Wyścigi dzieci – czy to kiedy dziecko zaczęło chodzić i mówić ma jakieś znaczenie?

Wyścig szczurów wcale nie rozpoczyna się w momencie podjęcia pracy w korpo. Nie zaczyna się też na studiach, ani w liceum, ani nawet w podstawówce. W przedszkolu też nie – tam wyścig jest już bowiem na zaawansowanych etapach i wystarczy, że jeden znajomy cztero- czy pięciolatek zacznie czytać i przepadło – rodzice pozostałych wpadają w popłoch i dawaj swoje pachruście na gwałt uczyć czytania, mimo że pachruście mają na czytanie wywalone, bo bardziej zainteresowane są kopaniem piłki, malowaniem kwiatków albo zabawą w dom.

Okazuje się jednak, że czterolatki to i tak stare konie, ostatnio bowiem w komentarzach uświadomiliście mnie, że coraz większą popularnością cieszy się trend pod tytułem naucz czytać… niemowlaka.

Tymczasem dr Sebastian Suggate wykazał w swoich badaniach, że niezależnie od tego czy dzieci zaczęły czytać wcześnie (u niego to oznacza w wieku 5 lat) czy późno (7 lat) ich umiejętności w pewnym momencie wyrównywały się i w wieku 11 lat kiedy dr Suggate ponownie oceniał umiejętność płynnego czytania ze zrozumieniem, nie było różnic pomiędzy pierwszą a drugą grupą [1, 2].

Czy warto zatem spinać się, stresować i wywierać presję czytania na czterolatku, który w przeciwieństwie do kolegi z grupy nie pała entuzjazmem do odkrywania Goethego w oryginale, a zamiast tego woli tworzyć wymyślne konstrukcje z klocków? Tym bardziej, że nie dysponujemy, przynajmniej póki co, badaniami które sugerowałyby, że to dziecko, które najsampierwsiejsze z grupy przedszkolnej nauczy się czytać osiągnie największy sukces i zostawi dziecko bawiące się klockami daleko w tyle. Dysponujemy za to badaniami, które sugerują, że w pierwszych latach życia dzieci uczą się przede wszystkim poprzez zabawę – chociażby klockami.

Zostawmy jednak przedszkole i wróćmy do niemowlęctwa wszak to tam przebiega linia startowa wyścigu progenitur. Weźmy chociażby pod uwagę rozwój motoryczny. Otóż nasłuchałam się o nim co niemiara, bo moje dzieci były uprzejme być „opóźnione” w tym zakresie. No może niezupełnie opóźnione, bo generalnie idealnie wpasowywały się w widełki normalnego rozwoju, ale jako że zaczynały siadać, raczkować, chodzić później niż dzieci sąsiadek i znajomych królika, no to były opóźnione. „Żeby przeszła przez roczek” słyszałam o Pierworodnej, która mając 10,5 miesiąca z trudem zaczynała kumać jak się układa te wszystkie kończyny do raczkowania. Roczku nie przeszła. Pierwsze kroki postawiła mając 15 miesięcy. Drugorodny jeszcze później – wciąż w normie, bo norma jest do 18, ale to nie szkodzi, bo według wielu osób dziecko które ma 14 czy 16 miesięcy i wciąż nie jest samodzielną jednostką kroczącą, koniecznie należy skwitować wytrzeszczem i hasłem „jeszcze nie chodzi?”

Sądzę, że żadna z tych osób nie ma złych intencji, ale niestety często takie uwagi wpędzają rodziców w dziwaczne… kompleksy i sprawiają, że rodziciele czasem nawet podświadomie zaczynają martwić się o to co też z tym dzieciem będzie.

Tymczasem, że tak zacznę standardowo, szwajcarskie badania z 2013 roku wykazały, że to czy dziecko zaczęło chodzić w wieku 9 miesięcy czy później nie ma większego znaczenia. W badaniu tym śledzono rozwój 119 chłopców i 103 dziewczynek – od urodzenia do 18 roku życia. Maluchy biorące udział w badaniu zaczynały siadać w wieku od 4 miesięcy do 13,5, a chodzić pomiędzy 8, a 20 miesiącem życia, czyli rozstrzał był delikatnie mówiąc duży.

