Zabawy, które uczą panowania nad sobą.

Od jakiegoś czasu Pierworodna ochoczo uczęszcza na lekcje baletu. Dziewczynki wchodzą na salę same, ale w środku jest kamera dzięki której rodzice mogą obserwować poczynania swoich latorośli – bardzo mnie to cieszy, bo to jedna z nielicznych okazji by przyjrzeć się temu jak zachowuje się moje dziecko kiedy nie ma mnie w pobliżu.

Na ostatnich zajęciach w przerwie pomiędzy ćwiczeniem piruetów i arabesek instruktorka urządziła zabawę w raz, dwa, trzy baba Jaga patrzy. Kojarzycie? To taki, nieco już zapomniany, klasyk w którym jedno dziecko pełniące chwilowo funkcję baby Jagi obraca się tyłem do reszty, a rolą reszty jest dobiec jak najszybciej do baby – szkopuł w tym, że jak baba się obróci w kierunku biegnących to ci muszą zastygnąć w bezruchu.

Z dziką radochą obserwowałam jak w trakcie zabawy na twarzach małych balerin maluje się napięcie, jak z całych sił próbują z stłamsić w sobie chęć pobiegnięcia dalej kiedy reszta stoi, bo to dałoby im przewagę wyścigową.

Samokontrola. Samoregulacja. Panowanie nad sobą. Olejmy definicje, mądre nazwy i całe to nudne psychologiczne bla bla bla – ważne jest to, że badania raczej są zgodne co do tego, że dzieci o wysoko rozwiniętej, nazwijmy to zbiorczo i na potrzeby wpisu, umiejętności samokontroli radzą sobie w życiu generalnie nieco lepiej. Lepsza samokontrola wiąże się też z lepszymi osiągnięciami akademickimi.

Wydaje się wiec, że całkiem fajnie jeśli dziecina potrafi nad sobą panować, a jako że moje myśli biegną zazwyczaj dziwacznymi torami to obserwowanie zabawy w babę Jagę skłoniło mnie do przekopania baz danych pod kątem tego co, kiedy i dlaczego decyduje o tym, że jednym balerinom było łatwiej zapanować nad sobą, a innym trudniej.

Zanim jednak przejdziemy dalej musicie uświadomić sobie jedną ważną rzecz, a mianowicie to że samokontrola zaczyna się rozwijać dopiero gdzieś między 3 a 7 rokiem życia więc i tak nie ma co od dzieciarni cudów wymagać. Druga ważna sprawa jest taka, że nie wszystko możemy modulować wychowaniem i środowiskiem – za pewną część zachowań naszego dziecka odpowiadają bowiem geny i jak wskazują badania, impulsywność, czyli problem z trzymaniem swoich emocji i zachowania na wodzy, może być w pewnym zakresie determinowana przez geny właśnie [1].

Niemniej spokojnie, nie wszystko stracone, bo na szczęście inne badania sugerują, że to nie jest tak jak z kolorem oczu gdzie gdy już dostaliśmy od rodziców zielone to zielone mieć będziemy i basta. Wręcz przeciwnie sprawa jest na tyle złożona, że ostateczny rezultat jest wypadkową genów, środowiska, temperamentu i zapewne tysiąca innych mniej lub bardziej istotnych czynników.

Co zatem możemy zrobić by wpierać rozwój samokontroli u bajtli?

Możliwości jest co najmniej kilka, ale dziś tylko o jednym ze sposobów, czyli o zabawie. Tak się bowiem składa, że w zasadzie każda zabawa w której dzieci muszą postępować zgodnie z pewnymi zasadami pozwala na ćwiczenie samokontroli. Są jednak takie zabawy, które wymagają od dzieciaków nieco więcej w związku z czym niezawodni naukowcy postanowili sprawdzić czy regularne wcielanie tych zabaw w życie rzeczywiście przynosi tutaj jakieś wymierne rezultaty.

W jednym z takich badań udział wzięło 65 przedszkolaków w wieku od 3,5 do 5 lat [2]. Dzieci miały uczestniczyć w szesnastu (choć w praktyce średnio na dziecko wyszło około 11 – ze względu na absencję z powodu chorób i innych takich, wiadomo, jak to w przedszkolu) półgodzinnych sesjach obejmujących między innymi następujące zabawy:

Czerwone światło, fioletowe światło – czyli zmodyfikowaną kolorystycznie wersję gry czerwone/zielone światło w której dorosły albo mówi jakie jest światło albo pokazuje kartonik/cokolwiek w odpowiednim kolorze i tak na przykład na hasło/kolor fioletowy dzieci biegną/tańczą/ruszają się na hasło/kolor czerwony dzieci zatrzymują się w bezruchu.

