Dlaczego ignorujemy to co najważniejsze w dyskusji o wracaniu do formy po porodzie.

Ciało matki – ten temat nigdy się nie nudzi i wraca jak bumerang, rozpalając portale (o dziwo nie tylko plotkarskie!) do czerwoności za każdym razem gdy jakaś znana kobieta dziecię powije. A mnie to nieustannie wkurza. Wiecie czemu? Wcale nie przez tworzenie nierealnych dla większości, zwykłych kobiet standardów wyglądu po porodzie. Tak szczerze to zupełnie mnie nie interesuje czy ktoś ma sześciopak na brzuchu 3 tygodnie po porodzie czy nie odzyska go nigdy – różnorodność jest fajna.

Wkurza mnie natomiast to, że zupełnie pomijamy to co najważniejsze, acz niewidoczne gołym okiem – to co dzieje się z ciałem matki pod skórą. Że nie mówimy o tym jak długą drogę musi przejść ciało po porodzie by dojść do siebie, ani o tym, że czasami nie wraca… nigdy.

Nie mówimy, bo się wstydzimy. Bo trudno przyznać przed światem, że podczas gdy znana istota kilka tygodni po porodzie paraduje w bikini i z uśmiechem na licu my płaczemy w łazience, bo nie jesteśmy w stanie załatwić potrzeb fizjologicznych bez bólu, przerażenia, blokady psychicznej. Zresztą problem dotyczy nie tylko tego co jest zaraz po porodzie, ale też tego czego doświadczamy miesiące albo lata po nim. Wstydzimy się mówić chociażby o tym, że czasami nie możemy poskakać z dużym już dzieckiem na trampolinie, bo przy każdym skoku zaczynamy „przeciekać” albo mamy wrażenie, że zaraz urodzimy, po raz kolejny, z tym że tym razem osobiste organy wewnętrzne. Nie mówimy o braku czucia w okolicach intymnych.

O bólu też nie mówimy – owszem czasem łaskawie ktoś coś wspomni o bólu przy porodzie (acz często w narracji, że to boli i tyle, nie ma co narzekać, kobity całe wieki rodziły, to weź jedna z drugą księżniczko nie marudź jak dziecko, że boli), ale o bólu po porodzie – cicho sza.

A ten jest – czasem mocny, czasem zwykły, ale chroniczny, czasem towarzyszy kobiecie przez lata, czasem siedzi cicho tygodniami by przypomnieć o sobie w najmniej odpowiednim momencie.

Z raportu „matki mają głos” wynika, że 41% kobiet po porodzie siłami natury odczuwało ból w okolicach krocza w pierwszych dwóch miesiącach po porodzie. 7% z nich odczuwało go nadal pół roku po porodzie. U 18% pojawiła się infekcja w miejscu nacięcia lub pęknięcia krocza – procederu, który wedle reportu NIK wykonywany jest na polskich porodówkach zbyt często – w kontrolowanych oddziałach wykonywano je średnio u 57% pacjentek. Dla porównania w Szwecji wykonuje się je u 9% pacjentek, a w Wielkiej Brytanii u 12%. Ból w miejscu po nacięciu lub pęknięciu często nie pozwala siedzieć, ani chodzić w pierwszych dniach/tygodniach po porodzie. Bywa też, że dokucza naprawdę długo – mnie nacięto przy pierwszym porodzie – z konieczności, nie rutynowo, niemniej kłujący ból w tym miejscu odczuwałam jeszcze 2 lata po porodzie.

Kobiety po cesarce mają równie fajnie – 58% odczuwa ból w miejscu nacięcia w ciągu 2 miesięcy po porodzie, 16% czuje go nadal po 6 miesiącach. 51% czuje w tym miejscu swędzenie, 48% drętwienie, po 6 miesiącach te odczucia towarzyszą 20% z nich.

Jedna na trzy kobiety zmaga się po porodzie z problemami związanymi z drogami moczowymi w tym także z nietrzymaniem moczu (nawet kichnięcie staje się wyzwaniem). Z taką samą częstotliwością kobiety wspominają o problemach związanych z układem pokarmowym – zwłaszcza tym jego ostatnim wydalniczym odcinkiem – zaparcia, hemoroidy, żylaki, problem z trzymaniem gazów lub kału – do wyboru do koloru.

Do tego dochodzą takie „pomniejsze” dolegliwości jak bóle pleców i piersi lub sutków nękające niemalże połowę kobiet w pierwszych 2 miesiącach po porodzie i utrzymujące się u odpowiednio 26 i 9% z nich po 6 miesiącach.

Nic więc dziwnego, że część z tych obolałych, niewyspanych i zestresowanych kobiet dostaje potem spanikowanego wytrzeszczu na widok porad jak być sexy mamą – w jednym z australijskich badań wykazano, że ponad 64% kobiet, które są od 8 tygodni do 8 miesięcy po porodzie ma jakiś problem z życiem seksualnym włączając w to niezdolność do osiągnięcia orgazmu, ból w trakcie stosunku albo po prostu generalnie brak jakiegokolwiek zainteresowania tematem.

To ostatnie może wynikać częściowo także z tego, że o samopoczuciu psychicznym matul też rozmawiamy rzadko. A jeśli już to w tak samo skrajnej narracji jak w przypadku powrotu do płaskiego brzucha – albo się ktoś znany głośno przyzna do pełnoobjawowej depresji poporodowej (o której i tak mówimy za mało!) albo 2 tygodnie po porodzie wrzuci do sieci zdjęcie na którym promienieje macierzyńskim szczęściem w otoczeniu tęczowych jednorożców, podpisując to wszystko „wreszcie czuję, że moje życie jest pełne”. Gdzieś w tym wszystkim brakuje głosu frakcji środka.

Głosu tych kobiet których emocje zwłaszcza po tym pierwszym, zwykle najbardziej wywracającym życie do góry nogami, porodzie są mówiąc najprościej ambiwalentne. I nie mówię tu o flagowym krótkotrwałym baby bluesie. Mówię o uczuciach, które będą towarzyszyć matce jeszcze wielokrotnie na każdym etapie macierzyństwa – o tym, że można być przeszczęśliwym patrząc na buźkę swojego dziecka, chcieć je tulić, nosić, chronić, spędzać z nim czas, a jednocześnie marzyć o przestrzeni dla siebie i przełykać ukradkiem łzy zazdrości na myśl o znajomych, którzy dzielą się właśnie z nami zdjęciami z wyjazdów, wypadów, zakupów zwykłych. Beztroskich i bezdzietnych. O tym, że zdarza się w pierwszych miesiącach macierzyństwa patrząc na tę najpiękniejsza przecież istotę na świecie, pomyśleć z goryczą „na co mi to było”. Że można jednocześnie odczuwać wielką radość z tego co nowe i wielki żal za tym co już nie wróci. I że potem uskutecznia się samobiczowanie za te myśli.

Nie mówimy o tym.

Nie mówimy o tym, że poród to także narodziny matki i jedno z najbardziej ekstremalnych doświadczeń ludzkiego ciała. Wyniki jednego z niedawno przeprowadzonych badań zaskoczyły nawet jego autorów – obrazowanie z pomocą rezonansu magnetycznego przeprowadzone wśród kobiet z grupy ryzyka, czyli np. takich u których parcie trwało naprawdę wyjątkowo długo pokazało, że u sporej części z nich jeszcze rok po porodzie widoczne są „uszkodzenia” przezeń spowodowane. Dla niewielkiego odsetka (około 3%) kobiet poród będzie na tyle traumatycznym przeżyciem, że pojawi się u nich zespół stresu pourazowego. Może więc warto w dyskusji o dochodzeniu do formy przesunąć narrację z idealnie płaskiego brzucha na to co naprawdę istotne?

Bo obecnie świadomość jest taka, że kobieta dochodzi do siebie po porodzie w ciągu 6 tygodni i wraz z końcem połogu wszystko wraca do stanu sprzed ciąży. Kolejny wielki kit wciskany matkom. Bo jasne – będzie jakaś grupa matek, które generalnie nie będą odczuwały żadnych większych perturbacji, ale te które je odczuwają, mają prawo wiedzieć, że nie tylko one tak mają. I przede wszystkim, że mają prawo do tego by dochodzić od siebie dłużej. I że czasem będą potrzebowały pomocy specjalisty i rehabilitacji chociażby mięśni dna miednicy by do formy dojść.

Bo cena jaką płacą kobiety za urodzenie dziecka bywa czasem zaskakująco wysoka. A my skupiamy się na wyglądzie matczynych brzuchów.

Coś poszło nie tak.

Źródła:

Brown i wsp.,Physical health problems after childbirth and maternal depression at six to seven months postpartum
Listening to Mothers III New Mothers Speak Out, 2013
Polachek i wsp.,Postpartum Post-traumatic stress disorder symptoms: the uninvited Birth companion
Childbirth an athletic event? Sports medicine used to diagnose injuries caused by deliveries. University of Michgan, 2015
Khajenhej i wsp.,Prevalence and risk factors of sexual dysfunction in postpartum Australian women.

Mama Pierworodnej i Drugorodnego. Żona Wirgiliusza. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. No ewentualnie jedzeniem ciastek.

77 komentarzy

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Patatay

    I jeszcze jest coś takiego jak rozstęp mięśni prostych brzucha po porodzie. Mało kto o tym mówi, a mnie i rok po ciąży pytali “o, który to miesiąc”. Dopiero po drugim dziecku dowiedziałam się z czego to wynika… Mam 6,5 cm przerwy między mięśniami. Rety, czemu nikt o tym nie uprzedza?

    • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

      Dorota

      No niestety 🙁 na szczęście trafiłam na artykuł o tym i że można to poprawić cwiczeniami i rehabilitacja tak naprawdę tylko w pierwszych tygodniach po porodzie. Potem relaksyna przestaje działać i ciężko bezoperacyjnie coś z tym robić. Gadam komu mogę o tym. Koleżanka mówi, że chyba jej brzuch właśnie dlatego uratowałam 🙂 sama po drugiej ciąży będę musiała popracować nad rozejściem w okolicy pępka. Szkoda że nie mówią o tym np na szkołach rodzenia 🙁

    • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

      k

      nikt nie uprzedza, bo kobiety nie pytają…gdybym ja nie pytała, co z tym się robi, to nie trafiłabym do fizjoterapeuty, a gdybym do niego nie trafiła, do dziś miałabym niefuknkcjonalny brzuch…

      • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

        Daga

        Ja pytałam, bo już w połowie ciąży coś zaobserwowałam. I co? I pstro. Ginekolog w sumie zignorował, a fizjo rozłożył ręce – bo mam jeszcze kręgosłup i biodro. I tak się bujam.

    • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

      Mammamija

      Ja mialam plaski brzuch po porodzie od razu, jeszcze w szpitalu. Wygladalam jakbym w ogole nie rodziła. 1,5 tyg od porodu wazylam tyle co przed. Ale za to faza parcia ponad godzine, gdzie znieczulenie puscilo jak na złość pół godziny przed tą masakrą. Brzdąc – ponad 3.5 kg rodzil się z rączka wyprostowana przy glowie i skonczylo się pęknięciem trzeciego stopnia. Masakra! Dieta plynna (zeby się nic przy ,,dwójce” nie rozerwalo), picie parafiny 3 razy dziennie. Jakby nie gumowe kółko do plywania to przez 3 msc posilki bym jadla na stojąco, bo nie było mowy o siedzeniu. Ciężko byc kobietą ;p

      • Odpowiedz Lipiec 7, 2017

        A ga

        Urodziłam za granicą….parcie 7h 18min… Żałuję że nie w Polsce.

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      Ania

      W ciąży miałam maly brzuch dlatego po porodzie byl plaski. Cieszyłam sie, ale nie długo… Dwa tygodnie później zaczął rosnąć tak jakbym była w ciąży. Spytałam ginekologa czemu tak jest powiedzial że to normalne. I teraz mam brzuszek cały czas 😐 czytałam o rozejściu mięśni, ale pisali tam że tylko operacyjnie można skorygować więc dałam sobie spokój.

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Karmiaca

    Wow!! Piekny tekst… a ja myslalam ze jestem jakas nienormalna z tymi dolegliwosciami psychicznymi i fizycznymi ( bo nie polaczylam skakania na trampolinie z checia pojscia do toalety) dziekuje!!!

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Mama

    Dziękuję za te mądre słowa.

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Michalinowa matka

    3 dni po porodzie wygladalam jak przed ciaza- płaski brzuch. I co z tego, skoro 2 etap porodu trwał 90 min, nacinana byłam w momencie gdy czułam WSZYSTKO, a na samo wspomnienie chce mi się wyć. Nawet kaloryfer na brzuchu nie poprawił humoru. Jak kichne albo kaszlne to popuszczam, o skakaniu na trampolinie nie ma mowy bo się zrobi basen. Pierwsze 3 tyg. siedziałam z “wywalonym cycem” i płakałam tak bardzo ze z nosa zwisaly mi “firanki”. Wiec jak widzę kobietę po porodzie umalowana i kwitnąca to mam się ochotę zapytać ” CO TY WIESZ O ŻYCIU ?”

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      MAMA CZWÓRKI

      Czasem taka mama wie o życiu tyle, że poza swymi dolegliwościami fizycznymi i psychicznymi oraz niemowlakiem ma jeszcze inne dzieci, które JEJ POTRZEBUJĄ. Uśmiechniętej i kwitnącej. Na spacerze, przedstawieniu w przedszkolu, kibicującej dziecku na meczu piłki nożnej, idącej z córką kupić pierwszy stanik. DZIELĄCEJ ICH DZIECIĘCE RADOŚCI przez cały dzień.
      Pomimo, że czasem jest strasznie trudno (miałam cc i 3x sn (2x bez znieczulenia), mam rozstęp w mięśniach prostych brzucha, miałam nietrzymanie moczu (polecam schudnąć oraz ćwiczenia z Aquaflex lub czymś podobnym – działa), miałam odjazdy psychiczne przez kilka miesięcy po porodzie, płakałam po kątach, w samotności na spacerze ze śpiącym dzieckiem w listopadowe wieczory, miałam 1x nacinane krocze, bóle przy stosunku, popękane brodawki sutkowe, bóle kręgosłupa oraz masakryczne bóle stawów stóp kilka miesięcy po porodzie)

      • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

        Kasia

        I czego nauczyłaś tym swoje dzieci? Że nie okazuje się smutku, żalu, zmęczenia? Że matka, kobieta musi być zawsze kwitnąca i uśmiechnięta? Masz córkę. Chciałabyś, żeby ona tak się kryła ze swoim smutkiem, żeby była w tym sama?

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Gosia

    Święta prawda, też mnie wkurza ta cała dyskusja, jakby świat kręcił się dookoła płaskiego brzucha, z drugiej strony kobiety same sobie jeszcze dowalają. Od dziś Matka Polka oprócz ogarnięcia domowej trzódki, ugotowania obiadu, umycia okien, prasowania, itd musi mieć jeszcze płaski brzuch.

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    OlaRa

    Dokładnie!!!! O tym nikt nie mówi, ja poród mogę przeżyć i z 10 razy bo boli kilkanaście godzin i mija, a nacięte krocze, źle poszyte dawało mocno o sobie znać pół roku bez przerwy 🙁 nikt nie powiedział że będę na czworaka z bólem schodzić z łóżka, że nie siądę na tyłku i nie postoję dłużej niż kilka minut do czasu aż zdejmą te cholerne szwy… Masy rzeczy nikt nie mówi 🙁 ja obecnie 34 tc, porodu jakoś panicznie się nie boję, ale nacięcia/pęknięcia już tak, tym bardziej że tym razem nie będę polegiwac całymi dniami z niemowlaczkiem wietrząc obolałe miejsca, tylko po tygodniu zostanę sama z niemowlakiem i z energiczną dwulatka, która 2 min na miejscu nie usiedzi 😱
    Nie wiem jak przetrwam, ale wiem jedno, o tym też się nie mówi, ale specyficzny typ kobiety o nazwie matka jest w stanie przetrwać więcej niż większość kobiety może sobie wyobrazić 😉
    Powodzenia dla wszystkich oczekujących i tych co już mają “cud” narodzin za sobą! Kochane damy radę!!! 🙂

    • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

      Emi

      Porod byl trudny, dlugo nie udawalo mi sie urodzic glowki, ale najgorsze byly chwile, gdy dostawialam malego do piersi. Plytko chwytal brodawke i bolalo koszmarnie. Gdy maly tylko otwieral usta wiedzialam, ze czeka mnie przeszywajacy bol. Dwukrotnie korzystalam z pomocy doradczyni laktacyjnej, bo nie potrafilam zgrac sie z dzieckiem. Plakalam, przeklinalam i zaciskalam zeby. To byl ogromny stres dla mnie, dziecka i meza.

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Marta

    Dziękuję Ci za ten tekst. Jednak jestem normalna, a już myślałam że na prawdę jest ze mną coś nie tak.

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Asia

    W 4 miesiącu po porodzie przez cc bolały mnie wszystkie stawy: kolana, łokcie, stawy biodrowe. Chodziłam przez jakieś 2 tygodnie jak pokraka. Miałam takie odczucie, jakby wszystkie kości wracały na swoje miejsce 😉

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Bro

    Dzięki za ten tekst. Ja nie miałam jakichś ekstremalnych przygód, ale czasami bardzo trudne było (i wciąż jest!) odnalezienie się w nowej roli. Te obawy, czy moje ciało wróci do jakiejś normy, czy sprawy intymne zaczną znowu cieszyć… Myślenie o tym, co z pracą i ambicjami małomiasteczkowej dziewczyny, bo przecież wydaje się, że wszyscy wokół robią takie super rzeczy, piszą blogi, podróżują, wyglądają jak milion dolarów itp. Wprawdzie bardzo starannie pilnuję tego, aby nie zaniedbać się i fizycznie i umysłowo i zwykle naprawdę czuję, że zostanie matką było niezbędne dla spełnienia mojego kobiecego serca. Niestety przychodzą gorsze chwile, gdy po prostu człowiek nie daje rady i nie wie “jak żyć”. Najświeższy przyklad, zdecydowałam się zostać z córką w domu na wychowawczym przez kolejny rok i już słucham zawoalowanych krytycznych uwag żłobkowych rodziców, przez których nie wiem co przemawia, chyba zazdrość, że stać nas na to, bym “siedziała” w domu. Czemu ludzie muszą być tak oceniający, wobec decyzji innych ludzi.

