Reakcje, które psują Twoją relację z dzieckiem i wpływają na jego zachowanie

Rodzicielstwo bywa em, jakby to powiedzieć – trudne. Przynajmniej dla mnie. Każdego dnia zdarza mi się kilkadziesiąt sytuacji, które wprawiają mnie w konsternację, bo kompletnie nie wiem jak na nie zareagować. Bardzo często są to sytuacje z których nie ma prostego wyjścia i na które nie ma uniwersalnej recepty, ale im dłużej jestem rodzicem tym częściej dostrzegam, że naprawdę są takie momenty w których najlepiej sprawdza się najprostsze rozwiązanie. Dziś dwa przykłady – zainspirowane książką „Próbowałam już wszystkiego” Isabelle Filliozat – jednym z nielicznych poradników rodzicielskich, które byłam w stanie przeczytać i przy tym nie zasnąć i z którego przy okazji sporo wyniosłam.

Przykład pierwszy – chcę to mieć

Jesteście w sklepie, starasz się szybko przebiec obok działu z zabawkami, ale sokoli wzrok Twej latorośli i tak wypatruje zestaw klocków, w związku z czym zgodnie ze znanym wszystkim rodzicom scenariuszem słyszysz „łaaaa ale ekstra klocki, chce je mieć!” Jak reagujesz? Ano z dużym prawdopodobieństwem dostajesz lekkiej nerwacji i wypalasz: „Nie ma mowy! Masz w domu pełno klocków, a poza tym co Ty myślisz, że to jest za darmo? To wszystko kosztuje, a my nie mamy pieniędzy żeby Ci ciągle klocki kupować.”

Trzy dni później jesteś z mężem w markecie i na środku pasażu wpadacie na stoisko reklamowe nowego modelu lśniącego samochodu rodzinnego. Co mówi Twój mąż? „O żesz jasny gwint, ale genialna fura – chcę taką!” Co mówisz? „Nie ma mowy!!! Masz już przecież samochód i co Ty sobie w ogóle myślisz, że my już nie mamy na co pieniędzy wydawać, ośle jeden?!”

No właśnie.

Niestety też jestem oślicą i też te same słowa w wydaniu mojego dziecka i mojego męża interpretuję często zupełnie inaczej. Tymczasem to przecież dziecko jest mniej ogarnięte w kwestiach językowych i używanie trybu przypuszczającego (chciałbym mieć) może przychodzić mu z trudem. To wzburzające nasze ciśnienie „chcę mieć klocki” niekoniecznie musi być zatem równoznaczne z żądaniem i oznaczać, że dziecię chce je mieć tu, teraz i natychmiast, bo jak nie to zrobi burdę taką, że wasza dwójka stanie się sławna na całą dzielnię.

Nie – w ustach małego dziecka – ‘ja chcę’ może być bowiem zarówno prośbą, jaki werbalizacją marzeń i pragnień albo też najzwyczajniej w świecie próbą zwrócenia rodzicielskiej uwagi na coś co knypek uznał za fajne. Zupełnie tak samo jak mąż mówiący chcę mieć to auto nie informuje nas o tym, że zaraz z buta polezie do salonu i zadłuży rodzinę po uszy byleby tylko mieć najnowszy model volvo czy innej toyoty.

Dlatego – choć nie zawsze jest to proste i czasem i tak z automatu nie-ma-mowuję to jednak staram się trzymać w ryzach i na chcę to mieć w wydaniu któregoś z moich dzieci reaguję tak jak zareagowałabym w przypadku pragnienia wyrażonego przez dorosłego, czyli „podoba Ci się to? Faktycznie fajne, możemy chwilę pooglądać jeśli chcesz” albo „masz rację to bardzo ładne klocki choć ja bym pewnie wolała w innych kolorach” i inne w ten deseń. Tak normalnie po prostu bez wzburzenia i irytacji zaczynam rozmowę o tym co zainteresowało me dziecię. To naprawdę działa – dzieć widzi bowiem, że jego potrzeby i pragnienia są dla nas ważne i nie musi się ich bronić przed naszym brutalnym zdeptaniem i kategorycznym niemamowaniem – już samo to czyni ogromną różnicę.

