Noworoczne szorty naukowe – m.in. biofobia, ekrany, mimika u osób w spektrum oraz sprawdź czy jesteś już dorosły!

Alicja

Intensywność okresu świąteczno-noworocznego (w pracy influensera – proszę się nie podśmiechiwać w moim wypadku to prawdziwa robota na pełen etat 😀 to zawsze najbardziej gorący okres) sprawiła, że szorty naukowe zawiesiły swoją działalność na chwilkę, ale tadam tadam – między nieoczekiwanie dla mnie szalenie popularnym tekstem o tym dlaczego nie chcecie mieć więcej dzieci (o tutaj), a tekstem, który dopiero się tworzy – o tym dlaczego jednak chcecie, zrobimy sobie małą naukową przystawkę z badawczych dań grudniowo-styczniowych.

Bawcie się!

Zaczniemy z grubej rury – bo starzejecie się razem ze mną, to i wiadomości dla dziadów będziemy tu sobie przekazywać. No i otóż większość dorosłych Amerykanów podobno nie wie, że picie alkoholu zwiększa ryzyko zachorowania na raka. Najbardziej nie wiedzą Ci co piją regularnie i często. A że w Polsce kultura picia wciąż ma się dobrze, to tak to tylko tu zostawię.

A jak zdrowie to też… sen. Badanie z udziałem dzieciaków w wieku 16+ pokazało, że ci z nich, którzy odsypiali w weekendy równocześnie rzadziej raportowali objawy depresyjne – w porównaniu do tych, co snu w weekend nie nadrabiali. Oczywiście najlepsza dla zdrowia psychicznego (i fizycznego) jest opcja, w której regularnie chodzimy spać i wstajemy wyspani przez cały tydzień, ale jak nam nastolatek zaległ nad czymś i w danym tygodniu nie dosypiał po nocach, to zamiast w sobotę rano ściągać go na trzepanie dywanów, jak za starych dobrych czasów, lepiej dać mu dospać.

Ostatnio rundę po internecie zrobiło badanie o tym, że ekspozycja w pierwszych latach życia na TV, przyspiesza dojrzewanie niektórych sieci neuronalnych, co w wieku późniejszym (badanie trwało ponad dekadę) było powiązane z trudnościami w podejmowaniu decyzji czy wyższym poziomem lęku.

No i spoko tylko mało kto wspominał tam o takim szczególe jak to, że nie chodzi tam o każdy kontakt z telewizorem, tylko o wczesny, nadmierny kontakt. A to jest jakaś tam subtelność, którą warto znać. Wy też wszak siedzicie teraz przed ekranem – jeśli to główne co robicie w wolnym czasie, jeśli po tym jak skończycie czytać ten tekst osią waszego dnia są filmiki w social mediach, to macie problem. Duży. Nawet bardzo. Nie inaczej jest w przypadku dzieci w każdym wieku, a już w przypadku niemowląt to w ogóle nie ma o czym mówić – jeśli niemowlę jest eksponowane na ekran – tym bardziej regularnie to mamy problem. Gigantyczny. Nie od parady rekomendacje większości organizacji wskazują by do 2 urodzin kontakt dziecka z ekranami ograniczyć najlepiej do zera. Nie od parady też mówią, że potem nie powinien przekraczać więcej niż godzina dziennie z życia takiego urwipołcia. Tutaj mówimy jednak o nadmiernej ekspozycji tzn. nie dość, że mamy do czynienia z niemowlakami, które w ogóle nie powinny oglądać TV, to te jeszcze bywało, że spędzały przed nim nawet 2-3 godzinny dziennie. Nikogo nie powinno dziwić, że to generuje problemy potem. Nie puszczamy niemowlętom TV, a już zwłaszcza nie puszczamy często ani regularnie – gorzej, że niestety to wyrasta do rangi normy obecnie – współczesne niemowlęta coraz częściej są regularnie sadzane przed TV. To wg aktualnej wiedzy nie jest dobre. U starszych dzieci natomiast pilnujemy limitów starając się nie przekraczać godzinny przed ekranami dziennie (wszystkimi łącznie tj. dodajemy do siebie czas przed tv, z czasem przed tabletem itd). Ale jednocześnie w przypadku tych większych dzieci w wieku 2/3+ nie plujemy sobie w brodę, że 20 minut listonosza Pata po przedszkolu zwęgliło sieci neuronowe młodocianego. Ekrany w umiarze, i w środowisku bogatym w inne bodźce, aktywności i doświadczenia (relacje międzyludzkie, zabawa, ruch, czytanie, przebywanie na dworze – czyli nic wyszukanego) będą dla większości dzieci w wieku przedszkolnym ok – nie są im oczywiście potrzebne do rozwoju, ale nie jest tak, że każdy kontakt z ekranem tutaj powinien wzbudzać naszą panikę (polecam moją i Joanny Kołak książkę w tym temacie TUTAJ).

