7 zupełnie nieedukacyjnych, niekreatywnych i nieDIY pomysłów na zabawę z dzieckiem

Nie wiem czy też macie takie wrażenie, ale ja ostatnio zauważam, że absolutnie wszystkie propozycje zabaw z dzieckiem muszą być opatrzone łatką kreatywne albo przynajmniej muszą zawierać element zrób-to-sam na który trzeba poświęcić sporo czasu. Ja tam jednak jestem leniuch i wyznaje zasadę, że zabawa ma głównie bawić, a walor edukacyjno-kreatywny zrobi się natenczas sam. W związku z tym po serii wpisów z gatunku złote rady, głębokie refleksyje i odkrywcze metafory – dziś zajmiemy się tym co w życiu rodzica naprawdę istotne, czyli tym jak prosto i bez zbytniego angażowania szarych komórek zająć małego człowieka na parę chwil. Coś jakby druga część zabaw z gatunku w co się bawić gdy chcesz spać (klik).

Gotowi?

No to ziu…

1. Odpowiedzialni gospodarze

Sprawa jest prosta – bierzesz jedną 413744260371924867126 gazetek reklamowo-promocjowych, które każdego tygodnia znajdujesz w skrzynce i zamiast zwyczajowo od razu wywalić badziewie do makulatury wręczasz dziecięciu. Ale nie tak, że wręczasz i już – nie, nie – musisz wznieść się na wyżyny aktorstwa, kucnąć przed pacholęciem lub pacholęcicą i poważnym głosem oznajmić, że oto teraz dziecię ma wyobrazić sobie, że jest już mamą i tatą i zrobić sobie w gazetce listę zakupów zaznaczając kółkiem albo innym ptaszkiem wszystko co by jako mama lub tata kupił. Gwarantuję, że na 15 minut macie dzieciaka z głowy i że na podstawie jego wyborów dowiecie się o nim ciekawych rzeczy.

U nas na przykład, zabawa ta, wbrew tytułowi okazała się mieć głęboki wymiar edukacyjny i stała się przyczynkiem do długiej rozmowy na temat szeroko pojętych praw człowieka. Wszystko to za sprawą Pierworodnej, która gdy po raz pierwszy zaproponowałam jej tę zabawę zakreśliła dziewczynkę prezentującą modowy hicior z markietu i powiedziała (uwaga, to historia prawdziwa, więc trzymajcie się krzeseł) „nie wiedziałam mamo, że można w sklepie kupić tyle fajnych dzieciaków, kupmy sobie takie dziewczynki będę miała siostry”. Także tego.

img_0544

Pierwszą historyczną gazetkę z listą zakupów uwzględniająca nabycie sióstr (wybrane obiekty zaznaczono krzyżykami) zachowałam ku potomności i schowałam młodej do pudełka skarbów, które dostanie jak będzie duża.

2. Mission: possible

Będzie wam potrzebna szpulka nici (nie musi być cała, lepiej ciemna niż jasna) i meble. Nić owijacie o meble, stoły, krzesła, kanapy tworząc coś na kształt sieci laserów, które w filmach strzegą skarbów i tajnych rządowych raportów o ufoludkach. Rozpięcie takiej sieci na cały pokój nie zajmie wam więcej niż 5 minut, a labirynt jaki z tego powstanie powinien zachwycić każdego dzieciaka i zająć go na dłużej. Można podbić skalę trudności zawiązując kokardki czy inne cosie żeby zauważyć czy przy przekradaniu się dziecię dotknęło którejś z nici czy też udaje mu się prześmignąć bez dotknięcia sieci. Zwijanie kramiku też jest radosne, bo dziecię szaleje z nożyczkami i robi to w czym wszystkie dzieci są najlepsze, czyli totalną demolkę.

siec

To tylko fragment naszej ostatniej sieci, która zajęła też łazienkę, kuchnię i przedpokój.

