Rodzicielstwo – wszyscy jesteśmy ekspertami.

Widzieliście jeden z największych hitów sieci, czyli apel opublikowany przez pewną kobietę na Facebooku? O ten:

„Muszę to z siebie wyrzucić.

Wkurza mnie to, że bycie rodzicem stało się teraz czymś w rodzaju męczeństwa. Nasze dzieci nie są przecież usprawiedliwieniem naszego bałaganiarstwa, ani lenistwa, nie możemy też usprawiedliwiać wszystkiego co nam się nie udaje posiadaniem dzieci. To że jesteś rodzicem nie oznacza, że pod kanapą mogą leżeć okruchy, a Ty nie masz czasu na prysznic. (…) Gdyby moje dziecko rozsmarowało masło orzechowe po firankach to to byłaby moja wina, bo to znaczyłoby, że nie pilnowałam go wystarczająco dobrze. Posiłki spożywa się przecież przy stole a nie biegając z jedzeniem po domu. Mam nadzieję, że ten obraz rodzicielstwa szybko przestanie obowiązywać. Zbyt wiele osób myli bycie leniwym z byciem rodzicem. To musi się natychmiast zakończyć.”

Zastanawiacie się kto to napisał? Sama apelująca uchyla przed nami rąbka tajemnicy i dodaje:

„Sama jestem mamą od dwóch tygodni i jak dotąd udaje mi się wysypiać, przygotowywać przyzwoite posiłki dla mojej rodziny, utrzymywać w domu porządek, spędzać czas z moim Jaime’mim (to zdaje się mąż – przypis mój), a moje dziecko jest szczęśliwe, dobrze nakarmione, wyprzytulane, wykąpane, w czystych ciuchach i ma czyste pieluszki.”

Tak jest siostro! Dobrze prawisz! W końcu ktoś to powiedział głośno! Ja co prawda dzieci jeszcze nie mam, ale mam dwa koty, więc wiem o czym mówię. Moje koty są szczęśliwe, wygłaskane, dobrze nakarmione – nie jedzą gotowej, sklepowej karmy, tylko codziennie gotuję im potrawkę z organicznego, bioeko, szczęśliwego kurczaka. A przy tym wszystkim zawsze mam czysty dom, makijaż i pomalowane paznokcie, chodzę na siłownię, codziennie też gotuję dwudaniowy obiad, piekę ciasto, a kiedy koty pójdą spać, to mimo natłoku obowiązków w ciągu dnia potrafię wykrzesać z siebie energię na romantyczną schadzkę z mężem. Naprawdę nie rozumiem tych wszystkich rodziców, matek zwłaszcza, siedzi taka jedna z drugą w domu na urlopie (URLOPIE!) macierzyńskim i kompletnie nie ogarnia – wszędzie leżą klocki lego i pluszaki. Koszmar. Jak sobie nie radzi ze zbieraniem tego, to niech wprowadzi chociaż jakąś dyscyplinę – wystarczy przecież dać dziecku tylko jedną zabawkę, a jak się przestanie bawić to od razu schować i dać nową. To jest proste, wiem z doświadczenia, bo moje koty też przecież mają zabawki!

Efekt Dunninga-Krugera.

Słyszeliście kiedyś? Nie? A znacie ludzi, którzy nie mają żadnego wykształcenia albo doświadczenia w danej dziedzinie życia lub wiedzy to jednak wydaje im się, że na tle innych i tak całkiem sporo wiedzą na dany temat? Tak? No to znacie ludzi, którymi efekt Dunninga-Krugera zawładnął!

Efekt ten można bowiem w największym uproszczeniu opisać jako zjawisko polegające na tym, że ludzie o niskiej wiedzy i niskich kwalifikacjach w danej dziedzinie mają tendencję do przeceniania własnych kompetencji, natomiast osoby o dużej wiedzy i dobrze wykwalifikowane mają tendencję do ich zaniżania gdyż albowiem azaliż do uświadomienia sobie własnej niekompetencji potrzeba pewnych… kompetencji.