Z kolei badacze z Cambridge stwierdzili, że udało im się zidentyfikować pięć kluczowych momentów zmian w strukturze mózgu, które kształtują to, jak się uczymy, myślimy i starzejemy. Te przełomowe momenty zachodzą według nich w okolicy 9 urodzin kiedy przepoczwarzamy się w dojrzewające kijanki, i to nas w ogóle, prawda, nie dziwi, ale teraz przygotujcie się na dziwy, gdyż albowiem to przepoczwarzanie wg nich trwa do okolicy 32 urodzin, kiedy mózg wchodzi w dorosłą konfigurację. Tacy dorośli jesteśmy sobie aż do 66 urodzin kiedy to wchodzimy w etap życia mózgowego nazwany przez nich „wczesną starością”, późna starość zaczyna się zaś dopiero w okolicy 83 urodzin. Tak że tego – szczyle poniżej 32 roku życia od dziś proszę się do mnie zwracać „proszę pani!”

Możemy się pośmiać, ale trochę mam tu taką refleksję (może fałszywą), że te wszystkie badania nad mózgiem, kiedy on dojrzały się staje, poza tym, że są mądre, to jednak trochę nam młodych ludzi – wybaczcie wyrażenie – upupiają. Zabraliśmy dzieciom już dużo wolności, do coraz starszego wieku uważamy je za coraz mniej samodzielne, i to się tylko przesuwa dalej i dalej. Ostatnio gdzieś przeczytałam interpretacje (nie badania!), że do 25 roku życia nie powinno się podejmować ważnych decyzji, bo to mózg niedojrzały. Cóż, ja wyszłam za mąż mając lat 24, moi rodzice w tym wieku mieli dwójkę dzieci, a tu się okazuje, że w takim wieku to człowiek może co najwyżej kolor zasłon do pokoju wybrać. No nie jestem przekonana czy to spoko 😀

Swoją drogą aktualnie kończę Wiejskie dzieci Anety Godynii – można tam poczytać co mogły i co robiły dzieci kiedyś, nie twierdzę, że wszystko co było kiedyś jest dobre i powinno wrócić, bo absolutnie tak nie jest, ale fascynuje mnie rozdźwięk pomiędzy historiami sprzed lat 100 gdzie czterolatki były same w domu i jeszcze drobiu doglądały, a teraz kiedy zostawienie dziewięciolatka na godzinę samego w domu napawa nas przerażeniem, bo takie małe dziecko sobie nie poradzi.

Ciekawe jest również nowe badanie z udziałem osób w spektrum autyzmu – wykazało ono, że w trakcie wyrażania emocji takich jak złość, radość i smutek poruszają mięśniami twarzy nieco inaczej niż osoby nieautystyczne. I tak na przykład dla złości osoby w spektrum bardziej polegały na ruchach ust i mniej na brwiach niż osoby nie będące w spektrum. W przypadku radości osoby w spektrum miały subtelniejszy uśmiech, który „nie docierał do oczu”. Czemu to ciekawe? Bo jak sugerują ludzie stojący za tym badaniem – kiedy sposób wyrażania emocji za pomocą mimiki jest inny może to prowadzić do dwukierunkowego niezrozumienia na linii osoby w spektrum i nie. Takie niedopasowaniem może zatem wyjaśniać dlaczego osoby w spektrum mają trudności w odczytywaniu emocji u osób neurotypowych i odwrotnie. Badacze o obiecali zagłębić ten temat bardziej więc pewnie jeszcze o nich usłyszymy 😉

