Jano i Wito w trawie – książka autorki, która o książkach wie prawie wszystko.

Zrobiliśmy sobie ostatnio na FB wątek zabawkowych prezentów uniwersalnych – takich, które sprawdziły się na moich i waszych dzieciach, które nie poszły w kąt 3 dni po odpakowaniu tylko naprawdę zajmują malucha na dłużej – dla zainteresowanych wątek TU. Fajne jest jednak to, że mimo iż podkreślałam, że piszemy tam li tylko o zabawkach to pojawiało się dużo komentarzy, że i tak najlepszy prezent to książka. Podzielam to zdanie. Nie ma dla mnie urodzin, świąt, mikołajek bez książki i chyba udało mi się zaszczepić również w dzieciach tę ideę. Tym bardziej cieszy mnie zatem fakt, że w końcu pojawia się coraz więcej sensownych książek dla tych najmniejszych, bo trzeciorodne/a będzie miał/a co czytać. I dziś słów kilka o jednej z takich książek właśnie – dla maluchów.

O Jano i Wito w trawie.

Autorką książki jest Wiola Wołoszyn neurologopeda – kobieta, którą znam dobrze i wiem, że na książkach dla dzieci się zna jak mało kto. Czemu? Bo towarzyszą jej od zawsze – jej babcia prowadziła wiejski oddział biblioteki, więc książki były od malińkości bliskie jej sercu, nic zatem dziwnego, że trafiła potem na filologię polską, gdzie książek poznaje się – cóż – bez liku. W trakcie studiów pracowała w empiku, odpowiadając za dział książki dziecięcej, po studiach zaś pracowała w ośrodku kultury gdzie zajmowała się…, a jakże, biblioteką i organizacją zajęć dla dzieci, a potem sama została mamą i zaczęła prowadzić bloga matkawariatka, który jest absolutną kopalnią pomysłów w zakresie dobrych… książek dla dzieci. W tej kategorii żaden rodzimy blog nie może się z nim równać, więc jak sami widzicie Wiola o książkach – tym co jest, czego nie ma, co się sprawdza, a co nie – wie naprawdę sporo, możemy więc mieć pewność, że to co stworzyła nie jest dziełem przypadku, a starannie przemyślaną i zrodzoną z miłości – do książek i dzieci – koncepcją.

I faktycznie – jestem przekonana, że przygody braci – Jana i Wita trafią prosto w serducha małych berbeci. Zdania są krótkie i proste, acz skonstruowane tak, że wybornie ułatwiają interaktywne czytanie (klik) i wchodzenie w interakcje z dzieckiem, bowiem mamy tam sporo pytań. W toku czytania powtarzają się też pewne frazy, utrwalając w małych główkach. Jakby tego było mało książka naszpikowana jest onomatopejami, czyli tym co tygryski lubią najbardziej i co pozwala ćwiczyć aparat gębowy. Mnie urzeka też to, że rzecz dzieje się w kontakcie z przyrodą – to jest coś na co moim skromnym zdaniem warto zwracać uwagę i kłaść nacisk w książkach, bo badanie za badaniem pokazuje, że kontakt z tym co oferuje natura nie jawi się kolejnym pokoleniom jako coś cennego i frajdogennego, a to jednak trochę ze szkodą dla nich 😉

Całość uzupełniają ilustracje Przemka Liputa – stonowane i nieprzeładowane kolorami ani formą – co jest zabiegiem celowym, by nie zmęczyć i nie przytłoczyć młodych ocząt, dla których to dopiero pierwszy etap kontaktu z książką, nadmiarem barw i detali. Największą atrakcją będzie zaś dla małych ludzi – magiczny kamień, czyli element sensoryczny. Kamień jest ważną „postacią” bo to od niego zaczyna się i na nim kończy przygoda chłopaków. A i wiecie co jeszcze jest fajne i może zainteresować dzieciaki? To że ci chłopcy – Jano i Wito naprawdę istnieją – te dwa urwipołcie to bowiem nie kto inny jak synowie Wioli 🙂

Księgę wykonano z grubej tektury – odpornej na destrukcyjną siłę tłuściutkich paluszków, ostrych ząbków i nadmiernie produkowanej silny. Pomyślano też o zaokrąglonych rogach coby mniej uszkodzić matczyne/ojcowskie oko gdy mały człowiek postanowi weń wcelować, a znam ci ja kilka tragikomicznych historii w których tak urządzony przez berbecia rodzic naprawdę kończył na pogotowiu okulistycznym. Serio…

Jeśli więc szukacie propozycji mikołajkowo-świątecznej dla maluchów to pomyślcie o przygodach Jana i Wita. Wedle opisu książka jest dla dzieci 0-3 – niemniej ja dla wieku 2+ byłabym już ostrożna, bo dla mojego trzylatka to już książka zbyt „dziecięca”, ale wszystko pewnie zależy od tego jakie książki do tej pory znało i lubiło dziecię. Dla numeru 3 będzie za to jak znalazł do czytania od początku, ba, mam taki chytry plan, że wkręcę Pierworodną w czytanie Jana i Wita młodszemu rodzeństwu, a ja w tym czasie będę odpoczywać! Ha!

Jano i Wito w trawie

Wiola Wołoszyn

Ilustracja Przemek Liput

Cena okładkowa: 29,90 zł

Wydawnictwo Mamania

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3), aktualnie działa głównie w charakterze inkubatora dla kolejnego małego pachruścia. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

2 komentarze

  • Odpowiedz Listopad 21, 2017

    Wiola

    <3 Dziękuję Ci, dobra kobieto. :*

  • Odpowiedz Listopad 22, 2017

    Ada

    A właśnie ostatnio wylądowałam na pogotowiu okulitycznym, bo mi dziecię włożyło do oka niezaokrąglony róg..

Leave a Reply