Kiedy dzieciaki osiągnęły wiek szkolny, czyli skończyły 7 lat – badacze do nich wrócili i następnie co 2-3 lata przeprowadzali specjalne testy mierzące zdolności motoryczne i intelektualne młodocianych uczestników badania. Jak już – zamiast was trzymać w napięciu nieopatrznie zdradziłam na początku – nie zaobserwowano żadnego istotnego związku pomiędzy tym jak szybko dziecko osiągało kolejne etapy rozwoju motorycznego, a tym jak wypadało w testach [3].

Gdyby ktoś miał wątpliwości to ilość ząbków też raczej nie przekłada się na późniejsze umiejętności życiowe (tak – są na to badania!), a wspominam o tym, bo dyskusje typu:

– Ile ma ząbków?
– Dwa?
– Dwa tylko? Mój w tym wieku miał już czterdzieści siedem!

też nie są obce rodzicom niemowląt.

A co z mówieniem? Ano tu już sprawa jest bardziej skomplikowana – fińskie badania przeprowadzone na grupie 3000 bliźniąt wykazały bowiem, że te z dzieciaków, które szybciej z pary zaczęły mówić (i czytać), częściej się… upijały, alkoholem w sensie i jako dorośli w sensie, a nie że za bajtla [4].

A tak już poważnie mówiąc to wszystko są dość skomplikowane zagadnienia o których można by opasłe tomisko napisać i wbrew temu co chcieliby usłyszeć rodzice nie da się tego ująć w sztywne ramy i póki co nie mamy danych pozwalających na udzielenie prostych odpowiedzi.

Dlatego tak długo jak długo rozwój dziecka mieści się w normie, a pediatra bądź inny specjalista opiekujący się maluchem nie zgłasza zastrzeżeń (w przeciwnym razie konsultacja ze specjalistą jest jak najbardziej wskazana) tak długo naprawdę nie warto się przejmować tym, że syn sąsiadki (blogerki) już, a nasz jeszcze nie. Być może kiedy syn sąsiadki (blogerki) uczy się czytania, nasz rozwija umiejętności socjalne i dzięki temu szybciej znajdzie dziewczynę i będziecie mogli się wtedy pastwić nad sąsiadką pełnym niedowierzania „to Heniek jeszcze nie ma dziewczyny?”.

A być może za parę lat tak Stefek, jak i Heniek będą potrafili czytać i funkcjonować w społeczeństwie na wystarczająco dobrym poziomie i nikt nie będzie pamiętał kto się czego naumiał pierwszy. Nie znaczy to oczywiście, że nie warto stymulować rozwoju dziecka albo próbować zainteresować malucha czytaniem. Warto jednak przy tym wszystkim pamiętać, że dzieciństwo to nie jest wyścig, a życie to nie jest sprint na 100 metrów w którym wygrywa ten który wystartował jako pierwszy. To raczej olimpiada – można odnieść sukces w wielu skrajnie różnych dziedzinach, a szybkość startu bardzo często nie jest czynnikiem determinującym ostateczny rezultat.

Mama Pierworodnej i Drugorodnego. Żona Wirgiliusza. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. No ewentualnie jedzeniem ciastek. Kontakt: w zakładce kontakt ;)

32 komentarze

  • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

    Patrycja

    Umiejętności socjalne i dziewczyna na deser – mistrz! 🙂 cóż ja właśnie mam takiego “lenia”, który zaczął obracać się z pleców na brzuch w jakimś 5 miesiącu, z brzucha na plecy w 6. teraz ma 7,5 miesiąca i ledwo sam siedzi, sam nie siada, a raczkuje na zasadzie podciągania się na łokciach, dopiero co przebiły się dwa ząbki, więc mam się spodziewać, że już w przedszkolu znajdzie dziewczynę? 🙂

    • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

      Alicja

      Przedszkole to teraz nowe gimnazjum – także to nie jest nieprawdopodobne z tą dziewczyną w przedszkolu 😉

  • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

    Maja

    Och jak ja lubię jak ktoś tak właśnie normalnie podchodzi do sprawy. Na wszystko jest czas. A nieszczęście może się wydarzyć kiedy rodzic na siłę chce “nauczyć” dziecko np. siedzenia, podkładając pod plecy tonę poduszek. Wada postawy na dorosłe lata jak znalazł. Pozdrawiam z niesiedzącą, nieprzekręcającą się samodzielnie 5,5- miesięczną Lilcią 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

    An

    W tych fińskich badaniach to chyba wyjściowy był jednak czynnik nadużywania alkoholu. Oni tam mają problemy z alko wiec w sumie badania nie powinny dziwić ale i tak dosyć zabawnie wyszło 🙂

    • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

      Alicja

      No tak ja zakładam, że wy takie rzeczy wiecie i nie wyjaśniam 🙂 to dla podkreślenia absurdu 😉

  • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

    Ola

    Ludziom sie w żaden sposób nie dogodzi! Ja mam egzemplarz, który od początku jest hop siup do przodu i dość mam tłumaczenia się, że naprawdę moje dziecko umie TO wszystko (cokolwiek by to nie było) nie dlatego, ze je tego nauczyłam, ale dlatego że sie tego samo nauczylo! I dość tez mam słuchania, że będzie koślawe, chore itd., bo za szybko raczkowało, chodziło, skakało 😉

    • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

      Alicja

      Rozumiem, ja tak mam z tłumaczeniem się czemu moi tak mówią dobrze.

  • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

    Azja

    Jak zawsze ujęte idealnie:) porównywanie co kiedy które… jakby miało to coś zmienić że inne dziecko w tym wieku to już raczkuje itp. Każde dziecko jest wyjątkowe i inne i dla rodzica najukochańsze:)

  • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

    Młoda mama pisze

    O tak, coś na dziś dla mnie.Wczoraj oglądałam półroczne dzieci okładane poduszkami i tak mi smutno się zrobiło, że moja córka to jeszcze nie siedzi. Ale zastanawiam się kto za kilkanaście lat będzie pamietać, czy Ala usiadła jak miała 6 czy 10 miesięcy.

  • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

    Monika

    Boże, jakie to mądre… jak dobrze że ktoś to napisał. W dodatku tutaj! Dziękuję! Myślę tylko, że te “sąsiadki” nie zagoszczą na tym blogu gdyż bowiem zajęte są czyszczeniem sreber przy kolejnym odcinku pani perfekcyjnej. Ja mam to szczęście że nic nikomu nie muszę udowadniać za pośrednictwem synka. Wspieram jego rozwój w miarę własnych możliwości, obserwuje także jak robią to inni. Oceny zostawiam dla siebie. Chyba właśnie tego oceniania jest za dużo wśród matek. Czasem warto swoje zdanie zostawic dla siebie. Nigdy głośno nie komentowałam tego na jakim etapie jest mój synek co właśnie osiągnął i jak bardzo jestem z niego dumna ale myślę, że jemu ani bliskim nie jest to potrzebne. Myślę że te radości warto przeżywać we własnym gronie.

  • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

    Aga

    O dzięki! Na ten post czekałam 🙂 Pozdrawia mama niechodzącego samodzielnie 18 miesięcznika. PS. Babcia wszystkim sąsiadom opowiada, że i owszem, Młody chodzi sam, ale jest bardzo ostrożnym i rozważnym chłopcem, więc po podwórku tylko za rączki, co wywraca mi gałki oczne i inne trzewia 😉

  • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

    Piwnooka

    Te upierdliwe pytania i porównywanie bierze się z naszej obawy. “Czy moje dziecko jest zdrowe? Czy jest NORMALNE?” Zatem im szybciej zaczyna chodzić/mówić/śpiewać/szydełkować, tym szybciej my się uspokajamy. A nawet dostrzegamy jakieś przebłyski geniuszu. U mnie też podreptały w okolicy 15. miesiąca i naprawdę, naprawdę byłam o nich spokojna. Albo nie, zrozumiałam, że teraz to się dopiero zacznie pilnowanie 😀