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Aleksandra

    Super wpis. Jakby czytała Pani w moich myślach. Jak wróciłam z synem ze szpitala wszyscy pytali o niego i na nim się skupili. Ja latała, robiłam czapki króla ciasto popłakujac sobie cichutko w kuchni. Czasem miałam myśli ze lepiej by było gdyby Nikosia wcale nie było. Młody ma teraz 4 miesiace a ja czasem cały czas mam myśli zer mnie to przerasta i ze się nie nadaje…

    • Odpowiedz Lipiec 10, 2017

      Magdalena

      U nas do tej pory tak mamy z tym, że nikt nie interesuje się mną, a wszyscy synkiem…Co prawda miłe jest to, że cieszą się i nim interesują, ale nikt nigdy nie zapytał co u mnie, jak się czuję… Mieszkamy na razie z moimi rodzicami i co… mam wrażenie że mieszkamy tu tylko dla wnuka… Najlepiej byłoby gdyby nas nie było a był tylko on i tylko na zawołanie przynieś mi go tu i teraz… Żadnej pomocy… Mieszkamy na parterze a rodzice na górze… Nikt nawet do mnie nie zejdzie… Ale kocham synka 🙂 czasem nie mam siły, ale co poradzić 🙂 dobrze, że Mąż dużo pomaga 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Mka

    A ja jestem w tym nieszczęsnym 3%odsetku z zespołem stresu pourazowego i teraz już wiem że mam prawo nie dać rady i psychicznie nie chcieć więcej porodu i dzieci kocham moją córuchnę nad życie i nie dam sobie i jej wcisnąć poczucia winy że jedynaki są nieszczęśliwe..

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Małgorzata

    A najgorsze, że nikt nie mówi, że można coś z tym zrobić, leczyć, rehabilitować.
    Tak z mojego doświadczenia:
    że można/ trzeba ćwiczyć mięśnie dnia miednicy,
    że trzeba rehabilitować bliznę czy po cc czy po nacięciu krocza,
    że rozstąpione mięśnie brzucha się zejdą tylko żeby nie robić zwykłych brzuszków.

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      Ali

      Dokładnie, to bardzo ważne uwagi!
      Jeszcze o mięśniach dna miednicy, to na szkole rodzenia udało się im powiedzieć, ale rozstąpione mięśnie brzucha albo co gorsza blizna po CC, to całkiem tabu… :/

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      Galusa

      Tak, rehabilitacja blizny po cc jest możliwa i bardzo potrzebna. Wystarczy skierowaniem od rodzinnego i mimo ze na zabiegi trochę sie czeka to warto. Mogę przynajmniej dotknąć blizny bez stresu i rozluznua się całą napiętą okolicę, slabną bóle pleców, poprawia trawienie.

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Dorota

    Bólu przy porodzie się spodziewałam, ale koszmaru połogu nie. Nikt mnie nie uprzedził, że człowiek naprawdę jest wykończony dłużej niż dobę. Krocze bolało mnie przez jakieś pół roku. W złą pogodę czasem się odzywa. Pierwsze 1,5 msc ledwo chodziłam. Spacer dookoła bloku był wysiłkiem, a mama podawała mi wszystko i robiła przy nas prawie wszystko (musiałam wyjechać do mamy, bo mąż remont robił). Miałam wyrzuty sumienia. Mówiłam sobie “przecież kobiety sobie jakoś radzą”. Jak próbowałam coś pomoc, zrobić, to potem nie miałam siły nawet siedzieć i karmić synka. Dopiero jak pozwoliłam sobie być słaba i dać sobie pomóc powoli doszłam do siebie. Teraz jestem w drugiej ciazy. Gdzieś po necie krążą zdjęcia modelki w 6msc, której ciąży nie widać tylko sześciopak. A ja wolę swój brzuszek okrągły i za nic bym się nie zamieniła. Super, że są kobiety, które mają siłę i motywacje żeby ćwiczyć w ciąży i od razu po. Ja się do nich nie zaliczam i nie zazdroszczę nawet. Każda żyje jak chce tylko mi żal tych, które ulegają trendom i wizjom tworzonym na chwilę na pokaz

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Kasia

    Dziękuję ci bardzo za ten wpis. Mówię o tym wszystkim z uporem maniaka już od jakiegoś czasu i cały czas nie mogę się nadziwić, że kobieta po porodzie zostaje zostawiona sama sobie przez nasz system opieki zdrowotnej. Im więcej będziemy mówić o dolegliwościach poporodowych (a nie tylko powrocie do wagi sprzed ciąży albo zmieszczeniu się w stare jeansy), tym więcej kobiet będzie miało świadomość, że może i powinno być inaczej i będzie się domagało należytej opieki i pomocy.

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Julia

    Po takich wpisach upewniam się w swoim przekonaniu o nieposiadaniu dzieci 🙂 Podziwiam kobiety, które się na nie na decydują. A czemu czytam tego bloga? Bo lubię czytać mądre i wartościowe teksty na różne tematy.

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Mka

    Julia…..i masz do tego pełne prawo nie każdy musi być kierowcą rajdowym…matką polką też nie….dojrzewałam do tego 9 lat

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2017

    Agniesiek

    Właśnie że o tym się mówi. Słyszałam o tym i przez lata przerażało mnie że poród może mnie popsuć. Ale to o czym piszesz w trzecim akapicie (i dalej) to kwestia problemu z mięśniami dna miednicy. To można i trzeba wyleczyć ćwiczeniami. Pamiętam że ta informacja podana przez rehabilitantkę w szkole rodzenia była jak miód na moje serce. A wcześniej słyszałam tylko, że po porodzie przez resztę życia czeka mnie sikanie po nogach.

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      Kinga

      Mam bardzo podobne odczucia. Wiecznie słyszę jakie to macierzyństwo jest koszmarne, że poród to trauma do końca życia, wmawia się kobietom, że będą tylko cierpieć a depresja to narmalka. Jak kobieta ma znaleźć w sobie siłę do pokonywania trudności i mieć zdrowe podejście jak ciągle słyszy, że będzie ją boleć, że to wszystko jest takie trudne i najlepiej to schować się i użalać nad sobą. Moim zdaniem dużo zależy od głowy i nastawienia.

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      Alicja

      Agniesiek – miałaś szczęście i bardzo się cieszę że są kobiety które to wiedzą, oby było ich jak najwięcej, ale popatrz na komentarze tu i na FB znakomita większość to kobiety które przed połogiem o tym nie słyszały, które mówią, że na szkole rodzenia nikt o tym nie mówił, a po porodzie je ignorowano i nikt im nie powiedział, że to można rehabilitować.

      Kinga – to nie jest narzekanie, to jest stwierdzenie tego jak wygląda stan faktyczny i podkreślenie faktu że w mediach zwracamy uwagę na płaski brzuch i klasyfkujemy go jako dojście do formy po ciąży, a ignorujemy to co naprawdę istotne i może mieć wpływ na stan zdrowia do końca życia “Wiecznie słyszę jakie to macierzyństwo jest koszmarne, że poród to trauma do końca życia, wmawia się kobietom, że będą tylko cierpieć a depresja to narmalka. ” nie wiem czy czytałaś tekst ale tam pisze dla jakiego odsetka (niewielkiego nawet dodałam) to trauma, i ża depresja to skrajna narracja właśnie…
      “Moim zdaniem dużo zależy od głowy i nastawienia.” rozumiem że ból krocza który nie pozwala chodzić, nietrzymanie moczu, gazów, kału, osłabienie mięśni dna miednicy, które wpływa na postawę ciała i tym samym kręgosłup albo jak wykazano w tym ostatnim badaniu uszkodzenia w kości miednicy to głowa i nastawienie?

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Olga

    Świetny tekst. Zadziwia mnie ta skłonność lekarska do ingerencji i absokutny brak wsparcia po porodzie.
    Kobiety, w wiekszosci, skazuje sie na chorobę przez zaniechanie opieki rechabilitacyjnej.
    Pierwszy poród miałam indukowany, skurcze co 1,5 minuty przez 7 h. Dziecko 4,5 kg i dwie godziny zatrzymania w kanale. Drugi poród zaczął się bez skurczu. Pierwsze słowo lekarza było: “oksytocyna”. A moje: “stanowcze nie”.
    Nacięcia oczywiście były. Wszystkie kłopoty tu opisane też były i są: z kochaniem, kichaniem, skakaniem, biegamiem i śmiechem.
    Szukałam pomocy i skończyło się na badaniach, zbędnych a klopotliwych i tabletkach niewskazanych z powodu karmienia. Długo potem sama dowiedziałam się czym są ćwiczenia mięśni dna miednicy.

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Ja

    Echh przykre… Taki mądry tekst, a komentarze i tak o brzuchach :/ chyba masz odpowiedź: to nie jest temat, którym się nas na siłę karmi. To jest temat, o którym chcemy rozmawiać, bo jest łatwy. Bo o tych hemoroidach trochę gorzej… Ale rzeczywiście coś w tym jest, że cała ciąża i poród, mimo że tak cholernie naturalne i jest cudem i przecież po to jesteśmy stworzeni, to jednak jakieś takie ewolucyjnie nieprzemyślane.

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Algo

    Ja też z tych co to połóg najbardziej kojarze z bólem po nacięciu. Jakby mnie drutem kolczastym zeszyli. Przez tydzień poruszałam się tylko z konieczności, usiadłm jakieś 1,5 mies po, siku też dawało radę tylko na stojąco z odkręconą wodą. Rana się rozeszła, bolało jeszcze pół roku. Najgorzej, że nie wiem czy to nacięcie było konieczne i czy uniknę go kolejnym razem. A brzuch pociążowy to mój mąż mówi, że musi być. Bo dzieciaczki się tak fajnie do tej miękkiej “poduszki” przytulają 😉

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Ada

    Super tekst. Ja przed porodem długo leżałam na oddziale ginekologicznym i bardzo tam dbano o mój stan zarówno fizyczny kak i psychiczny, ale kiedy urodziłam i zmalazłam się na oddziale położniczym to miałam wrażenie że już moje zdrowie i samopoczucie w ogóle się nie liczu. Kiedy powiedziałam lekarzowi na obchodzie, że bardzo bolą mnie hemoroidy to on na to że rodzina musi w aptece zaopatrzyć mnie w jakąś maść. Dobrze że zaopatrzyli mnie też w paracetamol i nie musiałam się prosić. Szkoda że kiedy kobieta urodzi przestaje być wazna i już w szpitalu doznaje szoku i załamania a później niestety jest tylko gorzej. 😣😖😢

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Asia

    Od dłuższego czasu ubierasz w bardzo trafne i mądre słowa moje myśli i uczucia. Siedzisz w mojej głowie??!! Jesteś wielka, mądra, wrażliwa, empatyczna, delikatna ale i stanowcza. Dziękuję!