Taniec-zamrażaniec – czyli zabawę w której dzieci miały tańczyć kiedy grała muzyka i zastygać w bezruchu gdy grać przestawała. Dodatkowo do szybkiej muzyki dzieciaki kicały szybko, do wolnej wolno.

Orkiestra – dorosły pełni rolę dyrygenta i macha czymkolwiek bądź co z grubsza przypomina batutę, a dzieci w rytm jego machańska mają grać na czymkolwiek bądź (grzebień i garnek też mogą być). Gdy dyrygent machać przestaje dzieci grać przestają, gdy macha szybko grają szybko, gdy wolno wolno.

Banalne te zabawy, powiadacie? A jakże! Ale teraz uwaga – w trakcie każdej z nich kiedy dzieci już przyswoiły sobie zasady, badacze a.k.a chamy niemyte zmieniały nagle wszystkie reguły i kazały dzieciakom robić na odwrót. Innymi słowy dzieci miały stać na fioletowym świetle i biec na czerwonym (dlatego ze względów bezpieczeństwa kolory zmieniono na mniej kojarzące się z sygnalizacją świetlną!). Z kolei w tańcu zamrażańcu dzieciaki miały nagle postępować wbrew temu co im w duszy gra i do wolnej muzyki tańczyć jakby nimi miotał sami-wiecie-kto, a do szybkiej poruszać się wolno i majestatycznie niczym na potańcówce w domu starców. W orkiestrze zaś wprowadzono pełne pomieszanie z poplątaniem – począwszy od wolnego grania do szybkiego machania, na graniu tylko wtedy kiedy dyrygent nie macha kończywszy. Taka nagła zmiana zasad wymuszała na dzieciach postępowanie wbrew przyzwyczajeniu i temu czego się żmudnie nauczyły, wymagając od nich w ten sposób mocnego panowania nad sobą.

Zarówno przed rozpoczęciem, jak i po zakończeniu badania wszystkich małych uczestników poddano testom mającym na celu ocenę ich zdolność do samokontroli. Okazało się, że o ile u dzieci, które w momencie rozpoczęcia badania w testach oceniających umiejętność samokontroli wypadały bardzo dobrze tzn. powyżej średniej uczestnictwo w sesjach zabawowych nie wiązało się z istotnymi zmianami w poziomie samokontroli, o tyle u tych dzieci u których umiejętności te były na początku poniżej średniej uczestnictwo w sesjach fajnie korelowało z ich rozwojem. Co więcej zauważono także, że im częściej te właśnie dzieciaki uczestniczyły w sesjach zabawowych, tym lepiej wypadały w testach kończących badanie.

Nie wiem jak wy, ale ja nie mam zielonego pojęcia jak na tle rówieśników wypada samokontrola mojego dziecka – nie wiem czy jest poniżej średniej czy powyżej. Wiem natomiast, że zabawy na których opierało się wspomniane wyżej badanie są proste i zazwyczaj dają dzieciakom mnóstwo radości, a jednocześnie jak sugerują uzyskane tu wyniki, ich skutkiem ubocznym może być wspieranie rozwoju samokontroli u malucha, dlatego od jakiegoś czasu z radością wcielamy je w życie.

Przy czym jako że ja w przeciwieństwie do badania nie dysponuję grupą przedszkolaków, a li tylko czterolatką sztuk jeden i dwulatkiem który, jakby to delikatnie powiedzieć… nie zawsze kuma, my sobie zabawy modyfikujemy. I tak czerwone/zielone światło stosujemy nie tylko w domu (kiedy to bawimy się z wykorzystaniem kart kolory o których pisałam TU), ale też po drodze z przedszkola/zakupów/czego tam jeszcze kiedy na moje hasło fioletowy młoda zastyga w bezruchu, a na żółty nas goni. Przy czym, uwaga, pro tip: nie mówcie tylko na zmianę fioletowy/żółty, bo to bezsensu skoro młode i tak wie z wyprzedzeniem co powiecie. Zdecydowanie lepsze są zupełnie nieprzewidywalne ciągi typu żółty, żółty, żółty, fioletowy, żółty, fioletowy itd. I dajcie dziecięciu wybrać jaki kolor co oznacza. A potem się zamieńcie rolami. Serio mówię, Zobaczcie jak trudno wytrwać i nie iść kiedy kilkuletni knyp mówi wam fioletowy pięć razy pod rząd i musicie stać na chodniku jak to ciele 😉 ćwiczta samokontrolę, a co!

