Wymagające dzieci wyrastają na fajnych ludzi (pod jednym warunkiem). O genach i wychowaniu.

Niemowlęta są różne. Trudno o większy truizm, prawda? Są dzieci w wydaniu złotym co leżą, uśmiechają się i nic im nie przeszkadza, są takie co czasem ryczą a czasem się śmieją, ale są też takie co dużo ryczą, dużo foszą, dużo marudzą, a na wszystkie bodźce reagują mocniej i bardziej niż standardowy mały człowiek, czyniąc żywot swych rodzicieli raczej mizernym. Jedyni określają te ostatnie jako High Need Babies, inni w ogóle ich nie określają bo mają wyżarty ze zmęczenia mózg.

Intensywność życia z wymagającym dzieckiem przytłacza. Przytłacza też bezradność i wizja tego co będzie potem, skoro już teraz młode wysysa z nas całą energię.

Nie piszę tego z doświadczenia – mnie samej trafiły się niemalże złote dzieci, ale z waszych maili wyłania mi się mniej więcej taki obraz styranego życiem rodzica dziecka trudnego. I choć nie mogę się za was wyspać, nie mogę wam dodać cierpliwości, ba, ja wam nawet czekoladą służyć nie mogę, bo co jak co, ale czekoladą się nie dzielę, to mogę wam służyć nauką.

Mogę chociażby wspomnieć o badaniu w którym śledzono losy ponad 1300 dzieci. Dzieci były pod baczną obserwacją naukowców od urodzenia aż do jedenastego roku życia, a żmudne analizy wykazały, że te dzieci, które na wczesnych etapach życia były określane jako „trudne”, czyli mniej stabilne emocjonalnie, bardziej płaczliwe, trudniej adaptujące się do zmian i wszelkich nowości w późniejszych latach radziły sobie… bardzo dobrze, a czasem nawet lepiej niż pozostali.

Serio! Wyrośnięte trudne maluchy były lubiane przez uczniów i nauczycieli i miały bardzo dobrze rozwinięte umiejętności socjo-emocjonalne. Dzieciaki te częściej uznawano za bezproblemowe i skłonne do współpracy. Co więcej wcześniej niestabilne emocjonalne dzieciaki teraz wykazywały spore umiejętności samokontroli, a jakby tego było mało osiągały dobre wyniki w nauce. Mogłabym za badaniem wymieniać dalej, ale niech wystarczy wam wniosek ogólny, czyli to, że małe wysysacze energii wyrastały na strasznie fajnych człowieków.

Podobne wyniki uzyskano zresztą także w innych badaniach śledzących losy dzieci trudnych.

Brzmi nieprawdopodobnie? Ano brzmi, bo nie powiedziałam wam całej prawdy. Niestety część dzieci trudnych kończyła zdecydowanie gorzej – tworząc trzon grupy tych „najgorszych” dzieci w szkole.

Podstawowa różnica między trudnymi dziećmi, które skończyły jako wzorowi uczniowie, a tymi którzy skończyli w oślej ławce wiązała się ściśle z tym jak postępowali ich rodzice. Matczyna wrażliwość, bliskość, dyskretne wsparcie, adekwatne reagowanie na potrzeby malca i ogrom szacunku dla indywidualności małego człowieka procentowały w przyszłości. Ich brak miał opłakane skutki.

Co tam bredzicie pod nosem? Że banały prawię? To skończcie bredzić i czytajcie dalej bo co najciekawsze to właśnie dzieci trudne były na jakość opieki rodzicielskiej szczególnie wrażliwe. Ewentualne niedociągnięcia rodzicielskie nie odciskały aż takiego piętna na „zwykłych” dzieciach. Co więcej wyśrubowane jakościowo, niemalże wzorowe rodzicielstwo też nie procentowało aż tak mocno w przypadku tych „zwyczajnych” maluchów.

I tu dochodzimy do kwestii, która od lat niezmiennie mnie fascynuje, czyli do próby odpowiedzi na pytanie co ma większe znaczenie dla tego jakim człowiekiem będzie dziecko – wychowanie czy może jednak geny?

Jak się słusznie domyślacie, nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi, niemniej w kontekście badań nad „trudnymi” dziećmi wyłoniła się bardzo ciekawa hipoteza zróżnicowanej podatności. Niektórzy badacze sugerują bowiem, że trudny temperament niemowlaka jest odzwierciedleniem bardzo wrażliwego układu nerwowego na którym tak pozytywne, jak i negatywne bodźce/wydarzenia zostawiają znacznie mocniejszy ślad niż u pozostałych dzieci, przez co ślad ten rzutuje potem na cały ich żywot.

