całkiem sporo rodziców, to dobrzy rodzice, którzy się nie doceniają, którzy dopatrują się błędów na każdym kroku – social media temu bardzo sprzyjają. Więc cieszę, że mamy tu takich co są w kontrze do dominującej narracji, w której co nie zrobisz jako rodzic, to i tak nie wygrasz. I którzy nie wstydzą się tego powiedzieć na głos.
Równie często pojawiał się powód „bo nie chcę żałować” – tutaj dziewczyny pisały o tym, że gdy takie rozterki „mieć kolejne czy nie mieć” się w nich pojawiły, to szalę przeważyło przekonanie, że jeśli za wiele lat patrząc na to co było będą miały żałować, że nie spróbowały sprowadzić na świat nowego człowieka, to wolą zaryzykować – bo jak mawiał klasyk kto nie ryzykuje, ten nie je ziemniaków. A ziemniaki to przecież życie!
„My przed trzecim pomyśleliśmy, że za 20 lat na pewno będziemy tego żałować jeśli teraz się nie zdecydujemy i że pewnie będzie trochę ciężko i ciasno teraz, ale póki są siły i zdrowie (i płodność) to trzeba działać, bo potem może być za późno.”
W tej sekcji strasznie podnoszącym na duchu był też powód „bo dzięki dzieciom staję się lepszym człowiekiem, a dzieci nadają wartości życiu” – tutaj pomocne w decyzji by mieć kolejne dziecko, mimo chaosu i wszystkim co się z tym wiąże, było przekonanie (wg mnie całkiem słuszne), że nic tak nie rozwija i nic tak nie sprawia, że stajemy się lepszą wersją siebie jak dzieci, a każde kolejne dokłada do tego swoją maleńką cegiełkę. I nadaje wartości naszej egzystencji.
„Mi osobiście macierzyństwo daje poczucie jakiegoś większego sensu w życiu, misji, celu większego niż ja sama. Wiem, że to takie górnolotne, ale serio tak czuję.”
„Nic nas tak nie skłoniło do refleksji nad sobą jak dzieci. Nic nas tak nie rozwinęło jak praca z i nad małym człowiekiem. Serio. Żadne studia i książki nie popychają tak do rozwoju.”
„Dlaczego warto? Bo dziecko to jednak mimo trudów wartość dodana do rodziny, mnóstwo radości, miłości.”
Tuż przed tym uplasowała się opcja „bo chciałam przeżyć raz ciążę, poród, małego bobasa w ramionach itp.” – dla części dziewczyn były to piękne momenty życia, a do pięknych momentów wszak chce się wracać, dla części zaś chodziło o chęć przeżycia tego jeszcze raz – tym razem spokojniej, świadomiej, z mniejszą ilością strachu, a większą radości. Chęć przeżycia tego wszystkiego raz jeszcze, ale spokojniej, z większą miłością, a mniejszym stresem była zresztą jednym z dominujących powodów pobocznych.
„Bo chciałam jeszcze raz to przeżyć, nie mogłam pogodzić się z tym, że już nigdy nie będę miała dzidziusia tylko dla siebie.”
„Żeby doświadczyć tego jeszcze raz, bardziej świadomie, spokojniej i udało się.”
Równie liczny okazał się powód „bo z każdym kolejnym dzieckiem jest łatwiej” – ja często słyszę od innych, teksty w stylu „O raju podziwiam – trójka dzieci, Ty to jesteś niesamowita” – tymczasem mam dokładnie takie samo doświadczenie tzn. każde kolejne dziecko dla mnie było łatwiejsze, niezależnie od temperamentu, nocek i tak dalej – po prostu z każdym kolejnym mniej się człowiek przejmował głupotami, spinał itd. – jasne logistyka jest większa, często trudniejsza, bo jest ich więcej niż was, ale jednocześnie na jakimś dziwnym poziomie było łatwiej – TUTAJ próbowałam to ubrać w słowa w odniesieniu do połogu.
„Mamy troje, ciągnie nas do czwartego – mimo finansów (komfort życia musiałby spaść) i braku czasu (rodzina daleko) itd. Ale! Przy każdym kolejnym czujemy mniej presji, mamy mniej złudzeń, większy luz, pewność siebie. A to daje radość z każdej chwili, obserwowanie relacji, gwar i radość w domu. Czyli logistycznie słabo, ale opadł stres, a została… radość.”