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Ela

    Po dwóch porodach. Pierwsza konieczna cesarka a ja następnego dnia mogłam skakać pod sufit. Drugi poród naturalny, półtora miesiąca później wciąż miałam problem z chodzeniem, siadaniem, wizytami w wc, sexem. Każda kobieta jest inna, każda radzi sobie z bólem inaczej, każda może liczyć na inną pomoc ze strony najbliższych (bo to też bardzo ważne). Nigdy nie uwierzę, że celebrytki tego nie przechodzą, że nie cierpią i nie ryczą w poduszkę. Karmi się nas takimi cukierkowymi obrazkami a w rzeczywistości prawda jest zupełnie inna. Więcej w ciąży raczej nie będę, ale tym które są lub będą- dajmy im czas na przeżycie tego ważnego czasu dla kobiety na swój sposób.

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    zok

    Dziękuję za ten wpis. Szkoda, że nie mówi się o lęku przed “pierwszym razem” po porodzie. Boże, jak ja się tego bałam. Zwlekałam kilka miesięcy. W międzyczasie oglądałam się w lusterku i przysięgłabym, że widziałam u wejścia pochwy swoją szyjkę macicy. Kilka miesięcy trwało za nim zaczęłam wyglądać jak kiedyś.Próbowałam się dotykać sprawdzając, czy sprawia mi to przyjemność i po pierwszym takim samotnym razie po prostu się rozryczałam, że jestem inna, luźniejsza i taka… nieatrakcyjna dla siebie.

    W końcu kiedy się kochaliśmy (chyba po 8 miesiącach), to po prostu czułam ulgę, że czuję męża w sobie. Nie mówiłam mu o swoich obawach, chciałam, żeby patrzył na mnie z pożądaniem. I tak na szczęście było. A dla mnie było to doświadczenie czysto fizjologiczne. Dopiero po tym pierwszym razie zaczęła mi wracać ochota na seks.

    Gdyby on mnie wtedy odrzucił…

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    MW

    Przyznaję, że jeżeli ktoś coś mówi, to o porodzie, nacięciu itd. ale o połogu to cicho sza. Jednak można usłyszeć o nacięciu, skutkach parcia i innych po porodzie siłami natury, ale o cesarskim cięciu już nikt nic, bo przecież cc to nie poród, to z lenistwa itp. A ja jestem przypadkiem kiedy nie było wyjścia i cc było planowane, bo mały był ułożony pośladkowo. Za to samopoczucie po cc mnie przerosło. Nie mogłam się wyprostować, bo bolał brzuch, bolały plecy, nie potrafiłam bez pomocy wstać z łóżka, a po pół roku plecy nadal bolały i gdyby nie rehabilitacja chyba bym się nie wyprostowała do teraz. Po ciąży i porodzie doszłam do siebie po roku, chociaż z “zewnątrz” wyglądałam lepiej niż przed ciążą już kilka miesięcy po porodzie. Chociaż tyle 😉 Dobrze, że o tym mówicie, piszecie. Bo tu nie chodzi o straszenie, tylko o uświadamianie jakie mamy prawa i co możemy zrobić żeby sobie pomóc. Trzymajcie się dziewczyny!

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    M

    Dziękuję za ten tekst, bardzo brakuje właśnie takich głosów – mówiących prawdę. Dlaczego ten temat nie pojawia się w przestrzeni publicznej? To kwestia tabu czy jakiś lęk, że gdy kobieta pozna wszystkie konsekwencje porodu, to zrezygnuje 😉 ? Bardzo chciałabym przeczytać jeszcze o karmieniu piersią, ale także bez tabuizacji i jednorożców. Szczególnie o tym, że fakt przetrwania pierwszych tygodni nie wyklucza problemów z karmieniem po kilku miesiącach. I to nie ze względu na kryzys laktacyjny i brak mleka, ale bunt ze strony dziecka – bo się zakrztusiło i ma lęki. I wrzeszczy, gdy widzi pierś a matka razem z nim.

    • Odpowiedz Lipiec 12, 2017

      Oo

      Też chętnie przeczytam podobny tekst o karmieniu piersią, bo należę do tych, które właśnie z tym tematem się borykają. Szczęśliwie moja rana po nieplanowanym cc goi się rekordowo szybko, zero bólu już 4 dni po porodzie, w 3tyg po porodzie zrzucilam 12 z 14kg które mi przybyły. Ogólnie smigam jak młody bóg, zero traum porodowych czy szpitalnych (no, może pewien niesmak brakiem kultury niektórych lekarzy), ale karmienie piersią – jest ostro. Psychicznie, nie fizycznie. Dziecko na mnie wisi godzinami, jest nieodkladalne, czas na wc czy posiłek to luksus. Nie wiedzialam ze to az tak bedzie wyglądać 🙂 Że mały mnie nie wypuści od siebie nawet na chwilę. Czuję się wrecz uwięziona, zakładnik tego małego stworka. Do tego nie mam tyle pokarmu by zaspokoić jego stale rosnące potrzeby, sposoby na popedzenie laktacji niewiele daly. Wstyd uciec w butelkę z mm, ale znowu to ubezwłasnowolnienie i ciągły ryk głodu rozwalaja mnie psychicznie.

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Monika

    Dziękuję za ten wpis.
    Parcie na dobrą formę i płaski brzuch doprowadził do tego, że straciłam z widnokręgu to, co istotne – zdrowie. Cała ciąża same problemy, 5 razy zaliczony szpital… Po ciąży i porodzie organizm wycieńczony- nawet nie pomyslam, że doszło do konfliktu serologicznego w moim kierunku. Tak szczerze to nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje… I pomimo, że 6 tygodni po ciąży wyglądałam świetnie, to małopłytkowośc immunologiczna mnie wykonczyła, a dokładnie sterydy i co ze szprychy przemieniłam się w 80 kg spóchniętą, zmęczoną życiem kobietą. Teraz już jest w porządku… ale. Dziewczyny po urodzeniu dziecka, badajcie się, czasem wystarczy zwykła morfologia.
    Pozdrawiam

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    mgielka03

    A ja się pozwolę z autorką tekstu nie zgodzić. Nie bardzo rozumiem w jakim celu i kto miałby o tych cierpieniach czy dolegliwościach rozmawiać. Jaki miały być sens takiej rozmowy ? Uważam że sensu nie ma, podobnie jak nie ma sensu rozmowa o brzuchu Anny Lewandowskiej. Dolegliwości i problemy okołoporodowe to kwestie medyczne i uważam że winny być rozstrzasane ze specjslistami i pomiędzy kobietą a lekarzem. Co zmieni w sytuacji matki cierpiącej na nietrzymanie moczu fakt że Małgosia Rozenek będzie o tym rozmawiać z Dorota Wellman w porannym paśmie Dzień Dobry TVN ? Że kto się dowie że taki problem istnieje i co z tego ? To są kwestie osobiste i w mojej ocenie jak ktoś ma taki problem to powinien z tym zgłosic się do odpowiedniego specjalisty. Te problemy napewno nie zostaną rozwiązane w debacie publicznej więc nie widzę sensu postulować aby tam się znalazły. Uważam że w kontekście macierzyństwa masę czasu i wysiłków koncentruje się w mediach na tym czy kobieta powinna wyglądać tak czy tak że nie rozmawia się o tym jak wygląda poród itd. Debata publiczna ma zaś służyć edukacji społeczeństwa w kwestiach które w jej ramach mozna rzeczywiście zmienić. I w kontekscie bycia mamą uważam że powinno nam zależeć aby wskazywać na takie rzeczy jak udogodnienia dla matek, o to aby ludzie wiedzieli że z wózkiem ciężko wsiąść do pociągu czy autobusu, że to naprawdę ma znaczenie jak ktoś przepuści matkę z dzieckiem na rękach w kolejce. W ten sposób trud macierzyństwa i poświęcenie
    jakby nie było również dla społeczeństwa (w końcu to nasze dzieci będę pracować
    w na emerytury też w innych osób) mogłoby być chociaż troszeczkę bardziej docenione . To są normy społeczne i niedogodności o których zmiane można postulować a przez media i większy wydźwięk szybciej mogą zostać wprowadzone jako standardy o ktore uważam warto zabiegać.

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      Alicja

      A ja pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą, bo widzę w reakcjach na ten tekst – ku mojemu zaskoczeniu – bardzo entuzjastycznych, że takie dyskusje są bardzo potrzebne. Masa dziewczyn pisze mi, że nikt im o tym nie mówił, nie ostrzegał, że temat był przemilczany na szkoła rodzenia, a po porodzie zamiatany pod dywan, że były z tym same i kompletnie nieświadome. A o tą świadomość trzeba zabiegać, bo w pogoni za płaskim brzuchem o którym debatują media, przy np. jednoczesnym osłabieniu mięśni dna miednicy, może sobie zrobić kobiecina ogromną krzywdę i ta krzywda odbije się potem nie tylko na niej, ale i na całym społeczeństwie, bo takich kobiet będzie więcej i będą nękały je problemy zdrowotne, które będą rzutowały na stan całego społeczeństwa. Więc rehabilitacja, spokój dla ciała i duszy po porodzie to są standardy dla mnie o które warto zabiegać i głośno mówić.

