Etykieta zachowania w odwiedzinach u noworodka i świeżo upieczonych rodziców.

Nie ma nic przyjemniejszego niż poznawanie nowych ludzi – zwłaszcza gdy ludzie ci ledwo co debiutowali na świecie, są mali, różowi, mają oczęta wielkie jak spodki i są tak uroczy, że ma się ich ochotę ścisnąć tak strasznie, strasznie mocno. Sęk w tym, że czasem zapominamy, że odwiedziny u takich istot rządzą się nieco innymi prawami niż zwyczajowe imieniny cioci i że obowiązuje podczas nich wyjątkowa etykieta. Dziś z perspektywy czasu widzę, że kiedy sama byłam bezdzietna często przekraczałam granice podczas odwiedzin zapoznawczych u małego człowieka – to było nieświadome i pełne dobrych intencji, ale bardzo żałuję, że nikt nie powiedział mi co robię niekoniecznie tak jak trzeba. Czasem po prostu pewnych rzeczy nie bierze się pod uwagę, a o innych zapomina, dlatego poniżej zebrałam kilka zasad, które mam nadzieję przydadzą się bezdzietnym, a dzietnym którzy już zapomnieli jak to było – odświeżą pamięć.

Kiedy leżałam po urodzeniu pierwszego dziecka w szpitalu co i rusz ktoś do mnie dzwonił (nigdy nie odbierałam, bo albo spałam, albo przewijałam, albo karmiłam, albo martwiłam się czy nie urwę dziecku głowy wkładając mu koszulkę), a potem pisał natarczywe smsy czy może dziś wpaść nas odwiedzić. Ja wiem, że mamy takie magiczne wizje z hamerykańskich filmów gdzie całe rodziny i stada przyjaciół wpadają z balonami i naręczem kwiatów do sali na której leży matka sztuk jeden i dziecko sztuk jeden, ale wiecie – takie rzeczy głównie w filmach. Sale w polskich szpitalach nie są bowiem przystosowane do odwiedzin tabunu gości. Zwykle leży tam kilka kobiet, które usiłując opiekować się noworodkiem i dojść do siebie po porodzie, a to obnażają pierś, a to chce im się płakać, a to chcą się przebrać i stado odwiedzających, okupujących salę od rana do wieczora naprawdę nie jest dla nich komfortowe.

Dlatego zamiast dzwonić i pisać natarczywe „czy możemy już wpaść” lepiej napisać coś neutralnego w stylu „dajcie znać jak już będziecie gotowi na odwiedziny, bo chętnie poznamy malucha” – gwarantuję wam, że jak tylko rodzice ogarną się na tyle by zapraszać gości nie zapomną o was – podstawową potrzebą każdego świeżo upieczonego rodzica jest pochwalenie się swoją latoroślą całemu światu. Ale czasem potrzeba kilku dni albo i tygodni by ogarnąć nową rzeczywistość na tyle by móc z kimkolwiek rozmawiać.

Niby oczywiste, a jednak co druga osoba na widok różowego zawiniątka się zapomina i wyciąga ku niemu nieumyte ręce. Nie pozwól sobie o tym zapomnieć – nie ma nic bardziej krępującego niż moment w którym rodzice dzieciny muszą przypominać gościom żeby najpierw „umyli rączki”.

Sporo osób niezależnie od tego czy ma już własne dzieci czy nie, dostaje na widok noworodka odruchu opiekuńczego i chce dziecię natychmiast w ramionach trzymać. Bardzo mnie to cieszyło gdy narodził się mój młodszy syn, bo wspaniale było w końcu oddać komuś na chwilę ten mały kwilący pakunek i móc potulić w tym czasie starszą. Rzecz w tym, że kiedy urodziło się moje pierwsze dziecko byłam bardzo zaborcza i kompletnie nie miałam ochoty oddawać komuś w ramiona mojego dziecka, bowiem wywoływało to we mnie ogromne obawy o to czy jest bezpieczna. I niezależnie od tego jak głupie Ci się to wydaje, matka ma prawo do takich odczuć, mimo że trudno będzie się jej do tego przyznać. Dlatego zamiast łapczywie wyrywać noworodka z ramion matuli poczekaj czy sama to zaoferuje, a jeśli nie możesz się doczekać to po prostu szczerze zapytaj i nie obrażaj się jeśli usłyszysz odmowę. To nic osobistego ani wymierzonego w Ciebie – ot po prostu matula musi sobie jeszcze trochę rzeczy poukładać.

A skoro już jesteśmy przy tuleniu to…

Ten mały człowieczek dopiero co opuścił bezpieczne wody matczynego brzucha, które tłumiły dochodzące do niego dźwięki, zapachy, światła. Dla niego wszystko jest nowe i nieznane więc kiedy do domu przyjdzie nowy człowiek, któremu towarzyszy intensywny zapach perfum może poczuć się nieco przytłoczony, a jego biedny zmysł węchu przebodźcowany, co może skutkować chociażby mocno niespokojną nocą dla całej rodziny. Oczywiście nie każde dziecko będzie na to wrażliwe, ale póki nie znasz maluchowych preferencji to może lepiej wstrzymać się z wylewaniem na siebie zwyczajowej ilości zapachów na czas wizyty u małego człowieka.

Jeśli nie jest się rodzicem lub naj, naj, najbliższą rodziną to nie całuje się noworodków i niemowląt – ani w rączki, ani w usta, ani policzki, ani nigdzie. Po prostu.

Kiedy byłam bezdzietna namiętnie kupowałam w ramach prezentu dla dzieci znajomych i rodziny pluszaki, głównie misie stylizowane na stare, taka wiecie, hipsterka pełną gębą. Kiedy stałam się dzietna zaczęłam doceniać to, że żaden z tamtych rodziców mnie za te misie nie zamordował :)) bogata kolekcja pluszaków moich dzieci, na którą składają się absolutnie wszystkie misie i inne stwory otrzymywane nagminnie w darach od pierwszych dni życia, zajmuje teraz połowę ich pokoju i jest w dużym stopniu odpowiedzialna za panujący tam rozgardiasz ;)) a nie sposób się stworów pozbyć, bo mali ludzie prowadzą rejestr pluszowych lokatorów ich pokoju i nie przegadasz.

W ciąży wszyscy pytali kobietę o to jak się czuje. Po pojawieniu się dziecka – nikt już zwykle na samopoczucie matki uwagi nie zwraca. Bardzo wiele kobiet z którymi miałam okazję wymienić doświadczenia podkreśla właśnie to, że w trakcie odwiedzin rodziny i znajomych po porodzie czuły się jakby one się już nie liczyły. I choć może się to wydawać dziecinne czy niedojrzałe, to pamiętajmy proszę, że ta kobieta znajduje się właśnie w jednym z najbardziej kruchych i wrażliwych okresów swego życia. Przechodzi rewolucję emocjonalną, przewartościowuje swoje życie, jest zmęczona, niewsypana, zestresowana, obolała, podatna na pastwiące się nad nią hormony, a jej organy wewnętrzne ciągle usiłują odnaleźć to miejsce w którym były zanim 3 kilogramowy człowiek skopał je na boki. Bądź więc wyrozumiały, zwróć uwagę także na nią, zapewnij, że jest cudowną mamą i że zawsze może liczyć na Twoje wsparcie i jeśli będzie potrzebowała może wypłakać ci się do telefonu. W wielu kulturach matkę otacza się w połogu ogromnym wsparciem i traktuje wyjątkowo – my nie mamy co prawda tradycji zapewniania matuli rytualnych kąpieli, masaży czy posiłków, ale fajnie by było gdybyśmy wprowadzili tradycję zapewniania jej zwyczajnej, szczerej i płynącej z głębi serducha troski. Tacie warto zaoferować to samo.