Najliczniej reprezentowanym powodem w tej sekcji było z kolei: „chcę i uważam, że warto mieć więcej dzieci, bo lubię być rodzicem”. Po prostu. Bardzo mi się marzy, byśmy doszli do punktu, w którym rodzicielstwo będzie postrzegane nie tylko jako okres oczywistej dużej odpowiedzialności i dodatkowych obowiązków, ale też by – podobnie jak dzieciństwo było postrzegane jako wielka przygoda, radość i fajny okres. Do tego jednak potrzebujemy zmian społeczno-kulturowych. Większego wsparcia dla rodzin, ale też mniej intensywnego, traktowanego jak projekt rodzicielstwa, a więcej takiego, które jest po prostu radością z relacji.
„Chcę kolejne dzieci, bo czuję, że to moja rola życia. Fantastycznie się czuję jako osoba od kiedy pełnię tę rolę – spełnienie i satysfakcja maks, zmęczenie oczywiście olbrzymie, ale szczęście w codzienności tak głębokie jakiego nigdy wcześniej nie czułam”
„Czuję, że moje relacje z dziećmi to jest coś najcenniejszego i najbardziej zajebistego co przeżywam w życiu.”
Dużo tych powodów, prawda? I wszystkie pojawiały się raczej mało licznie – mniej niż 10 razy. Ciekawe jest natomiast to, że od tego momentu mieliśmy już raczej znaczne przeskoki ilościowe i po długaśnej liście przechodzimy prosto do top 5 waszych powodów.
Najmniej liczne, reprezentowane przez 16 głosów, miejsce piąte to – „bo podoba mi się energia dużej rodziny – chcę mieć taką, to fajne” – innymi słowy mamy tu osoby, którym pasuje wizja, licznej, a nawet bardzo licznej gromadki latorośli.
„Bo po prostu zawsze chciałam mieć dużą rodzinę, jest to moja misja, czuję się super jako mama, mimo zmęczenia – mam środowisko, które to rozumie. Męża, który czuł zawsze to co ja.”
„Chciałam mieć kolejne dzieci, bo marzy mi się duża rodzina, gdzie jest głośno, gdzie zjeżdżają się potem wnuki, gdzie można robić wigilię na 30 osób i pojechać rodzinnie na spływ kajakowy. Ogromnie podobają mi się duże rodziny. I tej miłości naprawdę jest coraz więcej”
Miejsce czwarte z 24 głosami zajmuje powód całkiem pokrewny do poprzedniego, czyli „bo odkąd pamiętam chciałam mieć 3/4/X dzieci, bo taki model był w domu rodzinnym i chciałam go powtórzyć” – ja w sumie też bym się podpisała trochę pod taki powodem, jestem z domu 2+3 i to taki „mój” układ
„Przede wszystkim jako 16latka wymyśliłam sobie, że będę mieć 4 dzieci i nigdy tego nie zmieniłam”
„Sama mam dwoje rodzeństwa i chce tego układu dla moich dzieci”
Dobra ludzie – idziemy na podium
Miejsce trzecie i trzydzieści głosów, wędruje do „bo mamy fajne dzieci chcieliśmy stworzyć więcej fajnych ludzi” – piękne? Piękne! Ja powiem wam, że prywatnie wśród znajomych, jak ktoś się dzieli dylematami takimi czy mieć kolejne czy nie – ja zawsze mówię, że to dobre dla świata kiedy fajni ludzie wydają na świat fajnych ludzi – im ich więcej tym lepiej. A was, moich czytelników, uważam za absolutnie fajowych ludzi. Od 12 lat mi pokazujecie, że prześwietne z was duszyczki!
„Mamy trójkę i są tak fajni, że chcemy jeszcze jedno. Mimo, że pierwszy rok u nas zawsze ciężki, to starszaki wynagradzają trudy.”
