Zapomniana, ale skuteczna i ważna praktyka rodzicielska

Uspokojenie lub zajęcie niemowlęcia na dłużej bywa czasem nie lada wyzwaniem. Tymczasem okazuje się, że istnieje sposób, który – jak wynika z badań – potrafi wyciszyć i zainteresować malucha na ponad dwa razy dłuższy okres niźli ten standardowo stosowany. I to sposób przy którym nie trzeba dzieciny nosić, bujać, lulać, karmić – nie moi drodzy, dziecina sobie leży, a my mamy wolne ręce i możemy obierać kartofle do obiadu! Brzmi kusząco i… nierealnie, czyż nie?

A jednak – w badaniu opublikowanym w 2016 roku obserwowano zachowanie niemowląt (w wieku od 7 do 10 miesięcy), które siedziały lub leżały sobie spokojnie (bez patrzenia na rodziców, bowiem ci byli z tyłu za dzieckiem) i słuchały. Czego? Otóż słuchały nagrań z których albo płynął tekst kołysanki, ale nie w wersji śpiewanej tylko zwyczajnie wypowiedzianej albo w całej istocie swego jestestwa, czyli śpiewanej. Okazało się, że przy mówieniu niemowlęta zachowywały spokój na mniej więcej 4 minuty, przy śpiewaniu zaś maluchy leżały spokojnie przez calutkie 9 minut!

Różnica jest naprawdę spora i obiecująca, bo każdy rodzic wie jak wspaniale smakuje dodatkowe 5 minut spokoju i wolnych rąk, niemniej nie to jest tutaj najważniejsze. Autorzy pracy sugerują bowiem, że choć u niemowląt samokontrola emocjonalna nie jest jeszcze możliwa, to wydaje się, że kołysanki mogą wspierać jej rozwój, a jak wynika z innych badań – rodzice z krajów zachodnich raczej skąpią tychże swoim pociechom, ograniczając im tym samym dostęp do ich ewentualnych właściwości wpływających na regulację emocji.

Bardzo ciekawe wyniki uzyskano też w opublikowanej w tym roku pracy, której celem było zbadanie czy kołysanki mają wpływ na zachowanie malucha i tworzenie relacji matka-dziecko w pierwszych miesiącach po porodzie. W badaniu tym jedną grupę matek zachęcano aktywnie do w miarę regularnego śpiewania kołysanek już w trzecim trymestrze ciąży i kontynuowanie wykonywania kołysankowych arii przez 3 miesiące po porodzie, w drugiej zaś grupie, kontrolnej, takich śpiewnych zaleceń nie było. Okazało się, że wśród dzieci matek z grupy śpiewającej obserwowano mniejszą częstotliwość płaczu, rzadsze występowanie kolek i rzadziej obserwowaną tendencję do częstych nocnych pobudek (rozumianych jako 4 lub więcej pobudek w ciągu nocy), u samych zaś matek niższy był poziom stresu związanego z macierzyństwem, co sumarycznie pozwoliło autorom na zasugerowanie, że kołysanki mogą pozytywnie wpłynąć na budowanie relacji matka-dziecko i postulowanie by w dzisiejszych, dość szybkich czasach, w których matule wracają szybko do pracy, nie zarzucać tej tradycyjnej i wielowiekowej strategii nawiązywania interakcji z małym człowiekiem.

Oczywiście to badanie jedynie korelacyjne więc nie możemy na hura zrzucić wszystkich tych efektów li tylko na sam fakt śpiewania kołysanek, ale niewątpliwie badaczom udało się wykazać tu pewien istotny statystycznie efekt, więc skoro wprowadzenie kołysanek do naszej codzienności np. w postaci elementu rytuału przedsennego nie kosztuje nas aż tak dużo wysiłku – to może warto spróbować? Zwłaszcza, że jak wykazano same rytuały przedsenne również mogą pozytywnie wpłynąć na to jak mały człowiek będzie spał – w jednym z badań wykazano, że dzieci (w wieku 7-36 miesięcy), których rodzice wdrożyli w życie rytuał – kąpiel, delikatny masaż lub aplikacja balsamu, sesja tulenia połączona ze śpiewaniem kołysanek i gaszenie świateł w pokoju w ciągu maksymalnie 30 minut od zakończenia kąpieli – zasypiały szybciej i spały nieco lepiej niż dzieci z grupy kontrolnej. Więcej o tym i innych sposobach na lepszy sen małego człowieka znajdziecie tutaj.

