Co kupować by kupić sobie… szczęście.

Są takie badania, które trafiają do mnie bardziej niż inne. Nie na poziomie merytorycznym czy metodologicznym, tylko takim bardziej trywialnym, bo życiowym i skłaniającym do refleksji. Badania, które nie mają może wielkiego znaczenia dla świata, nie rozwiązują problemu niedożywienia znacznej części populacji, nie leczą chorób na które póki co się umiera, ale mimo swej – nazwijmy to – banalności potrafią sprawić, że chwilę się nad nimi zastanowimy. Tak było w moim przypadku z tym właśnie badaniem.

Czego ono dotyczy?

Otóż poczucia szczęścia.

Czyli w sumie wbrew mojemu buńczucznemu wstępowi, kwestii generalnie istotnej dla nas wszystkich. Wszak gdyby zapytać rodziców o to czego chcą dla swojego dziecka teraz i w przyszłości, to z mojego doświadczenia wynika, że większość odpowiedziałaby, że chce by było szczęśliwe. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego. Kuriozalne jest jednak to, że kiedy patrzę na swoich znajomych i bliskich, to mimo że generalnie na przestrzeni lat nasz poziom życia, stabilność i płynność finansowa nieustannie wzrastają, to z poziomem szczęśliwości i zadowolenia z życia bywa… różnie i to mówiąc delikatnie.

A przecież to właśnie teraz, bardziej niż kiedyś, stać na nas na nowe ciuchy, kosmetyki, wielkie telewizory, wszystko-mogące-smartphony, jedzenie tego co nam smakuje, a nie tylko kaszy ze skwarkami i kupowanie dzieciom zabawek i akcesoriów o których sami marzyliśmy w dzieciństwie, ale naszych rodziców nie było na nie stać. Często zresztą tłumaczymy dzieciom, że pracujemy ciężko po to by „zarobić pieniążki” i zapewnić im (i sobie) wszystko co najlepsze, bo choć niby wiemy, że pieniądze szczęścia nie dają, to w głowach kołacze, że same pieniądze to może i nie, ale już zakupy i owszem.

I faktycznie, wspomniane przeze mnie badanie przeprowadzone niedawno w 4 krajach (USA, Kanada, Holandia i Dania) wydaje się niejako potwierdzać tezę o tym, że zakupy mogą nieco poprawić naszą satysfakcję z życia, ale szkopuł tkwi w tym co… kupujemy.

Badanie to było kilkuetapowe oparte m.in. o kwestionariusze wypełniane przez ludzi o bardzo zróżnicowanym statusie ekonomicznym (od tych biedniejszych – ale nie ubogich, czyli takich, dla których nawet zakup żywności jest finansowym wyzwaniem – przez średniaków po prawdziwie prawdziwych milionerów), a także o dane eksperymentalne uzyskane w wyniku wręczenia części z uczestników badania pewnej sumy pieniędzy i zalecenie by wydać je na jakieś dobra materialne (cichy, kosmetyki, drogie wina itd.) lub przeznaczyć je na kupienie sobie… czasu, czyli np. wywinięcie się od stania przy garach dzięki zamówieniu jedzenia na wynos, wynajęcie na klika godzin kogoś kto posprząta chatę albo umyje okna, oddanie sterty prania do pralni zamiast próby radzenia sobie z nim samodzielnie przez cały weekend i tak dalej, i tak dalej.

Okazało się, że niezależnie od zasobności portfela osób badanych – ci którzy wydawali pieniądze w sposób pozwalający na zaoszczędzenie ich czasu wykazywali nieco wyższą satysfakcję z życia w porównaniu do tych, którzy woleli wydawać pieniądze na dobra materialne i nie posiłkowali się np. usługami, które dadzą im więcej czasu.

A jako, że jak wiecie uwielbiam się nurzać w schematach w których tkwimy czasem zupełnie nieświadomie to powyższe pięknie wiąże mi się z mitem dobrze zorganizowanej matki – opiekunki domowego ogniska. Takiej przesiąkniętej stereotypami, od których masa z nas stara się uciec, ale czasem jakoś nieudolnie to wychodzi.

Mam bowiem w swoim otoczeniu mnóstwo dziewczyn, których status finansowy jest na tyle stabilny i przyzwoity, że choć może niekoniecznie stać je na regularną pomoc domową w postaci pani do sprzątania, to stać je na to by taka pani od czasu do czasu im przy większych sprawach pomogła – umyła te przeklęte okna, ściągnęła kurz z lamp, odgruzowała kąty do których boimy się zajrzeć.