Nie chce mi się też układać playlisty żeby bawić się w taniec zamrażaniec, ani tym bardziej słuchać jak moje dziecię wali z całej siły w garnek czy inny bęben, w związku z czym te dwie zabawy połączyłyśmy w jedno i teraz bawimy się tak, że ja śpiewam, a ona tańczy. Choć prawda taka, że śpiewam to za duże określenie, bo generalnie wygląda to tak, że w zastępstwie szybkich melodii wydzieram mordę jak wokalista ciężkiej kapeli wrzeszcząc szybko nieartykułowane lololo lololololololo dudududu chryyyy albo coś w ten deseń, a w ramach wolnych śpiewam sobie la-la-la-la-la-la na melodię słynnej piosenki Fiony ze Shreka albo coś w ten deseń). To zresztą ostatnio ulubiona zabawa moich dzieci, bo strasznie ich śmieszy jak matka jest mroczną drzemordzicą. Tylko potem trochę gardło boli. Ich też, bo jak wspomniałam zamieniamy się rolami.

Inną zabawą, która może się tu sprawdzić jest też popularny Simon Says – badania przeprowadzonego na grupie ponad 800 3-6 latków z USA, Tajwanu, Korei Południowej i Chin sugerują bowiem, że dzieciaki, które dobrze sobie radziły w zabawach typu Simon Says właśnie były w wieku szkolnym częściej oceniane przez nauczycieli jako te o lepiej rozwiniętej zdolności do samoregulacji zachowania. Również ich umiejętności matematyczne i językowe były oceniane wyżej [3]. A że jak wiadomo praktyka czyni mistrza, to może warto bawić się tak z dziecięciem co jakiś czas coby miało okazję popraktykować.

Simon Says nie ma chyba rodzimego odpowiednika (edit: już mi tu donosicie, żem ciemna masa, bo w Polsce mamy przecież ojca nomen omen… Wirgiliusza i róbcie dzieci to co ja, także tego, sklerozę mam), ale w skrócie polega na tym, że jeden z grających przyjmuje rolę tytułowego Szymona i wydaje pozostałym polecenia typu „Szymon mówi podskocz wysoko/kucnij/wystaw język/krzyknij imię swojej mamy”. Ustalamy przy tym, że jeśli Szymon powie np. „Szymon mówi skacz” to faktycznie skaczemy, ale jeśli Szymon powie tylko „skacz” to nie skaczemy. Można też robić psikusy i mówić Szymon mówi nie dotykaj nosa. O ile zakład, że dotkną? Poćwiczcie też u berbecia elastyczność kognitywną grając w odwrotnego Szymona, czyli róbcie co innego niż mówicie (np. kiedy jesteście Szymonem powiedzcie „Szymon mówi dotknij swoich stóp” jednocześnie dotykając swojej głowy) albo z góry ustalcie, że dzieci robią coś dokładnie przeciwnego niż mówi Szymon, czyli kiedy pada „Szymon mówi wstań” to dziecka siadają, przy „Szymon mówi zrób smutną minę” dziecięta się uśmiechają, przy „Szymon mówi poruszaj głową na TAK” dzieci robią nie, otwórz oczy – zamykają, spójrz w dół – patrzą w górę, skacz na obu nogach – skaczą na jednej i tak dalej, i tak dalej.

Innym pomysłem na zabawę tego typu może być też „Gotowi do startu, st….” – czyli ustawiamy dzieciarnie w linii startowej (a jak macie za mało dzieciarni to zaprzęgnijcie łojców), krzyczymy „gotowi do startu, start” i wtedy dzieci zaczynają biec albo „gotowi do startu, st….(tu-wstaw-dowolne-inne-słowo-które-brzmi-przynajmniej-na-początku-podobnie-do-start np. statek, stasiek, stać, staroć) i wtedy dziecięta ruszyć się nie mogą, a kto się ruszy musi cofnąć się o kilka kroków przed linię startu. Jak nie macie gdzie biegać to można siedzieć po turecku i np. wyrzucać ramiona w górę albo stać i na odpowiednią komendę padać na ziemię.