Nasz rytuał jest od zawsze ten sam – kąpiel – raczej codzienna, bo oni są jak matka wodnymi stworami, których nic nie relaksuje tak jak długa kąpiel, potem czytanie, które zastąpiło niemowlęce kołysanki, choć i teraz co jakiś czas proszą o kołysankę na dobranoc, a na koniec tulące zasypianie w rodzicielskim łóżku, skąd dopiero na śpiocha są przenoszeni do własnych łóżek. Staram się też mocno pilnować regularnych pór zasypiania – może nie co do minuty, ale mamy takie okienko w którym staramy się zmieścić, bo spora ilość danych sugeruje, że regularne pory chodzenia spać są dość istotne dla dobrostanu małych ludzi. O korzystnym wpływie takich praktyk na dobrostan psychiki rodziców, nawet nie wspomnę 🙂

Ale, ale – takie obserwacyjne, korelacyjne badania to nie wszystko co wiemy na temat kołysanek. W niektórych bowiem pracach wskazano wprost pewne zmiany fizjologiczne, które dokonują się gdy malec słucha kołysanek. Co prawda wszystkie dotychczasowe badania na ten temat oparto wyłącznie o dzieci urodzone przedwcześnie i sporo wody w Wiśle upłynie zanim cokolwiek udowodnimy na pewno, niemniej mamy pewne przesłanki sugerujące, że śpiewanie takim maluchom kołysanek może korzystnie wpływać na regulowanie ich rytmu serca i oddechu. Ba! W jednym z badań wykazano, że wcześniaki którym śpiewano kołysanki opuszczają szpital o średnio 3 dni wcześniej niż te maluchy, którym nie śpiewano. Lepsze też były ich przyrosty na wadze. Ze śpiewania korzystały również same matki, które śpiewając i kangurując jednocześnie odczuwały mniejszą ilość stresu i lęku związanego ze strachem o malucha.

Co ciekawe być może kołysanki mogą przynieść także ukojenie w bólu. W jednym z amerykańskich szpitali przeprowadzono bowiem badania w których wzięli udział mali pacjenci w wieku od 7 dni do 4 lat. Każdego z uczestników badania poddano trzem dziesięciominutowym sesjom obejmującym kolejno – śpiewanie kołysanek, czytanie książki i sesję kontrolną w której nie wchodzono w żadne interakcje z dzieckiem. Pozytywne zmiany rozumiane jako uspokojenie rytmu serca i redukcję w odczuwaniu bólu w skali CHEOPS obserwowano u dzieciaków li tylko po sesji kołysanek.

W części badań kołysanki śpiewano „na żywo” w części zaś puszczano z nagrań – warto o tym wiedzieć, bo ta druga opcja przydaje się gdy robota pali się nam w rękach i śpiewanie o migoczących gwiazdkach jest ostatnie na liście naszych priorytetów. A skoro już przy tym jesteśmy to w trakcie zbierania materiałów do tego tekstu – natrafiłam na wyjątkowo intrygującą publikację na temat ewolucji muzyki. Jej autorzy wysnuli bowiem hipotezę, że rodzice zaczęli śpiewać kołysank w trudnych czasach w których musieli bardzo dbać o to by dziecko było spokojne i płaczem nie przyciągało drapieżników/wrogów, a równolegle zajmować się tym by zdobyć dla siebie i dziecka jedzenie, zorganizować obozowisko i robić mnóstwo innych rzeczy o których dziś nam się nawet nie śniło. Czemu? Bo spokojny głos rodzica pokazywał dziecku, że nawet jeśli rodzic nie jest fizycznie przy nim to jest gdzieś w zasięgu głosu. Pytacie czemu śpiewanie a nie zwykłe mówienie? Otóż po pierwsze – innym dorosłym rodzic zwykle nie śpiewa więc to znaczy, że cała jego uwaga poświęcona jest mnie – dziecku, po drugie podczas śpiewania kontrola głosu musi być na znacznie bardziej zaawansowanym poziomie – więc skoro rodzic jest w stanie spokojnie nucić to znaczy, że naprawdę jesteśmy bezpieczni i nie ma się czego bać. To tak łopatologicznie i w ogromnym skrócie, bo publikacja jest niezmiernie obszerna, ale tak fascynująca, że musiałam się z wami podzielić.

