Proste zabawy kształtujące umiejętności przestrzenne

Wyobraźnia przestrzenna to cenna umiejętność – przydaje się w naprawdę wielu aspektach żywota – od tego jak mądrze upchnąć trzy miliardy rupieci do jednej torby gdy wybieramy się z dziećmi na urlop po zdolność do rozumienia matematyki i nauk ścisłych. Dlatego warto chyba podjąć niewielki wysiłek i spróbować wdrożyć w życie kilka zabaw, które mogą wpłynąć na rozwój tychże umiejętności u berbeci. Zwłaszcza, że to będą naprawdę proste zabawy i w dodatku nie wymyślone na poczekaniu na potrzeby wpisu, tylko takie które rzeczywiście ktoś, gdzieś, kiedyś przebadał. Mam więc dla was 3 bazowe propozycje, które być może zainspirują was do rozwinięcia pomysłów w nieco bardziej odjechane.

Tak się bowiem składa moi mili, że pierwsze co możecie zrobić to zmienić swą latorośl w kserokopiarkę.

Do zrobienia z dzieciny ksera potrzebne wam będzie lego tudzież inne klocki w tym stylu. No wiem, że się krzywicie, bo spodziewaliście się mniej oczywistej rzeczy niż zabawa lego, wszak każden jeden orangutan wie, że legosy rozwijają wyobraźnię przestrzenną i doprawdy na kiego grzyba ja wasz czas marnuję.

Ale, ale moi drodzy – zabawę klockami możemy zakwalifikować do dwóch kategorii – wolnej zabawy w której wolne umysły budują co też im tylko fantazja podpowie – i choć ta forma zabawy też ma co jasne jakieś milion pięćset sto dziewięćset plusów, to w kontrze do niej stoi zabawa nazwijmy to schematyczna – ta która ma miejsce za każdym razem gdy starszak ala Pierworodna dostaje swój zestaw lego friends i znika na 6 godzin żeby zgodnie z instrukcją zbudować swój dom Stefanii czy innego Egona. Sęk w tym, że rodzice młodszych maluchów rzadko angażują się z nimi w zabawę w której biorą kilka kloców układają z nich jakiś model i proszą dziecinę o dokładne odtworzenie tego. A szkoda, bo jak pokazują badania – dla trzy, czterolatków odtworzenie nawet prościutkiego, wydawałoby się modelu zbudowanego z ledwie kilku klocków bywa ogromnym wyzwaniem. Fajnie to pokazano w badaniu z 2013 roku w którym grupę składającą się z ponad setki dzieci w wieku od 38 do 48 miesięcy (czyli 3-4 lata właśnie) posadzono w laboratorium i po krótkim instruktażu poproszono o to by każde z dzieci odtwarzało modele z klocków zaprezentowane im przez badaczy. W ten oto sposób okazało się, że prościuteńką wszak budowlę w kształcie takim jak ma na poniższym zdjęciu konstrukcja A (w badaniu miel inne kolory ale nie miałam takich kloców w domu więc szyłam z tego co było) udało się odtworzyć zaledwie 40% dzieciaków. Konstrukcję B odtworzyło… 0 (słownie: zero) dzieci. Fascynujące prawda?

W przypadku modeli takich jak D i E na poniższym zdjęciu odsetek dzieci, którym udało się je odtworzyć spadał poniżej 10 procent. Jedynie model C był dla dzieciaków na tyle prosty, że niemalże wszystkim udało się go odtworzyć.

I choć eksperyment ten pokazuje nam wiele ciekawych rzeczy w tym także to, że choć dzieciaki w wieku Drugorodnego wydają się nam być już całkiem kumatymi stworzeniami, to okazuje się, że nie wszystko dla ich mózgownic jest jeszcze taki proste jakby nam się wydawało, to to co z punktu widzenia interakcji rodzic-dziecko jest ważne, to fakt, że nic nie stoi na przeszkodzie by od czasu do czasu przerwać sobie zabawę w lego farmę i zbudować prościutką konstrukcję, a potem poprosić dziecię by ją odtworzyło – kilka chwil na kilka łyków kawy/herbaty w ten sposób zyskacie, a jeśli przy okazji będzie korzyść dla dzieciny w postaci rozwoju umiejętności przestrzennych – to chyba warto?

Ze starszakami też co jasne warto się tak bawić acz w bardziej skomplikowane konstrukcje – i tu dobrze jest się zamienić rolami, niech czasem to starszak wejdzie w rolę mentora, a wy mądrale odtwórzcie to co zbudował. Można też poszukać jakiś alternatyw dla Lego z którymi młódź nie jest jeszcze otrzaskana – my naszej kupiliśmy na gwiazdkę jej wymarzony zestaw konstruktorski Goldie Blox (poniżej dla niezorientowanych zdjęcie jak to wygląda – jest tam tylko kilka elementów, bo reszta była zaanektowana na potrzeby budowy roller coastera czy czegoś w tym stylu) – nie powiem żeby pieroństwo było tanie, bo raczej szarpnęło po kieszeni, ale dało naszej córce masę radości i inspiracji do konstruowania rzeczy, których z lego nie jest w stanie zrobić. I choć powiem wam, że w mojej opinii łatwe to to nie jest, to dziewczyna dzielnie i wytrwale wymyśla co zrobić i jak zrobić, a mi serce roście, bo wiem jak dobrze jej to robi na mózgownicę.

