Co powoduje kolkę niemowlęcą – mało znane hipotezy i sposoby.

Nie wiem czy jest coś co przeraża przyszłych lub świeżo upieczonych rodziców bardziej niż wizja kolek u małego człowieka. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego wszak z definicji kolki wynika, że jest to płacz przez co najmniej 3 godziny dziennie (chodzi o sumaryczny czas płaczu, nie ciągły płacz przez 3 godziny), pojawiający się minimum 3 razy w tygodniu i występujący przez co najmniej 3 tygodnie, a jako że niemowlęcy/noworodkowy płacz trwający już ledwie 5 minut potrafi człowieka zmienić w kłębek stresu i niepokoju to nic dziwnego, że kolek chcieliby wszyscy uniknąć. Niestety nie wszystkim się to uda, szacuje się bowiem, że przypadłość ta dotyka od 10 do nawet 26 procent niemowląt.

Kolkowy postrach rodziców zaczyna dawać o sobie znać około drugiego tygodnia życia, szczyt nasilenia osiąga w okolicach 6 tygodni i szczęśliwie zwykle pomiędzy 12 a 16 tygodniem ustępuje. I choć rodziciele zdają sobie sprawę z tego, że kolki miną, to przetrwanie tych kilku-kilkunastu tygodni z pewnością łatwe nie jest. Sytuacji nie ułatwiają też na pewno płynące zewsząd niechciane „rady” typu „coś musiałaś zjeść złego, że go teraz ciągle brzuszek boli”, „źle ją odbijacie”, „przyzwyczailiście do noszenia to teraz macie, że płacze gdy nie jest na rękach” i tak dalej, i tak dalej, które tylko potęgują złe samopoczucie, niepewność i lęki rodziców.

Nic więc dziwnego, że życie całej rodziny jest w okresie kolek zdezorganizowane i przepełnione napiętą, nerwową atmosferą, zaś matki małych kolkowców są obarczone większym ryzykiem wystąpienia depresji poporodowej. W związku z tym, choć temat kolek wydaje się dość trywialną kwestią, to nie można go pod żadnym pozorem bagatelizować. Dziś więc dzięki patronatowi marki Baby Dove z którą już kolejny rok pokazuję prawdziwe oblicze macierzyństwa, zebrałam dla was garść bardzo ciekawych i rzadko spotykanych w broszurach dla rodziców, informacji o tym co może być przyczyną kolki niemowlęcej i czy w związku z tym da się kolkom jakoś zaradzić lub zredukować ich dokuczliwość.

W ofercie Baby Dove znajdziecie dwie linie – Rich Moisture z kompozycją zapachową stworzoną przez Ann Gottlieb najsłynniejszą chyba kreatorkę zapachu oraz linię Sensitive, która dla odmiany jest całkowicie pozbawiona zapachu – co swoją drogą powodowało, że w pierwszych miesiącach ciąży z Wikingiem ze względu na nadwrażliwość zapachową sama jej używałam do i po kąpieli.

Co bardzo istotne – jeśli wasze dziecko cierpi z powodu objawów przywodzących na myśl kolki, powiedzcie o tym koniecznie i bezwzględnie pediatrze, bowiem w nielicznych wypadkach (w jednym z badań oszacowano, że w około 5%) objawy te mogą mieć podłoże chorobowe, które zawsze trzeba wykluczyć. Dla porządku dodam więc, że poniższy wpis ma charakter jedynie informacyjny i nie może zastąpić indywidualnej porady lekarskiej ani psychologicznej.

Kolki a migreny

Kolki kojarzą się – zwłaszcza starszemu pokoleniu – jedynie z bólem brzuszka i problemem z gazami lub wypróżnieniem, tymczasem najnowsze badania sugerują związek pomiędzy kolkami, a migrenami. Wiemy na przykład, że rodzice dzieci kolkowych częściej niż rodzice niekolkowców mają za sobą historię migren. Co więcej kilka niewielkich badań wykazało istnienie związku pomiędzy kolką obserwowaną w niemowlęctwie, a migrenami w późniejszych latach życia. Ot choćby w jednym z nich wykazano, że 72,6% pacjentów w wieku 6-18 lat zgłaszających się do szpitala z migreną miało w niemowlęctwie kolki – dla porównania jedynie 26,5% dzieciaków, którym migreny nie doskwierały miało udokumentowaną historię kolek.