Sceptycy zapytają teraz zapewne o to czemu w takim razie piszę akurat o kołysankach, skoro każda piosenka mogłaby potencjalnie w taki sam sposób wpłynąć na berbecia. Niemniej drodzy państwo – choć oczywiście nikt wam nie broni wcielić się we Freddiego Mercury’ego i wydrzeć małemu człowiekowi do ucha Bohemian Rapsody (sądzę zresztą, że każdy z nas co jakiś czas robi takie rzeczy, gdy nikt inny nie widzi…), to jednak kołysanki wyróżnia specyficzne tempo, rytm i głos opiekuna, który przy śpiewaniu kołysanek przybiera zupełnie inną barwę, sprawiając, że kołysanki mocno różnią się od innych utworów muzycznych. Zresztą – co tu dużo mówić uniwersalność kołysanek na przestrzeni wieków, języków, kultur i szerokości geograficznych sugeruje wprost, że jest w nich coś wyjątkowego.

Pomijając jednak wszystkie wzniosłe i intrygujące kwestie, to dla mnie kołysanki mają jeszcze jeden istotny, acz trywialny element, a mianowicie regulację emocji rodzica. Ileż to bowiem razy, gdy zmęczona, napięta i pełna frustracji próbowałam położyć spać moje dzieciaki w wieku niemowlęcym, mogłam dać ujście emocjom poprzez wyśpiewywanie na melodię popularnych kołysanek gróźb uroczo-karalnych, wymyślając na bieżąco teksty o tym jak to pożrę im stópki czy inne kolanka jeśli natychmiast nie odpłyną w objęcia Morfeusza i nie dadzą mi żyć. Ja wiem, że to brzmi śmiesznie, ale kiedy sfrustrowany rodzic zaczyna sobie do woli wymyślać absurdalne teksty na melodię mrugającej gwiazdki czy innego Wojtusia to w końcu papa sama zaczyna mu się uśmiechać, frustracja się ulatnia, a berbeć czując, że rodzic w końcu przestał się spinać – spokojnie zasypia.

Śpiewajmy więc czasem, bo co nam szkodzi spróbować, a 5 minut dodatkowego spokoju każdy z nas przyjmie z ochotą. I nie bójmy się, że śpiewać nie umiemy – dla małego człowieka nasz głos jest najpiękniejszy na świecie. Wiem, co mówię – moje koty generalnie całkiem przyjazne stworzenia – zawsze gdy zaczynałam śpiewać próbowały mnie zamordować (serio!), tymczasem moje dzieci pozostawały niewzruszone na moje fałsze i radośnie odpływały w krainę snu gdy nuciłam pod nosem. Do dziś zresztą proszą mnie czasem o pośpiewanie do snu, co z przyjemnością czynię, bo kiedyś w końcu się zorientują, że matka okropnie fałszuje i zakażą mi śpiewania w ich towarzystwie na wieki 😉