    • Odpowiedz Wrzesień 21, 2016

      Ali

      No właśnie obawy – te wszystkie etapy musi osiągnąć, więc jak już do czegoś dziecko dojdzie, to się cieszymy, że odhaczone 😉 U mnie to jeszcze było tak, że niedługo przed usiąściem, raczkowaniem, chodzeniem, mówieniem, dzidzia bardzo się denerwowała, że już prawie obczaja, a jednak jeszcze nie wychodzi, więc nie mogłam się doczekać aż zacznie i się w końcu uspokoi (do następnego etapu ;)). Dlatego najlepszą cechą rodzica jest cierpliwość :]

      • Odpowiedz Wrzesień 23, 2016

        Olga

        Mam podobnie, patrzenie na to, jak się dziecko stara i złości, że nie wychodzi, mnie samą męczy 😉 No ale co zrobić. Trzeba poczekać 🙂

        Porównanie o dziewczynie piękne! I o olimpiadzie też.

  • Odpowiedz Wrzesień 20, 2016

    Asia

    Córka w pierwszym roku życia była jedną z tych “opóźnionych” 🙂 Najbardziej lubiła leżeć, a jak jej się znudziło to zamiast ruszyć szanowną dupinę i obrócić się na brzuch, wolała okazać rozpacz spowodowaną zaistniałą sytuacją i czekała na reakcję otoczenia 😉 Raczkować zaczęła mając jakieś 9-10 miesięcy, chodzić na 14. Siadać jakoś pomiędzy, bo dopiero z pozycji do raczkowania.
    A potem? A potem przyszło lato i osiemnastomiesięczne dziecię szalało na ściankach wspinaczkowych z pięciolatkami. Rok temu nauczyła się jeździć na dwukołowym rowerze (3,5 roku), w tym roku na rolkach. Naprawdę i bez żadnej ściemy – od trzech lat otoczenie nieustannie zachwyca się tym, jaka ona jest silna i sprawna.
    Tak więc jest idealnym przykładem, że to czy dzieć przydepta roczek czy nie, nie jest wcale wyznacznikiem sprawności fizycznej w przyszłości 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 21, 2016

    Agata

    Ja bym początek wyścigu nawet przesunęła na etap starania się o potomka. “Nam się udało za pierwszym razem”, “Nie, nie musieliśmy żadnych dni wyliczać, kwestia dobrego nasienia” itd… i te pytania co dwa tygodnie “Już jesteś w ciąży?”. Aż się człowiekowi odechciewa, bo dochodzi do wniosku, że jest biologicznie wybrakowany czy coś…

    • Odpowiedz Wrzesień 22, 2016

      Wirginia

      O to to! Powiedziałam koleżance, że jestem w ciąży to zaraz po standardowych gratulacjach padło pytanie (tu cytat) “ile czasu zajęła nam produkcja?”

    • Odpowiedz Wrzesień 23, 2016

      Olga

      Ale w drugą stronę też nie jest lepiej! “Ile się staraliście? Dwa miesiące? A my od roku i nic…”. No i co tu odpowiedzieć? 🙁

  • Odpowiedz Wrzesień 21, 2016

    Monika

    Z praktyki fizjoterapeuty- potwierdzam 🙂 Wyścig trwa 😉 Wśród mam, tatusiów, a w szczególności babć. W gabinecie słychać rozmowy przebiegające w poczekalni- czasem mam wrażenie , ze nie rozmawiają o tym dziecku z którym do mnie przychodzą. 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 21, 2016

    MamaBeksa

    Mi ostatnio najbardziej dokuczył wyścig związany z rozszerzaniem diety. Karmię piersią, oczywistym wyborem było dla mnie blw. W oczekiwaniu na możliwość jego rozpoczęcia seria pytań, zwłaszcza od dobrych cioć, dlaczego dziecka nie karmię jeszcze słoiczkami i kaszkami, przecież inne bobasy już od dawna wcinają…

  • Odpowiedz Wrzesień 22, 2016

    Kama

    Ja jako dentysta się wypowiem że z zębami to akurat odwrotnie – im później tym lepiej, bo mniejsza szansa na wczesny rozwój próchnicy. Ze stałymi podobnie.

