Najwybitniejsi naukowcy i historia we wciągającej formule, czyli ulubione komiksy moich dzieci.

Komiksy to nigdy nie była moja miłość, nie zaczytywałam się w nich w dzieciństwie czy w wieku nastoletnim, nie zaczytuję się teraz. Z kolei mój mąż wielkim fanem komiksów jest i to odkąd go znam, a znamy się jakieś ćwierć wieku 😉 Co więcej chłopina ma zaraziła gigantyczną miłością do komiksów nasze dzieciaki zaczynając od wprowadzenia ich w świat takich klasyków jak… Kajko i Kokosz, co argumentował potrzebą wgrania w naszą dziatwę tego samego kodu kulturowego, który znany jest mam. Wiecie – zanim nam jako nastolatkowie uciekną i nie będziemy już w ogóle kumali o czym mówią i czego słuchają. A dzieci? A dzieci wciągnęły się w komiksy jak ja w jedzenie czekolady. Uwielbiają! Dlatego dziś w ramach mojej długofalowej już współpracy z wydawnictwem Egmont chciałam wam polecić nasze (no dobra tak naprawdę ich, bo jak wiemy ja nie czytam komiksów) ulubione komiksy – w tym dwie zupełnie nowe serie – może wyhaczycie tu fajną inspirację na zbliżający się Dzień Dziecka. Tym bardziej, że do 23 maja wszystkie komiksy dla dzieci i gry można kupić na stronie  www.egmont.pl z rabatem -30% o TU – klik (z gier związanych z komiksami polecam karciankę Kajko i Kokosz. Szkoła latania z serii Gry do plecaka – bardzo fajna!)

Co wg mnie ważne komiksy to także fajna alternatywa dla dzieci, które za czytaniem opasłych tomisk nie przepadają – bo akcja dzieje się tu wartko i brak w niej opisów typu „Nad Niemnem”.

Poniżej znajdziecie zatem listę tych pozycji, które w morzu czytanych przez rzeczy spełniają wszystkie następujące kryteria: dziatwa ma (lat 7 i 9) wielbi, czyta nałogowo, czytała wielokrotnie każdy tom i nie jest nimi nadal znudzona, tylko chętnie zwraca, a co więcej po zakończeniu lektury przynajmniej jedno z moich starszych dzieci zapytało: „a kiedy będzie następna część serii”, bo tak im się podobało. Czyli w mej skromnej opinii kryteria dość wyśrubowane.

No to jedziemy.

Kaczogród czyli stary dobry Kaczor Donald, klasyka, że mucha nie siada, jeden z ulubionych komiksów dzieciństwa mojego męża. Dzieciaki uwielbiają za humor, opowiadając sobie (i nam) historie z kolejnych części. Seria jest pięknie wydana, każdy tom to de facto pełnoprawne tomisko, które pięknie się prezentuje na półce – zwłaszcza, że można ułożyć sobie latami – u nas cała dość bogato już zgromadzona przez ten czas seria zajmuje zaszczytne miejsce w pokoju chłopaków. Każdy tom to też spora dawka opowieści więc jest się w czym zatopić na dłużej, bo objętość tekstu podejrzewam nie ustępuje zwykłej książce fabularnej dla dzieci.

Kamila i konie – kupione przypadkiem przez babcię mojej córki, która koniarą wielką jest. Córka jest znaczy, nie babcia. Babci wydała się być fajnym dodatkiem do prezentu i zaiste babcia trafiła w dziesiątkę. Młoda była zachwycona, dręcząc pytaniami o kolejne części (teraz przebiera nóżkami na zapowiedź trzeciej). Ja pozostałam sceptyczna, bo to był jeszcze taki etap życia młodej, że generalnie cokolwiek co zawierało słowo koń albo chociaż rysunek kopytnego było dla niej zachwycające, nawet jak chałą straszną było. Sceptycyzm mi opadł jak w treści Kamili przepadł mój syn, który na konie ma bardziej niż wywalone, a jednak wciągnęło go jak bagno i co więcej zaśmiewał się do łez. Oboje zresztą nad Kamilą rechotali okrutnie. A jeśli ich coś bawi i cieszy i to niezależnie od tego ile razy czytają – to ja jestem zadowolona, bo przecież o to chodzi.