A jednak wiele z nich uważa, że to wstyd przed całym światem nie ogarnąć tego samemu, skoro się ma dwie sprawne ręce i nogi, nie mówiąc już o wstydzie jaki czułyby przez panią do sprzątania – wszak ona widziałaby ten kurz na lampie i te ślady dziecięcego ozora na oknie i co ona by sobie o nas pomyślała – za jakieś nieudolne łachudry pewnie wzięła. Ba. Znam dziewczyny, które choć często narzekają, że w domu sterta prania/naczyń/czegokolwiek i płaczące dzieci i kto (i kiedy) to wszystko ogarnie, to na propozycję by może po prostu komuś zapłaciły parę groszy i odciążyły się od czasu do czasu choć troszkę – mówią, że nie mogą tak zrobić, bo ich mamy ogarniały wszystko same, a miały przecież więcej dzieci i gorsze pralki, to jak one – córki – na tym tle wypadną. No beznadziejnie przecież, spalą się ze wstydu, nie udowodnią samym sobie jak sobie świetnie radzą, więc zrobią to jak dziecko zaśnie, trudno, najwyżej zacisną zęby i pośpią krócej.

Bo ten syndrom matki polki wszystkorobiącej wciąż w wielu kobietach tkwi – nawet gdy myślimy, że nie, a poczucie winy, za wydanie pieniędzy na kupienie sobie czasu na nic nie robienie (albo robienie czegoś co w przeciwieństwie do prania brudnych gaci raduje nasze dusze i serca) dręczy gdzieś w głębi.

Dlatego lubię takie badania – wiadomo, że to dopiero wstęp do dalszych analiz, a nie tam twarde dowody naukowe, i że generalnie trzeba pamiętać, że poziom satysfakcji z żywota i szczęścia jest wypadkową tak wielu czynników, że kwestia tego na co wydajemy pieniądzory nie jest w żadnym wypadku decydująca, ale zawsze to fajnie spojrzeć na pewne rzeczy z innej perspektywy, bo to może pomóc się w pewnych kwestiach przełamać. Mnie samej zresztą te badania pomogły przełamać opory przed wydaniem pieniędzy na ułatwienie sobie odkurzania – mojej największej zmory odkąd mamy psa. I teraz kiedy widzę jak dużo daje mi czas zaoszczędzony na walce z psimi kłakami, pluję sobie w brodę, że tak długo się opierałam.

Zresztą już tak abstrahując od badania i matek-ja-siama, to czasem warto spojrzeć na to wszystko co mamy z większej perspektywy, bo zwykle nie doceniamy tego co jest w naszym stanie posiadania i myślimy, że gdybyśmy zarabiali nieco więcej to bylibyśmy szczęśliwsi. Pytanie czy na pewno?

Bo z tym całym szczęściem to przecież w ogóle jest śmieszna sprawa – gdyby ktoś bowiem zapytał takiego statystycznego rodzica jak wielce szczęśliwy jest gdy w sobotni poranek o godzinie 5.30 dzieci wchodzą w tryb „gang świeżaków”, to obraz ów rysowałby się dość ponuro. Podobnie przy wielu innych rutynowych czynnościach/sytuacjach związanych z posiadaniem dzieci, które to czynności chcąc nie chcąc, musimy wykonywać/doświadczać każdego dnia po kilkadziesiąt razy. I będziemy tak sobie na to marudzić tysiąc razy na fejsbukach, blogach i przy kawie. A jednak gdyby takiego rodzica gangu świeżaków spytać o to co dało mu najwięcej szczęścia i radości w życiu to bez mrugnięcia okiem powie, że to właśnie ta banda wariatów, którą w ostatni weekend miał ochotę opchnąć na allegro w opcji „oddam za darmo, jeszcze dopłacę, tylko zabierzcie ich ode mnie natychmiast”.

