Dzieci i zabawki – badania, które warto znać.

Sieć pełna jest reklam i recenzji zabawek, które kuszą nas nie tylko sielankową wizją tego, że dzieć się zajmie czymś samodzielnie na dłużej, ale też rekompensują nam braki zabawkowe pamiętane z czasów naszego dzieciństwa, kiedy to na sklepowych półkach można było znaleźć przede wszystkim nic i od czasu do czasu butelkę octu. Do tego dochodzą niezliczone stosy prezentów od krewnych i znajomych królika, które sprawiają, że pokój większości dzieciaków można by w sumie przekształcić w świetnie wyposażony sklep z zabawkami alternatywnie pułapkę na chochonie, bo te wszystkie lego łapczywie czatujące na nasze biedne rodzicielskie odnóża to jednak igranie z ogniem jest. Nie ma się jednak co czarować – od tego nie uciekniemy, bo nie ma jak. Dobrze jednak czasem spojrzeć na te zabawki z perspektywy badań – bo być może zmienią nam one nieco optykę i… zmniejszą nieco zabawkowy chaos w domostwie. Dlatego dziś o dwóch badaniach dotyczących zabawek i zabawy właśnie – jestem bardzo ciekawa jak je odbierzecie.

Pierwsze z nich mówi o tym, że ilość nie równa się jakość, truizm taki, ale ważny.

Hamerykańscy naukowcy przeprowadzili bowiem taki wesoły eksperyment w którym uczestniczyły maluchy w wieku 18-30 miesięcy. Badanie to miało dwa etapy – w każdym z nich obserwowano dzieciaki podczas sesji nadzorowanej, acz samodzielnej zabawy z tą tylko różnicą, że raz dzieciaki miały w pokoju badawczym do dyspozycji 4 różne zabawki, a raz było ich 16.

Badacze zaobserwowali, że była spora różnica w tym jak maluchy zachowywały się w zależności od tego ile zabawek miały do dyspozycji w danym czasie. Gdy zabawek było mniej – sposób zabawy maluchów był bardziej kreatywny i innowacyjny, a ich uwaga była dłużej skupiona na jednej zabawce dzięki czemu mogły ją lepiej odkryć i zastosować w bardziej wyrafinowany sposób. Gdy zabawek było więcej dzieci przeskakiwały szybko z jednej na drugą, wprowadzając w życie jedynie proste i oczywiste schematy zabawy.

I choć trudno porównywać warunki laboratoryjne z domowymi, a badanie w żadnym wypadku nie sugeruje, że istnieje jakaś jedyna słuszna optymalna ilość zabawek (vide te 4), to biorąc pod uwagę fakt, że średnio dzieci biorące udział w badaniu miały w swoich pokojach po 90 zabawek (a to i tak w sumie mało – bo z innych publikacji wyłania się 130, a nawet 250 zabawek na łebka), to może warto może od czasu do czasu rotować zabawki (np. chowając część wysoko do szafy) tak by w danej chwili dziecko miało dostęp jedynie do ich pewnej, ograniczonej ilości. W ten sposób sami możemy poobserwować czy taka polityka nie wpłynie aby korzystnie na rozwój dziecięcej wyobraźni i kreatywności albo czy nie pomoże w podszkoleniu umiejętność dłuższego koncentrowania uwagi na jednej rzeczy/czynności zamiast nieustannego przeskakiwania z zabawki na zabawkę.

W innej publikacji, poruszającej dokładnie te same problemy stoi zresztą wprost: „w obliczu ciągłego powiększania się rynku zabawek dla dzieci, wzrosła średnia ilość zabawek w przeciętnym domu, co może w rezultacie wiązać się z nieustannym rozproszeniem wpływającym na jakość zabawy dziecka”. Także wiecie moje drogie – jeśli macie do wyboru nowe szpilki/książka dla was albo nowa zabawka dla berbecia – wybór jest oczywisty!

Drugie ze wspomnianych przeze mnie badań mówi zaś, że udawana zabawa jest fajna, ale robienie rzeczy naprawdę… jeszcze fajniejsze.