Poza tym dobrze sprawdzają się gry planszowe, gdzie dziecię nie tylko musi czekać na swoją kolej, ale też przestrzegać reguł, liczyć się ze współgraczami, a nader wszystko nauczyć się, że można się dobrze bawić i cieszyć nawet kiedy się nie wygrywa. Gry planszowe to też frajda dla rodziców, więc polecam. Jeśli chcecie wpis o grach planszowych w które my wsiąkamy to dajcie znać.

Podsumowując – wydaje się, że warto odkopać zapomniane i nieco trącące myszką zabawy podwórkowe, bo choć nie są one powszechnie uznawane za kreatywne a tym bardziej edukacyjne, to wbrew pozorom dają maluchom świetną okazję do podszkolenia koncentracji, uwagi, zapamiętywania reguł (a tym samym pamięci), a być może także panowania nad sobą i impulsami. Dajmy więc tym zabawom drugie życie w trakcie nadchodzących wakacji – tylko nie przesadzajcie i dajcie też maluchom czas na zwykła swobodną zabawę. Ano i bez spiny, to przede wszystkim ma być zabawa, a nie morderczy trening samokontroli. To co uśmiech na lico i raz, dwa, trzy baba Jaga patrzy? 🙂

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

28 komentarzy

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

    kaś

    Lubię to! Moja córka ma 8 miesięcy i nie mogę się doczekać momentu, w którym będziemy się bawić w wymienione wyżej zabawy 🙂 teraz często nie mam pomysłu w co/czym się z nią bawić. Szkodnik szybko się nudzi:p

    • Odpowiedz Grudzień 8, 2016

      Mamarak

      Już jakiś czas temu trafiłam na te badania o samokontroli i od razu przypomniały mi się inne badania, które dawno temu widziałam w TV. W dużym skrócie: o dzieciach, które nie potrafiły oprzeć się pokusie i podczas nieobecności badacza oglądały przedmiot, który ów badacz zostawił na stole (za dziecięcymi plecami). Wychodząc z pomieszczenia prosi dzieci, aby siedziały grzecznie na krześle i nie zerkały za siebie. Podobne te dzieci, które złamały zakaz, zerkały za siebie, a nawet dotykały przedmiotu (zabawki), miały być bardziej inteligentne od tych “samokontrolujących: się 😉 Wniosek? Cokolwiek Twoje dziecko zrobi, na pewno świadczy to o jego inteligencji i życiowej zaradności 😛

    • Odpowiedz Grudzień 8, 2016

      Ewelina

      Mam podobnie z 4.5miesięczniakiem. Z tym że A KUKU! to zabawa niezniszczalna i budząca atak śmieszku zawsze PÓKI CO 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

    Lina

    Jak to?! Odpowiednikiem Szymona u nas przecie ojciec Wirgiliusz co mial 123 dzieci!!!
    “Hejze dzieci hejze ha, robcie wszystko to co ja”

    • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

      admin

      Łooo serio, skleroza nie boli! Epic faila zaliczyłam. Dzięki zaraz edytuję 😀

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

    Zuza

    chcemy wpis o grach planszowych! bardzo!

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

    Ania

    Dzieki,wpis o planszówkacb bardzo potrzebny !czekamy!

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

    Adaszka

    Gry planszowe!!!

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

    Jamama

    Super, że przypominacie te zabawy. Z 16 miesieczniakiem jeszcze za szybko na nie. U nas na razie hitem jest gotowanie i wieze klockowo kubkowe.

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

    mayaxandra

    daję znać

    czyli proszę o wpis na temat gier planszowych dla dzieciaków 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

    Melodia

    Super wpis. Muszę poćwiczyć z dziećmi 😉 Póki co myśle jak umilić dzieciakom długą podróż wakacyjną w aucie. Może coś doradzicie?!

    • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

      Dominika

      Mieszkamy za granica, 1300 km do Polski, zawsze w podrozy nudzi sie nie tylko maluch ale i dorosli pasazerowie a kierowca walczy ze zmeczeniem. Nasza ulubiona zabawa to zagadki (zgadywanki) np cos na litere a? AutO! OgoreK! KoT! Itd. Albo cos co jest niebieskie i nad nami? Niebo! Takie banalne chyba ale u nas dziala 🙂

    • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

      mm

      w aucie? Opowiadanie historii na zmianę, mówienie wyrazów na ostatnia literę poprzedniego i książka!