Źródła:
Corbeil i wsp., 2015. Singing Delays the Onset of Infant Distress.
Arnoni wsp. 2014. Maternal singing during kangaroo care led to autonomic stability in preterm infants and reduced maternal anxiety.
Coleman i wsp., 1997. The effects of the male and female singing and speaking voices on selected physiological and behavioral measures of premature infants in the intensive care unit.
Loewy i wsp., 2013. The Effects of Music Therapy on Vital Signs, Feeding, and Sleep in Premature Infants.
Tsang i Conrad, 2010. Does the message matter? The effect of song type on infants’ pitch preferences for lullabies and playsongs
Perisco i wsp., 2017. Maternal singing of lullabies during pregnancy and after birth: Effects on mother–infant bonding and on newborns’ behaviour. Concurrent Cohort Study

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3), aktualnie działa głównie w charakterze inkubatora dla kolejnego małego pachruścia. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

25 komentarzy

  • Odpowiedz Październik 30, 2017

    Katarzyna

    Kiedy byłam w ciąży, byłam też nianią. Młodej śpiewałam kołysanki a mój już w brzuchu się uspokajał. W szpitalu tylko to powodowało, że zamykał te swoje wielkie ślipia. Do tej pory chodzę i śpiewam.. 🙂

  • Odpowiedz Październik 30, 2017

    Sylwia

    Ja moim maluchom (no, głównie to starszej) już piąty rok śpiewam kolędy (w sensie że całe pięć lat, nie tylko w okresie okołoświątecznym), także ten… 😀 Starsza bardzo to lubi, ale z młodszym różnie bywało, jak był maleńki to on przestawał płakać jak ja przestawałam śpiewać, a teraz (ma już 3 lata) czasem mi mówi “mama cicho, nie śpiewaj!”. I weź tu traf w gusta publiczności 😉

    • Odpowiedz Październik 30, 2017

      Alicja

      Hahah ale z kolędami to na szczęście niedługo wpasujesz się w trend ogólnoświatowy bo będą wszędzie 😀

  • Odpowiedz Październik 30, 2017

    Oo

    Jestem wybitnie nie-śpiewająca, pierwszy miesiąc nie wiedziałam jak gębę otworzyć do tego stwora, żeby mu podpasowało 😉 Potem samo poszło jak widziałam jak moja mama zaczęła gadać-gaworzyć-podśpiewywać Młodemu i jakoś się przełamałam.
    Nie zauważyłam żeby kołysanki jakoś rzeczywiście wpływały na tempo usypiania (mam to szczęście że synek szybko zaczął sam się uspokajać, sam usypiać i spać do rana bez przerw), ale śpiewanie – super działa jako nawiązanie kontaktu z np drugiego końca pokoju. Typu Mały leży na macie i się bawi, ale raz na jakiś czas sprawdza gdzie jestem. To złapię z nim kontakt wzrokowy, zaśpiewam ze dwa wersy czegoś głupiego, uśmiecham się – on się uśmiecha w odpowiedzi i bawi się dalej. Tak samo śpiewanie dobrze przełamuje stan pt. zaraz się rozpłaczę, boję się, jestem głodny, itd.
    U nas faworytem są piosenki Abby (z “tańczeniem” disco jego małymi rękami i nogami), jakieś szybsze kawałki George’a Michaela, oczywiście Pan Kleks i wymyślone głupoty na melodie “Pojedziemy na łów” czy innych klasyków 😀
    Nie uskuteczniamy rzewnych iskierek z popielnika na Wojtusia, ani kotków dwóch, itd.

    • Odpowiedz Październik 30, 2017

      Alicja

      Rację – masz śpiewanie to własnie jest fajny sposób na kontakt i to taki unikatowy bo naprawdę jak w tym artykule podali – nikomu innemu raczej nie śpiewamy, a dziecku i owszem <3

  • Odpowiedz Październik 30, 2017

    Anna

    Ja bym do tego dodała, że piosenki świetnie wpływają na rozwinięcie mowy u dzieci. Mój pierworodny od narodzin miał puszczane wszelakie piosenki dla dzieci, (ja osobiście je znienawidziłam) ale moim skromnym zdaniem,dzięki temu w wieku 2lat zaczął mówić. Teraz ma 3 lata i można z nim pogadać na wiele tematów,. Jest bardzo muzykalny i z łatwością uczy się angielskiego właśnie dzięki piosenkom.
    Młodszy przez 3 tygodnie w inkubatorze wysłuchiwał mojego śpiewania (dla Wojtusia, na Wojtusia) i nawet teraz mając skończony rok, bardzo łatwo się przy tym uspokaja. Coś w tym musi być 😉