Publikacja w której nie kto inny jak Dunning i Kruger we własnej osobie po raz pierwszy opisali rzeczone zjawisko pojawiła się w 1999 roku w czasopiśmie Journal of Personality and Social Psychology. Artykuł ów nosił uroczy tytuł „Niewykwalifikowany i nieświadomy: jak trudności w ocenie własnej niekompetencji prowadzą do zawyżonej samooceny” a do jego powstania zainspirowała autorów komiczna historia McArthura Wheelera – człowieka, który w 1995 roku postanowił… napaść na bank. Wheeler był 44letnim jegomościem, któremu obiło się o uszy, że sok z cytryny można zastosować w charakterze niewidzialnego atramentu. I żeby nie było, to faktycznie faktycznie ze względu na właściwości soku z cytryny można nabazgrolić nim list, którego treści nie będzie widać w normalnych warunkach, bo dopiero pod wpływem wysokiej temperatury stanie się ona widoczna.

Co ma piernik do wiatraka się pytacie? Ano Wheeler uznał, że skoro ten cały sok sprawia, że listy robią się niewidzialne to logicznym jest, że jeśli nałoży się soku z cytryny na paszczę to i ona stanie się niewidzialna i można sobie bezkarnie napaść na bank, bo wszak nawet jeśli napad zarejestrują kamery to nikt jego dzioba nie zobaczy, a tym samym nie zidentyfikuje. Jak sobie pomyślał tak zrobił i na bank napadł. Ba! Człowieczyna z mordą umazaną sokiem cytrynowym rozochocił się na tyle mocno, że jednego dnia obrabował nie jeden, a dwa banki w Pittsburghu! Kiedy kilka godzin później policja zastukała do jego drzwi był kompletnie zaskoczony i jak wieść niesie mamrotał pod nosem „ale przecież nałożyłem sok” niedowierzając temu, że zidentyfikowano go na podstawie nagrań z monitoringu – bo przecież on był z twarzy NIEWIDZIALNY i basta. Ignorancja jest błogosławieństwem, powiadają.

Oczywiście Dunning i Kruger nie wywiedli swoich racji li tylko w oparciu o skąpanego w oparach cytryny i absurdu Wheelera (a był ci on skąpany na tyle obficie, że narzekał, że cytrynka szczypi w oczka i że w trakcie napadu… niewiele widział), ale też przeprowadzili całą serię badań, które potem były kontynuowane także przez innych badaczy i zrobiły furorę na całym świecie.

Cytując Dunninga we własnej osobie:

“Ludzie niekompetentni w danej dziedzinie nie są w stanie uświadomić sobie własnej niekompetencji.” I dlatego, jak czytamy dalej: “w wielu przypadkach, niekompetencja nie prowadzi do tego, że ludzie czują dezorientację, zakłopotanie czy też zachowują ostrożność w wyrażaniu osądów. Zamiast tego ludzie niekompetentni często obdarzeni są zbyt wielką pewnością siebie podbudowani przez coś co wydaje im się być wiedzą.”

Efekt Dunninga-Krugera można oczywiście przełożyć na wiele dziedzin życia – i jak nietrudno sobie wyobrazić czasem ma to daleko idące, a nawet tragiczne implikacje, czasem jednak jest po prostu absurdalnie zabawne. Dlatego kiedy następnym razem bezdzietny posiadacz dwóch kotów da nam bezpłatną poradę rodzicielską, a matka dwutygodniowego, kompletnie niemobilnego noworodka sztuk jeden wypunktuje błędy rodzicom dwóch, wyjątkowo ruchliwych kilkuletnich żywych sreberek to zamiast się wkurzać, frustrować i zalewać falą nienawistnych komentarzy i życzeniami dzieci rozsmarowujących na firankach nie tylko masło orzechowe, ale też sami-wiecie-co, jak to miało miejsce w komentarzach pod apelem z początku wpisu, może lepiej się po prostu uśmiechnąć i poszukać na twarzy rozmówcy śladów soku z cytryny 😉 Bo świadomość efektu D-K poza tym, że jest przerażająca, bywa także krzepiąca, a do tego pomaga czasem ugryźć się w język, bo jedno jest pewne – są takie dziedziny w których to my jesteśmy gościem z twarzą umazaną sokiem z cytryny.