3. Lotto!

Planszówki zawsze spoko, niestety planszówek w które może grać cała rodzina o rozstrzale wiekowym 2-4-31 nie ma wielu. Szczęśliwie jest Lotto, czyli gra w którą można grać na 4 sposoby dzięki czemu nawet dwulatek coś tam pogra. Gra składa się z sześciu plansz – na każdej z nich jest 6 pól ze zwierzątkami i 36 żetonów odzwierciedlających pola z plansz. Naszą ulubioną wersją gry jest pomysłowa wariacja na temat klasycznej gry w memory – każdy z graczy otrzymuje jedną planszę, wszystkie żetony ustawiamy „do góry dnem” tak by nie było widać obrazków, a następnie każdy z graczy odkrywa po jednym żetonie. Jeśli żeton pasuje do jego planszy – zgarnia go i ustawia na odpowiednim polu. Jeśli nie odwraca z powrotem i kolejka idzie dalej. Gracz, który pierwszy uzupełni planszę wygrywa. Dla samych młodszaków są jeszcze dwa prostsze warianty gry, niemniej u nas Drugorodny gra tak jak my tylko ma fory tzn. jeśli ktoś odwróci jego żeton to może go wziąć od razu. Gdy dzieci mają ochotę na wariactwo to układamy żetony ilustracjami do góry, robimy misz-masz kupkę i robimy wyścigi kto pierwszy z tej mieszaniny uzupełni swoją planszę – tu wszystkie chwyty są dozwolone więc dziatwa może się przepychać, rozpychać, zasłaniać oczy i nurzać w żetonach z dzikim rechotem, co też z radością czyni. A wszystko to jak zwykle u gościa znanego jako Kapitan Nauka okraszone fajnymi, nieszablonowymi ilustracjami stworzonymi przez młodych, polskich ilustratorów Jakuba Haremzę i Macieja Łazowskiego. Lotto można dorwać na przykład TU (jest też wersja z kolorami zamiast zwierzątek – klik)

img_0602

img_0667

Taka o przykładowa plansza i takie o żetony – ilustracje są wielkie.

ps. o innych fajnościach od kapitana pisałyśmy TU

4. Oczytane acz obślinione buldogi

Każdy kulturalny, inteligentny i obyty w fejsbuku człowiek ma zawsze w głowie gotową listę 10 książek, które wywarły największy wpływ na jego życie – wszak nigdy nie wiadomo kiedy jakiś znajomy zaprosi nas do tej z pozoru „niewinnej” zabawy dzielenia się tytułami. Ja także mam taką listę i z dumą donoszę, że pozycje okupujące jej podium, zachwycają także moje dzieci i potrafią zająć je na długo, długo. Pozycje te to:

Czekolada.
Wielka księga wypieków i deserów.
Wypieki świąteczne.

Wręczacie więc dzieciu podobne arcydzieła literatury namacalnie i wybitnie pięknej, a dzieciu sobie ogląda śliniąc się i robiąc mmm, można mu też dać zakładki (lub byle kartki) i zlecić wybranie 3 wypieków na przyjęcie urodzinowe, święta albo do upieczenia w najbliższym miesiącu. Na moich działa wybornie.

literatura-piekna

ps. jeśli będziecie próbowali wmówić biednym dzieciom, że z buraka czy innej fasoli można zrobić pyszne ciasto to was osobiście dorwę!

5. Autobus

Zabawa przy której moje dzieci rżą do rozpuku i nie chcą jej pod żadnym pozorem kończyć. Niestety muszę w niej brać czynny udział więc to „nie chcą kończyć” nie jest aż takie fajne jakby się mogło wydawać, niemniej zagryzam zęby i się bawię, bo kształtuje mi to perfekcyjną sylwetkę i żelazną kondycję, a także boleśnie wykręca paluchy. Kiedyś myślałam, że to zabawa którą wszyscy znają, ale z kim nie gadam to otwiera oczy szeroko i twierdzi, że się tak z dziećmi nie bawił więc uprzejmie donoszę, że będą wam potrzebne:

1. Duży koc najlepiej nie taki ą, ę do ładnego wyglądania na instagramie i chwalenia się przed znajomymi, tylko taki jaki byle z targu.
2. Dziecko sztuk jeden lub dwie.

Łapiesz rogi koca z tej węższej części tworząc coś na kształt kołyski, dzieci siadają na tej części koca która leży na ziemi, mówią WIO, a Ty jedziesz. Oni mogą tak godzinami. Ty niekoniecznie, bo szybko zaczynasz sapać i dyszeć, ale myśl o tym jak smukła będzie Twa kibić od robienia za muła pociągowego pozwala Ci zrobić jeszcze jedno okrążenie zanim ostatecznie padniesz z wycieńczenia.

img_0590

Wyjątkowo gustownie odziana Pierworodna demonstruje koncepcję autobusu. Kiedy ja robię za woła w kocu siedzą obydwa hrabicze.