U dzieci o bardziej standardowych temperamentach trudniej wyryć taki trwały ślad. To ma swoje dobre strony bo być może trudniej takie dzieci „zepsuć”, ale też trudniej je… „udoskonalić”.

Oczywiście hipoteza zróżnicowanej podatności, to wciąż tylko i wyłącznie hipoteza, ale coraz więcej danych sugeruje, że nie jest ona pozbawiona podstaw. Ba! Być może nawet udało nam się zlokalizować, przynajmniej w niewielkiej części, genetyczne źródła zróżnicowanej wrażliwości.

Ot weźmy pod lupę chociażby taki gen co się DRD4 zwie i co super ważny dla naszego układu nerwowego jest. Gen ten występuje w kilku różnych wariantach zależnych od tego ile razy w sekwencji go kodującej powtarza się pewna specyficzna jednostka – wiadomo, że u poszczególnych osób jednostka ta może powtarzać się od dwóch do jedenastu razy. Stwierdzono, że szczególnie wrażliwi na jakość opieki rodzicielskiej są ci u których jednostka ta występuje w dokładnie 7 powtórzeniach.

Ciekawe, prawda?

Ciekawe, ciekawe, ale na co komu takie geny, pytacie? Błąd jakiś czy co? Przecież to bezsensu żeby być tak wrażliwym. Lepiej być solidnym acz czasem kłującym iglakiem niż pięknym acz delikatnym i podatnym na zniszczenia kwiatem, myślicie?

A figa z makiem łamana przez to zależy, odpowiadam. Z ujęcia ewolucyjnego, historycznego, czy jakiego tam jeszcze to wszystko ma jakiś tam sens. Dzieci o zwyczajnym progu wrażliwości jakoś sobie bowiem poradzą niezależnie od warunków, nawet jeśli to będą warunki ciężkie i stresujące jak niestabilna sytuacja socjoekonomiczna, konflikty zbrojne, a nawet głód czy skrajne ubóstwo. Ale jeśli dzieciom tym przyjdzie żyć w warunkach wyjątkowo dobrych – w czasach pokoju, dostatku i bizantyjskiego przepychu (no dobra z tym ostatnim to mnie poniosło) w których co oczywiste rodzicom łatwiej sprawować wysokiej jakości opiekę to, przynajmniej w niektórych kwestiach, nie rozwiną skrzydeł tak mocno jak dzieci trudne, które miały jeszcze to szczęście, że trafiły na dobrych rodziców.

A jako że że trudno przewidzieć czy za X lat będziemy żyć w dostatnim, otwartym i pokojowo nastawionym społeczeństwie czy też może zaczniemy na nowo walić się maczugami po łbach, a walcząc o przetrwanie dzieci traktować z buta, dobór naturalny powinien działać tak, że jedne dzieci będą bardziej podatne na jakość opieki rodzicielskiej, a inne mniej. Tak, by niezależnie od warunków, znaleźli się tacy przedstawiciele gatunku, którzy dadzą sobie świetnie radę.

W związku z tym nie da się jednoznacznie stwierdzić czy taka wrażliwość to jest coś fajnego czy może niekoniecznie bo wszystko jest tutaj względne.

Dlatego drodzy żalący mi się w mailach rodzice dzieci trudnych – jeśli w święta zestresowane nadmiarem bodźców maluchy dadzą wam popalić to w trakcie kolejnej nieprzespanej nocy, spędzonej na noszeniu i śpiewaniu małemu wrzaskunowi wy poczujcie się wyjątkowo (haha ja to mam dowcip, no nie?). Być może trzymacie w swoich ramionach nieoszlifowany diament. Prawdziwą perłę w koronie. Poczwarkę co się w wyjątkowej urody motyla zamieni. Czeka was parszywie ciężka robota, ale teraz macie do niej motywacje bo możecie przypuszczać, że zwróci się z nawiązką.

Przy czym żeby było jasne – to nie jest tak, że dzieci, które nie miały trudnego temperamentu jako niemowlęta i/lub które mają inną niż 7 liczbę powtórzeń w DRD4 można traktować oschle, nie reagować na ich potrzeby, lać i zamykać w komórce pod schodami, a one i tak wyjadą na ludzi tudzież wyrosną na miłujące pokój i bliźniego troskliwe misie bo co oczywiste tak nie jest i nie będzie. Nie, bo to dużo bardziej skomplikowane.

Po pierwsze dlatego, że to wciąż li tylko hipoteza. Po drugie to nie jest tak, że sam gen DRD4 decyduje o wszystkim – co jasne jest dużo więcej mechanizmów genetycznych, które w mniejszym lub większym stopniu determinują to jaki wpływ na kształtowanie małego człowieka będzie miała jakość opieki rodzicielskiej i środowisko. Po trzecie to nie jest tak, że są tylko dzieci z użyjmy tu modnego ostatnio słowa – sortu – trudnego i łatwego. Nie, pomiędzy jedynymi a drugimi jest masa wariantów, a większość dzieci lokuje się gdzieś między krańcami tego swoistego kontinuum i jest mniej lub bardziej, ale zawsze podatna na filozofię wychowawczą obraną przez rodziców.