Czy kolki można zatem uznać za niemowlęcą formę migreny albo sygnał ostrzegawczy, że migreny mogą się z większym prawdopodobieństwem pojawić później? Cóż, tego póki co nie wiemy, bo choć istnieją ku temu pewne przesłanki to do ostatecznych rozstrzygnięć potrzebujemy dalszych badań. Jeśli jednak okaże się, że rzeczywiście coś jest na rzeczy to powstaje pytanie czy maluszki płaczą z powodu bólu głowy czy może jednak brzuszka (i czy wówczas kolka byłaby odpowiednikiem migreny brzusznej?) czy też nie chodzi wcale o ból, a jedynie zwiększoną wrażliwość na bodźce obserwowaną również u dorosłych migrenowców? Taka zwiększona wrażliwość mogłaby zresztą wyjaśniać czemu przez pierwsze 2 tygodnie życia, gdy niemowlęca zdolność do odbioru wielu bodźców w tym także wizualnych jest dość ograniczona kolki zwykle się nie pojawiają, by potem wraz z szybkim rozwojem percepcji chociażby wzrokowej przybrać na sile. Jakby nie było ta koncepcja cieszy się obecnie sporym zainteresowaniem badaczy, więc mam nadzieję, że wkrótce dostaniemy bardziej konkretne odpowiedzi.

Skurczowa nierównowaga

Jeszcze inna hipoteza mówi o braku równowagi między poziomem serotoniny i melatoniny. Ta pierwsza intensyfikuje skurcz mięśni gładkich w jelitach, ta druga zaś działa przeciwnie tzn. hamuje je. U dorosłych i starszych dzieci najwyższy poziom obu hormonów notuje się wieczorami – w związku z czym ich działanie równoważy się. Natomiast w przypadku niemowląt jest inaczej – wieczorem obserwuje się u nich wysoki poziom serotoniny, ale niestety nie melatoniny (co wiąże się bezpośrednio również z tym, że najmłodsze niemowlaki nie mają ustalonego rytmu okołodobowego czy też mówiąc bardziej wprost – nie śpią po nocach). U maluchów cykl dobowy wydzielania melatoniny zaczyna bowiem funkcjonować jako tako dopiero w okolicach 3-4 miesiąca życia. Biorąc pod uwagę to, że okres ten pokrywa się mniej więcej z okresem w którym kolki dają dzieciakom spokój, a dodatkowo, że zwykle nasilenie kolkowego płaczu obserwuje się wieczorami, badacze wysnuli hipotezę, że być może przyczynę kolek stanowi właśnie ta nierównowaga hormonalna, która sprawia, że w małych ciałkach nie ma wystarczającej ilości melatoniny równoważącej działanie serotoniny przez co skurcze mięśni gładkich jelit małego człowieka są wzmożone, a te co bardziej wrażliwe maluchy albo te o wyższych poziomach serotoniny odczuwają je mocniej, co sprawia im dyskomfort manifestowany płaczem.

Czy tak jest rzeczywiście? Tak jak w przypadku wyżej wymienionych hipotez – nie wiemy. Wiemy natomiast, że choć na ustalenie się tych rytmów i wieczorny wyrzut melatoniny i tak musimy cierpliwie poczekać, to możemy choć trochę dopomóc poprzez eksponowanie małego człowieka na światło dzienne w ciągu dnia (czyli nie zasłaniamy rolet i zasłon na drzemki, tylko funkcjonujemy jak słoneczko przykazuje) i zaciemnianie otoczenia na noc (i nie zapalanie go w trakcie np. nocnego przewijania) bowiem wydzielanie melatoniny pozostaje pod ogromnym wpływem światła. Co jeszcze? Ano możemy się posiłkować karmieniem piersią – mleko matki, zwłaszcza to wieczorno-nocne, zawiera bowiem melatoninę, która może działać w tym wypadku wspomagająco i łagodzić albo redukować ilość ataków kolki, a przynajmniej tak sugeruje badanie przeprowadzone w 2012 roku.

Przy okazji – gdybyście chciały podnieść poziom melatoniny w swym mleku, to było takie badanie, które pokazało, że wzrastał on po tym gdy matule obejrzały… śmieszny film. Naprawdę! Jeśli więc karmicie piersią, a wasze dziecię cierpi z powodu kolek to może spróbujcie obejrzeć komedię późnym popołudniem. Zrelaksujecie się (co jest wam bardzo potrzebne!), a melatoninka poszybuje w górę i kto wie może pomoże dziecku lepiej spać i złagodzi nieco kolkę?

