Co warto wiedzieć o nowym badaniu o „wpływie telewizji na mózg dziecka”

W JAMA Pediatrics kilka dni temu ukazał się nowy artykuł analizujący ulubione w sieci połączenie, czyli wpływ mediów i technologii cyfrowych na mózgownicę dzieci. Obserwacje płynące z badania są na tyle interesujące, że z całą pewnością obiegną świat (już obiegają…) w sensacyjnych nagłówkach typu „oglądanie telewizji niszczy mózgi dzieci” (widziałam to już zresztą na własne oczy). Część osób pewnie nawet nie przeczyta treści artykułu – wystarczy im taki nagłówek czy tam tytuł by podać dalej, no bo wiadomka jak sieć działa, a to z kolei wystarczy by wojna rodzicielsko-rodzicielska (moje ogląda vs moje nie ogląda) miała się dobrze, a wyrzuty sumienia rodziców jeszcze lepiej.

Dlatego postanowiłam że opiszę wam to badanie byście zrozumieli o czym było, i o czym nie było, a bardziej co z niego wynika, a co niekoniecznie. Gotowi?

W badaniu tym wykorzystano wysublimowane techniki obrazowania mózgu (czytaj rezonans) do sprawdzenia czy jest jakiś związek między tym w jaki sposób przedszkolaki korzystają z ekranów (bo pozwólcie że tak zbiorczo będziemy nazywać te wszystkie technologie w rodzaju tablety, telewizje, smartphony, komputery i inne rzeczy, o których istnieniu nawet nie wiem, bo ZA MOICH CZASÓW szczytem technologii dla dzieci było tamagochi), a wskaźnikami wiążącymi się z dojrzałością tkanki w pewnych obszarach ich mózgu.

W badaniu wzięło udział 47 dzieciaków w wieku od 3 do 5 lat z domów należących głównie do amerykańskiej klasy średniej i wyższej-średniej. Rodziców tych dzieciaków pytano natomiast o to w jaki sposób maluchy korzystały z ekranów, analizując ich odpowiedzi w oparciu o wynik tzw. ScreenQ, który jest jednym z narzędzi mogących pokazać jak mocno w danym domu przestrzega się rekomendacji Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej dotyczących korzystania z ekranów w grupie dzieci do lat 5.

Wynik 0 oznacza idealne dopasowanie do tych rekomendacji, o których pisałam już obszernie w tym poście (klik), zaś wynik 26 oznacza pełne niedopasowanie i nieprzestrzeganie tychże. Jeśli rekomendacje pamiętacie jak przez mgłę to spieszę wyjaśnić, że w kategorii ekrany chodzi nie tylko o trzymanie się limitów czasowych (które w grupie wiekowej 2-5 lat wynoszą maksymalnie godzinę dziennej ekspozycji), ale też m.in. o to czy dziecko ma swobodny dostęp do ekranów, kiedy i gdzie z nich korzysta (np. czy korzysta z nich w porze posiłku lub w swojej sypialni), jakiego rodzaju treści ogląda, czy rodzice nadzorują te treści, pozwalając dziecku na oglądanie jedynie tych, które uznają za wartościowe i dobre czy też może dziecko wbija na jutuba i leci wszystkie baje i reklamy jakie mu jutubek zaserwuje, kiedy dziecko zaczęło mieć do czynienia z ekranami (bo zgodnie z rekomendacjami do 18 miesięcy powinna obowiązywać polityka zerowego korzystania z ekranów z wyłączeniem sytuacji, w których dziecko ma dzięki nim kontakt z rodziną np. poprzez Skype’a), a także – o czym niewielu rodziców pamięta, czy rodzice uczestniczą w oglądaniu i pomagają zrozumieć dziecku to co widziało na ekranie i przełożyć to na prawdziwe życie. To tak w skrócie, bo tego jest więcej i zainteresowanych odsyłam do wpisu na temat rekomendacji – na potrzeby tego wpisu ważne jest jednak to, że pytano o to wszystko – a nie tylko o to czy dziecko ogląda telewizje czy nie i ewentualnie ile czasu – i dopiero na podstawie wszystkich tych odpowiedzi wyciągano wynik ScreenQ. Podkreślam to, bo często widzę dyskusje rodziców, w których jest pełne zafiksowanie li tylko na czasie jaki dziecko spędza przed ekranami z pominięciem innych ważnych elementów, tymczasem w rekomendacjach nie tylko ilość, ale też jakość ma znaczenie.