Enola Holmes – wiecie, że ja, wielka fanka wielkich postaci słynnych detektywów pokroju Poirota i Sherlocka nie byłam świado o istnienia Enoli aż do czasu kiedy Netflix wypuścił swój film? Film obejrzałam, spodobało mi się, pomyślałam, że dzieciakom też się postać tej młodej em… damy spodoba więc zostali zaopatrzeni w komiksy i książki. Książek jeszcze nie ruszyli, komiksy w ilości sztuk 4 moja dziewięciolatka połknęła w jeden wieczór, nie mogąc się oderwać. Wyniosła z niego kilka ciekawostek historycznych (i to takich radosnych typu co to gorset i czemu go noszono) i spore zaintrygowanie, bo  z wypiekami na licu próbowała rozwikłać zagadki równolegle z bohaterką. W przeciwieństwie do niemal wszystkich przedstawionych tu serii – ta nie była czytana w asyście salw śmiechu, tu robiło się tajemniczo, a miejscami wiało grozą (młoda kazała nawet by napisać, że w tomie „Tajemnica białych maków” są elementy straszne żeby uprzedzić rodziców dzieci co się mogą bać – no to uprzedzam). Na końcu każdego tomu jest kilka stron „tajnych zapisków” z sekretami, szyframi i informacjami nazwijmy to detektywistycznymi.

Najwybitniejsi Naukowcy – spróbujcie sobie wyobrazić jaką czaczę odstawiło moje serduszko jak zauważyłam w dziale nowości, że pojawiły się komiksy z biografiami wielkich naukowców! Wszak biografia wielkiego naukowca – Ludwika Pasteura, to był początek mojej przygody z nauką, który zdeterminował moje absolutnie wszystkie wybory edukacyjno-zawodowe. Bo takie to było pasjonujące – a to była stara, śmierdząca naftaliną książka pełna dość archaicznych dla mnie wyrażeń i wykopana w czeluściach szkolnej biblioteki, o której istnieniu pewnie zapomniała nawet sama pani bibliotekarka – w sensie, że o książce zapomniała,  a nie że o bibliotece. Wiadomka. A tu mamy kolorową, pięknie wydaną komiksową wersję biografii wybitnych umysłów tego świata – no weźcie mi powiedzcie czy może być coś lepszego i bardziej inspirującego? Toż to się wręcz prosi żeby wręczyć dziateczkom i wsączyć w ich umysły dobre fluidy zanim będą znali nazwiska youtuberów, a naukowców i naukowczyń nie. Byłam zjarana do tego stopnia, że są to jedyne komiksy z tego zestawienia, które nawet sama przeczytałam i nie muszę polegać na rekomendacji dzieci, bo mają moją czyli jakby ważniejszą. Ha! Na razie mamy Darwina i Curie-Skłodowską, ale bardzo liczę na winycj! Okładka sugeruje, że w przygotowaniu jest żywot Einsteina, Newtona i Arystotelesa. Mam wielka nadzieję, że „mój” Pasteur też się kiedyś pojawi.

Mali Bogowie – ja mam zajawkę na biografie uczonych ludzi, moje dzieci zaś od jakiegoś czasu zajawkę na historię, którą zresztą też wgrał w ich umysły tatulek ich osobisty. Całkiem nieźle ogarniają już mitologię, więc wyjątkowo entuzjastycznie przyjęli absolutną nowość komiksową, czyli serię Mali Bogowie, opowiadająca mitologię grecką w bardzo (wnosząc po rechocie dzieciaków) zabawny sposób. Gdy poprosiłam ich żeby mi streścili o czym to, to rzekli, że Zeus szuka tam kandydatów na przyszłych bogów wśród… dzieciaków z potencjałem, a to jak się domyślam tworzy mnóstwo okazji do humoru sytuacyjno-absurdalnego. A przy okazji imputuje w młodociane łebki jeszcze więcej wiedzy o mitologii greckiej, bo raz nauka poprzez zabawę (rechot!), dwa – w treści są przemycone ciekawostki i fakty, którym potem można błysnąć przy rodzinnym stole, w szkole albo, co ważniejsze, po porostu dzięki temu bliżej zainteresować się i rozumieć historię oraz to co budowało naszą kulturę. Ps. Jakby czytał mnie ktoś z Egmontu to chciałam rzec, że moje dzieci są zdegustowane, że na drugi tom muszą czekać do lipca, bo oni już by chcieli 😉

Wpadła wam któraś z serii w oko? Przypominam, że do 23 maja na stronie wydawnictwa (klik) wszystkie komiksy dla młodocianych oraz gry znajdziecie z rabatem 30%! 😊 Przyjemnej lektury!

Mama Pierworodnej, Drugorodnego i Wikinga. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

Be first to comment