„No jak to dlaczego? Szkoda, żeby taki potencjał się zmarnował 😀 Wydaliśmy na świat dwoje naprawdę fajnych ludzi, super się z nimi spędza czas, patrzy jak dorastają. I po prostu coraz częściej siedząc np. wspólnie przy stole mieliśmy z mężem taką myśl, że kurcze no fajnie byłoby mieć więcej takich zacnych małych ludzi wokół siebie”
„Zdecydowaliśmy się na trójkę, bo uważamy, że warto wypuszczać w świat wartościowych ludzi, którzy mogą zrobić dla niego dużo dobrego. Może to egocentryczne, ale myślę, że całkiem spoko z nas rodzice.”
Miejsce drugie z komplecikiem 40 głosów to „poczucie, że nie jesteśmy w komplecie, że kogoś nam jeszcze brakuje” lub „po prostu chciałam jeszcze jedno dziecko” – czyli absolutnie niedefiniowalne coś, wewnętrzne poczucie, że ta rodzina jeszcze nie jest pełna. Znam to! To był mój główny powód by mieć ich troje.
„Wypowiem się z poziomu matki trójki, która po dwójce miała wątpliwości – ze względu na kilka punktów w artykule o powodach „na nie”. Jednak najsilniejszą motywacją było poczucie, że nie jesteśmy jeszcze w komplecie, i że do końca życia będę żałować, a ja bardzo nie lubię żałować, że czegoś nie zrobiłam.”
„Mam poczucie, że jako rodzina 2+2 nie jesteśmy jeszcze w komplecie i jeśli nie spróbujemy być rodzicami trójki to będę tego żałować do końca życia”
„Staramy się o trzecie. Odkładaliśmy tę decyzję z wielu powodów, ba, wręcz twierdziliśmy, że dwoje wystarczy. Ale kogoś brakuje. Mamy poczucie, że nasza rodzina nie jest jeszcze pełna. To decyzja sercem. Przemyślana owszem, ale motywowana uczuciem potrzeby”
„Nie ma żadnych logicznych argumentów za urodzeniem żadnego dziecka. No może tylko na drugie jest argument – żeby pierwsze miało rodzeństwo. Mam trójkę i wszystkie powstały z powodu mojego szału macicy. Po prostu chciałam. I mam.”
Miejsce pierwsze z absolutną, pełną i niezwykła dominacją, bo aż 79 głosów – wędruje do… „bo chcieliśmy żeby nasze dzieci miały rodzeństwo” – znakomita, absolutnie znakomita większość tych odpowiedzi pochodziła od osób, które same mają większą ilość rodzeństwa i to jest dla nich wspaniałe. Część jednak to byli jedynacy, którym tego rodzeństwa brakowało, a część to ci, którzy chcieli poprzestać na dwójce, ale gdy zobaczyli jakie fajne układy ma ta dwójka, postanowili, że chcą jej zapewnić więcej człowieków do fajnego układu.
„Zdecydowaliśmy się na kolejne dzieci, bo bardzo kocham moje rodzeństwo. Uwielbiam moje dzieciństwo właśnie przez to, że oni byli ze mną”
„Bo byłam jedynaczką i było mi z tym bardzo źle. Mój mąż też jest jedynakiem – więc nasze dziecko nie dość, że nie miałoby rodzeństwa, to nawet kuzynostwa brak. Marzy mi się jeszcze trzecie żeby rodzina była duża”
„Bo rodzeństwo to najlepsza rzecz na świecie – nasza czwórka kocha się na zabój. Oni by chcieli jeszcze jednego bobasa, ale my już za starzy.”
„Zdecydowaliśmy się na kolejne, bo oboje z mężem mamy po dwójkę rodzeństwa. Ja ze swoimi mam świetny kontakt, rodzice zawsze powtarzali, że musimy na siebie liczyć i się wspierać, bo jakby ich zabrakło to będziemy mieć siebie. I do dziś tak jest. Chce żeby moje dzieci miały tak samo.”
„Rodzeństwo to najlepsze co mam (5) i chcę to też dać moim dzieciom, żeby miały na kim polegać.”