Przykład drugi – pobaw się ze mną

Czasu mało, rzeczy do zrobienia dużo – w zlewie stos naczyń, w lodówce światło, obiadu brak, w skrzynce tworzy się komitet kolejkowy maili niecierpiących zwłoki, a jakby tego było mało przychodzi dziatwa i rzuca to swoje nieśmiertelne „pobaw się ze mną”.

Znacie? Pewnie, że znacie.

Co robicie? Na odczepnego kiwacie głową i mówicie „za chwilę się z Tobą pobawię, ale najpierw muszę zrobić kilka rzeczy, więc póki co idź się pobaw sam”. Chwila mija, dziecię widzi, że kończycie myć naczynia, ale wcale bawić się nie przychodzicie, tylko odpalacie komputer i siadacie do maili – przypomina się więc swoim „pobaw się ze mną” w odpowiedzi słysząc „tak, tak już za chwilę, tylko…”. Za obiecaną chwilę znowu olewacie progeniturę i zabieracie się za następną niecierpiącą zwłoki sprawę – dziatwa to widzi i oczywiście wypala „ale miałaś się ze mną pobawić” a was rusza sumienie bo wiecie, że obiecaliście “że za chwilę” dajecie więc pogadankę w stylu „jeszcze tylko 15 minut, bo teraz muszę, NAPRAWDĘ MUSZĘ to skończyć” i wtedy… dzwoni telefon, a wy co? A wy startujecie doń z prędkością światła. I jasne, że dla każdego dorosłego zrozumiałe jest czemu biegnie się ten telefon odebrać, ale dla dziecka komunikat jest jasny – mama/tata mówią, że muszą teraz pilnie zrobić coś innego i nie mogą poświęcić mi ani minuty, ale jak dzwoni telefon to zrywają się na równe nogi i ultra ważna – ważniejsza ode mnie rzecz – staje się nieważna. Dopowiedzcie sobie sami z jakim samopoczuciem zostawia to malucha i jak może wpłynąć na jego zachowanie.

Zresztą nawet jak ten telefon nie zadzwoni to ciągła spychlogia i nieustane sięganie po „za chwilę” ani życia nie ułatwiają ani dziecięcego zachowania nie poprawiają. I choć zdaję sobie sprawę, że nie zawsze da się (albo ma się ochotę) zmienić kolejność i najpierw poświęcić 10 minut dziecku, a potem dopiero zająć się sprawami niecierpiącymi zwłoki to jednak naładowanie baterii emocjonalnej dziecka potrafi zdziałać cuda.

Przekonałam się o tym jakiś czas temu na własnej skórze kiedy to po nieprzespanej nocy i z długą listą rzeczy “do zrobienia” usiłowałam w szale ogarnąć zasyfiony po sufit dom – Pierworodna się spokojnie bawiła, ale Drugorodny przeszkadzał mi na wszelkie sposoby łążąc za mną, mędząc, zachowując się nieznośnie i nadszarpując resztki matczynej cierpliwości – kipiąc nieudolnie ukrywaną irytacją zapytałam go w końcu

– Chcesz pić?
– Nie
– Chcesz jeść?
– Nie ce
– Chcesz żeby Ci zmienić pieluchę
– Nie!
– To co chcesz?
– Mamy tylko… – powiedziało smutnym głosem nieznośne dziecko.

Na dźwięk tych słów poczułam bolesne ukłucie w serduchu – rzuciłam więc wszystkie ważne rzeczy i usiadłam z nim na kanapie. Potuliliśmy się, pogadali, pośmiali się. Rezultat? Po kilku minutach młodzian wstał i poszedł się bawić z siostrą, a ja mogłam w spokoju zająć się sprzątaniem chaty. Kilkanaście minut całej naszej uwagi – bardzo często naprawdę tylko tyle wystarczy by zamienić potworną, mędzącą i nieznośną ropuchę w uśmiechniętego księcia czy tam księżniczkę.

