12 najgorszych minut w życiu matki

W piątek rano Drugorodny obudził się z gorączką – nie jakąś wysoką, ale w granicach 38 stopni oscylowała. Poza potrzebą nieustannego wiszenia na matce nic ponadto mu nie doskwierało – żadnego kataru, kaszlu – ot marudne dziecko z gorączką.

Po obiedzie rozgorączkowany młody człowiek zasnął snem sprawiedliwego i obudził się w wyśmienitym humorze – miał zresztą ku temu powody, bo nie dość, że odwiedziła nas babcia, to jeszcze tata wygłupiał się z siostrą sprawiając, że młodzieniec siedzący na moich kolanach zaśmiewał się radośnie. Kiedy chichotał, sprawdziłam mu temperaturę – 38,3. Znośnie. Siedzieliśmy tak jeszcze parę minut aż nagle poczułam, że całym jego ciałem wstrząsają drgawki. Trwało to góra kilka sekund, więc nikt poza mną nie miał szans zauważyć.

On miał właśnie jakiś mikro atak drgawek – powiedziałam zdezorientowana, obserwując zachowującego się jak gdyby nigdy nic młodego
Jedziemy do lekarza – postanowił Wirgiliusz
OK! Idę go ubrać.

Wstałam z małym z kanapy, zrobiłam kilka kroków i… znowu to poczułam. Tylko, że tym razem nie przeszło po kilku sekundach, nie przeszło po kilkunastu ani nawet po kilkudziesięciu, tym razem widzieli wszyscy. Widzieli wyraźnie jak małe ciało naszego syna wije się w konwulsjach, a jego oczy na początku bezwiednie wpatrzone w sufit zaczynają po chwili uciekać do góry.

Dzwonię po pogotowie  – krzyknęła moja mama, ale nie zadzwoniła, bo w stresie nie potrafiła nawet odblokować telefonu. Ja też nie potrafiłam, bo jedyna aktywność na jaką było mnie stać to trzymanie małego na rękach i powtarzanie jego imienia jakby to miało cokolwiek zmienić. Moje paniczne „Drugorodny? Drugorodny!!” pozostawało jednak bez odpowiedzi – mały człowiek był głuchy na nawoływania matki.

Mój mały synek ma drgawki i jest nieprzytomny, proszę wysłać karetkę na adres … – dobiegł mnie w końcu głos Wirgiliusza, przerwany histerycznym wrzaskiem: „Karetkę?! Oni go zabiorą mamusiu, ja nie chcę żeby mój braciszek wymarł.

Nie wiem co się działo potem, bo pamięć płata mi figle i w kolejnej scenie siedzę już z małym pod prysznicem, a Wirgiliusz podaje mi mokre ręczniki. Pamiętam głos dyspozytorki pogotowia i Wirgiliusza wykonującego niczym robot jej polecenia. Pamiętam, że po kilku (?) długich minutach drgawki ustały, a Drugorodny na kilka sekund odzyskał przytomność i zaczął przeraźliwie jęczeć. Pamiętam, że spojrzałam wtedy w jego oczy i pomyślałam, że nie ma w nich mojego syna. Pamiętam w końcu jak po chwili je zamknął i nie reagował już na nic. Coraz wolniej oddychał, siniały mu usta, siniała twarz, a ja powtarzałam w kółko oddychaj synku, oddychaj i usiłowałam sobie przypomnieć… nie, nie to jak się robi sztuczne oddychanie… patrząc na mojego nieprzytomnego syna usiłowałam sobie przypomnieć czemu u licha byłam na niego wczoraj taka zła, bo to przecież niemożliwe, że irytowałam się tylko dlatego, że zamiast szybko zasnąć i dać mi “wolny wieczór”, wiercił się to wtulając się we mnie, to prosząc o wodę, to o mleko…

Kiedy w końcu do łazienki wkroczyła ekipa pogotowia ratunkowego i zabrała mi moje nieprzytomne dziecko z ramion, rozkleiłam się.

W karetce i szpitalu wszyscy pytali „ile to trwało”. Nie miałam pojęcia, dla mnie wieczność, ale wiem, że nie o taką odpowiedź im chodziło. Dopiero kiedy Wirgiliusz do nas dojechał, sprawdziliśmy, że sama rozmowa z pogotowiem, które trzymało nas na linii dopóki karetka nie podjechała pod dom trwała prawie 9 minut. 9 najdłuższych minut mojego życia. 12 w zasadzie, bo zanim udało nam się zadzwonić upłynęły dodatkowe plus/minus 3 minuty.