Typ wrażliwy

A skoro już przy wrażliwości jesteśmy to niemal każdy kto ma więcej niż jedno dziecko przyzna, że różnice w zachowaniu i reagowaniu na otaczający świat pomiędzy dziećmi są zauważalne już w pierwszych dniach życia. Co ciekawe z jednego z badań wynika, że tygodniowe maluszki, które najbardziej intensywnie (czytaj największym płaczem i irytacją) reagują na test neurobehawioralny obejmujący bycie rozebranym, odłożenie i czynności pielęgnacyjne – są tymi, u których z największym prawdopodobieństwem pojawią się kolki. Obserwacje te pozwoliły badaczom zasugerować, że być może dzieci kolkowe charakteryzują się po prostu większą wrażliwością na bodźce i zmiany, więc to na co pozostałe niemowlęta reagują raczej niewzruszenie, jest dla nich w tych pierwszych tygodniach życia sporym wyzwaniem. Współgrałoby to zresztą z wynikami badań, z których wynika, że poinstruowanie rodziców by starali się dostarczać kolkowemu maluchowi mniej bodźców i symulacji – łagodzi objawy kolki.

Jak ograniczyć stymulację? Pozwólcie, że posłużę się przykładami wprost z publikacji stanowiącej przegląd dostępnej dotychczas literatury na temat związku kolek z migrenami, bowiem i w tamtym przypadku mieliśmy do czynienia z dużą wrażliwością. Co zatem sugerują autorzy? Ściszenie muzyki i unikanie hałaśliwych lub grających zabawek, przygaszenie świateł, wygonienie rodzeństwa i zwierząt domowych do innego pomieszczenia (przytomnie dodali, że tylko jeśli to w ogóle możliwe), unikanie ekspozycji na zapachy, delikatne i spokojne kołysanie dziecka zamiast stosowanego przez część rodziców kolkowców intensywnego bujania albo skakania z dzieckiem na piłce. Oczywiście nie chodzi o to by cały dzień chodzić na paluszkach i nie wystawiać dziecka na działanie żadnych bodźców – raczej chodzi o przytłumienie tych co mocniejszych w godzinach, w których spodziewamy się, że atak kolki nastąpi. Czy to pomoże? Nikt gwarancji nie da, ale spróbować zawsze warto. Warto też nauczyć się odczytywać niewerbalne sygnały wysyłane przez dziecko – odwracanie głowy lub próby położenia rączek na buzi mogą sugerować, że maluch potrzebuje chwili wyciszenia i spokoju.

Niedojrzały wewnętrzny system przeciwbólowy

Badania (i obserwacje rodziców) wykazały także, że tym co charakteryzuje małych kolkowców jest także ogromna trudność w ukojeniu i uspokojeniu. Maluchy, które cierpią z powodu kolek nie reagują tak szybko i łaskawie na powszechnie stosowane metody uspokojenia niemowląt, ot choćby podanie piersi, która z reguły ma natychmiastowe działanie wyciszające wśród niemowląt niekolkowych. Co istotne – jednym z wielu powodów dla których niemowlęta uspokajają się podczas picia mleka jest jego słodki smak. Dlatego też w jednym z badań sześciotygodniowym płaczącym maluchom podawano słodki roztwór sacharozy (ale nie róbcie tego pod żadnym pozorem w domu – to było tylko po to by sprawdzić pewną hipotezę, nie dla uspokojenia dziecka!). Okazało się, że jego podanie działało wyciszająco na wszystkie maluchy biorące udział w badaniu, ale w przypadku małych kolkowców efekt uspokojenia utrzymywał się krócej przez co maluchy te z większym prawdopodobieństwem wznawiały płacz już kilka chwil po podaniu roztworu.

Czemu? Autorzy, tego badania, spekulują, że nazwijmy to wewnętrzny system przeciwbólowy jest u małych kolkowców jeszcze niedojrzały. U dzieci, które kolek nie mają – słodki smak stanowił sygnał dla mózgu by wydzielił endogenne opiody (ot na przykład takie endorfiny), które działają m.in. przeciwbólowo więc dzieciny uspokajały się. Być może więc u małych kolkowców układ ów nie działa jeszcze na tyle optymalnie tylko potrzebuje chwilki czasu by dojrzeć.