Co z tego wszystkiego wyszło? Ano stwierdzono, że dzieci, które miały wyższe wyniki ScreenQ miały też niższe wartości wspomnianych wcześniej wskaźników dojrzałości w obszarach odpowiedzialnych za umiejętności językowe i tzw. literacy skills czyli ogólnie mówiąc te umiejętności, które wiążą się z czytaniem i pisaniem. Dzieci te wypadały też gorzej w testach badających umiejętności językowe – choć co dość istotne tu gdy wzięto pod uwagę dochód rodziny to korelacja się rozpływała i nie było związku pomiędzy czasem przed ekranem a wynikiem testów (to wiąże się z tym, że status socjoekonomiczny rodziny ma znacznie dla bardzo wielu rzeczy).

Ale co równie istotne – czy dzieciaki z badania korzystały z ekranów zgodnie z rekomendacjami AAP? No niestety „niebałdzo” – średni wynik ScreenQ dla tej próby wynosił 8.6 (przypominam, że im mniej tym lepiej, a 0 oznacza przestrzeganie rekomendacji), a wyniki dla poszczególnych dzieci wynosiły od 1 do 19. Średnio dzieci te korzystały z ekranów przez 1.5h dziennie, ale znowu dla poszczególnych dzieci czas ten obejmował zakres – od czasu mieszczącego się w wytycznych do choćby 5 godzin dziennie. 41% dzieci miało jakieś urządzenie z ekranem w swojej sypialni (co jest po pierwsze sprzeczne z rekomendacjami, po drugie często jest równoznaczne z tym, że dziecko może korzystać z ekranu kiedy chce, także przed snem), a 60% miało jakieś swoje własne ekranowe urządzenie przenośne. Jakby ktoś zapomniał mówimy tu o 3-5 latkach, nie nastolatkach. I jak widać znakomita większość z nich nie korzystała z ekranów zgodnie z rekomendacjami. Innymi słowy mamy raczej dzieciaki, które biorąc pod uwagę średnie wartości ScreenQ i czasu przed ekranem nie tylko spędzają za dużo czasu przed ekranami, ale też dorzucają do tego inne czynniki jak nieodpowiednie treści, korzystanie z nich w sposób dowolny, nieuczestniczenie rodzica w tym co dziecko ogląda i tak dalej, i tak dalej.

Tu nie ma zatem wielu dzieci, którym matula czy tatul puścili co jakiś czas fajną pozbawioną przemocy i szybkiej animacji bajkę, program o zwierzątkach czy nawet jakąś śmieszną totalnie rozrywkową appkę – bo chcieli mieć chwilę na kąpiel, oszkrobanie kartofli do obiadu albo wypicie kawy w spokoju. Mamy tu raczej dzieci, które z ekranów korzystały w nadmiarze i w sposób nieodpowiedni – np. bez selekcji treści, ze zbyt szybkim początkiem regularnego oglądania (np. po roczku), w porze posiłków i przed snem, bez interakcji z rodzicem itd.

Czego jeszcze tu nie mamy? Otóż nie mamy wyniku, który pokazuje, że „telewizja wpływa na mózg dzieci i go niszczy!!!1!!!1111!”. Tu nie wykazano, że czas spędzony przed ekranem wpływa bezpośrednio na mózg, tylko, że wyższe wartości ScreenQ wiążą się z mniejszą dojrzałością tkanek w pewnych obszarach mózgu. To nie jest to samo.