Nie mów mamie że wygląda na zmęczoną, że brzuszek jej się jeszcze nie wchłonął, nie zaglądaj w dekolt mówiąc, że piersi ma teraz obrzmiałe i widać na nich żyły. Ona to widzi – ma oczyska, na 99,9% ma też w domu jakieś lustro, więc naprawdę nie trzeba jej mówić, że ma dwie ręce, dwie nogi i wystający brzuch. I nawet jeśli przed dzieckiem wasza relacja była na tyle zażyła, że mogliście jej dać kuksańca w bok i powiedzieć bez obaw że wygląda dziś jak stara parówa – tym razem powściągnijcie te chuci – w zalaniu hormonami i przytłoczeniu nową rolą niektóre rzeczy odbiera się intensywniej i z nieco mniejszym dystansem niż zwykle – i spokojnie – to jej przejdzie tylko dajcie jej chwilę czasu.

W dobie maili i smsów kartki to rzadko stosowany element gratulacyjny, a szkoda, bo ja mam ogromny sentyment do każdej jednej karteluszki jaką dostaliśmy po narodzinach naszych dzieci – wszystkie odłożyłam do pudełek, które maluchy dostaną jak już będą dorosłe. I jestem pewna, że czytanie o tym jak witano ich na świecie sprawi im masę radości. A póki co sprawia radość mi, bo od czasu do czasu sobie do tych kartek wracam i bardzo jestem wdzięczna wszystkim ludziom, którzy o kartce pomyśleli, plując sobie jednocześnie w brodę, że ja sama nie wpadłam na to wcześniej i tyle fajnych okazji na wręczenie kartki z gratulacjami przegapiłam. To naprawdę niewielki koszt, a miła pamiątka i dla rodziców i dla dziecka.

Kolorystyka kartek dla Pierworodnej była dość jednorodna 😀

Rodzimą gościnnością szczycimy się od wieków, więc mamy gdzieś tam głęboko zakorzenione przeświadczenie, że jak do kogoś idziemy to on powinien nas po królewsku ugościć. Warto jednak przemyśleć czy nie jesteśmy aby w stanie tym razem, wyjątkowo odwrócić ról i kilka dni przed wizytą poinformować świeżo upieczonych rodziców żeby nic nie przygotowywali tylko zajęli się odnajdywaniem w nowej roli, a my przyniesiemy kawę i ciacho, a jeśli macie możliwości finansowe i logistyczne to może nawet obiad albo ciepłą przekąskę. Gwarantuje, że młodzi rodzice będą pamiętali o tym geście bardzo długo!

Jak widać to nie są wielce skomplikowane kwestie, a naprawdę mogą przyczynić się do tego, że świeżo upieczeni rodzice będą wspominać waszą wizytę z radością na licu, bo po tabunie pociotek, które wpadły, zajrzały krytyczne w każdy kąt, zażądały pełnej obsługi kelnerskiej serwującej 3 rodzaje ciasta, wycałowały dziecinę po rączkach i główce „bo cium-cium śłodki taki” i wyszczypały po pucołowatych policzkach, udzieliły tysiąca nieproszonych rad i wygłosiły tyleż samo niezbyt subtelnych uwag – wizyta ludzi, którzy po prostu przyszli poznać małego człowieka i wesprzeć choć troszkę świeżo upieczonych rodziców jawi się naprawdę cudownie. I nie martwcie się jeśli wasi znajomi, którzy właśnie stali się rodzicami będą gadać w kółko o swoim dziecku i jeszcze dodatkowo pokazywać wam zdjęcia na których uwieczniono berbecia mimo że przecież jest z wami w pokoju i naprawdę nie widzicie potrzeby by dodatkowo oglądać jego facjatę na dwóch tysiącach trzystu takich samych zdjęciach. Przejdzie im szybciej niż wam się wydaje i jeszcze wrócą wasi starzy, normalni przyjaciele. Wiem co mówię – byłam po obu stronach 😉 A póki co powodzenia!

A wy jakie macie doświadczenia z odwiedzinami u waszych noworodków? Dodalibyście coś? Jakieś wskazówki? Dzielcie się nimi śmiało – ja naprawdę żałuję, że z tylu rzeczy nie zdawałam sobie kiedyś sprawy.

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3). Żona Wirgiliusza. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

69 komentarzy

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Paulina

    Ja jeszcze bym dodała, że odwiedziny powinny być krótkie – dwie godziny to maksimum, zwłaszcza że nie każda mama ma ochotę karmić piersią przy gościach. Albo spędzić np. godzinę w drugim pokoju karmiąc piersią, gdy goście czekają za ścianą. A godzina-dwie dają szansę trafienia między porami karmienia (chyba że ma się małą przyssawkę 24/7 ;)). Pamiętam ze “wyganianie” gości to było trudniejsze wyzwanie niż prośba o umycie rąk, zawsze mąż to bral na siebie.

    • Odpowiedz Sierpień 25, 2017

      Pat

      To prawda, u nas w rodzinie jest takie powiedzenie: “Matka, idziem spać, bo goście chcą do domu”. Zasadniczo działa. Mnie denerwuje do granic robienie maluchowi zdjec, bez pytania i co najgorsiejsze kolportowanie ich.

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Jola

    Jedna rzecz mnie doprowadzała do szału, kiedy rodziły się obie moje córki – godziny odwiedzin. Ludzie namiętnie odwiedzali nas po pracy – czyli godzina 18-19. Dla mnie to była pora kiedy powoli szykuję kąpiel i w ogóle to już dla dzieciaków czas na spanie.
    Pozostaje jeszcze kwestia prezentu 🙂 Bo jednak zwykło się coś przynosić dla berbecia. Ja osobiście najbardziej byłam wdzięczna za pieluchy. Rodzice mają swój gust i niekoniecznie muszą im się podobać takie same ubranka co nam. Więc paczka pieluch jednorazowych albo tetrowych (bo tego nie za wiele) to zawsze dobry podarunek 😊 Tylko trzeba się tez dowiedzieć jakie, bo ja z kolei dostawałam same te, których córka nie tolerowała 😁

    • Odpowiedz Sierpień 31, 2017

      Magda

      A dla mnie przynoszenie w prezencie pieluch dla dziecka to jak przynoszenie w prezencie dla dorosłej osoby papieru taletowego lub podpasek. Niesmaczne:/

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Kamila

    Świetny wpis! Oczekuję pierwszego maluszka i chciałabym, żeby każdy miał taką świadomość. Sama odwiedziłam do tej pory w szpitalu tylko moją przyjaciółkę, którą oczywiście wcześniej spytałam o zdanie (miała mi pokazać szpital w którym chciałabym rodzić).