Zabawkowy odkurzacz, zabawkowa kuchenka, zabawkowy telefon, ba, zabawkowy mop nawet – znakomita większość dzieci ma coś takiego na stanie. Kupujemy, bo chcemy sprawić dzieciakom frajdę – wiemy przecież, że udawanie dorosłych (aka rodziców) to dla nich nie lada gratka. Tymczasem badanie przeprowadzone na grupie 100 przedszkolaków w wieku od 3-6 lat, pochodzących z rodzin reprezentujących klasę średnią, sugeruje, że w bardzo wielu przypadkach dzieciaki zamiast bawić się w robienie czegoś wolałoby to po prostu… zrobić.

I tak gdy dzieciaki zapytano np. czy wolą się teraz pobawić zabawkowym zestawem do krojenia warzyw albo pieczenia ciasteczek czy zrobić to naprawdę – większość wybrała prawdziwe krojenie i prawdziwe pieczenie. Szczwane huncwoty tylko w przypadku pytania o mycie naczyń nieco częściej wskazywały, że wolą to robić na niby niż naprawdę – i w sumie się nie dziwie, sama bym wybrała plastikowy zlew, niż zwykły z tłuściutkimi resztkami. Niemniej w przypadku innych propozycji dzieciaki preferowały prawdziwe czynności ponad ich udawanie i jedynie wśród najmłodszych, trzyletnich uczestników badania, te preferencje nie były aż tak wyraźnie zarysowane tylko dzielone w miarę po równo pomiędzy wersję zabawową a prawdziwą.

A jako że autorzy kontynuują swoje badania to wiemy też że z ich wstępnych obserwacji (ale taki serio wstępnych, bo przeprowadzonych na grupie zaledwie 16 dzieci w wieki 3-6 lat) wynika, że gdy dzieciom dano do zabawy 10 prawdziwych przedmiotów takich jak np. mikroskop i 10 ich zabawkowych odpowiedników – to dzieci starsze niż 3 lata spędzały na zabawie prawdziwymi sprzętami średnio dwa razy więcej czasu niż ich zabawkowymi odpowiednikami.

I niby to jest dla każdego z nas oczywiste – ale jak pomyślę ile wysiłku kosztuje nas czasem wyszukanie bombastycznej mini wersji zabawkowej, designerskiej kuchenki, o tym jaki to zwykle koszt liczony w pieniondzorach nawet nie wspomnę, to może warto najpierw sprawdzić czy asystowanie nam w krojeniu warzyw do obiadu nie sprawi aby latorośli równie wiele radości co trzaskanie drewnianym, minimalistycznym garnuszkiem dla hipsterskich dzieci. Albo po prostu dać im ten odkurzacz – niech sobie pomachają na wszystkie strony. Zwłaszcza, że to nic nie kosztuje – no może poza tymi ostatnimi 3 nerwami, które jeszcze trzymamy na wodzy 😉

Dauch i wsp., 2017. The influence of the number of toys in the environment on toddlers’ play.
Phlipott, 2014. Does the numer of toys in the environment influence play in toddlers?
Taggart i wsp., 2017. The real thing: preschoolers prefer actual activities to pretend ones.

Mama Pierworodnej (6), Drugorodnego (4) i Wikinga co noworodem na razie jest. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

28 komentarzy

  • Odpowiedz Marzec 6, 2018

    Ewelina

    Bardzo mi się te badania podobają, szczególnie że w moim domu się to wszystko potwierdza 🙂 Im mniej zabawek na półkach na raz, tym dłuższa zabawa, a najlepsza zabawa to sprzątanie, gotowanie i odśnieżanie (gdy zapytałam po wyczekanym opadzie śniegu, czy dwuletni mój syn chce lepić bałwana, ten mi odrzekł: “Mamo, nie kce lepić bahana. Chce odśnieżać!”) A jakie miał pretensje gdy mu którejś soboty powiedziałam że podłogę umylam pod jego nieobecność. Drugi raz tego błędu nie popełniłam (może i dłużej to z dzieckiem trwa ale za to nie sprzątam gdy go nie ma tylko mam chwilę dla siebie)

  • Odpowiedz Marzec 6, 2018

    Kaskass

    Zastanawiam się jak zapobiec za wczasu tonom takich prezentów. Powiedzieć wprost „nie kupujcie mojemu dziecku zabawek”? Czy macie mamy i Ty droga autorko, jakiś lepszy pomysł?