Bakterie temu winne

Coraz częściej pojawiają się także sugestie, że kolki mogą być związane z zaburzeniem w składzie i równowadze mikroflory jelitowej. U dzieci kolkowych obserwuje się bowiem większe ilości niektórych gatunków bakterii przy jednoczesnym zmniejszeniu zróżnicowania gatunkowego. To sugerowałoby, że prostą drogą do rozwiązania problemu kolek jest podanie maluchom probiotyków, zawierających takie szczepy bakterii, które tę cenną równowagę pomogłyby ustalić na nowo. I faktycznie próby tego typu były prowadzone – w badaniach podawano przykładowo probiotyki zawierające Lactobacillus reuteri. Sęk w tym, że rezultaty tych badań były skrajnie różne. W niektórych wykazano, że podanie probiotyku rzeczywiście pozytywnie wpłynęło na złagodzenie objawów kolek, w innych nie obserwowano różnic, a w jeszcze innych u dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym, którym podawano probiotyk obserwowano… nasilenie objawów. Na ostateczne rozstrzygnięcie kwestii tego czy kolki można złagodzić dzięki zastosowaniu probiotyków przyjdzie nam zatem jeszcze trochę poczekać, więc jeśli planujecie podawać probiotyk swoim kolkowym maluchom – pamiętajcie by nigdy nie robić tego na własną rękę tylko najpierw skonsultować się z pediatrą.

Jak widzicie potencjalnych przyczyn stojących za kolkami jest znacznie więcej niż funkcjonujące w zbiorowej świadomości – zwłaszcza starszego pokolenia – problemy z gazami czy wypróżnianiem się, alergia na mleko krowie albo inne przejściowe nietolerancje pokarmowe. Co jasne w związku z tym gawiedź często ma jedyne słuszne, proste i uniwersalne rozwiązanie (typu przepajaj tym i tamtym albo nie jedz tego i owego), dokładając tylko biednej matuli zmartwień, bo czemu u nas to nie działa, skoro ciocia się zarzeka, że u nich nikt nie miał kolek, bo robili to i tamto, więc ja widać robię coś źle. Pytanie jakim cudem podawanie tajemniczej mikstury cioci ma pomóc w ewentualnym dojrzewaniu układu nerwowego, zaradzić potencjalnemu prekursorowi migren, ustalić równowagę hormonalną albo poradzić sobie z zaburzoną mikroflorą bakteryjną jelit skoro nawet zaprojektowane przez tęgie głowy badania kliniczne nie zawsze przynoszą pożądane skutki? Pamiętajcie zatem, że mimo iż definicja kolek w obecnym kształcie pojawiła się w literaturze po raz pierwszy już w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku i od tego czasu naukowcy dość intensywnie próbują rozwikłać przyczynę stojącą u ich podłoża, to jednak wciąż pozostaje ona nieznana, co sprawia, że nie ma póki co prostych, uniwersalnych rozwiązań.

Chociaż przepraszam – jest jedno, które może i nie zawsze zadziała i da gwarancje, że kolki nie wystąpią, ale z wielu względów powinniśmy je uniwersalnie stosować i powinno być wszystkim uniwersalnie znane. Z badania przeprowadzono wśród 3000 kobiet wynika bowiem, że ryzyko kolki u niemowlaka jest tym mniejsze, im większe wsparcie społeczne oraz pomoc i wsparcie od bliskich i partnera dostaje świeżo upieczona mama. Co jasne to nie jest tak, że przy wysokim wsparciu oferowanym przez otoczenie kolka nie ma prawa wystąpić, bo ma, niemniej ryzyko, że się pojawi jest mniejsze.

Czemu tak się dzieje? Nie wiemy. Może maluchy potrafią odczytać i wyłapać stres i nastrój mamy, więc kiedy ta jest napięta, bo wszystko jest na jej głowie, płaczą więcej i częściej i łatwiej się frustrują. A może mama, która czuje, że ma się na kim oprzeć i liczyć na pomoc nawet najtrudniejszych chwilach – w trakcie długich przepłakanych wieczorów, poprzedzający długie przepłakane noce – nie odbiera płaczu malucha aż tak negatywnie, przez co nie definiuje go jako kolkę, tylko zwyczajny niemowlęcy płacz. A może ma więcej sił na to by malucha efektywniej uspokajać. A może jeszcze inne wyjaśnienie jest prawdziwe – tego nie wiemy. Ja wiem jedynie tyle, że w pierwszych tygodniach życia z dzieckiem wsparcie, poklepanie po plecach i zapewnienie możliwości odpoczynku i tego, że nie jest się w tym wszystkim samemu potrzebne jest każdej mamie, a tej która co wieczór przemierza kilka kilometrów krążąc po mieszaniu z płaczącym, niedającym się ukoić niemowlęciem, trzeba zapewnić to wszystko w dawce jeszcze większej, i otoczyć szczególną opieką. A tym co wszyscy powinniśmy sobie wbić do głowy jest fakt, że robimy to nie tylko dla dobra matki, ale też, a może i przede wszystkim dla dobra i bezpieczeństwa dziecka – skrajne zmęczenie, deficyt snu i bezradność rodzica wobec przedłużającego się płaczu malca sprawiają bowiem, że to mali kolkowcy są bardziej narażeni na syndrom dziecka potrząsanego.