Fascynujące jest natomiast to, że badania tego typu pokazują jak skomplikowane są interakcje między dzieckiem, rodzicem, środowiskiem, a do tego wszystkiego jak wiele w tym układzie może namieszać dziedzictwo genetyczne wszystkich zainteresowanych. To wyjaśniałoby dlaczego metoda która sprawdziła się na jednym dziecku niekoniecznie będzie dobra dla drugiego. Zdaniem jednego z autorów hipotezy to mogłoby też wyjaśniać ekstremalne przypadki, czyli dlaczego postępowanie, które na jednym dziecku nie odcisnęło trwałego piętna, może mieć fatalne skutki dla innego.

Jakby nie było nie warto ryzykować i niezależnie od tego z którego sortu macie dziecko zawsze warto obrać ścieżkę w której dominuje wrażliwość, ciepło, empatia i akceptacja. Nauka nie zna przypadku w którym takie postępowanie by zaszkodziło. I sądzę, że jeśli to wrażliwe rodzicielstwo będzie nam przyświecać, to możemy – zwłaszcza biorąc pod uwagę to jak skomplikowane są te wszystkie zależności – założyć, że nie ma jednego, uniwersalnego sposobu na to jak być rodzicem wzorowym, ale jest wiele sposobów na to by być po prostu dobrym.

Zdjęcie przewodnie dzięki talentowi i uprzejmości InnerSelf Studio z Warszawy – strona, FB

ps. według mnie z badań tych płynie jeszcze jeden smutny wniosek, a mianowicie, że czasem te dzieci, które z góry przekreślamy bo trudne, marudne i w ogóle ciężkie to są właśnie te berbecie, które skorzystałyby najbardziej gdyby tylko ktoś zechciał dać im szansę…

Źródła 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Mama Pierworodnej i Drugorodnego. Żona Wirgiliusza. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. No ewentualnie jedzeniem ciastek.

33 komentarze

  • Odpowiedz Grudzień 22, 2015

    m_ysz_ka

    Bardzo dziękuję za ten wpis! Dla mnie to jest w ogóle fascynujący temat, tym bardziej, że moje high-need-baby już nie jest baby tylko cudownym 4latkiem i już mogę myśleć, analizować i czasem nawet bywam wypoczęta.
    Teraz to tak z rozrzewieniem wspominam czasy, kiedy mąż delikatnie przytulał się w to samo miejsce, w którym przed chwilą byłam ja, żeby nie przerwać dostawy ciepła i nie obudzić osobnika (którego uśpić mogłam tylko ja) tak żebym mogła wziąć prysznic 🙂 Bo był czas, że syn spał tylko i wyłącznie przytulony do kogoś. A kiedy się budził i widział, że to nie ja od razu krzyczał w niebogłosy. Trochę się nawet śmieję, jak te samo dziecko co to nie mogło się ze mną rozstać nigdy mówi, że mam iść wyprowadzić psa, bo oni z tatą to są zajęci 😉 Z dumą pokazuję ludziom mięśnie rąk jakie sobie wyćwiczyłam nosząc coraz więcej kilogramów mojego osobniczka. Długo by wyliczać. Ale teraz to nikt mi jakoś nie wierzy, bo to takie bezproblemowe dziecko i w przedszkolu i u lekarzy i w ogóle… Tiaaa.
    A fascynuje mnie też, bo o ile ja byłam zdziwiona zachowaniem mojego synka to moja mama, a nawet ciocie i wujkowie wszyscy tylko uśmiechali się, kiwali głowami i zaczynali opowiadać: “a ty też tak miałaś” “taaak, a pamiętasz jak ją nam zostawili na 15 minut i caly czas płakała” “no ciebie też nikt inny nie mógł wziąć na ręcę”….. I wychodzi na to, że u nas to dziedziczne. Co ciekawe tylko ja z mojego rodzeństwa byłam taka. Nie mogę się doczekać aż moja siostra i brat będą mieli dzieci, żeby się przekonać czy im się trafią wymagające czy zwykłe osobniki 😉

    • Odpowiedz Grudzień 23, 2015

      Maja

      A jak sprawdzić wysokość DRD4 ??