    • Odpowiedz Marzec 7, 2018

      Ananasas

      Moim zdaniem trzeba jasno ustalić zasady, zwłaszcza z dziadkami bo to oni najczęściej przesadzaj Albo podajemy zainteresowanym gotowe pomysły na zakupy albo my coś wybieramy do sfinansowania czego reszta może się dorzucić. U nas sprawdza sie też konto oszczędnościowe dla dzieciaków- jak nie mamy pomysłu co kupić prosimy o przelew, pieniądze wykorzystamy jak pojawia się konkretne potrzeby (szczepionki, “dorosle”łóżko, wyjazd na obóz itp.) Dobrym pomysłem wg mnie sa też prezenty w postaci biletów do teatru, kina, na lodowisko. Najlepiej pod opieką obdarowujacego

      • Odpowiedz Marzec 7, 2018

        Karolina

        Bardzo podoba mi się Twój pomysł z kontem oszczędnościowym. Niestety dla wielu bliskich mi osób jest to nie do przejścia – dziadkowie czy też pozostali bliscy chcą podarować dziecku coś konkretnego, namacalnego tu i teraz, niemal ścigają się kto da lepszy prezent… Chyba czeka mnie jeszcze sporo pracy w tym temacie.

    • Odpowiedz Marzec 7, 2018

      Angelika

      Też miałam z tym problem,właśnie wyniosłam tonę maskotek do piwnicy bo wyrzucić głupio jak to prezenty.Ale teraz wyszukuje jakąś droższą rzecz którą córka by chciała dostać albo z której wiem że się ucieszy (może np. rower) i po prostu powiem że zamiast 5 prezentów zrzucimy się na jeden porządny z mamą,teściową,chrzestnymi 🙂 Moim zdaniem to dobre rozwiązanie bo dziecko ma dobrej jakości zabawkę,gadżet a nie ma tony zabawek którymi bawi się raz na rok.A na święta jak ktoś pytał co kupić córce to mowiłam że puzzle lub grę planszowa-jest bardzo dużo fajnych i w róznych cenach więc nie zobowiązuje do dużej kwoty.

    • Odpowiedz Marzec 7, 2018

      Dorcix

      My powiedzieliśmy tak wprost i zadziałało 🙂

    • Odpowiedz Marzec 22, 2018

      MP

      My powiedzieliśmy dzidkom, że wnuk chce z nimi spędzić czas i iść do zoo/na basen/na salę zabaw. Miejsce i czas dowolne maja tylko dać nam znać wcześniej żebyśmy z mężem kupili sobie bilety do kina albo zarezerwowali stolik 😊

  • Odpowiedz Marzec 6, 2018

    Magdalena

    Ludzie, w Aldi jest teraz taki bombastyczny sprzęt- mój zakup życia można powiedzieć. Krajarka do (w miarę miękkich) warzyw i owocow na zasadzie praski. Kladzie sie plaster jabłka/ziemniaka na kwadratowej siatce ostrzy i przyciska. I robią sie takie idealan kwadratowe kosteczki/paseczki. Ja mojej małej 2,5 daję tak miske splastrowanych owoców i młodociana ogarnia mi sałatkę owocową do pracy. Żarcie robi się samo, dziecko zajęte i do tego te idealne kwadraciki ziemniaków w zupie to jest nadmiar szczęścia!!

  • Odpowiedz Marzec 6, 2018

    Kasia

    Ech, ech… A mojemu mezowi i tesciom mozna bez konca powtarzac, zeby juz nie przesadzali z zakupami :/ Kiedy mielismy kilka dni wolnego w domu, postanowilismy ograniczyc troche ilosc zabawek w domu – wynoszac jedno pudlo pluszakow na stale do piwnicy (pluszaki to chyba najbardziej bezuzyteczne zabawki, co?), a drugie do wymiany od czasu do czasu z innymi zabawkami pozostalymi w pokoju. Dodatkowo kupilismy 2 regaly zeby to wszystko uporzadkowac, aby dziecko wiedzialo, gdzie co jest. Segregowanie i dyskusje kosztowaly nas pare godzin pracy, po czym 2 dni pozniej moj maz …pojechal znow do sklepu z zabawkami :/ Ze juz nie wspomne o tym, ze sezon swiateczno-mikolajkowy w ogole zrujnowal cale zabawkowe feng-shui :((( A tak naprawde zestaw zabawek dla 2,5 latka moglby sie ograniczyc do duplo, drewnianego pociagu, 2 zestawow puzzli, autka i rowerka biegowego. A mamy chyba milion razy wiecej rzeczy…