Nie wiemy bowiem czy to wynika z samej ekspozycji na ekrany, które swymi ekranomocami coś zmieniają w centrum dowodzenia człowiekiem, czy też może – co wydaje się całkiem prawdopodobne – wynika to z tego, że dzieci, które spędzają więcej czasu przed ekranami mają mają go potem znacznie mniej na inne, ważniejsze dla rozwoju dziecka (i jego mózgu) aktywności jak np. czytanie, rozmowy, swobodna zabawa samodzielna, z rówieśnikami lub opiekunami, ruch na powietrzu, wartościowe, emocjonalne interakcje z rodzicami i inne takie oczywiste oczywistości. Co więcej jak podkreślałam nie chodzi o sam czas, ale też inne elementy – a w domach w których te inne elementy są dalekie od tego co stoi w rekomendacjach i przedszkolaki mogą sobie swobodnie wędrować ze swoim tabletem i puszczać, co chcą i kiedy chcą – generalnie całokształt środowiska wzrastania może być (choć co oczywiste – nie musi) daleki od optymalnego, a to wszystko przekłada się na rozwój dziecka.

Także jak widać to jest znacznie bardziej skomplikowane zagadnienie niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać – i konkluzja z tego badania jest taka, że potrzebujemy kolejnych badań, by dowiedzieć się więcej.

Póki co dobrze po prostu by rodzice wiedzieli jakie są rekomendacje, które w ogromnym skrócie można podsumować:

  • Do 18 miesiąca życia zaleca się unikanie korzystania z ekranów – wyjątkiem są sytuacje w których dziecko może dzięki nim (np. poprzez Skype lub video czaty) utrzymywać kontakt z rodziną
  • Jeśli rodzice chcą mogą pomiędzy 18 a 24 miesiącem życia zacząć wprowadzać media cyfrowe, ale powinni wybierać programy wysokiej jakości i bezwzględnie towarzyszyć dziecku w oglądaniu by pomóc mu zrozumieć co dzieje się na ekranie.
  • Dla dzieci w wieku 2 do 5 lat maksymalny dzienny czas ekspozycji to jedna godzina z zastrzeżeniem, że powinny być to treści o wysokiej jakości (czyli rodzic selekcjonuje, a nie odpalamy co akurat leci na kanale z bajkami), a rodzice również powinni towarzyszyć dziecku w oglądaniu (choćby zerkając kawałkiem jednego oka na to co się dzieje) by wyjaśnić dziecku co widzi i pomóc my to przełożyć na świat który nas otacza (można na przykład porozmawiać o emocjach bohatera)
  • Należy pamiętać o wyznaczeniu stref wolnych od ekranów – dobrze by było by takimi strefami były posiłki, wspólne podróże samochodem, wspólne zabawy, czas przed snem i sypialnie. Uwaga – wolne od ekranów dotyczy nie tylko tego, że dzieci nie mogą w tym czasie korzystać z tablecików, ale i rodzice nie mogą w tym czasie scrollować sobie fejsika. To jest czas na bycie razem bez urządzeń 🙂
  • Priorytetem dla rodziców powinno być zapewnienie niemowlętom i dzieciom do lat 5 jak największej ilość czasu poświęconego na zabawę niezwiązaną w żaden sposób z nowoczesnymi technologiami i elektroniką

Co nowego mogą zatem wynieść z tego badania rodzice? Prawdę mówiąc to według mnie… absolutnie nic – to badanie nie pokazuje przecież niczego czego byśmy nie wiedzieli – nadmiar ekranów i nieodpowiednie z nich korzystanie nie jest dobre dla rozwoju dziecka. No nie jest i kropka. To badanie po prostu jest bardziej przerażające dla społeczeństwa, bo użyto w nim słów „mózg” „zmiany” i „rezonans”, a z tą trójcą mało kto chce zadzierać.

Podsumowując – dla dzieci w wieku do lat 5 kontakt z ekranami nie powinien być istotą życia, raczej należy podchodzić do nich z ostrożnością, bo w tym wieku ważne jest położenie nacisku na to by dzieci miały pod dostatkiem innych aktywności takich jak czytanie, zabawa, rozmowa i bycie po prostu z bliskimi im ludźmi. Ale to nie oznacza, że odcinek Tygryska Daniela, Doktor Dośki czy innego Psiego Patrolu zniszczy przedszkolakowi mózg, integralność strukturalną istoty białej i zrobi z niego analfabetę. Te rekomendacje, limity i wytyczne dotyczące korzystania przez dzieci z ekranów są dla ludzi i jeśli ktoś chce to nie ma problemu by z nich korzystał. Zwłaszcza jeśli do równania dodamy fakt, że jeśli rodzic w tym czasie będzie miał chwile dla siebie (a nie tylko dla kartofli) to być może zyska dzięki temu więcej sił i motywacji by resztę czasu spędzić na fajnych, rozwijających i wzbogacających interakcjach z dzieckiem, zamiast tych pełnych zmęczenia i zerkania na zegarek ile jeszcze aż pójdą spać. To ostatnie to już moja autorska interpretacja, która nie pojawia się w żadnych badaniach, ale wg mnie powinna. Bo jest kurde życiowa i kropka. 😉