12 minut.

12 minut. Niby niedużo, a czasem wystarczająco dużo by zmienić wszystko.

12 minut. Niby niedużo, a wystarczająco dużo by ci z was którzy jeszcze nie wiedzą mogli zapoznać się z problemem drgawek gorączkowych i postępowania w razie ich wystąpienia (klik, klik). Poczytajcie, bo drgawki gorączkowe występują u 3-4% dzieci w wieku od 6 miesięcy do lat 5 (u chłopców częściej) [1]. Przed pierwszym atakiem i tak nic nie jest w stanie przygotować was na to co zobaczycie, ale tych, którzy o nie wiedzą niczego na ich temat ten widok może wpędzić do grobu. Ja wiedziałam czym są drgawki, ale mimo to widok mojego małego wijącego się, pozbawionego świadomości synka mnie kompletnie rozbroił – zwłaszcza, że brak obciążenia w wywiadzie i dotychczasowy brak problemów wyłączył moją czujność. A jeśli dodamy do tego fakt, że u nas atak był długi, mocny, przebiegał z trudnościami w oddychaniu i w dodatku prawdopodobnie nałożyły się inne czynniki to po raz pierwszy i mam nadzieję ostatni kompletnie utraciłam zdolność racjonalnego myślenia. Nigdy w życiu nie byłam tak sparaliżowana strachem. Nigdy.

12 minut. Niby niedużo, a jednak wystarczająco dużo by przypomnieć sobie podstawy pierwszej pomocy u dziecka – nigdy nie wiadomo kiedy się przyda, a odświeżona wiedza jest zawsze lepsza niż zakurzona. Zawsze.

12 minut. Niby niedużo, a jednak wystarczająco dużo by przypomnieć sobie, że choć bierzemy każdy dzień i oddech za pewnik, to wcale tak być nie musi. Czasem trzeba dostać obuchem w łeb by następnym razem trochę mniej się irytować, a trochę bardziej przytulać…

ps. bo pytacie – mały już ok, dochodzimy do siebie, nie wiemy skąd u niego ta gorączka i jest podejrzenie, że problem u nas leży głębiej więc się diagnozujemy.

update po prawie roku: wiecie co jest najbardziej zdumiewające? To, że mały to wszystko pamięta – pamięta że jechał karetką i że był bez ubranka i że się bał… Pamięta to mimo że nigdy z nim nie rozmawiałam o tym, niedawno sam z siebie zaczął mówić.

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3). Żona Wirgiliusza. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

53 komentarze

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Jolanta Anna

    Alicjo, ściskam Cię mocno i Twojego Synka! Bardzo przeżywam Wasze nieszczęście, chociaż nie wyobrażam sobie co mogłaś czuć tracąc kontakt z Drugorodnym. Od wczoraj bardziej się skupiam na moim Piewrworodnym, który ma 19 miesięcy. Dziękuję za wpis i życzę duuuużo zdrowia. Buziaki

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Gabriela

    Straszna lekcja dla Was- rodziców.

    Ważna dla nas- czytających.
    Jako certyfikowany ratownik pierwszej pomocy przedmedycznej nieustająco powtarzam…

    BĄDŹMY GOTOWI NA NAJGORSZE by cieszyć się, że ta wiedza się nie przydała!

    • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

      Kasia

      Amen. Cieszmy się tym, że ta wiedza będzie zbędna.
      W sumie to się dziwię, że na szkołach rodzenia nie ma lekcji z ratownikiem. Że nie ma szkolenia z pierwszej pomocy. Niby tak niedużo a jednak… Byłam na kilku szkoleniach i gówno mi to dało tj. czuję, że nic nie pamiętam z tego. Takie rzeczy trzeba notorycznie przypominać.
      Moje dziecko miało 5 miesięcy. Byłam wtedy z nią w sanatorium. Niby pomoc medyczna na miejscu ale z drugiej strony tak daleko. Od początku na mojej lodówce wisi ulotka z instrukcją jak udzielać pierwszej pomocy niemowlakom. Kilka razy ją analizowałam aby zapamiętać. Miało to mnie tylko uspokoić i zakląć rzeczywistość – to mi się nigdy nie przyda ale chcę mieć pewność, że wiem. Moje dziecko ma 5 miesięcy. Karmię ją butelką. Dziecko zasypia i widzę jak nosem wypływa mleko. Cała wiedza poszła w zapomnienie. Serce mi zamarło. Sytuacja trwała może 1 minutę ale dla mnie to wieczność. Oprzytomniałam na głos męża – dziecko się dusi. Zareagowałam instynktownie i od razu obróciłam dziecko. Wtedy usłyszałam najpiękniejszy i najbardziej wyczekiwany krzyk mojego życia – krzyk mojego dziecka. Żyło 🙂 Minął już rok a ja nie mogę wyrzucić tego z głowy. Nadal przeżywam, że wtedy mogłam ją stracić. Dziękuję za tego posta. Niech ta lekcja idzie dalej. Bo my nieświadomi powinniśmy być uświadamiani aby potem jak pisze Gabrysia cieszyć się, że ta wiedza jest zbędna 😉