Mama Pierworodnej i Drugorodnego. Żona Wirgiliusza. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. No ewentualnie jedzeniem ciastek. Kontakt: w zakładce kontakt ;)

18 komentarzy

  • Odpowiedz Sierpień 16, 2016

    Joanna

    Bardzo popularne zjawisko Nie znam się – no to się wypowiem 🙂 Love it <3

  • Odpowiedz Sierpień 16, 2016

    Aga

    Alicjo, niepomiernie dziękuję Ci za ten wpis. Uratował mi wieczór po ciężkim dniu z chorym hajnidkiem. A i rozmowy z bezdzietnymi koleżankami staną się przyjemniejsze, już wyobrażam sobie ich rzęsy polepione sokiem z cytryny; )

    • Odpowiedz Sierpień 16, 2016

      Alicja

      Ach cała przyjemność po mojej stronie! Miałam nadzieję, że uda mi się wam poprawić humor 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 16, 2016

    doris

    piękne…

  • Odpowiedz Sierpień 16, 2016

    Mama Ewci

    Prawda to! Sama byłam oblepiona sokiem z cytryny, kiedy przed 4 laty mówiłam cioci mojego Meza, ze ja sobie nie wyobrażam spać z niemowlakiem, bo dziecko powinno spać w swoim łóżeczku (ona spała ze swoimi synami, gdy byli w wieku niemowlęcym). Ciocia była na tyle taktowna, ze wtedy tylko się uśmiechnęła. Ale wypomniała mi te słowa, gdy sama zaczęłam spać z córcią. 😉
    Poza tym teraz moja młodsza Siostra często komentuje moje i mojego Męża zachowania wobec naszej córki mądrościami typu: “Kiedy Ewa będzie spać w łóżeczku? Nauczcie ją wreszcie samodzielnego spania!”, “Weź jej tak nie niańcz, przecież może trochę pojęczeć czy popłakać.” Na co ja jej odpowiadam: Jak będziesz miała swoje dziecko, to pogadamy. 😉

    • Odpowiedz Wrzesień 6, 2016

      Anna

      Haha, miałam dokładnie tak samo, spanie z niemowlęciem?! w żadnym razie! Po kilku nocach spędzonych głównie na przenoszeniu synka z łóżka do łóżeczka po każdym karmieniu (średnio co godzinę) dałam sobie spokój, zwłaszcza, że po cc trochę trwało zanim każdorazowo wygrzebałam się z łóżka wstając po młodego. I tyle w temacie tego jak teoria się rozmija z praktyką;)

  • Odpowiedz Sierpień 16, 2016

    Marysia

    Haha no nasz bezdzietny kolega nie mógł zrozumieć dlaczego nie chcemy jechać na spływ kajakowy z roczniakiem 🙂 “no ale o co chodzi, przecież posiedzi sobie przez parę godzin”. 😀
    A najgorsze jest to, że w takich dyskusjach, gdzie ten z cytryną ma gadane (bo ja raczej słabo), to w końcu ja wychodzę na debila 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 16, 2016

    Marta

    Ja z zamiłowania jestem bałaganiarą i bezczelnie cieszę się z tego, że oto teraz mam dla swojego bałaganu usprawiedliwienie 😀 A wypowiedź tej pani sprawiła, że z nostalgią zaczęłam wspominać ten czas, kiedy moja 4-miesięczna obecnie córeczka miała właśnie koło dwóch tygodni – przez jakiś tydzień rodzicielstwo było takie proste, a ja taka z siebie zadowolona 😀

  • Odpowiedz Sierpień 16, 2016

    Olga

    Piękna historia o soku cytrynowym <3 Przyznam, że kiedy jeszcze nie miałam dzieci, to historie koleżanek o tym, że cały dzień nie mogły odłożyć dziecka, wydawały mi się kiepską wymówką dla nicnierobienia. Teraz je rozumiem.

    Nie rozumiem natomiast jednego: narzekactwa i jednoczesnej bezczynności. Bo jasne, z dzieckiem są takie dni, kiedy nie można go odłożyć. Jasne, czasem praca jest do kitu, szef niemiły, a mieszkanie za małe, ale zamiast siedzieć na tyłku i jęczeć, jakie to fatalne, trzeba poszukać rozwiązań problemu 😉 I uprać te zasłony z masła orzechowego, a na przyszłość zakręcać mocniej słoik 😛

  • Odpowiedz Sierpień 16, 2016

    Henia

    Genialnie napisane 😀

  • Odpowiedz Sierpień 16, 2016

    Marta

    Od dziecięcia też zależy, czy i jak da się ogarniać bajzel. Mój syn nr 1 nie dał mi się ‘odłożyć ‘przez bite 8 miesięcy … a przy jego siostrze już w dzień wyjścia ze szpitala piekłam sernik i czekałam! W posprzątanym domu aż się obudzi do karmienia

