Złote rady dawane rodzicom szkodzą bardziej niż przypuszczasz.

Kilka dni temu napisała do mnie, powiedzmy, Karolina. Karolina ma kilkumiesięczna córkę, którą kocha, nosi, tuli, spędza z nią czas, reaguje na jej potrzeby i płacz. Robi tak, bo tak od początku podpowiadało jej serce, a lektura różnych miejsc w sieci – w tym naszego bloga – utwierdziła ją w przekonaniu, że jej serce dobrze gada.

Karolina ma też teściową, która jak to często z teściowymi bywa ma zupełnie odmienną wizję rodzicielstwa i nieustannie strofuje Karolinę, że ma tyle nie nosić, nie pomagać małej w zasypianiu, bo przyzwyczai, nie głaskać tyle, nie reagować na płacz, bo to manipulacja, a poza tym jak se popłacze to se płucka poćwiczy, a to, wiadomo, samo dobro i w ogóle wchodzi wam to dziecko na głowę, niechże coś z tym Karolina zrobi. Jakieś dziecku granice ustali.

Początkowo Karolina się nie przejmowała poradami teściowej, ale dziś po kilku miesiącach intensywnego macierzyństwa Karolina jest wykończona, sfrustrowana i rozdarta, bo – jak sama twierdzi – ciągłe pranie mózgu przez teściową w połączeniu ze zmęczeniem sprawiają, że Karolina zaczyna się zastanawiać czy teściowa nie ma racji.

Klasyka rzekłabym.

Nie jesteście w stanie ogarnąć rozumem ile maili w podobnym tonie dostałam od początku istnienia bloga i w związku z tym chciałabym wam opowiedzieć o plemieniu !Kung. Plemię to mieszka sobie w południowej Afryce i od kilkudziesięciu lat cieszy się niezwykłym zainteresowaniem antropologów i innych badaczy w tym również tych zajmujących się rodzicielstwem.

Praktyki rodzicielskie członków plemienia są bowiem wyjątkowo intensywne. Niemowlęta i maluchy są w zasadzie nieustannie w bliskim kontakcie z dorosłymi, noszone, głaskane, zabawiane – także rozmową i śpiewem, śpią z matką, karmione są na żądanie – czasem nawet co kilkanaście minut. Również reakcja na dziecięcy płacz jest tu niemalże natychmiastowa – w jednym z badań zaobserwowano, że w znakomitej większości reakcja dorosłych na płacz małych członków plemienia (w wieku od 1 to 99 tygodni) zajmowała mniej niż… 10 sekund. Jedynie w 6% przypadków płacz trwał dłużej niż 30 sekund, niemniej i tak za każdym razem spotykał się z próbą ukojenia. Innymi słowy nie ma mowy o tym by dziecko z plemienia !Kung pozostawiono do wypłakania się i ćwiczenia płucek – nie, gdy maluch płacze, to się go tuli, nosi, głaska, śpiewa, mówi, karmi albo próbuje go czymś zainteresować. Zresztą kiedy nie płacze jest podobnie.

Diabeł jednak od zawsze był łaskaw tkwić w szczegółach, a tu niezwykle ważnym szczegółem jest to, że matka samodzielnie pocieszała płaczącego berbecia jedynie w mniej więcej… połowie przypadków. W pozostałych momentach to inne osoby z plemienia – babcie, ciocie, ojcowie, starsze rodzeństwo, sąsiadki i tak – sąsiedzi płci męskiej też – reagowali na płacz malca albo samodzielnie albo w duecie z matką czynnie jej pomagając w uspokojeniu i zajęciu czymś malucha. Również kiedy dziecina nie płakała inni aktywnie wspierali matulę w zajmowaniu się knypkiem.

