Pucio uczy się opowiadać – czyli najlepsza (jak dotąd) książka z serii.

Kiedy kurier przyniósł nam przed weekendem piątą część Pucia, czyli Pucio umie opowiadać – prawdę mówiąc nie zainteresowałam się nią jakoś bardzo. Owszem zawołałam dzieciaki „ej młodociani macie nowego puciocha” a oni przybiegli cali podekscytowani, bo Pucioch jest u nas kultowy więc zabrali księgę żeby poczytać, ale sama się z nimi nie zabrałam do lektury. No znam przecież wszystkie poprzednie części – wiem czego się spodziewać i w ogóle czym mnie może zaskoczyć jeszcze Puciosław? No niczym już raczej – przecież nie przebije wujaszka z części trzeciej, który to niewieście serca ujmował nie tylko mordą zacną urodowo i włosem modnie zaczesanym, ale i podawaniem obiadu, prawda?

No i tak minął sobie cały dzień i kolejny tyż i dopiero wieczorem tego kolejnego stwierdziłam, że czas zerknąć co też tam autorka wymyśliła i dawaj wołać dzieci do lektury na dobranoc. I tu dostałam zaskoczeniem po głowie pierwszy raz, bo bach mama Pucia jest… w ciąży!!! Nie no – co wy, żartuje! Znaczy nie żartuję, że jest w ciąży, ale żartuję, że mnie to zaskoczyło. Sytuacja z ciążą dość szybko się bowiem wyjaśniła. Za to niespodzianką, zaskoczeniem, siurpryzą – zwał jak zwał – była całkowita zmiana narratora. W tej części narratorem i przewodnikiem po opowieści jest bowiem sam Pucio. Co jak się tak chwilę pomyśli jest wcale niegłupie, bo wszak zamysłem książki jest to by nauczyć dziecię opowiadać składnie i ładnie. A kto przykładem świecić ma jak nie sam jeden ulubiony bohater wielu kilkulatków?

Pucio pięknie nam zatem opowiada historię pewnego dzidziusia, autorka pięknie rodzicom podpowiada jak pomóc małym ludziom w rozwijaniu ważnej przecież w życiu umiejętności snucia opowieści (o tym jak ważnej niech świadczy chociażby to, że storytelling to aktualnie słowo klucz w marketingu przecież!), podsuwając na tacy gotowe rozwiązania, zaś ilustratorka wszystko to pięknie i dowcipnie obrazuje, czasem puszczając oko do rodzicieli (moim faworytem jest kot co się wszędzie wciśnie i jest zawsze po złej stronie drzwi).

Ale wiecie co jest dla mnie największym zaskoczeniem? To, że – z całym szacunkiem dla ogromu wiedzy i doświadczenia pedagogiczno-logopedycznego autorki – to nie ta „właściwość” Pucia jest dla mnie na pierwszym planie w tej części. To co mnie absolutnie zachwyciło, ujęło i sprawiło, że dla mnie to jest najlepsza część z całej serii, to treść i wartości jakie ze sobą niesie. To jest książka, która chwyci za serducho rodziców, bo nie widziałam jeszcze lepszej książki… przygotowującej do posiadania rodzeństwa. Albo po prostu podsumowującej to jak wygląda pojawienie się rodzeństwa i jak zmienia to życie rodziny. Ta opowieść jest cudownie prawdziwa, szczera (mają bałagan w chacie!) i jednocześnie kojąco wzruszająca.

Gdy ją pierwszy raz czytałam moim dzieciakom – to na zmianę to się śmiałam (oni też), to się wzruszałam. Dla moich dzieci to też było mocno emocjonalne przeżycie, bo wszak brata wciąż mają „na świeżo” a dzięki opowieści Pucia przypomnieli sobie co się działo przez ostatni rok i zrozumieli, że ze swoimi uczuciami nie byli sami. Co więcej książka bardzo fajnie, naturalnie zachęca do dyskusji i interakcji – takich fajnych, rodzinnych, krzepiących – na które w pośpiechu zwykle nie ma czasu, a tu jakoś się chce. Gadaliśmy po skończeniu lektury z godzinę – zainspirowani książką rzecz jasna.