Uwaga to zresztą słowo wytrych rodzicielstwa. Dostrzeganie i próba zrozumienia tego co zwróciło uwagę naszej latorośli było przecież kołem ratunkowym także w tej pierwszej sklepowej sytuacji. Często w zachowaniach maluchów doszukujemy się bowiem głębszego dna, kaprysów, buntów, rozpieszczenia i niegrzeczności. Tymczasem dzieci to ludzie tacy sami jak my i tak samo jak nasz mąż zachwycony najnowszym modelem mijającego was samochodu, chcą pokazać nam coś co im się podoba i co chcieliby mieć. I tak samo jak my kiedy mąż zajęty jest super-ważnymi sprawami (czytaj gra w gry) zamiast nami, chodzą poirytowane i strzelają focha. Warto o tym sobie od czasu do czasu przypomnieć, zwłaszcza, że mam wrażenie, że im częściej sobie o tym przypominam tym lepsze i przyjemniejsze są moje codzienne interakcje z dziećmi.

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3). Żona Wirgiliusza. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

28 komentarzy

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2016

    Aga

    Jak dziś pamiętam wizytę w sklepie z zabawkami, w którym mój o 4 lata starszy brat miał wybrać sobie urodzinowy prezent. Byłam małym szkrabem więcej niż 3-4 lata nie miałam na pewno, ale nie zapomnę tej przemożnej chęci dotknięcia pięknej, niebieskiej kolejki… dotknięcia! Oczywiście rodzice moją reakcje odczytali tak, że pewnie jestem zazdrosna i też chcę prezent 😉 To były czasy kiedy nie było sklepów samoobsługowych, a zabawki stały daleeeko za wysoką ladą. Wyszliśmy więc z tą kolejką, którą – jak wypomina mi mama, bawiłam się potem tylko kilka razy.

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2016

    Angela

    Ale Ty jesteś fajną mamą.

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2016

    Anuszka

    Moja 4 letnia córka cały czas chce bawić się w scenki – ja będę Elzą, ty Anną, ja kotkiem a ty jego mamusią itd. Kiedy więc mówię, że musze posprzątać to ona na to “a może pobawimy się że Elza sprząta z Anną”?:) I dzieci rzeczywiście pragną przede wszystkim uwagi, czasami kiedy przerywam córce jej prośbę krótkim “nie”, słyszę “mamo, ale posłuchaj, chciałam Ci tylko powiedzieć źe…” i trochę zmienia koncepcję albo temat tak żeby nie wyszła z tego prośba ale opowiadanie

    • Odpowiedz Wrzesień 5, 2016

      Jola

      o, tak! moja bawi się ze mną w dorosłe koleżanki ( 😉 ) i gdy naprawdę muszę coś zrobić, robimy to jako dwie dorosłe koleżanki… i to jest super pomysł! Sama na to wpadła 🙂 jak dobrze z taką dorosłą pomocną koleżanką rozładować zmywarę albo przygotować zupę – mówię Wam 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2016

    Mama Ewci

    Moje dziecko jest roczniaczkiem i jeszcze nie mówi (oczywiście oprócz baba, tata, mama itd.), ale kiedy naprawdę chce chwili mojej uwagi, to wiesza mi sie na nodze, chodzi za mną lub donośnym głosem (a głos to ma jak śpiewaczka jakaś) woła: Maaamma!!! Rzeczywiście wystarczy ją czasem tylko przytulić, pobawić się przez chwilkę, a potem sama się sobą zajmie i nie “jęczy”. 😉

    • Odpowiedz Wrzesień 5, 2016

      Remia

      Mój syn w podobnym wieku i podobnie wiesza się na nogach. Tyle tylko, ze nie ważne ile z nim siedzę i z jaką intensywnością uczestniczę w zabawie i tak zaczyna krzyczeć najpóźniej jak przejdę parę kroków. Więc no… szczęściara z ciebie. 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2016

    Ania

    Przepięknie piszesz i takie ważne sprawy poruszasz, jak mi ktoś nie powie konkretnie, nie zwróci uwagi na jakiś aspekt, to nigdy czasem bym się nie domyśliła:/ ale Wasze teksty są genialne i często o nich myślę i przypominam sobie, gdy już tracę cierpliwość i to coraz bardziej działa. Dzięki i oby tak dalej i jeszcze więcej!!!!