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Gabriela

    Alicjo- jednocześnie jestem pewna, gdybyś była sama z małym- poradziłabyś sobie 🙂

    Twój mózg wiedział że kto inny zajmie się wezwaniem pomocy :*

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    MamaMota

    Brzmi przerażająco…dobrze, że już wszystko dobrze… i tak sobie myślę, że żadna wiedza, a nawet umiejętności, nie są w stanie nas- rodziców- przygotować na takie zdarzenia.

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Mamuszka

    Szybkiej diagnozy i szybkiego powrotu do zdrowia dla Drugorodnego! Ściskam!

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Aga

    A nie był ostatnio szczepiony?

    • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

      Alicja

      Nie. To drgawki gorączkowe. Nie NOP.

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Paula

    Prosimy o informacje na bieżąco jak się sprawy mają. Uściski i pozdrowienia dla Was!!!

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Agnieszka

    Znam to..niestety. Teraz juz wszędzie gdzie jedziemy ma jechać znamy relsed środek uspokajający.No i stała obserwacja. Masz rację te chwile są koszmarem,niezapomnianym..

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Fiona

    Czytałam ten tekst ze łzami ściekającymi po policzku. I mimo tego, że domyślałam się ,co było twojemu synkowi, z narastającym przerażeniem. Kochana, byłaś taka dzielna!! Życzę Mauszkowi szybkiego powrotu do zdrowia. A Tobie przesyłam moc pozytywnej energii.

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Tedi

    Pewnie gdybym była w podobnej sytuacji też miałabym problemy z reakcją, ale mimo wszystko staram się czytać, informować i uczyć jak najwięcej o pierwszej pomocy. Przeraża mnie myśl, że mogłabym nie umieć pomóc własnemu dziecku :-(.
    Trzymam kciuki za szybko powrót do zdrowia 🙂

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    GROSZKOWA MAMA

    ode mnie też serdeczny uścisk dla serducha! i dziękuję za uświadamający wpis

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Weestyle

    I tego właśnie boje się najbardziej. Tego, ze gdy idzie spać to ja nie wiem czy zrobiłam dziś wystarczająco dużo, żeby nie żałować. Tego, że gdy odpoczywam, to nie wiem czy nie będę żałować, ze nie z nią spędzam czas.

    Umarłabym.

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Susanna szyje

    Boże to straszne, wyobrażam sobie co musiałaś przeżywać, co wszyscy przeżywaliście. Ten opis może komuś uratować życie, dobrze, że go opublikowałaś i niech Maluch wraca do zdrowia. Myślę, że w takiej chwili 95% rodziców straciłoby głowę i nie wiedziało co począć.

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Klaudia

    Straszna historia, dużo zdrówka dla maluszka!