Dlatego pamiętajcie, że nie jesteście i nie powinnyście być w tym wszystkim same. Proście o pomoc, mówcie o swoich uczuciach, zmęczeniu i frustracjach, płaczcie jeśli potrzebujecie, porozmawiajcie z lekarzem lub położną jeśli czujecie, że nie dajcie rady psychicznie (pamiętajcie ryzyko wystąpienia depresji u mam dzieci kolkowych jest wyższe!), nie obwiniajcie się za to co się dzieje i pamiętajcie, że kiedyś to minie, że maluch nie robi tego specjalnie i że będzie łatwiej. I że wielu rodziców na całym świecie (bo kolki są uniwersalne globalnie), przeżywa teraz to samo. Ściskam mocno i kciuki trzymam.

Prace nad wpisem mogłam prowadzić dzięki patronatowi marki Baby Dove

Źródła:
Romanello i wsp., 2013. Association Between Childhood Migraine and History of Infantile Colic
Qubty i Gelfand. 2016. The Link Between Infantile Colic and Migraine
Gelfand i wsp., 2012. Before the headache. Infant colic as an early life expression of migraine.
Gelfand i wsp., 2015. The relationship between migraine and infant colic: a systematic review and meta-analysis.
St James-Roberts i wsp., 2003. Individual differences in responsivity to a neurobehavioural examination predict crying patterns of 1-week-old infants at home
Cohen Engler i wsp., 2012. Breastfeeding may improve nocturnal sleep and reduce infantile colic: potential role of breast milk melatonin.
Kimata. 2007. Laughter elevates the levels of breast-milk melatonin
Weissbluth i Weisbluth. 1992. Infant colic: The effect of serotonin and melatonin circadian rhythms on the intestinal smooth muscle.
Cohen i Albertini. 2012. Colic
Barr i wsp., 1999. Differential Calming Responses to Sucrose Taste in Crying Infants With and Without Colic
Gelfand. 2016. Infant Colic.
Sung i Cabana. 2017. Probiotics for Colic—Is the Gut Responsible for Infant Crying After All?
Sung i wsp., 2014. Treating infant colic with the probiotic Lactobacillus reuteri: double blind, placebo controlled randomised trial.
Partty i wsp., 2017. Infantile Colic Is Associated With Low-grade Systemic Inflammation.
Halpern i Coelho. 2016. Excessive crying in infants

Mama Pierworodnej (6), Drugorodnego (4) i Wikinga co noworodem na razie jest. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

11 komentarzy

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2018

    Mama Ewci i Maciusia

    Na szczęście kolki raczej mnie ominęły przy starszym dziecku, ale młodszak miał różne historie. Także zdarzyło się, że płakałam nad tym jego biednym brzuszkiem i nie wiedziałam jak mu pomóc… Bardzo dobrze, że poruszasz ten temat, bo wielu rodziców słyszy tylko, że to wina diety mamy. To bardzo przykre, zwłaszcza, gdy szaleją hormony i człowiek nie wie, co robić.

    • Odpowiedz Lipiec 26, 2018

      Alicja

      Tulę mocno, wyobrażam sobie jakie to trudne jest.

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2018

    Paula

    Co oznacza „syndrom dziecka potrząsanego”? Bardzo mnie to zainteresowało🤔

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2018

    asiamo

    Bylo…minelo 😉 2 maluchy=2 kolkowe brzuszki…mama ma te moc 😀

    • Odpowiedz Lipiec 26, 2018

      Alicja

      łoj no to swoje przeszłaś 😉 dobrze że jak mówisz – to mija

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2018

    MamaAdama

    To było straszne… Pierwsze dziecko w rodzinie więc nie było opcji żeby do teściów nie jechać co tydzień, albo co gorsza na jakąś imprezę. Młody zaaferowany bo ciągle nowe rzeczy i ludzie a nigdy nie dawał znać że ma już dość- nie zasłaniał się rączką, nie odwracał główki. No i takie idealne dziecko było że to zawsze z nawiązką wracało, dosłownie 15 min po powrocie do domu kolki-giganty. Przy następnym będę asertywniejsza 😉