6. Kontroler lotów

To jest doskonałe kiedy musicie zagnać czeladkę w jedno miejsce i ją tam trzymać, a nie możecie im puścić kolejnej bajki, bo was wyrzuty sumienia zeżrą. Zgarniacie zatem berbecia przed kompa/tablet i wchodzicie na stronę www.flightradar24.com na której pokazują aktualny ruch lotniczy na świecie.

Zobaczycie mapę, a na niej poruszające się samolociki wielkości wszelakiej – można sobie jakiś wybrać i śledzić jego lot, dorabiając historyjki o tym kto, po co i gdzie nim leci. Można się bawić w poszukiwanie najmniejszego i największego samolotu (to radzę nad terytorium USA robić, jest największy przekrój samolotowy). Można szukać tego który przeleciał już najdłuższą trasę. Można wybrać dwa samoloty zdążające w pobliże tego samego lotniska i obstawiać który pierwszy doleci. Można naprawdę dużo rzeczy, a dzieciaki w to chętnie wsiąkają.

Podobno w okolicach świąt lubią sobie stroić żarty i na mapie można złapać mikołaja w saniach 😉 a dla tych co wolą pociągi są jest strona z pociągami (klik) ale mniej się tam dzieje i dla moich dzieci jest mniej porywająca niż samoloty

flight

7. Komu upadnie na tego bęc

Na koniec jeszcze prościutka zabawa, również z gatunku fit, angażująca całą rodzinę – bierzemy balon, odbijamy go i nie możemy dopuścić do tego by upadł na podłogę. Dorośli za tą zabawą szaleją, bo któż z nas nie ma ochoty upodlić drugiej połówki i puścić jej balona tak by nie złapała niezdara jedna. A co z dziećmi, pytacie? No niestety dzieci trochę przeszkadzają, bo trzeba uważać by w szale zabawy ich nie stratować, a poza tym gdy widzą jak dobrze się bawicie to też chcą uczestniczyć, więc postarajcie się pamiętać by im też co jakiś czas podać tego balona. Ewentualnie jeśli będą wam bardzo przeszkadzać w zabawie to możecie dać im w tym czasie gazetkę z promocjami…

A wy w co się bawicie z dzieciami tak żeby było nieedukacyjnie, niekreatywnie i nieDIY? 😀

baner4

My zioma znamy i lubimy od dawna, jeśli wy go nie znacie to TU do obejrzenia cała kapitalna oferta, a jeśli jeśli chcecie być na bieżąco z nowościami (i konkursami) możecie Kapitana śledzić niczym Szerloki Holmsy na FB (TU)

Mama Pierworodnej i Drugorodnego. Żona Wirgiliusza. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. No ewentualnie jedzeniem ciastek. Kontakt: w zakładce kontakt ;)

35 komentarzy

  • Odpowiedz Październik 20, 2016

    Hanna

    Prócz Flightradar , jest stronka http://www.marinetraffic.com – tam o to samo chodzi tylko , ze ze statkami

  • Odpowiedz Październik 20, 2016

    Anna

    My gramy w ‘Piotrusia’ na trzy sposoby – kto ma Piotrusia to przegrywa, albo kto ma Piotrusia to wygrywa (to bardziej ulubiona wersja mojej 3 latki), albo jako zabawa w ‘memory’ szukamy pary (wszystkie karty na podłodze poodwracane i szukamy pary, jak nie znajdziemy to odwracamy i szuka następny a ten kto znajdzie to może szukać jeszcze raz itd.)