A skoro zaczęliśmy od zdrowia, to i skończymy na nim, bo wiecie co jeszcze jest dobre dla zdrowia? Będzie truizm, ale wytrwajcie go! Otóż jest to przebywanie w naturze, w zieleni, w bliskości przyrody – mamy na to aż nadto dowodów. Ba, mamy nawet takie badania, które pokazują, że jeśli podczas spaceru nasłuchujemy śpiewu ptaków, to nam kortyzol się obniża i w ogóle, w ogóle, w dechę to całe ptaków słuchanie. Rzecz w tym, że inne badanie pokazało, że w populacji rośnie strach przed naturą – coraz więcej ludzi doświadcza lęku, dyskomfortu albo wręcz wstrętu do przebywania w przyrodzie i nazwano to nawet biofobią. Powodów jest wiele, niektóre wewnętrzne osobnicze, ale dużo dokłada niestety postępująca urbanizacja, zmniejszona ekspozycja i sposób w jaki media przedstawiają naturę jako zwodniczą i niebezpieczną (ja na przykład się boję kleszczy w lesie przez ciągłe doniesienia o strasznych kleszczach 😀 – nie bałam się ich jako dzieciak biegający po osiedlu, teraz mam stracha, jakby to ufoludy były). Co proponują w ramach rozwiązania? Ano różne rzeczy, ale z tego co możemy zastosować jako rodzice to wczesne, pozytywne kontakty z naturą. Znaczy zabierać ich do lasu, na wycieczki w dzicz i na nasłuchiwanie ptactwa.

Na koniec zaś refleksja hiszpańskich ludzi nauki, poświęcona temu, że wszechobecność ekranów, sprawia, że dzieci tracą umiejętności konwersacji – ja myślę, że nie tylko dzieci. Dorośli również. Bardzo uderzająca była dla mnie wskazana w tym artykule nierówność z jaką traktujemy rozmaite ludzkie „funkcje”. Bo takie na przykład żywienie jest jedną z bardzo zajmujących nas kwestii zdrowia publicznego. I dobrze, ale jednocześnie „funkcja” unikalnie ludzka, tzn. niezwykła zdolność człowieka do tworzenia i rozumienia mowy nie jest tak traktowana. Rozmawiamy z dziećmi o zdrowym żywieniu, ale jednocześnie nie rozmawiamy z nimi o tym jak… rozmawiać. Jak prowadzić dziwne konwersacje, jak rozmawiać z ludźmi którzy bardzo się od nas różnią – opiniami czy doświadczeniami (jak to widać w interencie, że tego nie umiemy!). Ba, nie uczymy jak ważną umiejętnością jest po prostu słuchanie przy konwersacji. No i przede wszystkim wydaje się, że coraz mniej w ogóle rozmawiamy. Zostawiam was więc dziś z tą refleksją. I do usłyszenia! 😊

Źródła:

  • Fokom Domgue i wsp., 2025. Beliefs About the Effect of Alcohol Use on Cancer Risk in the US Adult Population.
  • Carbone i wsp., 2025. Weekend catch-up sleep and depressive symptoms in late adolescence and young adulthood: Results from the National Health and Nutrition Examination Survey.
  • Huang i wsp., 2026. Neurobehavioural links from infant screen time to anxiety
  • Mpusley i wsp., 2025 Topological turning points across the human lifespan.
  • Keating i wsp., 2026. Mismatching Expressions: Spatiotemporal and Kinematic Differences in Autistic and Non‐Autistic Facial Expressions.
  • Jensen i wsp., 2025. Toward a unified understanding of people’s aversion to nature: biophobia

Może Ci się także spodobać

2 komentarze

Aneczka 4 lutego 2026 - 13:25

Łączę się w strachu przed kleszczami 🙈boję się tych małych potworów tak bardzo, że moja 1,5 roczna córka już jest po drugiej dawce szczepienia na odkleszczowe zapalenie mózgu, ja również. Komunikaty o tym, że w pobliskim lesie widziano niedźwiedzia, nie spędzają mi snu z powiek tak bardzo, jak strach przed tymi mikrowampirami. Bo niedźwiedzia jednak nie spotkałam nigdy, a kleszcza zaliczył już każdy z naszych domowników, w ogródku przed domem 😡

odpowiedz
Ania 4 lutego 2026 - 14:56

Na pocieszenie dodam, że szczepionka na boleriozę jest w końcowej fazie testów. Jest dla nas nadzieja 🙂

odpowiedz

Skomentuj Aneczka Cancel Reply