  • Odpowiedz Wrzesień 5, 2016

    Jamama

    A jak reagować kiedy dziecię cały czas pragnie naszej uwagi? Córka na 19 miesięcy i jak ma się bawić to tylko z kimś. Sama bawila sie tylko kilka razy, az nie potrafilam uwierzyc.A jak coś nie idzie po jej myśli wpada w szał i histerię. Dodam, że bardzo słabo mówi ,ale wszystko rozumie i dużo pokazuje gestami, jak się nie domyślimy o co
    chodzi to też wpada w histerię.
    Wiem, że to już powoli słynny bunt dwulatka, ale ona potrafi kilka razy w ciągu godziny odstawić taki show.
    Naprawdę sama już nie wiem jak reagować.

  • Odpowiedz Wrzesień 5, 2016

    Asia

    Juz dawno nie bylo artykulu ktorego nie podlinkowalabym swojemu mezowi i o dziwo, sam do was by nie zawital, a z kazdym wpisem podeslanym przez mnie twierdzi, ze sie bardzo zgadza 😉

  • Odpowiedz Wrzesień 5, 2016

    MamaWojtkaAli

    Święta prawda!Mam wiekowo dzieci takie jak Ty,Alicja(córka ma tak samo na imię;)),a nigdy mi sceny w sklepie nie zrobiły.Zawsze, gdy coś im się spodoba romawiam z nimi o tym tak jak piszesz i działa :).Ja czytałam”Jak mówić żeby dzieci sluchaly…”-faktycznie okazywanie zrozumienia działa cuda.

  • Odpowiedz Wrzesień 5, 2016

    Ewelina

    Do tej pory mam ten problem z moją mamą. Jak jesteśmy gdzieś razem w sklepie i mówię “zobacz jakie ładne buty” to moja mama w zależności od nastroju mówi “Chcesz? Kupię ci” albo Nie kupię ci bo nie mam kasy”. Ludu złoty, mam 32 lata, sama mogę sobie kupić buty jeśli zechce 😀 Chciałam jej tylko je pokazać, Ale ona powtarza takie schemat na autopilocie odkąd pamięta. teraz mnie to śmiechy, ale mnie to męczyło strasznie jak byłam dzieckiem.

    • Odpowiedz Wrzesień 6, 2016

      Mama Ewci

      Haha, mój mąż ma podobnie, tzn. jak powiem: “Popatrz jakie ladne!” np. ubranko dziecięce, to jeśli mu się wydaje ładne/przydatne/fajne/tanie, to pyta: bierzemy? A kiedy sądzi, że mamy czegoś dużo, coś jest drogie, lub w jego opinii brzydkie/niepraktyczne, to zaraz mówi: Ale przecież to jest takie i siakie (czyli mnie zniechęca). A ja niekoniecznie chcę to coś kupić, tylko się zachwycam. 😉

    • Odpowiedz Wrzesień 7, 2016

      Kasia

      Moja mama z kolei od razu krzyczała jak mówiłam tekst w stylu “ale ładne buty”. Od razu było “uspokój się już z tym kupowaniem! Po co ci kolejne buty?! (a miałam może 3 pary góra i nie przepadałam nawet za kupowaniem butów) Jej krzyki naprawdę nie były efektem zniecierpliwienia bo to już moja 18 para, ja chcę bo jestem rozpieszczoną księżniczką, a kupuję za jej pieniądze, o nie. I tak było ze wszystkim.. Szkoda, że kiedyś nie było takich artykułów, może przypadkiem by przeczytała i coś by się zmieniło w jej zachowaniu.

  • Odpowiedz Wrzesień 5, 2016

    Ola

    Piekny wpis! Podobnie mam z moja 11 miesięczna córeczką. Okazało się ze jeśli Zosia chce mojej uwagi (chwyta moją nogę, raczkuje za mną, ciągnie za bluzkę) to lepiej od razu się z nia pobawić lub pokarmic z przytulasami bo zazwyczaj daje jej to odwagę i mobilizację do dalszej samodzielnej zabawy. Wcześniej bałam się ze jak juz raz ja podniósł lub usiade się z nią bawić to juz wtedy się ode mnie ‘nie odklei’ ale po kilku razach obie nauczylysmy się ze to lepsza opcja ☺