  • Odpowiedz Październik 20, 2016

    Joanna

    Moje dwie sztuki są usatysfakcjonowane samą obecnością kanapy i fotela. Z obu można zdjąć poduchy z oparcia i siedziska, więc możliwości są miliony. Hop tu, hop tam. Wyszaleją się i lepiej śpią. Polecam i pozdrawiam Joanna

  • Odpowiedz Październik 20, 2016

    Agnieszka

    Padłam ze śmiechu przy gazetkach. Powstałam żeby paść po raz kolejny (tym razem z wrażenia!) przy oplataniu mebli, już nie mogę się doczekać jak mój mały berbeć to ogarnie ?. Ale zabawa w kontrolerów lotów to już w ogóle rozwaliła system, jesteście niesamowite! Zapisuje, będę korzystać aż miło;-)

  • Odpowiedz Październik 20, 2016

    Joanna

    Alicjo, dzięki Wam, wierzę w to, ze cały świat jeszcze nie zgłupiał, i że są jeszcze Rodzice, którzy rozumieją, że dzieci sa dziećmi a nie modelami do miliona cudnych fotek na insta o idealnym łamane na kreatywnym życiu 🙂
    Poza tym, słodki jeżu, Alicja jak Ty bosko piszesz 🙂 🙂 🙂

    • Odpowiedz Październik 21, 2016

      Alicja

      Awww! Dzięki! <3

  • Odpowiedz Październik 20, 2016

    Dorota

    Mój 4latek buduje “maszyny” z poduszek i kołder na łóżku 😉 uwielbiam tę zabawę 😛

  • Odpowiedz Październik 20, 2016

    kana

    wpis świetny jak wszystkie!
    ale serio dzieci jadają cisto z fasoli i nawet im smakuje, z buraków smak dla mnie nie do zaakceptowania. A rafaelo z kaszy jaglanej mniami dzieciaki moje piszą za takimi przysmakami. To nie znaczy ze kinderkami gardzą… niestety nie :))

    • Odpowiedz Listopad 16, 2016

      JoannaT

      Zgadzam się! Kasza jaglana w takim wydaniu zmyliła już niejednego, ciasto marchewkowe smakuje jak piernik, na buraczki wg mnie trzeba znaleźć dobry przepis, wtedy też ich “nie czuć”, są jeszcze sezamowe kuleczki z siemieniem lnianym w roli głównego składnika.
      Alicjo, trzeba być otwartym na nowe! 😉
      Teksty są fantastyczne, czytam je z ogromną przyjemnością, oczywiście, poza wartością merytoryczną, którą wszystkim znajomym rodzicom polecam, warstwa językowa – cudowna!

  • Odpowiedz Październik 20, 2016

    kana

    miało być piszczą 😉

  • Odpowiedz Październik 20, 2016

    Marta

    w chowanego. córa kładzie się np. na kanapie zakrywa oczy i wrzeszczy: SZUKAJJJJJJJJJ! 😉
    w dzidziusia. córa (prawe 3 l.) naśladuje syna (2 m-ce) – kładzie się na podłodze i woła: PRZEWIJAJ! albo trzeba jaśnie panią wozić w wózku dla lalek. albo udaje, że pije mleko z drugiego cycusia, kiedy mały ssak, jest przylepiony do jednego. osobiście wolę wersję, kiedy miś jest dzidzusiem, a ona go przewija, karmi i wyciera buzię bo “ulał” 🙂
    pociąg – ona jest lokomotywą, ja wagonem i jeeeedziemy
    a gazetki młoda też lubi. szczególnie z Lidla. udaje, że wyciąga z takiej gazetki ciuchy i je ubiera oraz jedzenie i je zjada. szkoda, że nie ma takiego apetytu przy prawdziwym jedzeniu.
    odkładamy plastikowe nakrętki od napojów do koszyczka na parapecie. ostatnio młoda wysypała cały koszyk na podłogę potem pojedynczo odnosiła je na miejsce. świetna zabawa 😉

  • Odpowiedz Październik 20, 2016

    lelenka

    No kurcze jeden z lepszych wpisów.. Taki strasznie naukowy czyta się i bawi już czytając świetnie

  • Odpowiedz Październik 20, 2016

    Marysia

    Aaa to dlatego masz takie czyste podłogi, bo tym kocem jeździsz! A może by tak dzieciaka na odkurzacz wsadzić? Hmm…

  • Odpowiedz Październik 21, 2016

    Karolajn

    Super wpis, dzięki! A tą kanapę szarą, to gdzie można zakupić? 🙂

    • Odpowiedz Październik 21, 2016

      Alicja

      A tu – http://www.livingroom.eu/ w Katowicach mają sklep stacjonarny 😉 polecam tkaniny auqa clean – są trochę droższe ale niezależnie od tego co młodzież wtarła/rozlała na kanapę wszystko schodzi jak ta lala wodą i wacikiem/gąbką 😉

