Jak wygląda romantyzm po dzieciach.

13 lat. Tyle czasu ja i Wirgiliusz jesteśmy razem. 8 małżeństwem. Całkiem spory staż jak na trzydziestodwulatków. I choć rzadko piszę o tu związkach – zwłaszcza nienaukowo, to dość często dostaję od was na ten temat listy/komentarze. Piszecie ze smutkiem, że po dzieciach i po latach już nie jest jak było. Że nie tego się spodziewaliście, że się mijacie, jesteście bardziej współlokatorami niż parą, że nie ma magii, fajerwerków, że on nie przynosi kwiatów i szlag trafił romantyzm.

No właśnie. Romantyzm.

W internetach widzimy cudze randki przy świecach, kwiaty, prezenty, ekscytujące eskapady, wzruszające wyznania, widowiskowe gesty i romantyczne porywy. Perfekcyjne fragmenty życia, perfekcyjnych par. A nas ściska w dołku, bo oglądając to siedzimy zwykle w swoich powyciąganych dresach koło swoich nieperfekcyjnych partnerów, wykończeni swoimi nie zawsze idealnymi dziećmi i zamiast myśleć o wyczarowaniu romantycznego nastroju myślimy o stercie prania, która zalega w łazience. Daleko nam do romantycznego obrazka. Chcielibyśmy jednak tak jak oni, więc odpalamy internet i szukamy wskazówek co zrobić, żeby i u nas była miłość w pełnej krasie, jak dawniej, jak przed dziećmi, jak przed laty, a tam… a tam standardem są perełki typu nie chodźcie w domu w dresie, co najmniej 2 razy w miesiącu idźcie na romantyczną randkę i raz w roku wyjedźcie na weekend bez dzieci duParyża albo chociaż Ciechocinka, a motylki w brzuchu i fajerwerki wrócą natenczas bez wątpienia. Niechże te redaktory litość mają i same sobie wyjadą do Ciechocinka, zabierając ze sobą swoje niezwykle pomocne wskazówki.

Bo wiecie co? Dużo się mówi o tym, że rysujemy sielankowy obraz rodzicielstwa i trzeba skończyć z lukrowaniem, a zacząć mówić prawdę, ale lukrowanie związków przychodzi nam nader łatwo i notorycznie przekłamujemy obraz. Tymczasem najważniejsze czego nauczyłam się przez te wszystkie lata wspólnego życia to to, że miłość to nie są widowiskowe gesty, a ja nie jestem białogłową z bajki Disneya, czekającą na swego księcia na białym koniu, który po powrocie z pracy obejmie ramieniem mą już-nie-tak-bardzo-smukłą kibić i namiętnie pocałuje wyginając w pół.

Ne.

To by było za proste. Romantyczna miłość jest łatwa. Nie ma nic trudnego w byciu wyglancowanym księciem na białym koniu bieżącym z naręczem kwiatów do odstawionej księżniczki. Nie ma nic trudnego w wychodzeniu na randkę i delektowaniu się kolacją przy świecach. To można zrobić z każdym. I nie potrzeba do tego miłości.

Akceptowanie tego, że ten drugi jest człowiekiem i tylko człowiekiem, jego schiz, dziwactw i natręctw, trwanie razem w szarej codzienności i wycieraniu fekaliów z tyłków i pleców małych ludzi – to jest trudne.

Do tego trzeba miłości.

Potrzeba miłości gdy księciunio wraca wykończony z pracy i marzy o świętym spokoju, a po przekroczeniu progu zastaje gromadkę głośnych dzieci i królewnę w najgorszym z wydań, czyli z żądzą mordu w oczach, bułką tartą we włosach, plamami o podejrzanym pochodzeniu na koszulce, syczącą czule „zabierz ich, bo zwariuję, potrzebuję chwili dla siebie”. Bo wtedy właśnie jest ekstremalnie trudno. Wtedy kiedy żadne z was nie zrobiło niczego złego, wtedy kiedy każde z was ciężko cały dzień pracowało i chce po prostu chwili oddechu, wtedy gdy każde z was na niego zasłużyło, wtedy właśnie jest najtrudniej okazać miłość w najbardziej z romantycznych sposobów.