  • Odpowiedz Październik 30, 2017

    Marta

    Ja mojej 8 miesięcznej córci śpiewam, na początku było mi trochę głupio przy mężu, ale teraz nie mam oporów. Malutka to lubi, szczególnie w foteliku w samochodzie, gdzie bardzo się denerwuje. Śpiewam jej wtedy, głaszczę po rączce lub po buzi i jest ok. W domu też często jej śpiewam, podczas kąpieli, zabawy, przebierania, noszenia. Ćwiczymy codziennie metodą Vojty, mam wrażenie, że tylko śpiewanie pozwala jej ćwiczyć bez płaczu. I przyznam, że ja także bardzo się uspokajam.

  • Odpowiedz Październik 30, 2017

    ita88

    Nas ostatnio zaskoczyła córka. Mając jakieś 6 do 8 miesięcy często słuchaliśmy razem płyty z piosenkami i była tam taka spokojna piosenka Arki Noego dla mamy, którą uwielbiałam i czasem jej śpiewałam z płytą. Od tamtej pory płyta zaginęła w czeluściach samochodu. Odnaleziona w okolicach 3 urodzin córki. Wystarczyło, że drugi raz słuchała i sama już sobie śpiewała refren i większość dwóch zwrotek rzeczywiście się wyciszając.

  • Odpowiedz Październik 30, 2017

    Niki

    Moja córka bardzo pozytywnie reaguje na podspiewujaca mame i w sytuacjach kryzysowych wcielam sie w moje alter ego piosenkarki i spiewem czesto sprawiam, ze dziec zapomina, ze mial sie rozplakac. W wiekszosci przypadkow dziala. Alternatywnie jest puszczana piosenka-uspokajacz, ktora dziala na nia jak zaklecie od pierwszych wygranych tonow.
    A tak z innej beczki: moglabym prosic o tytul ksiazki z kolysankami pol-ang ze zdjecia (zaraz pod Przygodami Alicji w Krainie Czarow)? Dziekuje!

  • Odpowiedz Październik 30, 2017

    Ela

    Duuużo śpiewałam, bo lubię i zaczęłam już pod koniec ciąży. A że przed zajściem w miałam długą przerwę w śpiewaniu, to zdarzało mi się fałszować. I działo się coś niesamowitego: moje niemowlątko otwierało oczy przy każdym fałszu 🙂 bardzo musiałam się pilnować 😀 zaobserwowałam u nas wszytkie efekty, o których piszesz. I chociaż Mała ma już 5 lat, to nadal terapeutujemy się kołysankami. Małej śpiewam najczęściej jak jest chora albo jak o to prosi a “sobie”, kiedy tracę cierpliwość przy jej próbach zaśnięcia. Wtedy potrafię się nie irytować. Patrzę a nią, wącham i bardzo kocham 😍

  • Odpowiedz Październik 31, 2017

    MonaLu

    Uwielbiam Twoje teksty! 🙂 I śpiewać też, choć nie umiem, w związku z czym kiedy śpiewam z radiem dzieć mi się każe przymknąć, ale kołysanka na dobranoc obowiazkowa, choć niuśce juz 9 rok leci…

  • Odpowiedz Październik 31, 2017

    borelioza

    Śpij dziecino, śpij, bo chwycę za kij – to z repertuaru uroczo-karalnego mojej rodzicielki….