  • Odpowiedz Marzec 7, 2018

    Wera

    Podobne badania dotyczace wyboru sa na doroslych, tzn. jak jest zbyt wiele opcjo do wyboru to dostajemy paralizu analitycznego I nie wybieramy nic (przykladowo, rexygnujac z zakupu e sklepie) albo sie miotamy I cokolwiek wybierzemy jestesmy niezadowoleni z wyboru, bo moze ta 99ta opcja jednak byla lepsza 😉
    Pomysl rotowania malej liczby zabawek jest tez z tego co wiem praktyka Montessori. Na pewno latwiej wtedy zadbac o porzadek, dodatkowa korzysc 🙂
    Problem.dopiero przed nami (mala ma 2mies.), ale dobrze to wiedziec. Dzieki za fajny artykul 🙂

  • Odpowiedz Marzec 7, 2018

    Paweł

    Zatrważające jest to, jak wielu rodziców zamiast czerpać radość z zabawy z dziećmi, właśnie takiej jak w podawanych przykładach, pozostawia dzieci same z tabletami i smartfonami. Obawiam się, że będziemy ponosili tego bardzo poważne konsekwencje i to już w niedalekiej przyszłości.

  • Odpowiedz Marzec 7, 2018

    wisznu

    “w bardzo wielu przypadkach dzieciaki zamiast bawić się w robienie czegoś wolałoby to po prostu… zrobić.”

    Otóż to. Mnie od zawsze irytowały zabawki typu plastikowy wkrętak z kompletem plastikowych śrubek i nakrętek,

    Przykładowo coś takiego:
    https://okazik.pl/photo/dealnew/32770/176929/zabawkowy-warsztat-z-narzedziami-w-plastikowej-walizce-32770.jpg
    na pierwszy rzut oka jest świetny, rozbudowany, ma dużo różnych narzędzi…
    ale w takim zestawie narzędzi cała możliwość zabawy kończy się na przykręceniu śrubki z zestawu do deseczki oraz odkręceniu jej. Oraz np. przykładaniu wiertarki do ściany i udawaniu, że wierci dziurę. Jak długo wyobraźnia będzie w stanie zastąpić zrobienie rzeczywistej dziury – zobaczenie efektów pracy?

    I w sumie zawiodłem się na zabawkowym scyzoryku, który moje dziecko dostało, bo w sumie nawet do celów zabawkowych słabo się nadaje, bo te otwierane elementy są za delikatne. Przykładowo szczypcami kompletnie nic złapać nawet nie można, bo się wyginają. I go to wkurza.

    I na przykład kusi mnie, żeby mu w przyszłości złożyć skrzynkę z kompletem prawdziwych, funkcjonalnych narzędzi, tylko takich mniejszych. Drobne wkrętaki, małe stalowe kombinerki, klucz francuski, itp. I jak będzie chciał coś naprawić, rozkręcić razem ze mną, to też da się to wtedy zrobić jego narzędziami. I powiększy mu to poczucie dumy z własnych dokonań.
    Tylko z młotkiem i piłą to raczej bym się jeszcze wstrzymał, chociaż widziałem takie małe, ze wyglądają jak zabawkowe 🙂

    I tak jak piszecie na końcu – mnie też dodatkowo drażni w tych zabawkowych plastikowych narzędziach to, że biorąc pod uwagę cenę, to wystarczy niewiele dołożyć i będzie miał normalne w pełni funkcjonalne urządzenie. Np. w lidlu wkrętarka-zabawka kosztowała ok. 50 zł, a prawdziwa – 75.

    • Odpowiedz Marzec 15, 2018

      ania

      Jak byłam mała u dziadka w warsztacie mieliśmy z bratem swoje prawdziwe narzędzia tylko trochę mniejsze ( nie wiem skąd to dziadek wytrząsnął w tamtych czasach) był nawet mały hebel i pila i wszystkim dało się pracować na prawdę.

  • Odpowiedz Marzec 7, 2018

    Ela

    U nas sposób z rotacją zabawek działa. A na urodziny i inne okazje zarządzam składkę i kupujemy 1, 2 większe prezenty zamiast kilku.