  • Odpowiedz Grudzień 22, 2015

    Mama Niewyspana

    Ja mam córkę (w lutym skończy 4 lata) i właśnie ona jest owym trudnym dzieckiem. Bardzo emocjonalnie reaguje na wszystko, jest niesłychanie żywa, wszystko ją interesuje. Często krzyczy, wymusza płaczem, lecz nie jest agresywna. Gdy była niemowleciem też dawała nieźle popalić. Ale już widzę jak bardzo jest przy tym inteligentna i bystra, więc myślę, ze w przyszłosci poradzi sobie doskonale. Zawsze w przedszkolu jest najodwazniejsza, najchętnejsza do zabaw i naprawdę aż miło słuchać pochwał ze strony pani przedszkolanki 🙂 Jej młodszy brat (16 miesięcy) jest zupełnym jej przeciwieństwem – grzeczny, spokojny, po prostu kochane dziecko 🙂 Lecz jeszcze nie umiem stwierdzić, jaki będzie w przyszłosci. Mimo, ze oboje są wychowywani tak samo, posiadają dwa odrebne charaktery 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 22, 2015

    Anita

    Alicjo, dziękuję! To wspaniały i niezwykle ważny artyku!

  • Odpowiedz Grudzień 22, 2015

    MK

    Jejku…tzn. dla mojego nader wrażliwego i aspołecznego, sześcioletniego dziecka jest szansa? Tzn, że ja jestem tą szansą? Szczerze? załamuję ręce, bo moje dziecko nie lubi innych dzieci, jest słabe, wyizolowane, boi się wszystkiego i wszystko chce robić ze mną. Jest szansa, że z tego wyjdzie? (jest już w 1 klasie)

  • Odpowiedz Grudzień 22, 2015

    AG

    Czyli jest nadzieja 😀

    Moj syn urodzil sie sfrustrowany i wkurzony – jak nauczyl sie przekrecac z boku na bok, to wyl, ze nie moze dopelznac do zabawki. Jak nauczyl sie pelzac, to wyl, ze nie moze stanac i siegnac wyzej. Jak zaczal chodzic, to pojechalismy na pogotowie, bo od razu, pierwszego dnia zaczal biegac i walnal glowa w kant szafy. Wpakowanie go w spacerowke lub fotelik samochodowy wygladalo jak proba zapakowania osmiornicy do reklamowki – bez dwoch, mocno zdeterminowanych doroslych osob nie bylo szans.

    Teraz ma 3.5 roku i jest binarny – albo przeszczesliwy, albo umiera. Przeskoczenie z jednego stanu w drugi trwa nanosekunde. Aha, i buzia mu sie nie zamyka i nie chodzi, a wylacznie biega. Jest jak na baterie sloneczne – od momentu otwarcia oczu do padu wieczornego na najwyzszych obrotach.

    High need baby, spirited baby, rozne nazwy slyszalam. Najsmieszniejsze jest to, ze w przedszkolu czy z Dziadkami to jest idealnie ulozony aniol. Meczacy dla opiekuna i aktywny – i owszem, ale chodzi jak w zegarku. Ale jak przychodzi do testowania granic z rodzicami, to mamy Tsunami… ech…

    • Odpowiedz Grudzień 22, 2015

      Renata

      Chyba piszesz o moim dziecku!!! Identycznie sie zachowuje 🙂

    • Odpowiedz Czerwiec 9, 2016

      Asia

      To mój syn wypisz wymaluj !! My nazywamy go diabłem tasmańskim ? Takie mini tornado jak w kreskowce. Ma 2.5 roku i od kiedy nauczył się używać nóg nie chodzi a biega… Wszystkie etapy rozwojowe okupione jeczeniem i wyciem. Jest niecierpliwy i uparty jak stara koza. Wieczorem ledwo żyje ale oczywiście nie zasnie bez awantury..

  • Odpowiedz Grudzień 22, 2015

    Aneta

    Dziękuję za ten wpis. Podbudował i mnie 🙂 Moje roczne high need baby nadal jest dla mnie wyzwaniem, ale widzę, że zmierza ku lepszemu.

  • Odpowiedz Grudzień 22, 2015

    mamatuiteraz

    Ja mam takie dziecko, Nadya ma 5 miesięcy, ale oprócz niej mam jeszcze jedno dziecko co ma 2 lata, no i tu to dopiero wyzwanie, Nadya płaczę jak tylko wyjdę gdzieś na minute, śpi ze mną i narzeczonym bo jak się kapnie że jest w łóżeczku to jest ryk na całe miasto, normalnie koszmar, a ja zostaję sama z dwójką dzieci i jak tu sobie poradzić jak jedna ciągle musi być na rękach a ja ma też drugą osobniczke którą muszę się zająć bo przecież jej nie zostawię, i jeszcze cały dom na głowie ? no także ten tego… wiem o co chodzi :):) i w sumie to współczuję sobie i innym rodzicom HNB 🙂 pozdrawiam