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    ewosz

    No jakbym czytała o sobie i naszej historii 2 lata temu…aż się popłakałam… Sytuacja bardzo podobna: sobotni poranek, mój roczny synuś znowu ma gorączkę, bo pewnie złapał kolejne zapalenie ucha, ale nie panikuję, pójdziemy po antybiot w poniedziałek na spokojnie. Młody ma 38 stopni z haczykiem, idzie spać bo jest marudny. Dobrze, że ja kładę się koło niego, bo gdybym wtedy wyszła z pokoju, to nie wiem co byłoby dalej. I nagle się zaczyna, dokładnie tak jak to opisujesz, tylko że ja NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA, że jest coś takiego jak drgawki gorączkowe. Wrzeszczę na mojego męża, on zachowuje przytomność umysłu i dzwoni na pogotowie, bo ja jak głupia chcę ocucić małego, potrząsam nim, wywracam do góry nogami, klepię po twarzy i tylko ciągle krzyczę “jezu, ratujcie moje dziecko”! Nie wiem ile czasu upłynęło do przyjazdu karetki, ale myślałam, że to już koniec, że on umarł, tak bezwiednie wisiał na moich rękach… Badania w szpitalu nic głębszego nie wykazały (oprócz pneumokoka, rotawirusa, adenowirusa, zapalenia ucha i trąbek słuchowych jednocześnie), po 1,5 tygodnia wróciliśmy do domu. To były najgorsze chwile w moim życiu, do dziś mam obraz młodego przed oczami i nikomu takich doświadczeń nie życzę. Nie wspomnę już o tym, że teraz przy każdej jego gorączce aż trzęsę się ze strachu…
    Wracajcie do zdrowia i do domku szybciutko! Trzymam kciuki, żeby nic poważnego nie wyszło!

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Susanna szyje

    Jeszcze chciałam napisać, że widziałam atak padaczki mózgowej u mojej mamy w szpitalu gdy umierała i na prawdę jest to widok przerażający więc to o czym piszesz, że kto nie widział to nie może sobie tego wyobrazić – w 100 % potwierdzam. To jest straszne i wmurowuje człowieka w ziemię, zupełnie traci się głowę.

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Ewelina

    współczuję ….. przeżyłam podobne najgorsze “12 “minut w swoim życiu …. Dorotka była zdrowa bez żadnym objawów choroby, dostała taki atak drgawek, sinienia, zdrętwienia ( koszmarne chwile) Wylądowaliśmy na oddziale, miała nieznacznie podwyższone CRP, stwierdzono ogólny początek stanu septycznego. Dostała antybiotyk. Ani razu więcej nie zgorączkowała….

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    she

    Posyłam dobrą energię :-* i szybkiej,trafnej diagnozy,dla Ciebie dużo siły 🙂
    ps.Uściski dla Wirgiliusza za zimną krew

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Gosia

    Zdrowia życzę kochani i dużo spokoju. Trzymajcie się 🙂

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Małgorzata

    Współczuję

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Marta

    Ja myślałam, że jestem opanowana i w sytuacjach groźnych reaguję spokojnie, i właściwie tak jest,kiedy mój tato miał atak serca zareagowałam z mega opanowaniem, tak samo, gdy miałam ze znajomymi wypadek, bo wjechał w nas pijany kierowca czy kiedy potrącił mnie samochód na pasach… ale kiedy córka miała atak krtani i dusiła się nie mogąc oddychać nie byłam w stanie przypomnieć sobie numeru na pogotowie… spanikowałam całkiem, to mąż wykazał się stoickim spokojem. I przyznam się, że bardzo boję się takich sytuacji, zwłaszcza, że małżonek ostatnio często wyjeżdża, a ja zostaję sama z dwójką maluchów… pozostaje mi mieć nadzieję,że zdobyta wiedza teoretyczna nie będzie mi potrzebna…ech, życzę Wam dużo zdrowia! i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze!

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Piwnooka

    Ten niespodziewany zwrot akcji, paraliż, strach, poczucie niemocy i wołanie imienia – wszystko to przeżyłam. Do dzisiaj (8 miesięcy po zdarzeniu) nadal to przepracowuję wspólnie z terapeutą. Walczę ze sobą, żeby po kilka razy dziennie nie sprawdzać czoła i nie panikować, gdy policzki są zarumienione. A na mój wpis o strachu matki, dostałam maile od innych mam, które przeżyły to samo i zmagają się z traumą. Trzymam kciuki za małego :*