Wszystkim złotym doradcom proponuję zatem by czas, który tak ochoczo poświęcają na udzielanie nieproszonych rad poświęcili, z równie dużą werwą i także bez proszenia, na to by wspomóc zmęczoną monotonią macierzyństwa i samotności z nim związanej matkę – wziąć tego malucha, pobawić się z nim, wycałować – niechże ma kobieta chwilę dla siebie. I naprawdę nie chodzi o to by zaraz ją do SPA wysyłać, wystarczy, że da się jej trochę wolnego na ciepłą kąpiel albo spokojne szorowanie klozetu. Są takie mroczne chwile macierzyństwa w których pucowanie toalety jawi się jako zaprawdę przednia rozrywka.

I nie musicie się przy tym obawiać o berbecia – od tulenia, bawienia i całowania – się dzieciaka nie rozpuści. Dzieci z plemienia !Kung nie siedzą jak pączki w maśle i nie strzelają fochów, że im ktoś nie kupił tego czy owego, nie chowają się też za maminą spódnicą do końca życia, tylko nie uwierzycie – pomagają dorosłym w codziennych pracach i stopniowo z biegiem czasu stają się aktywnymi, samodzielnymi członkami tego mikrospołeczeństwa.

Skończcie też sączyć w uszy młodych rodziców te jadowite bzdury o manipulowaniu płaczem i kręceniu na siebie bicza przez reagowanie na tenże. Niemowlęta nie potrafią manipulować płaczem tak samo jak nie potrafią chodzić ani liczyć, a reagowanie na płacz w pierwszych 6 miesiącach życia poprzez np. wzięcie płaczącego malucha na ręce wiąże się z tym, że pod koniec pierwszego roku życia dziecko płacze mniej niż rówieśnicy, których nie uspokajano, lepiej też radzi sobie z samouspokojeniem się [2, 3]. Czyli jakby na odwrót niż się wam wydaje.

Ba! Wiecie co drodzy złoci doradcy? Podtrzymując ten mit i czynnie uczestnicząc w rozpowszechnianiu go dokładacie swoją cegiełkę do przemocy wobec dzieci. Tak, dobrze przeczytaliście do przemocy, bo nieukojony płacz jest jednym z najsilniejszych czynników zwiększających ryzyko rodzicielskiej przemocy wobec niemowląt.

Płacz niemowlęcia czy małego dziecka jest bowiem wyjątkowo świdrujący, męczący i denerwujący, a jeśli dodamy do tego zmęczenie i choćby cień podejrzenia, że dziecko płacze by zdominować rodziców lub pomanipulować nimi z czystej złośliwości i rozbestwienia to przekroczenie Rubikonu i podniesienie ręki na malucha, potrząsanie nim albo szarpanie stają się niebezpiecznie prawdopodobne.

W badaniu, które objęło 3259 rodzin, aż 6% rodziców przyznało, że przynajmniej raz skierowało ku płaczącemu niemowlęciu agresję fizyczną [4]. Ile się nie przyznało nie wiemy… Wiemy natomiast, że 6% z 3259 to 195. 195 w skali badania! Przeliczcie to sobie na wasz blok, ulicę, dzielnicę, miasto…

Profesor Ronald Barr w swojej publikacji na temat prewencji potrząsania dzieckiem, czyli jednej z form agresji skierowanej przeciwko płaczącemu niemowlęciu, która i owszem często sprawia, że maluch przestaje płakać, ale jednocześnie może prowadzić do trwałych mikrouszkodzeń mózgu, a w niektórych przypadkach nawet śmierci, wskazuje, że jedną z podstawowych metod zapobiegania tejże formy przemocy jest nic innego jak dążenie do zredukowania czasu płaczu niemowlęcia [5]. Jako praktyki faktycznie redukujące ten czas wskazuje, tak dobrze się domyślacie – praktyki stosowane w plemieniu !Kung – bo choć tamtejsze niemowlęta również płaczą i to również według pewnego charakterystycznego wzoru to jednak w porównaniu do niemowląt z krajów zachodnich płaczą zdecydowanie mniej.