  • Odpowiedz Grudzień 22, 2015

    ewelina

    U nas tak bylo… Ze Helka poczatkowo trudna, wymagajaca… W wieku 9 miesiecy zaczela sygnalizowac i zalatwiac grubsze sprawy na wc (nie mylic z nocnikiem) chyba nikomu nie trZeba tlumaczyc jaka to wygoda! Z lzejszymi sprawami pozegnalismy sie ok 18 miesiaca. Od roku zasypia sama w lozeczku, bez placzu i lamentow;) gada jak najeta, samodzielnie je… Pod koniec stycznia konczy dwa lata;) ale mielibysmy z nia spokoj teraz… A tu bec;P franek sie pojawil;P

  • Odpowiedz Grudzień 22, 2015

    ala

    Ewelina, Twój wpis jest dla mnie pocieszeniem, bo mam w domu 4 miesięczną meggaaa wymagającą Helcię… Ręce, ręce, ręce, wrzaski i szybkie nudzenie się każdym rodzajem aktywności. Leży spokojnie tylko z gołą pupą lub max 3 minuty na macie zaraz po drzemce i cycusiu. Był tydzień, w którym co drugi dzień latałam z Helenką do pediatry i 2x dziennie mierzyłam jej gorączkę, bo przecież to niemożliwe, by zdrowe dziecko tak się darło! Możliwe.
    Mam nadzieję, że trudny charakter rzeczywiście idzie w parze z późniejszym “ogarnięciem” 😉

  • Odpowiedz Grudzień 22, 2015

    Matka karmiąco-nosząca

    Dziękuję za ten tekst. Już gdzieś kiedyś czytałam, że podobno hnb wyrastają na fajne, bystre i empatyczne człowieki, ale dobrze, że są na to dowody naukowe. A jak są, to wiadomo, że Alicja się im przyjrzy bliżej 🙂 Moja Gwiazdeczka jak komentarzach powyżej, śpi tylko ze mną (kontakt z bazą non stop), nie toleruje fotelika, wózka, łóżeczka i wszystkiego, co oddziela ją ode mnie, zawsze chce więcej niż może, co przyprawia ją o wieczną frustrację, szybko się nudzi i potrzebuje ciągle nowych bodźców. Rozwija się cudownie, jest bystra, ciekawska, bardzo kontaktowa i właśnie zaczęła raczkować, więc nie ma dla niej terenu nie do zdobycia. Dziś, po 9 miesiącach, mam luz i dystans do głupich komentarzy, że tak przyzwyczaiłam, że to moja wina, bo się za bardzo z nią cackam itp, ale początki były mega frustrujące – ciągłe zmęczenie i brak zrozumienia. Jak to ? – że nie śpi, że nie jeździ w wózku? Że przy cycku cały dzień? Że nie masz czasu się ubrać i zjeść? No źle zorganizowana jesteś po prostu, no rozpieściłaś, to teraz wymusza….
    Tak, że ten, mam taką radę dla siebie sprzed pół roku, wszystko mija, do wszystkiego się człowiek przyzwyczaja, keep calm and do whatever works 🙂
    A tak w ogóle, to hnb, czy nie, ja i tak uwielbiam moją Gwiazdkę, bo jest 🙂

    • Odpowiedz Grudzień 23, 2015

      Justyna - mama Ignasia

      “Tak, że ten, mam taką radę dla siebie sprzed pół roku, wszystko mija, do wszystkiego się człowiek przyzwyczaja, keep calm and do whatever works”

      Sobie tą radę pozwolę pożyczyć 🙂

    • Odpowiedz Styczeń 11, 2016

      Heidi

      Jakbym czytała o sobie 🙂

    • Odpowiedz Listopad 30, 2016

      MAMA JULECZKI

      Dzięki Matko karmiąco-nosząca za komentarz. Miałam i mam sytuację podobną do Twojej. Moja Córcia ma prawie 19 miesięcy i właśnie takie podejście jak Twoje pozwala przetrwać każdy kolejny dzień. Podniosłaś mnie na duchu i chyba po raz pierwszy poczułam, że w swoim doświadczaniu macierzyństwa (sposobie doświadczania) nie jestem zupełnie sama.