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    Magda

    Przeżyłam to samo z moim pierworodnym miał wtedy 2 lata.To było chyba najgorsze 5min mojego zycia.Wstalismy rano,wszystko było ok,przynajmniej tak mi sie wydawało.Zaprowadzilam Młodzieńca do żłobka.Nie minęło pół godziny,telefon -dziecko ma gorączkę trzeba odebrać.Zero objawów,mogłabym przysiąc,ze rano nie miał nawet podwyższonej temperatury.Wrocilismy do domu,dałam mu paracetamol,chciał sie położyć,wiec zaniosłam go do sypialni.Spal około 1godz.Przyszedl,usiadl sobie na kanapie,ja dałam mu buziaka i wzięłam sie za przygotowywanie obiadu.Nigdy nie zapomnę tego momentu,kiedy odwróciłam sie do niego a on siedział z głowa wykręcona na zagłówku,oczy tylko widoczne białka i ta desperacka próba wzięcia oddechu….nagle,stop przestał oddychać,usta zsnialy…nawet jak to pisze mam łzy w oczach…Spanikowałam,nie wiedziałam co robić,wzięłam go na ręce,wybiegłam na klatkę,pobiegłam do sąsiadów,żeby zadzwonili na pogotowie.Zadzwonili,ale to ja musiałam z nimi rozmawic,nawet nie mogłam przypomnieć sobie naszego adresu,błagając żeby nam pomogli,bo mój syn nie oddycha.Ja myślałam,ze on mi umiera na moich rękach.Pani z pogotowia pomogła mi sie opamiętać,podałam adres,lekarz był w 3 min(W Uk maja lekarzy regionalnych,którzy w takich przypadkach sa kierowani pierwsi a potem wezwano karetkę).Gdy lekarz wszedł,Mały zaczął oddychać,ale tak jak to napisałaś,jego oczy były puste,ciałem wstrząsały jeszcze ostatnie dreszcze.W mojej głowie myśl,ze moje dziecko doznało jakiegoś porażenia.Gdy lekarz zmierzył mu temperaturę(39,6) F.. zaczął płakać i sie do mnie tulić.Zabrano nas na badania,żeby sprawdzić skąd ta wysoka gorączka.Okazalo sie ze to początek anginy,dostaliśmy antybiotyk i ulotkę o tzw Fever fit.powiedziano mi,ze jest to tak jakby odruch obronny organizmu,kiedy temperatura ciała wzrasta za szybko i jest zagrożenie dla mózgu.Cialo mojego dziecka na chwile sie wyłączyło…Ta chwila trwała najdłuższe 5 min mojego życia,a pani doktor uświadomiła mnie,ze sa dzieci,które utrzymują sie w tym stanie do 20 min.O mój Boże pomyslałam…Teraz Pierworodny syn mój ma prawie 8 lat,córka 2 wiec za każdym razem panikuje,gdy maja gorączkę.Od razu ich rozbieram,daje leki przeciwgorączkowe,zimne okłady,u nas działa tez Altacet posmarowany na stopy…Nigdy już sie to nie potworzyło,ale strach pozostał…współczuje każdemu,kto tego doświadczył,widząc własne dziecko w takim stanie.Zdrowka dla Was.

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2016

    tamarak

    dziękuję, że się dzielisz.
    trzymam kciuki, żeby to się więcej nie powtórzyło.

    • Odpowiedz Luty 7, 2017

      aga

      Poplakalam sie i ja. Moj prawie 6letni synek ok 3.30 w nocy dostal drgawek, juz 4 raz w swoim zyciu. Ostatnio dwa lata temu. Lezymy na oddziale od kilku dni a on nadal goraczkuje. Podobno mialo sie nie powtorzyc, powtorzylo sie..co by bylo,gdybym wtedy spala?

  • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

    Justyna

    Wlewki są mi znane…
    Ja swoje najgorsze 5 minut przeżyłam w sobotę, gdy odwróciłam się a w okolicy jeziora zniknął nam z oczu synek 4-letni.

  • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

    Agnieszka

    Trzymaj się mocno, zdrówka życzę!

  • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

    iza

    Od teraz zawsze jak corka będzie miec gorączkę będzie spać ze mną…

  • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

    Novincza

    Po pierwsze, przydatny tips: Bardzo, ale to bardzo w przetrwaniu szpitala pomógł nam… zestaw małego lekarza. Córka mogła odreagować nieprzyjemne badania robiąc lalkom i mnie niby zastrzyki, badając stetoskopem, nosząc zabawkowe okulary, robiąc badania i zakładając niby-wenflon.
    Co do sytuacji: Przeżyłam to, ja zadzwoniłam na pogotowie po pierwszych mikro drgawkach, córka, półtorej roku, była wtedy przytomna, tylko lekko oszołomiona. Temperaturę miała może 37,8C, żadnych objawów poza tym. Okazało się, że stan zapalny spowodował układ moczowy, chociaż w szpitalu przeżyliśmy chwile grozy, gdy lekarze mówili, że nie mogą znaleźć przyczyny, że może być zapalenie kości, lub inne skomplikowane stany zapalne. Dało się to przeżyć, u mnie obyło się bez traumy.
    Z ciekawostek, to córce chciano podać tlen w karetce, ale nie udało się, bo… nie było pasującej na małe dziecko maski.
    Koniecznie wychodź ze szpitala na spacer, na coś do jedzenia, zmieniaj się z innymi podczas opieki. Powodzenia!

  • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

    Mama uk

    Przeżyliśmy to samo miesiąc temu. Synek (wtedy 9 mcy) miał zdiagnozowane zapalenie gardła i przypisany antybiotyk. Godzine po podaniu pierwszej dawki nagle przechylil głowę w bok, dostał drgawek, mętny wzrok, a po chwili doszly do tego problemy z oddychaniem. Myśleliśmy ze to reakcja alergiczna na lek. Zadzwonilismy natychmiast na pogotowie. Stracilam głowę. Pamiętam tylko ze krzyczałam do sluchawki: “błagam, szybko!” Zjawili sie po 4 minutach. Mlody odzyskal juz świadomość, tylko plakal przerazliwie i mial drgawki. Pojechalismy do szpitala. Mieszkamy w uk. Procedura niestety taka, że nie pozwolili podac nic dziecku przed zrobieniem badan, wiec gorączka wciaz rosła. Nosilam go i tulilam chyba ze 4 godziny az w końcu podali paracetamol i ibuprofen. Wyniki ok, ale dziecko przez te kilka godzin bardzo sie męczyło.

  • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

    Calydlamamy

    12 najgorszych minut które dadzą Ci siłę na całe życie. Trzymaj się, życzę zdrowia i szczęścia.

  • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

    Patryk tatowe.pl

    U nas wyglądało to tak:
    http://tatowe.pl/drgawki-goraczkowe-lepiej-wiedziec-przed-niz-po/
    Nikomu nie życzę…

  • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

    basiaho

    ściskam i bardzo mi przykro, że musieliście przez to przejść 🙁 mam nadzieję, że to tylko “zwykłe” drgawki gorączkowe. przy okazji mam refleksję, że na papierze w podręczniku do pediatrii dużo lepiej to wygląda – “drgawki”, “normalne”, “niedojrzały oun”, “do 5 rż” itp zupełnie co innego zobaczyć swojego dzieciaczka w takim stanie 🙁

  • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

    Dominika

    Straszne. Dosłownie straszne. Zamarlam czytając artykuł, a nie wyobrażam sobie to przeżyć. Trzymam kciuki za szybka diagnozę. No i żeby to nie było nic poważnego. Ściskam mocno.

  • Odpowiedz Kwiecień 21, 2016

    Melodia

    Cóż napisać, bo słów mi brakuje. Jestem z Wami myślami cały czas. Oby nigdy to się nie powtórzyło.

  • Odpowiedz Kwiecień 22, 2016

    Diana

    Jejku :(((
    Jak dobrze, że już dobrze. Ale czytałam i niemal łzami się zalewałam…
    Uściski ogromne ślę i ogrom zdrowia dla Was :*

  • Odpowiedz Kwiecień 23, 2016

    Ewa

    Jezu! Nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu. U nas też jak Jaś była mały mieliśmy kilka razy bardzo wysoką gorączkę, ponad 39 stopni. Wtedy mi się zawsze włączalo racjonalne myslenie,ale już po wszystkim potrafiłam się rozryczec i wtedy mi było ciężko się uspokoić.
    Masz rację. Już czytam o tych drgawkach. Przytulam Was gorąco!