  • Odpowiedz Lipiec 27, 2018

    Mama wytrwala

    U nas kolki trwały 5 miesięcy!!! Mały jak nie spał i nie jadł to płakał. Ani chwili wytchnienia! Żadne suszarki, ciepłe pieluszki, spowijania, kolysania, leki nie działały… Lekarze rozkładali ręce. Jedynym lekarstwem okazał się czas. Jak ja to przeżyłam to nie wiem (średnio co godzinę miałam plan ucieczki z domu – takiej bezpowrotnej!) ciężko mi będzie zdecydować się niestety na drugie dziecko bo jak sobie przypomnę tamte chwilę to aż się trzęsę że strachu…

    • Odpowiedz Sierpień 7, 2018

      Basia

      Tak jakbym czytała o moim drugim dziecku, tyle że u nas trwało to pół roku. W naszym przypadku jako przyczynę
      wskazałabym wrażliwość na bodźce (przynajmniej tak wynika z moich obserwacji) + zestresowana matka. A! I jeszcze córeczka była przypiersiowym wyjcem jakby tego było mało. Także miałam super. Aktualnie chodzę na terapię, nie dałam rady psychicznie tego wytrzymać. A z pierwszym dzieckiem nie miałam większych problemów.

  • Odpowiedz Sierpień 3, 2018

    Magdalena

    I u nas przy młodszym kolki były, ale czytając internety doszłam że to cukier w diecie. Potwierdziło się to pewnego dnia kiedy mąż posłodził mi herbatę… Była kółka. Następnego wypiłam niesłodką i ok. Bardzo długo to trwało bo mały ma skazę białkową więc moja dieta – musiałam pić mleka roślinne wzbogacane w wapń – sojowe nie bo może uczulić, z migdałami też nie, no to tylko ryżowe… No i kupiliśmy ryżowe… Skład: ryż, woda, guma gellan, wypiłam – bach kółka…. No i gdzie ten cukier, kurcze to jednak nie to…. Ale… Guma gellan co to jest u licha? A no dwucukier I może nie sacharoza ale rozkłada się w jelitach z wytworzenie gazów i podrażnia jelita…. No to gumie gellan podziękowaliśmy. Następnego dnia byli goście to chciałam jakąś kawę wypić – rozpuszczalnej nie mogłam bo już sprawdziłam – mały nie spał mi pół dnia i płakał – no to inka; miałam czerwoną standardową….. Patrzę skład: burak cukrowy prażony…. ja co prawda studiów rolniczych nie kończyłam ale że z buraka cukrowego cukier się wytwarza to wiem….ale zaryzykowałam bo tego buraka przecież nie powinno być dużo… kolka była….. Kolejnym produktem o którym pomyślałam, że może nada się do zrobienia jakiegoś ciastko były wiórki kokosowe lub mleko kokosowe…. sprawdziłam – miazga kokosa zawiera sacharozę….. No więc pożegnałam się z wieloma produktami kupowanymi w sklepie na długie 5 miesięcy także ze względu na skazę białkową. Ale z tym cukrem to było ciężej niż z nabiałem…. Teraz nie mogę jeść że sklepu jedynie kupnych ciast bo nie ma szans żeby nie było w nich nabiału ale to już inna historia.

  • Odpowiedz Wrzesień 30, 2018

    Asia

    Bardzo fajny tekst, daję do myślenia. Moje maleństwo, 10 tygodni) dzisiaj niestety miało objawy kolko. Często ma problemy z wypróżnianiem się, ale nie płaczę przy tym i trwa to zazwyczaj może 5 do 10 minut. Wierci się, trochę stęka i robi różne miny i duże oczy. Tym razem wrzaskliwemu płaczu nie było końca, normalna 3-godzinna drzemka popołudniowa się nie odbyła i po płaczliwym wyginaniu się w końcu się pozbywała zalegających gazów. Jak wynika z artykułu powodów może być wiele. Mieliśmy gości przez weekend, jadłam w restauracji, ale też dzień wcześniej zmieniłam probiotyk. Czy zmiana mogła w taki sposób wpłynąć na układ trawienny dziecka? Ktoś może miał podobną sytuacja? Mam nadzieję, że szybko przejdzie, bo serce pęka, jak dziecko tak się męczy z bólu. 🙁

Leave a Reply