  • Też bardzo polecam tę książkę 🙂 Podobnie jak “Bądź rodzicem jakim zawsze chciałeś być”. Mocno otwiera oczy na nasze spadki wychowawcze 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 6, 2016

    karol

    Zaczynam się zastanawiać czy moje dziecko to nie hnb. Spędzam z nią maks czasu. W weekendy jesteśmy razem non stop, bawimy się, czytamy książki, gotujemy razem, układamy klocki, chodzimy na plac zabaw. W tygodniu jest w żłobku, ale i tak jak ją obieram, wyłączam telefon i idziemy razem gdzie nas oczy poniosą. Ma 21 miesięcy. Ile czasu bym z nią nie spędzała (a naprawdę skupiam się na niej w tym czasie wyłącznie) i tak będzie jękolić jak muszę przez 15 minut zrobić coś innego. I przychodzi łapie mnie za rękę i chce żeby jej czytać, a jak klękam i tłumaczę, że muszę podgrzać obiad to kładzie się na podłodze i płacze okrutnie… Także tak. Może wyrośnie.

  • Odpowiedz Wrzesień 6, 2016

    Kasia

    No, przyznaję się bez bicia, że zdarza mi się czasem palnąć bez pomyślenia wcześniej jak dziecko może to odebrać. w codziennym wirze jakoś łatwo zapomnieć. Dobrze, że przypominasz 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 6, 2016

    Joanne

    Niestety. Probowałam, próbuje, ale kurna u nas nie dziala :/ Serio! czytanko, przytulanki, wyglupianki, zabawa ludzikami… ale to jest poczatek! I pozniej jest juz tylko: nie odchodz.

  • Odpowiedz Wrzesień 8, 2016

    Urszula

    Każdemu zdarzy się powiedzieć “za chwilkę”, ale faktycznie, gdy pójdziemy się pobawić jest pełna radość. Sposobem też jest pozwolić maluchowi na uczestniczenie w tych “ważnych sprawach”. Jeśli robię coś przy komputerze często siada obok mnie i pyta co robię lub siada na kolanach i się przytula (nie jest to wygodna pozycja przy kompie, ale dla przytulania można “pocierpieć”); jeśli wieszam pranie, on mi podaje rzeczy, jak zadzwoni ten telefon, to do niego nie biegnę tylko proszę by maluch mi go podał. Młody bardzo lubi uczestniczyć w tym wszystkim i to też jest dla niego jakaś forma zabawy. Poza tym od samego początku uczy się pomagania w domu.

  • Odpowiedz Wrzesień 9, 2016

    Natka

    Takie trafione! Banalne sposoby na trudne “dzieciosytuacje”… Takich artukułów nigdy dość:-)

  • Odpowiedz Wrzesień 16, 2016

    Mother of two.

    Świetny tekst, bo każdą mamę spotykają te sytuacje. Mój trzyletni królewicz przyszedł do mnie ostatnio w takim szale i pyta “Czemu jesteś taka zła?” Ja na to :” nie zła, tylko zdenerwowana. I smutna, bo nic mi dzisiaj nie wychodzi” i na to On:” a jak cię pocałuję?” …. i wszystko inne stało się nieważne 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 19, 2016

    Ania

    Ja wszelkie “mamo, chcę to” załatwiam hasłem “zapamiętaj i przypomnij, jak będziesz miał urodziny”. Mam nadzieję, że nie upomni się za miesiąc o tych kilkaset zabawek 😀

    A w drugiej sytuacji tylko w jakichś skrajnych przypadkach (typu deadline za 5 minut) nie idę się pobawić. Sama nie cierpię, kiedy mam jakąś sprawę np. do mojego męża, a on jest zajęty i nie może mi poświęcić nawet chwili. Więc czemu mam skazywać na to moje dzieci? Choć mój mąż uważa, że w ten sposób dzieci rozpieszczam, bo uczę ich, że jestem na każde zawołanie…

  • Odpowiedz Październik 14, 2016

    Anna Sku.

    Na szkole rodzenia pani psycholog powiedziała nam, że jak dziecko czegoś chce albo chce na prawdę, to lepiej, zamiast “nie”, powiedzieć mu “dobrze, mogę kupić ci to na urodziny/pod choinkę/na Dzień Dziecka”. Dziecko ponoć od “jest zaspokojone” i zaczyna zajmować się czymś innym. 🙂

  • Odpowiedz Listopad 24, 2016

    Patrycja & Feliks

    czytam i czytam.. i tak mnie to wciąga. Masz wielki luz i mądrość której mi brakuje ; ) Ale wszystko przede mną, mam nadzieję że powyciągam wnioski z twojego bloga i wdroze w życie; ) ; )

  • Odpowiedz Grudzień 8, 2016

    b.