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Ala

    Piękne podsumowanie! Ja bym dodała, żeby się zbytnio nie zasiedzieć i wyjść przed wieczorną kąpielą 😉 Chyba, że rodzice nalegają na co innego. Pamiętam jak znajomi się zasiedzieli i nie bardzo wiedzieliśmy jak ich dyskretnie wyprosić i co zrobić z maluchem jeśli sami nie wpadną na to, żeby wyjść, a byliśmy na etapie, że kąpanie tylko we dwoje 😀

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    nezu

    A jak to jest z odwiedzaniem z przedszkolakami/żłobkowiczami czyli roznosicielami zarazków? Nasz malutki sąsiad kiedy nie miał jeszcze tygodnia złapał jakąś bakterie, wylądował w szpitalu, sepsa, tona antybiotyków – straszna sprawa. Mój mąż zawsze obwiniał odwiedziny ich rodziny właśnie z tabunem dzieci w wieku przedszkolnym, ale to nie ocena specjalisty 😉 Kiedy nasz synek urósł i zaczęliśmy być zapraszani na odwiedziny u noworodków nastraszeni tą historią prosiliśmy, żeby poczekać trochę, nie chcieliśmy przprowadzać takiego zarażacza. Ale zwykle świeży rodzice się fochali i nie rozumieli o co nam chodzi. No to jak to jest? Można z takim przedszkolakiem zdrowym? No bo z takim zakatarzonym to raczej na pewno nie, prawda?

    • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

      Alicja

      Ja moich bym nigdy na takie odwiedziny nie zabrała, rozumiem jednak, że nie każdy ma możliwość zostawić dzieci z babcią czy dziadkiem, więc w takiej sytuacji poczekałabym tak ze 2-3 miesiące z wizytą najpierw uczulając młodocianych co można a czego nie. No i oczywiście perfekcyjnie zdrowe muszą być – o co zwłaszcza w sezonie zimowym bywa trudno.

    • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

      Olga

      inną opcją jest spotkać się z mamą i maluszkiem na dworze na spacerze. Wtedy ewentualne zarazki się “rozcieńczą”

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    A.

    Tak, zgadzam się. Zwłaszcza goście, którzy oczekują kawy, ciasta itp i zjadają moje biszkopty (główne źródło pożywienie w trakcie dluuuguch karmień). Te zasady w pełni zrozumiałam dopiero gdy sama jestem mamą, na szczęście mam własną mamę, która zawsze wciskała mi dodatkowy prezent dla młodej matki gdy szłam z wizytą do niemowlaka (a to filiżanka, a to śmieszne skarpetki, a to jakiś kosmetyk). Po urodzeniu mojej córeczki mama była z nami tydzień – do opieki nad nią się nie wytrącała. Natomiast opiekowała się mną i domem. Gotowała, robiła zakupy, prasowała i sprzątała. A my mogliśmy się skupić tylko na Małej. Bardzo miło mi jest z powodu prezentów, które dostaje gdy ktoś pierwszy raz widzi małą, ale przyznam, że są to już moje “dzietne koleżanki” – dostałam piękny kubek termiczny, kwiaty – ale także wkładki laktacyjne:)

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Natalia

    Ja bym dodała jeszcze np taką kwestię, ze nie każdy świeżo upieczony rodzic (i to nie ważne czy pierwszego czy drugiego czy n-tego dziecka) ma ochotę na odwiedziny wieczorową porą, i aby te odwiedziny niekoniecznie musiały się odbywać w dniu w ktorym matula wyszła ze szpitala 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Aga

    Ja bym dodała, żeby przed samym wejściem napisać z pytaniem czy mogą użyć domofonu. Wiele razy usypiałam młodego specjalnie przed wizytą żeby spokojnie pogadać, po czym goście mi go budzili domofonem.

    Z hitów wizyt szpitalnych: moją babcia przyjechała do szpitala niezapowiedziana, nieproszona z czekoladkami z alkoholem 😂

    • Odpowiedz Wrzesień 6, 2017

      Ewelina

      I co jeszcze bez przesady. Jeśli ja bym chciała żeby ktoś nie używał domofonu sama bym wysłała sms nie używacie domofonu bo budzi malucha i tyle.

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Natko

    Ja bym dodała bardziej dosadnie – jeśli nie jestes najblizsza rodziną (dziadkowie, rodzeństwo) nie odwiedzaj w ogóle w szpitalu i nie siedz za długo 🙂

    • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

      Sylwka

      Dokładnie! Bezwzględny zakaz odwiedzin dla znajomych. Leżałam na sali z dziewczyną, która miała gości CAŁY DZIEŃ! Jedni wychodzili, następni wchodzili. Czułam się okropnie leżąc z gołą dupą, cała obolała i zakrwawiona, bojąc się że któryś z gości zobaczy coś niechcąco przez małą, cienką szpitalną kołdrę.

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Ela

    Fajny wpis 🙂 ja pamiętam że po urodzeniu 1 dziecka ogromnie było mi miło gdy oprócz kwiatów od męża dostałam też kwiatka od ciotki mojego męża, ktora powiedziała że dziecko dzieckiem ale to ja odwalilam kawał dobrej roboty i należy mi się mały upominek 😉 zaskoczyło mnie to bo wszyscy przynosili prezenty dla Jagódki. I tak jak piszesz- miałam ochotę wydrapać wszystkim oczy którzy chcieli brać córkę na ręce, szczególnie teściowej i jak zachwycała się jak karmię a mnie to ogromnie krępowało tym bardziej że nie szło nam super od początku. Ostatnio witaliśmy na świecie synka przyjaciół i choć nie pomyślałam o kartce wszystkie twoje punkty spełniłam 😉

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    monika

    Moim zdaniem warto pamiętać o tym zeby świeżo upieczonej mamie rowniez cos kupic 🙂 np piekny bukiet kwiatów, czesto dzieci dostaja prezenty a mama nic

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Magda

    Ja bym dopisała, że goście powinni być bezwzględnie zdrowi i mieć zdrowych domowników.

    • Odpowiedz Sierpień 25, 2017

      Remia

      Właśnie tak! Okropnie to było krępujące, ale pytałam przed wizytą. I żeby nie przychodzili prosto po pracy, czy z innego skupiska ludzi, szczególnie w sezonie chorobowym.

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Agula

    Ja bardzo cieszyłam się gdy odwiedzający mnie po porodzie znajomi przynosili też jakiś drobiazg dla mojej wtedy 5-letniej córki. Żeby nie czuła że wszyscy teraz patrzą tylko na noworodka a o niej już zapomnieli. Kartki z gratulacjami dla starszej siostry, ktore wtedy dostała, trzyma do dziś 😀

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Mila

    O jaaaa. Zgadzam sie totalnie z pierwszymi piecioma punktami. Tesciowa i szwagierka, ktorym trzeba za kazdym razem przypominac o myciu rąk – nikomu nie życzę. Są tez maniaczkami przytulania mojego synka. Wkurza mnie to tym bardziej, ze zle go nosza i nie sluchaja moich uwag.

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Kdahlke

    Fajnym doświadczeniem (o którym ja niestety nie pamiętałam idąc na odwiedziny) było usłyszenie dobrego słowa, że dałam radę, byłam dzielna, itp. i otrzymanie jakiegoś drobiazgu (kwiatek, czekoladki). Niestety ja nigdy nie wręczyłam świeżo upieczonej mamie żadnego prezentu.. szkoda, bo to jest drobiazg, a daje niezwykły przekaz ” ona została mamą, była dzielna i wspaniała i wydała ma świat cudowną osóbkę”.