Bo czasem sekretem do trwania w miłości po latach i dzieciach nie są widowiskowe zrywy, ale chociażby zwykłe odpuszczanie. Odpuszczanie zamiast nakręcania się kto ma gorzej, bo ja zrobiłam pranie i obiad i pilnowałam żeby dzieci się nie zabiły, a ja byłem w pracy i negocjowałem kontrakty żeby było na ten obiad, ale Ty chociaż widziałeś dorosłych, a poza tym ja zajęłam się nimi w sobotę, i co z tego skoro ja potem musiałem pracować po nocach i tęsknie za dziećmi i w ogóle nie masz pojęcia przez co każdego dnia przechodzę, bo to ja mam gorzej, a ty nie doceniasz – pomyślane w końcu przez każde z nich z monstrualnym poczuciem skrzywdzenia. I są takie dni w których żadne nie odpuści i będą się kłócić i foszyć przez parę dni. Ale są takie gdy jedno przewróci oczyskami, westchnie ciężko, ale powie w końcu dobra ja ogarnę Ty idź odpocząć. I możecie mi wierzyć to jest tysiąc razy bardziej romantyczne i milion razy trudniejsze do zrobienia niźli widowiskowe zaręczyny w których po niebie lata samolot z dopiskiem „wyjdź za mnie” a wokół oblubienicy tańczą wytresowane zwierzątka Disneya.

Najbardziej romantycznym gestem jaki zrobił mój mąż w ostatnim czasie nie były naręcza kwiatów, diamentowa kolia, pełna czułych słówek kolacja niespodzianka przy świecach czy inna niesamowita sprawa. Nie. Najbardziej romantyczny był rosół. Rosół, który przyrządził kiedy byłam chora i ledwo żywa. Rosół, który przyrządził po raz drugi w swoim życiu tylko po to żebym zjadła coś ciepłego i domowego. Rosół podany nie przy świecach, a przy stercie chusteczek. Rosół zjedzony nie w towarzystwie zrobionej na bóstwo dziewczyny z którą chodził na randki ponad dekadę temu, a w towarzystwie ucieleśnienia obrazu nędzy i rozpaczy odzianego w starą bluzę z kapturem i chusteczkami wetkniętymi w otwory nosowe. Obrazu, którego nikt o zdrowych zmysłach nawet nie chciał nawet kijem dotknąć, a on ten obraz miał odwagę poczochrać po głowie i powiedzieć „mam nadzieję, że poczujesz się trochę lepiej”.

Bo po latach i po dzieciach, nie trzeba udowodniać miłości w kółko i wciąż czarując spektakularnymi gestami i wyznaniami. Miłość po latach i po dzieciach kryje się w małych, czasem dziwacznych gestach i tylko od nas zależy czy się na nie otworzymy czy będziemy się dręczyć swoimi fantazjami i wizjami tego jak miało być albo jak jest u innych, skupiając się wtedy siłą rzeczy wyłącznie na tym jak bardzo ten drugi nie spełnia naszych urojonych oczekiwań o których nigdy w sumie mu nawet nie powiedzieliśmy, bo przecież powinien się domyślić…

Bo miłość i wspólne życie to nie sielanka, nie scenariusz dla filmów, ani tym bardziej romantyczne farmazony Ani z Zielonego Wzgórza. Wspólne życie to trywialna, szara codzienność i brnięcie przez jej parszywość ramię w ramię, razem, mimo niedostatku fajerwerków za to przy nadmiarze glutów przedszkolaka i ekskrementów niemowlaka.

Daliśmy sobie wmówić, że prawdziwa miłość to muszą być dzwony, fanfary, fajerwerki i cholera wie co jeszcze. Daliśmy ją sobie polukrować i otulić pastelową kołderką internetowej sielanki. A przecież tak jak rodzicielstwo nie jest pasmem niekończącego się szczęścia, tylko drogą najeżoną trudnościami i frustracjami, a jednocześnie tak pełną miłości, że w życiu sobie nie wyobrażaliśmy, że można tak kochać, tak życie razem nie jest zwykle pasmem niekończących się uniesień.