  • Odpowiedz Wrzesień 22, 2016

    AZ

    Moja córa jak miała roczek to jeszcze nawet nie raczkowała, zaczęła chodzić krótko przed skończeniem 18 miesiąca życia. Na szczęście nie spotkałyśmy na swojej drodze dużo „sąsiadek” ani babć, które na siłę próbują postawić wnuka, bo ma roczek i jeszcze nie chodzi (znam taki przypadek). Za to teraz duma mnie rozpiera i ciężko o tym nie mówić jak obecnie 25 miesięczna córa mówi pełnymi zdaniami i bardzo ładnie odmienia wyrazy (tutaj to mnie „podtrzymałaś na duchu” z tym alkoholem 😉 Staram się jednak powstrzymywać z uwagami, jak jakaś mama narzeka, że jej 2,5-3 letnie dziecko prawie nic jeszcze nie mówi, rozumiem jak to jest i mówię tylko, że na wszystko przyjdzie czas i wszystko się później wyrówna. Teraz chyba będę pocieszać takie mamy tekstem z alkoholem 😉

  • Odpowiedz Wrzesień 23, 2016

    markdottir

    Bardzo mądry tekst, ale widzę, że słabo trafił, bo niemal w każdym komentarzu pojawiają się cyferki: bo chwalenie się jak późno kolejne etapy dziecko osiągnęło dla mnie niczym się nie różni od chwalenia jak wcześnie. 😛
    Także wyścig trwa!
    A u nas było tak, że w największe “kompleksy” wpędzała mnie nie sąsiadka, babcia czy koleżanka z dzieckiem, tylko pani neurolog Madame tekstami: “co jeszcze nie raczkuje?!” itp. jak nie udało jej się osiągnąć kolejnego etapu rozwoju na początku przedziału na ten etap przeznaczonego. Na szczęście do kompletu mieliśmy bardzo fajną rehabilitantkę, która nam uświadomiła jak szerokie są te przedziały.

    • Odpowiedz Wrzesień 23, 2016

      AZ

      Moim zdaniem takie cyferki w drugą stronę są potrzebne. Rodzice niby wiedzą, że normy na pójście dziecka na nóżki są do 18 miesiąca, jednak jak się zbliża ten górny próg jest ten niepokój. Ale jak poczyta się, że ktoś pisze, że jego późno zaczynający dzidziuś jest całkowicie zdrowy, to uspokaja rodzica. Wydaje mi się, że autorce tekstu nie chodziło o to, że pochwalenie się dzieckiem jest złe, jak tutaj czasami się nie pochwalić, jak jest się tak dumnym z dziecka. Alicja też kilka razy pisała, że jej dzieci szybko zaczęły mówić. Chodzi o to, bardzo w skrócie, aby nie demotywować głupimi uwagami mam, których dzieci jeszcze nie mówią, bo na nie też przyjdzie czas i za jakiś czas nie będzie między tymi dzieciakami żadnej różnicy. No i aby mamy nie przejmowały się, że dziecko sąsiadki to już liczy do tysiąca a moje jeszcze nie.

  • Odpowiedz Wrzesień 24, 2016

    Remia

    Ja mam 27 lat i nie raczkowałam, więc chyba przekroczyłam górną granicę. ? Mnie wkurzały teksty części rodziny, że na pewno będzie przydepcze roczek, bo mi było obojętne, byle rozwijał się w swoim tempie i nie prowadzałam go za rękę dopóki nie zaczął sam chodzić, bo naoglądałam się bobasa prowadzanego od 9 miesiąca, który gibał się i platały mu się nóżki, tak że zdrowo to nie wyglądało…

  • Odpowiedz Wrzesień 25, 2016

    Jamama

    Nie porównywać, bo wyścig, bo to niedobrze, itp.
    Ale… I tak tam z tyłu głowy zostaje to nie zadane pytanie “A co jeśli jest coś nie tak, bo jeszcze nie … ( tu wpisać odpowiednią umiejetnosc)?” I mnie najbardziej gryzie wlasnie to.
    A to jak szybko czegoś dziecko się uczy zaczęło mnie szokować kiedy córka zaczęła obserwować starsze dzieci. Momentalnie chciała tak samo.