Wyszedł mi trochę wielowątkowy groch z kapustą, ale jakby nie było te wyniki w czasach notorycznego braku czasu są dość ciekawe, a rozważania o szczęściu, o tym czy syndrom matki zorganizowanej typu ja-siama nas dotyczy czy nie, o tym ile naprawdę mamy na tle reszty globu, o tym jaką fajną stworzyliśmy rodzinę, o tym czy w ogóle można kupić szczęście i że w sumie to nie jest nam tak źle – zawsze dobrze robią sercu i duszy. Prawie tak dobrze jak szczęściu kubków smakowych robi kawał aksamitnego brownie z karmelem… 😉

Whillens i wsp., 2017. Buying time promotes happiness

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3), aktualnie działa głównie w charakterze inkubatora dla kolejnego małego pachruścia. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

28 komentarzy

  • Odpowiedz Listopad 2, 2017

    Oo

    Hmm najlepiej wydane pieniądze to wydane na panią D. Wpada raz na 2-3tyg żeby posprzątać mieszkanie – myje, pucuje, odkurza w takim tempie i tak porządnie, że dziękuję za nią niebiosom i drżę, że co jak nam kiedyś odmówi swoich usług. Syndrom “wstyd wpuścić obcego do domu do sprzątania naszych budów, a bo moja matka sama wszystko…” dawno mi przeszedł, gdy regularnie się z mężem kłócilismy o sprzątanie (oboje nienawidzimy tegi robić). Płacimy z uśmiechem na ustach i zapłacilibysmy 2x więcej gdyby było trzeba ;D

    A no i szczęście dają pieniądze wydane na sprawienie przyjemności komuś – prezent, wpłata charytatywna, czy na schronisko.

    • Odpowiedz Listopad 2, 2017

      Alicja

      czyli wpasowujecie się w trend – pytanie czemu w takim razie tak dużo ludzi oszczędza na czasie?:)

  • Odpowiedz Listopad 2, 2017

    Kas

    Taki odkurzacz co sam sprząta dał nam szczescie:) serio mówię. Jak to mówi mój J. 30% mniej kłótni w domu. I nasze maluchy, a odkąd jest ten młodszy (2 mce) to już prawie o nic się nie czepiam, bo albo zapomnę, albo wszystko mi jedno:) Czeko daje szybkie szczescie i kopa w sytuacjach kryzysowych😂 codziennie sprawdzam czy nadal dziala😜🙈 Gratulacje 3 dzidziusia❤️ Możesz jesc bez wyrzutów czeko:)

    • Odpowiedz Listopad 2, 2017

      Alicja

      ooo tak ten własne odkurzacz to zakup dekady jak dla mnie :))

      • Odpowiedz Listopad 4, 2017

        Kas

        Wiesz on ma jeszcze dodatkowa funkcje usypiania malutkich;) (starszych zreszta tez😂) także bardzo dobre, wielofunkcujne urzadzenie😜

    • Odpowiedz Listopad 4, 2017

      Ela

      A jak to jest z odkurzaniem domu u góry – przy schodach trzeba postawić wirtualną ścianę czy odkurzacz sam wykrywa przepaść?

      • Odpowiedz Listopad 4, 2017

        Michalina

        Nasz wykrywa przepaść, dopóki czujniki ma czyste – o czym się przekonaliśmy po twardym lądowaniu. Ale nadal działa, teraz używamy dla niego po prostu bramki dziecięcej, bo wirtualna ściana budziła niezdrowe zainteresowanie najmłodszego członka rodziny. A tak w ogóle to odkurzacz pojawił się w domu w czasie mojej pierwszej ciąży, zaraz potem jak dostałam nakaz leżenia i to mąż miał przejąć odkurzanie.

        • Odpowiedz Listopad 18, 2017

          Ela

          Dzięki za odpowiedź 😀

  • Odpowiedz Listopad 2, 2017

    Magdalena

    Dziekuje za ten wpis. Korzystam z takiej pomocy jakies 4 lata, kiedys częściej, teraz przy dużo gorszych zarobkach tylko co 3 tygodnie. Zarabiam najgorzej w Dziale, a jako jedyna mam pomoc. Jak powiedzialam kiedyś, ze mi Pani odgruzowuje kuchnie co trzy tygodnie to myślałam, że mnie ukamienują rozżarzonym szkłem, bo jak tak można i skandal. Niestety sprzątaczka w oczach większości to złoooo. A nasze celebrytki też nie pomagają, bo wszyatkie prosto ze ścianki prosto w ściery i prasowanie, wszytkie w wywiadach Matki-Polki-Perfekcyjne-Panie-Domu i potem taka zwykła kobieta myśli, że tylko Kulczykowa w Polsce ma sprzątaczkę.