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      Kasia

      Aha, powiedz Małgosi z Zabrza albo Eli z Pucka, żeby sobie poszły do specjalisty. Po pierwsze, to one muszą wiedzieć, że nie trzeba cierpieć i wiele rzeczy da się naprawić. Nie dowiedzą się tego od swojego ginekologa ani z wypisu po porodzie, tylko właśnie od Małgosi Rozenek i Doroty Wellman. No niestety, po porodzie dostaniesz suchy wypis i ani słowa o tym, jak możesz się czuć w połogu. Po drugie, do tego specjalisty trzeba się dostać. A to zwykle kosztuje a) czas, b) pieniądze, c) obie opcje na raz. Państwowej służby zdrowia nie interesuje to, co się dzieje z kobietą po porodzie. A jak się upomnisz, to usłyszysz, że jesteś roszczeniowa, bo ludzie na raka umierają, a ty chcesz rehabilitację krocza. Tak że, Migełko, trzeba o tych sprawach mówić, tym bardziej że są jednak ważniejsze niż podjazdy dla wózków czy miejsce w kolejce.

    • Odpowiedz Lipiec 8, 2017

      Monika

      Sedno! Nie o dupie Maryni tylko o sensownych udogodnieniach trzeba mówić!

    • Odpowiedz Lipiec 19, 2017

      Angelika

      Właśnie przez to, że ludzie udają, że problemu nie ma inne kobiety, które trafią na przeróżne problemy będą w kącie płakać bo coś z nimi nie tak.

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Turururu

    Oo właśnie! Pierwsze siorbnięcie mleka przez malucha! Mi dosłownie spadły kapcie, bo czułam się jakby mi młody duszę wysysał 😀 później na szczęście przeszło 🙂 ale faktycznie czułam się oszukana przez świat, że o tym nikt wcześniej nigdy nie mówił. Choć może ma to na celu nieodstraszanie od ciąży i dzieci. Kocham malucha, ale też mam chwile, że się tęskni za niezależnością (choć mały jest naprawdę mega :). A jeżeli chodzi o brzuch to ja zawsze miałam oponkę, więc może dlatego i teraz ją lubię 🙂 choć inne dodatki jak hemoroidy są naprawdę spoko…hm…nie polecam. Szkoda tylko, że nie ma się na takie rzeczy wpływu. Ah i ta blizna po cc – czuję ja do tej pory, nie dramatycznie, ale czuję że jest i czasami lekko ściąga. Ale da się to przeżyć 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Zolza

    Poplakalam sie na slowach, ze w czasie porodu rodzi sie matka… zresztą caly tekst jest fantastyczny.

    Ja rownież cierpialam, chyba bardziej w pologu niż podczas porodu, bo psychicznie. W czasie porodu przy życiu trzyma myśl, że zaraz bedzie maluch, jeszcze tylko chwila I tak dlugo wyczekiwana chwila w końcu nastąpi. Chwila sie przedluza no ale jest, jest, juz jest na swiecie… Ja bardzo czekalam na moje dziecko. Po porodowym koszmarze, po stresie, po tym jak polożna I lekarz bez slowa i uprzedzenia przekluwaja pęcherz plodowy, dwukrorotnie przecinaja krocze, wyciskają silą dziecko z brzucha, a na koncu w stresie decyduja sie na vacuum… Na moje pytania odpowiadali tylko, ze wszystko dobrze…
    Po tym wszystkim, kiedy dostalam dziecko na pierś, psychicznie nie czulam nic, ( w tym czasie jeszcze 1,5 godzinne szycie). Nie czulam nawet, ze to moje dziecko. Zapomnialam, ze powinnam przystawic je do piersi. Nie czulam cudownego zapachu noworodka, o ktòrym wszyscy piszą, nie czulam uczucia zakochania w moim dziecku, nie czulam, ze karmienie piersia daje mi radosc, ze oto nastapila najcudowniejsza rzecz na swiecie. Nie poplakalam sie ze szczescia. Dbalam o nie, ale czulam jakbym sie tylko nim zajmowala. Bardzo dlugo czekalam na takie prawdziwe uczucie, przyszlo z pierwszym usmiechem dziecka, choc wciaz mam wrazenie, ze miedzy nami jest milosc, a nie ma zakochania. Dlugo mialam wrazenie, ze I on nie widzi we mnie swojej mamy, nie umialam nazwac siebie mamą, nie umialam do niego mowic. Minal rok. Caly czas bardzo obwiniam sie jaką jestem matką, że sie nie nadaje, ze wszycy uwazaja, ze jestem zlą matką, ze moj syn nie wie, ze to ja jestem mama I kocha wszystkich bardziej niż mnie.

    Racja, nikt o tym nie mowi, na szkole rodzenia zabraklo pewnie czasu. Nie zabraklo go na szczescie na polgodzinny wyklad na temat koniecznosci pobrania krwi pepowinowej…
    Po porodzie bolalo dlugo, nie moglam siedziec, chodzic. Dwa tygodnie na czopkach przeciwbolowych, a na moja prosbe o przeciwbolowe w szpitalu polozne twierdzily, ze nie mozliwe, ze tak boli, przeciez wszystkie to przezywaja. Czekalam na porod, nie balam sie, moze jedynie nacinania krocza. Przez cala ciażę cieszylam sie z niej, czekalam na dziecko, kochalam je. Kiedy maly byl na swiecie gladzilam sie po brzuchu I zalowalam, ze jestem pusta w srodku, ze go tam nie ma. Nie trafialo do mnie, ze leży obok, ze jest zdrowy, piękny I kochany, ze juz nie muszę na niego czekac.
    Nie zazdroszczę bezdzietnym, ze mają wolność I pełnię życia. Zazdroszczę matkom chwil radosci w tych chwilach I tego wszystkiego o czym piszą, a nam zabraklo. Milosci I poczucia bycia MAMĄ.
    *Przepraszam za literowki.

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      Alicja

      Przytulam Cię mocno!

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      I jeszcze ja

      Dziękuję za Twój komentarz. Cieszę się, że nie jestem sama z takimi myślami 😊 w moim przypadku po 21 godzinach naturalnego porodu bez środków przeciwbólowych zdecydowano się na cc (syn był źle ułożony i obwiązany pępowiną wokół głowę, nóg i rąk, więc nie miał szans samodzielnie się wydostać). Po wyjęciu dziecka nie dostałam go, nie miałam ani siły ani nawet przebłysku myśli, by się o to upomnieć.
      Nie było miłości od pierwszego wejrzenia. Zostało za to poczucie winy, że nie dałam rady urodzić go naturalnie, że nie przytuliłam, że zawiodłam jako matka… Żyje z tymi uczuciami już kilka lat i wiem, że to również jest temat wart uwagi, rozmowy…
      Niby wiem, że czasami cc to jedyny sposób, by uratować życie, ale mimo wielkiej miłości do synka nadal myślę o sobie jak o “złej matce”.

      P.S. Wspaniały i potrzebny wpis 😊

    • Odpowiedz Lipiec 7, 2017

      AleOla

      Kochana znam to uczucie. Gdy moja pierwsza corka sie urodziła bylam zmęczona, obolola i polprzytomna(straciłam dużo krwi), ale i tak najbardziej przerazal mnie fakt, ze nie doznalam żadnego olśnienia, nie zstapila na mnie żadna nadprzyrodzona milosc…przeciez tyle o tym czytalam ze porod boli ale jak juz dzidzius jest to wszystko mija..a ja popatrzylam na swoja corke i pomyslalam sobie ‘ o kurcze, czy ja Cie pokocham?,czułam się rozczarowana, myślałam sobie ze cos jest ze mną nie tak skoro wszyscy to maja a ja nie. Opiekowalam sie nią ale raczej dość mechanicznie, pozniej problemy z karmieniem piersią i cala ta presja…na widok kolejnej Pani laktacyjnej ktora będzie mnie tarmosic za piersi bo przeciez wszystko ok to dlaczego mam nie karmić robilo mi sie slabo..nie mogłam siedziec, lalo sie ze mnie przy każdej zmianie pozycji na wyzsza(podobno byl jakos ucisk n a nerw w trakcie porodu i porażenie w związku z czym zerowa kontrola moczu) lekarze to ignorowali a ja jak udalo mi sie mala przystawić balam się poruszyć zeby nic nie zepsuć chociaż bol byl okrutny. Trzeciego dnia w nocy miałam tak wszystkiego dość ze miałam ochotę założyć kurtkę wyjść i udawać ze nic tu nie miało miejsca..Balam się ze będę fatalna mama, choc tak bardzo chciałam ja kochac calym sercem…Troche to trwalo, pierwsza osoba przy której poczulam sie zauważona byla pediatra, taka nasza zaufana, ktora kiedys leczyla mnie. Dopiero ona powiedziala ze mogę miec bardzo różnie ze mogę tej swojej córki nawet nie lubić, ze mam prawo do zaloby po tym co straciłam i mam prawo nie tryskać euforia biorąc pod uwagę to jakie spustoszenia wywolal poród w moim organizmie ze właściwie mam prawo miec żal. Pierwsza zapytala czy wogole mam wole karmic ja piersia. Poplakalam sie jak dziecko i wtedy cos się zaczelo powoli zmieniać. Sama dalam sobie prawo do wszystkich tych uczuć i one zaczely powoli odchodzić.Dodam tylko ze po urodzeniu pierwszej córki myślałam ze kobiety które decydują sie na kolejne dziecko to kamikadze. Dzis mala ma 4,5 roku, jej siostra 2,5 a ja jestem w trzeciej ciazy😊 Ponieważ jestem fizjoterapeutka zaczęłam interesować sie tematem i dowiedziałam sie jak sobie pomoc. Warto o tym mówić, choćby dlatego ze jestesmy jednak ludźmi którzy maja swoja fizyczność i fizjologie. Kiedy cos na tym podstawowym poziomie nie działa tak to wszędzie zaczyna się psuć i trudno w tej sytuacji budować cokolwiek, czy to z dzieckiem czy z mężem, czy z kimkolwiek. Mysle ze Twoja milosc nie jest w niczym gorsza od tego pierwszego zakochania..potrzebowaliscie poprostu więcej czasu, tak jak my😊