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Bibi

    Wedlug mnie w ogóle powinno się odwiedzać po miesiącu, dwóch. Rodzice naprawdę mają na głowie tyle emocji, są słabo okrzepnięci, wdrażają się w rytm, uczą siebie nawzajem z dzieckiem – bardzo mnie denerwowały takie wizyty. Kiedyś miałam poważny problem z uśpieniem synka, a goście cierpliwie siedzieli w gościnnym czekając, aż się uporam z trudnościami. Miałam ochotę wyrzucić ich po prostu z balkonu 😌

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    magda

    prezent dla mamy zdecydowanie tak (najlepiej fajny kosmetyk). i jeszcze, zeby nie zapominac o starszym rodzenstwie – to male w koncu i tak nic nie kuma, a starsze stoi z boku i smutno mu, ze nagle wszyscy leca do kolyski, a o nim zapomnieli. a przeciez temu malemu czlowiekowi wlasnie swiat sie zmienil – nie jest juz jedynakiem, a rodzice maja mniej czasu. warto najpierw z nim sie przywitac i wreczyc jakis drobiazg, a dopiero potem pedzic do bobasa

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    MAGDA

    Bardzo trafne rady. Dodałabym jeszcze: idąc na pierwszą wizytę do noworodka swoje małe dzieci zostaw w domu! niech mały człowiek nabiera odporności z dala od wszystkich wirusów, bakterii i pasożytów przyniesionych z przedszkolnych sal (szczególnie że dzieci bardzo chętnie tulą, głaszczą i przytulają pojawiające się nowe “żywe lalki”) 😉 😛

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Karolina

    Wydawałoby się, że to takie oczywiste, ale wdrażanie wymienionych przez Ciebie zasad w życie po narodzinach naszego pierwszego a potem i drugiego dziecka to była orka na ugorze. Naraziłam się pewnie wielu osobom, dla wielu absolutnie niezrozumiałe było dlaczego nie zgadzamy się na odwiedziny tuż po porodzie i dlaczego prosimy o nie wchodzenie w butach tylko proponujemy kapcie 🙂 A gdy grzecznie odmówiłam przyjęcia niezapowiedzianej (!) wizyty kilkuosobowej rodziny gdy córeczka miała dwa tygodnie zostałam wpisana na czarną listę 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    STARA MATKA

    Byłam w takiej emocjonalnej huśtawce, że przychodzący do szpitala mnie doprowadzali do szału, pchali swoje brudne łapska do mojej sterylnie przechowywanej córci. W domu natomiast płakałam, że mało kto mnie odwiedza, a jak już przyjdą to trzeba się nimi zajmować i zawsze wpadali jak córka spała i układałam się, żeby spać razem z nią. Jak brali na ręce to było mi źle, bo byli (według mnie) skażeni 😉 jak nie brali, to psy wieszałam, że przyjdą i nawet nie pomogą, nie odciążą. Najbardziej wkurzała mnie moja mama, która przychodziła gotować (chwałą jej za to), ale i tak byłam niezadowolona, bo przecież siedzi w tych garach zamiast mi pomóc uspokoić to rozdarte dziecię.
    Trudny to był czas, czułam się jak w więzieniu w dodatku z bestią, która tylko czeka, aż usiądę żeby zacząć swoją arię 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Karolina

    Zgadzam się też, że prezent dla mamy to cudowny gest w tym trudnym okresie. A jeszcze lepszym jest zapewnienie smacznych i ciepłych posiłków, bo ja akurat kompletnie nie radziłam sobie przy pierwszym dziecku z gotowaniem i gdyby nie pomoc byłabym wygłodzona.

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Karolina

    A co do bukietu to kobietka, z którą byłam na sali taki otrzymała, ale położna kazała go usunąć, bo to siedlisko bakterii 🙂 Zatem lepsze czekoladli, bo łatwiej je ukryć 🙂

    • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

      Adrianna Zofia

      Zgadzam się w zupełności. Czekoladki dla świeżo upieczonej mamy miłe widziane 😊

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Ania

    Mleko mamy. O wartości, konsystencji i innych, wypowiadały się osoby, które nie karmiły albo ich mleczna przygoda trwała 3 miesiące. Po czym faszerowały swoje dzieci normalnym jedzeniem. Komentarze z ich strony nie powinny w ogóle wychodzić im z ust. Ja miałam na to uczulenie. I na temat tego, że się nad sobą rozczulam. Za przeproszeniem, skąd mogą wiedzieć jak się czuję fizycznie tydzień, dwa czy miesiąc po porodzie. Skoro nie siedzą w mojej skórze. Jak w ogóle można to komentować?! Smutne. Szczerze, to teściowe nie powinny się wcale wtrącać. Moja co nie powie, to klapa. Ciążę przeleżałam i na temat ciąży, porodu i rodzicielstwa przeczytałam bardzo dużo. Wiedzy aktualnej. Ech czy bliscy nie mogliby się po prostu cieszyć, a nie sypać rady i komentarze jak z rękawa?

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Kasia

    Eee tam, siedlisko bakterii – w szpitalu, gdzie rodzilam (Szwajcaria) byl na korytarzu przygotowany caly zestaw wazonow i wazonikow na kwiaty, z ktorego mozna bylo korzystac i ustawiac je we wlasnej sali 😊 Takze z kwiatami sie zgadzam – mily gest 😊😊😊 czego nie podarowywac – kosmetykow dla bobasa, chyba ze rodzice sami wskaza marke lub konkretny produkt, ktorego uzywaja. Potem laduje matka z rocznym zapasem plynow do kapieli, ktorych i tak nie chcevtestowac na wrazliwej skorze niemowlaka

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    LADA CHWILA MŁODA MAMA

    Bardzo cenny tekst! Zamierzam podzielić się nim z kilkoma koleżankami. Większość punktów jest dla mnie w miarę intuicyjna i naturalna, ale i tak żałuję, że dopiero teraz trafiłam na tak świetny poradnik. Zobaczymy jak nasi goście będą się zachowywać, ale też jak ja, jako świeżo upieczona matka, w tym wszystkim się odnajdę, czy wystarczy mi asertywności 😉

  • Odpowiedz Sierpień 23, 2017

    Mama Ewci

    Oj tak, jak mnie denerwowało w szpitalu to, że do męża wydzwaniano z tematem “A kiedy możemy przyjść?”… Co do mycia rąk, to przykładem była dla mnie położna środowiskowa, która prosto od wejścia kierowała się do łazienki, aby umyć ręce przed spotkaniem z dzieckiem. Teściowa zaglądająca do pokoju, żeby popatrzeć jak to ja karmię krępowała mnie na maxa, ale z równocześnie to właśnie ona pytała, jak się czuję, gdy byłam zaraz po porodzie. Z drugiej strony moja mama, która dużo nam pomagała, ale ciężko jej było wyjść, co irytowało i mnie i męża. A najśmieszniejsze były porady młodszej siostry, która nie ma dzieci, ale najwięcej miała na ten temat do powiedzenia. Oj, znowu mnie to czeka za kilka miesięcy. 😉

  • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

    Margit

    A ja bym jeszcze dodała, chociaż to może brutalne, ale: “jeśli złapałeś przeziębienie/twoje dziecko przyniosło ze żłobka katarek/Tak tylko troszeczkę pokasłujesz – nie przychodź do noworodka w ogóle!”. Niby oczywiste, a jednak nie…

  • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

    Algo

    W szpitalu po narodzinach spędziłyśmy tydzień i czułam się tam bardzo samotna. Po powrocie do domu mąż długo pracował i tak samo marzyłam żeby ktoś do nas przyszedł. Nie w jakieś wielkie wizyty ale tak zwyczajnie posiedzieć obok. Wpadała głównie teściowa, ale po to żeby “zająć się małą” więc zabierała mi ją, co było jeszcze gorsze. Nie zabierać noworodka mamie!

    • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

      Ewa

      Nie zabierać noworodka mamie! Zgadzam sie z tym absolutnie. Niestety bylam w podobnej sytuacji i tez, niestety, z tesciowa. Na ustach haslo, ze ja chce dobrze i tylko chce pomoc, niestety wyrzadza sie krzywde mamie, jesli dolozyc do tego burze hormonow, zmeczenie, problemy z karmieniem, przepis na zepsucie pierwszych tygodni po porodzie zapewniony.

  • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

    Agnes

    Z racji tego, że moja rodzina mieszka daleko to odwiedzała nas tylko rodzina męża. W szpitalu teść wpadł na 5 minut, szwagier z żoną byli minut 10!! W domu też nie było tłumów także nie mogę narzekać na rodzinę czy znajomych, wszyscy rozumieli sytuację. Natomiast rodziny kobiet które dzieliły z nami salę to już inna bajka… Bez przerwy tłumy, myślałam że oszaleję. Synek w drugiej dobie życia miał żółtaczkę i był naświetlany, akurat do obu Pań z sali przyszły rodziny, po kilka osób do każdej. W sali zrobiło się duszno, do tego doszła jeszcze lampa. Nagle pewien Pan wpadł na pomysł żeby otworzyć okno bo przecież w sali jest gorąco. Szybko sprowadziłam go do poziomu, powiedziałam że na dworze zimno, noworodki na sali z czego jedno nagie, skoro mu tak duszno to niech wyjdzie z sali. Tylko ja tak zareagowałam, co jest zastanawiające…

  • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

    Adrianna Zofia

    Mam jeden bardzo ważny punkt do dodania: jeśli wiemy, że mama karmi piersią to nie przynosimy jej w prezencie butelek, smoczków i tego typu rzeczy. Powinnismy wiedzieć, że na pewno natrudziła się nad rozkręcenie laktacji i przynoszenie butelek w prezencie i sugerowanie tym samym aby podała mleczko mm w butelce nie ułatwi jej tej walki o karmienie małej dzieciny swoim jakże zdrowym mlekiem.
    Sama popełniłam taki błąd dając właśnie jako prezent butelkę i wszystkie gadżety mamie karmiącej piersią. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jako bezdzietna, że lepiej takich rzeczy nie robić. Dziś jako mama wiem, że może to zdołować bo dostałam masę sugesti że może lepiej dokarmić, dostałam butelki, smoczki itd.

  • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

    Patyk

    U mnie w szpitalu było tak, że tylko jedna osoba mogła odwiedzać. I uważam to za świetny pomysł. Myślę, że dla obolałej kobiety, której szaleją hormony, jest niewyspana i zmęczona, odwiedziny całej rodziny w szpitalu nie są szczytem marzeń. Natomiast przytulenie się do męża i jego kojący głos, jest wybawieniem.
    Muszę się przyznać bez bicia, że zanim zostałam matką, nie wiedziałam, że należy myć ręce zanim ma się kontakt z noworodkiem czy niemowlakiem. Fakt, niby oczywiste ale nie dla wszystkich. Na szczęście osoby nas odwiedzające o tym wiedziały. Co do samego terminu pierwszych odwiedzin, to nasz pediatra zalecał aby poczekać z tym miesiąc, i my właśnie tak zrobiliśmy. Zebraliśmy całą naszą rodzinę na tzw. pępkowym prawie miesiąc po urodzeniu się naszej córeczki. I to był bardzo dobry pomysł. Miałam też czas aby dojść do siebie, ochłonąć i nadzwyczajnej w świecie, przygotować sobie wszystko. Bardzo chcieliśmy aby nasi najbliżsi poznali naszą córeczkę i bardzo sympatycznie dzisiaj wspominam to spotkanie rodzinne. Przedszkolaki natomiast czekały dwa miesiące zanim do nas zawitały. Ale ich matki to mądre kobiety są i nawet nie musiałam tego tłumaczyć.
    Co do całowania i tulenia noworodków, to u nas jakoś nikt się nie wyrywał bo i tak bym nie dała:))). Chyba instynktownie to wyczuwali. Całować powinna tylko matka, ojciec ewentualnie w nóżki, inne osoby zdecydowanie niewskazane do całowania. I ja się tego trzymam. Co to w ogóle za pomysł z tym całowaniem wszystkich dookoła.

    • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

      Zdziwiona

      Serio?! “(…) ojciec ewentualnie w nóżki…”?! Z jakiego powodu, jeśli można spytać?

      • Odpowiedz Wrzesień 6, 2017

        Ewelina

        Też jestem ciekawa !

  • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

    ell

    Widzę, że wszystkie mamy podobne spostrzeżenia. My w trakcie umawiania się już informujemy, że mamy czas tylko do 18 bo później zaczynamy wieczorne rytuały. Jak ktoś się zapomni to po prostu wstajemy i mówimy, że idziemy przygotować kąpiel. Działa 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

    Oo

    Na pewno odwiedziny w szpitalu powinny być ograniczone do minimum, chyba że ma się salę 1os – ale siedzenie na głowie naszej rodziny i pociotkow obcej, obolalej kobiecie po porodzie to inny rodzaj katuszy za który jest osobne miejsce w piekle.
    Ja zastosowałam starą zasadę że połóg to czas bez odwiedzin. Nasza rodzina jest daleko, więc asertywnie zrzucilismy wszystkie chęci wproszenia nam się na chatę tydzień po porodzie. Z opcją pełnej obsługi spożywczej i zabawiania teściów, którzy by siedzieli na kanapie bawiąc nasze dziecko. Troszkę był foch, alw widziałam jak na głowę sobie pozwoliła wejść szwagierka, więc nie było litości 😉
    Z niepożądanych zachowań dodałbym złote rady z gatunku nie znam się, to się wypowiem. Najlepiej W OGÓLE nie pytać o karmienie, laktacje, nie mówić “pewnie głodny” jeśli płacze, albo z wyrzutem pytać matkę co zjadła bo dziecko “jakieś wątle” lub nie może zrobić kupy.
    Zasiedzenie się do 20 – duuuze faux pas. O prezent najlepiej spytać, a jak nie to paka pampers premium care albo bon do Smyka czy Empiku sprawdzą się najlepiej. Ciuszki bez sensu…. mam całe szuflady takich szmatek co Młody nie założy nigdy bo ma etap że przez głowę nie założę mu nic. Zabawki tylko nie grające i nie pluszaki 😉
    No i obiad dla młodych rodziców, propozycja wzięcia dziecka na spacer gdy mama pójdzie do fryzjera – najlepiej!

  • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

    Kamila

    U nas od dwóch tygodni nowy członek rodziny(druga córeczka:)) i jak na razie nie miałam się okazji martwić o tabuny gości(a ni o to,że moja macica po cesarce wykonuje dziwne ewolucje;)),bo byłam zmuszona w kilka dni po wyjściu ze szpitala…przeprowadzić się do nowego mieszkania.Skutkiem tego nie mam gdzie przyjmować owych tabunów;).Niestety mój teść już zdąrzył dobrać się do smoczka bez umycia rąk:/(całe szczęście moja mama-jak przystało na medyczną rodzinę-ma to samo spaczenie co ja;)i szybko podebrała smoka).
    Ale tak już na poważnie.Tekst bardzo pezydatny.Z checią bym do niego pacjentów odsyłała albo dawała wydrykowany(jeśli oczywiście się zgodzisz),bo czasami mam wrażenie,ze po mimo iż tłumaczę jak ważny jest ten okres dla rodziców i noworodka,to nie bardzo to dociera albo dociera ale rodzice bardziej martwią się tym co rodzina powie,a nie tym co takie masowe odwiedziny mogą nieść ze sobą dla małego człowieczka.

  • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

    Marta

    U mnie w szpitalu odwiedziny były tylko na korytarzu i to nawet tata. Dziecka był zakaz wynoszenia, więc tata oglądał je praktycznie tylko w drzwiach. I byłam z tego powodu przeszczęśliwa, bo odwiedzający przy 3-6 kobietkach na sali – nawet na krótko – to dla mnie był by koszmarek. Jak karmić, wstać z łóżka w ogóle. A co do odwiedzin w domu – byłam szczęśliwa jak ktoś przychodził, mi nie przeszkadzało późno, ale nasz bąbel chodził spać ok. 22 razem ze mną. Tęskno było mi do towarzystwa, cały czas w domu z małym, nawet na spacery nie chodziłam, bo był listopad, a jeszcze 4 piętro, tylko na balkon. Za to jak po 3 tyg przyjechali teściowie niestety skończyło się szpitalem dla małego, coś złapał. I wmawianiem mi, że dziecko wymiotuje i ma krew w kale, bo “coś zjadłam”… Jeśli chodzi o prezenty to od teraz będę zawsze kupować coś dla mamy i starszego rodzeństwa 🙂 Akurat dla mnie prezenty praktyczne były słabe, bo nie używam prawie żadnych kosmetyków dla dziecka (kąpiel w owsiance najlepsza :)), mokrych chusteczek, pieluch jednorazowych – oddawałam takie rzeczy znajomym z dziećmi. Ale dziecięce mydełko było super do mycia rąk 🙂 Więc warto znać preferencje rodziców. Ja się cieszyłam najbardziej z ubranek właśnie. I z książek.

  • Odpowiedz Sierpień 24, 2017

    mama roczniaczki

    To branie na ręce i tulenie… Niby pytali, czy mogą, ale ja sobie tłumaczyłam, że muszę się zachowywać normalnie i nie dać się zwariować, więc pozwalałam. A potem najchętniej bym się rozpłakała i wydarła z objęć! Wkurzałam się i na ciotki, i na siebie. I nawet Najlepszy z Mężów tego nie rozumiał. I myślę, że lepiej po prostu nie brać. Zachwycać się, ale z bezpieczniej odległości.

    • Odpowiedz Wrzesień 11, 2017

      ania

      Dokładnie tak! Tak bardzo Cię rozumiem, to samo czułam! Do dziś sobie wyrzucam, że jakoś grzecznie czy żartem nie odmówiłam. U mnie jeszcze było przekazywanie sobie dziecka z rąk do rąk, zeby sobie z nim zdjecie zrobic, bo teściowa sesję zdjęciową sobie zarządziła. Wychodziłam z siebie. Teraz obiecuję sobie, że przy drugim już tak się nie dam.

  • Odpowiedz Sierpień 25, 2017

    Magda

    Nie mam dzieci, ale widać różne osoby mają różne pomysły na pierwsze dni z nowym członkiem rodziny. Znajoma (dość bliska ale nie jakaś najbliższa przyjaciółka) zaprosiła mnie np do szpitala dzień po urodzeniu córeczki. Osobiście do głowy by mi takie odwiedziny nie przyszły, no ale skoro zaprosiła… Tak samo nie palę się specjalnie do brania noworodka na ręce, bo się boję, że “nie moje a jeszcze zepsuję i będzie kłopot” 😉 A często gęsto dzieci są mi wciskane prawie że przez świeżo upieczonych rodziców, bo ponoć nie tak łatwo uszkodzić 😉

  • Odpowiedz Sierpień 25, 2017

    Andżela

    Prawda jest taka, że o wszystko najlepiej zapytać. Czy o wizytę w szpitalu cz odwiedziny w domu czy nawet co chcieliby dostać. Każda z nas jest inna. Ja np przy pierwszej córce potrzebowałam towarzystwa naprawdę. Lubiłam jak ktoś bez przerwy mnie odwiedza. W szpitalu też sporo osób nas odwiedziło 😉

  • Odpowiedz Sierpień 25, 2017

    Beata

    Powinniśmy postarać się zrozumieć daną osobę. Każda mama po porodzie różnie się czuje. Jedne muszą dużo odpoczywać jedne mają masę energii. Warto też pomyśleć czy nie pomóc w czymś? Np moja przyjaciółka była przemęczona w nocy często mała jej się budziła a dzień spała dłużej tylko na spacerze w wózku mąż po 12 h i zmęczenie i frustracja była. Brałam na 2h na spacer małą a ona w tym czasie mogła się przespać. I często praktyczna pomoc jest lepsza niż masę nie potrzebnych gadżetów dla dziecka.Ważne też żeby nie izolować się od takiej świeżo upieczonej mamy i zapytać konkretnie czy potrzebuję odwiedzin, towarzystwa.

  • Odpowiedz Sierpień 25, 2017

    Karolina

    W ogóle nie dotykać nieproszonym. Rzeczywiście niemal każdy wyciąga ręce, a to buziak w rączkę a to w nóżkę. Rozczarowanie malujące się na twarzy, że dzieci śpi a więc nie można gi o ponosić…Doprowadzało mnie to do szału, dziecko to nie lalka. Gotowałam się ze złości, bo czasem ze zmęczenia moja asertywność słabła, a potem po kryjomu czym prędzej wycierałam dziecku dotykane miejsce. Wiem jak to brzmi 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 26, 2017

    Jooo

    ,,Niby oczywiste, a jednak co druga osoba na widok…”
    czyli rozumiem masz jakiś odnośnik do wyników badan, które mogą to potwierdzić? Bardzo proszę o źródło;)

  • Odpowiedz Sierpień 28, 2017

    Karina

    U mnie rodzina zrobiła o co prosiłam: zdrowi obowiązkowo, umili ręce, nie dotykali, nie tulili. W szpitalu odwiedzić chciał mnie tylko tata (dziadek córci) odmówiłam. O moje samopoczucie martwił się tylko mąż i tata dla reszty nie miało ono znaczenia, a ja sama nie byłam w stanie stać dłużej niż 5min, bo tak bolały pozszywane miejsca, a leki nie pomagały na tak silny ból. O jakimś jedzeniu podczas odwiedzin rodziny nawet nie myślałam, wyzwaniem było zrobienie kanapek, które z resztą jadłam przez kolejne 3mc a jedyną ciepłą rzeczą była owocowa oczywiście herbata. Bo niestety nikt karmiacej matce i wymeczonemu mocnymi pobudkami ojcu nic nie zaproponował. A po jedzeniu z restauracji córcia ulewała. Sam szpital, no cóż wieczne odwiedziny (3osobowa sala), nie miałam jak karmić a nie lubię się obrażać w miejscach publicznych :). Do tego zgoszkniala bardzo niemiła kobieta z chorym bardzo dzieckiem. Współczuję wiem że to dramat, ale też nie moja wina, a ja chciałam się cieszyć tymi chwilami co nie było mi przez nią dane.