    Kurcze 🙁 – u mojego 10 czy 15 minut uwagi nie wystarczy. On chce żeby się bawić z nim cały czas. Czasami mąż bawi się całe popołudnie, żebym ja mogła coś zrobić, innym razem ja się bawię – bo mąż po pracy chce pospać pół godziny. Nasz syn prawie wcale nie bawi się sam. A jak akurat nikt nie może się z nim bawić, to potrafi się przenosić z miejsca na miejsce, czekać aż ktoś będzie miał czas. Co ciekawe czasami bawił się sam u dziadków, w domu baardzo rzadko, a odkąd chodzi do przedszkola to w zasadzie – wcale. Bawi się bez nas tylko kiedy pojedziemy w odwiedziny do babci – gdzie jest brat cioteczny. Syn ma 3,5 roku, a kuzyn 1,5 ale razem się bawią. Gdzie popełniliśmy błąd :(. Jak jestem z synami sama to albo nie zrobię w domu nic, albo pozwalam na to, że 3,5 latek snuje się sam po domu z łóżka na łóżko, czasem trochę połobuzuje z nudów. No nie wiem sama :(.

  • Odpowiedz Styczeń 18, 2017

    innka

    Ja to wiem od zawsze, a moja pierworodna ma już 15 lat i do tej pory lecę jak coś chce mi pokazać.
    Nie potrzebna jest książka żeby to zrozumieć. Wystarczy pomyśleć jak ja bym się czuła gdyby mój rodzic tak robił bądź jak ja się czułam gdy byłam dzieckiem. Najważniejsza jest poświęcana uwaga, ze jesteśmy gdy dziecko nas potrzebuje. Teraz w moim przypadku to chociażby rozmowa telefoniczna, doradzenie czy podejście do dziecka gdy chce coś pokazać. Kolejna uwaga NIE KRZYCZ na dziecko tylko tłumacz. W moim przypadku z zabawkami dziecko wiedziało dlaczego teraz nie mogę czegoś kupić. Jak obiecałam,że kupię to kupiłam, a jak wiedziałam, że nie będzie pieniędzy na to to nie było problemu. SZCZEROŚĆ ( przekaz dostosowany do wieku ) i ZAWSZE DOTRZYMYWANIE SŁOWA. Dziecko czuje się ważne i nie buntuje się jak dowie się, że nie kupimy mu tego. 3 sprawa- TŁUMACZENIE. Nawet dorosły buntuje się jak czegoś nie rozumie, a wie więcej wie niż dziecko.Tłumaczyć można na różne sposoby zależnie do rozwoju dziecka ponieważ wiek nie oznacza, że to samo tłumaczenie, dzieci w tym samym wieku tak samo przyjmą. DBANIE O DZIECKA ROZRYWKI I SŁUCHANIE TEGO CO MÓWI- moje dziecko tez marzy, a ja jej słucham i nagle coś kupuję. Wdzięczność bezcenna. REZULTAT: Nie muszę stosować żadnych kar bo dziecko robi to o co proszę. Tłumaczę jeszcze dlaczego to jest dla mnie tak ważne. Robi niespodzianki nawet jak nic nie kazałam robić- specjalnie dla mnie. Rozmawiamy o wszystkim od problemów koleżanek, o szkole, zagrożeniach i nawet wiek dojrzewania nie jest straszny gdy dziecko czuje się ważne. to tak na marginesie.

  • Odpowiedz Kwiecień 7, 2017

    Bożena

    U mnie działa metoda “na Mikołaja”. W sklepie lub po reklamie w TV mówię: Rzeczywiście ładna ta zabawka, napisz/narysuj list do Mikołaja to może Ci taką przyniesie.

  • Odpowiedz Kwiecień 7, 2017

    Bożena

    A i jeszcze…bardzo rzadko taki list chce się mojej dziatwie napisać/narysować co potwierdza wniosek z artykułu, że chodzi tylko o zwrócenie mojej uwagi na fajną zabawkę.

Leave a Reply