    • Odpowiedz Listopad 2, 2017

      Alicja

      I ja mam właśnie dużo znajomych, które z takimi reakcjami się spotykają gdy tylko napomkną o pomocy – i to dla was dziewczyny ten wpis 🙂

  • Odpowiedz Listopad 2, 2017

    Dorota

    Uwielbiam wydawać na hobby. Czasem na cudną Panią Jadzię, która na chwilę zajmie się dziećmi. Chętnie zatrudniłabym kogoś do sprzątania, bo najzwyczajniej w świecie pracując, mając hobby i do tego dzieci 😉 nie na wszystko jest czas i siły, mimo że lubię sprzątać 😉
    Coś w tym jest, że jakoś szczęścia nie da się kupić i mimo, że wszystko tak łatwo dostępne powoduje, że gubimy gdzieś po drodze szczęście…

    • Odpowiedz Listopad 2, 2017

      Alicja

      Otóż to 🙂

  • Odpowiedz Listopad 2, 2017

    Nika

    Właśnie zlikwidowałaś moje wyrzuty sumienia z racji płacenia co 2 tygodnie Pani Zosi, która przychodzi i sprząta ten nagromadzony syfek. My oczywiście ogarniamy na bieżąco, ale już dawno temu stwierdziłam, że świat się nie zawali, jak będzie odkurzone rzadziej, a dokładniej 🙂

  • Odpowiedz Listopad 2, 2017

    Ania

    O tak, jak kupiliśmy wreszcie zmywarkę to moje życie się odmieniło. Nie wiedziałam, że aż tyle czasu marnowałam na zmywanie garów. Głupia byłam, że wcześniej na to nie wpadłam. Co więcej, to szczęście się utrzymuje i jestem wdzięczna za każdym razem gdy jednym kliknięciem włączam zmywarkę, zamiast stać nad zlewem godzinę <3

    • Odpowiedz Listopad 11, 2017

      Ka Pa

      Oj tak, zmywarka to skarb. Doceniłam ja jak sie popsuła i przez 2 tygodnie szukaliśmy nowej 🙂

  • Odpowiedz Listopad 2, 2017

    Ela

    Alicja, mogę wam wymyć okna w domu!
    Biedne studenty chętnie zarobią 😀

  • Odpowiedz Listopad 3, 2017

    Alice

    Moja znajoma za opłata oczywiście sprząta nam raz natydzien duże mieszkanie. To wieeelka . Marze o robocie odkurzjaco mopujacym ale nie wiem jeszcze który sie sprawdzi..

  • Odpowiedz Listopad 3, 2017

    Izzzi

    Jeszcze jakiś czas temu nie mieliśmy żadnego sprzętu ułatwiającego życie. Teraz mamy zmywarkę, Thermomix i ostatni zakup to urządzonko odkurzająco-mopujące. Naprawdę jestem mega szczęśliwa, w chwilach takich gdy chodzi zmywarka, podłoga się myje, a my ( ja mąż i dzieciaczek) siedzimy w tym czasie w kawiarni jedząc gofry :D. Nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia z tego powodu 🙂 Oboje uważamy, że to były naprawde dobrze wydane pieniądze 🙂
    Najzabawniejsze jest to, że gdy moja mama wpadnie w odwiedziny to i tak myje naczynia ręcznie 😀

    • Odpowiedz Listopad 9, 2017

      Marys

      Zabawniejsze jest to, że niektórzy sami mają zmywarkę, a i tak myją ręcznie :p i nie mam na myśli jednego kubka czy garnka, ale normalnie całego zestawu brudnych naczyń

  • Odpowiedz Listopad 3, 2017

    Iza

    Temat wpasował się w moje ostatnie rozmyślania…Przyszła jesień, a wraz z nią zaczęłam dostrzegać brudne okna, zakurzone kąty i żyrandole. Lodówka wymaga odmrożenia, a na szafkach zapewne pierzynka kurzu. W ostatnich miesiącach wprowadziliśmy z męzem zmianę w kwestii robienia zakupów – zamawiamy zakupy w e-sklepie jednego z marketów. Co za oszczędność czasu! Płacimy co prawda za dowóz i niektóre produkty są droższe, ale w ostatecznym rozrachunku finansowo jesteśmy do przodu. Market odwiedzamy moze raz na miesiąc i to tylko po jeden produkt. Dzięki temu nie wydajemy pieniędzy na inne produkty, które są zbędne. Do lokalnych sklepików spacerujemy po świeże produkty. Cała rodzina zachwycona. Zaoszczędzone pieniądze mogę wydać na pomoc w jesiennych porządkach, zyskując jeszcze więcej!