  • Odpowiedz Wrzesień 29, 2016

    wisznu

    Oczywiście, że to ma znaczenie kiedy dziecko zaczyna chodzić, czy mówić.

    Mój dzieciak chodzić samodzielnie (w sensie, że bez przytrzymywania się czegokolwiek) zaczął mając 9 miesięcy.
    I zazdroszczę rodzicom, których dzieci czekały z tym do 1,5 roku.
    Jak myśmy marzyli o tym, żeby on chociaż chwile posiedział, dał się posadzić na nocnik, dał nam odpocząć.
    Ale nie. On musiał się popisywać. Biegał i biega do dziś wszędzie, nie ma czasu usiąść, położyć się, tylko szybciej i szybciej…

    Natomiast z mówieniem się nie spieszy i bardzo dobrze. Przynajmniej w żłobku nie opowiada co się w domu dzieje ;D

  • Odpowiedz Październik 2, 2016

    Marta

    Brawo, brawo!
    Moja córka skończyła właśnie dwa lata. Pierwszy ząb 14 mcy, raczkowanie 11 mcy, chodzenie 19 m-cy (albo 20) nawet. Wcześniej rozmawiałam z rehabilitantką z teamu Zawitkowskiego, która mówiła; ” nigdy przenigdy nie sadzać dziecka, nie obsadzac poduszkami, niech idzie w swoim tempie”.

  • Odpowiedz Październik 3, 2016

    Lilly

    Ja wszystkim życzliwym pytającym o rozwój odpowiadałam że “nauczy się w swoim czasie”. Córa zaczęła chodzić mając 15 miesięcy. Nic nie przyspieszałam, nie podciągałam na siłę za rączki. Nie sadzałam w stercie poduszek. Nie kupiłam chodzika. Nawet pchacza. Nie miała maty “edukacyjnej”. Ktoś komentował że ma 12-14 miesięcy i nie chodzi ? Moja odpowiedź zawsze brzmiała, że rozwija się prawidłowo a zdrowiej dla kręgosłupa – że dłużej raczkuje. I że w życiu się jeszcze nachodzi. 15 miesięcy jak zaczęła samodzielnie chodzić, a tu nie minęła chwila a dziecko biega, wspina się, chodzi wspak. Moment nadrobiła do etapu innych “porównywanych” rówieśników.

  • Odpowiedz Październik 23, 2016

    nu

    Racja tak w skrocie podsumowując, ale mnie to jakoś irytuje, wiem, wiem, nie poeinno mnie to obchodzic, ale jadnak obserwuję często przesadzanie w drugą stronę. Dziewczynka 7 msc a jej mama nawet nie “sadza” jej sobie na kolanach – np rozmawialysmy a ta na sile dziecko to kładła na plecyn to na brzuch – “zeby za wczesnie nie sadzac”. Ok nie chodzi o to zeby samo na sile sadzac ale to normalny sposob trzymania dziecka w przypadku 7 miesiecznego sztywne trzymanie albo pionowo albo kladzenie jest tak irytujące ze po cichu mysle “7 miesiecy i jeszcze nie siedzi?” A matka na sile chce je jak najdluzej na plasko unieruchomic. Spotkalam sie z tym w 3 przypadkach.

  • […] naprawdę nie muszą umieć czytać zanim pójdą do przedszkola. Zresztą niedawno wyczytałam na mataja.pl, że po pierwsze – niezależnie od tego kiedy dzieci zaczynają czytać, i tak ta […]

  • Odpowiedz Luty 13, 2017

    Agnieszka

    Dobry artykuł 😁 myślę że każdej mamie się spodoba 😁 zabrakło mi jedynie jeszcze przepychanek o wagę dzieci i to jak i kiedy wprowadzane są posiłki… Oj tematy rzeka albo i ocean. Ja już przy drugiej córce podchodzę do tego ze zdecydowanie większym spokojem😁bo to moje dzieci😋

Leave a Reply