  • Odpowiedz Kwiecień 27, 2016

    Justyna

    Ja ostatnio przeżyłam najgorsze 4 dni mojego życia – mój drugorodny (15 miesięcy) ostatnio był przeziębiony i gdy kaszlał, to wymiotował. Dodatkowo od dwóch miesięcy często płakał i odginał główkę do tyłu – myślałam, że bolą go dziąsła, bo akurat wyrzynały mu się ząbki… Od jakiegoś czasu zaczął też coraz bardziej chwiejnie chodzić, aż w końcu już w ogóle przestał – najpierw myślałam, że jest osłabiony tymi wymiotami, ale poszliśmy do lekarza, dostaliśmy skierowanie do neurologa, potem do szpitala na neurologię i po rezonansie diagnoza – guz mózgu… Na szczęście skończyło się dobrze, po 4 dniach od przyjęcia do szpitala przeprowadzono operację i już po tygodniu mały zaczął znów powolutku chodzić, z dnia na dzień jest lepiej. No i już dzień po operacji zaczął się znów śmiać ze wszystkiego tak jak przed chorobą. Jeszcze nie wiemy czy czeka nas chemioterapia czy nie i czy to będzie odrastać czy nie… Ale już przynajmniej nic nie zagraża jego życiu. Trafiliśmy do szpitala w ostatniej chwili – gdy spał strasznie spadało mu tętno i nie wiadomo czy przeżyłby jeszcze choć jedną noc w domu. Już chyba zawsze będę się bała kłaść go spać… A gdy usłyszałam diagnozę… do teraz gdy o tym myślę, trzęsą mi się ręce i zapominam oddychać… Piszę tu o tym, bo objawy były trywialne – dziecko dużo płakało i rano, gdy kaszlało, to wymiotowało. Gdyby nie nauczył się tak wcześnie chodzić, to pewnie bym się nie zorientowała że jest z nim coś nie tak… No i mega szybka akcja lekarzy uratowała mu życie. Teraz będę już chodzić z dziećmi do lekarza z byle powodu i nie dam sobie wmówić, że coś jest normalne (takie poranne wymioty przy kaszlu na przykład) jeśli będzie mnie niepokoiło. I tulić, tulić i jeszcze raz tulić, jakby to miał być już ostatni raz, bo nigdy nie wiadomo czy nie jest…

    • Odpowiedz Maj 6, 2016

      Jamama

      O Boże! Jak przeczytalam Twoj wpis zrobilo mi sie slabo…
      My właśnie mamy skierowanie do szpitala z powodu bardzo chwiejnego chodu ( a chodziło dziecko ładnie, powrotu asymetrii, “kiwania” jak po kilku głębszych i obijania się o wszystko). Idziemy dopiero za miesiąc, bo taki termin jest. Cora tez ma 15 miesięcy.

    • Odpowiedz Maj 6, 2016

      Jamama

      I też mi ostatnio baardzo dużo płacze i nie chce nocami spać. Kladlam to karb trzonowcow, które właśnie idą …

  • […] 12 najgorszych minut w życiu matki […]

  • Odpowiedz Maj 1, 2016

    Niniel

    Ten wpis mnie mocno poruszył. Zwłaszcza, że mój synek jest obciążony genetycznie, bo ja w dzieciństwie miałam atak drgawek gorączkowych. Dwukrotnie. Raz na szczęście w przychodni, ale to podobno moja mama zachowała więcej zimnej krwi niż pediatra, a drugi raz w domu. Dlatego z przerażeniem myślę, że mojego malucha może to spotkać. Ostatnio byłam na warsztatach Bezpieczny Maluch -kontynuacja, właśnie ze względu na to, że uczyli jak zachować się w takiej sytuacji. I czytam, uczę się, ale wiem, że jeśli taka sytuacja się zdarzy [oby nie] w teorii jestem na nią przygotowana, ale jak to będzie w praktyce -tego nikt nie wie.

  • […] za mnie. A dokładnie zrobiła to, w pięknym jak zawsze zresztą stylu Mataja, w tym oto wpisie: 12 najgorszych minut w życiu matki. Kiedy to przeczytałam, wiedziałam, że nie muszę już pisać, bo choć to historia trochę […]

  • Odpowiedz Maj 21, 2016

    Dorota

    Boże jak bym czytała własna historie, tyle ze ja nie mialam pojecia o żadnych drgawkach. to bylo prawie 3 lata temu ( dzieki Bogu sie nie powtozylo) ale ja pamietam to jakby to bylo wczoraj … corcia miala 2 latka, obudzilia sie rano troche cieplejsza , troche zmeczona … pomyslalam ze to pewnie wirus jakis… trzymalam moja mala dziewczynke na kolanach i rozmawialam z tata ktory dzwonil z pracy zaniepokojony co sie dzieje z jego ksiezniczka … w pewnym momencie uslyszal tylko moj krzyk – ” oddychaj dziecko” … to bylo straszne , myslalam ze ona umiera i spanikowalam , nawet nie pomyslalam zeby wzywac karetke tylko chwycilam dziecko i krzyzac ” oddychaj , nie umieraj ” wylecialam na klatke … mialam ogromne szczescie bo spotkalam sasiadke ktora mi pomogla i zadzwonila po karetke ( taki moj aniol stroz) ale nawet nie wiem co przezyl wtedy moj maz ktory bedac w pracy jedyne co uslyszal to ” oddychaj dziecko”, nie wiedzial co sie dzieje , nie myslac dlugo zlapal taksowke i byl w domu jescze przed karetka ale i tak dla mnie to byly cale wieki .to bylo tak przerazajace ze ciezko to opisac . nawet po tylu latach wzbudza to we mnie ogromne emocje … kolejne temperatury u dzieci byly jak tortury, patrzylam na nie ze lazami w oczach i balam sie ze to sie powtorzy , ale mialysmy szczescie jak do tej pory. choc musze sie przyznac ze podaje paracetamol nawet przy niższej temperaturze
    zycze zdrowka dla dzieciaczka , zdecydowanie najgorsze i najdłuższe 12 minut , oby nigdy wiecej