  • Odpowiedz Listopad 3, 2017

    Anka

    a ja z innej beczki:)
    uwielbiam czytać Twoje teksty Alicjo, zawsze w punkt i to w jakim stylu. Zakładam, że jeśli masz tak lekkie pióro, dużo czytasz…. wróć, może czytałaś gdy gałganek był trochę mniej liczny.Co do czytania do poduszki polecisz styranym matkom ?

  • Odpowiedz Listopad 3, 2017

    Katarzyna

    Muszę pokazać ten tekst mężowi! Moja mama, która, gdy byłam dzieckiem, sprzątała jak szalona (cotygodniowe czyszczenie dywanów na kolanach – ten poziom) teraz mnie systematycznie strofuje, że sama powinnam pobawić się z moim dzieckiem, a do sprzątania kogoś zatrudnić, bo szkoda życia, a mnie stać (jak mama stwierdza). Posłuchałam się jej i faktycznie czułam się szczęśliwsza 😉 jednak od kilku miesięcy mój mąż uznał, że sam będzie sprzątał, po co komuś płacić (ja niedawno wróciłam do pracy). Reasumując – ja protestuję i ogarniam cokolwiek na bieżąco, on – od czasu do czasu wysprząta na błysk np łazienkę, a reszta tonie w brudzie, który mnie osobiście doprowadza do szału, ale zwyczajnie mi brakuje energii, żeby go ogarnąć. Teraz mam dodatkowy argument do tego, żeby powrócić do pani, która nam sprzątała – dziękuję!!!

  • Odpowiedz Listopad 3, 2017

    Ania

    A ja mam taki problem, że z przyjemnością i absolutnie bez wyrzutów zatrudniłabym osobę do sprzątania, ale nie umiem takiej znaleźć. Zwłaszcza że mieszkanie nieduże, wystarczyłoby je ogarnąć raz na 2-3 tygodnie, a wszystkie oferty, które znajduję są na po parę godzin co tydzień, a tak “z doskoku” to “nie opłaca się”. Może ktoś ma pomysł, gdzie znaleźć taką pomoc nieregularną (w Warszawie).

  • Odpowiedz Listopad 4, 2017

    Aa

    Do mnie pani do pomocy przychodzi raz na tydzień. Nie wyobrażam sobie inaczej. Tak samo mimo tego że byłam na macierzyńskim, raz na jakiś czas opiekunka brała dziecko na spacer a ja miałam czas dla siebie.
    Z jednym tylko się nie zgodzę w artykule. Nie każdy rodzic ma poczucie, że dzieci dają im w życiu najwięcej szczęścia i radości. Myślę że takie stwierdzenia budzą poczucie winy w tych, którzy nie stawiają dzieci na pierwszym miejscu. A wbrew pozorom takich osób jest sporo.

  • Odpowiedz Listopad 4, 2017

    Jagoda

    Wziełam panią do sprzątania raz w tygodniu, kiedy po 2 ciąży i wznowieniu stanu zapalnego hashimoto dopadła mnie depresja. Nie miałam siły wyjść z łóżka, a gdzie tu mówić o sprzątaniu. A chłop – ileż można pracować po 10h, ogarniać dom, ogródek i dwójkę dzieci? Olałam, że ludzie patrzą na mnie dziwnie. I to było najlepsze co mnie mogło spotkać. O wiele lepiej się czułam widząc, że w rogach nie ma pajęczyn, okna są przejrzyste, jak wstałam z łóżka to nie musialam biegać ze szmatą czy odkurzaczem, mogłam zająć się sobą i swoimi problemami. Pani została z nami po dziś dzień. Część rodziny nadal się dziwi… Teraz kupiłam jeszcze suszarkę bębnową do ubrań – kolejny genialny wynalazek, nie gracę szuszarką sypialni czy salonu. Mam więcej czasu na zabawę z dzieciakami, w końcu czas na gry planszowe. I nie padam co wieczór w sb na pysk 😀

  • Odpowiedz Listopad 5, 2017

    Ania

    Wzięłam do pomocy panią zza wschodniej granicy, która bardzo chciała sobie dorobić, a my akurat chcieliśmy trochę się odciążyć – ciężko wszystko wymyć i posprzątać przy trojaczkach 🙂 najlepiej wydane pieniądze ever!:D

  • Odpowiedz Listopad 8, 2017

    Kasia

    Mi do szczęścia wystarczy moja córeczka 🙂

Leave a Reply