U nas praktyki stosowane przez plemię !Kung są nierealne do wdrożenia, bo większość matek/ojców jest przez większą cześć dnia sama z dzieckiem, sama też musi zająć się całą resztą balastu, nie możemy więc cały czas ekspresowo reagować na wszystkie lamenty i potrzeby dzieciny, bo tak się nie da i sama świadomość tego nieco ułatwia, ale możemy skończyć z powielaniem bzdur o manipulowaniu płaczem i ćwiczeniu płucek. Całemu społeczeństwu wyjdzie to na zdrowie.

Polub profil mataja.pl na FB

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3). Żona Wirgiliusza. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

21 komentarzy

  • Odpowiedz Grudzień 13, 2016

    Awa

    Amen! Podpisuję się “obiema rencami”. Przy trzeciorodnym nareszcie mam odwagę, aby nosić, tulić, całować ile tylko mamy ochotę ja i Dzieć i … nie zwracać uwagi na komentarze otoczenia.

  • Odpowiedz Grudzień 13, 2016

    Alicja

    Wasze teksty powinni rozdawać na porodówkach. Przysięgam ze efekt byłby natychmiastowy. Dziękuje Wam z całego serca za to ze jesteście głosem normalności.

  • Odpowiedz Grudzień 13, 2016

    Dominika

    Dobrze napisane. Ja akurat mam to wyjatkowe szczescie, ze wszyscy dziadkowie i babcie sa zdania, ze dzieci trzeba przytulac, a jak chca to spac z nimi, bo maly czlowiek niczego tak nie potrzebuje jak bliskosci mamy\taty\innych czlonkow rodziny. Dziadkowie tez od poczatku bardzo angazuja się w zajmowanie się wnukiem. Powiem Wam tez, ze mam to niewatpliwe szczescie, ze moj syn przez pierwsze 6miesiecy zycia mial problemy z przewodem pokarmowym i darl się w nieboglosy czasami od 8 rano do 22 wieczorem. Przez te 6 miesiecy na zmiane wszyscy nosili, spiewali, lulali, mowili ‘biedne dzidzi, widzimy, ze boli’. I wiecie co? 6 miesiecy minelo, a mlody stal się super pogodnym, usmiechnietym dzieciakiem, ktorym wszystkie sasiadki się zachwycaja. Także wszystkim mamom rozwrzeszczanych, kilkumiesiecznych dzieciow powiadam – ten wrzask mija. A inwestycja w poczucie bezpieczenstwa Waszego berbecia z pewnoscia zaowocuje już niedlugo

  • Odpowiedz Grudzień 13, 2016

    Wojtek

    nie napiszę, że płacz dziecka jest czymś złym, bo nie jest, jest to przecież także forma komunikacji, ale na komunikację ze strony niemowlaka należy reagować, a nie ignorować ją, bo logiczne jest, że takie zachowanie nauczy berbecia, że jego głos nie jest ważny i nie może liczyć na bliskich. dziękuję za ten tekst!