  • Odpowiedz Sierpień 17, 2016

    Beti

    Bardzo fajne :-). W każdej dziedzinie teraz wielu internetowych “mędrców”. Jeżeli lubicie sarkazm i znacie angielski, polecam JP Sears. Zabawny gość. A teraz o dzieciach: moje trzecie dziecię lata po domu z jedną tylko zabawką: kredą 🙂 W wieku 19 m-cy radość z mazania po podłodze, kanapach i mamy nogach jest tak wielka, że postanowiliśmy pozwolić córce na dowolność ekspresji. Okazjonalnie przecieramy bohomazy, gdzie największe, bo łatwo idzie. A teraz moja koncepcja życia: PRIORYTETY. Po latach z moimi dziećmi rozumiem, że trzeba sobie samemu/samej ustalić, co jest ważniejsze. Nie ma co kopać się z koniem i uważać, że się ma na wszystko czas, tylko kombinować w tym dobrym sensie. Jeżeli miałam sprzątać kuchnię, ale widzę, że moja “prawienastolatka” ma jakiś problem do obgadania, cóż, kuchnia i tak będzie znowu zawalona, a córka wyrośnie, pójdzie gdzieś sobie i zostanę z… czystą kuchnią. ZNAJOMI – ci z dziećmi rozumieją nas raczej, a ci bez dzieci – to jest inny świat. To jest jak opowiadanie ślepemu o odcieniach niebieskiego. Gorzej faktycznie, jeżeli ślepy czuje się kompetentny….

  • Odpowiedz Sierpień 17, 2016

    W

    A co w sytuacji, gdy rodowite matki i te już bardziej doświadczone podtrzymują swoje tezy? Można napisać o efekcie zapominania pierwszych trzech lat życia dziecka i to nie z perspektywy “niepamięci” dziecka”, tylko dorosłego, który tak wyparł ten ciężki okres, że teraz uważa to i tamto, a sam nie pamięta, co robił.. ;P.
    Przypomina się też takie zdarzenie, które mogłoby być jednak zaprzeczeniem teorii D-K (a co tam wyjątek potwierdza regułę ;)). Kiedy nie miałam jeszcze dzieci, a moja siostra już tak, to pamiętam, że broniłam godności dziecka, deprecjonując klapsy, a ona wtedy mówiła “Zobaczymy, jak ty będziesz mieć dzieci!”.. No i dzieci mam, i dalej jestem przeciwna “metodzie” klapsów.

  • Odpowiedz Sierpień 17, 2016

    Asia

    Haha. Padlam. Tyle.

  • Odpowiedz Sierpień 18, 2016

    Weronika

    Dziękuję, Alicjo. Chichrałam sobie cichutenko w autobusie miejskim. 🙂
    Sama byłam i zapewne jestem dyletantem w jakichś dziedzinach. Takie to ludzkie mi się wydaje…i na czasie. Haha! 😉

  • Odpowiedz Sierpień 19, 2016

    Aneta

    Dlatego nie czytam blogów parentingowych poza Waszym i jeszcze jednym. Domorosłe ekspertki od laktacji, rozwoju odżywiania dziecka, wychowania itd itp pouczają mamy nie mając do tego ani odpowiedniego wyksztalcenia ani doświadczenia.

  • Odpowiedz Sierpień 25, 2016

    Błażej

    Z moją żoną nie zdiagnozowaliśmy u siebie wspomnianego w artykule efektu, dlatego zwracamy się do autorek z prośbą.
    Jesteśmy rodzicami od niespełna trzech miesięcy i od pięciu miesięcy namiętnie czytamy Waszego bloga.
    Czy była by możliwość, aby któraś z Was opisała problem wypróżniania się niemowlaków, bo aktualnie to nas bardzo frapuje.
    Czekamy na odpowiedź.

  • Odpowiedz Wrzesień 10, 2016

    hana

    Taki komentarz pod cytowanym wpisem:
    Sister, I totally agree! I’ve been studying neurosurgery for the last 2 weeks and I’m completely prepared to cut some brains. In related news, would you like a lobotomy? On the house.
    :):):):):):)

Leave a Reply