Więc jeśli macie kogoś, przy kim możecie być po prostu sobą, z kim możecie leżeć na swojej kanapie, w swoich poplamionych dresach, oglądać swoje seriale, zajadać swoje chipsy i śmiać się z dowcipów których inni nie zrozumieją albo z kim możecie się jeszcze przed 22 wymknąć do łóżka i z wyczerpania, niczym sędziwi emeryci od razu zasnąć albo z kim możecie pośmiać się z sobie tylko zrozumiałych głupot i ponarzekać na to kogo bardziej łupie w plerach, jeśli macie kogoś na kim możecie polegać to jesteście prawdziwymi szczęściarzami. Bo najważniejsze nie są motylki w brzuchu ani romantyczne zrywy, tylko to czy ten drugi jest obok wtedy kiedy być powinien. Bo najważniejsze jest to by cieszyć się małymi momentami glorii i chwały i czerpać z nich kiedy trzeba przeczołgać się przez szarugę codzienności, podtrzymując się i pomagając sobie nawzajem wygrzebać się z bagna i nie dając sobie upaść. Bo tak właśnie wygląda prawdziwa miłość.

Bo po latach ustaje ekscytujące trzęsienie ziemi, ale w zamian dostaje się stabilny grunt pod nogami i towarzysza, który czasem wkurza jak diabli, ale z nikim nie czujecie się tak dobrze i tak bardzo sobą jak przy nim. I przy nikim innym nie możecie sobie wyobrazić siebie za kilkadziesiąt lat – starych, pomarszczonych, nieporadnych, bezzębnych i myjących sobie nawzajem sztuczne szczęki. I to, właśnie to, a nie to co próbują nam wcisnąć w sielankowych obrazkach w internetach, jest najbardziej romantyczne ze wszystkiego.

Mama Pierworodnej i Drugorodnego. Żona Wirgiliusza. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. No ewentualnie jedzeniem ciastek.

38 komentarzy

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Kinga

    Jeeeju! To jest dokładnie nasza wizja prawdziwej miłości! W sensie moja i małża.
    Trafiłaś w punkt !
    Za to uwielbiam Waszego bloga. <3

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    xpil

    Nnnnno, konkretnie napisane i bardzo celnie! Wrzucam to do siebie na margines. I pozdrawiam zza blogowej miedzy.

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Karola G.

    Amen 🙂

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Kasia Be

    Amen! 🙂

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    GROSZKOWA MAMA

    hahaha 😀 zgadzam się, zgadzam! Dodam jeszcze od siebie, że właśnie rozpoczęliśmy odpieluchowywanie syna (co by zdążyć przed narodzinami drugiego) i odbywamy wspólne rodzinne robienie kupy, gadamy o dziurkach w tyłkach itp Jednym słowem, cały romantyzm spuściliśmy w kiblu 😀

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    mk

    Jaaasne!!! A co zrobić, żeby się chciało bzykać?? :))))

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Michalina

    Popłakałam się.
    Dziękuję i idę to przeczytać mężowi, który ostatniej nocy przyjął na klatę nie tylko usypianie na rękach, ale też siku dwulatka.

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Agnieszka

    Spłakałam się jak bóbr,lecę męża mocno przytulić!

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Nie-taka-stara Styrana Życiem Matka

    😊

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Akilegna

    Ja też się popłakałam, ale z innego powodu… Bo jesteśmy na zakręcie naszego związku (po narodzinach synka) i nie wiem, co z tego będzie. Podrzucę do poczytania, może coś to pomoże?

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Dorota

    A ja przy myciu sobie nawzajem sztucznych szczęk osmarkalam sobie telefon 😀

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Kasia

    Alicja boski tekst ❤❤❤❤❤
    Popłakałam się. 😢
    Musisz kiedyś napisać książkę chce być jedną z pierwszych osób, które ja przeczytają 😊

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Renata BW

    Jak Ty to romantycznie napisałaś 🙂 I rzeczywiście jakby tak się głębiej zastanowić, to my razem z mężem (choć czasem wzdychamy do naszych czasów “sprzed dzieci”) nie wyobrażamy sobie innego życia. Teraz jest fajnie, nie trzeba codziennie stać godzinę przed lustrem, robić makijaże, pachnić się i golić nogi, wypowiadać się “ę ą”. Teraz jest normlnie, po ludzku. Jedno dziecię gania po domu, drugie rozpycha od środka mój brzuch i wali w pęcherz do granic możliwości, mąż chodzi jak zombie po nocy w pracy, a ja pachnąca szarlotką, doczyszczam garnek po przyschniętym obiedzie. Ooo za nic w świecie nie oddam tego:) Dziękuję Alicjo! :*