A skoro już jesteśmy przy dziewczynkach to mała dygresja – w badaniu z 2005 roku stwierdzono, że chłopcy radzą sobie lepiej z umiejętnościami przestrzennymi niż dziewczynki, ale.. było tak li tylko w przypadku z dzieci z rodzin o średnim bądź wysokim statusie socjoekonomicznym, w przypadku dzieciaków pochodzących z rodzin o niskim statusie socjoekomonczmym, gdzie generalnie dzieciaki mają mniej okazji do zabawy zwłaszcza dość drogimi zabawkami konstrukcyjnymi różnicy pomiędzy płciami nie obserwowano. Czemu? Tak naprawdę nie wiadomo, ale pojawiły się sugestie, że być może w domach z klasy średniej i bogatej chłopcy nie tylko mają większy dostęp do zabawek konstrukcyjnych (bo lego umówmy się tanie nie jest), ale też częściej są zachęcani do tego typu zabaw. I choć nie mamy 100% pewności, że te różnice wynikają właśnie z takich a nie innych czynników, to uważam, że warto o nich wspomnieć i dziewczynkom oferować równie często co chłopcom okazje do zabaw konstrukcyjnych tego czy innego typu. Zostawmy jednak klocki i przejdźmy do punktu drugiego.

Po drugie bowiem możecie zrobić mapę skarbów.

Tak moi mili. Wiem, że w czasach GPSów mapy i umiejętności ich czytania wydają się wam być równie ważne jak zeszłoroczny śnieg, ale to błędne założenie. Zwłaszcza, że z badań wynika, że już 4, a nawet 3 letnie dzieci dają radę ogarnąć proste mapy – choć co jasne na początku będą potrzebowały do ich zrozumienia pomocy rodzica. A zabawa z mapami jest fajna – można narysować prosty rzut pokoju dziecięcego/salonu/kuchni/czegokolwiek i zaznaczyć tam miejsce ukrycia skarbu – u nas skarbem jest z reguły jakiś cukierek czy czekoladka zawinięte w folię aluminiową. Jeśli dajecie dziecku kieszonkowe to można zrobić tradycje poszukiwania ukrytego kieszonkowego skarbu w sobotni poranek – dziecka szukają, a wy leżycie w łóżku – profit!

Taką schematyczną mapkę pokoju naprawdę szybciochem się rysuje, a zabawy jest przy tym całkiem sporo. Zwłaszcza, że można robić wariacje i powiedzieć dzieciu, że ten oto pluszowy stworek ma marzenie by znaleźć się w miejscu zaznaczonym na mapce gwiazdką i czy dziecię mogłoby mu w tym pomóc (to zresztą schemat zabawy z jednego z eksperymentów). Można też pochować po prostu kilka rzeczy w pokoju (smakołyków, drobnych pieniążków, pluszaków – co wam przyjdzie do głowy), wręczyć dzieciowi schematyczną mapę i kilka naklejek i poprosić by w miejscu w którym znajdą żądany obiekt nakleiły naklejkę. Zabawa fajna, a w młodych umysłach zasiewają się cenne ziarna pozwalające im na ogarnianie przestrzeni nawet jeśli narysowano ją z lotu ptaka. No, a wy wiadomo – pijecie w tym czasie kawę albo herbatę. Jak ktoś mi będzie w tym czasie sprzątał albo coś to się obrażę! A jeśli dziecię będzie miało trudności z rozumieniem mapy, to ze swojego kawofotela możecie mu ułatwić szukanie wydając instrukcje słowne bogate w słowa opisujące przestrzeń i lokalizację w przestrzeni (pod, nad, pomiędzy, na środkowej półce, wewnątrz, na zewnątrz, trzeci od okna i tak dalej) – wykazano bowiem, że dzieciaki, które częściej słyszą tego typu określenia lepiej radzą sobie z testami sprawdzającymi umiejętności przestrzenne.

Po trzecie wręczcie dziecinom aparat.

Każdy z nas ma myślę w telefonie serię zdjęć na której widać fragmenty naszej latorośli usiłującej zrobić sobie (lub swoim palcom) selfie. Dzieci lubią strzelać foty, a tak się składa, że często pojawiają się sugestie, że zabawa w fotografa również pozwala rozwinąć umiejętności przestrzenne u dziatwy. I choć nie ma na to tak twardych dowodów jak na klocki czy mapy, to jednak nie da się ukryć, że robienie zdjęć zachęca dzieciaki do odkrywania różnych kątów, skalowania, zastanawiania się gdzie i jak się ustawić żeby ująć wszystko co sobie młódź życzy w kadrze i wielu innych. My czasem jak mamy dzień lenia to leżymy sobie w łóżku, a dzieciom mówimy żeby zbudowały coś fajnego z klocków – jak zbudują i chcą się pochwalić, to dajemy im leciwy tablet coby ładnie sfotografowały budowlę – one się cieszą, mózgownice pracują, a my dalej leżmy w łóżku i czytamy książki. Polecam tego zabawkowicza!

Dzięki wam wielkie za uwagę i mam nadzieję, że udało się wam znaleźć choć jedną inspirację, którą zamienicie w fajną, beztroską zabawę podszytą walorem edukacyjnym.

źródła:
Verdine i wsp., 2014. Deconstructing Building Blocks: Preschoolers’ Spatial Assembly Performance Relates to Early Mathematics Skills
Levine i wsp., 2005. Socioeconomic status modifies the sex difference in spatial skill
Vasilyewa i wsp., 2004. Early development of scaling ability.
Newcombe, 2010. Picture This Increasing Math and Science Learning by Improving Spatial Thinking
Shusterman i wsp., 2013. Young children’s spontaneous use of geometry in maps
Rutland i wsp., 1993. The ability of three- to four-year-old children to use a map in a large-scale environment

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3), aktualnie działa głównie w charakterze inkubatora dla kolejnego małego pachruścia. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

Be first to comment