    • Odpowiedz Październik 22, 2016

      mayaxandra

      nie polecam… moja uwielbia, ale niestety nie zawsze odkurzający zauważa dodatkowego pasażera od razu i już nam się zdarzyło, że dziecię mi rymsnęło. Dlatego wolę dać jej rurę od odkurzacza, niech poszaleje, a ja poczekam 😉

  • Odpowiedz Październik 21, 2016

    markdottir

    Hahahaha. Mąż z córką oglądają flightradar, a najlepsze jest lokalizowanie w telefonie samolotów, które widzimy akurat z balkonu. 😉
    Ze swojej strony dołożę jeszcze katalog Avonu (albo jakiś inny, jeśli są) z pachnącymi stronami. Moja córka przepada na długie minuty sprawdzając jak pachną kolejne strony. 😛

  • Odpowiedz Październik 21, 2016

    Kasia

    Swietne pomysly! Ja zakochalam sie w zabawie w kontrolera lotow, siedze i obserwuje, dzieci sprzataja 😉

  • Odpowiedz Październik 21, 2016

    Agnieszka

    W przypadku mojego trzylatka znakomicie sprawdza się taśma klejąca. Używamy malarskiej, żebym nie musiała się za często podnosić do odcinania i przy okazji nie zostawia śladów po kleju. Skleja krzesła, stoły, obkleja podłogę i czasem nas. Im większy zapas taśmy tym czas zabawy dłuższy 😉
    Dzięki za inspiracje, na pewno skorzystamy, bo jesteśmy fanami takich zupełnie nieedukacyjnych zabaw <3

  • Odpowiedz Październik 21, 2016

    Remia

    A na autobus sama wpadłam, chociaż często używaliśmy go do usypiania synka, kładąc go na plecach i obok włączonego szumisia. Znam też wersję zimową – do kartonu przyniesionego z biedry przyczepia się pasek czy inne coś do ciągnięcia i mamy sanki na sucho.

  • Odpowiedz Październik 21, 2016

    Remia

    Ach… i moja mama jadła ostatnio ciasto z buraków, ale była w nim też tabliczka czekolady, więc myślę, że się wyrównuje. Ponoć naprawdę rewelacja (szczególnie jak się ma w piwnicy kilka skrzynek buraków własnoręcznie wyhodowanych i nie lubi się marnacji)

  • Odpowiedz Październik 21, 2016

    Heidi

    Super 😀 Zwłaszcza gazetki i mission possible 😀 Z ciast warzywnych pasuje mi tylko marchewkowe… Ale chyba zbyt oklepane i za mało eko-insta-organiczne…

  • Odpowiedz Październik 21, 2016

    Agata - Ruby Times

    Gazetki to super pomysł! Tak serio to najbardziej cenię sobie takie pomysły, które zawierają minimalny czynnik nadzoru rodzicielskiego, bo z racji stanu liczebnego mojego stada tak jest po prostu łatwiej. U nas najlepsze z niekreatywnych zabaw to w dalszym ciągu rysowanie (ok, jest trochę kreatywne), struganie kredek (zajmuje ich na naprawdę dłuugie kwadranse), a gdy do tego damy im klej biurowy i nożyczki to mogą tak siedzieć godzinami 😀 oblepiając kartki, siebie, stół.. Dostają nawet specjalną miseczkę na ścinki, dzięki czemu ograniczam ilość sprzątania (chyba, że akurat któreś zrzuci miseczkę na ziemię, szanse zazwyczaj są 50/50).
    Poza tym najczęściej po prostu gonią się po domu lub robią bałagan u siebie. W sumie całkiem KREATYWNY bałagan 🙂
    Fajny wpis, pozdrawiam!

  • Odpowiedz Październik 21, 2016

    Marta

    Swietny wpis 🙂 jutro ruszamy z autobusem, ksiazkami kucharskimi i lista zakupow.