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Sylwuska

    Jakie to prawdziwe
    Ech też tak mam czasem, że złoszczę się o brak fajerwerków, kwiatów, romantyzmu itd a potem sobie przypominam, że kiedy jest naprawdę źle, to on jest, że dba o mnie bardzo, i że mogę na niego zawsze liczyć.
    Ps. Mamy 31 i 32 lata, 14 lat razem, 7 po ślubie, dziewczynkę 5-letnią i trzylatka, ileż to analogii a Tobą 🙂

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Ela

    Zgadzam się z Kasią, Ty musisz napisać książkę! Temat dowolny, wszystko co napiszesz czytam jednym tchem 😉

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    Andżelika

    Miłość to małe drobnostki na co dzień. Jednak ogólnie my z mężem lubimy też taki romantyzm w stylu elegancko ubrać wyjść do restauracji czy wyjazd na weekend samemu. Wszystko jest dla ludzi. Wiadomo jak są dzieci to codziennie nie chodzi się na randki. Jednak o to wszystko trzeba zabiegać. Nikt codziennie nie musi elegancko wyglądać jak modelka czy model, zwłaszcza jak człowiek chory jest. Z drugiej strony nie chciałabym aby mąż kompletnie się zaniedbał i tak samo kobieta nie powinna przegiąć w drugą stronę

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    STARA MATKA

    Świetne podsumowanie miłości i romantyczności 🙂
    My z mężem nie mieliśmy czasu na romantyzm, krótko po tak zwanym “chodzeniu” zaszłam w ciążę. Zaczęło się dorabianie od łyżki po mieszkanie w tym wszystkim ciąża, narodziny i właśnie ta codzienność… Docieranie się było mega ekstremalne, ale zdążyliśmy nim córka zaczęła cokolwiek kojarzyć/rozumieć. Jej poczucie bezpieczeństwa i spokojne, pełne zrozumienia i miłości “dorastanie” było dla nas priorytetem.
    Obecnie mamy 12 letni staż wspólnego życia i dopiero zaczynamy smakować wspólnych chwil, to czy jesteśmy w dresach, piżamach, czy na kawie w molochu, nie ma znaczenia, ważne, że razem. Gdy ktoś mnie pyta o marzenie, odpowiadam, że chciałabym dożyć z moim mężem późnej starości i trzymać protezy w szklance ;)))))

  • Odpowiedz Luty 22, 2017

    edi

    W punkt…

  • Odpowiedz Luty 23, 2017

    Daria Dominika

    Piękny i mądry tekst.

    Mój mężu zabral mnie ostatnio na rocznicową kolację do restauracji. A, ze nasza sytuacja zyciowa jest jaka jest, to… kolacja odbyla sie o godz. 14:00 w towarzystwie naszych 3latki i roczniaka.. Tak uczcilismy 12 lat razem. Po przeczytaniu Twojego tekstu stwierdzam, ze to byla bardzo romantyczna sytuacja- w koncu nie ja zmywalam!!!

  • Odpowiedz Luty 23, 2017

    smutny lisek

    Jak ja ostatnio byłam chora mąż też przygotowal mi rosół i mawet kupił fervex. I nie było w tym kompletnie nic romantycznego. W jego interesie było żebym szybko wrocila do zdrowia a tym samym swoich obowiązków. Byle szybko, żeby mógł dalej mnie olewać. Ja uważam że bez czasu tylko dla siebie związki się rozpadają a te intermetowe rady wcale nie są takie głupie. Gorzej jak po kilkunastu latach tylko jednej osobie tak naprawde na tym związku zależy.

    • Odpowiedz Luty 23, 2017

      Alicja

      Tylko jeśli w związku ktoś kogoś olewa, to jest to problem którego żadne randki nie naprawią, pewnie jedynie interwencja specjalisty i jakaś terapia par.

  • Odpowiedz Luty 23, 2017

    Zapracowany Tatuś

    Padłem:) Amen i przekazuję dalej. Nie, nie żonie – Kolegom:)

  • Odpowiedz Luty 23, 2017

    Mariusz

    Alicjo, pierwszy wpis-komentarz non-fiction w całej blogowej przestrzeni (o rodzicach i ich dzieciach) jaką analizuję pod kątem rodzicielstwa banalnego (zamiast nie-lukrowanego wychowania dziecka) 🙂

    U mnie: 11 lat związku, 3 lata po ślubie, niespełna 2 letni szkrab.