No i to co kocham to to, że w końcu mamy książkę, w której i mama, i tata się angażują. Przedsmak tego był już w poprzednich częściach, ale tu mamy pokazane jak to powinno wyglądać, zawsze i wszędzie. Dobry przykład dla dzieciorów płci obojga, bo czym skorupka za młodu nasiąknie… 😉

Dobra ja wiem, że gadam rozemocjonowana jak fretka na sterydach, ale jestem autentycznie zachwycona tą częścią Pucia. Wiecie, że jeśli nie chodzi o czekoladę, to jestem raczej powściągliwa w zachwytach, ale tu nie mogę, bo jestem po prostu… totalnie zachwycona.

Miała powstać po prostu kolejna cześć przygód Pucia, a powstała piękna, prawdziwa książka o rodzinie i zmianach jakie w niej zachodzą, zakończona w dodatku cudownym happy endem, a że przy okazji uczy młodocianych sztuki opowiadania historii, to nic tylko korzystać z tego 2w1 jakiego żaden szampon z odżywką nie zapewnią ;). Szczerze, z głębi mojego wzruszonego serducha i uchachanej papy polecam wam tę księgę. Bierta póki jest! Moim zdaniem warto!

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

11 komentarzy

  • Odpowiedz Wrzesień 3, 2019

    Dietetyk Na Walizkach

    Fajna książeczka i muszę przyznać, że oryginalne ilustracje 😉

  • Odpowiedz Wrzesień 3, 2019

    nieperfekcyjnie.pl

    Wcześniejsze części Pucia znam i przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem ten fenomen, ale szanuję, bo i mój synek go lubi. Szkoda, iż ta część nie została wydana parę miesięcy temu, kiedy Starszak został bratem Młodej, ale to nic… na pewno zaopatrzę ich w ten tom. Kto wie, może za parę lat jeszcze sprezentujemy im dzidziusia, to książka będzie w sam raz. 😀

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2019

    Kulka

    Mój syn chyba jako jedyny nie pala zachwytem do tej książki. Żadnej z serii. Raz spojrzał. Więcej już nie chciał. A szkoda.

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2019

    Anka

    Wczoraj czytalam synkowi I zakochalam sie w Puciu ponownie. Syn zreszta tez 🙂 juz mowi ze bedzie jeszcze lepiej podawal pampersy niz Pucio 🙂 pozdrawiam!

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2019

    Magda K.

    Nie mogę się już doczekać, kiedy książka trafi w moje ręce! Tzn. wiadomo, dla dziecka kupię… Ale też uwielbiam Pucia 🙂 Nie wiem co ta seria ma w sobie, ale nie znam osoby, której te książki nie przypadłyby do gustu.

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2019

    Gosia

    Kupiłam dziś pucia dla mojej 2 latki(która cała serie uwielbia) i dziś dowiedziałam się ze będzie miała braciszka.
    Książka spadła mi z nieba:)

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2019

    Magdalena

    Jaki wiek jest dobry, żeby zacząć przygodę z Puciem? Jak starsza była młodsza to Pucia jeszcze nie było, a młodszy wydaje mi się aktualnie zbyt młody 😉 Z góry dziękuję za podpowiedzi!

    • Odpowiedz Wrzesień 5, 2019

      Ala

      Moja zaczęła jak miała ok. 15 miesięcy. To była pierwsza książka, która wzbudziła zainteresowanie.

  • Odpowiedz Wrzesień 5, 2019

    algo

    …fretka na sterydach… 😀 Alicja pobiłaś samą siebie. Książki już się nie mogę doczekać, zamówiona, ale wysyłka dopiero 6.09., a bobo w drodze. I super z tym Pucio-narratorem. To częste pytanie mojej córki: Ale kto to opowiada w tej książce?

  • Odpowiedz Wrzesień 10, 2019

    kukuk.pl

    Och, jak dobrze że się pojawiła. Szukam właśnie czagoś dla małej Di, bo za kilka miesięcy zostanie siostrą i choć raz coś pojawia się dokładnie wtedy kiedy tego potrzebuję. Cieszę się, że z takim entuzjazmem piszesz o tej książce, bo jak do tej pory żadna o tematyce posiadania rodzeństwa mnie nie przekonała do końca więc mam nadzieję, że ta będzie tym czego szukam. Tym bardziej, że mała Di lubi Pucia.

  • Odpowiedz Wrzesień 12, 2019

    bebetu

    Nasze dzieci preferowały Kicię Kocię, na następnych miejscach Franklina i Tupcia Chrupcia. Pucio zawsze był gdzieś z tyłu, ale jako coś odmiennego zawsze polecamy 🙂

Leave a Reply