  • Odpowiedz Grudzień 13, 2016

    Karolina

    Doradców, trzeba wyprosić z domu😀Ja tak zrobiłam kiedy pierwszy syn miał jakieś 3 tygodnie. Po chyba 100-nym stwierdzeniu mojej mamy w stylu ,,nie tak go karmisz, nie tak go trzymasz, nie tak ubierasz ” po prostu pokazałam drzwi. Na szczęście dla nas, babcia wyciągnęła wnioski z tej sytuacji i zrozumiała, że przesadziła. Dzisiaj po prawie 7 latach od tego zdarzenia nadal pamięta ,,czyje” są dzieci i kto ustala zasady.
    Poza tym uważam, że najbardziej pierwotnym i podstawowym instynktem matki jest potrzeba ochrony dziecka. Zapewnienia mu najlepszych warunków do prawidłowego rozwoju. I to wcale nie chodzi o najdroższy wózek czy inne super trendy maty edukacyjne stymulujące rozwój mózgu, uczące czytać, mnożyć i pierwiastkować. Dziecko potrzebuje mieć pełny brzuszek i poczucie, że ktoś się nim opiekuje.Musi czuć, że nie jest samo.
    A tak na marginesie to nie wiem jak wy, ale ja miałam i nadal mam lekkie uzależnienie od przytulania i całowania swoich dzieci.I serce mi pęka kiedy mój pierwszoklasista mówi ,, oj mamo, przestań mnie ciągle całować i przytulać w szkole jak koledzy patrzą”. Na szczęście młodszy synuś nie ma jeszcze 2 lat i kolegami się nie przejmuje 😁
    Tak sobie myślę, że żeby wychować mądrego, pewnego siebie człowieka, który nie wystraszy się pojawiających się w życiu problemów trzeba stworzyć dobre, pewne fundamenty. A nic nie buduje lepiej pewności siebie niż poczucie, że jest się kochanym.
    Więc dziewczyny, teściowej pokażcie przysłowiowy środkowy palec (figa z makiem może być za mało przekonująca) Możecie też dodać, że ona już miała swoją szansę by się sprawdzić jako rodzic i niestety jej egzemplarz nie jest pozbawiony wad😋

  • Odpowiedz Grudzień 13, 2016

    MRS_FROST

    Coś w tym jest, że człowiek mnóstwo przeczytał i niby wie, ale te dobre rady zasiewają niepewność. Ja tak mam za każdym razem jak czytam o tym, że niemowlę powinno mieć rutynę – moje rutynowo zmienia ilość drzemek między 1 a 3, a ich długość między 20 min a 2 h. Oraz kiedy ktoś pisze, że nauczył dziecko przesypiac noce. Bo wiem, że młody ma tylko 9 miesięcy i prawo do pobudek co 1,5 h. Ale a nuż to ja jestem winna pozwalając mu spać z nami i karmiąc na każde stękniecie. Tym bardziej, że ja uwielbiam spać bez niego, ale nie mam weny na odkładanie go po każdym karmieniu, tylko po to żeby obudził się przy tym odkładaniu.

    • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

      Kasia

      Mam dooooookładnie to samo! Tylko Alina ma już 10,5 miesiąca. I chyba zaczynam się godzić z faktem, że kiedyś z mężem odzyskamy nasze łóżko na własność.

  • Odpowiedz Grudzień 13, 2016

    Marta

    Brawo ♥ Jak ja chciałabym by ten wpis przeczytali absolutnie WSZYSCY ! i ci,którzy maja dzieci i czasem puszczają im nerwy i ci, którzy ich nie mają, podobnie jak wyrozumiałości dla rodziców z maluchami w samolotach/parkach/muzeach/na ulicy i ci, którzy w kolejce sklepowej patrzą z dezaprobatą, bo im marudzące/płaczące dziecko nastrój psuje, a matka, zamiast karcić przytula jeszcze i ci, którzy się wtrącają ze “złotymi radami” albo tylko obrzucą spojrzeniem jak błotem, i ci, co zawsze wiedzą lepiej i gotowi są słowem szpile wbijać, ale pomocnej dłoni wyciągać to już nie…

  • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

    Patyk

    Ta Karolina to chyba ja bo u nas w rodzinnie jest identyczna sytuacja :). Z tą tylko różnicą, że należę do osób asertywnych i nijak biorę do serca „złote” rady teściowej. Co nie znaczy, że nie mam już dosyć wysłuchiwania jakie to moje dziecko upośledzone bo jeszcze nie chodzi! A nie chodzi właśnie dlatego, że ją nosimy, przytulamy i na kocyku wozimy po domu ( wg mojej teściowej). Tacy okropni rodzice z nas:). Od początku tulę, noszę, całuję moją córkę tak często, jak się da, moja intuicja każe mi tak postępować, nie inaczej. Teściowa oczywiście uważa, że córka na nas wymusza płaczem wszystko i jest rozpieszczona. W momencie, gdy trafiłam na tego bloga, uświadomiłam sobie, że w dobrym kierunku zmierzam:). Innym matkom, które o zgrozo muszą mieszkać z teściami i wysłuchiwać codziennie takich pouczeń, mogę tylko napisać, że tak jak w reklamie- moje życie, moje decyzje!

  • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

    Marta

    No tak, niemowlę nie manipuluje, płacze, to trzeba utulić i pomóc, ale z 15miesięcznym dzieckiem to już zupełnie inna historia… Ja obecnie cały czas się czuję terroryzowana płaczem. Co więcej, córa też wie, że mnie terroryzuje i teraz to już się zastanawiam za każdym razem, czy brać na ręce i na ile utrwalam w niej złe nawyki.

    • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

      Natalia

      Marta, ale 15 miesięczne dziecko to nadal bardzo małe dziecko z bardzo dużymi potrzebami. Wiem, że są takie, które w tym wieku bawią się samodzielnie przez 20 minut i wkładają same buty do wyjścia (widziałam, choć nie wierzyłam własnym oczom). Ale są też takie – jak moje dziecko – które nadal mają wielkie potrzeby bliskości itp. Będzie lepiej (mówię z perspektywy 22 miesięcy) i liczę na dalszy pomyślny rozwój wypadków, ale zauważyłam, że kluczem jest dostosowanie wymagań do możliwości dzieci. Wtedy jest mniej stresu dla obu stron. Przytulam

  • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

    Małgorzata

    Bardzo dobry i potrzeby tekst. Ja z własnej perspektywy (mam córkę w wieku 3,5 l.) wiem, że ten czas noszenia i przytulania trwa tak bardzo krótko a taka wyprzytulana i wynoszona istota w wieku przedszkolnym jest na tyle samodzielna i autonomiczna że jak sama nie chce to za żadne skarby świata nie da się przytulić. Oczywiście bywało ciężko i nie zawsze byłam z siebie jako matki dumna jak córka była malutka ale nie żałuję żadnej chwili spędzonej razem z nią. A “doradcy” dosyć szybko zrozumieli że za nic mam ich “dobre rady” i chyba sami się zorientowali że dopuszczam ich do dziecka znacznie chętniej jeśli się nie wtrącają.

  • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

    Ewelina

    No ale czemu akurat przywołane zostało te plemię?

    1. Do niedawna lansowano pozycję do rodzenia “w kucki”, bo murzynki tak rodzą i to naturalna, więc na pewno dobra pozycja. Później się okazało, że białe kobiety mają inaczej zbudowaną miednicę i jednak nam taki poród niekoniecznie służy.

    2. Plemię… Nie jestem przekonana, czy obieranie za wzór plemienia to właściwy trop. W końcu za mocno to się oni nie rozwinęli 😉 W każdym razie nie tak, jak chcielibyśmy, żeby rozwinęły się nasze dzieci.

    3. Czasem rodzice nie rozróżniają płaczu od marudzenia. Każdy jęk to ręce, noszenie. Jeśli rodzicowi to pasuje, to w porządku, ale czy to dla dziecka takie najlepsze? Nie jestem przekonana.

    Reakcja na marudzenie? Niekonieczie. Na płacz-zawsze. Czy zawsze branie na ręce-absolutnie nie.

    • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

      Alicja

      Jest wskazane czemu – bo tamtejsze dzieci płaczą mniej i to nawet o połowę, a celem jest redukcja czasu płakania. A co do rozwoju to cywilizacyjnie i owszem nie poszli w kierunku naszym, ale nie ma u nich np. przemocy domowej ze względu na silne więzi rodzinne, a więź matki z dzieckiem tam jest uznawana za jedną z najsilniejszych jakie udało się zaobserwować.

  • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

    nina

    Cóż z jednej strony się z tym wszystkim zgadzam ślę jesmatka druga strona medalu otóż ja się zmagam z 2 dzieci sama bo mąz pracuje a jak wraca to twierdzi że jest zmęczony hmmm ja pewnie nie 🙁 jakoś nikt nie pomyślał o tym że z reguły matka musi sobie radzić że wszystkim sama i mądre rady wszystkich w około i szydzenie z nich że są nieporadne wiecznie zmęczone i dzieci krzyczą a ty np siadam z głową w dłoniach łzami w oczach bo brak Ci już sił i ochoty. Jeszcze są osoby które twierdzą że ( zmęczona!!!! ) czym jak ty siedzisz z dziećmi i nic nie robisz., uf nóż się w kieszeni otwiera. Lub opowiadania o szczęśliwym maciezynstwie!!!!!! Jezu kto mądry to wymyślił. Zapytam się o to czy jest matką która nie miała choć raz walnąć wszystkim i wyjść i nie wrócić?

  • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

    Joka

    Kocham Cię za ten wpis 🙂 każdy powinien go przeczytać albo nawet wydrukować i wykuć na pamięć !

  • Odpowiedz Grudzień 14, 2016

    Fran

    Nie wiem czy porównywanie afrykańskiego plemienia, gdzie zupełnie inaczej toczy się życie, z wysoko rozwiniętym, gdzie przyjmuje się, jakby nie patrzeć, zupełnie inne realia, inne wartości, jest zasadne.

    Jestem zdania, że trzeba znaleźć złoty środek, że i nadmierna opiekuńczość, jak i jej brak są niewłaściwe. Ave!

  • Odpowiedz Grudzień 15, 2016

    Lola

    Moja 14 miesieczna córcia jest dużo noszona, tulona, karmiona cycem na żądanie, głaskana itd. więc postronnym może się wydawać że ją rozpieszczam. ale jest to mądre, kreatywne i wygadane dziecko, choć na razie jest córeczką mamusi, ale wiem że bez problemu z tego wyrośnie. Na szczęście nie mam teściowej, ale “dobre” rady często słyszę ale je olewam 😉 choć z drugiej strony to nie takie złe te teściowe bo w końcu naszych mężów wychowaly! Po prostu teraz chcą pokazać czyja racja wyższa

  • Odpowiedz Grudzień 17, 2016

    AA

    Myślę, że ten wpis powinien być rozciągnięty nie tylko na niemowlęta, ale też i na przedszkolaki, a nawet szkolna dziatwę. Sama miałam ogromny kryzys w tym tygodniu, gdyż moi teściowi zwrócili mi uwagę, że źle wychowuję mojego niesfornego 3-latka, bo nie daję mu kar. I że dlatego się nie słucha. I wykoleiła mnie ta rozmowa z nimi. Mimo iż znam dobrze badania na temat dawania kar, mam duże poczucie, że postępuję dobrze i rodzicielstwo bliskości jest mi intuicyjne, to i tak teściowie zasiali we mnie ziarno niepewności. “No przecież coś musisz robić źle, skoro on się nikogo nie słucha”. Trudno jest się bronić przed takim argumentem. Dziś żałuję, że nie ucięłam tej rozmowy. Myślę, że to kwestia postawienia rodzinie granic. Powiedzenia: “rozumiem, że się martwicie, ale wiem, jak chcę wychowywać mojego syna i zapewniam Was, że wszyscy chcemy tego samego – żeby wyrósł na szczęśliwego i dobrego człowieka”.

  • Odpowiedz Styczeń 6, 2017

    Familyday

    O plemieniu Kung czytałam w książce “Więź daje siłę”. Niby pierwotne, a jakże mądre podejście do dzieci, ludzi. Bardzo dobry artykuł. Przy okazji zapraszam do mnie: http://www.familyday.blog.pl Pozdrawiam serdecznie 🙂

Leave a Reply