  • Odpowiedz Październik 22, 2016

    Sylwia

    Duży karton jest wyjątkowo wielofunkcyjny – domek, buda, łóżeczko, kryjówka, itp. A jak dam mojemu dwulatkowi starą wkrętarkę to potrafi siedzieć przy kartonie i robić w nim dziury bite pół godziny 😉

  • Odpowiedz Październik 23, 2016

    Bogusia

    Nasza wersja gazetek: przynosimy zawsze po dwie gazetki ze sklepu, dla Pierwszo i Drugorodnej. Dziewczynki oglądają, a potem wycinają to co im przypadło do gustu i chowają do swojego pudełeczka. Zbierają te wycinanki przez cały rok, a w grudniu mają z nich wybrać kilka najfajniejszych rzeczy, które chciałyby dostać od Mikołaja.

  • Odpowiedz Październik 25, 2016

    ACTE

    W jakim wieku rolka papieru przestaje być atrakcyjna? 😀

  • Odpowiedz Październik 29, 2016

    Dzikie wiśnie

    Ostatnio mamy zabawy poduchowe. Robimy zjeżdżalnie, poza tym na Wojtku kładę poduchy i mamy ślimaka, albo Wojtek ląduje między poduchami i mamy hot-doga. A i jeszcze domek z poduch z dachem z koca. A ja w tym czasie na jednej poduszce leżę i odpoczywam 🙂

  • Odpowiedz Listopad 3, 2016

    Pd

    Bardzo polecam grę w instrument… Kładzie sie dziecię na kolanach albo na łóżku przed sobą, puszcza ulubiona muzykę i ‘gra’ sie ja na dziecku wszelkimi możliwymi technikami – gilgoczac, ciagnąc, naciskając.. Swietnie wypadają tu przeboje m. Klasycznej

  • Odpowiedz Listopad 5, 2016

    Szkolne inspiracje

    Żeby tak całkiem, te zabawy nie były kreatywne, to nie powiem. 😉 Gratuluję pomysłów!

  • Odpowiedz Listopad 10, 2016

    Małgosia rokporoku

    Ależ to są bardzo twórcze zabawy!
    U nas “autobus” nazywany jest “latającym dywanem” 🙂

  • Odpowiedz Listopad 13, 2016

    Ola

    My ostatnio pomieszkujemy w podszewce na kołdrę. Nawet fortu nie chce nam się zbytnio budować 😉
    Dzięki za chwile normalności wśród zwariowanych matek i wymagających blogów i programów/poradników itp. Nawet jeśli człowiek nie śledzi tudzież karpi to i tak atakują go ze wszystkich stron 😉 a Wy dajecie usiąść i powiedzieć “P…, nie robię” 😉

  • Odpowiedz Listopad 13, 2016

    Magdalenka

    Ooo tak, co za wartościowy wpis, jak każdy zresztą. Z tą nitką to mnóstwo zachodu, trzeba się ruszać ? biorę dla siebie stacjonarne?

  • Odpowiedz Listopad 19, 2016

    Ewa

    Bardzo nie chcę Pani martwić i pozbawiać złudzeń, bo pomysły są REWELACYJNE 😉
    Ale z racji zawodu i doświadczenia muszę to powiedzieć – te zabawy są zaróno kreatywne, edukacyjne jak i DIY… Ponadto, zabawa w autobus i ta z labiryntem nitek są jednocześnie profilatyką zaburzeń integracji sensorycznej… Jest Pani najwyraźniej zbyt kreatywna, by wymyślać zabawy niekreatywne, gratuluję! Nie mam dzieci, więc jak wytłumaczę fakt, że od pół godziny śledzę loty samolotów? 😉

  • Odpowiedz Luty 17, 2017

    Edyta

    My ostatnio szalejemy w gry “zwierzak na zwierzaku” i “pszczółki” oraz “gobblety”. Wszystkie prócz typowego grania służą później jako zabawki. Młody lat niecałe 3 porywa gobblety i albo je chowa, albo bawi się sam, że one się jedzą albo on i jego 7 letnia siostra wymyślają im kolejne funkcje. Bita godzinka z głowy :). Słabość mamy też do plasteliny naklejanej na rysunki na kartkach- spokój cisza, tylko później plastelina nie zawsze jest na kartkach 🙂 A jak strasznie drą koty to im każe ciasto robić- mają takie swoje robione z 5 składników-wszystko do miski dodaje starsza a młody miesza, później miskę wylizują i czekają na smakołyk. Generalnie polecam, bo i skołatane nerwy ciasto szybciej uspokaja 🙂

Leave a Reply