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Monika

    No nie wiem… To trochę jak z tą wiedzą o najgorszych porodach… Będzie jak bedzie…

    U mnie piękna ciąża i piękny poród. Jasne, że to nie był spacer w parku ale w końcu na to się pisałam. Za to połóg trudny. Brzuch mało mnie interesuje ale jest jako tako, dopuki nie staje w świecy i wtedy widzę, jak opada do piersi. Waga dopiero po 1.5 roku wrociła i to ciężką pracą. Bóle stawów i kompletny brak formy przez co najmniej 6 miesięcy. Uczucie jakbym zestarzała się o 10 lat po roku mniej więcej minęło. Skóra z niewyspania okropna. Seksu nadal mi się nie chce ale o dziwo mężowi też nie a on nie rodził. Siusiam tylk na zawołanie i po kilku miesiącach treningu znowu mogę puszczać ciche, ukradkowe bąki.

    Poza tym ile z tego to poród a ile małe dziecko i brak snu?

    Rodzić trzeba i nie ma co sie nad sobą użalać. Lekko nie jest ale starość, niepełnosprawność czy choroba tak jak poród i połóg uczą nas pokory i otwierają na empatię wobec innych. Kolejna lekcja życia i bardzo się cieszę, że ją przeszłam.

    I mam nadzieję, że te co jeszcze nie rodziły a czytają przyjmą swoj połóg na klatę tak jak my musiałyśmy i nie dadzą się zastraszyć!

    No.
    🙂

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      Alicja

      Ile z tego przez sam poród? Ból krocza, ból nacięcia, ból rany po cc, brak czucia w miejscach intymnych, nietrzymanie moczu, gazów, kału, hemoroidy, żylaki, osłabienie mięśni dna miednicy i tym samym wady postawy, a idąc dalej problem z kręgosłupem… Wymieniać dalej? Pewnie że przejść trzeba, no biologia nam dała taką rolę i już. Ale problem lezy gdzie indziej w zwracaniu uwagi na dochodzenie do formy rozumiane jako płaski brzuch, a nie na to co ważne – nie na rehabilitację tych nieszczęsnych mięśni chociażby. I ciśnienie na jak najszybsze podjęcie ćwiczeń na płaski brzuch mimo że to może zaszkodzić? To nie jest zastraszanie – to jest uświadamianie na temat tego co naprawdę ważne i na co warto zwrócić większą uwagę, zamiast wariować na punkcie sześciopaku.

      • Odpowiedz Lipiec 8, 2017

        Monika

        No tak samo mówią te co polecają cc na życzenie bo przecież w dzisiejszych czasach można rodzić jak się chce…

        Poród i połóg to inicjacja. Do bycia matką i do bycia kobietą a nie dziewczyną. Kulturalnie i biologicznie. Ma swoje miejsce i tak jak ból porodowy ma fizjologiczny sens. Ćwiczyć przed i ćwiczyć po i w trakcie też. Na pewno nie zaszkodzi a może i pomoże.

        Rola nie jest łatwa, mały człowiek potrzebuje wszystkiego, juz i zaraz i przyzwolenie na gruby brzuch też nie załatwi sprawy…społeczna wyrozumiałość nie leczy bólu stawów niestety…

        Moje ciało i mój interes żeby czuć się w nim dobrze. Jak mi coś dokucza to szukam, ćwiczę, idę do fizjoterapeuty i do nauczycielki jogi i do douli i do tych wszystkich ludzi którzy są dla nas dostępni i mówią, pomagają i zawijają w chusty. A jak to nie pomaga to idę do lekarza a jak lekarz nierozsądny to do jeszcze jednego…

        Tyle ode mnie. Połogu nienawidziłam, ale rezultat był dużo lepszy niż poronienie o którym też nikt nie uprzedził, że jest bardzo fizycznym doświadczeniem…

      • Odpowiedz Lipiec 8, 2017

        Klaudia

        Zgadzam się, ja w najgorszych koszmarach nie przypuszczałam. Ze jednocześnie ciesząc się z synka będę chciała cofnąć czas. Pierwszy poród vacuum parcie 120min drugi masakra, pękło cale nacięcie po vacuum i do tego odbyt. Niestety mam uszkodzony nerw sromowy i nie mam czucia w połowie odbytu i NIC nie można zrobić. Moge ćwiczyć napinanie mięśni ale jak sama pani proktolog powiedziała “szału nie będzie, grozi pani robienie pod siebie”. I oczywiście wiem że nie kazdej się to przytrafi, ale wyć mi się chce, że mam 32 lata a nie moge nawet swobodnie śmiać się w miejscach publicznych. A to wszystko dlatego że lekarka nie zauważyła ułożenia twarzyczkowego i urodziłam SN.

    • Odpowiedz Lipiec 19, 2017

      Angelika

      Akurat ja poród wspominam fatalnie jak sobie ten ból przypomnę to aż mnie ciarki przechodzą. Brak snu ? Akurat zarówno jedna i druga córka przesypiały cała noc.

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    ag-nieszka

    Szkoła rodzenia omówiła połóg + noworodka w 45 minut! A kąpiel noworodka należało osobiście zaliczyć. Po drugich zajęciach zmieniłam szkołę rodzenia. To plus kilka mądrych książek, które udało mi się przeczytać przed porodem uratowało mi życie psychiczne (z tym że rzetelnie o połogu to tylko jedna traktowała). Dałam sobie, a od męża dostałam 6 tygodni bez spiny. Tak mi się spodobało, że nadal się nie spinam, bo nie muszę.
    Na to, żeby w miarę normalnie usiąść czekałam 4 tygodnie, a na wizytę w toalecie nie okupioną (nomen omen) bólem 4 miesiące. Dobrze, że wiedziałam, że może tak być. Bo przy kiepskim stanie mojej psychiki po porodzie brak wiedzy chyba by mnie dobił. Tym bardziej, że próby uzyskania chociaż ojojania kończyły się hasłami w stylu “przestań, na pewno nie jest tak źle”.

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Jana

    Dwie ciąże plus obciążenie genetyczne wyhodowaly mi kamień w pęcherzyku żółciowym. Dwa tygodnie po porodzie trafiłam dwukrotnie w trakcie weekendu na pomoc doraźna z kolka wątrobowa. Pierwsze leki nie pomogly, po drugih przez kilka godzin nie mogłam nakarmic synka. Dostalam polecenie pilnego stawienia się na usg w poniedziałek. W mojej przychodni USG wykonuje internista i ginekolog, więc że względu na trwajacy połóg wybrałam tego drugiego. Lekarz przyjal mnie bez problemu, jednak najpierw musiałam wyprosić u położnej niw umówiona wcześniej wizytę. Usłyszałam, że chce wymusić bez kolejki wizytę u specjalisty na NFZ, że wymyślilam sobie jakieś USG a na pewno ból to cyt.”łożysko się pani oczyszcza”, że teraz doktor będzie musiał sprzątać po ginekologu prowadzacym ciaze (do swojego nie pojechałam że wzgledu na odległość i początki kp). Na szczęście lekarz był bardziej wyrozumiały, poza USG przeprowadził także badanie ginekologiczne, żeby potwierdzic gotowość do operacji. Dwa miesiące pozniej przeszlam laparoskopie i dzięki wsparciu mojego chirurga udalo mi się utrzymać laktację w trakcie pobytu w szpitalu i kp do dziś 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

    Aga

    Kobiety niestety są nieświadome, nie dbają o siebie na własne życzenie, nie dbają przed ciąża, nie dbają w ciąży, jedzą ile chcą, nie ruszają tyłka z kanapy, nie interesują się swoją miednicą przed ciąża i w trakcie, nie chodzą do fizjoterapeuty w połogu, a wystarczy troszke pogrzebać w internecie żeby dowiedzieć się wiele mądrych rzeczy. Rozstęp jak najbardziej jest do zamknięcia nawet po połogu a i nawet grubo parę Msc po porodzie, podsikiwac się nie będzie jeśli będzie się pracować nad miednica. Owszem poród zostawia wiele śladów po sobie w środku i na zew, ale mamy wpływ na wiele rzeczy, warto pomoc organizmowi,ale wielu kobietom się nie chce bo są leniwe.

    • Odpowiedz Lipiec 6, 2017

      Kasia

      Prędka jesteś w ocenie. A może zamiast tego zrobiłabyś coś, żeby rozpropagować wśród kobiet wiedzę o tym, jak sobie pomóc po porodzie?
      I jeszcze pytanie: skąd wziąć czas na “pogrzebanie w internecie”, mając przy piersi noworodka, a obok dwu-, trzylatka, którym też trzeba się zająć? Te wszystkie informacje powinnyśmy otrzymywać w szpitalu razem z wypisem zamiast durnych broszur o krwi pępowinowej, rozszerzaniu diety od 4. miesiąca życia słoiczkami firmy X, najlepszych pieluszkach, próbek kremów, maści, naklejek na szybę, odcisków stópek itp.