  • Odpowiedz Sierpień 28, 2017

    Basia, mama Stasia

    Jeżeli chodzi o szpital (Tychy) to panuje tam fajna zasada – jeżeli odwiedziny to tylko na korytarzu (noworodka można było zabrać ze sobą), żadnego wchodzenia do sal, nawet ojców dziecka. Kiedy chodziłam do szkoły rodzenia to położne już wtedy uczuliły nas żeby uprzedzić wszystkie mamy, teściowe, ciocie i co ważniejsze – wszystkie osobniki płci męskiej, że szpital to też czas na oswojenie się młodej mamy z nową sytuacją, wietrzenie krocza, użeranie się z niedoborem/nadmiarem mleka w piersiach, odespanie i odpoczęcie po porodzie itp.
    U nas to mąż wziął na siebie ciężar powiadomienia wszystkich o decyzji nieprzyjmowania gości przez przynajmniej tydzień po powrocie do domu czego oczywiście moja teściowa nie potrafiła zrozumieć. Najpierw dzwoniłą do mojej mamy (mama mieszka daleko, dlatego przyjechała do nas i mieszkała z nami 4 tygodnie po porodzie) i tłumaczyła się że ona by przyjechała ale my nie chcemy jej przyjąć (bo przecież co ludzie powiedzą, synowa z wnukiem 2 dni w domu, a ona jeszcze go nie widziałą), a potem wydzwaniała do mojej mamy i wypytywała czy czasem dziecko nie jest chore, wg niej na 100% było, bo przecież niemożliwe że tak je ukrywamy przed światem. Ostatecznie przyjechała do nas 5 dni po wyjściu ze szpitala, wisząc nade mną podczas karmienia piersią, co tak mnie krępowało że myślałam że ją uduszę. Kiedy już w końcu po 5 minutach mocowania się z przystawianiem się synka do piersi, usiadła na krześle naprzeciwko mnie i zaczęła mi opowiadać co będzie jak synek będzie miał kolki, bo to że będzie miał to wg niej było oczywiste (nie miał kolek). Po 20 minutach wysłuchiwania monologu teściowej o tym że z niczym sobie nie poradzę, nie spałam całą noc przekonana, że sobie z niczym nie dam rady, jestem beznadziejna i w ogóle macierzyństwo jest nie dla mnie.

  • Odpowiedz Sierpień 28, 2017

    Bodych Travellers

    Wszystko sie zgadza! Choć osobiście kartek dostać bym nie chciała, bo nigdy nie wiem co z nimi potem zrobić :P. Natomiast zaskoczyli mnie moi teściowie, którzy przygotowali dla mnie prezent w ramach podziękowań za urodzenie zdrowej wnuczki. Było to dla mnie bardzo wzruszające.
    Za nim trafiłam do szpitala powiedziałam wszystkim bez wyjątku, że nie życzę sobie wizyt w szpitalu oraz zaznaczyłam w formularzu przyjęć, ze nie maja prawa do informowania przybyłych o tym, gdzie “leżę” dopóki nie wyrażę na to zgody. Znajoma miała niezapowiedziany nalot rodziny dosłownie chwilę po urodzeniu…możecie sobie wyobrazić w jakim stanie była i jak bardzo się z tych odwiedzin ucieszyła…

  • Odpowiedz Sierpień 29, 2017

    Katarzyna

    Moja przyjaciółka (bezdzietna) popełniła straszną gafę. Miałam straszne problemy z karmieniem piersią, opóźnioną laktację przez co dziecko sie odwodniło (głodowało 🙁 ) i musiałam z nim wrócić do szpitala. W szpitalu gdy córeczka leżała pod kroplówką ja walczyłam o każdą kroplę mleka. Obwiniałam się, że przygłodziłam dziecko 🙁 Zadzwonila do mnie przyjaciółka, opowiedziałam jej co i jak, a ona próbowała mnie rozśmieszyć mówiąc “no tak, na głęboką wodę trzeba wrzucić dziecko, niech wie, że życie nie jest łatwe…” Mówiła to z ironią myśląc, że mi to pomoże, że zaczne się śmiać, a ja zaciskałam zęby i błagałam w myślach żeby przestała :(((

  • Odpowiedz Sierpień 30, 2017

    Gosia

    Super wpis, dziękuję! W szkole rodzenia powiedziano nam, że rodzina i dziadkowie mogą poczekać kilka tyg z odwiedzinami, aż się dzieciątko przyzwyczai, skolonizuje z bakteriami, z którymi będzie miało do czynienia bezwględnie (nie tylko nasze, ale najpierw szpitalne, potem domowe). Oj strasznie było, teściowa się obraziła. Powiedziała nawet, że nie jestem jej potrzebna podczas poznawania wnuczki … Odwiedziła nas, gdy młoda miała 5 dni. Tego dnia pierwszy raz płakała godzinami i w żaden sposób nie mogliśmy jej uspokoić. Dostała full prezentów, a ja od teścia kwiaty, to było przemiłe, bardzo się wzruszyłam. Mnóstwo gości przewinęło się przez nasz dom przez następnych kilka m-cy. Każdy coś przyniósł, jeden elektryczną nianię, inny zabawkę, to było miłe. Jedna “koleżanka”, matka maleńkich dzieci przyniosła nam wino … z szyderczym uśmiechem na twarzy. Bardzo cenię poczucie humoru, ale to zachowanie poniżej krytyki.
    Polecam odwiedziny w szpitali tylko przez tatę, zwłaszcza jeśli współdzielimy pokój. To naprawdę ciężki czas. Pomimo, że mój poród przebiegł w sposób wymarzony byłam wykończona, nie miałam siły rozmawiać, skoncentrować się, nie miałam ochoty nikogo widywać. Wstydziłam się poruszać po pokoju, np. przejść do łazienki, gdy tabuny gości przewalały się u innej pani z pokoju. Naprawdę warto uszanować ten czas, oddać go dziecku i rodzicom.

    • Odpowiedz Wrzesień 11, 2017

      Ania

      A w Niemczech na szkole rodzenia mowia wprost, ze od porodu koncza sie ograniczenia zywieniowe i mozemy sobie na porodowke nawet sushi zamowic. I ze alkohol jest dozwolony, o ile pamieta sie, ze go w mleku tyle co we krwi. Czyli pic najlepiej jak najblizej ostatniego wieczornego karmienia, bo do nastepnego te pol kieliszka sie wchlonie. I ja sie tego trzymam, w ciazy pilnuje sie bezwzglednie, bo wiem, ze kazdy promil w mojej krwi, to promil w krwi plodu, a podczas karmienia zdarzalo mi sie wzniesc toast czy podac ciasto nasaczane ponczem. I teraz pewnie do maja nie bede pic, bo najpierw ciaza, a potem czeste karmienie, ale jak sie rytm karmien ureguluje, to z przyjemnoscia otworze to wino, ktore dostalam na imieniny.