  • Odpowiedz Marzec 7, 2018

    Anna

    Wisznu, jesteś cudowny! Piękny komentarz 🙂 I prawdziwy facet – konkretny i praktyczny. Fajny Tatko dbający o poczucie wartości syna. Hyh, mysle tak samo, tym bardziej, że też mam syna, tylko jeszcze dość małego 😉
    I też mamy wuchte tandetnych prezentów od dziadków+pluszaków, którymi Młody się nie interesuje. U nas niedługo przy aranżowaniu pokoju będzie ostra segregacja;)

  • Odpowiedz Marzec 7, 2018

    Basia

    Ja widzę że i u mnie w domu praktyka dnia codziennego potwierdza wyniki badań. Książeczki są w ciągłej rotacji, jak się Młody znudzi wyjmuję z szafy schowaną drugą połowę a pierwszą chowam a Maluch ogląda je tak jakby pierwszy raz je widział. To samo z pracami domowymi. Najlepsza zabawa to pomoc w myciu podłóg i robieniu prania. W ogóle mu się to nie nudzi ☺

  • Odpowiedz Marzec 8, 2018

    Tata

    “badanie przeprowadzone na grupie 100 przedszkolaków w wieku od 3-6 lat […] I tak gdy dzieciaki zapytano np. czy wolą się teraz pobawić zabawkowym zestawem do krojenia warzyw […] większość wybrała prawdziwe krojenie”

    3latek i krojenie warzyw …

    “16 dzieci w wieki 3-6 lat […] gdy dzieciom dano do zabawy 10 prawdziwych przedmiotów takich jak np. mikroskop”

    3latek i mikroskop …

    “Albo po prostu dać im ten odkurzacz – niech sobie pomachają na wszystkie strony. Zwłaszcza, że to nic nie kosztuje – no może poza tymi ostatnimi 3 nerwami, które jeszcze trzymamy na wodzy”

    Moja babcia sadzała mnie w kuchni na podłodze i pozwalała opróżniać szafy z garnkami, wałkami i kopystkami. Na szczęście nie czytała takich artykułów więc nawet do głowy jej nie przyszło dawać mi noża. Mikroskopu nie miała.

    • Odpowiedz Marzec 8, 2018

      Alicja

      Mój 3 latek kroi warzywa – prawdziwym nożem. Moja córka używa prawdziwego mikroskopu odkąd skończyła mniej więcej 2.5 roku.

    • Odpowiedz Marzec 10, 2018

      Angelika

      Moja 3latka obiera warzywa,takim plastikowym obierakiem. Krzywdy sobie nie zrobi a lubi to. Kroi też miękkie owoce nożem do masła,takim wcale nie ostrym. Mikroskop tez by pewnie ja zainteresował,lubi programy naukowe dla dzieci wiec podejrzewam ze miała by niezła frajdę. Wszystko zależy od podejścia,wiadomo że nie dam dzieciakowi japońskiego noża bo jeszcze by się pocielo i nie daj Boże stępiło.Ale jak chce mi pomagać i mam do tego coś co jej nie zaszkodzi to czego nie. Fajnie jest jak mówi ze pomoże mi zrobić obiad a później pogramy w grę,to nie jest wielka pomoc,zazwyczaj marchewka jedna która po kryjomu po poprawiam ale doceniam 🙂

  • Odpowiedz Marzec 8, 2018

    Mama Ewci i Maciusia

    Tak, tak, tak! Sama złapałam się na tym, że widząc świetną zabawkę mam ochotę kupić ją dziecku. A zaraz potem łapie się za głowę i myślę: gdzie ja to dam?! Na moich 49m² mieszkamy już w czwórkę, więc trzeba się ograniczać. A w ruch i tak idzie kilka tych samych zabawek. Co jakiś czas przy nowej zabawce występuje efekt nowości i wtedy ten prezent jest numerem 1. A po czasie widać, co naprawdę jest fajne dla dziecka. Poza tym obecnie zabawianie młodszego brata grzechotkami jest najciekawsze, co cieszy mamę, która w tym czasie pije kawę. 😊 A z prac domowych moja 2,5 latka uwielbia obierać jajka, wyciągać naczynia ze zmywarki i ciuchy z pralki i zamiata ze mną – więc wszystko się zgadza. 😉