Hutton i wsp., 2019. Associations Between Screen-Based Media Use and Brain White Matter Integrity in Preschool-Aged Children

zdjęcie: gratisography.com

 

Autorka książki Pierwsze lata życia matki i współautorka Wspieralnika rodzicielskiego. Od niemal dekady przybliża rodzicom badania związane z tematami okołorodzicielskimi - nie po to by im doradzić, ale po to by ich ukoić. Czekoladoholiczka, która nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie. Prywatnie mama trójki dzieci.

8 komentarzy

  • Odpowiedz 8 listopada, 2019

    Margo

    Zastanawiam sie nad jedna rzecza – rozumiem, ze tutaj chodzi o tv wlaczony w tle, ale dziecko nie patrzy w ekran, czyli po prostu dobiega do niego halas. Czy w takim razie wlaczona muzyka tez bedzie miala taki wplyw?

    • Odpowiedz 13 listopada, 2019

      Alicja

      Nie ma danych na temat radia samego w sobie. W wytycznych AAP mówią wyłącznie o telewizji. O radiu są pewne przesłanki i sugestie i muszę w końcu się zebrać żeby to napisać.

  • Odpowiedz 10 listopada, 2019

    Natalia

    Nie jestem naukowcem ale metodyka tych badań dla mnie pozostawia wiele do życzenia.
    Jaki jest punkt odniesienia tych badań? Czy była grupa kontrolna? Czyli dzieci nie oglądające ekranów w ogóle, jak u nich wyglądają te tkanki mózgowe? I jak wygląda u dzieci, które korzystają z ekranów w sposób zgodny z zaleceniami?
    Czy 47 dzieci to jest liczba statystycznie reprezentywna dla populacji? Czy to, że to dzieci z rodzin klasy średniej i wyższej-sredniej jest poprawną reprezentacja społeczeństwa?
    Czy wzięto pod uwagę czynniki genetyczne?
    Jak sprawdzono czy rodzice wypełniający kwestionariusz podali prawdziwe dane?
    Czy „niedorozwój” tkanek jest trwały, czy tylko opóźniony i po kilku latach mózgi takich dzieci nie różnią się niczym od grupy kontrolnej?

    Gorąco polecam dwie książki dla rodziców, którzy miewają wyrzuty sumienia:
    „Factfulness” Hansa Roslinga i „Blueprint” Roberta Plomina.

    • Odpowiedz 13 listopada, 2019

      Alicja

      Tak to są wszystko bardzo dobre pytania i sami autorzy nigdzie nie twierdzą że ich badanie coś mocno zmienia w naszej wiedzy tylko konkluzja jest taka że potrzeba dalszych badań. Ale to co media zrobiły z wynikami to inna historia 🙂

    • Odpowiedz 14 listopada, 2019

      wisznu

      Za grupę kotrolną to chyba Amisze musieliby robić 😉

  • Odpowiedz 14 listopada, 2019

    wisznu

    w sumie mnie intryguje jedna kwestia – czy e-booki zaliczają się do kategorii ekranów, z którymi powinno się ograniczać kontakt dziecka?

    • Odpowiedz 15 listopada, 2019

      Morgh

      Na czytniku na pewno nie.
      Na komórce/tablecie – nadal nie sądzę, bo chodzi bardziej o ruchome obrazki, a nie o niebieskie światło 🙂 (zresztą można włączyć tryb czytania)

      Tylko… jak ebooki to już raczej nie 2-5-latki

    • Odpowiedz 19 listopada, 2019

      Alicja

      W sumie to nie mam pewności – muszę pogrzebać, ale wydaje mi się że czytnik jako czytnik to inna historia. One maja inny typ ekranu i treść przede wszystki statyczna 🙂

Leave a Reply