  • Odpowiedz Wrzesień 3, 2017

    Daria

    To opowiem Wam moją historyjke szpitalna. Na sali 3 matki i 3 noworodki.. Ja zabronilam odwiedzania nawet najblizszym. A do współlokatorek ciągle goście… Za jednymi drzwi sie zamykały, wchodzili następni.. mamy, babcie, tesciowe, siostry, kuzyn lekarz, kuzyn kierowca karetki.. Najlepsza była jednak przyjaciółka świeżo upieczonej mamy, ktora na porodówke przyszła przedstawić Nowego Chłopaka.. Biedak nie wiedział gdzie oczy schować..

    • Odpowiedz Wrzesień 5, 2017

      Ewa

      Hahaha ludzie to mają tupet i wyczucie chwili….

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2017

    Ola

    U mnie w szpitalu było tak, że w zasadzie mógł przychodzić tylko mąż… Oczywiście gdzieś tam wpadła moja siostra i mama- ale każda osobno- i to wręcz na 10 minut nie więcej… Bardzo się cieszyłam, że na oddziale są takie obostrzenia- panowała tam cisza i spokój… Goście do innych mam też przychodzili jednak sporadycznie i na krótko….
    A co do odwiedzania jak już się jest w domu… To uwielbiam takich ludzi, którzy kompletnie nie mają wyczucia czasu i sytuacji… Mam takich beztroskich znajomych… Przyszli odwiedzić i siedzieli do późnych godzin wieczornych… A ja z małym do drugiego pokoju, karmienie, usypianie, a oni siedzą i siedzą….. Czekająć kiedy przyjdę znowu pogadać… Ale to działa tylko w jedną stronę- jak już im się urodziło dziecko to nawet nie zapraszają… Tak więc nawet nie mam się jak “odwdzięczyć”… 😉

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2017

    Iwona

    Mnie chyba najbardziej wkurzalo w tych odwiedzinach, ze w ogole BYLY ;-P Bo to zawsze kazdorazowo co najmniej 2 godziny z zycia, w ktorych zamiast tego moglabym byla:
    – POSPAC
    – zjesc cos
    – wziac prysznic
    – ogarnac sprawy zyciowe
    – pogapic sie w sufit i zlapac oddech
    – czy juz wspominalam o POSPAC? 😉
    Sorry, tak to czulam. Ale czego sie nie robi dla dziecka 😉

    • Odpowiedz Wrzesień 11, 2017

      Ania

      Ja jestem bezczelna i mialam noworoda, ktoremu zasadniczo wszystko bylo jedno na czyich rekach jest, o ile byl na rekach. (No chyba ze akurat chcial jesc.) Sie znaczy nieodkladalny byl. Tak wiec goscie (przynajmniej ci bardziej zaufani, ale wiekszosc taka byla) dostawali noworoda na rece, a ja w koncu moglam uzyc dwoch rak i np. zjesc cieply posilek. Przyniesiony zreszta przez gosci. Albo normalnie pojsc do toalety, bez dziwacznej gimnastyki. Dopiero potem nauczylam sie motac chuste i problemy egzystencjalne odpadly.

      • Odpowiedz Wrzesień 20, 2017

        Iwona

        Tacy goscie sa fajni. ALe mimo wszystko glupio przy nich spac albo czytac ksiazke ;-D

  • Odpowiedz Wrzesień 5, 2017

    Ewa

    Poza wymienionymi zasadami dodalabym jeszcze jedna aby w trakcie wizyty pamietac o jakims drobiazgu dla starszego rodzeństwa jesli takowe noworodek posiada.

  • Odpowiedz Wrzesień 6, 2017

    Ewelina

    Ja miałam taką sytuację że znajomi przyszli z dziećmi 5 i 8 lat. Nigdy by mi do głowy nie przyszło żeby pozwalać swoim dzieciom na takie zachowanie u maluszka takiego. Dzieciaki darły sie nie miłosiernie skakały szalały biegały po całym domu trzaskając drzwiami rodzice nic nie robili sobie z tego ze moje nowonarodzone dziecko wystraszone płakało i nie mogł sie uspokoić. Mieliśmy przez to zarwana noc. Na nic zdawało się nasze delikatne sugerowanie że jest za duży hałas rodzicom to kompletnie nie przeszkadzało. Szczytem było wejście tych dzieci pod prysznic walenie drzwiami od niego na co rodzice a to nic u nas w domu też się tak bawią. Do cholery nie jesteście w domu!! Ludzie myślcie bo naprawdę nikt nie oczekuje ciszy jak makiem zasiał ale chyba nie darcia japy jakby wyrywano tym dzieciom wnętrzności. Skutek jeden na każde co robisz może wpadniemy odpowiadam że nie mam czasu. A wolałabym żeby po prostu sami wpadli na to ze to nie było w porzbyło.

  • Odpowiedz Wrzesień 8, 2017

    mamaMarta

    Alicjo, wydrukować i porozwieszać w każdym szpitalu:) Niedawno urodziłam trzeciego synka, ale takiego okupowania szpitalnego pokoju jeszcze nie przeżyłam. Jeden mąż to siedział od rana do wieczora, a był do tego stopnia nieświadomy, że kogoś jego obecność może krępować, że gdy nagą kobietę po cesarskim cięciu pielęgniarki miały prowadzić pod prysznic potrzebował specjalnego upomnienia, żeby na te kilka minut wyjść, coby się dziewczyna mogła spokojnie w prześcieradło zawinąć i przejść do łazienki. Niby fajnie, że mąż może być ze swoją rodziną od początku, ale apeluję o odrobinę empatii! Przyjść, przynieść obiad, przytulić, ewentualnie zająć się małym coby matula mogła w spokoju wziąć prysznic i do widzenia.
    Obolałe i zakrwawione krocze, obolałe i nabrzmiałe piersi to naprawdę nie jest coś co kobieta ma ochotę pokazywać obcym ludziom, a w szczególności obcym ludziom płci męskiej…

  • Odpowiedz Wrzesień 8, 2017

    mamaMarta

    A co do odwiedzin w domu, mój trzeci synek niedawno skończył miesiąc, jak dotąd odwiedziła go moja mama, moja babcia i moja szwagierka, wpadli też sąsiedzi z góry, którzy sami mają dzieci, więc ich wizyta trwała pół godziny (z hasłem, specjalnie bez zapowiedzi, żebyś nie sprzątała i nic nie szykowała;)). Znajomych generalnie przez pierwsze dwa miesiące nie zapraszamy i nikogo to nie dziwi, nikt się nie wprasza ani nie obraża. Jak się ktoś zasiedział przy odwiedzaniu starszych chłopców hasłem do wymarszu było, “chyba już czas żeby małego wykąpać” aluzję każdy pojmował:)

    Generalnie zasada była taka, jak chcecie się spotkać z dzieciem wpadacie na kawę po południu, jak z nami to między 20, a 21, kiedy wieczorne karmienie, kąpanie itd. mamy już za sobą.

    No i ja nie mam problemu z powiedzeniem towarzystwu, że jestem zmęczona i idę spać, bo mały mnie budzi kilka razy w nocy. Jak ktoś się ma na mnie za to obrazić, to może spokojnie wypisać się z listy moich znajomych (bo przyjaciel zrozumie:))

Leave a Reply