  • Odpowiedz Marzec 10, 2018

    Amoena

    30lat zastanawiałam się co lekarz słyszy podczas badania i w końcu się dowiedziałam 🙂 Mój mąż kupił dla pierworodnej prawdziwy stetoskop. Bada nie tylko na niby, ale naprawdę słyszy serducho. A​ cena? Kosztuje mniej niż zabawkowy (w internecie za ok. 13zł). Polecam

  • Odpowiedz Marzec 11, 2018

    Michalina

    Staramy się rotować zabawki przed większymi świętami, co najmniej dwa razy do roku. I zauważyłam, że tuż po takiej ostrej selekcji albo zmianie miejsca bytowania zabawki (np. Gdy wyprowadziliśmy autka z salonu do jego pokoju), syn się nudził. Potrzeba było kilku dni lub tygodni na wypracowanie nowych schematów zabawy.
    Minusem jest fakt, że mój laptop stoi zawsze w tym samym miejscu, nie poddaje się selekcji 😉 a pierwszym pomysłem na nudę są zawsze bajki…

  • Odpowiedz Marzec 13, 2018

    wisznu

    Tak. My tez kupiliśmy stetoskop, ale dopiero po tym jak zepsuł się ten zabawkowy. I tez mnie zdziwiła ta różnica w cenie. A w komplecie z zabawkową strzykawką, mloteczkiem i termometrem pomagają odstresować się po wizytach u pediatry. Robi nam potem zastrzyki, sprawdza stan zdrowia, itp.

    • Odpowiedz Marzec 14, 2018

      wisznu

      to miała być odpowiedź na wpis podpisany Amoena z 10 marca, nie wiem czemu nie weszło 🙁

  • generalnie temat jest mi bliski. właśnie urządzam pokój córki i kupiłam jej regalik i poustawiałam tam niewielką ilość zabawek, tak żeby wszystkie były widoczne, reszta poszła na szafę. montesorry i w ogóle 😉 dzisiaj córka wzięła pudełko, wrzuciła tam lalkę i te wszystkie zabawki i mówi, że lalka się myje ;P zwątpiłam, bo już zaczynałam wierzyć że kosz na zabawki to zły pomysł.
    fajne artykuły na temat ograniczania ilości zabawek pisała matka skaut – swoim córkom schowała/wyrzuciła/oddała sporo zabawek – są wrażenia przed i w trakcie eksperymentu. dało mi do myślenia i stale staram się pozbywać szajsu. widzę też że córka z braku laku uruchamia wyobraźnię i bawi się np. plastikową miską założoną na głowę i drewnianą łyżką.
    niestety, ja mam wrażenie że w ogóle nie kupuje zabawek, a one i tak zwalają się do nas drzwiami i oknami.

  • Odpowiedz Marzec 14, 2018

    An

    U nas zabawkową kuchenka nadal jest w cenie w zasadzie od czasu kiedy córka miała rok, ale młoda lubi pomagać w kuchni i celowo planujemy sobie np kolacje tak żeby coś na nią razem zrobić. Natomiast fajnie jest np w ogrodzie mieć wersje mini dorosłych sprzętów. Taczka to najlepsza zabawka. W Juli widziałam inne narzędzia i na pewno wiosną kupię łopatę czy grabie. A chowanie części zabawek faktycznie fajnie działa w dodatku dzieciak zapomina ze coś miał i co parę miesięcy zupełnie nowe zabawki ma 🙂

  • Odpowiedz Marzec 17, 2018

    Vero

    Mój mąż poszedł o krok dalej i np gdy rozkręca albo skręca łóżko czy majsterkuje nad czymkolwiek wola córkę i oni robią to razem normalnymi jego narzędziami. Ona to uwielbia a i jemu to sprawia przyjemność. Oboje są dumni potem ze cos zrobili/naprawili 🙂

  • Odpowiedz Marzec 26, 2018

    taanka

    O tak, zabawa prawdziwymi narzędziami dziwnie 😉 kręci i mojego Malucha. Nasz 3latek we własnej szufladce ma wkrętarkę (prawdziwą, tylko mini, taką w sam raz do damskiej torebki powiedziałabym), ze dwa śrubokręty, klucz francuski, kilka wkręcików, śrubek i nakładek, nie mówiąc o dyblach. Stale są w użyciu, a jaki Młody jest dumny kiedy Tata pożycza od niego śrubokręt. Używa tych narzędzi od lata zeszłego roku kiedy robiliśmy remont kuchni.

Leave a Reply