  • Odpowiedz Grudzień 23, 2015

    Olka

    Ciekawy artykuł 🙂 tylko wydaje mi się Dziewczyny,że większość dzieci jest własnie taka,wymagająca..a teraz nastała wg mnie pewna moda na HNB..może się mylę,ale takie nieodparte odnoszę wrażenie.. szczerze,to w moim otoczeniu pełnym dzieci raczej rzadkościa jest spokojne,ciche dziecko..poznałam taka jedynie dwójkę:) Nasza córcia jest jak Diabeł wcielony,przy nas oczywiście,bo wsród innych potrafi zrobić z siebie te grzeczną,ugodową,niepłaczącą..:)
    Wpis Eweliny tez jest dla mnie pocieszający:) nasza córka również od 9 miesiąca załatwia grubsze i mniej grube sprawy,tyle ze zamiennie na nocnik i wc..jest więc szansa,że przed 2 r.ż. pożegnamy się z pieluchami?? 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 23, 2015

    Mamuszka

    O, jakoś to czułam właśnie jak podaje hipoteza.
    Wrażliwe rodzicielstwo – podoba mi się to określenie 🙂

    • Odpowiedz Grudzień 23, 2015

      AG

      Tez tak myslalam. Moje dziecko to pierwsze niemowle, ktore zobaczylam z bliska, to co ja tam wiem? Wszyscy mi mowili, ze przeciez to normalne, ze dzieci placza, ze wymagaja duzo uwagi. Ale jak przyszlo do zobaczenia na wlasne oczy, to komentarz sie zmienial na “takiego dziecka to ja jeszcze nie widzialam” 😉

  • Odpowiedz Grudzień 23, 2015

    Justyna - mama Ignasia

    Dziękuję, aż łza się zakręciła.. 16 miesięcy, w tym nocy przespanych – dwie.
    Odbijając się godzinami nocnymi na piłce gimnastycznej z moim małym oprawcą w objęciach tylko tego typu myśli trzymały mnie w jako takiej formie emocjonalnej. Pozdrawiam wszystkie mamy wymagających dzieci, to naprawdę wraca. Mój, po 4 godzinach przewalania się na łóżku w półśnie pomiędzy pojękiwanie, prężeniem się i płakaniem potrafi objąć mnie za szyję i powiedzieć “kokam”… chyba nie muszę tłumaczyć 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 23, 2015

    Mama Ewci

    HNB to idealne odwzorowanie mojej córci 🙂 Teraz ma 4 miesiące i jest pewna poprawa, ale z pierwszego miesiąca jej życia pamiętam mało co… A raczej nieustanne zmęczenie. Dopiero, kiedy przeczytaliśmy z Mężem na Waszym blogu, jak bardzo zbawienne jest spanie z dzieckiem wprowadziliśmy to w życie i… odczuliśmy ulgę. Ponadto byłam bardzo zestresowana, że nie daję rady z pewnymi rzeczami… Starsza o rok od naszej Ewci córka mojej siostry to przykład spokojnego aniołka: jadła, spała i tak w kółko. 😉 Miałam przez to wyrzuty sumienia, bo sądziłam, że to ja coś zawalam: nie umiem uśpić mojego dziecka, a do tego ono cały czas chce jeść… koszmar! Mało co jej pasowało: fotelik samochodowy był bee, łóżeczko tym bardziej… Dobrze, że wózek Ewci pasował 🙂 Ale wierzę, że im jest starsza, tym jest i będzie lepiej.

  • Odpowiedz Grudzień 24, 2015

    Justix

    Och dziewczyny… Mój syn ma prawie 2 i pół roku a ja nie przespałam nawet 7 pełnych nocy… Drze paszczę srednio 3 razy w nocy, nie da sie dotknąć, przytulić albo smoczka wsadzić, jak by parzyło. I tak, jak wasze: fotelik “be”, wózek “be” itp. Ale pocieszę was, na niektóre sytuacje są sposoby 😉 u nas wózek zamieniliśmy na hulajnogą (jak skończył 2 lata), histerię w dzień “leczymy” przytulaniem i zagadujemy czymś, co go interesuje (np. Leci samolot, jaką choinka itp.) I naprawdę jest mega bystry! Umie liczyć do 10, zna kolory i kształty. Zna bardzo dużo słów i piosenek, nawet zaczyna śpiewać po angielsku 🙂 Tak więc głowy do góry i rękawy podwijamy, już taki nasz los 😉

  • Odpowiedz Grudzień 25, 2015

    ala

    Jak minęła Wigilia z waszymi maluszkami? U mnie “tańcząco”… wokół stołu:) Polecam choinkę- moja córcia przesiedziała przed nią 15 minut śmiejąc się do bombek;)

  • Odpowiedz Grudzień 27, 2015

    wielorybkaa

    Dziękuję za ten wpis.
    Mama (High Need Baby)

  • Odpowiedz Grudzień 29, 2015

    anet

    o akurat wczoraj zastanawiałam się, na kogo wyrosnie moje 16 miesięczne HNB:)

    ja mam też jedną radę dla rodziców hnb, zaakceptujcie je, takimi jakie są.