    • Odpowiedz Czerwiec 24, 2016

      awa

      Zabawy słowno-historyjkowe długo były u nas hitem, ale dużo jeździmy i trochę się znudziły. Ostatnio jesteśmy matematyczymi detektywami: wydrukowałam córce (6lat) liczby od 0 do 100 i miała skreślać te, które zobaczyła na znakach, reklamach, domach. Wciągnęła się na całą 200km podróż! Teraz planuję zrobić listę (pisemną lub obrazkową w zależności od wieku) obiektów mijanych po drodze, np.: przystanek, rowerzysta, trzepak, bocian, krowa etc. co tylko do głowy przyjdzie. I niech dzieci odhaczają to co widzą. Jeśli jest dwójka, mogą być zawody, kto pierwszy odhaczy wszystko po swojej stronie drogi.

  • Odpowiedz Czerwiec 21, 2016

    Ewa mama Adama

    Fajna zabawa na dluga podroz w aucie to np. Jedna osoba wymysla jakas postac np z bajki (shrek) nie mowi nikomu o kim mysli i dzieci zadaja pytania na ktore mozna tylko odpowiedziec tak lub nie. Przyklad czy jest to postac prawdziwa?-nie Czy jest mezczyzna? Tak 🙂 kto odgadnie ten wymysla swoja postac:-)

  • Odpowiedz Czerwiec 22, 2016

    markdottir

    O proszę. W przedszkolu Madame grają w babę jagę regularnie. 😉
    Wciągające gry planszowe i ja chętnie poznam. Na razie u nas króluje grzybobranie, memo i lotto.

  • Odpowiedz Czerwiec 22, 2016

    Agata

    W Lublinie zapraszamy na zabawy z Fundacją “Dwa Ognie” 🙂
    https://www.facebook.com/fundacja2ognie/?fref=ts

  • Odpowiedz Czerwiec 22, 2016

    Łolek

    Czy tam naprawdę jest napisane o badaczach “chamy niemyte”? ?? Trzy razy sprawdzałam z wielkim rozbawieniem.
    I ja będę wdzięczna za wpis o grach!

  • Odpowiedz Czerwiec 22, 2016

    Borelioza

    Chcemy wpis o grach!!!! Taaaak!

  • Odpowiedz Czerwiec 23, 2016

    Dagmara

    Chcę wpis o planszoweczkach!!

  • Odpowiedz Czerwiec 26, 2016

    asiulek

    wszystko suuuper 😀 ale… jaki sposob na 4letniego uparciucha, ktory ciagle nie ma ochoty sie tak bawic? 🙁

    • Odpowiedz Czerwiec 27, 2016

      admin

      Jak nie chce to nie musi 😉 ma prawo mu nie pasować żadna z tych zabaw i nie ma co naciskać 😉

  • Odpowiedz Czerwiec 27, 2016

    Weronika

    Super wpis. Czasem czlowiek zapomina o takich najprostszych grach. 🙂
    A samokontrole pocwiczymy, cala rodzina. Haha!

  • […] Zabawy, które uczą panowania nad sobą. […]

  • Odpowiedz Lipiec 31, 2016

    Kamila

    Bardzo ciekawy wpis. Czekam na więcej o zabawkach i grach nie tylko planszowych.

  • Odpowiedz Grudzień 8, 2016

    Doris

    W podróży my mamy karty do zaznaczania obiektów, znaków drogowych,samochodowych znaków itp.albo np. liczymy drzewa(tzn zabawa najlepsza jak matka nie nadąża z liczeniem), albo kto zobaczy pierwszy coś np.czerwonego,albo kwadratowego itd.

  • Odpowiedz Październik 11, 2018

    Mamuska

    Dzień dobry, super artykuł-bardzo dziękuję
    Jakie gry planszowe dla 5 latka polecałby Pani? Żeby zainteresowac, nauczyć i wyczwiczyc samoregulacja.

  • Odpowiedz Lipiec 2, 2019

    dzemeuksis

    Chcemy wpis o grach planszowych. Może być nawet siedem wpisów.

Leave a Reply