  • Odpowiedz Listopad 1, 2017

    Joanna

    Ja niestety nie śpiewam bo nie lubię i nie umiem oraz bo… nie miałam co.
    Jedyne kołysanki które pamiętam to „Aaa kotki dwa” oraz „Na Wojtusia z popielnika” przy czym ta druga, mówcie co chcecie, na pewno traktuje o śmierci. Pamiętam jak byłam mała i robiło mi się zawsze straszliwie smutno gdy jej słuchałam. W perspektywie znacząco obniżonego nastroju po porodzie nawet nie chciałam o niej myśleć.
    „Zwykłe” piosenki dla dzieci są skoczne i jakoś do usypiania mi nie podchodzą.
    Masz (macie?) jakieś inne propozycje? Tytuły których nie znam?
    Pozdrawiam

    • Odpowiedz Listopad 2, 2017

      Zuzanna

      “Stos poduszek i maluszek”- polecam te płytę z całego serca

  • Odpowiedz Listopad 1, 2017

    Marta

    A ja mam jeszcze pytanie o źródła, bo chciałabym poczytać, są gdzieś dostępne, może w języku polskim?

    • Odpowiedz Listopad 2, 2017

      Alicja

      Źródła są podane na końcu wpisu 🙂

  • Odpowiedz Listopad 1, 2017

    Algo

    Moje nie znosi jak śpiewam. Jak była mała to czasem przeszły Jadą misie albo Pieski małe dwa ale nic innego. teraz ma 2 lata i wścieka się kiedy próbuje cokolwiek zaśpiewać.

  • Odpowiedz Listopad 2, 2017

    Patyk

    Śpiewam mojej córce od samego początku jej istnienia. Najpierw były to kolędy, bo niczego innego nie znałam :). Moja mam sądziła, że jest źle bo książeczka od nabożeństwa na stoliku nocnym leżała, a ja kolęd się uczyłam. Potem już było tylko „Aaa, kotki dwa”. Gdy tylko zgaszę światło, moja córka woła „aa”!. No i ciągnę kołysankę. Po około 15 zwrotkach kończę. Po czym córka znów, „aa”. Odpowiadam wtedy, że już dużo zaśpiewałam. Na co ona kwituje yhhhy ( znaczy tak) i zasypia. I tak codziennie;)

  • Odpowiedz Listopad 2, 2017

    Dorota

    A ja mam dziwną sytuację, bo mimo, że mam poczucie taktu, słoń nie nadepnął mi na ucho, a w swoim CV mogę wpisać, że kilkanaście lat śpiewałam to jakoś ten śpiew wylatuje przez dziury w oknach. Mało, a raczej mniej niż mało, śpiewam, a z czego to wynika? Nie mam pojęcia…

  • Odpowiedz Listopad 4, 2017

    Amoena

    Jedną z przyczyn tego, że dziecko inaczej reaguje na mówienie i śpiewanie może być to, że za rozumienie mowy i śpiewu odpowiadają inne obszary mózgu. Ja, gdy mojej 2 latce śpiewałam swoją wymyśloną kołysankę, to młody w brzuchu się za każdym razem “odzywał”. Jak czytam książeczki to bywa podobnie, ale rzadziej. Akurat w jego przypadku może także chodzić o sposób oddychania – podczas śpiewania bardziej pracuje przepona. Pozdrawiam wszystkich śpiewających – trochę lepiej i trochę gorzej 😉

  • Odpowiedz Listopad 4, 2017

    Michalina

    Mimo tego, że fałszujemy okrutnie, śpiewamy do usypiania, bo to po prostu działa. Repertuar mojego męża to Nie płacz Ewka, Autobiografia i Zegarmistrz światła. Ja się zawzięłam i nauczyłam całych dwóch kołysanek 🙂

  • Odpowiedz Listopad 6, 2017

    wisznu

    chciałbym potwierdzić, ale po tym jak nuciłem dziecku kołysankę, to jakies znerwicowane chodziło. Nucilem jedyną jaką znam, czyli tę:
    https://www.youtube.com/watch?v=7wRNX94fU94

    ;D

  • Odpowiedz Listopad 11, 2017

    Iza

    Ja śpiewałam córeczce głównie “Jesteśmy jagódki..”. Była zachwycona, w przeciwieństwie do wszystkich wokół :))))

Leave a Reply