Zdziwieni powodami? Bo ja chyba kompletnie nie – pod większością mogłabym się podpisać. Pamiętajmy też, że większość tych powodów się w jakiś sposób przeplata – dlatego na koniec zostawiałam wam jeszcze kilka dłuższych cytatów od dziewczyn, cytatów, które oddają złożoność i wielopowodowość tych decyzji. I myślę, że warto dać im głos. Bo o trudach macierzyństwa, to ja się napisałam sporo – dziś dajmy przestrzeń blaskom.
„Chcę kolejnego bobasa, bo rodzę piękne, mądre dzieci. Bo rodzicielstwo to ten rodzaj spełnienia, którego nigdy i nigdzie nie doświadczyłam w życiu. Bo z czasem jest łatwiej i spija się już głównie śmietankę. Bo ten moment na dzieci jest stosunkowo krótki w życiu i nie chcę za 10 lat żałować. Bo dzieci wprowadzają nową energię i zachwyt, pomagają doceniać drobne rzeczy. Bo tak mało dzieci się rodzi, a ja widzę w nich ogromną wartość. Bo kocham słodycz maleńkich rączek. Długo by wymieniać.”
„Nie wiem. Mam trójkę. To miało być tyle od zawsze. A od kiedy trzecie nas w sobie rozkochało na amen to myślimy o czwartym. Nie umiem wprost powiedzieć dlaczego. To trud i odpowiedzialność, ale napawa mnie niesamowicie takie wyzwanie. Ciekawość drugiego człowieka. To jest tak miłość nie do opisania, ekscytacja z oczekiwania i radość z kolejnych kroków milowych. Duma. To przytulenie i buziak tak wiele daje. Bezinteresowna i piękna miłość. Zapach dzidziusia…. Ta delikatna skórka i cieplutki, mały człowiek. Rozpływam się w tych momentach. Życie z dziećmi jest radośniejsze, ciekawsze.
„Wszystkie logicznie przemyślane kwestie posiadania kolejnego dziecka (mam dwójkę) mówią, że to najgłupsze co mogę zrobić. Małe mieszkanie, moja praca, koszty wychowania, auta, nawet znalezienie pokoju 2+3 w hotelu. Więc główne powody dla których mimo to chciałabym trzeciego potomka są nieracjonalne i trudne do ubrania w słowa. Po prostu pomimo kosztów, stresu, trudności, bycie rodzicem daje mi też mnóstwo frajdy i spełnienia. Moi synowie to zupełnie różni ludzie i jestem szalenie ciekawa jak byłby ten trzeci człowiek.”
Dziękuję raz jeszcze wszystkim za próbę ubrania w słowa czegoś co większości trudno zwerbalizować.
Wszystkie moje teksty i treści są darmowe – jeśli kiedyś okazały się wspierające to zachęcam do zakupu mojej książki o tym jak wychować dzieci w świecie wszechobecnych ekranów – to książka przemyślana, skonsultowana i w mojej opinii bardzo wartościowa – dostępna jest TUTAJ (także w papierze). Jeśli ekrany i dzieci Cię nie interesują to zachęcam do zakupu książki o której wspomniałam na początku, czyli Pierwsze Lata Życia Matki – jedyne takie kompleksowe pokazanie współczesnego macierzyństwa z jego cieniami, ale też blaskami – rozdział Wszystko świetnie uzupełnia to co tu dziewczyny napisały – dostępna TUTAJ (tylko ebook). Dziękuję!


3 komentarze
Ja mam trójkę 🙂 jednym z kilku powodów, dla których chciałam mieć dzieci było również samo wybieranie imienia, strasznienie mnie to ekscytuje, dobieranie do imion pozostałych dzieci, wybieranie z całego katalogu, uwielbiam! I nadal myślę nad kolejnym, choć teraz wszystko jest super, ale start w życie trzeciego poturbował mnie okrutnie i boję się, że wyczerpałam już pulę szczęścia…
Bardzo przyjemny tekst 😀 Aż chce się mieć dzieci :))
Piękne! Pod większością się podpisuję i właśnie czekamy na trzecie. Liczymy na dziewczynę bo mamy już dwóch chłopców. Ale i kolejny będzie super! Myślę że jako społeczeństwo za dużo myślimy zamiast czujemy dlatego rodzi się mniej dzieci. Bo większość tych powodów “na plus dla dzieci” tyczy się uczuć i emocji.