    Dwa dni temu grzebiąc w katalogach biblioteki natrafiłem na: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4223,Dziecko-dla-odwaznych

    Poczytajcie 🙂 Po 50 stronach miałem lepiej wymasowany brzuch (ze śmiechu) niż kiedykolwiek wcześniej. Poprawia humor i naprawdę podbudowuje samoocenę rodziców w szarej codzienności, jakże innej od lukru poradników i kolorowych pisemek 🙂

  • Odpowiedz Luty 23, 2017

    Ola

    My z mężem w drugą rocznicę ślubu poszliśmy na deser lodowy do knajpki- ale z naszym rocznym synkiem 🙂 Jego obecność była dla nas radością, więc nie o to chodzi, że go zabraliśmy… Ale on nie był w stanie usiedzieć na miejscu, w krzesełku, bo to taki typ… Łaził po całej restauracji, a że to były początki chodzenia, nie można go było zostawić samego, tak więc na przemian jeden z nas go pilnował, a drugi w “samotności” jadł swój wspaniały, rocznicowy deser… hi, hi… Romantyzm w pełnej krasie! 🙂 Ale nie złościliśmy się na sytuację. Raczej chciało nam się śmiać. Zdawaliśmy sobie sprawę, że posiadanie dzieci nie jest takie łatwe i że nie będzie tak kolorowo jak w czasie “chodzenia”- spotkania, kino, knajpki, wypady nad morze i w góry i gdzie tam jeszcze nas poniosło… Ale zakochanie przemienia się w wielką miłość- i ta własnie miłość w trudnych chwilach, która przetrwa wszystko, jest najcudowniejsza. I mimo tych dresów, szarej codzienności, katarów dzieci, wstawania po nocach… jest piękna 🙂

  • Odpowiedz Luty 23, 2017

    Blanka

    Bardzo, bardzo się z Tobą zgadzam 🙂 U nas też 13 lat razem, będzie 6 lat po ślubie i 3 dzieci na karku (czasem dosłownie). Romantyzmu właściwie i przed dziećmi nie było za bardzo, o co kiedyś bardzo byłam zła, ale już oprzytomniałam 🙂 Znamy się jak dwa łyse konie i sam fakt, że on jest przy mnie blisko jest dla mnie ogromną wartością i dodaje mi otuchy. A że nie ma białego konia? Jeszcze tylko tego mi brakuje, żeby stajnię sprzątać i niby gdzie by ona była, na balkonie?:)

  • Odpowiedz Luty 23, 2017

    Kasia

    Dla mnie prawdziwa miłość zamyka się w jednym z ostatnich zdań tekstu – możemy być przy sobie całkowicie sobą. Bez udawania, spinania się, zakładania masek. I ta pewność, że jestem kochana i akceptowana, nawet wtedy, kiedy się nie staram być “najlepszą wersją siebie”. Gdybym tego nie miała w domu, to nie wiem jak bym mogła mierzyć się ze światem

  • Odpowiedz Luty 23, 2017

    Mama Ewci

    Oj tak, ja zawsze jestem ta romantyczna królewna, a mój Mąż twardo stąpa po ziemi. Dopiero życie mi uświadomiło, że nie można się foszyć za te skarpetki “latające” po całym domu i to, że jak się nie powie, o co chodzi, to się facet nie domyśli. A co do chwil bez dziecka: jak już wyszliśmy na pierwszą randkę bez naszego (wtedy 10 miesięcznego) dziecka, to oboje stwierdziliśmy, że jest dziwnie i że chcemy już iść do domu, do córki. 😛 I teraz wolimy albo dziecko brać ze sobą, albo zostać w domu. Wiadomo, że córka czasem zostanie z jednymi czy drugimi dziadkami, albo z ciocią, ale to są sytuacje “bez wyjścia”. Wyjątkowo nasze Walentynki w tym roku miały być wyjazdowe, weekend we dwoje itd. Ale się wszyscy pochorowaliśmy i skończyło się na robionych przez nas gofrach z kawą i zamawianej pizzy. I też było świetnie i nikt nie był rozczarowany takim “romantyzmem”. 😉