    Nie zapomnę gdy do mojego kilkudniowego HNB przyszła położna i już wtedy mi powiedziała co za typ ssaka wydałam na świat;) Myślałam, że przesadza, ale miała rację. Syn od urodzenia spał z piersią w buzi po kilka godzin, na przemian jadł, spał, czuwał, obserwował. Próby odłożenia go kończyły się płaczem. Był nieodkładalny. W dalszym ciągu usypiam go na rękach( kp zakończone w 8miesiącu:( ) i daje się już odłożyć na noc, ale przez cała noc musi mnie dotykać a to nóżką, a to rączką, główką, dalej się też budzi w nocy. Jest wrażliwym dzieckiem, odreagowuje wizyty nasze u kogoś, kogoś u nas, uwielbia się przytulać. Ale jest też krzyk, o byle co, byle kiedy, gdy odwróce na chwilę wzrok, gdy odłoże cos na bok. Nosidło ergonomiczne uratowało mi kręgosłup;) dalej go noszę, bo on uwielbia to. Zadziwia mnie każdego dnia, to jaki jest bystry, jak postrzega świat.

    Często nie mam siły, padam na twarz i chce zamknąć się w pokoju. Ale nie robię tego, tłumaczę mu i mówię do niego, zaznaczam swoje potrzeby, swoje granice i procentuje:) Gdy spotykamy dziecko w jego wieku i jest zazwyczaj ono spokojne w przeciwienstwie do mojego dziecka, to nie mogę się nadziwić, że takie dzieci istnieją. Bo ja mam szkołę przetrwania każdego dnia.

  • Odpowiedz Styczeń 11, 2016

    Friday

    Mój syn był i jest dzieckiem wymagającym. Mocno chorował na brzuszek po porodzie. Alergik na mleko krowie. Spał przez rok na moim brzuchu (brzuch do brzucha), a potem na moim boku (noga i ręka na brzuchu) do końca karmienia piersią (czyli 3 urodzin). Pierwszy rok życia- to był koszmar. Koniec karmienia- totalnie bez bólu jego i mojego. To typ wrażliwca totalnego i rozrabiaki w dobrym stylu (czyli w gościach zajęty rozkręcaniem kaloryfera, bo musi sprawdzić jak to działa). Teraz ma 4 lata. Samodzielny do bólu i ogromnie ciekawy świata. Ja jestem tylko od podsuwania odpowiednich materiałów edukacyjnych. Gada biegle w dwóch językach, liczy do 20tu, dodaje i odejmuje. Czyta krótkie wyrazy i pisze przy mojej pomocy. Fascynat muzyki poważnej, którą kocha (mimo, że ja mam słoniowe ucho). Zakupy robi od 3go roku życia w sklepie pod domem (oczywiście pod nadzorem mamy pod sklepem). Przygotowuje śniadania dla rodziny. Nie boi się, typ w stylu: muszę iść sprawdzić, zobaczyć. Moja puenta: dziecko im bliżej mamy tym odważniejsze i tym pewniej się czuje. Mój maluch nie boi się zostać sam, bo się czuje pewnie, że zawsze wrócę. Dlatego jest pewny siebie i odważny. Jako dziecko jest ogromnie wymagający. Ale za to dobre serducho ma, jest cholernie czuły i przytulański. Ale potem idzie w siną dal i muszę go nieustannie monitorować, żeby nie rozmontowywał jakiegoś sprzętu. Wychowanie to ciągły wysiłek rodziców, ale i radość ogromna z małego samodzielnego odkrywcy. Pozdrawiam zmęczone mamusie, 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 11, 2016

    Heidi

    Ja bym tylko jeszcze zrobiła w świecie akcję uświadamiającą: Tak, istnieją dzieci o dużych potrzebach. Bo o ile każde dziecko jest wymagające, to niektóre nieco bardziej… A najłatwiej powiedzieć: “Rozpuściliście go…” Uwielbiam komentarze, “jaki on grzeczny”, a gdy tylko zostanie z kimś beze mnie przez godzinę, to nagle “rozpieszczone dziecko” (kocham komentarz mojego męża: “z nim się nic nie da zrobić!”). Mój synek (6,5 miesiąca) jest grzeczny pod warunkiem, że spełnia się jego wieczną potrzebę bliskości. Sam nie prześpi nawet godziny. W ogóle nie poleży sam dłużej niż 5 minut, a jedzenie musi mieć co godzinkę 🙂 Inaczej płacze rzęsiste do utraty tchu. Staram się dostosować do potrzeb tego małego człowieka, bo to jedyny sposób, żebyśmy oboje byli w miarę szczęśliwi 🙂 Nie rozumiem zarzutów, że go rozpieszczam; bo nierozpieszczanie to wypłakiwanie się i ignorowanie tej małej-wielkiej rozpaczy…