    • Odpowiedz Lipiec 10, 2017

      admin

      Rany Aga, jak można mówić w takiej sytuacji o leniwych kobietach… PRzerażające. Dzięki Kasiu za głos rozsądku i empatii.

      • Odpowiedz Lipiec 12, 2017

        Aga

        Piszę, uświadamiam. Sama mam córkę i spodziewam się drugiego dziecka, czytam, kształce się, ćwiczę, propaguje zdrowy styl życia, pracuje. Daje rade. Bo chce. Bo mi zależy bo dbam o swoje zdrowie. Prawda jest brutalna, ale kobiety są leniwe, w ciszy nie dbają o siebie, po porodzie również. Potrafią pół dnia przesiedziec na fb i narzekać.

        • Odpowiedz Lipiec 13, 2017

          admin

          A skąd Ty wiesz co robią inne kobiety? I z czego wynika sytuacja w której się znalazły. I skąd pewność że to lenistwo, a nie brak świadomości, bo brak świadomości wychodzi bardzo tu w komentarzach – a brak świadomości nie musi wynikać z lenistwa, wiele kobiet które do mnie napisało, wspominało o tym, że chodziły do SR, ale nikt nie mówił o takich rzeczach, że w szpitalu po porodzie ich zgłoszenia, że coś jest nie tak były ignorowane bo poboli, poboli i przejdzie. Nie lubię, bardzo nie lubię oskarżania się. Wolę wspieranie.

  • Odpowiedz Lipiec 7, 2017

    Jakub K

    Witam wszystkich 🙂

    Wiele mężczyzn nie obchodzi co się dzieje po porodzie z kobietą.
    Z góry jestem mężczyzną i wiele z was powie, że nic nie mam do gadania.

    Może moje poglądy są takie, ponieważ jestem wrażliwy na sprawiedliwość męsko – żeńska, żeńsko – męska. Jak moja kobieta ma okres. To ja jadę po czekoladę, daje ciepły termofor i środek przeciw bólowy, ale często mało działa.

    Od tego zacznę. Przypomnę skalę bólu w czasie porodu jest porównania do palenie ciała i łamania kości. Tylko jest bardzo mały procent kobiet, które rodzą jak wizyta w toalecie. Tutaj często kobiety, udają bohaterki i tak dalej.

    Wiem, że przy porodzie rozrywa kobiecie przedsionek pochwy, wszystkie wargi sromowe.
    Wdziałem jak nie raz lekarz na chama zżywa kobiecy organ płciowy (tak to nazwę).
    Często kobieta musi chodzi w takich specjalnych pampersach przez dłuższy czas, a nawet do paru miesięcy. Piersi po karmieniu opadają w dół . Nawet po ciąży organy wewnętrzne zmieniają swoje miejsce. Kobiety tracą czucie (przyjemność z sexu), a mężczyźni nic nie mówią.

    Ja nie zamierzam mieć dzieci w głównie z tego powodu. Drugi powód. Nie mam instynktu do dzieci. Mnie dzieci brzydzą, irytują, zabierają czas, pieniądze i wiele innych rzeczy, których nie zrozumiecie, ponieważ wy chce mieć dzieci.

    Pozdrawiam.

  • Odpowiedz Lipiec 7, 2017

    agama

    Bardzo dobry tekst, zgadzam się z każdym słowem, chociaż ze mną natura obeszła się łaskawie, mimo tego, że jestem mamą 35+, to poród sn nie zostawił na moim ciele, ani w psychice bolesnych śladów. Myślę, że to po części na pewno geny-na to wpływu nie mamy, ale też odpowiedniego przygotowania. Nie chce się tu wymądrzać, ale myślę, że kobieta może jednak sporo zrobić, żeby się do porodu przygotować. Przede wszystkim uważam, że nadal za mało kobiet korzysta ze szkół rodzenia, a tam- zakładając,że trafimy do naprawdę dobrej, czyli nie takiej gdzie tylko gadają (ale od czego jest internet i poczta pantoflowa), prowadzonej przez specjalistów, w tym z zajęciami z fizjoterapeutą, ćwiczeniami itd., gdzie pokażą nam jak wykonywać ćwiczenia chociażby wzmacniające mięśnie dna miednicy, ćwiczenia przydatne w trakcie samego porodu – chociażby jak oddychać, wstrzymywać parcie (żeby ochronić krocze!), jak chronić ranę po cc, jak odpowiednio wstawać z wielkim brzuchem, żeby zapobiec rozejściu się kresy białej, jak siadać po nacięciu krocza (broń Boże nie na osławionym kółku!), żeby nie dopuścić do rozejścia się szwów, czy wreszcie, jak przeprowadzać masaż krocza, żeby przygotować je do porodu – bo to jest mam wrażenie już wiedza kompletnie tajemna.. Mimo tego, że tak często podnosi się larum, że za często się u nas nacina krocze, to tak naprawdę nikt nie mówi co zrobić, żeby to krocze ochronić, a tym zaoszczędzić sobie tych wszystkich w/w nieprzyjemności, a przecież w tym celu trzeba je do porodu przygotować – i zapewniam z własnego doświadczenia – to DZIAŁA! To wszystko i wiele innych rzeczy kobieta może zrobić dla siebie przed porodem. Myślę, że bardzo ważne jest, żeby tę wiedzę upowszechniać (chwała Ci za to Alicjo, że to robisz na blogu!), bo bardzo często na stwierdzenie, że do porodu można się przygotować widzę wielkie oczy i zdziwienie, połączone z oburzeniem- że “co ja mogę zrobić, przecież i tak nigdy nie wiadomo jak będzie” – owszem – nie wiadomo jak będzie. Ale jednak coś tam zrobić możemy – a nóż się przyda i zaprocentuje na przyszłość..!

    • Odpowiedz Lipiec 9, 2017

      Ilona

      Przed pierwszym porodem robiłam masaż krocza – nacięcie i tak było. Czytałam, żeby nie przeć z całych sił i tak robiłam, także ze strachu przed pęknięciem. Po 3 latach okazało się, że moje dziecko ma autyzm, na szczęście nie bardzo widoczny. I czasem zastanawiam, że może gdybym parła z całych sił, poród nie przedłużyłby się i nie urodziłaby się fioletowa… (Dostała 10 punktów i nadal nie wiem, czy takie chwilowe sfioletowienie było normalne). Tak więc każdy kij ma dwa końce.
      A o cierpieniach poporodowych i jak sobie pomóc moim zdaniem trzeba mówić. Także po to, żeby np. mężowie wiedzieli, co może się dziać i nie dziwili się, że żona taka słaba. Informacji wciąż brakuje. Na przykład: w drugim połogu każdej nocy po prostu pływałam od potu. A położna środowiskowa, skąd inąd fajna, nie potrafiła mi tego wyjaśnić, dopiero na tym blogu przeczytałam, że to normalne.
      I jeszcze seks, o którym napisała przede mną chyba tylko 1 osoba. Po drugim porodzie, kiedy wkładałam sobie do pochwy lekarstwo, z przerażeniem odkryłam wielki krater. Ktoś może powiedzieć: wielkie rzeczy, czy to takie ważne? A dla mnie to po prostu smutne. Aż dziwne, że seks ze mną sprawia (na szczęście) mojemu mężowi przyjemność. Smutno mi też, kiedy patrzę na swoje piersi, z których po odstawieniu drugiego dziecka zostały smętne woreczki. To już z kategorii “płaskiego brzucha”, ale smutno mi i tak.

      • Odpowiedz Lipiec 11, 2017

        agama

        Ja też nie uniknęłam nacięcia (chociaż wiem,że gdybym się uparła, to by mnie nie nacięto, ale chodziło o bezpieczeństwo dziecka, wiec sie zgodziłam), ale było ono niewielkie, goiło się szybko i bezboleśnie, dlatego, nawet jeśli nie unikniemy nacięcia to uważam, że warto je uelastyczniać, bo właśnie takie przygotowane krocze łatwiej się rozciąga, lepiej goi etc. Co do siły parcia, to osoba prowadząca poród powinna kierować nim tak, żeby nie zrobić krzywdy dziecku ani matce. Przecież rodząca kobieta nie widzi co się dzieje i kiedy jak przeć..
        A co do podejście męża-tutaj także uważam, że kluczową rolę może odegrać wspólny udział w szkole rodzenia, bo mężczyzna, który dowie się – czyt. usłyszy na własne uszy od specjalistów, co w trakcie i po porodzie przeżywa kobieta fizycznie i psychiczne, bardzo zmienia swoje nastawienie.
        Co do położnej, która nie potrafiła wyjaśnić nocnych potów w połogu-to brak słów! Przecież to jeden w częstszych objawów w połogu..