  • Odpowiedz Luty 24, 2017

    Ania

    Szkoda ze mój mąż od jakiegoś czasu robi mi jazdy o to ze chodzę w dresach, o to ze chodzę w rozciągniętej pidzamie, że nie chce się z nim namiętnie i szaleńczo kochac, że wyglądam jak męczennica bo poświęcam sie wszystkiemu. Chodzę tak ubrana od kiedy się znamy. Chodzę do pracy a po pracy wojuje z dzieckiem do 22 ledwo żywa. Do tego jestem w ciąży i nie mam sily być piękna, ponętna. Pozwalam mu przyjść z pracy. Zjeść spokojnie obiad. Odpocząć. On po pracy nie bawi się z dzieckiem, sprząta od wielkiego dzwonu jak go poproszę po raz setny. Tłumacze ze jestem wykończona. Nie dociera. On żyje fajerwerkami których już nie będzie. A tak w ogóle to synek ma 2 lata i jeszcze karmie! Wstyd! Wygadalam się z łzami w oczach stojąc w kolejce do energetyki.

    • Odpowiedz Luty 24, 2017

      Andrzej

      Daj mu przeczytać tekst Alicji. Może zacznie myśleć inaczej.

    • Odpowiedz Luty 27, 2017

      Ola

      Aniu, to smutne co piszesz…. 🙁 Facet jest po prostu dziecinny- egoista, wygodniś, chciałby się całe życie bawić, tak, żeby jemu było dobrze… Nie widzi, że Ty się zajeżdżasz… Powinien Cię wspierać, tak po prostu zawsze, ale teraz tym bardziej, gdy jesteś w ciąży.. Wiem jak się czujesz, bo też miałam pracę, po pracy w domu z dwulatkiem i ciąża, która naprawdę wyciągała ze mnie wszystkie siły… Tyle, że miałam wsparcie…
      Bardzo dobrze i fajnie i cudnie, że karmisz jeszcze synka! 🙂 Nie daj sobie wmówić, że to złe, głupie, nienormalne, czy nie wiem jeszcze jakie….

  • Odpowiedz Luty 24, 2017

    0yazzmine0

    No ba! 💖💖💖💖💐😙 dobrze by było gdyby takie wywody były publikowane jak byłam młoda i lukrowana miłość widziałam jako jedyna! Sama do tego wreszcie doszłam 4 lata temu i jeszcze pięknie o!

  • Odpowiedz Luty 27, 2017

    Popo

    Internet jest jeden, tego się nie odmienia…

    • Odpowiedz Luty 27, 2017

      admin

      No nie gadaj 😀

  • Ładny tekst 🙂

  • Odpowiedz Luty 27, 2017

    Weronika

    Myjących sobie nawzajem sztuczne szczęki <3

  • Odpowiedz Luty 27, 2017

    mayaxandra

    bo jest romantyzm i romantyzm,
    jest magia chwili i magia dłuuugich lat razem,
    tylko seksu czasem brak…

  • Odpowiedz Marzec 1, 2017

    Patyk

    Musimy też pamiętać o tym, że my to już nie ci sami ludzie co sprzed dzieci. Zmieniliśmy się i my
    i rzeczywistość wokół nas i nasze oczekiwania wobec partnera. Dla mnie romantyzm to pielęgnowanie drobnych rzeczy, takich jak spożywanie wspólnych posiłków czy codzienna rozmowa. To daje siłę naszemu związkowi. Zawsze pytam męża jak minął jego dzień w pracy. Pomimo tego, że nic nie rozumiem z tego co opowiada, pracujemy w zupełnie różnych branżach, to słucham uważnie i wszystko co jego dotyczy, jest dla mnie ważne. Mąż rzadko przynosi mi kwiaty, nie zabiera na romantyczne kolacje przy świecach, ja tego nie potrzebuję. Romantyczną rzecz jaką mąż dla mnie ostatnio zrobił, to wymiana zużytych wycieraczek w moim aucie. Pomimo, że na dworze padał deszcz a on wrócił z pracy zmęczony:).
    Ktoś kiedyś powiedział, że aby związek był szczęśliwy potrzebny jest podziw, szacunek
    i namiętność. I w tej właśnie kolejności. Związek po dziecku jest pełniejszy i zdecydowanie piękniejszy. Nacieszyłam się długo byciem tylko we dwoje, i już bym nie oddała dzisiejszego życia do tego sprzed dziecka. Każdy ma dokładnie taki romantyzm, jakiego potrzebuje:).

  • Odpowiedz Marzec 11, 2017

    triapidix300

    Niestety tak już jest, że z biegiem lat romantyzm już nie wygląda tak sielankowo jak na początku. Ważne, że jest ta druga osoba u boku to dużo łatwiej iść przez życie.

Leave a Reply