  • Odpowiedz Czerwiec 2, 2016

    justi

    Boże jak ja to dobrze znam? 1.03.16 długo wyczekiwany urlop we włoskich Dolomitach i co i atak, a my na środku stoku syn 4letni, siny bez oddech, drgawki, torsje, ja krzyczę, błagam o pomoc, zaczynam prosić Boga,żeby go ocalił, syn nadal siny, reanimują go, ja mam czarny scenariusz przed oczami – syn umiera. Szczęśliwie po minucie wraca do nas, jest już lekarz, jedziemy do punktu medycznego, ma tlen, później karetką do szpitala, pytają,czy ma epilepsje. Nie mój syn? Nie, mój zdrowy syn? Przecież on jeździ super sam na nartach, na dwukołowy rowerze, mega sprawny, bystry ZDROWY! W szpitalu znowu mówią epi, ale uspakajają, dziecko ma zapalenie oskrzeli, lekarz mówi,aby nie rezygnować z urlopu podawać leki i jeździć na nartach☺ po 2 tygodniach wracamy do Polski, syn w dobrej formie, robimy całą diagnostykę, eeg. 24.03 mój świat upada syn jest chory, tak ten dorodny, sprawny chłopiec jest chory, ma epi. Ja płaczę, pytam dlaczego on, przecież nosi okulary wystarczy mu ograniczeń (jak mając 2lata musiał zacząć nosić okulary też płakałam ☺ ). Dzisiaj już jestem pogodzona, syn ma epi, ale żyjemy jak wcześniej, dla nas jest zdrowy, choć zawsze z nami jest Relsed i codziennie dostaje Depakine. To są najgorsze chwile…
    Ps wspaniały blog☺

    • Odpowiedz Czerwiec 2, 2016

      alicja

      Przykro mi, że za Tobą i synkiem takie przeżycia 🙁 mam nadzieję, że ataki będą się trzymać od niego z daleka! Kciuki za zdrowie i siłę do walki!

  • Odpowiedz Październik 11, 2016

    Marta

    Jestem roztrzęsiona po przeczytaniu tego wpisu. Życzę wszystkim maluszkom dużo zdrowia i idę sprawdzić, czy moja bezpiecznie śpi.

  • Odpowiedz Grudzień 13, 2016

    Karolina

    Cztery godziny temu przeżyłam podobne 2 minuty. “Tylko” dwie, 12 to by bylo dla mnie stanowczo zbyt wiele… Gdy w kwietniu czytałam ten wpis, myślałam ile bym dała, żeby nas nic takiego nie spotkało. Ale stało się. Podobnie – kontrolowana gorączka ok.38, żadnych innych objawów, niezły humor i nagle! Wezwaliśmy karetkę, zabrali nas do szpitala, zostaliśmy na obserwacji.
    Jest mi potwornie smutno…

    • Odpowiedz Grudzień 13, 2016

      admin

      Przytulam Cię bardo mocno, przykro mi że was to spotkało. Trzymaj się ciepło i oby obserwacja nie wykazała nic niepokojącego.

  • Odpowiedz Grudzień 15, 2016

    Karolina

    Dziękuje! Jesteśmy już w domu 🙂 wszystkie badania wyszly dobrze, a synek znów jest roześmiany i bryka 🙂

  • Odpowiedz Luty 21, 2017

    Kamila

    Rozumiem Cię doskonale.I choć jestem lekarzem i widziałam drgawki u dzieci,to co innego jest je zobaczyć u własnego.Przeżyłam to w listopadzie zeszłego roku.Trzymałam małą w ramionach,a przez moją głowę przelatywało jak mantra”przestań drgać”.Dzięki Bogu trwało to ok.20-25 sek ale dla mnie to była wieczność…

Leave a Reply