    • Odpowiedz Lipiec 20, 2017

      Mamma

      Jesli kobieta nie doswiadczyla sama tych problemow, to tego nie zrozumie. Ja przed i w trakcie ciazy bylam bardzo aktywna, cala ciaze cwiczylam miesnie Kegla, caly trzeci trymestr robilam sumiennie masaz krocza, mimo to nie uchronilo mnie to przed rozerwaniem pochwy i warg sromowych, ani przed uszkodzeniem miesni dnia miednicy. Od porodu minal ponad rok, ja wciaz codziennie wykonuje po kilka serii na miesnie Kegla, ale jednak mam problem z obnizeniem scian pochwy. Wiec prosze sie wstrzymac z opiniami typu: zaniedbala te sprawy to teraz ma za swoje. Kazdy porod jest inny, ja np mialam duze dziecko ulozone twarzyczkowo, do tego lekarz mi potem powiedzial, ze duzo zalezy tez od naszych predyspozycji genetycznych, nie zawsze mamy wplyw na to, jak nasze cialo bedzie sie regenerowac po porodzie. I moze gdybym wtedy wiedziala, ze nie tylko ja mam takie problemy, ze nie jestem sama, to nie otarlabym sie o depresje (niestety lekarze gin. tez czesto ignoruja i bagatelizuja kwestie obnizenia narzadow). Mialam problemy z chodzeniem i sisdaniem przez pierwszy miesiac, nie wspominajac o hemoroidach wielkosci sliwki i traumie przy kazdym wyproznianiu, do tego blizna pochwy powodowala bol przy stosunku do roku czasu. A przeciez porod naturalny jest cudowny dla matki i dziecka, duzo szybciej dochodzi sie do siebie…. Zdecydowanie za malo sie mowi o tych dolegliwosciach. Nie mialam pojecia, ze w moim wieku mozna miec wypadajace narzady, wszedzie mowili, ze to problem starszych kobiet po menopauzie. Rozumiem, ze wiekszosc kobiet nie bedzie mialo takich komplikacji i gratuluje im tego, ale okazuje sie, ze takich jak ja tez jest bardzo duzo i trzeba o tym mowic!

  • Odpowiedz Lipiec 8, 2017

    Bro

    Tak z ciekawości, czy są jakieś badania sprawdzające korelację między dochodzeniem do siebie w połogu a stylem życia matki? Tzn czy wcześniej uprawiała jakieś ćwiczenia, zdrowo się odżywiała itp? Czy po prostu ruletka i co się wylosuje?

  • Odpowiedz Lipiec 8, 2017

    Magda

    A ja pamiętam, że mi to wszystko mówili, ale mnie to wtedy nie dotyczyło, dla mnie strawna była papka z różowych jednorożcy, nie byłam w stanie wziąć na klatę możliwych trudów i długości połogu ani przed nim, ani w trakcie. Doszłam do nowej siebie psychicznie po pół roku, fizycznie po skończeniu karmienia. Nowej siebie, bo tak jak ktoś napisał poród i połóg to inicjacja do innej rzeczywistości.
    Dlatego może część z nas ma potrzebę śledzenia i szukania w tym wszystkim co się dzieje starej siebie, dla jednej to będzie granie, śledzenie fejsa lub czytanie z niemowlem przy piersi, dla innej wędrówki w góry, narzekanie czy pudrowanie rzeczywistości, dla jeszcze innej fotografowanie sześciopaka.
    To wszystko mnie nie razi, mamy prawo nie zwariować.

  • Odpowiedz Lipiec 8, 2017

    k

    Wow! Nazbierało sie tego! Wydaje mi sie ze jesteśmy jeszcze z tego pokolenia co nie umie sie otwierać i nasza w tym rola żeby uświadamiać otoczenie i przyszłe pokolenia. Moze tez o tym sie nie mówi aby nie zrazić przyszłych mam.. Bloga nieswiadomosc a potem to jakoś bedzie.. Przez naciski zewnętrzne ze mleko matki jest najlepsze jako ze nie poszło mi rewelacyjnie z pierworodnym przez 9 miesięcy odciaglam mleko i do butelki.. Rano,w nocy o każdej poze dnia i nocy, na wakacjach, w pracy w domu a jak ttylko opuściłam jedno to nabrzmiałe bolace piersi, nabawiłam sie zapalenia a teraz został mi potężny guzek w piersi. Brak wsparcia otoczenia, samotność i wszystko sie kumuluje. Nawet dobra mina do zlej gry nie pomoże.. Dziecko wyczuje nasze prawdziwe emocje! Nie trzymanie moczu, hemoroidy, wypadające narzady wewnętrzne jak można sie czuć atrakcyjnym?

  • Odpowiedz Lipiec 8, 2017

    Kasia

    Kocham wszystkie moje brzdące, nieplanowane podwójne narodziny też dość łatwo przyjęłam. Czasem miałam ochotę moje male kochania przez okno wyrzucić, ale nigdy nie miałam z tego powodu wyrzutów sumienia. Lepiej – uważam, że pozwolenie sobie na łzy, złość, pewną dozę frustracji bez wyrzutów sumienia jest podstawą zdrowia psychicznego matki. Media bezsensownie zasypują nas zdjęciami uśmiechniętych matek ze słodkimi bobasami. Nie wierzcie w cuda, one mają nianie, gosposie itd…

    Po dwóch porodach siłami natury, obu bardzo szybkich i gwałtownych, ostro “pochlastana” (inaczej się tego nazwać nie da) nadal fizycznie nie doszłam do siebie (dzieci mają ponad trzy i ponad rok). Wygląd bez szału (elastyczność skóry nie ta), ale ubraniem można zatuszować, gorzej z tym co w środku. Permanentny niedobór snu też nie pomaga…

  • Odpowiedz Lipiec 12, 2017

    MamaMarta

    Alicjo, jak zwykle fajny i mądry wpis. Od siebie chciałabym dodać, że nacięcie krocza nie musi być tragedią. Bardzo się go bałam przy pierwszym porodzie, mój synek ważył ponad 4 kg i nacięcie było potrzebne, ale zagoiło się ładnie i szybko (seks po 4 tygodniach od porodu tak samo przyjemny jak przed;)). Niestety przy drugim porodzie pękłam i tu już nie było tak różowo, szycie wspominam gorzej niż sam poród i dużo dłużej dochodziłam do siebie. I tu chciałam was kochane zachęcić żebyście rozmawiały o tych intymnych problemach ze swoimi mężczyznami. Niech wiedzą że nie macie ochoty na seks z powodu bólu i innych dolegliwości, wtedy dużo łatwiej im będzie to znieść i was wspierać. To smutne ile par przechodzi zupełnie niepotrzebne kryzysy po urodzeniu dziecka, często związane albo spotęgowane brakiem tej fizycznej bliskości. Dużo sił, powrotu do zdrowia i formy po porodzie. I bądźcie dobre dla siebie:)

  • Odpowiedz Lipiec 14, 2017

    Bacha

    Z góry przepraszam za to, że będę się wymądrzać.
    Nie rodziłam w Polsce. Tam, gdzie rodziłam, nie stosuje się nacięcia krocza (rutynowego). A strach przed tym procederem spędzał mi sen z oczu. Myślę, że gdyby ktoś podczas MOJEGO porodu zbliżył się do mnie z nożyczkami – zaczęłabym kopać.
    Nie uniknęłam natomiast (za pierwszym razem) szycia. Założyli mi pewnie z 5 szwów. No i po tym miałam traumę. Najbardziej uciążliwe usuneli mi, na moją prośbę, już jakoś po dwóch dniach – i potem dało się jakoś żyć. Natomiast jeśli chodzi o seks – po sześciu tygodniach wcale nie było fajnie. Teraz nie pamiętam juz, jak długo czułam dyskomfort – ale pamiętam, że znacznie dlużej niż myślałam, że powinno się czuć – czyli, że przez okres połogu. Pamietam ten brak wiary, że będzie znowu dobrze i poczucie beznadziei.
    A jednak, w którymś momencie, wszystko wróciło do normy.
    Drugi raz rodziłam rok po pierwszym. Postanowiłam, że absolutnie nie pozwolę sobie na przechodzenie tego, co za pierwszym razem. Wiedzialam, że bedę musiała radzić sobie większość czasu sama z roczniakiem i noworodkiem. Bolące krocze nie wchodziło dla mnie w rachubę. Wiedziałam też, że lepiej, żebym ogólnie była w formie – więc nie gardziłam sportem.
    Już przed pierwszym porodem dokopałam się gdzieś do informacji o istnieniu specjalnego balonika, z którym można przećwiczyć sobie poród. Ale cóż – nie było mnie na niego stać, a może tez naiwnie wierzyłam, że masaż krocza, ćwiczenie mięśni Kegla i picie wywaru z liści malin (choć tego akurat też nie robiłam) wystarczy. Żeby było jasne – pierwszy poród wcale mnie jakoś specjalnie nie przeczołgał, ale sądziłam, że mimo wszystko może być lepiej (bez tych cholernych szwów).
    Także przed drugim razem zamówiłam sobie z Czech balonik Aniball.( Nie wiem, czy nazwa jest mile widziana, ale ja byłabym skłonna dla nich pracować. Istnieje też droższa wersja, innej firmy.) Po ćwiczeniach, które zaczęlam gdzieś miesiąc przed i ćwicząc mniej więcej co drugi dzień, poszłam rodzić. Dziecko dosłownie wyskoczyło ze mnie, nie miałam najmniejszych zadrapań i byłam w stanie uprawiać seks (z przyjemnością) szóstego dnia po rodzeniu (choć pewnie nie było to rozsądne ze względu na krwawienia).
    I tyle. Będę mówić swojej córce, że nie ma się czego bać. I każdemu kto zapyta. Bo w to wierzę.

    • Odpowiedz Lipiec 18, 2017

      zok

      Autentycznie nie potrafię uwierzyć, że ktoś uprawia seks 6 dni po porodzie. Serio. Pomimo tego, że wiem, że każdy jest inny.
      6 dni to pierwszy raz poszłam do toalety. Z noworodkiem na rękach. Ależ czułam wtedy szczęście 🙂

      • Odpowiedz Lipiec 19, 2017

        Bacha

        To najprawdziwsza prawda jest. Pozwoliłam sobie, bo naprawdę nic mnie nie bolało…

Leave a Reply