    • Odpowiedz Marzec 31, 2016

      A

      Skąd ja to znam;-)

  • Odpowiedz Styczeń 13, 2016

    Ja "M"

    Ja byłam trudnym dzieckiem, mega trudnym, mega wrażliwym, a ludzie często litowali się nad moją mamą, współczuli jej. Do tej pory słyszę od rodziny, że byłam tak ciężka. Miałam kilka sytuacji zdrowotnych związanych z częstymi pobytami w szpitalu i to zrodziło lęki o to co będzie. Jednak mądrzy rodzice byli ze mną zawsze, dawali wsparcie, miłość, wyrozumiałość, gorzej było jak otoczenie sobie ze mną nie radziło, bo przyjmowałam wówczas złe reakcje innych. Obecnie jestem psychologiem dziecięcym, wiem, że mam adhd i najbardziej lubię pracę twórczą, aktywną i nastawioną całą wrażliwością na małego pacjenta. Czasem zbyt silnie przeżywam trudności innych, ale przy wsparciu najbliższych jest ok. Wiedza jest mi potrzeba w koniecznym zakresie, ale ponad wszystko uwielbiam pracę z wyobraźnią. Słyszałam o tych badaniach i słyszałam również, że często z tym genem idzie potrzeba tworzenia, nie zawsze jest to artysta, ale osoba uwielbiająca pomysłowość i nowe rozwiązania. Właśnie tak funkcjonuje, a najważniejsze jest dla mnie zadowolenie małych odbiorców. Proponuje wspieranie pasji takich dzieci, wyrozumiałość, ale także stosowanie zasad, by nauczyły się samokontroli, nie ulegać. Uwielbiam pracę z takimi dziećmi są niesamowite, pomysłowe, wrażliwe i zaskakujące. Niebawem spodziewam się własnej córeczki. Będzie się działo, tata też niepokorny:)

  • Odpowiedz Marzec 2, 2016

    Beti

    Moje pierwsze z trójki ma 15 lat. Pierwszy rok spania na rękach w dzień i noc. Jak już w łóżeczku to budzenie z rozpaczliwym rykiem. Mega ruchliwy, kompletnie niezainteresowany w przedszkolu jakąkolwiek nauką (wtedy uczyli się literek). Kompletny brak możliwości wsadzenia do fotelika samochodowego. Wózek to samo. Intuicyjnie wychodziliśmy z założenia, że nic na siłę. Dziś: spokojny, niezwykle empatyczny chłopak myślący o swojej przyszłości. W miarę jak dorastał, przecieraliśmy ciągle oczy ze zdumienia po tym wszystkim…. Drodzy Rodzice – wytrzymajcie to wszystko. Będzie nagroda.

  • […] Wymagające dzieci wyrastają na fajnych ludzi (pod jednym warunkiem). O genach i wychowaniu. […]

  • Odpowiedz Listopad 25, 2016

    stokrotka

    MOjej uaktywnilo sie to w 13 miesiacu kiedy zaczela chodzic. Osiwialam. Teraz ma 12 lat, jest bystra, niczego sie nie boi, ani dentysty, ani strzykawki, dobrze sie uczy, jest tworcza, lubi eksperymenty i nocowac u kolezanek. Ale dalej jest przylepa. A conajgorsze ja mam jakas niechec do tych przylepnych napadow. Odpycham ja, strofuje i opedzam sie. Mam wyrzuty sumienia i jednoczesnie nie chce tego ciaglego przytulania sie. Sama w dziecinstwie mialam tego bardzo duzy deficyt, wlasciwie w ogole nie pamietym przytulania przez rodzicow. U mnie jest lepeij, ale czy ja juz czuje przesyt? Czy to jakis instynkt? Corka zarzuca mi , ze jestem nieczula. Kocham ja nad zycie, ale chce odrebnosci. :/

    • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

      Olena

      STOKROTKA – wreszcie… Myślałam że tylko ja jestem taka niedotykalska. Znam to trochę z innej strony, nie bylam hnb, raczej typem skrajnie introwertycznym. Nie lubiłam być dotykana, brana na kolana itd. To mnie chyba bardzo poruszało, chciało mi się płakać z jakiegoś takiego wzruszenia… Ponieważ i tak bylam płaczliwa, nie chciałam już chyba eskalowac żadnych emocji ponad te, których i tak nie dało się uniknąć. No i te gryzace sweterki, drapiace rajtuzki.
      Ciekawa jestem jak to się pouklada jak sama zostane mamą, bo z jednej strony nie będę go osaczać swoją bliskością pomna moich doświadczeń, ale jeśli dziecko będzie przylepą, pewnie poczuje się tak jak Ty…

Leave a Reply